Forum Religia,Polityka,Gospodarka Strona Główna
Bój o Kurdystan !
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Religia,Polityka,Gospodarka Strona Główna -> Aktualności dżunglowe
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 90936
Przeczytał: 189 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 19:52, 24 Paź 2015    Temat postu:

Turcja. Erdogan: Ankara nie pozwoli Kurdom na przejęcie północy Syrii


Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan oskarżył w sobotę kurdyjskie ugrupowania o próbę przejęcia kontroli nad północną Syrią i powiedział, że Ankara do tego nie dopuści.

W przemówieniu wygłoszonym w południowo-wschodniej Turcji Erdogan skrytykował przekształcenie syryjskiego miasta Tall Abjad w muhafazie Ar-Rakka przy granicy z Turcją w autonomiczną strukturę polityczną stworzoną przez Kurdów.
REKLAMA


- Chcą tylko jednego: całkowicie opanować północną Syrię - powiedział Erdogan. - W żadnym wypadku nie pozwolimy, by północna Syria padła ofiarą ich planów. Ponieważ stwarza to dla nas groźbę i niemożliwe jest, abyśmy jako Turcja powiedzieli "tak" na to zagrożenie - dodał.

Wzrost znaczenia syryjskich Kurdów budzi coraz większe zaniepokojenie w Turcji, która od dawna zwalcza na swoim terytorium nastroje separatystyczne wśród tej mniejszości.

Tall Abjad zostało w czerwcu odbite z rąk dżihadystów przez Ludowe Jednostki Samoobrony (YPG) syryjskich Kurdów walczących z oddziałami Państwa Islamskiego (IS). W zeszłym tygodniu lokalna kurdyjska rada ogłosiła miasto częścią autonomicznych samorządnych władz kurdyjskich.

Syryjscy Kurdowie ustanowili po wybuchu wojny domowej w Syrii w 2011 roku trzy strefy czy też "kantony" na północy kraju. Zaprzeczają jednak, jakoby chcieli ustanowić tam własne państwo.

Zdobycie Tall Abjad pozwoliło na połączenie kontrolowanego przez Kurdów "kantonu" Kobane, oblężonego w zeszłym roku przez IS, z położonym dalej na wschód i graniczącym z Irakiem większym kantonem Dżazira.

Turcja w ubiegłych trzech dziesięcioleciach usiłowała położyć kres insurekcji bojowników Partii Pracujących Kurdystanu (PKK), którą USA i Unia Europejska uznają za organizacje terrorystyczną. PKK od lipca, kiedy zerwano rozejm, niemal codziennie przeprowadza ataki na południowym wschodzie Turcji.

Ankara oskarża ramię polityczne syryjskich Kurdów, Partię Unii Demokratycznej (PYD), o głębokie powiązania z PKK.

Erdogan skrytykował również kraje dostarczające PYD uzbrojenie, ale ich nie wymienił.

- Obecnie w PYD jest 1400 członków PKK. Nie ma co tego ignorować, to fakt - powiedział Erdogan. - Ale wszystkie te kraje, które jak się wydaje traktują nas jak przyjaciół, starają się, by wyglądało to na odwrót. Cała pomoc zbrojeniowa otrzymywana przez PYD pochodzi z tych krajów. Bardzo dobrze wiemy, czyja to broń".

Wcześniej w tym miesiącu kurdyjska milicja YPG ogłosiła nowy sojusz z niewielkimi ugrupowaniami arabskich bojowników i otrzymała niewielkie zrzuty broni i amunicji od sił amerykańskich w północno-wschodniej Syrii.

Waszyngton wskazuje, że może bezpośrednio skierować finanse i broń do arabskich dowódców, którzy współpracują z YPG.

...

Przez Edogana koszmar sie wydluza. Kurdowie musza ruszyc do przodu jesli to ma sie skonczyc. Jak beda tkwili w miejscu to wrog nie zniknie. To maja byc sily Kurdow nie komunistow.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 90936
Przeczytał: 189 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 16:27, 28 Paź 2015    Temat postu:

"Czekałem na egzekucję, gdy nas odbili". Bohaterska akcja kurdyjskich i amerykańskich komandosów


Spisywaliśmy już swoje testamenty, a bojownicy z Państwa Islamskiego szykowali się do rozpoczęcia egzekucji - tak brzmi emocjonalna relacja jednego z ocalonych jeńców, odbitych tydzień temu z więzienia ISIL w północnym Iraku. W ryzykownej akcji amerykańskich i kurdyjskich komandosów w północnym Iraku życie stracił żołnierz armii Stanów Zjednoczonych. To pierwszy Amerykanin zabity w walce w Iraku od 2011 roku.

- Nie potrafię oddać słowami tego, co czułem. Rano miałem stracić życie. Ale Bóg zesłał tych komandosów: kurdyjskich i amerykańskich - wspomina wzruszony jeniec.

...

Na wojnie tez jest duze pole do czynienia dobra.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 90936
Przeczytał: 189 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 19:23, 05 Lis 2015    Temat postu:

Kurdowie ogłaszają koniec jednostronnego zawieszenia broni

Bojownicy Partii Pracujących Kurdystanu (PKK) zerwali w Turcji jednostronne zawieszenie broni, które ogłosili w październiku - poinformowała kurdyjska agencja prasowa Firat. Dzień wcześniej prezydent Turcji wzywał do likwidacji PKK.

- Jednostronne powstrzymanie się od wrogich działań zostało przerwane ze względu na prowadzoną przez AKP (rządzącą w Turcji Partię Sprawiedliwości i Rozwoju) politykę wojenną i ich ostatnie ataki - podała agencja Firat, mająca siedzibę w Amsterdamie, cytując oświadczenie PKK.

W środę w pierwszym przemówieniu od niedzielnych wygranych przez AKP wyborów prezydent Recep Tayyip Erdogan zapowiedział, że "nie będzie żadnej przerwy" w walce z bojownikami z PKK. - Operacje przeciwko organizacji terrorystycznej wewnątrz i poza granicami Turcji będą prowadzone w sposób zdeterminowany - podkreślił.

Doszło do walk głównie na zdominowanym przez Kurdów południowym wschodzie Turcji. W wyniku starć z wojskami tureckimi zginęło tam 18 osób, co podniosło bilans ofiar w tym tygodniu do prawie 40 - wylicza agencja Reutera.

PKK ogłosiła w październiku jednostronne zawieszenie broni, by oddać hołd zabitym w zamachu bombowym w Ankarze.

Eskalacja konfliktu między siłami rządowymi w Turcji a PKK doprowadziła do zerwania przed trzema miesiącami rozmów pokojowych prowadzonych od końca 2012 r. Szacuje się, że od 1984 roku konflikt kurdyjsko-turecki pociągnął za sobą ok. 40 tys. ofiar śmiertelnych.

Rząd w Ankarze oskarża PKK o to, że wykorzystała 2,5-letni rozejm, by zgromadzić broń. Z kolei opozycja uważa, że rząd zakończył proces pokojowy, gdyż w czerwcowych wyborach partia prokurdyjska zdobyła wystarczającą liczbę głosów, by wejść do parlamentu i pozbawić AKP większości, którą dysponowała od 2002 roku.

>>>

I co teraz?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 90936
Przeczytał: 189 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 19:45, 10 Lis 2015    Temat postu:

Premier Turcji: nie poświęcimy walki z terroryzmem za pokój z Kurdami

Ahmet Davutoglu - OZAN KOSE / AFP

"Nie poświęcimy walki z terroryzmem" dla pokoju z Kurdami - oświadczył premier Turcji Ahmet Davutoglu. Prezydent Recep Tayyip Erdogan wezwał do reform i zapowiedział, że nowa konstytucja powinna powstać w ciągu czterech lat jednopartyjnego rządu AKP.

W ciągu następnych sześciu miesięcy Turcja zaangażuje się w proces przeprowadzenia głównych reform w sferze gospodarczej, społecznej i wymiaru sprawiedliwości - powiedział Davutoglu w wywiadzie dla tureckiej telewizji państwowej TRT.
REKLAMA


Wezwał do wprowadzenia systemu prezydenckiego opartego na zrównoważonym rozdziale władzy. Zaznaczył, że obecny system powodował napięcia między prezydentem a premierem rządu.

Davutoglu powiedział, że rząd może omawiać kwestię nowej konstytucji i "walki z terroryzmem" z ugrupowaniami opozycyjnymi.

Jak podkreślił, Turcja odpowie z powietrza i ziemi każdemu, kto będzie jej zagrażał z terytorium Syrii. Dodał, że omawiał z prezydentem USA Barackiem Obamą potrzebę wypracowania nowej strategii przeciwko Państwu Islamskiemu (IS). Wskazał, że Turcja powinna odgrywać większą rolę w międzynarodowej koalicji zwalczającej ekstremistów w Syrii i Iraku.

- Wybory z 1 listopada zapoczątkowały cztery lata stabilizacji i zaufania. Sprawmy, aby był to czas reform i traktowania priorytetowo nowej konstytucji - mówił Erdogan podczas uroczystości upamiętniającej 77. rocznicę śmierci ojca-założyciela współczesnej Turcji Mustafa Kemala Ataturka. Obawy dotyczące sprawowania władzy w Turcji powinny zostać odłożone na bok, by kraj mógł skupić się na przyszłości - dodał.

Erdogan wielokrotnie otwarcie dawał do zrozumienia, że chce zmienić konstytucję i przeprowadzić zmiany ustrojowe w kraju, wprowadzając system prezydencki.

Ugrupowanie Erdogana, rządząca konserwatywno-islamistyczna Partia Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP), odzyskało większość absolutną w przedterminowych wyborach parlamentarnych 1 listopada, po tym jak straciła je po 13 latach rządów w czerwcowych wyborach. AKP uzyskała 317 mandatów w liczącym 550 miejsc parlamencie. Niewiele zabrakło jej do 330 mandatów wymaganych do tego, aby móc zdecydować o rozpisaniu referendum na temat zmiany konstytucji.

Komisja Europejska wytknęła Turcji "ogólnie negatywne tendencje" w dziedzinie ochrony praw człowieka i rządów prawa. Dotyczy to przede wszystkim sądownictwa, poszanowania wolności słowa i zgromadzeń.

Zdaniem Brukseli niezawisłość sądów w Turcji jest ograniczana od 2014 r., gdy sędziowie i prokuratorzy zostali poddani politycznym naciskom. KE wezwała też Turcję do skuteczniejszej walki z korupcją, a także dyskryminacją, w tym mniejszości seksualnych.

KE liczy na zakończenie eskalacji przemocy w Turcji i powrót do rozmów o rozwiązaniu kwestii kurdyjskiej. Po rozpoczęciu przez tureckie władze operacji antyterrorystycznej, wymierzonej w Państwo Islamskie, a także Partię Pracujących Kurdystanu (PKK), proces pokojowy został wstrzymany - wskazuje Komisja.

...

Czyli co? Bezsensowna wojenka z Kurdami?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 90936
Przeczytał: 189 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 14:30, 13 Lis 2015    Temat postu:

Kurdowie informują odbiciu miasta Sindżar z rąk dżihadystów

Kurdowie informują odbiciu miasta Sindżar z rąk dżihadystów - AFP

Peszmergowie, bojownicy kurdyjscy, opanowali centrum strategicznie ważnego miasta Sindżar w północnym Iraku, kontrolowanego dotąd przez dżihadystów z Państwa Islamskiego (IS) - informują świadkowie.

Koło Sindżaru przebiega szosa nr 47 łącząca bastiony IS - iracki Mosul i syryjską Ar-Rakkę. Ta strategiczna droga jest dla dżihadystów ważnym szlakiem zaopatrzeniowym. Państwo Islamskie zajęło Sindżar w sierpniu zeszłego roku, zabijając i porywając tysiące mieszkających tam jazydów.
REKLAMA


Kurdyjską ofensywę, nazwaną operacją "Uwolnić Sindżar", wspiera lotnictwo państw koalicji pod wodzą USA.

Dziennikarze agencji Asociated Press widzieli peszmergów umieszczających w centrum miasta kurdyjską flagę i strzelających na wiwat. Przedstawiciele sił kurdyjskich informują, że w Sindżarze dżihadyści "są pokonani i uciekają". Kurdowie przejęli kontrolę nad centrum miasta, cementownią, szpitalem i kilkoma gmachami publicznymi.

Ofensywę osobiście nadzoruje prezydent irackiego Kurdystanu Masud Barzani. Jest on też przywódcą Demokratycznej Partii Kurdystanu (DPK), którą inne ugrupowania w regionie oskarżają o dążenie do monopolizacji władzy.

Wielu jazydów odwróciło się od DPK, gdy jej siłom nie udało się w zeszłym roku obronić ich przed dżihadystami. Państwo Islamskie uważa jazydów za heretyków.

Syryjscy partnerzy Partii Pracujących Kurdystanu (PKK) pomogli jazydom i ewakuowali tysiące ludzi uwięzionych na górzystych terenach wokół Sindżaru. Większość jazydów trafiła do obozów w regionie Kurdystanu, ale kilka tysięcy wciąż jest więzionych przez IS.

Zezwalając na pierwsze naloty przeciwko IS w sierpniu 2014 roku, prezydent USA Barack Obama uzasadniał je m.in. tym, że nie można dopuścić do ludobójstwa jazydów.

...

Brawo! To sa Kurdowie!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 90936
Przeczytał: 189 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 15:15, 13 Lis 2015    Temat postu:

Chrześcijańscy bojownicy

W północno-wschodniej Syrii swoje oddziały zbrojne powołali tamtejsi chrześcijanie - Asyryjczycy, których spora część uważa się za odrębny autochtoniczny naród (w przeciwieństwie do wyznawców wielu innych Kościołów, którzy mają się za chrześcijańskich Arabów).

Noszą nazwę Sotoro, co jest skrótem od asyryjskiej nazwy Siły Ochrony i Obrony. - Liczą one w tym regionie kilkuset bojowników - powiedział niedawno portalowi Al-Monitor jeden z dowódców Ahikar Isa. Jako największy sukces wymienił wyzwolenie przez Sotoro Hasaki, miasta na północnym wschodzie. W tej niezauważonej przez światowe media operacji, do której doszło w połowie czerwca, słabo uzbrojeni chrześcijańscy bojownicy mieli pokonać liczniejszych dżihadystów.

- Te oddziały bronią swoich terenów, są przygotowane do odpierania ataków z różnych stron, również Kurdów, którzy w tym regionie chcą wprowadzać swoje porządki. Jest to ważne psychologicznie: wreszcie ktoś nas może bronić. Znam osobiście kilku członków Sotoro, pilnują naszych osiedli, biorą udział w odbijaniu zakładników - opowiada „Rz" Michael Abdala, Asyryjczyk pochodzący z tego regionu Syrii, orientalista z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Bojownicy Sotoro wspierają też chrześcijan na drugim końcu Syrii, w miasteczku Sadad koło Homs, otoczonym przez ISIS, które zdobyło już pobliską chrześcijańską miejscowość. Dolecieli na miejsce samolotami, odwiedził ich na miejscu patriarcha Ignacy Efrem II (głowa Syryjskiego Ortodoksyjnego Patriarchatu Antiochii i Całego Wschodu, Asyryjczyk), który pochodzi z Kamiszli, miasta, w którym Michael Abdalla chodził do szkoły.

Kamiszli, 180-tysięczne miasto położone niedaleko granic Turcji i Iraku, teoretycznie kontroluje rząd z Damaszku, który ma tam swoje koszary. Ale faktycznie przekazał on władzę Kurdom.

- Kamiszli to miasto od zera utworzone przez chrześcijan, Asyryjczyków i Ormian, którzy uciekli sto lat temu przed rzezią w Turcji. Tam nic nie było, tylko bagna. Dziadek mi opowiadał o Francuzie, który projektował miasto i linię kolejową - mówi Michael Abdalla.

- Ale tak to z nami, chrześcijanami, jest, my budujemy, doprowadzamy do rozkwitu, a potem nas stamtąd rugują. Teraz robią to Kurdowie, którzy dominują w regionie i są wspomagani przez iracki Kurdystan. Okupują szkoły asyryjskie, na siłę chcą wprowadzać do nich język kurdyjski, chcą wywłaszczać chrześcijan, a w prowincji 35 proc. ziemi należało do chrześcijan. Gdy ja byłem dzieckiem, w latach 60., w Kamiszli były tylko prywatne szkoły asyryjskie. A we wsi, w której się urodziłem, 50 km od Kamiszli, byli sami chrześcijanie, podobnie w sąsiednich. Do siódmego roku życia znałem tylko asyryjski, zwany też syriackim, w ogóle nie wiedziałem, że istnieje język arabski. Wszyscy mówili po naszemu, dopiero gdy rodzina przeniosła się do Kamiszli, to usłyszałem arabski. Co to za język? - zapytałem, trochę podobny do naszego - wspomina orientalista.

Jerzy Haszczyński

...

JESLI KURDOWIE BEDA PRZESLADOWAC TO KONIEC Z POPIERANIEM ICH! ZADNYCH PRZESLADOWCOW NIE POPIERAMY!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 90936
Przeczytał: 189 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 19:59, 13 Lis 2015    Temat postu:

Odbito strategiczne miasto z rąk dżihadystów z Państwa Islamskiego


Peszmergowie, bojownicy kurdyjscy, opanowali centrum strategicznie ważnego miasta Sindżar w północnym Iraku, kontrolowanego dotąd przez dżihadystów z Państwa Islamskiego (IS) - informują świadkowie.


Koło Sindżaru przebiega szosa nr 47 łącząca bastiony IS - iracki Mosul i syryjską Ar-Rakkę. Ta strategiczna droga jest dla dżihadystów ważnym szlakiem zaopatrzeniowym. Państwo Islamskie zajęło Sindżar w sierpniu zeszłego roku, zabijając i porywając tysiące mieszkających tam jazydów.

W piątek rano dziennikarze agencji Asociated Press widzieli peszmergów umieszczających w centrum miasta kurdyjską flagę i strzelających na wiwat. Przedstawiciele sił kurdyjskich informują, że w Sindżarze dżihadyści "są pokonani i uciekają". Kurdowie przejęli kontrolę nad centrum miasta, cementownią, szpitalem i kilkoma gmachami publicznymi.

Ofensywę osobiście nadzoruje prezydent irackiego Kurdystanu Masud Barzani. Jest on też przywódcą Demokratycznej Partii Kurdystanu (DPK), którą inne ugrupowania w regionie oskarżają o dążenie do monopolizacji władzy.

Wielu jazydów odwróciło się od DPK, gdy jej siłom nie udało się w zeszłym roku obronić ich przed dżihadystami. Państwo Islamskie uważa jazydów za heretyków.

Syryjscy partnerzy Partii Pracujących Kurdystanu (PKK) pomogli jazydom i ewakuowali tysiące ludzi uwięzionych na górzystych terenach wokół Sindżaru. Większość jazydów trafiła do obozów w regionie Kurdystanu, ale kilka tysięcy wciąż jest więzionych przez IS.

Kurdyjską ofensywę, nazwaną operacją "Uwolnić Sindżar", wspiera lotnictwo państw koalicji pod wodzą USA. Zezwalając na pierwsze naloty przeciwko IS w sierpniu 2014 roku, prezydent USA Barack Obama uzasadniał je m.in. tym, że nie można dopuścić do ludobójstwa jazydów.

Zobaczcie, jak wyglądała operacja odbicia miasta Sindżar z rąk dżihadystów z Państwa Islamskiego.

...

Brawo Peszmergowie! SmileSmileSmile To jest wojsko!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 90936
Przeczytał: 189 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 0:47, 15 Lis 2015    Temat postu:

Siły kurdyjskie odkryły w Iraku w ciągu ostatniej doby zwłoki 120 bojowników IS
14 listopada 2015, 20:50
Bojownicy kurdyjscy, peszmergowie, natrafili w ciągu ostatniej doby na zwłoki 120 dżihadystów z oddziałów bojowych Państwa Islamskiego (IS), którzy zginęli podczas walk zakończonych wyzwoleniem Sindżaru, miasta w północnym Iraku.

Gubernator Sindżaru, Mohama Dżalil, podając tę informację dodał, że wśród zabitych odkryto zwłoki zagranicznych bojowników, w tym obywateli krajów zachodnich.

Pod gruzami zbombardowanych budynków i umocnień znajduje się prawdopodobnie jeszcze znaczna liczba zabitych.

Siły kurdyjskie ogłosiły Sindżar "strefą wojskową", ponieważ dżihadyści porzucili tam setki ton pocisków artyleryjskich, min i materiałów wybuchowych, które rozbrajają obecnie kurdyjscy saperzy.

W walkach toczonych w ciągu soboty Kurdowie odbili z rąk bojowników IS trzy miejscowości położone na południowy zachód od Sindżaru, zabijając 22 terrorystów.

Ofensywę, podczas której peszmergowie odbili po 15 miesiącach miasto Sindżar, poprzedziły bombardowania lotnicze przeprowadzone przez koalicję pod wodzą Stanów Zjednoczonych.

Dzięki odbiciu miasta udało się przeciąć komunikację między syryjską prowincją Ar-Rakka kontrolowaną przez IS, a drugim co do wielkości miastem irackim Mosulem, który pozostaje w rękach dżihadystów.

...

Poniesli kleske.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 90936
Przeczytał: 189 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 17:54, 20 Lis 2015    Temat postu:

Jazydzi nie chcą wracać do swoich domów. Rosną obawy o bezpieczeństwo


Wielu przebywających w Turcji jazydów nie zamierza wracać do Sindżaru i okolic na północy Iraku, odbitych z rąk Państwa Islamskiego w zeszłym tygodniu - podają tureckie media. Jak pisze brytyjski dziennik "The Telegraph" znaleziono tam masowe groby.

9Zobacz zdjęcia




Prywatna agencja informacyjna Dogan podała, że około połowy uchodźców z 5-tysięcznego obozu w południowo-wschodniej Turcji już wyruszyła stamtąd w nadziei dotarcia do Europy. Ci, którzy w obozie pozostali, nie chcą wracać do Sindżaru, nadal obawiając się o swoje bezpieczeństwo.

Kurdyjskie siły wspomagane z powietrza przez samoloty koalicji pod dowództwem USA odbiły Sindżar opanowany od roku przez bojowników IS. Ekstremiści islamscy wymordowali tam tysiące jazydów, a młode kobiety zamienili w swoje niewolnice seksualne.

Brytyjski dziennik "The Telegraph" pisze o odkryciu w mieście i okolicy masowych grobów pomordowanych jazydzkich kobiet, za starych, aby uczynić z nich seksualne niewolnice. Jazydki, którym udało się uniknąć pojmania przez IS, wskazały miejsca zbiorowych mogił.

W zeszłym tygodniu Peszmergowie opanowali centrum strategicznie ważnego miasta Sindżar w północnym Iraku, kontrolowanego dotąd przez dżihadystów z Państwa Islamskiego. To jeden z największych sukcesów Kurdów od czasu pojawienia się tzw. Państwa Islamskiego.

Miasto Sindżar pojawiało się w czołówkach doniesień medialnych w sierpniu ubiegłego roku, kiedy kontrolę nad nim przejęli fanatycy. Spowodowało to masowy eksodus jazydów, z których część utknęła w górach. To właśnie zdobycie Sindżar było bezpośrednim powodem rozpoczęcia nalotów w Iraku przez Amerykanów. Stany Zjednoczone wspierały kurdyjskie wojska w zakończonej właśnie operacji.

Kurdowie przejęli kontrolę nad centrum miasta, cementownią, szpitalem i kilkoma gmachami publicznymi. Ofensywę osobiście nadzorował prezydent irackiego Kurdystanu Masud Barzani. Jest on też przywódcą Demokratycznej Partii Kurdystanu (DPK), którą inne ugrupowania w regionie oskarżają o dążenie do monopolizacji władzy.

W mediach pojawiły się zdjęcia miasta wykonane po odbiciu go z rąk dżihadystów z Państwa Islamskiego. Miejsce zostało zdewastowane przez bojowników. Większość domów i świątyń zostało całkowicie zniszczone. Zobaczcie, jak wygląda obecnie miasto Sindżar.

...

Za wczesnie na powroty.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 90936
Przeczytał: 189 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 22:22, 23 Lis 2015    Temat postu:

Ostrzelano samochód przywódcy prokurdyjskiej opozycji
22 listopada 2015, 23:15
W niedzielę wieczorem ostrzelano samochód jednego z przywódców prokurdyjskiej Ludowej Partii Demokratycznej (HDP) Selahattina Demirtasa. Politykowi nic się nie stało - poinformował rzecznik partii HDP.

Według rzecznika jeden z pocisków trafił w tylną kuloodporną szybę samochodu, którym jechał Demirtas w położonym na południowym wschodzie Turcji mieście Diyarbakir. Rejon ten zamieszkały jest głównie przez Kurdów.

"Śmierć następuje z woli Boga" - skomentował po incydencie Demirtas na Twitterze.

Turecka policja zatrzymała Belga pochodzenia marokańskiego pod zarzutem pomocy zamachowcom w atakach terrorystycznych w Paryżu 13 listopada, w których zginęło 130 osób - poinformowała w sobotę agencja Dogan. Doniesienia potwierdził przedstawiciel władz Turcji.

26-letni Ahmet Dahmani został zatrzymany w luksusowym hotelu w kurorcie Antalya.

Przedstawiciel tureckich władz powiedział, że 14 listopada mężczyzna ten przyleciał do Turcji z Amsterdamu. Zatrzymano też dwóch jego współpracowników.

Według agencji Dogan Dahmani miał w Paryżu robić dla Państwa Islamskiego (IS) rozpoznanie miejsc, w których ostatecznie doszło do zamachów. Dwaj pozostali mężczyźni, zatrzymani na autostradzie w pobliżu Antalyi, mieli być wysłani przez IS w celu zapewnienia bezpiecznego przedostania się Dahmaniego przez granicę. Są to obywatele Syrii.

Władze Turcji szacują, że ok. 1,3 tys. obywateli kraju walczy w szeregach dżihadystów w Syrii. Niektórzy dyplomaci są zdania, że dane te są zaniżone.

...

CO TO MA ZNACZYC!


"Śmierć następuje z woli Boga" - skomentował.
!!!!

Co za odpowiedz! Bez woli Biga wlos z glowy wam nie spadnie. Kurdowie mi sie zdecydowanie podobaja SmileSmileSmile


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 90936
Przeczytał: 189 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 0:36, 29 Lis 2015    Temat postu:

Turcja: zginął prominentny kurdyjski prawnik i obrońca praw człowieka

Tahir Elci - Reuters

Prominentny kurdyjski adwokat i obrońca praw człowieka Tahir Elci został zastrzelony w Diyarbakirze na południowym wschodzie Turcji, gdy apelował o zakończenie turecko-kurdyjskiego konfliktu - poinformował szef MSW w Ankarze Efkan Ala.

Do zajścia doszło, gdy Elci wraz z innymi przedstawicielami miejscowej palestry apelował o pokój w regionie, zamieszkanym głównie przez ludność kurdyjską i będącym sceną częstych starć między bojownikami organizacji Partia Pracujących Kurdystanu (PKK) a tureckimi siłami bezpieczeństwa. Elci przemawiał przed historycznym meczetem, który został uszkodzony podczas niedawnych walk.

Według ministra spraw wewnętrznych dwaj napastnicy ostrzelali policjantów z odległości ok. 100 metrów od Elciego, zabijając jednego funkcjonariusza, a kurdyjski działacz zginął podczas wymiany ognia. Według świadków prawnik został trafiony pojedynczym strzałem w głowę.

Premier Ahmet Davutoglu nie wykluczył, że mógł to być zamach, taką wersję wydarzeń przedstawiła również izba adwokacka w Diyarbakirze, której Elci był przewodniczącym.

Władze ogłosiły godzinę policyjną w dzielnicy Sur, gdzie doszło do ataku, a rząd zapowiedział wyjaśnienie sprawy w przejrzysty sposób.

Prokurdyjska partia HDP twierdzi, że prawnik był celem rządzącej Partii Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) oraz kontrolowanych przez nią mediów. Ugrupowanie zaapelowało do partii politycznych, organizacji obywatelskich i stowarzyszeń zawodowych do protestów. Zostały one zorganizowane w Diyarbakirze, Stambule i innych miastach.

W Stambule policja użyła gazu łzawiącego i armatek wodnych, by rozproszyć kilkuset demonstrantów krzyczących "Ramię w ramię przeciwko faszyzmowi" oraz "Tahir Elci jest nieśmiertelny". Armatek wodnych użyto także w Diyarbakirze wobec protestujących, którzy obrzucali policjantów kamieniami i petardami.

Elci był w Turcji krytykowany za wypowiedzi, że zdelegalizowana w kraju PKK nie jest, wbrew oficjalnej wykładni, organizacją terrorystyczną, choć jednocześnie potępiał stosowaną przez nią przemoc. Został oskarżony o uprawianie terrorystycznej propagandy, za co groziło mu ponad siedem lat więzienia. Na Twitterze Elci pisał, że z powodu swych wypowiedzi w obronie PKK dostaje pogróżki.

PKK, która domaga się większej autonomii dla Kurdów w Turcji, prowadzi walkę zbrojną od 1984 roku. W lipcu doszło do zerwania rozmów pokojowych między PKK a rządem Turcji, prowadzonych od końca 2012 r., a 5 listopada PKK wypowiedziała jednostronne zawieszenie broni, ogłoszone przed listopadowymi wyborami parlamentarnymi, w których zwyciężyła AKP. Wywodzący się z niej prezydent Recep Tayyip Erdogan po wyborach wezwał do likwidacji PKK. Szacuje się, że konflikt kurdyjsko-turecki spowodował dotąd śmierć ok. 40 tys. ludzi, głównie rebeliantów.

...

Meczennik za Kurdystan...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 90936
Przeczytał: 189 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 15:59, 11 Gru 2015    Temat postu:

W Turcji znów wojna z Kurdami. Tomasz Grzywaczewski: Obie strony są zawzięte
Oskar Górzyński
akt. 11 grudnia 2015, 13:42
Podczas gdy świat pochłonięty jest wojną z Państwem Islamskim, tuż za granicą Syrii, na terytorium państwa NATO rozgorzała na nowo inna krwawa wojna, konflikt między kurdyjską partyzantką PKK walczącą i rządem Turcji. O tym, jak wygląda ten konflikt z bliska i kim są kurdyjscy bojownicy, opowiada WP Tomasz Grzywaczewski, dziennikarz i reportażysta, który spędził trzy tygodnie w strefach walki w tureckim Kurdystanie.





Przed czerwcowymi wyborami w Turcji powszechna była nadzieja na to, że wejście HDP,
kurdyjskiej partii do parlamentu wymusi i przyspieszy doprowadzenie do dokończenia procesu pokojowego w toczonej od ponad dekady wojnie Turcji z Partią Pracujących Kurdystanu (PKK). Stało się jednak odwrotnie: doszło do wznowienia uśpionego konfliktu. Dlaczego?

- Od początku było wiadomo, że sprawa Kurdów będzie kluczową kwestią w listopadowych wyborach. Te wybory zostały powtórzone właśnie dlatego, że HDP dostała się do parlamentu, przekroczyła 10-procentowy próg wyborczy i odebrała w ten sposób większość partii rządzącej. Zresztą po raz pierwszy w historii partia Kurdów uzyskała legalną reprezentację w tureckim parlamencie. W noc wyborczą byliśmy w siedzibie partii. I wyniki były dużym rozczarowaniem. Jeszcze dzień wcześniej działacze liczyli na wynik w okolicach 14 procent, a skończyło się tak, że ledwo przekroczyła próg. Tymczasem AKP zdobyła swoją upragnioną większość. Natomiast mimo wszystko, oczekiwania były wówczas takie, że sytuacja w Kurdystanie się uspokoi. Od tych wyborów czerwcowych napięcie rosło, ale teraz, kiedy prezydent Erdogan uzyskał swój cel, wydawało się że ono spadnie. Kiedy dotarliśmy do Kurdystanu okazało się, że jest wręcz odwrotnie. Pojechaliśmy wtedy do Silvan, miasta ok. 70 kilometrów od Diyarbakir, nieformalnej stolicy tureckiego Kurdystanu. Tam była już wtedy wprowadzona godzina policyjna. Wyglądało to tak, że całe dzielnice miasta są zamykane przez wojsko i policję i tam trwa regularna wojna miejska, z użyciem ciężkich karabinów maszynowych, wyrzutni rakiet, wozów opancerzonych, pojawiły się nawet czołgi.



Rozmawiał Pan z kurdyjskimi bojownikami. Jakie jest ich nastawienie? Dlaczego chwycili za broń?

- Mam takie wrażenie, że Kurdowie po tych wyborach stracili nadzieję na możliwość legalnego zagwarantowania ich praw i poczuli się postawieni pod ścianą. Oni po wyborach czerwcowych mieli prawdziwą nadzieję, że będą mieć demokratyczny, pokojowy sposób walki o swoje prawa. Ale okazało się, że rozpisano nowe wybory, a w międzyczasie dochodziło do bardzo silnych napięć: ginęli ludzie, doszło do masakry w Cizre przy granicy z Syrią, do tego doszedł zamach w Suruc. Jak mówił lider HDP Selahattin Demirtas, w takich warunkach po prostu nie dało się prowadzić kampanii wyborczej. To oczywiście opinia Kurdów i to powtarzają tam wszyscy, od bojowników po zwykłych ludzi. Mówią o atmosferze zastraszania i terroru, że miesiące między wyborami były przede wszystkim walką o przetrwanie. Dlatego według nich nie da się walczyć w takich warunkach o prawa w sposób legalny i demokratyczny.



Jak powszechny to pogląd?

- Bardzo. Dla mnie szokująca była rozmowa z pewną kobietą w Sirnak. Pytaliśmy, jak ona wspomina lata 90-te, najbardziej intensywny okres wojny PKK z Turcją. Mówiła nam o strasznych rzeczach: o porwaniach ludzi, krwi na ulicach, braku jedzenia, ludziach chowających się po domach. Ale kiedy zapytaliśmy, czy w takim razie jest teraz gotowa do walki i znowu przez to wszystko przejść, w ogóle się nie zawahała i powiedziała tylko: tak. Co więcej, mówiła że wtedy nie byli przygotowani na to, co zrobią Turcy, ale teraz jest inaczej i wiedzą jak walczyć. Dlatego będą kontynuowali opór. Druga rzecz to przykład płynący z Rożawy, z syryjskiego Kurdystanu.



Tylko że zbudowanie swojej autonomii w syryjscy Kurdowie zawdzięczają głównie rozpadowi państwa. Sytuacja jest inna niż w Turcji.

- Oczywiście, tylko abstrahując od sytuacji geopolitycznej, to prosty Kurd myśli tak: skoro w Rożawie się udało, to nam też się może udać. Jak się wsiada z Kurdem do samochodu to najczęściej puszczaną w radiu piosenką jest hymn Rożawy. A obronione przed inwazją ISIS Kobane zostało wyniesione do rangi Powstania Warszawskiego, miasta-pomnika. Ten przykład jest ewidentną inspiracją dla Kurdów w Turcji.



- Ale czy rzeczywiście tak powszechne jest to nastawienie wśród Kurdów? Przecież mówi się o tym, że bardziej religijni Kurdowie głosują na Erdogana. Co więcej, prawdopodobnie sprawcy zamachów ISIS w Suruc i Ankarze, bracia Alagoz, także okazali się mieć kurdyjskie korzenie.

- Wiadomo, że społeczeństwo nigdy nie jest homogeniczne. Ale wyniki wyborów w miastach Kurdystanu, szczególnie tego właściwego Kurdystanu, wskazują na to, że tak myśli zdecydowana większość. Tam HDP zdobywała po 60, a nawet 80 procent głosów. Wyjątkiem jest Gaziantep, duże miasto na południowym wschodzie, ale to właściwie jest jeszcze Turcja, a nie Kurdystan. Ale 200 kilometrów dalej jest Diyarbakir, nieformalna stolica Kurdystanu. W Gaziantepie wygrała AKP, a w Diyarbakir HDP dużą większością. Oczywiście, że są osoby głosujące na AKP, ale to w dużej części to beneficjenci obecnej władzy – urzędnicy, pracownicy administracji itd., albo wyższa klasa średnia, która głosuje po prostu za pokojem, za tą opcją, która zagwarantuje spokojne życie. Ta grupa nie jest jednak duża.



W takiej sytuacji perspektywy na powrót do rozwiązania problemów w sposób pokojowy wydają się marne.

- Faktycznie, ja nie widzę na razie szansy na deeskalację napięcia. Zawzięty jest zarówno rząd w Ankarze, jak i Kurdowie, którzy władzy po prostu już nie ufają i nie widzą innej drogi niż przez walkę. Z jednej strony jest Abdullah Ocalan, więziony przywódca PKK, którego Kurdowie wielbią i który jest dla nich niemal koroną stworzenia, a z drugiej mamy Erdogana, który bardzo się umocnił po tych wyborach i boi się tego przykładu Rożawy.

Mówimy o „walce o prawa” Kurdów. Ale o jakie prawa? Jaki jest cel tej walki: dodatkowe prawa językowe, autonomia, a może w ogóle secesja?

Chodzi o autonomię, taką jak w Europie mają Szkoci czy Katalończycy. Uzyskanie władz autonomicznych, języka urzędowego kurdyjskiego. W prawie międzynarodowym to się nazywa „samostanowienie w aspekcie wewnętrznym”. Oficjalnie nikt nie powie, że chcą utworzyć niepodległe państwo tureckiego Kurdystanu, które połączy się z Rożawą i irackim Kurdystanem. Mówi się po prostu o autonomii. Problem w tym, że z perspektywy Ankary autonomia to pierwszy krok do niepodległości.



PKK jest uznawana za część państw Zachodu, w tym USA, NATO i Unię Europejską, jako organizacja terrorystyczna. Słusznie?

- Według mnie nie jest to słuszna klasyfikacja. W działalności PKK nie widać zastraszania na szeroką skalę ludności cywilnej – a to jest głównym wyznacznikiem terroryzmu.



Ale z drugiej strony, w przeszłości, głównie w latach 90-tych dochodziło do atakówstricte terrorystycznych, do zamachów samobójczych i innych tego typu.

- Tak, ale teraz to się zmieniło. Obecnie nie ma kierowanych ataków na ludność cywilną, są ataki na żołnierzy. Działają tak, jak działa partyzantka. Ja osobiście nie miałem kontaktu z bojownikami PKK, ale rozmawiałem z członkami innej grupy, partyzantki miejskiej. Co mnie tam uderzyło, to powszechność doświadczenia udziału w PKK. To jest tak, że siadasz z kimś do stołu, zaczynasz rozmawiać o PKK i okazuje się, że ktoś obok ma brata albo ojca w tej organizacji, albo jego matka była za te związki torturowana. Zwykle organizacje terrorystyczne nie mają takiego wpływu i takich powiązań z ogółem danej zbiorowości. Jak dla mnie pasuje to bardziej do działalności partyzanckiej. Rząd oczywiście zwalcza wszystkich, którzy nie podzielają opinii o PKK jako terrorystach . Takim kimś był też znany prawnik broniący praw człowieka Tahir Elci, któremu za kwestionowanie tej klasyfikacji groziło do 12 lat więzienia. Pod koniec listopada został zamordowany w Diyarbakirze.



Pan też miał swoje przygody z tureckimi służbami. Jak do tego doszło?

To była dziwna sytuacja, bo kiedy w Diyarbakir wsiedliśmy wraz z inną polską wolontariuszką do autobusu zmierzającego do Antep przy granicy z Syrią, za nami weszło trzech funkcjonariuszy i zabrało na posterunek dworcowy. Tam „walcowali” nas przez ponad 6 godzin. Na początku sugerowali, że jesteśmy zachodnimi rekrutami Państwa Islamskiego. Ale wtedy przeszukali nam bagaże i znaleźli chustę w kolorach kurdyjskich, którą dostałem w prezencie, oraz opublikowany niedawno raport Tahira Elci o łamaniu praw człowieka i masakrze w mieście Cizre. Powiedzieli nam, że to nielegalne, co było oczywistym absurdem. Stwierdzili wtedy, że jestem terrorystą PKK, ale w końcu nie wiedzieli, co zrobić. Ciągle gdzieś dzwonili i naradzali się. Być może rzeczywiście była to jakaś rutynowa akcja, bo policja prowadziła wówczas podobno w Antepie obławę na islamistów, którzy zabili wcześniej trzech tureckich żołnierzy. Ale kiedy zorientowali się, kim jesteśmy, to widać było, że konsultowali co robić z „górą”. Ostatecznie stanęło chyba na tym, że nie ma sensu robić międzynarodowego skandalu i nas wypuścili.



Ale z drugiej strony w innych przypadkach tureckie władze nie miały takich zahamowań. Na przykład wtedy, kiedy zatrzymali grupę amerykańskich dziennikarzy Vice News, których początkowo oskarżono o pomaganie dżihadystom. Co prawda w końcu ich wypuścili, ale ich irakijskiego przewodnika, Mohameda Rasoola, trzymają do dzisiaj.

- To prawda, jednak to była demonstracja siły, pokazanie: zobaczcie, możemy to zrobić. Ale wtedy, kiedy Ankara chciała się dogadać z Europą nie było im na rękę ryzykowanie kolejnego skandalu, a poza tym jako polscy dziennikarze jesteśmy na tyle niegroźni, że nie było sensu nas trzymać . Natomiast jestem przekonany, że wiedzieli, kim jesteśmy, gdzie byliśmy i co robiliśmy.



Kiedy mówił Pan o kulcie Ocalana wśród Kurdów, pokazał mi Pan broszkę, jaką dostał Pan od Kurdów z jego wizerunkiem, utrzymanym w komunistycznej stylistyce. PKK sama bezpośrednio odwołuje się do symboli i ideologii marksistowskiej. Jakie znaczenie ma dla Kurdów ten element?

- Ja jestem zagorzałym antykomunistą, więc to było dla mnie ciekawe doświadczenie. Ale myślę, że trzeba na to spojrzeć z perspektywy kurdyjskiej, co oni rozumieją przez marksizm. Bo to, o czym dziś mówią Kurdowie ma z komunizmem tak naprawdę niewiele wspólnego. Oni oczywiście odwołują się do tego z prostej przyczyny. Kiedy ta organizacja powstawała w latach zimnej wojny, to było jasne, że w Turcji, która była szpicą NATO przeciwko Związkowi Sowieckiemu, Ameryka nie może być sojusznikiem Kurdów, i jak w przypadku większości ruchów narodowowyzwoleńczych musiał być nim ZSRR. Ja odnoszę wrażenie że oni dziś mają bardzo umiarkowane pojęcie na temat podstawowych założeń marksizmu-leninizmu. Mówi się o tym z reguły na takim maksymalnym poziomie ogólności: o sprawiedliwości społecznej, o równości, bez wchodzenia w szczegóły. Ciekawy jest przykład Rożawy, która wypracowała rządy oparte na solidaryzmie społecznym. To zresztą jest bardzo charakterystyczne dla ruchów kurdyjskich, takie silne poczucie wspólnoty społecznej. Podkreślają to zresztą na każdym kroku kiedy się z nimi rozmawia: nacisk na braterstwo, solidaryzm. Z drugiej strony PKK jest bardzo sceptyczne wobec islamu i wznosi takie postulaty jak równouprawnienie kobiet.



Co widać choćby po tym, że zarówno w Syrii jak i Turcji istnieją też regularne kobiece bojówki kurdyjskie.

- Zgadza się. Ale nie tylko o to chodzi. Sama HDP też jest bardzo lewicującą partią, występującą w obronie wszystkich mniejszości, w tym seksualnych. Trzeba jednak przy tym wziąć pod uwagę to, w jakich oni działają warunkach. Tradycyjnie Kurdowie to bardzo zamknięte społeczeństwo, gdzie kobieta jest całkowicie zmarginalizowana, gdzie dochodzi do honorowych zabójstw i wpływ islamu jest tu bardzo silny. Celem społecznym PKK i HDP jest pewna modernizacja społeczeństwa na rzecz równych praw dla wszystkich i odejścia też od struktur rodowych, które nadal mają wielką siłę. PKK uważa to wszystko jako balast utrudniający walkę o autonomię.



Nie chodzi więc o światową rewolucję proletariuszy?

- Tak, zresztą ogólny poziom wiedzy na ten temat jest naprawdę niski. Pytaliśmy jednego chłopaka, zwolennika PKK o stosunek do Stalina. On mówi, że Stalin był chyba fajny. Pytamy więc: słyszałeś o łagrach? Nie słyszał. A o zbrodniach? Też nie. Słyszał tylko o równości i braterstwie w ZSRR. Dla niego marksizm to przede wszystkim niepodległość Kurdów i w drugiej kolejności wyjście z tych bardzo tradycyjnych struktur społecznych. Porównałbym to trochę do ochotników walczących na Ukrainie w batalionach typu OUN, którzy często zapytani o ocenę Bandery pytają „a kto to był Bandera”?



Mi to przypomina trochę Polską Partię Socjalistyczną z czasów I wojny światowej, gdzie głównym celem była niepodległość, a socjalizm był na drugim miejscu.

-Dokładnie. To jest właśnie taka postawa. Dobre porównanie.



Mówiliśmy o sojuszu Kurdów z Rosją sowiecką. Teraz ten temat powraca, bo mówi się, że właśnie wsparciem dla PKK Rosja mogłaby zrewanżować się za zestrzelenie rosyjskiego bombowca. To realistyczny scenariusz?

- Jak najbardziej. Stosunek do Rosji wśród Kurdów jest jak najbardziej pozytywny. Chociaż na pytanie, kto jest największym ich sojusznikiem: USA wspierające walkę Kurdów z ISIS w Syrii i Iraku, czy Rosja, to odpowiedź jest taka, że dogadają się z każdym kto poprze ich sprawę. Natomiast z Rosją jest dziś podobnie jak za czasów zimnej wojny. USA są sojusznikiem Turcji, która jest w NATO, dlatego oni bardzo ciepło mówią o Rosji i dobrze oceniają jej interwencję w Syrii. Ciekawe są w tym kontekście zresztą też relacje z Ormianami. Armenia jest forpocztą Rosji w regionie, Moskwa ma zresztą tam swoją dużą bazę wojskową w Giumri. Tymczasem Ormianie uważają część północno-wschodnią część tureckiego Kurdystanu za historycznie swoje ziemie, zwane „zachodnią Armenią”. Kurdowie brali też udział w ludobójstwie Ormian podczas I wojny światowej. Jednak z drugiej strony ludzie z obu stron mówią, że dziś właśnie jest ten moment, by się pojednać i zjednoczyć przeciwko wspólnemu wrogowi, czyli Turcji. To też korzystna dla Rosji dynamika.



Lider nowej kurdyjskiej partii HDP otwarcie mówi zresztą o potrzebie ochrony mniejszości ormiańskiej.

- Tak. Co ciekawe zresztą, kiedy rozmawia się z Turkami o PKK, to częsty jest pogląd, że owszem, Kurdowie walczą przeciwko rządowi i Turcji, ale tak naprawdę wrogiem numer jeden są Ormianie i to właśnie oni są siłą sprawczą stojącą za PKK i wszystkimi innymi wrogimi Turcji ruchami. Jest takie przekonanie, że Kurdowie to tzw. „Turcy górscy” i co prawda z nimi się kłócimy, ale to jednak rodzina - a Ormianie to po prostu prawdziwi wrogowie. Wracając do Rosji to Kurdowie zdecydowanie liczą na Rosję, bo nie mogą liczyć na Europę. Widać duże rozczarowanie postawą UE, a to ostatnie porozumienie UE-Turcja w sprawie uchodźców to była dla nich siekiera w plecy. To jest wstyd dla Europy abstrahując nawet od sprawy kurdyjskiej, bo w Turcji dochodzi teraz do regularnych działań przeciwko ludności cywilnej i naruszeń praw człowieka. Jeżeli Europa, kreująca się na obrońcę praw w takim momencie UE mówi o wznowieniu rozmów akcesyjnych z Turcją, to coś tu nie gra.



O jakich działaniach przeciwko cywilom Pan mówi?

- Ta walka w miastach wygląda tak, że dana dzielnica jest otaczana przez wojsko i zaczyna się wtedy próba „czyszczenia” ulic. Jednocześnie ludność cywilna nie jest ewakuowana. A zdarzało się tak, jak np. w Silvan, gdzie tureccy żołnierze potrafili strzelać także poza tym obszarem. W jednym takim przypadku oddział żołnierzy przejeżdżał przez nieobjętą godziną policyjną dzielnicę i zaczął strzelać po ulicy. Tam zginęła osoba będąca w środku kawiarni, gdzie normalnie toczyło się życie. Byliśmy tam potem i widzieliśmy jak to wyglądało. I wyglądało to nawet nie tak, że strzelali serią na oślep, ale jakby celowo strzelali do kobiety, która została tam zabita. A to nie jedyny taki przypadek. Poza tym, są masowe aresztowania, odcinanie od świata i zamykanie całych miast, tak że nie można do nich wjechać ani wyjechać.



Jaka jest intensywność tego konfliktu?

- Różna. Tam, gdzie byliśmy najpierw, czyli w Silvan, walki były bardzo intensywne. Najciężej było w centrum, w starym mieście, gdzie były ciasne, kręte uliczki. Tam nie dało się normalnie poruszać po uliacach, bo co chwila było słychać strzały. Wszędzie są barykady i osłony. Partyzanci strzelają głównie z broni maszynowej i ewentualnie wyrzutni rakiet, a wojsko ma pojazdy opancerzone z CKM-ami. Był jeden dzień, kiedy wjechały czołgi. Są też snajperzy, a mówiło się też, choć nie mogę tego potwierdzić, o ostrzeliwaniu miasta z moździerzy. W pewnym momencie widzieliśmy taki wybuch, że słup dymu wznosił się na kilkadziesiąt metrów. Walki trwają właściwie całą dobę z jednej strony partyzanci się fortyfikują, a wojsko próbuje oczyszczać poszczególne dzielnice, co chwile konflikt przenosi się z jednego miasta do drugiego. Na początku najgoręcej było w Silvan, potem także w Sirnak i Nusajbin na granicy z Syrią, ale tam już nas nie wpuszczono, bo zamknięto całe miasto. Nie kursowały marszrutki, nawet taksówkarze nie chcieli nas tam zawieźć.



Jak w takim razie przedostaliście się do Silvan?

- Tam zamknięto tylko centralną dzielnicę, a na obrzeża można było wjechać. Tam skontaktowaliśmy się z „biurem prasowym” kurdyjskim, a tam nas skontaktowali z partyzantami, którzy nas przerzucili jakimiś piwnicami, pustostanami, do tej zamkniętej strefy. Gdybyśmy tam zostali sami, to byłby dla nas koniec. Nie wiadomo, kiedy będą strzelali i które uliczki są bezpieczne, a które są ostrzeliwane z CKM-ów, dlatego można bardzo łatwo wpaść centralnie pod ostrzał. Zresztą my sami prawie oberwaliśmy od Kurdów. Tam siedzą chłopaki mający 17-19 lat, którym dano broń – a właściwie oni sami sobie ją wzięli, bo broni tam jest mnóstwo. Jednego dnia, kiedy poszliśmy w nocy na obchód z dowódcą oddziału i na jednej uliczce chłopaki zza barykady spanikowali i zaczęli do nas strzelać, myśląc że jesteśmy policją. Na szczęście nic się nie stało.

Mówił pan, że walki przenoszą się z miasta do miasta. Jaka jest sytuacja teraz?

- Teraz walki trwają w Diyarbakir. To już jest poważna sprawa, bo to bardzo duże miasto. Spędziliśmy tam trochę czasu z partyzantami, a właściwie nie partyzantami lecz taką spontanicznie zorganizowaną samoobroną. Sami młodzi chłopacy, pełen przekrój społeczny. Spotkaliśmy np. studenta medycyny, którego kumpla zabiła policja pod swoimi drzwiami. Pokazywał nam nawet zresztą nam pokazywał ślady krwi jego przyjaciela. Kiedy o tym usłyszał, to rzucił studia wziął karabin od ojca i poszedł walczyć. Tak to właśnie tam wygląda: młode chłopaki z „dzielni”: od studenta po chłopaka z „dziarami”, po którym widać, że pewnie handlował narkotykami, biorą broń i zaczynają się fortyfikować. A kobiety z dzielnicy przychodzą i przynoszą jedzenie dla nich wszystkich. Kiedy my tam byliśmy, jeszcze nie było walk, ale była już policja, która otaczała tę centralną dzielnicę. To był surrealizm. Poza dzielnicą toczy się normalne życie, widzisz spacerujących i siedzących w kawiarniach ludzi. Ale potem dochodzisz do pewnego punktu i nagle widać dwumetrową barykadę z worków z piaskiem i dalej zaczyna się obszar kontrolowany przez samoobronę. A policja to po prostu otoczyła i czekała na ewentualny rozkaz do pacyfikacji. Sytuacja wewnątrz jest nerwowa, bo co chwila pojawia się informacja, że za godzinę będzie atak. Teraz z tego co mi wiadomo trwają punktowe walki i one się rozlewają na pozostałe dzielnice Diyarbakir. Do tego są jeszcze protesty cywilne, które policja rozpędza armatkami wodnymi i gazem łzawiącym. To jest na porządku dziennym.

...

Ankara ponosi tu wine glowna.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 90936
Przeczytał: 189 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 19:37, 11 Gru 2015    Temat postu:

Syria: 22 cywilów zginęło w potrójnym zamachu samobójczym w Tall Tamer

Zniszczone domy i ulice to widok codzienny dla Syryjczyków - AFP

Co najmniej 22 osoby zginęły w potrójnym zamachu samobójczym w kontrolowanym przez Kurdów mieście Tall Tamer na północnym wschodzie Syrii - podało dziś Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka. Zamachowcy wysadzili się w powietrze w trzech ciężarówkach.

Liczba ofiar ataków, do których doszło wczoraj wieczorem, może wzrosnąć. Przedstawiciel Obserwatorium dodał, że ofiary śmiertelne są również wśród funkcjonariuszy kurdyjskich sił bezpieczeństwa, ale nie podał liczb. Chodzi o agencję bezpieczeństwa wewnętrznego o nazwie Asaisz, ustanowioną przez autonomiczną kurdyjską administrację na północy Syrii.
REKLAMA


Jedna z ciężarówek wybuchła niedaleko centrum zdrowia, a druga w pobliżu targowiska - poinformowało Obserwatorium z siedzibą w Londynie. Miasto Tall Tamer w prowincji Al-Hasaka jest kontrolowane przez kurdyjską milicję YPG (Ludowe Jednostki Samoobrony), która zwalcza dżihadystów z Państwa Islamskiego (IS) przy wsparciu z powietrza sił amerykańskich.

YPG pokazały, że są jak dotychczas najskuteczniejszym partnerem w terenie koalicji międzynarodowej pod dowództwem USA.

...

To tez walka o Kurdystan.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 90936
Przeczytał: 189 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 20:51, 12 Gru 2015    Temat postu:

Turcja znów bombarduje iracki Kurdystan
12 grudnia 2015, 17:05
Tureckie F-16 wznowiły ataki na bazy zbrojnych oddziałów Partii Pracujących Kurdystanu (PKK), która w lipcu wycofała się z zawieszenia broni na terenie Turcji trwającego od 2013 roku. Turcy dokonali nalotów w sześciu rejonach irackiego Kurdystanu.

Ataki nastąpiły w kilkanaście godzin po tym, jak rząd Iraku zaapelował do Rady Bezpieczeństwa ONZ, aby zażądała od Turcji natychmiastowego i bezwarunkowego wycofania jej wojsk z północnego Iraku wysłanych tam bez porozumienia z Bagdadem.

Z analogicznym apelem zwrócił się wcześniej do NATO iracki premier Hajdar al-Abadi. Wezwał Sojusz Północnoatlantycki, aby wywarł presję na Ankarę w sprawie bezzwłocznego wycofania wojsk tureckich z północnego Iraku.

Oddziały kurdyjskich peszmergów są tam najskuteczniejszą siłą w walce z siłami Państwa Islamskiego.

W sobotę rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow w rozmowie telefonicznej ze swym irackim odpowiednikiem Ibrahimem ad-Dżafarim omówił "bezprawne wtargnięcie" tureckich władz do północnego Iraku. Strona rosyjska zdecydowanie "poparła suwerenność i integralność terytorialną Iraku" - podał resort w oświadczeniu.

Rząd turecki uzasadnia obecność jego kontyngentu wojskowego w północnym Iraku koniecznością zapewnienia ochrony tureckim instruktorom wojskowym szkolącym w obozie pod Mosulem irackich ochotników do walki z dżihadystami.

...

Nic ich nie nauczylo. Kombinowali z IS i maja zamachy kombinowali z Ruskimi i maja syf. TAK SIE KONCZY BIZANTYJSKA CHITROŚĆ!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 90936
Przeczytał: 189 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 0:09, 13 Gru 2015    Temat postu:

Turcja znów bombarduje iracki Kurdystan


Tureckie F-16 wznowiły w sobotę ataki na bazy zbrojnych oddziałów Partii Pracujących Kurdystanu (PKK), która w lipcu wycofała się z zawieszenia broni na terenie Turcji trwającego od 2013 roku. Turcy dokonali nalotów w sześciu rejonach irackiego Kurdystanu.

Ataki nastąpiły w kilkanaście godzin po tym, jak rząd Iraku zaapelował do Rady Bezpieczeństwa ONZ, aby zażądała od Turcji natychmiastowego i bezwarunkowego wycofania jej wojsk z północnego Iraku wysłanych tam bez porozumienia z Bagdadem.

Z analogicznym apelem zwrócił się wcześniej do NATO iracki premier Hajdar al-Abadi. Wezwał Sojusz Północnoatlantycki, aby wywarł presję na Ankarę w sprawie bezzwłocznego wycofania wojsk tureckich z północnego Iraku.

Oddziały kurdyjskich peszmergów są tam najskuteczniejszą siłą w walce z siłami Państwa Islamskiego.

W sobotę rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow w rozmowie telefonicznej ze swym irackim odpowiednikiem Ibrahimem ad-Dżafarim omówił "bezprawne wtargnięcie" tureckich władz do północnego Iraku. Strona rosyjska zdecydowanie "poparła suwerenność i integralność terytorialną Iraku" - podał resort w oświadczeniu.

Rząd turecki uzasadnia obecność jego kontyngentu wojskowego w północnym Iraku koniecznością zapewnienia ochrony tureckim instruktorom wojskowym szkolącym w obozie pod Mosulem irackich ochotników do walki z dżihadystami.
...

~wolny kurdystan : Życzę Kurdom uzyskania wolności ! Polacy pomni swojej historii ,powinni wspierać ten naród rozdarty jak my kiedyś między trzech zaborców :Turcję ,Iran i Irak .27 milionów Kurdów pozbawionych jest własnego państwa i nikogo to nie obchodzi , hipokrytów z NATO czy Kremla też nie. zwiń
40 minut temu | ocena: 100%

~Sobieski :

Ciekawe co się stanie jak NATO odwroci się od Turcji plecami ?

dzisiaj 21:42 | ocena: 100%

~Zenek :

Widać że Kurdowie przeszkadzają temu dyktatorowi w wspieraniu i chandlu ropą z isis !
Pracowalem kiedyś z jednym Kurdem i był naprawdę wporzadku człowiekiem !

...

Widzimy ze w Polsce Kurdowie maja pelne poparcie.
ZA KURDYSTAN!!!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 90936
Przeczytał: 189 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 22:43, 17 Gru 2015    Temat postu:

Turcja: w walkach z siłami bezpieczeństwa zginęło 23 kurdyjskich bojowników

Partia Pracujących Kurdystanu jest uznawana przez UE i USA za organizację terrorystyczną - AFP

W walkach z tureckimi siłami bezpieczeństwa zginęło w ciągu dwóch dni 23 bojowników Partii Pracujących Kurdystanu (PKK): do starć doszło w miastach Silopi i Cizre na południowym wschodzie Turcji - poinformowała dziś agencja prasowa Anadolu.

W obu miastach, leżących niedaleko syryjskiej i irackiej granicy w południowo-wschodniej prowincji Sirnak, ogłoszono w nocy z poniedziałku na wtorek godzinę policyjną, kiedy siły tureckie rozpoczęły w tej okolicy operacje wymierzone w bojowników PKK.

PKK, która domaga się większej autonomii dla Kurdów w Turcji, jest uznawana przez UE i USA za organizację terrorystyczną. Bojownicy organizacji chwycili za broń w 1984 roku i szacuje się, że od tego czasu konflikt kurdyjsko-turecki pociągnął za sobą ok. 40 tys. ofiar śmiertelnych, głównie kurdyjskich rebeliantów.

...

Bezsensowna wojna.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 90936
Przeczytał: 189 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 19:01, 29 Gru 2015    Temat postu:

Erdogan: wypowiedzi kurdyjskiego lidera to zdrada

Recep Tayyip Erdogan - AFP

Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan skrytykował dziś jako "zdradę" i "oczywistą prowokację" niedawne wypowiedzi współprzewodniczącego prokurdyjskiej Ludowej Partii Demokratycznej (HDP) Selahattina Demirtasa na temat autonomii dla Kurdów w Turcji.

W czasie weekendu Demirtas mówił o możliwości uzyskania autonomii dla mniejszości kurdyjskiej. Według tureckich mediów Demirtas miał powiedzieć, że Kurdowie powinni zdecydować, czy chcą autonomii, czy też żyć "pod rządami jednego tyrana".

Wczoraj poinformowano, że prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie wypowiedzi lidera HDP. - Jakim prawem możecie mówić w ramach naszej unitarnej struktury o ustanowieniu państwa na południowym wschodzie, na wschodzie? - pytał Erdogan

...

ZA CHWILE TY SIE ZNAJDZIESZ PRZED SADEM! JAKIM PRAWEM OKUPUJECIE KURDYSTAN I ZABIJACIE TAM LUDZI!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 90936
Przeczytał: 189 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 15:00, 15 Sty 2016    Temat postu:

Turcja: zatrzymano 12 wykładowców - sygnatariuszy deklaracji w sprawie pokoju

Turcja: zatrzymano 12 wykładowców - sygnatariuszy deklaracji w sprawie pokoju - AFP

Turecka policja zatrzymała dziś 12 osób, z grupy ponad 1000 wykładowców akademickich, którzy podpisali petycję krytykującą operację militarną przeciwko kurdyjskim rebeliantom na południowym wschodzie Turcji - poinformowała agencja prasowa Anatolia.

Zatrzymani są wykładowcami Uniwersytetu Kocaeli w północno-zachodniej Turcji. Zatrzymanie grozi dziewięciu kolejnym profesorom z tej samej uczelni; trwają kwestie proceduralne - podała agencja.
REKLAMA


Wczoraj turecka prokuratura objęła śledztwem wszystkich tureckich sygnatariuszy petycji. Pod tzw. inicjatywą wykładowców na rzecz pokoju podpisali się także zagraniczni intelektualiści, w tym amerykański lingwista Noam Chomsky. W odezwie wykładowcy wezwali tureckie władze do "zaprzestania masakr" na południowym wschodzie kraju i oświadczyli, że odmawiają bycia "częścią tej zbrodni". Zaapelowali również o wznowienie wysiłków na rzecz pokoju z kurdyjskimi bojownikami związanymi z Partią Pracujących Kurdystanu (PKK).

Według agencji Anatolia sygnatariuszom deklaracji zarzuca się "propagandę terrorystyczną, podżeganie do łamania prawa czy obrazę instytucji i Republiki Turcji". Grożą im kary od roku do pięciu lat więzienia - informowały tureckie media.

Prezydent Recep Tayyip Erdogan zarzucił sygnatariuszom odezwy zdradę i oskarżył o to, że są piątą kolumną. Po załamaniu się procesu pokojowego w lipcu ubiegłego roku w Turcji na nowo ruszyła spirala przemocy. Odpowiedzią na zakrojoną na szeroką skalę operację wojskową są nasilone ataki kurdyjskich bojowników na cele wojskowe i administracyjne.

..

Brawo! Trzeba przerwac obled Erdogana!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 90936
Przeczytał: 189 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 16:33, 15 Sty 2016    Temat postu:

Turcja: śledztwo przeciwko sygnatariuszom petycji na rzecz pokoju

Turcja: śledztwo przeciwko sygnatariuszom petycji na rzecz pokoju - Dorota Dunicz / Onet

Turecka prokuratura otworzyła w czwartek śledztwo przeciwko sygnatariuszom petycji, głównie tureckim intelektualistom, domagającym się zaprzestania walk na południowym wschodzie. Zarzuty to m.in. propaganda terrorystyczna czy podżeganie do łamania prawa.

Prawie 1,2 tys. intelektualistów podpisało się w poniedziałek pod "inicjatywą wykładowców na rzecz pokoju", domagając się zakończenia interwencji tureckich sił bezpieczeństwa przeciwko bojownikom Partii Pracujących Kurdystanu (PKK) na południowym wschodzie Turcji zamieszkanym w większości przez ludność kurdyjską.
REKLAMA


W tekście zatytułowanym "Nie będziemy zamieszani w tę zbrodnię" sygnatariusze potępili "celową i zaplanowaną masakrę będącą całkowitym naruszeniem tureckiego prawa i międzynarodowych traktatów podpisanych przez Turcję".

Po apelem podpisali się nie tylko tureccy intelektualiści, ale także zagraniczni, np. amerykański lingwista Noam Chomsky.

Agencja Dogan sprecyzowała, że śledztwo wszczęte przez prokuraturę w Stambule objęło wszystkie - 1128 - osobistości z Turcji, których nazwiska figurują pod petycją. Grożą im kary od roku do pięciu lat więzienia. Według agencji Anatolia zarzuca się im "propagandę terrorystyczną, podżeganie do łamania prawa czy obrazę instytucji i Republiki Turcji".

W czwartek prezydent Recep Tayyip Erdogan oskarżył sygnatariuszy odezwy o to, że są "piątą kolumną". Oświadczył, że "ta uniwersytecka horda jasno sytuuje się po stronie organizacji terrorystycznej (PKK)". - Ci tak zwani intelektualiści to ciemne indywidua, które nie mają żadnego szacunku dla swojej ojczyzny - oznajmił.

Walki pomiędzy tureckimi siłami rządowymi a PKK zostały wznowione latem 2015 roku. Oznacza to zerwanie prowadzonych od 2012 roku rozmów pokojowych mających na celu zakończenie konfliktu kurdyjsko-tureckiego, trwającego od 1984 roku; pochłonął on ponad 40 tys. ofiar śmiertelnych.

...

PRECZ ZE ZBRODNICZA WOJNA! KURDOWIE MAJA PRAWO DO ZYCIA!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 90936
Przeczytał: 189 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 22:17, 23 Sty 2016    Temat postu:

Turcja: wojsko poinformowało o zabiciu 22 bojowników kurdyjskich


Siły zbrojne Turcji zabiły w piątek na południowym wschodzie kraju 22 bojowników zakazanej Partii Pracujących Kurdystanu (PKK) - poinformowały tureckie władze wojskowe.

Według nich stało się to w trakcie operacji prowadzonych w prowincji Diyarbakir, w graniczącej z Syrią i Irakiem prowincji Sirnak oraz w położonej tuż na wschód od niej prowincji Hakkari, która sąsiaduje z Irakiem i Iranem.
REKLAMA


Prokurdyjska lewicowa Ludowa Partia Demokratyczna (HDP) podała, że 28-letni mężczyzna zmarł w piątek w mieście Cizre w prowincji Sirnak wskutek ran doznanych od ostrzału artyleryjskiego.

Armia podjęła w połowie grudnia w południowo-wschodniej Turcji ofensywę przeciwko PKK, wdając się w miastach w walki z będącym jej przybudówką Patriotycznym Rewolucyjnym Ruchem Młodzieżowym (YDG-H). Na znacznych terenach rząd wprowadził tam godzinę policyjną.

Władze wojskowe twierdzą, że od początku ofensywy tylko w prowincjach Diyarbakir i Sirnak zabito 680 bojowników PKK. Według HDP w tym samym czasie uśmiercono ponad stu cywilów, w tym blisko 20 dzieci.

PKK jest uważana również przez państwa zachodnie za organizację terrorystyczną.

...

I to ma byc sukces?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 90936
Przeczytał: 189 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 18:19, 26 Sty 2016    Temat postu:

Polscy dziennikarze ostrzelani w Turcji
Kamil Turecki
Redaktor Onet Wiadomości

Starcia z turecką policją w dzielnicy Sur w Diyarbakir - ILYAS AKENGIN / AFP

Dziennikarze Tomasz Maciejczuk i Piotr Ryczek zostali ostrzelani w tureckim mieście Diyarbakir, w którym trwają ciężkie walki między Turkami a Kurdami. - Policjant stanął pośrodku uliczki, spokojnie podniósł broń, wymierzył i oddał dwa strzały bez ostrzeżenia - mówi Maciejczuk w rozmowie z Onetem. Obecnie reporterzy próbują wydostać się z Turcji. - Obawiamy się, że możemy zostać zatrzymani przez turecką policję - dodaje. Turecka prasa zdążyła ich już ogłosić mianem rosyjskich szpiegów.

8 stycznia Maciejczuk udał się do irackiego Kurdystanu. Pracował nad materiałami o kurdyjskiej armii Peszmerga, jazydach, masakrze w Sindżarze i uchodźcach. Jak przyznaje w rozmowie z Onetem, planował przedostać się do Iraku, a następnie do Syrii. Ponieważ okazało się to niemożliwe, dziennikarze postanowił kontynuować wątek kurdyjski w Turcji, do której trafili 21 stycznia.
REKLAMA


Rozpoczęli od Silopi, gdzie doszło do walk między kurdyjskimi rebeliantami a tureckim wojskiem oraz policją. Więcej na ten temat Maciejczuk napisał w jednym ze swoich wpisów na Facebooku.

Następnego dnia Maciejczuk udał się do miejscowości Szirnak. Tam spotkał kurdyjskich rebeliantów, u których miał możliwość przenocować. 23 stycznia pojawił się w miejscowości Batman, jak przyznaje, "sytuacja była raczej spokojna, ale na ulicach było sporo patroli policji".

Koszmar rozpoczął się już kolejnego dnia. Tomasz Maciejczuk i Piotr Ryczek trafili do Diyarbakir, gdzie w dzielnicy Sur trwają zacięte walki między Turkami i Kurdami. - Fotografowaliśmy i filmowaliśmy, co się dzieje wokół tureckiego pierścienia okrążającego siły Kurdów - relacjonuje Onetowi Maciejczuk i dodaje, że przez większość czasu towarzyszyły im "gromadki roześmianych dzieci, mimo że niedaleko było słychać strzały i wybuchy".

- Myślały, że jestem z Rosji. Krzyczały: "Putin, Putin! Rosja! Bum, bum!". Obawiam się jednak, że Putin im nie pomoże... - podkreśla.

Dziennikarze dotarli do miejsca, w którym kończą się wąskie uliczki. - Wiedziałem, że turecka policja może strzelać do cywilów i dziennikarzy. Bałem się tego, dlatego wystawiłem aparat, żeby zobaczyć, co się dzieje na końcu uliczki - opisuje redaktor.

Wtedy w zasięgu wzroku pojawił się policjant, chwilę później drugi. - Stanął na środku uliczki, spokojnie podniósł broń i wymierzył. W tym momencie schowałem się za ścianę, a on oddał dwa strzaly - bez ostrzeżenia. Wraz z Piotrkiem cofnęliśmy się tak, żeby nie było nas widać - mówi Maciejczuk.

Przypadkiem w pobliżu Polaków pojawiło się dwóch kurdyjskich cywilów. Dziennikarze podkreślają, że próbowali chwilowo przeczekać zamieszanie, tym bardziej że - jak mówią - "policjant nic nie krzyczał, w żaden sposób nie próbował się z nami komunikować". Reporterzy rzucili się do ucieczki z miejsca zdarzenia. Cywile uciekali przodem, Polacy byli za nimi. - Wtedy padły kolejne dwa strzały i niestety nie były one w powietrze - komentuje Maciejczuk. - Zdawało się nam z Piotrkiem, że słyszeliśmy rykoszet od ściany lub ziemi - dodaje.
06e65097-22c6-42c0-b9eb-70c5cb065ad1 W Turcji narasta napięcie między Turkami a Kurdami - ILYAS AKENGIN / AFP
W Turcji narasta napięcie między Turkami a Kurdami

Cywile, ryzykując życie, nadal uciekali przodem, a dwójka Polaków zdecydowała się schować w klatce schodowej. - Myśleliśmy, że zaraz przyjdą po nas tureccy żołnierze lub policjanci i zaczną, jak poprzednio, strzelać bez ostrzeżenia - relacjonuje Maciejczuk. Po kilkunastu minutach oczekiwania, zapadła decyzja o natychmiastowej ucieczce.

- Nie wiadomo, czy turecki policjant wiedział, ze strzela do dziennikarzy. Prawdopodobnie po prostu strzelał do cywilów. Takie sytuacje w Turcji już się zdarzały. W ciągu kilku miesięcy zginęło tu niemal 200 cywilów i około 600 - jak mówi premier kraju Erdogan - terrorystów - zaznacza dziennikarz w rozmowie z Onetem.

Wczoraj tureckie media ogłosiły Polaków mianem rosyjskich szpiegów. "Każdego dnia pojawiają się nowe szczegóły z rozpoczętej w południowo-wschodniej części kraju dużej operacji terrorystycznej" - czytamy w serwisie hurhaber.com w artykule okraszonym zdjęciem Maciejczuka. I dalej: "Na ulicach toczą się bitwy w ramach wojny domowej przy wsparciu terrorystów i agentów KGB. Teraz pojawiają się kolejne dowody na obecność rosyjskich agentów w Turcji". Przy tej okazji pojawiają się nazwiska dwóch Polaków - "umundurowanych i uzbrojonych" Maciejczuka i Ryczka.

W tej chwili dziennikarze próbują wydostać się z Turcji. - Obawiamy się, że możemy zostać zatrzymani przez turecką policję - mówi Onetowi Maciejczuk.

...

PRZEWRWAC TE DEBILNA WOJNE!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 90936
Przeczytał: 189 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 19:31, 08 Lut 2016    Temat postu:

Erdogan: USA muszą wybierać między Turcją a siłami kurdyjskimi
Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan - Martin Bernetti / AFP

Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan oświadczył, że USA muszą wybierać między władzami Turcji a głównym ugrupowaniem politycznym syryjskich Kurdów, Partią Unii Demokratycznej (PYD), jeśli chodzi o współpracę przy uregulowaniu konfliktu w Syrii.

– Jak możemy wam ufać? To ja jestem waszym partnerem czy terroryści w Kobane? – pytał turecki przywódca podczas rozmowy z dziennikarzami.

Jak pisze agencja Associated Press, Erdogan nawiązał do styczniowej wizyty przedstawiciela amerykańskich władz Bretta McGurka w Kobane na kontrolowanych przez Kurdów terenach północnej Syrii.

Zbrojne ramię PYD, wspomagane z powietrza przez koalicję pod wodzą USA, stawiło tam przed rokiem opór dżihadystom z Państwa Islamskiego (ISIS). Ankara uważa PYD za organizację terrorystyczną z powodu związków z zakazaną w Turcji Partią Pracujących Kurdystanu (PKK).

McGurk, który jest specjalnym wysłannikiem prezydenta Baracka Obamy ds. koalicji walczącej z ISIS, oświadczył, że celem jego wizyty było dokonanie przeglądu działań prowadzonych przeciwko temu ugrupowaniu dżihadystycznemu.

Po wybuchu zbrojnej rebelii przeciwko reżimowi prezydenta Baszara el-Asada w 2011 roku Kurdowie opanowali znaczne obszary północnej Syrii, a ich zbrojna milicja zwana Ludowymi Jednostkami Obrony (YPG) stanowi ważne ogniwo kierowanej przez USA koalicji przeciwko ISIS.

Jedno z zamieszczonych przez McGurka na Twitterze zdjęć przedstawia go na cmentarzu, gdzie "oddał hołd ponad 1000 kurdyjskich męczenników" poległych w bitwie z ISIS o Kobane.

Rzecznik Departamentu Stanu powtórzył po raz kolejny, że USA uważają PKK "za organizację terrorystyczną". "Wciąż wzywamy PKK, aby natychmiast zaprzestała swej kampanii przemocy. Podjęty na nowo proces polityczny daje nadzieję na więcej praw obywatelskich, większe bezpieczeństwo i dobrobyt dla wszystkich mieszkańców Turcji" – powiedział rzecznik Departamentu Stanu Noel Clay.

...

Kurdowie to terrorysci? Jesli mam wybierac miedzy Erdoganem a Kurdami wybieram Kurdow.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 90936
Przeczytał: 189 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 17:22, 10 Lut 2016    Temat postu:

Erdogan oskarża USA o wspieranie syryjskich Kurdów
Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan - Adem Altan / AFP

Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan ostro potępił USA za wspieranie Kurdów w Syrii, których władze w Ankarze uważają za terrorystów. Powiedział, że niezdolność zrozumienia przez USA prawdziwej natury tej grupy sprawiła, że region "spływa krwią".

- Jesteście po naszej stronie, czy po stronie Partii Unii Demokratycznej (PYD) i Partii Pracujących Kurdystanu (PKK) - pytał Erdogan na spotkaniu w Ankarze z przedstawicielami lokalnych władz.

- Odkąd nie chcecie uznać ich za organizacje terrorystyczne, region przekształcił się w morze krwi - mówił szef tureckiego państwa. - Hej, Ameryko! Nie możesz nas zmusić do uznania PYD i YPG (Ludowych Jednostek Obrony). My znamy ich bardzo dobrze, tak samo, jak znamy Daesz (arabski akronim Państwa Islamskiego) - dodał.

PYD to główne ugrupowanie polityczne syryjskich Kurdów. Ankara uważa je za organizację terrorystyczną z powodu związków z zakazaną w Turcji i również uważaną za organizację terrorystyczną PKK.

Po wybuchu zbrojnej rebelii przeciwko reżimowi prezydenta Syrii Baszara el-Asada w 2011 roku Kurdowie opanowali znaczne obszary północnej Syrii, a ich zbrojna milicja zwana YPG stanowi ważne ogniwo kierowanej przez USA koalicji przeciwko Państwu Islamskiemu (ISIS).

Wczoraj do tureckiego MSZ został wezwany ambasador USA w Turcji John Bass po tym, jak dzień wcześniej rzecznik Departamentu Stanu USA stwierdził, że PYD nie jest ruchem terrorystycznym.

W obliczu tych deklaracji - jak wskazuje AFP - Erdogan po raz kolejny zastanawiał się nad partnerstwem Turcji ze Stanami Zjednoczonymi. - Nie rozumiem. Stany Zjednoczone milczą, kiedy powtarzamy, że PYD jest organizacją terrorystyczną i za naszymi plecami mówią: "nie postrzegamy ich w ten sposób" - zaznaczył Erdogan.

Rząd w Ankarze obawia się - jak zauważa agencja AFP - że wojskowe wsparcie USA pozwoli syryjskim Kurdom, którzy kontrolują znaczną część północy Syrii wzdłuż granicy z Turcją, jeszcze bardziej wzmocnić ich pozycje.

PKK, która domaga się większej autonomii dla Kurdów w Turcji, jest uznawana przez UE i USA za organizację terrorystyczną. Bojownicy organizacji chwycili za broń w 1984 roku i szacuje się, że od tego czasu konflikt kurdyjsko-turecki pociągnął za sobą ok. 40 tys. ofiar śmiertelnych, głównie kurdyjskich rebeliantów.

...

SKORO KURDOWIE NIE TO KTO MA WALCZYC? JAKOS NIE SLYSZALEM ZEBY ERDOGAN RWAL SIE DO WALKI WSYRII! A DZIECI Z GLODU UMIERAJA!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 90936
Przeczytał: 189 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 21:43, 11 Lut 2016    Temat postu:

Niepodległy Kurdystan coraz bliżej. To może być zapalnik kolejnego konfliktu na Bliskim Wschodzie
Tomasz Otłowski
11 lutego 2016, 10:39
• Prezydent irackiego Kurdystanu zapowiedział referendum ws. niepodległości
• Może to być pierwszy krok w kierunku niezależnego państwa kurdyjskiego
• Kurdowie czekają na taką szansę od dziesięcioleci
• Dzięki walce z ISIS mają poparcie zachodniej opinii publicznej
• Zaciekłym wrogiem niepodległego Kurdystanu jest Turcja
• Również Irak i Iran są zaniepokojone aspiracjami Kurdów

Gdy na początku lutego prezydent Autonomii Kurdyjskiej w Iraku Masud Barzani publicznie ogłosił wolę rychłego przeprowadzenia referendum na temat niepodległości irackiego Kurdystanu, wiadomość ta nie wywołała na świecie większego odzewu. Może dlatego, że ostatnie lata przyzwyczaiły nas, że obszar Bliskiego Wschodu co chwila jest źródłem wydarzeń i faktów, które jeszcze niedawno uznano by za nieprawdopodobne i całkowicie niemożliwe do zaistnienia.

Dzisiaj niewiele może nas już chyba w tym regionie zaskoczyć. Wydaje się jednak, że akurat informacja o możliwym pojawieniu się w tej części świata kolejnego tematu zapalnego, o trudnej do przewidzenia skali, powinna mimo wszystko wzbudzić alarm. A takim właśnie wydarzeniem może okazać się nie tyle samo referendum kurdyjskie ani nawet jego łatwy do przewidzenia rezultat, co późniejsze reakcje regionalnych potęg, żywotnie zainteresowanych w storpedowaniu jakichkolwiek marzeń Kurdów o zmianie ich statusu politycznego.

(fot. WP)



Skazani wyłącznie na siebie

Choć region bliskowschodni, a zwłaszcza Lewant, od sześciu lat przechodzi okres wyjątkowych turbulencji strategicznych i chaosu, to kwestia kurdyjskiej niepodległości nigdy nie wybiła w tym czasie na pierwsze miejsce wśród problemów tej części świata. Owszem, gdzieś w tle temat ten istniał cały czas, wpływając pośrednio, mniej lub bardziej wyraźnie, na kierunek działań i polityki wielu regionalnych aktorów - od Turcji, przez Irak, po Iran, a nawet walczącego o przetrwanie reżimu w Damaszku.

Sami Kurdowie dość umiejętnie jednak starali się jak dotąd nie podgrzewać atmosfery wokół swych aspiracji i nadziei niepodległościowych, słusznie zakładając, że - w przeciwieństwie do np. "wiecznie pokrzywdzonych" Palestyńczyków - za ich sprawę nikt w regionie (i poza nim) nie da złamanego szeląga. Kurdowie wiedzą bowiem doskonale, że są skazani - jak w istocie zawsze w swej historii - wyłącznie na siebie, swój wysiłek oraz przebiegłość dyplomatyczną i polityczną. Zapowiedź referendum zmienia te dotychczasowe aksjomaty kurdyjskiej polityki i może być zwiastunem radykalnej zmiany w strategii Kurdów - o ile nie jest jakimś nieodpowiedzialnym zagraniem, obliczonym na krótkookresowe korzyści w wewnętrznej rozgrywce między różnymi ugrupowaniami w samym irackim Kurdystanie.

Bezsprzecznie bowiem ogólna sytuacja geopolityczna Kurdów uległa w minionych kilku latach radykalnej zmianie, i to zdecydowanie na lepsze. Już dawno (a nawet nie będzie przesadą stwierdzić, że w zasadzie chyba nigdy dotąd) położenie Kurdów, sprawy ich niepodległości i własnej państwowości, nie było tak korzystne. Kurdowie, jako jeden z największych na świecie narodów bez własnego państwa, stanęli - wskutek splotu wydarzeń i okoliczności w ich najbliższym otoczeniu międzynarodowym - przed realną szansą na osiągnięcie tego, o czym marzyli ich dziadowie i ojcowie: własnego państwa.

Kurdowie już raz mieli podobną szansę na wybicie się na niepodległość. Gdy w 1920 roku w Sevres pod Paryżem zwycięskie w I wojnie światowej mocarstwa Ententy i ich sojusznicy, wśród nich także świeżo odrodzona Polska, dyktowały pokonanej osmańskiej Turcji (będącej podczas tamtej wojny sojusznikiem Państw Centralnych, czyli Niemiec i Austro-Węgier) surowe warunki pokoju, znalazł się wśród nich zapis o szerokiej autonomii dla Kurdystanu, niemalże równoznacznej w swym zakresie z faktyczną suwerennością państwową.

Niestety, traktat z Sevres - likwidujący Imperium Osmańskie i poddający niemal całą Anatolię rozbiorowi między ówczesne potęgi europejskie - nigdy nie wszedł w życie. Jego podpisanie przez rząd sułtana stało się bowiem bezpośrednim powodem wybuchu republikańskiej, młodotureckiej rewolty w Turcji, która obaliła monarchię, wprowadziła rządy "demokracji" kierowanej przez "ojca narodu" Kemala Ataturka, i wydźwignęła Turcję na drogę szybkich przemian modernizacyjnych (w duchu okcydentalizmu). Jednym z przejawów tej rewolucji była nie tylko krwawa wojna Turcji z Grecją czy równie mało subtelna interwencja Turków na terenie dzisiejszej Syrii, ale też brutalna pacyfikacja tureckiego Kurdystanu, o jasnym przesłaniu strategicznym i politycznym - Turcja nigdy, niezależnie od tego, jaki ustrój będzie prezentować, nie pozwoli na wybicie się ludności kurdyjskiej na niepodległość. Stan faktyczny "w terenie" został przypieczętowany przez mocarstwa zachodnioeuropejskie w roku 1923 w Lozannie. Traktat tam podpisany sankcjonował nie tylko tureckie zdobycze terytorialne na Grecji, Persji czy Armenii (nie wspominając oczywiście ani słowem o ludobójstwie tureckim na Ormianach), ale też całkowicie pomijał już sprawę kurdyjską.

(fot. WP.PL)



Kurdowie - po raz kolejny w swej historii - zostali zdradzeni przez sprzymierzeńców. Kurdyjski sen o niepodległości znowu się nie ziścił. Ponownie, jak to często wcześniej bywało, kwestia kurdyjska złożona została w ofierze na ołtarzu wielkiej regionalnej geopolityki. Tym razem chodziło o wykorzystanie Turcji - młodej, republikańskiej, bliskiej ideałom modnym w ówczesnej Europie - jako regionalnego "żandarma", mogącego pomóc Francji i Anglii w kontrolowaniu Bosforu. Miał to być też bufor blokujący drogę sowieckim zakusom ku Azji Mniejszej i Środkowemu Wschodowi.

Nie bez znaczenia była również współpraca Turków w przywoływaniu do porządku mocno rozbrykanych Arabów, którzy też (tak jak Kurdowie) na serio wzięli wcześniejsze obiecanki Zachodu co do stworzenia wielkiego państwa arabskiego, od Aleppo na północy do Adenu na południu. Jakże więc inaczej potoczyły się wówczas losy narodu kurdyjskiego w porównaniu z tym, co działo się w tym samym czasie w Polsce. Nam wówczas udało się - odzyskaliśmy niepodległość, a później, w równie niesprzyjającym otoczeniu międzynarodowym, w równie podłych warunkach geopolitycznych, przy równie zdradliwej i niepewnej postawie naszych zachodnich sojuszników, do tego w ciągłych walkach na praktycznie każdej granicy i ze wszystkimi sąsiadami, tę niepodległość obroniliśmy i umocniliśmy. Czy to tylko kwestia szczęścia, splotu sprzyjających okoliczności, determinacji i poświęcenia milionów zwykłych ludzi? Pewnie wszystkiego po trochu... Faktem jest, że Kurdom się nie udało. W tym samym czasie, gdy latem 1920 roku na przedpolach Warszawy odpieraliśmy zwycięsko ofensywę bolszewicką, w dalekim Kurdystanie tamtejsze świeżo sformowane kurdyjskie oddziały obrony terytorialnej (Peszmergów - "ci, którzy idą na śmierć") wycofywały się w góry pod naporem rewolucyjnych sił nowej tureckiej republiki, po cichu wspieranej przez zachodnioeuropejskie potęgi kolonialne.

Historyczna szansa

Obecnie, po niemal 100 latach, karta się odwraca, a los zdaje się znowu uśmiechać do Kurdów. Rozwój wydarzeń sprawił, że dzisiaj to właśnie Peszmergowie z irackiego Kurdystanu - żołnierze formacji w prostej linii wywodzącej się z i nawiązującej do tej sprzed wieku - są jedyną nadzieją Zachodu w regionie na powstrzymanie (a w perspektywie także pokonanie) radykalnego Państwa Islamskiego (IS) i jego kalifatu. To iracki Kurdystan - w postaci Kurdyjskiego Regionu Autonomicznego w Iraku - jest dzisiaj w regionie ostoją względnego bezpieczeństwa, spokoju oraz swobód społeczno-gospodarczych i politycznych.

Podobnie Kurdowie w sąsiedniej Syrii, zamieszkujący głównie rejony przy granicy z Turcją, stali się - dość nieoczekiwanie nawet dla nich samych - faktycznym sojusznikiem Zachodu w walce z kalifatem, skutecznie opierając się atakom islamistów z IS. Generalnie, postawa Kurdów w Iraku i Syrii w walce z nowym "Imperium Zła", jakim dla Zachodu jest kalifat, wzbudziła żywe zainteresowanie i olbrzymią sympatię zachodniej opinii publicznej - a więc coś, co wcześniej w zasadzie nie istniało. Mało kto interesował się na Zachodzie sprawą kurdyjską, a jeśli już coś kojarzył, to bardziej z PKK (Partią Pracujących Kurdystanu) i jej działalnością w Turcji, powszechnie przedstawianą jako terrorystyczna.

Od ponad roku obserwujemy gwałtowną zmianę tego stanu rzeczy, a jej symbolicznym początkiem była heroiczna obrona kurdyjskiego miasta Kobane w północnej Syrii, na granicy z Turcją, przed atakami sił Państwa Islamskiego. Postawa tamtejszych Kurdów i Kurdyjek, broniących na przełomie 2014/2015 roku swych domów i rodzin przed hordami kalifatu, skontrastowana z początkowo ambiwalentną postawą zachodnich mocarstw oraz całkowitą biernością Turcji, stała się katalizatorem zmiany w postrzeganiu "kwestii kurdyjskiej" przez społeczeństwa i media zachodnie. W efekcie o Kurdach i ich niepodległościowych aspiracjach zaczęto na Zachodzie mówić częściej i głośniej niż o "nieśmiertelnej" dotychczas kwestii palestyńskiej. Ten prokurdyjski klimat na Zachodzie jest dzisiaj największym - obok korzystnych, geopolitycznych zmian w samym otoczeniu międzynarodowym Kurdystanu - atutem Kurdów w ich staraniach o niepodległość.

Wróg nr 1

Nic dziwnego, że taki obrót spraw niepokoi te państwa regionu, które mają w swych granicach tereny zamieszkane przez ludność kurdyjską. Dotyczy to szczególnie Turków, których obecna, przychylna Kurdom, atmosfera na Zachodzie doprowadza wręcz do furii. Dla Turcji perspektywa nawet zwykłej autonomii żyjącej w tym kraju społeczności kurdyjskiej, a także niezależności Kurdów syryjskich czy niepodległości Kurdystanu irackiego to herezje, które należy w zarodku wypalić gorącym żelazem. I Ankara czyni to bez wahania, nie oglądając się na konsekwencje międzynarodowe.

Gdy 20 lipca 2015 roku w tureckim Suruc w zamachu terrorystycznym dokonanym rzekomo przez IS zginęło 30 osób, Turcja wypowiedziała swoją "wojnę terrorowi". Jak pokazały jednak już pierwsze dni tureckiej operacji militarnej, głównym jej celem nie stało się bynajmniej Państwo Islamskie, ale właśnie Kurdowie i ich największa siła polityczno-militarna, czyli PKK. Rozpoczynając tę wojnę, Ankara zerwała jednocześnie trwający od kilku lat rozejm z tą organizacją i trwający dzięki niemu proces pokojowy, który miał już wszelkie szanse doprowadzić do jakichś regulacji politycznych między rządem a tureckimi Kurdami. Turcy wybrali jednak wojnę.

Bezpośrednim powodem takiej decyzji był zapewne fakt, że tuż za południową granicą Turcji, na obszarze kurdyjskich enklaw Rożawy (czyli Kurdystanu Zachodniego) w pogrążonej w wojennym chaosie Syrii, tamtejsi Kurdowie skutecznie stworzyli faktyczne podwaliny własnej państwowości, zyskując polityczną, ekonomiczną i militarną podmiotowość względem dalekiego i zajętego swoimi sprawami Damaszku. Co więcej, dominujące w Rożawie struktury polityczno-wojskowe (Partia Demokratycznej Jedności - PYD oraz jej zbrojne ramiona: Ludowe Jednostki Ochrony - YPG i Kobiece Jednostki Ochrony - YPJ) są bliźniaczymi organizacjami Partii Pracujących Kurdystanu - "wroga nr 1" Ankary.

Jak wszystko na to wskazuje, Turcy nie powiedzieli jednak jeszcze ostatniego słowa w kwestii zwalczania kurdyjskich "mrzonek o suwerenności". Po pierwsze, wciąż nie tylko mają w ręku prawdziwego asa w postaci ok. 2 milionów syryjskich uchodźców, których w każdej chwili mogą wysłać do Europy jako swoistą karę dla Europejczyków za ich łzawe i nieracjonalne z tureckiego punktu widzenia wzruszanie się losem Kurdów (kosztem dotychczasowego zainteresowania Palestyńczykami, tak ukochanymi przez Recepa Erdogana i europejską lewicę).

Po drugie, od kilku tygodni narastają też w Turcji i regionie plotki na temat możliwej tureckiej interwencji militarnej w Syrii. Ponieważ nie bardzo wiadomo, co Ankara chciałaby osiągnąć w ten sposób i jakie cele zrealizować dzięki tej szalenie ryzykownej geopolitycznie akcji, to można zakładać, że prawdziwym zamiarem Turków byłoby w takim scenariuszu zdławienie rodzącego się kurdyjskiego samostanowienia w Rożawie. Nawet kosztem ewentualnej otwartej konfrontacji militarnej z Iranem lub samą Rosją, wciąż dyszącą chęcią zemsty za zestrzelenie przez Turków jej bombowca w ubiegłym roku.

Konflikt z Bagdadem

Co gorsza, Kurdowie mają wrogów w zasadzie wszędzie tam, gdzie żyją jako mniejszości etniczne. Także w Iraku, gdzie rząd tworzony już w zasadzie wyłącznie przez proirańskich szyitów utrudnia funkcjonowanie kurdyjskiej autonomii, jak tylko potrafi i gdzie może. Nawet w gorących (nie tylko ze względu na klimat) dniach lata 2014 roku, gdy zagony kalifatu stały już dosłownie na rogatkach Bagdadu, a w samym mieście królowały chaos i panika, rząd iracki właśnie podejmował decyzję o zaprzestaniu wypłat z budżetu federalnego dla urzędników i funkcjonariuszy Autonomii. Powód? Bo Kurdowie ośmielili się zająć Kirkuk, miasto od dawna sporne w relacjach kurdyjsko-arabskich. I nieważne, że Peszmergowie wchodząc do Kirkuku uchronili go zapewne przed losem niedalekiego Mosulu - bowiem broniące miasta oddziały irackiej armii i policji uciekły z niego w popłochu, pozostawiając je bez żadnej ochrony na pastwę IS.

O kwestii blokowania przez Bagdad praw do sprzedaży kurdyjskiej ropy naftowej i podziału z dochodów z tego tytułu można by napisać odrębny artykuł. Do dzisiaj rząd Autonomii nie może też doprosić się równego traktowania w kwestii dostaw uzbrojenia, sprzętu i amunicji, którą w ramach wsparcia w wojnie z kalifatem Bagdad otrzymuje z Zachodu. Wyjątkiem jest w tym kontekście postawa Niemiec, które już w 2014 roku zdecydowały się skierować swą pomoc wojskową (w sprzęcie, broni i szkoleniach) bezpośrednio do samych irackich Kurdów, z pominięciem władz Iraku. Amerykanie dopiero teraz zaczynają działać w tym kierunku. Jak widać, Irak nie robi zbyt wiele, aby zachęcić "swoich" Kurdów do dalszego bycia "Irakijczykami".

Również Iran - gdzie Kurdowie stanowią, według różnych źródeł, 9-15 proc. społeczeństwa i zamieszkują północno-zachodnie obszary kraju – z niepokojem obserwuje wydarzenia zachodzące w kontekście kurdyjskim w Syrii i Iraku. Teheran od dekad zmaga się z silnym separatyzmem "swoich" Kurdów i tylko ktoś naiwny mógłby zakładać, że powstanie tuż za miedzą, na terytorium obecnego Iraku, kurdyjskiego ośrodka państwowego nie wpłynie mobilizująco na ich irańskich pobratymców. Irańczycy nie zasypiają więc gruszek w popiele i już teraz aktywnie próbują podkopać aspiracje irackich Kurdów. Gdy tylko pod koniec 2014 roku zagrożenie ze strony kalifatu zmniejszyło się znacząco, z północnego Iraku zaczęto raportować o licznych przypadkach waśni, nieporozumień, a nawet otwartych starć między Peszmergami a członkami operujących tam szyickich milicji irackich, w dużym stopniu złożonych z ochotników z Iranu, a często i dowodzonych przez oficerów irańskiego Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej. Przypadek? Wątpliwe...

Regionalne przetasowanie

Jak zatem widać, już samo pojawienie się na horyzoncie nawet mglistej perspektywy kurdyjskiej samodzielności państwowej rodzi poważne zamieszanie w regionie. Można sobie wyobrazić, jaką destabilizację wywoła faktyczne zaistnienie suwerennego kurdyjskiego bytu państwowego. Same w sobie obawy takie nie mogą być jednak argumentem przeciwko niepodległości Kurdystanu, na początek choćby tylko irackiego. Po pierwsze, cały region był, jest i będzie tak czy inaczej zdestabilizowany - z Kurdami czy bez nich. Bowiem to nie oni podkładają drew do tego kotła. Po drugie, to nie Kurdowie jako pierwsi naruszyli (a w istocie wręcz zlikwidowali) geopolityczne status quo w Lewancie, ustalone dokładnie przed wiekiem przez Londyn i Paryż, a zagwarantowane w tajnym układzie Sykes-Picot z 9 maja 1916 roku. Pierwsi, jeszcze w 2014 roku, zrobili to przecież islamiści z Państwa Islamskiego, którzy zlikwidowali granicę między Syrią a Irakiem (włącznie z celowym, fizycznym niszczeniem jej infrastruktury), budując swój kalifat. Kurdowie tylko korzystają dzisiaj z nadarzającej się okazji. Po trzecie wreszcie, w dłuższej perspektywie stabilne, ekonomicznie silne (jak na realia tej części regionu) i cieszące się poparciem i pomocą Zachodu państwo kurdyjskie będzie raczej czynnikiem stabilizacji. W pierwszym rzędzie w kontekście wojny z IS, ale także w odniesieniu do targających regionem konfliktów sunnicko-szyickiego czy saudyjsko-irańskiego.

Jak wszystko jednak na to wskazuje, okno możliwości i szans dla kurdyjskiej niepodległości powoli, acz nieubłaganie, chyba zaczyna się właśnie zamykać. Rząd Autonomii Kurdyjskiej w Iraku najpewniej zdaje sobie z tego doskonale sprawę, a zawoalowana zapowiedź referendum jest tu swoistą ucieczką do przodu, ostatnią szansą na pchnięcie kwestii kurdyjskiej na nowe, bardziej konkretne tory. Jak rozumują władze w Irbilu: teraz albo nigdy. Referendum, skutecznie przeprowadzone na obszarze Autonomii, z miażdżącym najpewniej rezultatem na "tak", byłoby silnym atutem w rozmowach na temat opracowania mapy drogowej dalszych działań, podejmowanymi z USA i mocarstwami europejskimi (ale nie tylko - zainteresowanie sprawą kurdyjską wyraził ponoć niedawno nawet rząd... Arabii Saudyjskiej).

I tu dochodzimy do istoty problemu - czyli międzynarodowego poparcia dla idei kurdyjskiej niepodległości. W istocie bowiem kurdyjski sen o suwerenności i własnym państwie może się spełnić tylko przy silnym, jednoznacznym i stabilnym (a więc długotrwałym i przewidywalnym) poparciu ze strony mocarstw (głównie zachodnich), które jasno i otwarcie wzięłyby na siebie rolę faktycznych protektorów trwania i wzrastania nowego, młodego państwa. Zresztą, to właśnie kraje zachodnie, a zwłaszcza Francja i Wielka Brytania mają wobec Kurdów spory moralny i polityczny dług do spłacenia, za swą haniebną postawę sprzed ponad 90 lat. I trzeba mieć nadzieję, że tym razem wreszcie nie zawiodą.

...

Niepodleglosci Kurdystanu nikt nie zatrzyma! ZBLIZA SIE WIELKIMI KROKAMI:-)SmileSmile


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 90936
Przeczytał: 189 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 21:49, 11 Lut 2016    Temat postu:

Turcja gotowa do wojny
11 lutego 2016, 00:13
• Ankara pragnie zapobiec powstaniu państwa kurdyjskiego w Syrii
• Może się to skończyć wyprawą tureckiej armii do tego kraju

Jak możemy wam zaufać? Czy to ja jestem waszym partnerem czy terroryści z Kobane? - mówił kilka dni temu rozgoryczony prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan, zwracając się do USA. Nie był w stanie zrozumieć, dlaczego wysłannik Waszyngtonu Brett McGurk spotkał się w Kobane z przedstawicielami kurdyjskiej Partii Unii Demokratycznej (PYD). Ugrupowanie to reprezentuje Kurdów syryjskich zamieszkujących obszary przygraniczne z Turcją. Ankara traktuje PYD jako organizację terrorystyczną, a prezydent Erdogan zapowiadał kilka miesięcy temu, że nigdy nie dopuści do powstania państwa kurdyjskiego w północnej Syrii.

Kurdowie z PYD mają jednak wsparcie nie tylko USA, ale i Rosji. W środę otwarte zostało w Moskwie oficjalne przedstawicielstwo PYD. - Ignorowanie Kurdów to droga donikąd - oświadczyła rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa. Agencja TASS przypomniała, że przedstawicielstwo PYD nie jest ambasadą. Dla Ankary nie ma to żadnego znaczenia. Po zestrzeleniu w listopadzie ubiegłego roku rosyjskiego bombowca nad terytorium Turcji relacje z Rosją ulegają stałemu pogorszeniu. Tym bardziej obecnie, gdy po rosyjskich bombardowaniach Aleppo dziesiątki tysięcy uchodźców szturmują pobliską granicę z Turcją.

Ankara jest jednak bardziej zaniepokojona perspektywą sojuszu syryjskich Kurdów z Partią Pracujących Kurdystanu (PKK), z której bojownikami turecki rząd prowadzi od ponad dwóch miesięcy regularną wojnę w regionie oddzielonym granicą państwową od obszarów zamieszkanych przez syryjskich Kurdów.

Ankara udowadnia także, że broń, jaką Amerykanie dostarczają PYD do walki z dżihadystami z tzw. Państwa Islamskiego, ląduje w rękach bojowników PKK. A PKK to organizacja terrorystyczna także w ocenie Waszyngtonu.

Amerykanie nie zamierzają zrezygnować ze wsparcia kurdyjskiej PYD. Tym bardziej że ze względu na opór Turcji Kurdowie syryjscy nie mogą uczestniczyć w genewskich negocjacjach pokojowych w sprawie Syrii. Na Kurdów stawia także Moskwa. Rosja zamierza zwiększyć na stałe swą obecność militarną w Syrii i już teraz zabiega o sojuszników.

Turecki rząd daje do zrozumienia, że nie zamierza przyglądać się bezczynnie umacnianiu się PYD. Tym bardziej że Kurdowie w Iraku z Kurdyjskiego Regionu Autonomicznego otwarcie dążą do niepodległości, przygotowując referendum w tej sprawie.

Niewykluczone, że do północnych obszarów Syrii skierowana zostanie armia turecka. - Skomplikuje to w znacznym stopniu sytuację w Syrii i zaowocuje nową falą uchodźców - mówi „Rz" Emre Gönen, politolog z Uniwersytetu Bilgi w Stambule.

Tymczasem w środę na granicy tureckiej w prowincji Gaziantep zatrzymano grupę 34 uchodźców z Syrii, w tym 20 dzieci, przy próbie przemytu materiałów wybuchowych, w tym kilku kamizelek dla samobójców, tzw. pasów szahida.

Piotr Jendroszczyk

....

Jesli beda dazyc do zniszczenia Kurdow syryjskich wyrzucic ich z NATO!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 90936
Przeczytał: 189 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 22:29, 13 Lut 2016    Temat postu:

Turcja nie wyklucza operacji lądowej w Syrii wspólnie z Arabią Saudyjską
13 lutego 2016, 13:43
• Zwiększa się prawdopodobieństwo interwencji Turcji i Arabii Saudyjskiej w Syrii
• Szef tureckiego MSZ nie wykluczył takiej operacji
• Saudowie na razie rozmieszczają samoloty w tureckiej bazie w Incirlik
• Jeżeli będzie tak konieczność, Rijad przyśle też wojska lądowe

Turcja i Arabia Saudyjska mogą rozpocząć operację lądową przeciwko dżihadystom w Syrii - zapowiedział turecki minister spraw zagranicznych Mevlut Cavusoglu. Jak mówił, Ankara, choć oskarżana o opieszałość w walce z Państwem Islamskim, ma najbardziej konkretny plan, jak rozprawić się z dżihadystami.

Cavusoglu poinformował też, że Arabia Saudyjska wysyła samoloty do tureckiej bazy wojskowej Incirlik, która ma kluczowe znaczenie dla koalicji państw zachodnich skierowanej przeciwko terrorystom. Lotnictwo Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Francji korzystało z bazy, przeprowadzając naloty na dżihadystów. Na razie jednak nie wiadomo, ile samolotów rozmieszczą Saudowie.

Zapytany, czy Rijad przyśle na granicę Turcji wojsko, które wkroczy do Syrii, minister Cavusoglu oświadczył, że "byłoby to działanie pożądane, ale na razie nie ma takiego planu". - Arabia Saudyjska przysyła samoloty i mówi, że jeśli konieczna będzie operacja lądowa, przyślą też żołnierzy - powiedział szef tureckiej dyplomacji.

W nocy z czwartku na piątek ogłoszono, że światowe mocarstwa osiągnęły w Monachium porozumienie w sprawie planu, który ma doprowadzić do wstrzymania działań wojennych i przełamać impas w syryjskim konflikcie. Ustalony przez szefów dyplomacji plan przewiduje, że w ciągu tygodnia rozpocznie się stopniowe ograniczanie działań wojennych. Poinformowano także o osiągnięciu porozumienia ws. dostarczenia pomocy humanitarnej do oblężonych miast w Syrii. Carter zaznaczył jednak, że Amerykanie nie wezmą udziału w tych dostawach.

Wcześniej w tym tygodniu szef saudyjskiego MSZ Adil ibn Ahmad ad-Dżubeir zapowiedział, że jeżeli międzynarodowa koalicja dowodzona przez USA zdecyduje się wysłać do Syrii wojska lądowe, wtedy Arabia Saudyjska będzie gotowa oddelegować na potrzeby operacji swoje siły specjalne.

Od początku syryjskiego konfliktu w marcu 2011 roku zginęły setki tysięcy osób. Kilka milionów Syryjczyków musiało uciekać z kraju przed wojną.
IAR,
PAP

...

TAA PRZECIW KURDOM CO! SPIEPRZAJCIE DZIADY! KOLEJNI OD BRUDNYCH INTERESOW!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 90936
Przeczytał: 189 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 0:52, 14 Lut 2016    Temat postu:

Turecka armia ostrzelała teren Syrii
13 lutego 2016, 20:10
• Armia Turcji ostrzelała rejon kontrolowany przez siły kurdyjskie w Syrii
• Nie wiadomo, co było bezpośrednią przyczyną ostrzału

Armia turecka ostrzelała rejon kontrolowany przez siły kurdyjskie w prowincji Aleppo na północy Syrii - poinformowało źródło w tureckim rządzie. Reuters pisze, że tego dnia premier Turcji ostrzegał przed reakcją Ankary na zagrożenie zza granicy.

O ostrzale powiadomiło też Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka, a także źródło kurdyjskie. Nie jest jasne, co było bezpośrednią przyczyną ostrzału.

Szef Obserwatorium Rami Abdel Rahman powiadomił, że turecka artyleria ostrzelała sektory, które zostały przejęte z rąk rebeliantów przez kurdyjskie Ludowe Jednostki Obrony (YPG) w prowincji Aleppo.

Źródło w samych siłach kurdyjskiej milicji YPG powiedziało AFP, że turecki ostrzał koncentrował się na lotnisku wojskowym Menagh, które zostało zajęte przez siły kurdyjskie 10 lutego. Siły dowodzone przez Kurdów, przy wsparciu rosyjskiego lotnictwa prowadzącego bombardowania w Syrii, odbiły z rąk rebeliantów to dawne lotnisko wojskowe syryjskiej armii w pobliżu granicy z Turcją.

Ostrzał artyleryjski pozycji YPG nastąpił w sytuacji, gdy - jak pisze Reuters - Ankara jest coraz bardziej zirytowana wsparciem USA dla Partii Unii Demokratycznej (PYD), czyli ugrupowania syryjskich Kurdów. Waszyngton udziela wsparcia PYD i jej zbrojnej milicji YPG w walce z bojownikami Państwa Islamskiego (IS) w Syrii. Od wielu miesięcy wsparcie to stanowi źródło napięć między Waszyngtonem a Ankarą.

Premier Ahmet Davutoglu powiedział w sobotę, że jeśli zaistnieje jakiekolwiek zagrożenie dla Turcji, to władze w Ankarze nie zawahają się użyć w Syrii takich środków, jak na północy Iraku, gdzie siły tureckie prowadzą ofensywę przeciwko bojownikom Partii Pracujących Kurdystanu (PKK).
PAP

...

I ZNOWU ATAK NA KURDOW! PRZEZ TYCH DZIADOW DZIECI Z GLODU UMIERAJA!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 90936
Przeczytał: 189 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 16:37, 14 Lut 2016    Temat postu:

Francja. 15 tys. Kurdów domagało się jak co roku uwolnienia Ocalana
akt. 13 lutego 2016, 23:54
• Niemal 15 tysięcy Kurdów zebrało się w Strasburgu, by jak co roku domagać się uwolnienia Abdullaha Ocalana
• Kurdyjski lider odbywa wyrok w tureckim więzieniu od lutego 1999 roku

Wymachując kurdyjskimi flagami manifestanci, z których część przybyła z Niemiec, zgromadzili się w dzielnicy Meinau, gdzie wczesnym popołudniem rozpoczął się wielki kilkugodzinny wiec.

"Precz z faszystowskim reżimem" - skandowali niektórzy mając na myśli władze w Ankarze. Młodzi trzymali wielki portret Ocalana.

- Po siedemnastu latach jesteśmy tu wciąż, by bronić naszego przywódcy. Nasz lider Abdullah Ocalan wciąż stawia opór, mimo że jest uwięziony - powiedziała siostrzenica lidera Partii Pracujących Kurdystanu (PKK) Dilek Ocalan.

Pod koniec 2012 roku władze w Ankarze zainicjowały rozmowy z więzionym przywódcą PKK Ocalanem. Celem tych negocjacji było zakończenie konfliktu kurdyjskiego w Turcji, w wyniku którego w ciągu ponad 30 lat zginęło ok. 45 tys. ludzi, głównie Kurdów.

Ostatecznie proces pokojowy załamał się; po dwóch latach spokoju rozgorzały walki między armią, policją i bojownikami. Po obu stronach zginęło wiele osób. Siły tureckie prowadzą też ofensywę przeciwko bojownikom PKK w Iraku.

...

Brak panstwa Kurdystan to patologia.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 90936
Przeczytał: 189 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 19:31, 14 Lut 2016    Temat postu:

Francja wzywa Turcję do zakończenia ataków na Kurdów w Syrii
14 lutego 2016, 17:45
• Turcja drugi dzień z rzędu atakuje siły kurdyjskie na północy Syrii
• Francja wezwała Ankarę do zaprzestania ostrzału
• Podobny apel wystosowała do sił syryjskiego reżimu i jego sojuszników
• Zdaniem Paryża priorytetem powinna być walka z Państwem Islamskim

Francja wezwała Turcję do zakończenia bombardowań na kontrolowanych przez kurdyjskich bojowników obszarach Syrii. Jako priorytetowe zadanie francuskie MSZ wskazało walkę z dżihadystyczną organizacją Państwo Islamskie (IS).

"Francja jest zaniepokojona pogarszającą się sytuacją w rejonie miasta Aleppo i w północnej Syrii. Apelujemy do syryjskiego reżimu i jego sojuszników o zaprzestanie bombardowań na całym terytorium tego kraju, a do Turcji o zaprzestanie bombardowań na obszarach kontrolowanych przez Kurdów" - przekazał resort dyplomacji w komunikacie.

Wojsko tureckie drugi dzień z rzędu ostrzeliwało rejon kontrolowany przez siły kurdyjskie w prowincji Aleppo na północnym zachodzie Syrii - poinformowało Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka.

Turcja domaga się od Kurdów wycofania bojowników z terytoriów na północy Syrii, zajętych w ostatnich dniach. Reuters przypomina, że zbrojna kurdyjska milicja, Ludowe Jednostki Obrony (YPG), kontroluje prawie cały pas wzdłuż granicy syryjsko-tureckiej. 10 lutego oddziały YPG zdobyły bazę lotniczą Menagh, dawne lotnisko wojskowe syryjskiej armii w pobliżu granicy z Turcją, a obecnie jeden z głównych celów tureckich ataków.

MSZ Francji jako najważniejsze obecnie zadania wskazało walkę z bojownikami IS oraz wdrożenie porozumień uzgodnionych w piątek przez światowe mocarstwa w Monachium i mających doprowadzić do wstrzymania działań wojennych i przełamania impasu w konflikcie zbrojnym w Syrii.

USA, Rosja i ponad 10 innych krajów zawarło porozumienie o dostarczeniu pomocy humanitarnej do oblężonych miast w Syrii, a także o co najmniej tymczasowym zaprzestaniu walk. Ograniczenie walk nie będzie dotyczyło walki z IS i związanym z Al-Kaidą Frontem al-Nusra.

Ponadto uzgodniono, że należy "jak najszybciej" wznowić syryjskie negocjacje pokojowe. Szanse na to są jednak niewielkie, gdyż syryjska opozycja zapowiedziała, że nie będzie uczestniczyć w rokowaniach, dopóki nie zostaną wstrzymane bombardowania. Rosja, której lotnictwo od września 2015 roku wspiera siły syryjskiego reżimu, dała do zrozumienia, że nie zaprzestanie ataków.
PAP

...

WYRZUCIC ICH Z NATO! TO SZOK I SKANDAL! TAM DZIECI Z GLODU UMIERAJA A CI ROZPETUJA NOWE PIEKLO!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 90936
Przeczytał: 189 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 0:02, 16 Lut 2016    Temat postu:

Czy Turcy wejdą do Syrii? Fyderek: Wezmą przykład z rosyjskiej taktyki w Donbasie
Oskar Górzyński
15 lutego 2016, 17:05
• Kurdyjsko-rosyjska ofensywa niedaleko północnej granicy Syrii grozi gwałtowną reakcją Turcji
• Zdaniem ekspertów, Ankara może powtórzyć rosyjską taktykę wojny hybrydowej
• Interwencja Turcji oznaczać może doprowadzić otwartego starcia z Rosją i kryzysu w NATO
• Nad wkroczeniem do Syrii zastanawia się też Arabia Saudyjska

Wejdą czy nie wejdą - odpowiedzią na to pytanie zastanawiają się patrzący na Syrię analitycy, obserwatorzy i decydenci. Sygnały i deklaracje o możliwej bezpośredniej interwencji wojskowej od ponad tygodnia wysyłają Turcja oraz Arabia Saudyjska, dotychczas zaangażowane w konflikt jako sponsorzy grup rebelianckich. W obydwu przypadkach decyzja o inwazji może pociągnąć za sobą ogromne konsekwencje, wykraczające daleko poza konflikt w Syrii.

Spekulacje na ten temat to efekt niespodziewanej serii sukcesów militarnych wspieranych przez Rosję i Iran sił reżimu Baszara al-Asada, którym udało się doprowadzić do niemal całkowitego okrążenia i oblężenia miasta Aleppo i do odcięcia kluczowej linii zaopatrzeń z Turcji. Dla Ankary szczególne znaczenie ma tu tzw. korytarz Azaz, stanowiący główny północny szlak wysyłania wsparcia opozycji. Turcy w tym właśnie miejscu wyznaczyli swoją czerwoną linię, za której przekroczenie grożą bezpośrednią interwencją. Tymczasem za sprawą ofensywy sił kurdyjskich, wspieranych przez rosyjskie naloty, do jej przekroczenia jest już bardzo blisko. Czy Turcja zrealizuje swoją groźbę?

Konsekwencje takiej decyzji mogą być ogromne: tureckie wojska najpewniej znalazły by się pod rosyjskim ostrzałem, co od dawna zapowiadają Rosjanie. Oznaczałoby to zatem nie tylko potężne straty, ale i bezpośrednie starcie z Rosją. Tureckie sygnały są mniej jednoznaczne. Z jednej strony niedzielę minister obrony Ismet Yilmaz zapowiedział, że nie planuje wysyłania żołnierzy do Syrii. Z drugiej, szef tureckiej dyplomacji Mevlut Cavusoglu tego samego dnia powiedział, że Turcja nie pozwoli na zajęcie Azaz kurdyjskiej partyzantce.

Zdaniem dr Łukasza Fyderka, politologa i znawcy Bliskiego Wschodu z Uniwersytetu Jagiellońskiego, Ankara nie zdecyduje się na wejście do Syrii, ale będzie walczyć innymi sposobami.

- W tym momencie wejście tureckich żołnierzy byłoby bardzo ryzykowne, bo choć zapewne udałoby im się zrealizować cele strategiczne, to koszty byłyby bardzo duże, zarówno jeśli chodzi o straty w ludziach, jak i wzrost napięcia z Rosją - mówi Fyderek w rozmowie z WP. - Myślę, że Ankara zdaje sobie sprawę z tego, że długofalowo może osiągać swoje cele bez potrzeby interwencji. Ma do tego inne środki jak choćby wspieranie i zbrojenie opozycji. Może też wziąć przykład z rosyjskiej interwencji na Ukrainie i wysłać do Syrii oddziały nie pod swoją flagą, lub stosować innego rodzaju hybrydowe metody prowadzenia wojny - dodaje. Elementy wojny hybrydowej Turcja stosuje już teraz: w niedzielę turecka artyleria z terytorium Turcji ostrzelała kurdyjskie pozycje nieopodal Azaz. Podobnej taktyki - ataków na cele w Syrii z własnego terytorium - może użyć tureckie lotnictwo, z użyciem pocisków naprowadzających.

Podobnego zdania jest Can Kasapoglu, analityk Centrum Studiów nad Ekonomią i Sprawami Zagranicznymi (EDAM) w Stambule. Zwraca on uwagę na to, że interwencja byłaby dla Turcji ryzykowna nie tylko z punktu widzenia militarnego (zasięg rosyjskich systemów przeciwlotniczych i innych sięga daleko w głąb terytorium Turcji), ale i ze względu na sytuację wewnętrzną. Tureckie wojsko od kilku miesięcy prowadzi intensywne i krwawe walki z kurdyjskimi partyzantami w miastach wewnątrz Turcji, wobec czego wchodzenie w wojnę w Syrii mogłoby jeszcze bardziej zdestabilizować sytuację w kraju.

- Turcja stoi przed dylematem między dbaniem o swój geopolityczny interes w Syrii, a ryzykiem niekontrolowanej eskalacji z Rosją i zagrożeniem wewnątrz kraju - mówi Kasapoglu.

Coraz więcej wskazuje na to, że na tureckiej interwencji najbardziej zależy... Rosji. To dzięki jej wsparciu z powietrza kurdyjska ofensywa była możliwa.

- Dostrzeżmy choćby to, że bardzo wiele informacji na temat tureckiej dociera do nas za pośrednictwem rosyjskich mediów lub wypowiedzi rosyjskich oficjeli. Otwarte wejście Turcji do konfliktu byłoby na rękę Rosji, bo postawiłoby to w bardzo trudnej sytuacji NATO, doprowadzając do rozłamów i kryzysu tej instytucji - mówi Fyderek. - Jednak sądzę, że Ankara jest racjonalnym graczem i jest świadoma bilansu zysków i strat - dodaje. Jak przypomina, już w 2013 roku Turcja zastanawiała się nad interwencją w Syrii, jednak wobec braku poparcia USA zrezygnowała z pomysłu.

- A wtedy sytuacja była znacznie dla Turcji znacznie łatwiejsza - zauważa ekspert.

Przed podobnymi kalkulacjami stoi też Arabia Saudyjska, której oficjele również zapowiadają lądową ofensywę w Syrii: w teorii by walczyć z Państwem Islamskim, w praktyce, by wzmocnić siły rebelii i ograniczyć wpływy głównego wroga - Iranu. Saudyjski minister spraw zagranicznych powiedział w ubiegłym tygodniu, że decyzja o wysłaniu wojsk została podjęta i jest "nieodwołalna". Jednocześnie Saudowie zastrzegają, że do Syrii wkroczą tylko przy poparciu USA - które w obecnej sytuacji jest mało prawdopodobne. Jak dotąd Arabia ograniczyła się do wysłania swoich myśliwców do tureckiej bazy lotniczej w Incirlik po to, by brać udział w operacjach przeciwko ISIS na północy Syrii.

- Myślę, że trzeba te wypowiedzi traktować poważnie. Ale bardziej jako sygnał dla Iranu i Rosji, że tak poważne działania przeciwko interesom Arabii Saudyjskiej i Turcji spotkają się z jakąś reakcją. Obszar do takiej reakcji, w postaci działań hybrydowych, jest bardzo duży - mówi Fyderek. Zauważa jednak, że na zaognieniu wojny domowej w Syrii oraz konflikcie między zewnętrznymi potęgami najbardziej korzysta ktoś inny. - Zauważmy, że nie mówimy teraz o tym, co się dzieje po zachodniej stronie korytarza Azaz. A tam znajduje się Państwo Islamskie, rzadko niepokojone przez wszystkie strony konfliktu, konsolidujące siły i zadowolone z przebiegu konfliktu - podsumowuje ekspert.

...

Dzialania wspierajace Wolna Syrie Poprzemy obiema rekami. Ale nie wojne z narodem Kurdyjskim.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Religia,Polityka,Gospodarka Strona Główna -> Aktualności dżunglowe Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Następny
Strona 6 z 8

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
cbx v1.2 // Theme created by Sopel & Programy