Forum Religia,Polityka,Gospodarka Strona Główna
Gry i wieczność.

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Religia,Polityka,Gospodarka Strona Główna -> Wiedza i Nauka / Tam gdzie nie ma już dróg...
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 78161
Przeczytał: 150 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 8:47, 26 Wrz 2017    Temat postu: Gry i wieczność.

Cudownie uzdrowiony Kevin miał wizję bł. Pier Giorgio Frassatiego. Grali w FIFĘ…
Will Duquette | Wrz 26, 2017

Udostępnij
Komentuj
Drukuj
Niedający się wyjaśnić powrót do zdrowia młodego człowieka może okazać się cudem, potrzebnym do kanonizacji błogosławionego z Turynu.

W 2011 roku Amerykanin Kevin Becker, student college’u, spadł z wysokości drugiego piętra domu, który wynajmował z kilkoma kolegami. Upadek spowodował pęknięcie czaszki w pięciu miejscach i uszkodzenie mózgu.

Po przeprowadzonej natychmiast operacji pacjent znajdował się w stanie stabilnym, lecz przez pełne dziewięć dni nie reagował na żadne bodźce. Rokowania lekarzy były bardzo niepomyślne – wątpili, że Kevin przeżyje, a jeśli tak, to obawiali się wystąpienia poważnych zaburzeń poznawczych.
Czytaj także: Nie potrafiłam modlić się o uzdrowienie syna. Przyjaciele zrobili to za mnie
Historia nie z tej ziemi

A jednak niecałe trzy tygodnie po wypadku, Kevin został przewieziony na wózku pod wejście do szpitala, gdzie sam wstał, zarzucił na ramię plecak i udał się na parking przyszpitalny, bawiąc się po drodze piłką ze swoim bratem …

Brzmi to jak historia nie z tej ziemi – przecież tydzień po wypadku lekarze rozmawiali o wprowadzeniu pacjenta w stan śpiączki farmakologicznej, którą postrzegali jako ostatnią deskę ratunku. Kilka dni później Kevin otworzył oczy i w bardzo krótkim czasie mógł normalnie rozmawiać, stać i chodzić.

Po wypisie ze szpitala Kevin chodził na fizjoterapię, gdzie odkrył, że jego stan jest o niebo lepszy od kondycji innych pacjentów, także tych, którzy doznali urazu nawet rok wcześniej. Przeszedł całą serię badań dotyczących zaburzeń poznawczych. Ukończył je w dwie godziny, choć zwykle zabiera to pacjentom ok. sześciu.

Po miesiącu lekarz zapytał Kevina, jak według niego poszły mu testy. Odpowiedział tak, jak odpowiedziałby pewnie na takie samo pytanie dotyczące testów w szkole: „Nie było źle”. Wówczas lekarz oznajmił mu, że nie tylko poszło mu „nieźle”, ale też, że testy w ogóle nie wykazały jakichkolwiek oznak jego urazu. Mógł wrócić na zajęcia akademickie i ukończyć studia. Obecnie Kevin pracuje w firmie udzielającej kredytów małym firmom.
Świadectwo Kevina

Miałem przyjemność usłyszeć świadectwo Kevina Beckera 29 października 2016 roku podczas obchodów 800-lecia Zakonu Kaznodziejskiego. Podzielił się z zebranymi następującą historią: leżąc w śpiączce, nagle obudził się w domu, który wynajmował z przyjaciółmi i usłyszał czyjeś kroki na parterze. To wydawało mu się dziwne, bo zawsze to on pierwszy wstawał i zajmował się czymś od rana. Kiedy zszedł na dół, natknął się na młodego człowieka, którego widział pierwszy raz w życiu.

– Kim jesteś? – zapytał.
– Jestem George, twój nowy współlokator – odpowiedział nieznajomy.
– Co? Przecież mam już tutaj dwóch kolegów – zdziwił się Kevin.
– Nie ma ich tu na razie – padła odpowiedź.
– Ach tak – odparł skonsternowany student.

Po tym dialogu Kevin spędził z Georgem cały bardzo długi dzień. Jako amator sportu i zapalony piłkarz, Amerykanin próbował namówić nowopoznanego kolegę do wyjścia na dwór, jednak tamten nie pozwalał mu na to. Zaczęli się nawet siłować po bratersku, tak bardzo Kevin chciał wyjść z domu, lecz George nie ustępował, zalecając cierpliwość.
Czytaj także: Był jednym z Ciemnych Typów – został błogosławionym

Kevin pamięta, że w takim razie zajął się nauką i zadaniami związanymi ze swoimi studiami, co – jak sam mówił – zdziwiłoby każdego, kto znał go wówczas. Razem z Georgem grali też w grę wideo o nazwie FIFA. W końcu ocknął się w szpitalu.
Modlitwa za wstawiennictwem bł. Pier Giorgio

Później Kevin wspomniał o nowym współlokatorze swojej matce, nazwał go „dobrym duchem”. Po dokładnym opisaniu nieznajomego, matka pokazała mu zdjęcie młodego człowieka, w którym od razu rozpoznał George’a.

Zdjęcie, na którym znajdował się błogosławiony Pier Giorgio Frassati, matka dostała od swojego kuzyna, który polecił jej modlitwę za jego wstawiennictwem (Frassati, tercjarz dominikański, zmarł na chorobę Heinego-Medina w 1925 roku, w wieku zaledwie 24 lat. Jego pasją były górskie wspinaczki; był przyjacielem wielu turyńskich ubogich, których wspierał finansowo. Więcej o nim czytaj tutaj).

Matka Kevina pomodliła się do błogosławionego i umieściła jego zdjęcie przy poduszce, na której leżał w szpitalu jej nieprzytomny syn. Następnego dnia Kevin wybudził się ze śpiączki.

Przed wypadkiem Amerykanin nigdy nie słyszał o Pier Giorgio Frassatim…
Spotkanie ze świętym

Mówi się, że spotkanie ze świętym jest w stanie odmienić czyjeś życie. Za całą pewnością spotkanie to odmieniło życie Kevina. Nie tylko został całkowicie wyleczony, ale – jak sam przyznaje – czuje się o wiele lepiej, aniżeli przed wypadkiem.

W szkole zawsze był błaznem klasowym, który z ostatniej ławki robi głośne, acz niezbyt mądre uwagi i nie bardzo skupia się na lekcji. Od momentu wybudzenia ze śpiączki, zaczął przykładać się do nauki, co przełożyło się na oceny.

Dokumentacja medyczna Kevina została przesłana do Watykanu. Być może jego powrót do zdrowia okaże się cudem niezbędnym do kanonizacji bł. Frassatiego. Sam Kevin utrzymuje, że nie dba o to. Nie wie, dlaczego właśnie on został uzdrowiony przez Boga, lecz ma silną motywację, aby cud ten nie poszedł na marne. Jest też przekonany, że George jest przy nim stale obecny, a czasem nawet słyszy jego delikatny szept.
Czytaj także: Franciszku, prosimy: ogłoś Pier Giorgia Frassatiego świętym!

Tekst opublikowany w angielskiej edycji portalu Aleteia

...

Przyszedl do niego swiety z nieba i ... Grali w gre! To jest dopiero historia!
Ale to nic dziwnego. Sa rzeczy ktore przemina o te ktore beda wieczne. Wojsko, policja, pieniadz, sluzba zdrowia. To dobre zajecia ale przemina gdy zniknie zlo! Czyli skoro chorob nie bedzie to i lekarze nie beda musieli leczyc. Bez wojen nie bedzie wojska, bez pieniedzy bankow itd.A np. kultura nie. W tym i gry. Niby dlaczego mialy by przeminac? Ludzie beda je tworzyc w nieskonczonosc wszak zycie nie ma konca. Znikna tylko zle gry! Co cieszy! Zatem inwestycja w gry jest ineestycja... W PRZYSZLOSC SmileSmileSmile Ale jestescie zaskoczeni bo mysleliscie ze to ,,strata czasu". Tylko na gry debilne, bluzniercze satanistyczne. Bo te znikna to strata czasu. Ale np Herosi oczywiscie beda sie rozwijac bo to dobra gra i kazda ktora jest sztuką. A takze te nieudane ktorych jest duzo zostana poprawione bo to tez mogly byc dziela sztuki grania ale nje wyszly. Dla tworcy jest to dramat i nie mozna sie smiac ze gniot. Smiac sie z nieszczescia to ohydne. Co innego z cwaniakow montujacych pseudogry setkami aby wyludzic oplaty. Tu trzeba ostrzegac.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Religia,Polityka,Gospodarka Strona Główna -> Wiedza i Nauka / Tam gdzie nie ma już dróg... Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
cbx v1.2 // Theme created by Sopel & Programy