Forum Religia,Polityka,Gospodarka Strona Główna
Upadek demokracji w Polsce .
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Religia,Polityka,Gospodarka Strona Główna -> Aktualności dżunglowe
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91136
Przeczytał: 196 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 18:25, 05 Mar 2015    Temat postu:

Apelacja ws. dziennikarzy zatrzymanych w PKW - wyrok po godz. 13

W czwartek po godz. 13 Sąd Okręgowy w Warszawie ma ogłosić wyrok ws. apelacji stołecznej prokuratury wobec dziennikarzy PAP i TV Republika, uniewinnionych w I instancji od naruszenia miru domowego podczas obsługi przez nich okupacji siedziby PKW.

Prokuratura Rejonowa Warszawa-Śródmieście wnosi, by SO uchylił wyrok uniewinniający i zwrócił sprawę sądowi rejonowemu. Obrona chce utrzymania orzeczeń uniewinniających. Obrońcy dziennikarzy są za utrzymaniem w mocy wyroku uniewinniającego i oddaleniem apelacji prokuratora. Na czwartkowym posiedzeniu sądu prokurator Michał Mistygacz, obrońcy Tomasza Gzella i Jana Pawlickiego, mecenasi: Piotr Witaszek, Sławomir Sawicki i Grzegorz Kucharski oraz sam Gzell przedstawili swe argumenty.

Fotoreporter PAP Tomasz Gzell i dziennikarz TV Republika Jan Pawlicki zostali zatrzymani przez policję, gdy relacjonowali w listopadzie ub.r. okupację gmachu PKW przez osoby domagające się dymisji PKW w związku z przedłużającym się obliczaniem wyników wyborów samorządowych. Oprócz nich zatrzymano 10 osób. Dziennikarze zostali zwolnieni przez sąd po pierwszej rozprawie - czyli po 21 godzinach od zatrzymania.

Policja oskarżyła Gzella i Pawlickiego w trybie przyspieszonym o naruszenie miru domowego w PKW przez nieusłuchanie polecenia opuszczenia pomieszczenia - grozi za to grzywna, kara ograniczenia wolności albo do roku pozbawienia wolności. W grudniu ub.r. Sąd Rejonowy Warszawa-Śródmieście uniewinnił obu.

- Zatrzymanie to pomyłka, przykre nieporozumienie - mówił w uzasadnieniu wyroku sędzia Łukasz Mrozek. - Akcja była nerwowa i dynamiczna. Ponieważ żaden inny dziennikarz nie został zatrzymany, to znaczy, że intencją było zatrzymanie tylko osób okupujących pomieszczenie za stołem - podkreślał sędzia. Wskazał, że do pomyłki mogło dojść m.in. z powodu działań policji i administratora gmachu, bo zmieniono początkowo ogłaszany komunikat wzywający również dziennikarzy do opuszczenia gmachu, na wezwanie do "nieutrudniania działań policji".

Prokurator Mistygacz, który w trybie monitoringu orzeczeń sądowych oceniał wyrok ws. Gzella i Pawlickiego, uznał, że należy w sprawie złożyć apelację. Zarzucił wyrokowi I instancji błąd w ustaleniach przez przyjęcie, że w działaniu dziennikarzy nie było bezpośredniego zamiaru okupowania pomieszczeń PKW, a ich czyn mieści się w granicach uprawnień służbowych i stanowi wyraz rzetelnego wykonywania przez nich obowiązków mających na celu rzetelne informowanie. Według oskarżyciela "dowody oparte na zasadach logiki i doświadczenia życiowego wskazują, że nie zastosowali się do polecenia policji i nie opuścili pomieszczenia mimo wielokrotnie ponawianych poleceń".

- Polecenia były do okupujących i do mediów, i wszyscy mieli obowiązek dostosowania się do żądania. Komunikaty były trzy. Przez 14 minut dziennikarze nie opuścili sali - choć większość opuściła. Nie ulega wątpliwości, że dziennikarze wykonywali swe obowiązki i początkowo nie można im przypisać woli okupacji tego pomieszczenia. Mieli opuścić lokal w 5 minut - mówił prokurator.

Według niego dziennikarze byli świadomi treści komunikatów i dopuścili się występku. - Świadomie przeciwstawili się woli dysponenta. Nieopuszczenie sali po pięciu komunikatach świadczy o lekceważącym stosunku oskarżonych do prawa. Jan Pawlicki sam mówił, że jego zawód polega na relacjonowaniu zdarzeń tak długo, jak to możliwe - niekiedy nawet wiąże się to z niedostosowaniem się do poleceń. Nie ma immunitetu dziennikarskiego - wywodził prok. Mistygacz.

Podkreślił, że czym innym jest kwestia niepodporządkowania się poleceniu, a czym innym zatrzymanie Gzella i Pawlickiego przez policję. "Kwestia zatrzymania nie rzutuje na wypełnienie znamion przestępstwa" - mówił. W oddzielnych postępowaniach sąd rejonowy uwzględnił zażalenia Pawlickiego i Gzella na zatrzymanie ich przez policję i uznał je za bezzasadne. - W ocenie obrony wyrok jest słuszny, a apelacja ma charakter polemiczny - odparł mu mec. Witaszek. Przypomniał, że policja przed interwencją zmieniła treść żądania - z polecenia opuszczenia pomieszczeń na prośbę do mediów o nieutrudnianie pracy policji. - Z tych powodów wyrok I instancji jest słuszny - zakończył.

Mec. Sawicki dodał, że powody uniewinnienia powinny być jeszcze szersze niż te przyjęte przez sąd rejonowy. "Zamiarem oskarżonych nie było przebywanie w tym miejscu, czy okupowanie go - zajmowali się relacjonowaniem zdarzeń. Przypomniał, że PKW nie dała żadnego sygnału protestującym, by opuścić budynek - wręcz odwrotnie, nawet ich zaprosiła" - wskazał. Uzupełniając argumenty obrony mec. Kucharski, podkreślił, że wezwania do opuszczenia lokalu formułował pracownik kancelarii prezydenta - a nie ona, lecz PKW była w tym dniu dysponentem pomieszczeń. Zaprzeczył słowom prokuratora, by większość dziennikarzy opuściła salę po wezwaniu. "Było dokładnie odwrotnie" - podkreślił, przywołując dowody z nagrań video. Przypomniał, że nawet minister spraw wewnętrznych Teresa Piotrowska "złożyła samokrytykę, mówiąc, że to zatrzymanie było błędem".

- Wielokrotnie oglądaliśmy w telewizji prace dziennikarzy. Dzięki niej społeczeństwo wie, co się dzieje. Byliśmy w PKW jako dziennikarze. Gdyby nie to, nawet mieszkańcy sąsiedniej ulicy nie wiedzieliby, co się dzieje w PKW. Dziennikarze w niczym tam nie zawadzili policji. Byłem na wielu demonstracjach, na których policja prosiła nas o coś. I zawsze dawało się to zrobić - mówił Gzell w "ostatnim słowie". - Nie chciałbym żyć w kraju, w którym policja w każdej chwili może wszystkiego zabronić. W Rosji są miejsca, gdzie nie ma kanalizacji, ale jest elektryczność, więc jest telewizja - i w tej telewizji jeden program, w którym mówią, że Putin dobrze robi. Ja bym tak w Polsce nie chciał - zakończył.

...

Czy bedzie kolejna kompromitacja sadownictwa ?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91136
Przeczytał: 196 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 18:29, 05 Mar 2015    Temat postu:

Dziennikarze Jan Pawlicki i Tomasz Gzell uniewinnieni

Sąd odrzucił apelację prokuratury

Jak poinformowała Republika TV, sąd odrzucił apelację prokuratury w sprawie zatrzymania Jana Pawlickiego i Tomasza Gzella w budynku Państwowej Komisji Wyborczej po ostatnich wyborach samorządowych.

Prokuratura Rejonowa Warszawa-Śródmieście wnosiła, by Sąd Okręgowy uchylił wyrok uniewinniający i zwrócił sprawę sądowi rejonowemu. Obrona chce utrzymania orzeczeń uniewinniających. Obrońcy dziennikarzy są za utrzymaniem w mocy wyroku uniewinniającego i oddaleniem apelacji prokuratora. Na czwartkowym posiedzeniu sądu prokurator Michał Mistygacz, obrońcy Tomasza Gzella i Jana Pawlickiego, mecenasi: Piotr Witaszek, Sławomir Sawicki i Grzegorz Kucharski oraz sam Gzell przedstawili swe argumenty.

Fotoreporter PAP Tomasz Gzell i dziennikarz TV Republika Jan Pawlicki zostali zatrzymani przez policję, gdy relacjonowali w listopadzie ub.r. okupację gmachu PKW przez osoby domagające się dymisji PKW w związku z przedłużającym się obliczaniem wyników wyborów samorządowych. Oprócz nich zatrzymano 10 osób. Dziennikarze zostali zwolnieni przez sąd po pierwszej rozprawie - czyli po 21 godzinach od zatrzymania.

Policja oskarżyła Gzella i Pawlickiego w trybie przyspieszonym o naruszenie miru domowego w PKW przez nieusłuchanie polecenia opuszczenia pomieszczenia - grozi za to grzywna, kara ograniczenia wolności albo do roku pozbawienia wolności. W grudniu ub.r. Sąd Rejonowy Warszawa-Śródmieście uniewinnił obu.

- Zatrzymanie to pomyłka, przykre nieporozumienie - mówił w uzasadnieniu wyroku sędzia Łukasz Mrozek. - Akcja była nerwowa i dynamiczna. Ponieważ żaden inny dziennikarz nie został zatrzymany, to znaczy, że intencją było zatrzymanie tylko osób okupujących pomieszczenie za stołem - podkreślał sędzia. Wskazał, że do pomyłki mogło dojść m.in. z powodu działań policji i administratora gmachu, bo zmieniono początkowo ogłaszany komunikat wzywający również dziennikarzy do opuszczenia gmachu, na wezwanie do "nieutrudniania działań policji".

- Dziennikarze będąc na sali PKW nie stali się okupującymi to pomieszczenie" - podkreślił w ustnym uzasadnieniu wyroku sędzia Sebastian Ładoś. Jak dodał, po tym gdy policja nakazała opuszczenie sali PKW dziennikarze "zbierali się do wyjścia, ale chcieli też udokumentować przebieg interwencji". "W tej sprawie należało zbadać zamiar oskarżonych. Z badania wynika, że nie mieli oni zamiaru okupować budynku - dodał sędzia.

Sąd wskazał też, że policja nie wydała komunikatu zakazującego dziennikarzom przebywania w budynku PKW. - Nawet gdy policja poleciła dziennikarzom opuszczenie pomieszczenia w PKW, to nie kazano im opuszczać budynku - wskazał sędzia Ładoś.

Wyrok w tej sprawie jest prawomocny i ostateczny. Prawo nie przewiduje możliwości składania w tego typu postępowaniach kasacji w zwykłym trybie. Teoretycznie prawo takie ma Prokurator Generalny i Rzecznik Praw Obywatelskich.

...

Wypada sie chyba cieszyc ? Moglo byc inaczej ?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91136
Przeczytał: 196 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 18:34, 05 Mar 2015    Temat postu:

Sąd: dziennikarze z PKW prawomocnie uniewinnieni

Sąd Okręgowy w Warszawie utrzymał dzisiaj wyrok uniewinniający dziennikarzy PAP i TV Republika od zarzutu naruszenia miru domowego podczas obsługi przez nich okupacji siedziby PKW. Apelację prokuratury w tej sprawie sąd uznał za "oczywiście bezzasadną".

- Dziennikarze, będąc na sali PKW, nie stali się okupującymi to pomieszczenie - podkreślił w ustnym uzasadnieniu wyroku sędzia Sebastian Ładoś nazywając zatrzymanie podsądnych przez policję "nieporozumieniem". Sąd wskazał też, że policja nie wydała komunikatu zakazującego dziennikarzom przebywania w budynku PKW. - Nawet gdy policja poleciła dziennikarzom opuszczenie pomieszczenia w PKW, to nie kazano im opuszczać budynku - wskazał sąd.

Taki jest prawomocny finał sprawy z listopada zeszłego roku, gdy fotoreporter PAP Tomasz Gzell i dziennikarz TV Republika Jan Pawlicki zostali zatrzymani przez policję w czasie relacjonowania przez nich okupacji gmachu PKW przez osoby domagające się dymisji PKW w związku z przedłużającym się obliczaniem wyników wyborów samorządowych. Dziennikarzy w sali PKW było kilkudziesięciu - zatrzymano ich dwóch; oprócz nich policja zatrzymała 10 osób. Dziennikarze zostali zwolnieni przez sąd po pierwszej rozprawie - czyli po 21 godzinach od zatrzymania.

Korzystając z tzw. trybu przyśpieszonego policja skierowała do sądu wniosek o ukaranie Gzella i Pawlickiego za naruszenie miru domowego w PKW przez nieusłuchanie polecenia opuszczenia pomieszczenia - grozi za to grzywna, kara ograniczenia wolności albo do roku pozbawienia wolności. W grudniu ub.r. Sąd Rejonowy Warszawa-Śródmieście uniewinnił obu.

- Zatrzymanie to pomyłka, przykre nieporozumienie - mówił w uzasadnieniu wyroku sędzia Łukasz Mrozek. - Akcja była nerwowa i dynamiczna. Ponieważ żaden inny dziennikarz nie został zatrzymany, to znaczy, że intencją było zatrzymanie tylko osób okupujących pomieszczenie za stołem - podkreślał sędzia. Wskazał, że do pomyłki mogło dojść m.in. z powodu działań policji i administratora gmachu, bo zmieniono początkowo ogłaszany komunikat wzywający również dziennikarzy do opuszczenia gmachu, na wezwanie do "nieutrudniania działań policji".

W trybie monitoringu orzeczeń sądowych wyrok ws. Gzella i Pawlickiego oceniała Prokuratura Rejonowa Warszawa-Śródmieście. Prok. Michał Mistygacz uznał wyrok za niesłuszny i wniósł apelację. Zarzucił orzeczeniu błąd w ustaleniach przez przyjęcie, że w działaniu dziennikarzy nie było bezpośredniego zamiaru okupowania pomieszczeń PKW, a ich czyn mieści się w granicach uprawnień służbowych i stanowi wyraz rzetelnego wykonywania przez nich obowiązków mających na celu rzetelne informowanie.

Według oskarżyciela "dowody oparte na zasadach logiki i doświadczenia życiowego wskazują, że nie zastosowali się do polecenia policji i nie opuścili pomieszczenia mimo wielokrotnie ponawianych poleceń".

- Polecenia były do okupujących i do mediów, i wszyscy mieli obowiązek dostosowania się do żądania. Komunikaty były trzy. Przez 14 minut dziennikarze nie opuścili sali - choć większość opuściła. Nie ulega wątpliwości, że dziennikarze wykonywali swe obowiązki i początkowo nie można im przypisać woli okupacji tego pomieszczenia. Mieli opuścić lokal w 5 minut - mówił w sądzie prokurator.

Według niego dziennikarze byli świadomi treści komunikatów i dopuścili się występku. - Świadomie przeciwstawili się woli dysponenta. Nieopuszczenie sali po pięciu komunikatach świadczy o lekceważącym stosunku oskarżonych do prawa. Jan Pawlicki sam mówił, że jego zawód polega na relacjonowaniu zdarzeń tak długo, jak to możliwe - niekiedy nawet wiąże się to z niedostosowaniem się do poleceń. Nie ma immunitetu dziennikarskiego - wywodził prok. Mistygacz.

Podkreślał, że czym innym jest kwestia niepodporządkowania się poleceniu, a czym innym zatrzymanie Gzella i Pawlickiego przez policję. - Kwestia zatrzymania nie rzutuje na wypełnienie znamion przestępstwa - mówił. W oddzielnych postępowaniach sąd rejonowy uwzględnił zażalenia Pawlickiego i Gzella na zatrzymanie ich przez policję i uznał je za bezzasadne.

- W ocenie obrony wyrok jest słuszny, a apelacja ma charakter polemiczny - odparł mu obrońca Gzella mec. Piotr Witaszek. Przypomniał, że policja przed interwencją zmieniła treść żądania - z polecenia opuszczenia pomieszczeń na prośbę do mediów o nieutrudnianie pracy policji. - Z tych powodów wyrok I instancji jest słuszny - zakończył.

Obrońcy Pawlickiego uzupełnili te argumenty wskazując, że powody uniewinnienia obu podsądnych powinny być jeszcze szersze niż te przyjęte przez sąd rejonowy. - Zamiarem oskarżonych nie było przebywanie w tym miejscu, czy okupowanie go - zajmowali się relacjonowaniem zdarzeń. Przypomniał, że PKW nie dała żadnego sygnału protestującym, by opuścić budynek - wręcz odwrotnie, nawet ich zaprosiła - powiedział mec. Sławomir Sawicki.

Mec. Grzegorz Kucharski podkreślił, że wezwania do opuszczenia lokalu formułował pracownik kancelarii prezydenta - a nie ona, lecz PKW była w tym dniu dysponentem pomieszczeń. Zaprzeczył słowom prokuratora, by większość dziennikarzy opuściła salę po wezwaniu. - Było dokładnie odwrotnie - podkreślił. Przywołał dowody z nagrań video. Przypomniał, że nawet minister spraw wewnętrznych Teresa Piotrowska "złożyła samokrytykę, mówiąc, że to zatrzymanie było błędem".

- Wielokrotnie oglądaliśmy w telewizji pracę dziennikarzy. Dzięki niej społeczeństwo wie, co się dzieje. Byliśmy w PKW jako dziennikarze. Gdyby nie to, nawet mieszkańcy sąsiedniej ulicy nie wiedzieliby, co się dzieje w PKW. Dziennikarze w niczym tam nie zawadzili policji. Byłem na wielu demonstracjach, na których policja prosiła nas o coś. I zawsze dawało się to zrobić - podkreślił Gzell w "ostatnim słowie".

Sąd odwoławczy argumenty prokuratury uznał za nietrafne, a apelację oskarżyciela nazwał "bezzasadną w stopniu oczywistym". Uzasadniając go sędzia Ładoś podkreślił, że sąd nie dopatrzył się w zamiarze oskarżonych chęci okupowania budynku PKW - a to jest kluczowe z punktu widzenia możliwości przypisania im przestępstwa. Sąd przypomniał, że z policyjnych nagrań wynika, że dziennikarze wykonywali swoje zadania służbowe. - Dodajmy, że Jan Pawlicki został zatrzymany w chwili, gdy prosił policjanta o komentarz do zdarzeń, które obserwował - zauważył sędzia.

Jak dodał, po tym, gdy policja nakazała opuszczenie sali PKW, dziennikarze "zbierali się do wyjścia, ale chcieli też udokumentować przebieg interwencji". - W tej sprawie należało zbadać zamiar oskarżonych. Z badania wynika, że nie mieli oni zamiaru okupować budynku - dodał sędzia.

Od końca ub.r. inna stołeczna prokuratura (mokotowska) prowadzi śledztwo ws. przekroczenia uprawnień przez policjantów w związku z interwencją w siedzibie PKW. Obaj dziennikarze mają w nim status pokrzywdzonych.

W oddzielnych postępowaniach sąd rejonowy uwzględnił zażalenia Pawlickiego i Gzella na zatrzymanie ich przez policję i uznał je za bezzasadne. Jak powiedziała sędzia Małgorzata Drewin, ws. Gzella o jego bezzasadnym zatrzymaniu będzie powiadomiona prokuratura i szef stołecznej policji.

Podkreśliła, że gdy funkcjonariusz policji wydaje polecenie, należy dać mu posłuch, ale zarazem stwierdził, że nie istniało podejrzenie, by Gzell - realizując swą misję fotoreportera - popełnił przestępstwo naruszenia miru domowego w PKW. Wcześniej sąd uznał również zatrzymanie Pawlickiego za bezzasadne. Uzasadniając tę decyzję sędzia Wojciech Łączewski zaznaczył, że "procesy intelektualne u tych, którzy podejmowali decyzję o zatrzymaniu, nie nadążały za sytuacją, która wcale nie była tak dynamiczna".

Wkrótce po uniewinnieniu dziennikarzy minister spraw wewnętrznych Teresa Piotrowska mówiła, że ich zatrzymanie podczas zajść w PKW nie powinno się zdarzyć. - Przepraszam tych, których to dotknęło, których to bulwersowało - dodała. Gzella osobiście przepraszał też minister sprawiedliwości Cezary Grabarczyk. Policja zapowiadała wypracowanie nowych zasad współpracy z dziennikarzami.

...

Szok ze takie cos sie dzieje .


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91136
Przeczytał: 196 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 1:09, 06 Mar 2015    Temat postu:

PKW wraca do początku internetu
PAP
5 marca 2015, 04:35
Dokładne wyniki wyborów samorządowych będą przygotowane na podstawie rozwiązań sprzed 13 lat - ustaliła "Rzeczpospolita".

W najbliższych dniach na stronach Państwowej Komisji Wyborczej mają się znaleźć szczegółowe dane statystyczne dotyczące zeszłorocznych wyborów samorządowych. Z deklaracji osób, które je przygotowują, wynika jednak, że będą one podane w dość trudnej do przyswojenia formie.

Internetowy serwis ma bowiem wyglądać jak ten, który prezentował wyniki wyborów z 2002 r. Mirosław Lech Bogdanowicz z departamentu informatyki w Krajowym Biurze Wyborczym, przyznaje, że strona będzie mało zaawansowana technicznie.

- Statystyka głosów nieważnych będzie przedstawiona za pomocą tabel, które przygotowujemy w arkuszu kalkulacyjnym. Nie mamy zespołu, który umieściłby te dane na mapie - przyznaje Bogdanowicz.

...

Co mi to da ze zaprezentuja ze w Swietokrztskim PSL ma cos 47 % jak wynik jest absurdalny ? A sondaze dzis PSL ma jak zawsze 7 % albo mniej ...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91136
Przeczytał: 196 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 11:49, 06 Mar 2015    Temat postu:

"Rzeczpospolita": zarobią mniej przy wyborach

Przewodniczący komisji obwodowej ma otrzymać 200 zł

Państwowa Komisja Wyborcza na majowe wybory wyznaczyła stawki za pracę w komisjach o połowę niższe niż obowiązujące dotychczas – informuje "Rzeczpospolita".

Przewodniczący komisji obwodowej ma otrzymać 200 zł, jego zastępca 180 zł, a członkowie po 160 zł. Przy ubiegłorocznych wyborach samorządowych było to odpowiednio 380, 330 i 300 zł. Wyższe stawki przewidziano dla komisji terytorialnych.

Istnieje obawa, że może zbraknąć chętnych do pracy – czytamy w gazecie.

Czytaj więcej w dzisiejszym wyadniu "Rzeczpospolita".

...

Szaleja raz w gore raz w dol . Byly za niskie to podwoili od razu . Ale akurat z uwagi na tygodniowy burdel to akurat Smile
Prezydenckie sa proste . Kilka kupek i policzone . Formalnie powinny byc najtansze . Liczyc 15 kandydatow a 500 to roznica . Nie dziesciokrotna ale jest dluzej w samorzadowych .


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91136
Przeczytał: 196 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 14:48, 06 Mar 2015    Temat postu:

17 kandydatów na prezydenta. Zgłosili się Wanda Nowicka i Paweł Tanajno
PAP
5 marca 2015, 17:30
W Państwowej Komisji Wyborczej zarejestrowanych jest już 17 kandydatów na prezydenta. Do tego grona dołączyła właśnie Wanda Nowicka. Wpłynęło także kolejne zgłoszenie: komitetu wyborczego Pawła Tanajno. Z kolei wniosek Włodzimierza Zydorczaka, przedsiębiorcy z Kościana, został oddalony.

Obok komitetu wicemarszałek Sejmu Wandy Nowickiej, PKW zarejestrowała dotychczas komitety: ubiegającego się o reelekcję prezydenta Bronisława Komorowskiego, Andrzeja Dudy (PiS), Adama Jarubasa (PSL), Magdaleny Ogórek (SLD), Janusza Palikota (Twój Ruch), Janusza Korwin-Mikkego (ugrupowanie KORWiN), Jacka Wilka (Kongres Nowej Prawicy), muzyka Pawła Kukiza, Mariana Kowalskiego (Ruch Narodowy), Anny Grodzkiej (Zieloni), b. działacza opozycyjnego w PRL i b. posła Adama Słomki, reżysera i publicysty Grzegorza Brauna, przewodniczącej Partii Kobiet Iwony Piątek, Dariusza Łaski (Wspólnota Patriotyczna Solidarnej Deliberacji), Zenona Nowaka (lidera partii Dzielny Tata), b. wiceprezydenta Gdańska Włodzimierza Korab-Karpowicza.

Kolejny kandydat, który zwrócił się do PKW o rejestrację komitetu wyborczego, Paweł Tanajno jest kandydatem Demokracji Bezpośredniej.

Do PKW wpłynęło także zawiadomienie o utworzeniu komitetu wyborczego Włodzimierza Zydorczaka, przedsiębiorcy z Kościana (woj. wielkopolskie). Komisja dopatrzyła się w zawiadomieniu wady i wezwała do jej usunięcia.

PKW podejmuje uchwałę o zarejestrowaniu komitetu wyborczego w ciągu trzech dni od wpłynięcia zawiadomienia.

Od momentu zarejestrowania komitet wyborczy kandydata na prezydenta może pozyskiwać i wydatkować fundusze na kampanię wyborczą.

O utworzeniu komitetu można zawiadamiać PKW do 16 marca. 26 marca o północy mija termin dostarczenia do PKW 100 tys. podpisów, koniecznych, aby zarejestrować kandydata w wyborach prezydenckich.

Wybory prezydenckie odbędą się 10 maja; jeśli żaden z kandydatów nie uzyska ponad połowy ważnie oddanych głosów, 24 maja odbędzie się druga tura wyborów.

...

Dariusza Łaski (Wspólnota Patriotyczna Solidarnej Deliberacji),
????

O co chodzi ?

Zenona Nowaka (lidera partii Dzielny Tata)

!!! CO TO JEST ?

Ogorek Grodzki/a Nowicka ... i inni ...
Pandemonium .

Ale wybory ! Ale kandydaci . Kolejne dno ...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91136
Przeczytał: 196 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 19:46, 09 Mar 2015    Temat postu:

PKW po raz drugi unieważnia przetarg PR i ponownie anuluje wybór zwycięzcy

Państwowa Komisja Wyborcza, która 4 marca br. zakończyła rozpisany po raz drugi przetarg na usługi PR ­ ponownie go unieważnia.

W drugim przetargu PKW zwyciężyła agencja Profile, która uzyskała najwyższą ocenę ­ 97,6 pkt, pokonując Marketing & Communications Consultants ­ 96,78 pkt i Golden Frame Media ­ 91,60 pkt. Komisja przetargowa przy ocenie ofert korzystała z pomocy niezależnego eksperta Jacka Barlika. Wybór oprotestowała Golden Frame Media i 6 marca do wszystkich trzech agencji dotarło pismo powiadamiające, że PKW "unieważnia dokonaną w dniach 3­4 marca 2015 roku czynność oceny ofert, stanowiącą podstawę do wyboru oferty najkorzystniejszej". W uzasadnieniu podano uwagi Golden Frame Media na temat "nieścisłości w opinii niezależnego eksperta".

Oferty wszystkich agencji będą ponownie rozpatrywane. Przedmiotem przetargu było opracowanie strategii oraz schematu komunikacji społecznej, a także projektu kampanii informacyjnych dotyczących wyborów w 2015 roku ­ na prezydenta RP, do Sejmu i Senatu. W pierwszym podejściu przetarg miał charakter ograniczony, zaproszono do niego trzy agencje: Profile, Marketing & Communications Consultants i Golden Frame Media (odpowiadająca za kontakty PKW z mediami w ub.r.). Wygrała Golden Frame Media, ale Profile i M&CC oprotestowały ten wybór. Po proteście unieważniono cały przetarg. Rozpisano go od nowa, lecz ze zmienionymi kryteriami ocen. W drugim przetargu brały udział te same trzy firmy.

>>>

Jakis horror sie szykuje .


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91136
Przeczytał: 196 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 10:25, 11 Mar 2015    Temat postu:

PKW publikuje statystyki z wyborów samorządowych. Inny odsetek głosów nieważnych

PKW publikuje statystyki z wyborów samorządowych

W ubiegłorocznych wyborach do sejmików wojewódzkich oddano 17,47 proc. nieważnych głosów - wynika ze statystyk na stronie Państwowej Komisji Wyborczej. Podawany wcześniej przez PKW odsetek głosów nieważnych - 17,93 proc. - był wyliczony na podstawie niepełnych danych.

Statystyki z wyborów samorządowych PKW zaczęła publikować na swej stronie internetowej na początku marca; zawierają one m.in. informacje o liczbie oddanych głosów na komitety wyborcze we wszystkich obwodach, okręgach, gminach, powiatach i województwach w kraju.

Tabele zawierają także informacje o głosach nieważnych oddanych w wyborach do sejmików wojewódzkich; wynika z nich, że w wyborach do sejmików oddano 17,47 proc. głosów nieważnych. Odsetek ten różni się od podanej przez PKW na konferencji prasowej w listopadzie ub. informacji o głosach nieważnych - wówczas przedstawiciele Komisji informowali, że głosów nieważnych oddano 17,93 proc.

Sekretarz PKW Beata Tokaj wyjaśniła, że podane wówczas dane zostały ustalone na podstawie niepełnych danych, "co niestety nie zostało zaznaczone w trakcie tej konferencji".

- W szczególności nie uwzględniono wówczas danych z niewprowadzonych do systemu informatycznego protokołów głosowania w wyborach do sejmiku województwa mazowieckiego (ok. 1 mln głosów oddanych), sejmiku województwa dolnośląskiego (ok. 600 tys. głosów) i sejmiku województwa śląskiego (ok. 500 tys. głosów) - czytamy w odpowiedzi udzielonej PAP.

Ze statystyk PKW wynika, że najwięcej głosów nieważnych oddano w woj. wielkopolskim - 22,98 proc.; najmniej w woj. podlaskim - 14,96 proc.

W woj. dolnośląskim głosów nieważnych było 18,11 proc. głosów, kujawsko-pomorskim - 18,68 proc., lubelskim - 16,58 proc., lubuskim - 19,6 proc., łódzkie - 17,16 proc., małopolskie - 16,69 proc., mazowieckie - 15,54 proc., opolskie - 18,25 proc., podkarpackie - 16,01 proc., pomorskie - 17,85 proc., śląskie - 15,2 proc., świętokrzyskie - 16,72 proc., warmińsko-mazurskie - 20,36 proc., zachodniopomorskie - 19,46 proc.

Po ogłoszeniu wyników wyborów przez PKW zwracano uwagę na wysoki odsetek głosów nieważnych oddanych w wyborach do sejmików. Zwracano uwagę, że w protokołach z wyborów nie określa się, z jakiego powodu głos został uznany za nieważny (niezagłosowanie na żadnego kandydata lub na więcej niż jednego). Ma się to zmienić - wprowadzenie klasyfikacji głosów nieważnych zakłada m.in. prezydencki projekt nowelizacji Kodeksu wyborczego, nad którym pracuje Sejm.

W wyborach do sejmików w 2010 roku odsetek głosów nieważnych wyniósł 12,06 proc.

Opublikowane na początku marca przez PKW tabele zawierają także informacje o wynikach głosowania na Mazowszu i w Warszawie, których brakuje w tzw. wizualizacji wyborów (to grafika w przystępny sposób obrazująca wynik wyborów). Danych m.in. z Mazowsza i Warszawy nie wprowadzono do tej pory w związku z problemami z systemem informatycznym obsługującym wybory samorządowe.

W ubiegłym tygodniu p.o. dyrektor zespołu prawnego i organizacji wyborów Lech Gajzler powiedział, że dane te będą w wizualizacji uzupełnione. Oprócz danych o liczbie oddanych głosów, wizualizacja zawiera także m.in. informacje o procentowym poparciu poszczególnych komitetów.

Podczas wyborów samorządowych na jesieni ub. roku system informatyczny zawiódł. W efekcie opóźniało się podanie zbiorczych wyników głosowania z 16 listopada, co doprowadziło m.in. do rezygnacji niemal wszystkich sędziów tworzących poprzedni skład PKW.

Zespół ekspertów prowadzi audyt systemu informatycznego; jego wyniki mają przesądzić o tym, czy Krajowe Biuro Wyborcze będzie dochodzić zwrotu części pieniędzy od wyłonionej w przetargu firmy Nabino, która odpowiadała za system informatyczny w czasie wyborów.

Według Tokaj wyniki audytu mają być gotowe w marcu.

...

Kolejna ,,wersja" danych . TAK SIE BAWIC NIE BEDZIEMY ! Widze ze chodzenie na wybory nie ma juz sensu . Skoro nawet nie ma rzetelnych wynikow . Jesli dodamy do tego nieciekawych kandydatow to w ogole nie ma o czym mowic . Zamiast marnowac czas zrobie sobie wycieczke przyrodnicza . To mi wyjdzie na dobre przynajmniej .


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91136
Przeczytał: 196 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 22:13, 11 Mar 2015    Temat postu:

Szydło: Smerf Ważniak ruszył w Polskę. Zobaczymy, czym to się skończy

- Andrzej Duda zmotywował i zmusił do aktywności Bronisława Komorowskiego. Smerf Ważniak ruszył w Polskę, zobaczymy, czym to się skończy - powiedziała w "Kontrwywiadzie RMF FM" Beata Szydło. Posłanka PiS nawiązała w ten sposób do wczorajszej wypowiedzi prezydenta.

Prezydent podczas spotkania z wyborcami w Aleksandrowie Kujawskim powiedział, że w kraju wszystko zmienia się na lepsze, ale nie wszyscy chcą to widzieć.

- Jest taki smerf Maruda, który ciągle marudzi, ciągle mówi, że coś jest nie tak, że coś jest najgorsze, coś jest najsłabsze, coś w Polsce idzie nie tak. A jednocześnie gdzieś w nas tkwi głębokie przekonanie, że właśnie jest "naj". To nie znaczy, że wszytko jest rozwiązane, wszystko jest super, znakomicie, ale coś jest "naj" i coś się udało, i z czegoś warto być dumnym. Mamy wielkie zadanie przed sobą, żeby Polski nie oddać we władanie smerfa Marudy, który będzie wszędzie podkreślał, że jest źle" - powiedział Bronisław Komorowski.

...

Towarzysz stwo sie zabawia ... I ja mam w tym uczestniczyc ? Śmierdfy .


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91136
Przeczytał: 196 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 22:26, 11 Mar 2015    Temat postu:

Szczecin: Małżeństwo spaliło swoje karty do głosowania. Wyrok sądu

Sąd: karty niewypełnione i niewrzucone do urny nie są dokumentami wyborczymi

Sąd uniewinnił starsze małżeństwo spod Szczecina, które wyniosło z lokalu wyborczego swoje karty do głosowania, a potem spaliło je w kominku - donosi "Gazeta Wyborcza".

Para tłumaczyła, że to był protest, bo nie chcieli głosować na "spadochroniarzy". Karty pobrali, ale nie wrzucili do urny. Czyste zabrali do domu. Na ławie oskarżonych zasiedli przez to, że spalili je w kominku. Prokurator uznał to za zniszczenie dokumentów wyborczych, za co grozi do trzech lat pozbawienia wolności.

Sąd był jednak przeciwnego zdania u uznał, że karty niewypełnione oraz niewrzucone do urny nie są dokumentami wyborczymi.

...

Szok ! Za to sad ? Przeciez to moja wlasnosc ?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91136
Przeczytał: 196 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 16:49, 12 Mar 2015    Temat postu:

Wybory prezydenckie. PKW będzie ręcznie liczyć głosy
Natalia Durman
11 marca 2015, 13:36
- W trakcie wyborów prezydenckich głosy będą liczone ręcznie - powiedział w radiowej Trójce przewodniczący Państwowej Komisji Wyborczej Wojciech Hermeliński.

Wyjaśnił, że program do liczenia głosów nie jest jeszcze w pełni gotowy. - Nawet gdyby został ukończony przed wyborami, i tak nie zostanie wykorzystany. Trzeba bowiem najpierw przeprowadzić testy - dodał Hermeliński.

Gość radiowej Trójki zaznaczył, że program do liczenia głosów być może zostanie użyty w trakcie październikowych wyborów parlamentarnych. Podkreślił jednak, że nie może dać stuprocentowej gwarancji - najważniejsza jest bowiem całkowita pewność, że będzie działał.

Hermeliński odniósł się również do strony internetowej PKW, na której brakuje wielu danych. Zapewnił, że na przełomie marca i kwietnia pojawią się na stronie wyniki wyborów samorządowych z woj. mazowieckiego.

19 komitetów

Wybory prezydenckie odbędą się 10 maja. Jeśli żaden z kandydatów nie uzyska ponad połowy ważnie oddanych głosów, 24 maja odbędzie się druga tura wyborów.

Państwowa Komisja Wyborcza poinformowała w poniedziałek, że przyjęła już zawiadomienia o utworzeniu 19 komitetów wyborczych.

PKW zarejestrowała dotychczas komitety: ubiegającego się o reelekcję prezydenta Bronisława Komorowskiego, Andrzeja Dudy (PiS), Adama Jarubasa (PSL), Magdaleny Ogórek (SLD), Janusza Palikota (Twój Ruch), Wandy Nowickiej (z poparciem Unii Pracy), Janusza Korwin-Mikkego (ugrupowanie KORWiN), Jacka Wilka (Kongres Nowej Prawicy), muzyka Pawła Kukiza, Mariana Kowalskiego (Ruch Narodowy), Anny Grodzkiej (Zieloni), byłego działacza opozycyjnego w PRL i b. posła Adama Słomki, reżysera i publicysty Grzegorza Brauna, przewodniczącej Partii Kobiet Iwony Piątek, Dariusza Łaski (Wspólnota Patriotyczna Solidarnej Deliberacji), Zenona Nowaka (lidera partii Dzielny Tata), byłego wiceprezydenta Gdańska Włodzimierza Korab-Karpowicza, Pawła Tanajno (Demokracja Bezpośrednia) oraz byłego opozycjonisty antykomunistycznego Kornela Morawieckiego.

...

Bawcie sie w to sami , Jesli juz to na Morawieckiego ale naprawde przy takim liczeniu to nie chce mi sie isc w kierunku lokalu .


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91136
Przeczytał: 196 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 18:59, 18 Mar 2015    Temat postu:

Wiceszef PKW: chcemy sprawdzić głosy nieważne, ale nie mamy uprawnień

- Sprawdzenie kart do głosowania z wyborów samorządowych będzie możliwe, jeśli parlament da Państwowej Komisji Wyborczej takie uprawnienia i przyzna środki - mówi wiceszef Komisji Wiesław Kozielewicz. Inicjatywa legislacyjna musiałby zostać podjęta błyskawicznie - dodaje.

Chodzi o głosy nieważne oddane w ubiegłorocznych wyborach samorządowych. Po zakończeniu wyborów, przeliczone i posegregowane karty do głosowania z urn wyborczych trafiają do depozytu w urzędzie gminy; zgodnie z przepisami mogą być zniszczone 30 dni po zamknięciu procedury związanej z protestami wyborczymi. Wieczyście archiwizowane są jedynie protokoły z głosowań.

Zaniepokojenie rozkładem głosów nieważnych w wyborach wyraziła w liście otwartym grupa naukowców; o powołanie grupy ekspertów, którzy mogliby zweryfikować wyniki jesiennych wyborów oraz nieniszczenie kart do głosowania zaapelował w środę szef PiS Jarosław Kaczyński.

Sędzia Kozielewicz powiedział, że PKW nie ma prawa zakazać wójtom, burmistrzom i prezydentom miast niszczenia kart do głosowania, ale apelowała o ich nieniszczenie już pod koniec listopada ub. roku w związku z kontrowersjami dotyczącymi głosów nieważnych.

Według sędziego Kozielewicza, PKW nie może sprawdzić kart do głosowania bez zapisu ustawowego, dającego jej takie uprawnienia. - Liczyliśmy, że parlament podejmie inicjatywę ustawodawczą, która umożliwi PKW powołanie komisji do zbadania głosów nieważnych. Mijają już cztery miesiące (od ogłoszenia wyników wyborów), a parlament nic nie robi - dodał.

Zaznaczył, że pisma w tej sprawie PKW kierowała m.in. do marszałka Sejmu i ministra kultury i dziedzictwa narodowego, ale nie otrzymała odpowiedzi. - Chcemy sprawdzić głosy nieważne, ale nie mamy do tego uprawnień - podkreślił.

Dodał, że na sprawdzenie głosów nieważnych potrzebne są także dodatkowe środki finansowe.

Kozielewicz ocenił, że to ostatni moment na inicjatywę legislacyjną, która umożliwi PKW sprawdzenie głosów, gdyż w związku ze zbliżającymi się wyborami prezydenckimi i parlamentarnymi w magazynach będzie potrzebne miejsce na przechowywanie kolejnych kart do głosowania. - To ostatni moment, by parlament podjął inicjatywę. Jeśli wszyscy są za tym, by głosy nieważne sprawdzić, dajcie nam inicjatywę ustawodawczą i środki - powiedział.

Kozielewicz przypomniał, że zgodnie z prawem, jeśli protesty wyborcze w danej gminie, w obwodzie się zakończyły i nie ma postępowań prokuratorskich, to wójt ma wolną rękę i może karty do głosowania niszczyć. - Musi być błyskawiczna inicjatywa ustawodawcza (...) Trzeba nam dać instrument prawny, od tego jest parlament - powiedział.

Szef PKW Wojciech Hermeliński mówił kilka dni temu w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej", że na pytanie wójtów burmistrzów i prezydentów miast, co robić z magazynowanymi kartami do głosowania po wyborach samorządowych, Komisja odpowiada, że mają się oni stosować do przepisów. - Czyli nie można wykluczyć, że głosy są niszczone - dodał Hermeliński.

We wtorek w "Rzeczpospolitej" ukazał się artykuł profesorów Jacka Czaputowicza, Antoniego Dudka i Antoniego Kamińskiego. Naukowcy piszą, że w ogłoszonych rezultatach wyborów samorządowych najbardziej niepokojący jest nie tyle wysoki odsetek głosów nieważnych, co ich nieregularny rozkład. "Dla przykładu różnica między województwem podlaskim a wielkopolskim pod względem liczby głosów nieważnych wynosi aż 8 proc." - napisali naukowcy.

Z opublikowanych przez PKW statystyk wynika, że w ubiegłorocznych wyborach do sejmików wojewódzkich oddano 17,47 proc. nieważnych głosów. Po ogłoszeniu wyników wyborów zwracano uwagę na wysoki odsetek głosów nieważnych. Zwracano uwagę, że w protokołach z wyborów nie określa się, z jakiego powodu głos został uznany za nieważny (niezagłosowanie na żadnego kandydata lub na więcej niż jednego). Ma się to zmienić - wprowadzenie klasyfikacji głosów nieważnych zakłada m.in. prezydencki projekt nowelizacji Kodeksu wyborczego, nad którym pracuje Sejm. W wyborach do sejmików w 2010 roku odsetek głosów nieważnych wyniósł 12,06 proc.

...

Nipokoi tez wynik PSL . W ogole te wybory to koszmar ... Dlatego nie zamierzam isc na prezydenckie .


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91136
Przeczytał: 196 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 13:52, 24 Mar 2015    Temat postu:

Bardzo niska frekwencja w wyborach do rad osiedli w Poznaniu
Zenon Kubiak
23 marca 2015, 12:35
W niedzielę poznaniacy wybierali swoich radnych osiedlowych. Frekwencja wyniosła jednak zaledwie 7,74 proc. Najwyższa była na osiedlach, gdzie o głosy walczyły dwie zwaśnione grupy kandydatów.

22 marca poznaniacy wybierali swoich przedstawicieli do rad osiedli. Chociaż to właśnie radni osiedlowi decydują o najbliższym otoczeniu mieszkańców, czyli remontach chodników, budowie placów zabaw, siłowni zewnętrznych, zieleni i mniejszych inwestycjach, poznaniacy niechętnie biorą udział w tych wyborach. Ponieważ radni właściwie pracują społecznie, nie pobierając za to wynagrodzenia, kampania wyborcza ma bardzo skromny przebieg. Są też osiedla, gdzie nawet trudno znaleźć osoby chętne do pełnienia funkcji radnych. W tym roku nie odbyły się wybory w Kiekrzu i na Woli, gdzie zgłosiła się liczba kandydatów równa liczbie miejsc w radzie.

Przed czterema laty frekwencja w wyborach wyniosła 7,8 proc.

- Mam nadzieję, że te wybory do rad osiedli będą przełomowe, a frekwencja o 50 proc. wyższa – mówił jeszcze na początku lutego prezydent Jacek Jaśkowiak.

Miała w tym pomóc kampania społeczne „Wybierz się!” – na stronie [link widoczny dla zalogowanych] można było dowiedzieć się, jakie są kompetencje rad osiedli, jakie problemy można im zgłaszać itd. Niestety, kampania nie przekonała zbyt wielu mieszkańców do tego, że oddać głos w tych wyborach. Dane z komisji wyborczych po zakończeniu niedzielnego głosowania wskazywały, że frekwencja wyniosła zaledwie 7,74 proc.

- Bardzo chciałem, aby nareszcie udało nam się osiągnąć dwucyfrowy wynik, ale nie jestem zaskoczony, że to się nie udało, gdyż w całej Polsce frekwencja w wyborach do samorządów pomocniczych jest na podobnym lub jeszcze niższym poziomie – mówi w rozmowie z Wirtualną Polską Arkadiusz Bujak, dyrektor Wydziału Wspierania Jednostek Pomocniczych Miasta. – Wyjątkiem jest Kraków, który łączy te wybory z terminem innych wyborów ogólnopolskich i moim zdaniem jest to jedyny sposób, by zwiększyć frekwencję – dodaje.

Trzeba jednak przyznać, że na poszczególnych dzielnicach różnice były bardzo duże. Na osiedlach Morasko-Radojewo zagłosował co czwarty wyborca (24,76 proc.), a na osiedlu Krzyżowniki-Smochowice więcej niż co piąty (21,93 proc.). Z drugiej strony na osiedlu Jana III Sobieskiego frekwencja wyniosła 3,66 proc., a niechlubny rekord padł na Grunwaldzie Północ – tylko 3 proc.

- Na małych osiedlach łatwiej o wyższą frekwencję, bo gdy każdy z kandydatów zdoła przekonać do głosowania swoich sąsiadów, to procentowo da to wyższy wynik niż na dużych osiedlach, gdzie mieszka np. 20 tysięcy ludzi – wyjaśnia Bujak.

Akurat w przypadku Moraska-Radojewa i Krzyżownikach-Smochowicach doszło do dość niecodziennych okoliczności. - Na Morasku od lat jest konflikt, w którym dwie zwaśnione grupy walczą o głosy, co wpływa na mobilizację zwolenników jednych i drugich – mówi Arkadiusz Bujak. – Z kolei w Krzyżownikach też jest chyba jakiś konflikt, ponieważ aż ośmiu kandydatów zgłosiło do wyborów swoich mężów zaufania, co nie zdarzyło się nigdzie indziej – dodaje.

Oficjalne wyniki wyborów mają zostać ogłoszone we wtorek, 24 marca.

Zenon Kubiak, Wirtualna Polska

..
Wszystko jakies takie nienormalne po 89 . Dziwny podzial terytorialny . Dziwne wybory do ktorych ludzie nie chodza .


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91136
Przeczytał: 196 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 10:12, 26 Mar 2015    Temat postu:

Kłopoty Mariana Kowalskiego. Przez start w wyborach stracił pracę?

Kandydat Ruchu Narodowego na prezydenta Marian Kowalski został zwolniony z pracy - napisał na Twitterze Witold Tumanowicz. Jak wyjaśnił, Kowalski stracił pracę ze względu na start w wyborach prezydenckich. "Chciał wziąć bezpłatny urlop, a dostał wypowiedzenie" - wyjaśnił.

Jak dodał działacz Ruchu Narodowego, teraz do Państwowej Komisji Wyborczej sztab musi dostarczyć zaświadczenie z Urzędu Pracy, że zmienił się status zatrudnienia Mariana Kowalskiego, by ostatecznie go zarejestrować jako kandydata.

Wczoraj kandydat Ruchu Narodowego na prezydenta złożył w Państwowej Komisji Wyborczej 188 tys. podpisów poparcia pod swoją kandydaturą. Marian Kowalski podkreślił na briefingu przed PKW, że przy okazji zbierania podpisów działacze Ruchu Narodowego budowali też struktury.

- To nie jest projekt oparty o nazwisko charyzmatycznego lidera, ale jednak o realną, rzetelną organizację, która wystartuje do wyborów sejmowych - mówił.

Kowalski zaznaczył, że idzie do wyborów z przesłaniem, że "Polska powinna być wreszcie rządzona dla dobra polskich obywateli, kierować się polskim interesem narodowym, a nie być państwem, które wykonuje polecenia różnych mocarstw".

- Jesteśmy przeciwni udziałowi w konflikcie rosyjsko-ukraińskim dlatego, że Polska nie ma żadnego potencjału i narzędzi do uprawiania polityki zagranicznej. To jest tragedia - ocenił Kowalski.

Do północy 26 marca jest czas na dostarczenia do PKW minimum 100 tys. podpisów, koniecznych do zarejestrowania kandydata w wyborach prezydenckich.

Wybory odbędą się 10 maja. Jeśli żaden z kandydatów nie uzyska ponad połowy ważnie oddanych głosów, 24 maja odbędzie się druga tura wyborów.

...

Fajna denokracja . Kandydujesz nie z tej partii co trzeba tracisz prace .


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91136
Przeczytał: 196 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 20:10, 27 Mar 2015    Temat postu:

Grzywna dla Grzegorza Brauna za wtargnięcie do PKW w listopadzie 2014 .

Grzywnę w wysokości 1000 zł nałożył sąd na autora filmów dokumentalnych i kandydata w wyborach prezydenckich Grzegorza Brauna za wtargnięcie do Państwowej Komisji Wyborczej po wyborach samorządowych w listopadzie 2014 r.

W piątek Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieście uznał go za winnego tego czynu i nałożył na niego 100 stawek dziennych, przyjmując wysokość jednej stawki na 10 zł. Na poczet grzywny sąd zaliczył Braunowi czas rzeczywistego pozbawienia wolności - gdy był zatrzymany przez policję - od 21 do 22 listopada 2014 r. Sąd nie obciążył Brauna kosztami procesu.

Wyrok nie jest prawomocny. Adwokat Brauna Bartosz Lewandowski zapowiedział odwołanie od wyroku. W procesie Braun nie przyznał się do winy.
Podczas pracy Państwowej Komisji Wyborczej po wyborach samorządowych w listopadzie 2014 r. do siedziby Krajowego Biura Wyborczego dostała się grupa osób, które rozpoczęły okupację. Wśród nich był Braun. PKW musiała przerwać pracę; po kilku godzinach policja usunęła je z budynku i zatrzymała 12 osób.

Wszystkim postawiono zarzuty "naruszenia miru domowego", co wynika z zawiadomienia administratora obiektu. Za taki czyn grozi grzywna, kara ograniczenia wolności, albo pozbawienia wolności do roku.

Sędzia Iwona Konopka w uzasadnieniu piątkowego wyroku podkreśliła, że działanie Brauna można porównać do wizyty na zaproszenie w domu prywatnym, podczas której dochodzi do spornej wymiany zdań, po której właściciel żąda opuszczenia tego domu przez oskarżonego. - Oskarżony jednak odmawia wyjścia, twierdząc, że nie wyjdzie, dopóki ta osoba nie zgodzi się z jego zapatrywaniami i nie spełni jego postulatów - mówiła w uzasadnieniu.

Przy wymierzaniu kary sąd uwzględnił, że to Braun siłowo otworzył drzwi do PKW i wpuścił tam innych protestujących, mimo że nie miał takiego prawa - zaznaczyła w uzasadnieniu sędzia.

- Będziemy składać wniosek o uzasadnienie na piśmie i będziemy składać apelację od tego wyroku. W naszej ocenie sąd nie wziął szeregu kwestii pod uwagę przy rozpoznawaniu tej sprawy i nie do końca w sposób wystarczający przedstawił uzasadnienie prawne - ocenił Lewandowski.

Dwaj dziennikarze: PAP - Tomasz Gzell i TV Republika - Jan Pawlicki, zatrzymani podczas usuwania okupujących z PKW przez policję w osobnym procesie zostali uniewinnieni.

...

Wszyscy ukarani z wyjatkiem tych co zawalili wybory .


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91136
Przeczytał: 196 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 13:46, 31 Mar 2015    Temat postu:

NIK prezentuje szereg nieprawidłowości w Krajowym Biurze Wyborczym

Najwyższa Izba Kontroli przedstawiła dzisiaj informacje o błędach i nieprawidłowościach w Krajowym Biurze Wyborczym. Izba skierowała do KBW wystąpienie pokontrolne dotyczące wykorzystania środków z budżetu państwa na obsługę informatyczną wyborów samorządowych w roku 2014.

NIK uznała, że w KBW nie było długofalowych planów informatyzacji, a przetarg na program obsługujący wybory był nierzetelny i stwarzał ryzyko korupcji. NIK formułuje też zalecenia do organizacji najbliższych wyborów prezydenckich i parlamentarnych.

Jak mówił we wtorek prezes Izby Krzysztof Kwiatkowski, Najwyższa Izba Kontroli uznała, że w pracach Krajowego Biura Wyborczego brakowało systematycznych i długofalowych działań w zakresie informatyzacji wyborów. Wskazano, że nie została opracowana wieloletnia, docelowa strategia zapewnienia wsparcia informatycznego dla różnego typu wyborów - i z tego powodu ogłaszano odrębne przetargi na systemy informatyczne do obsługi każdych kolejnych wyborów. Najwyższa Izba Kontroli zarekomentowała przeprowadzenie najbliższych wyborów "bez szczególnego wsparcia informatycznego".

Kontrola wyłącznie w Krajowym Biurze Wyborczym

- NIK kontrolowała wyłącznie Krajowe Biuro Wyborcze - podkreślał Krzysztof Kwiatkowski. - W żaden sposób nie kontrolowaliśmy PKW, ani samego procesu wyborczego - dodał. W tym zakresie - jak mówił prezes NIK - kontrolę prowadzą inne insytucje.

"KBW podjęło co prawda pod koniec 2013 r. próbę zamówienia kompleksowej platformy wyborczej do obsługi różnego rodzaju wyborów, ale przetarg z winy KBW nie powiódł się i w styczniu 2014 r. został formalnie unieważniony z uwagi na brak możliwości usunięcia przez KBW wszystkich sprzeczności prawnych i proceduralnych" - oceniła NIK. Niepowodzenie tego przedsięwzięcia Izba uznała za jedną z ważniejszych przyczyn, dla których kolejne odrębne przetargi na moduły informatyczne do wyborów do Parlamentu Europejskiego oraz do wyborów samorządowych w 2014 r. realizowano pospiesznie i nierzetelnie.

Nierzetelne przetargi KBW

Z ustaleń NIK wynika, że w lutym 2014 r. KBW ogłosiło przetarg na moduły do wyborów do PE, a dopiero 11 lipca 2014 r. rozpisało przetarg na moduł samorządowy - zaledwie na cztery miesiące przed tymi wyborami. Przetarg rozstrzygnięto na początku sierpnia, umowę podpisano 19 sierpnia, a firma, która zwyciężyła w przetargu, dostarczyła wykonane moduły 17 października 2014 - niespełna miesiąc przed głosowaniem.

Biegli z Politechniki Warszawskiej i z Polskiego Towarzystwa Informatycznego stwierdzili, że KBW nie określiło precyzyjnie w przetargu wymagań jakościowych dla systemu do obsługi wyborów samorządowych w 2014 r. "Przetarg był prowadzony przez KBW nierzetelnie. Niemal na każdym jego etapie doszło do naruszeń przepisów Prawa zamówień publicznych, co ostatecznie miało wpływ na wynik niektórych rozstrzygnięć. Komisja przetargowa rozstrzygała w oparciu o oceny dokonywane przez pracowników KBW, którzy formułowali swoje uwagi, nie dysponując precyzyjnymi i obiektywnymi kryteriami oceny ofert. Takie postępowanie zdaniem NIK stwarzało ryzyko wystąpienia korupcji.

Szereg pozytywnych zmian w KBW

- Z satysfakcją odnotowujemy, że w czasie kontroli doszłow KBW do szeregu pozytywnych zmian, w tym, między innymi do wzmocnienia zespołu kadrowego, co może pomóc w zwalczaniu nieprawidłowości - zaznaczył na koniec swojego wystąpienia Krzysztof Kwiatkowski.

Jak informuje NIK, KBW ma teraz 21 dni na sformułowanie zastrzeżeń i przesłanie ich do NIK. Rozpatrzeniem zastrzeżeń zajmie się kolegium Izby. Dopiero wówczas ustalenia kontrolerów staną się prawomocne.

...

Niepawidlowosc nr 1 to byl wynik wyborow .


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91136
Przeczytał: 196 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 21:07, 02 Kwi 2015    Temat postu:

PKW: będzie problem z wyborami prezydenckimi

MSW zapewnia, że wszystkie problemy zostaną rozwiązane

System informatyczny "Źródło" może poważnie skomplikować przeprowadzenie wyborów prezydenckich - alarmuje w opublikowanym komunikacie Państwowa Komisja Wyborcza. MSW zapewnia jednocześnie, że wszystkie problemy zostaną rozwiązane. W tej sprawie - w środę - wiceszef MSW Tomasz Szubiela, który odpowiada m.in. za sprawy obywatelskie i teleinformatyczne spotka się z przewodniczącym PKW Wojciechem Hermelińskim.

"Państwowa Komisja Wyborcza, na podstawie art. 160 § 1 pkt 2 Kodeksu wyborczego, w związku z sygnałami docierającymi od komisarzy wyborczych i z delegatur Krajowego Biura Wyborczego informuje, że istnieje poważne ryzyko dla prawidłowego prowadzenia przez gminy rejestrów wyborców, na podstawie których sporządzane są spisy wyborców. Stanowi to zagrożenie dla prawidłowej realizacji zagwarantowanego przez Konstytucję Rzeczypospolitej Polskiej prawa do głosowania w wyborach na Prezydenta RP w dniu 10 maja 2015 r." - czytamy w komunikacie PKW.

"Źródło" miało umożliwić przeprowadzenie ewidencji ludności oraz wydawania nowych dowodów osobistych Polakom. Okazuje się jednak, że aplikacja nie zawiera danych o meldunku. PKW alarmuje więc, że na podstawie aplikacji nie można stworzyć wiarygodnych list wyborców. System utworzył podległy MSW Centralny Ośrodek Informatyki.

- Komunikat PKW to nieporozumienie. Wkrótce mamy spotkanie z komisją i jestem pewny, że wszystkie problemy rozwiążemy. Już po 1 marca (wtedy wystartował system "Źródło" i rozpoczęto wydawanie nowych dowodów - red.) miały miejsce wybory uzupełniające i przebiegły bez problemów - przekonuje Marcin Malicki z COI w rozmowie z TVN24.

Spotkanie 8 kwietnia

Rzeczniczka MSW Małgorzata Woźniak poinformowała, że podczas spotkania 8 kwietnia "te wszystkie kwestie będą omawiane". - To spotkanie jest po to, żeby rozwiązać wszelkie wątpliwości. Współpracujemy i będziemy ściśle współpracować z PKW - powiedziała.

Podkreśliła, że od momentu wdrożenia aplikacji "Źródło" bez zakłóceń odbywały się już wybory samorządowe np. w Zielonej Górze. Wybory samorządowe w Zielonej Górze odbyły się dopiero w marcu, a nie jesienią, ze względu na fuzję gminy wiejskiej z miejską.

"Z pilnym apelem o zajęcie stanowiska i podjęcia działań" ws. wadliwej aplikacji "Źródło" do minister spraw wewnętrznych zwrócił się w czwartek Krzysztof Sobolewski, pełnomocnik wyborczy komitetu kandydata na prezydenta Andrzeja Dudy (PiS).

Zaznaczył, że w dyskusji publicznej wiodącym zarzutem jest "brak właściwej aktualizacji zgonów obywateli", jednak problem jest dużo szerszy, o czym informują przedstawiciele samorządów. Sobolewski pisze, że z informacji napływających do komitetu wyborczego A. Dudy wynika, że: "nie działa dobór wyborców do obwodów głosowania; w rejestrze wyborców funkcjonują osoby zmarłe i wymeldowane; brak (jest) możliwości zweryfikowania danych wyborców".

"Rzetelne, prawidłowe i wiarygodne spisy wyborców stanowią absolutną podstawę dla uczciwej i odpowiedzialnej procedury głosownia oraz ustalania wyników wyborów" - napisał Sobolewski. Dodał, że problem dotyczy także ewidencji ludności, dowodów osobistych i spraw z zakresu urzędów stanu cywilnego.

1 marca MSW połączyło w jeden system (tzw. System Rejestrów Państwowych) najważniejsze polskie rejestry, takie jak PESEL i ewidencja dowodów osobistych. Do tej pory każda z 2,5 tys. gmin w Polsce pracowała na odrębnym systemie i miała dostęp tylko do danych dotyczących jej mieszkańców. Teraz pracownicy urzędów gmin pracują na nowej aplikacji "Źródło", która pozwala im przetwarzać dane gromadzone w SRP.

Raport NIK o wyborach 2014

Dwa dni temu - siedzibie PKW - przedstawiciele komisji odnieśli się do informacji o raporcie pokontrolnym NIK w Krajowym Biurze Wyborczym. Przewodniczący PKW wspomniał również, że głosy w wyborach prezydenckich będą liczone ręcznie. - Chcę podkreślić, że przyjmujemy zastrzeżenia, które są zawarte w wynikach kontroli NIK - zaczął konferencję sędzia Wojciech Hermeliński. Przewodniczący PKW zapewnił, iż pracownicy komisji "będą się starali, aby najbliższe wybory były rzetelne".

Hermeliński odniósł się również do dzisiejszego raportu pokontrolnego NIK, jednak zaznaczył, iż "raport liczy ponad 50 stron i na razie nie zapoznaliśmy się z nim w całości". - Osoba, która zajmowała się wdrażaniem programu informatycznego, już w KBW nie pracuje - dodał, komentując zastrzeżenia Najwyższej Izby Kontroli.

Podczas konferencji pojawiła się również ważna zapowiedź. - W majowych wyborach liczenie głosów będzie odbywało się ręcznie, a program, który przygotowujemy, będzie testowany - usłyszeliśmy od przewodniczącego Państwowej Komisji Wyborczej. - Poszczególne komisje będą sprawdzały jego działanie pod kątem wyborów samorządowych - zaznaczył. Według jego zapowiedzi, system będzie działał w tle i PKW nie będzie się na nim opierała.

NIK prezentuje szereg nieprawidłowości w Krajowym Biurze Wyborczym

Najwyższa Izba Kontroli przedstawiła we wtorek informacje o błędach i nieprawidłowościach w Krajowym Biurze Wyborczym. Izba skierowała do KBW wystąpienie pokontrolne dotyczące wykorzystania środków z budżetu państwa na obsługę informatyczną wyborów samorządowych w roku 2014.

NIK uznała, że w KBW nie było długofalowych planów informatyzacji, a przetarg na program obsługujący wybory był nierzetelny i stwarzał ryzyko korupcji. NIK formułuje też zalecenia do organizacji najbliższych wyborów prezydenckich i parlamentarnych.

Jak mówił we wtorek prezes Izby Krzysztof Kwiatkowski, Najwyższa Izba Kontroli uznała, że w pracach Krajowego Biura Wyborczego brakowało systematycznych i długofalowych działań w zakresie informatyzacji wyborów. Wskazano, że nie została opracowana wieloletnia, docelowa strategia zapewnienia wsparcia informatycznego dla różnego typu wyborów - i z tego powodu ogłaszano odrębne przetargi na systemy informatyczne do obsługi każdych kolejnych wyborów. Najwyższa Izba Kontroli zarekomendowała przeprowadzenie najbliższych wyborów "bez szczególnego wsparcia informatycznego".

...

Bedzie problem dlatego ja nie ide .


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91136
Przeczytał: 196 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 17:22, 03 Kwi 2015    Temat postu:

MSW: aplikacja "Źródło" nie służy do tworzenia rejestru wyborców

Aplikacja "Źródło" nie służy do prowadzenia rejestru wyborców; gminy wykorzystują do tego oprogramowanie komercyjne - informuje w piątkowym komunikacie MSW. O tym, że z rejestrami wyborców mogą być problemy podczas wyborów prezydenckich, alarmowała w czwartek PKW.

Jak poinformowała w czwartek Państwowa Komisja Wyborcza, od komisarzy wyborczych i z delegatur Krajowego Biura Wyborczego docierają sygnały, że "istnieje poważne ryzyko dla prawidłowego prowadzenia przez gminy rejestrów wyborców, na podstawie których sporządzane są spisy wyborców". Według PKW powodem tego jest "wadliwość funkcjonowania" wdrażanej przez MSW aplikacji "Źródło", a także problemy we współpracy z tą aplikacją programów wykorzystywanych przez gminy do sporządzania spisów wyborców. To ze "Źródła" pobierane są dane niezbędne do prowadzenia i aktualizacji rejestrów wyborców oraz sporządzenia spisów wyborców - podało PKW.

W piątkowym komunikacie MSW podkreśla, że "aplikacja Źródło nie służy ani do prowadzenia rejestru wyborców, ani do prowadzenia rejestrów mieszkańców – gminy wykorzystują do tego celu oprogramowanie komercyjne".

MSW informuje, że podstawą do sporządzenia spisów wyborców są rejestry wyborców prowadzone przez organy gmin na podstawie lokalnych zbiorów ewidencji ludności – rejestrów mieszkańców i rejestrów zamieszkania cudzoziemców. "Trafiły do nich dane gromadzone w prowadzonych do końca lutego br. gminnych zbiorach meldunkowych, a od 1 marca są aktualizowane w oparciu o rejestr PESEL" - głosi komunikat MSW.

Zaznaczono, że od wdrożenia nowego systemu "odbyło się już bez żadnych problemów" 16 wyborów uzupełniających w różnych miejscach w kraju. "Żadna z gmin, w których odbywały się wybory uzupełniające, nie zgłaszała problemów z rejestrami wyborców" - czytamy w komunikacie MSW.

Ministerstwo przypomina, że w środę, 8 kwietnia wiceszef MSW Tomasz Szubiela spotka się z przewodniczącym PKW Wojciechem Hermelińskim, aby "wyjaśnić ewentualne wątpliwości dotyczące przeprowadzenia wyborów prezydenckich". Zaznaczono, że spotkanie "było zaplanowane wcześniej". MSW podkreśla, że w kwestii wyborów ściśle współpracuje z PKW.

"MSW oraz Centralny Ośrodek Informatyki (COI) wspierają gminy i producentów oprogramowania wspierającego w procesie dostosowania do Systemu Rejestrów Państwowych (SRP). Producenci, którzy dostarczają do gmin aplikacje wspierające, otrzymali komplet informacji technicznych, udostępniono im także środowisko testów integracyjnych" - głosi komunikat MSW. Podkreślono, że po uruchomieniu nowego systemu, Centralny Ośrodek Informatyki MSW zorganizował również warsztaty.

"COI MSW utrzymuje stały kontakt z producentami aplikacji i przedstawicielami gmin, i na bieżąco pomaga wyjaśniać wątpliwości. Każdy producent aplikacji, a także każda gmina posiada dostęp do elektronicznego systemu zgłoszeń oraz do zespołu konsultantów Service Desk" - zaznacza MSW.

W ocenie PKW problemy z aplikacją "Źródło" stanowią zagrożenie dla "prawidłowej realizacji" zagwarantowanego przez konstytucję prawa do głosowania w wyborach prezydenckich 10 maja 2015 r. "Państwowa Komisja Wyborcza informuje, że sygnalizowała już wcześniej powyższe kwestie Ministerstwu Spraw Wewnętrznych, a następnie Prezesowi Rady Ministrów. PKW z całą mocą podkreśla, że zarówno PKW, jak i KBW, nie odpowiadają za funkcjonowanie aplikacji +Źródło+ i systemów informatycznych służących do sporządzania spisów wyborców" - podano w czwartkowym komunikacie PKW.
1 marca MSW połączyło w jeden system (tzw. System Rejestrów Państwowych) najważniejsze polskie rejestry, takie jak PESEL i ewidencja dowodów osobistych. Do tej pory każda z 2,5 tys. gmin w Polsce pracowała na odrębnym systemie i miała dostęp tylko do danych dotyczących jej mieszkańców. Teraz pracownicy urzędów gmin pracują na nowej aplikacji ŹRÓDŁO, która pozwala im przetwarzać dane gromadzone w SRP.

Wybory prezydenckie odbędą się 10 maja; ewentualna druga tura głosowania 24 maja.

..

Cyrku ciag dalszy .


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91136
Przeczytał: 196 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 17:29, 30 Kwi 2015    Temat postu:

Polska Razem promuje aplikację umożliwiającą zgłaszanie nadużyć wyborczych

System zostanie po raz pierwszy sprawdzony podczas majowych wyborów prezydenckich

Polska Razem przygotowała aplikację na telefony i tablety umożliwiającą zgłaszanie nadużyć wyborczych z możliwością zachowania anonimowości. Według lidera PR Jarosława Gowina inicjatywa ma zapewnić wyborcom "możliwość kontrolowania przebiegu wyborów".

Gowin podkreślił na czwartkowej konferencji w Sejmie, że Państwowa Komisja Wyborcza ma problemy ze stosowaniem nowoczesnych technologii do procesu liczenia głosów, a ta oddolna inicjatywa obywatelska "może zapewnić każdemu wyborcy możliwość kontrolowania przebiegu wyborów i zgłaszania nieprawidłowości".

- Podczas wyborów samorządowych przekonaliśmy się, jak gigantyczna jest skala nieprawidłowości, jak łatwo wypaczyć wynik i jak ostatecznie zdeformować wolę Polaków - mówił polityk.

Podkreślił, że aplikacja Polski Razem ma zapobiec nieprawidłowościom podczas kolejnych wyborów. Dodał, że aplikacja jest skierowana do wszystkich, którym "leży na sercu wysoka jakość polskiej demokracji".

Przedstawiciel Polski Razem Michał Sroka zaznaczył, że aplikację można pobrać m.in. na stronie [link widoczny dla zalogowanych] i zainstalować na telefonach, czy tabletach. Wyjaśnił, że umożliwi ona zgłoszenie określonych nadużyć w konkretnym lokalu wyborczym, a także załączenie zdjęć, czy dodatkowych uwag z możliwością zachowania anonimowości.

Dzięki informacjom wysyłanym przez użytkowników aplikacji - tłumaczył działacz PR - będzie można skategoryzować naruszenia do których doszło w wyborach, co umożliwi stworzenie raportu.

Sroka zaznaczył, że system zostanie po raz pierwszy sprawdzony podczas majowych wyborów prezydenckich. - Będziemy chcieli ten instrument rozbudować przed jesiennymi wyborami (parlamentarnymi) - dodał.

...

W tej chwili to w ogóle podstawą jest pytanie o liczenie głosów.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91136
Przeczytał: 196 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 18:22, 05 Maj 2015    Temat postu:

Poniewaz znowu pojawiaja sie teorie jakoby nie pojscie na wybory bylo czyms zlym przeanalizujmy po prostu kandydatow.

1. Na poczatek najgorszy czyli Duda. jak wiemy byl on przeciw invitro ale poniewaz sonadaze byly niskie prezes kazal byc za. I juz jest za. To jest przeciw ale podpisalby. Dziekuje bardzo. Czy ktos zdrowy na umysle poprze kogos takiego. Poza tym wysuwa go patologiczna sekta ktora przyniolsa olbrzymie straty Kosciolowi. Profancaja krzyza TO MALO ?
Jesli szukamy grzechu to popieranie PiS przez katolika mozna uznac za grzech...

2. Bronek. Tu sprawa jasna. Koles uzalezniony od koryta podpisuje to trzeba byle byc przy korycie. Dno kompletne. Niestrawny absolutnie.

3. Korwin. Kandydat nieobliczalny co zupelnie wyklucza glosownie.

4. Kukiz. Wiele opowiadal jak to zli sa politycy az wreszcie znalezlismy go w ZAIKSIE pod lista zadajaca od spolecznstwa haraczu tabletowego. I to jeszcze DOPISANY! Nie zalapal sie na glowna liste. Widac mafie polityczne sa zle ale ZAIKSowe juz w porzadku. Skompromitowany zupelnie. Nie mozna zupelnie Ufac.

5.Jarubas. PSL :O))) Ci od 23% ... Zupelnie nie ma o czym mowic.

6. Kowalski . Niestety bredzil o Rosji jak to sie trzeba dogadac gdy w tym czasie Ruscy dokonywali zbrodni. Rozumiem ze doswiadczenie polityczne zerowe. Ale wobec oczywistego faktu czyli wydarzen tam kazdy rozumial sytuacje. Dyskwalfikacja.

7. Ogorek :O))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))

8. Pkot to juz odpad radioaktywny.

9. Braun rezyser. Niestety zachowanie tak mocno odlotowe. Artyscie owszem uchodzi ale prezydent? Zupelnie nie widze tego.

10. Tanjano czyli Demokracja Bezposrednia. Jest to wielka niewiadoma. Zbyt ogolne hasla.
[link widoczny dla zalogowanych]
Nie moge ocenic bo zupelnie nie wiem co z tego wyniknie. Taki glos to ryzyko...

11. Jacek Wilk czyli dawniej Korwin

- Mówiąc uczciwie - żyjemy w takich czasach, w których naprawdę nie ma żadnego poważnego powodu do tego, żeby Polska miała złe stosunki z Rosją. Więc te stosunki powinny być normalne, oparte o wzajemne interesy, wymianę handlową, gospodarczą itd. - mówił Jacek Wilk.

???

Takie kfiatki? Zadnych powodow. Nic sie nie dzieje.

>>>

Koniec listy. Nie bylo by rzecza powazna oddac glos w ciemno na przyklad na Tanjano. Tylko dlatego ze malo sie udzielal to nie znalazlem nic negatywnego. Trudno jednak na takiej podstawie glosowac.

Sytuacja naprawde jest beznadziejna. Isc aby isc i glosowac na zlego kandydata lub na takiego po ktorym nie wadomo czego sie spodziewac?
Bez sensu to nie jest odpowiedzialny wybor.

POZA TYM SPRAWA NAJWAZNIEJSZA! NIE GWARANCJI RZETELNEGO LICZENIA! Uczestniczyc w czyms co nawet nie ma gwarancji rzetelnosci. Owszem wybory 89 byly oszukane ALE WTEDY NIE POJSCIE gralo na korzysc komuny czyli ohydnego systemu. Nierzetelne wybory w sytuacjach przelomowych moga zblizac ku dobru i nie mozna z gory odrzucic. Tu nic takiego nie ma.

Biorac to pod uwage ODPOWIEDZIALNIE I SWIADOMIE NIE IDE NA TAKIE WYBORY! Poniewaz glosowanie na zlego kandydata byloby zlem a nieokreslonego byloby niepowazne. A najwazniejsze gdy mamy wiecej niz podejrzenie o nierzetelne liczenie to jest MANIFESTACJA POLITYCZNA!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91136
Przeczytał: 196 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 16:47, 06 Maj 2015    Temat postu:

Produkty debatopodobne
Marcin Makowski
dziennikarz i specjalista ds. social media oraz marketingu

Jeszcze kilka dni temu obiecywano nam święto demokracji. Najpierw prezydent zmierzyć się miał z trzema "bezkompromisowymi" dziennikarzami, później w otwartej debacie do dyskusji powinna ruszyć reszta kandydatów. Co w zamian tego dostaliśmy? Produkty debatopodobne. W pierwszym Bronisław Komorowski urządził sobie programowy benefis, w drugim reszta "Małych Gigantów", wygłaszała kompaktowe expose. Czego się dowiedzieliśmy o kandydatach? Choć każdy ma wiele do powiedzenia, nikt nie umie rozmawiać. A Polską nie można rządzić w monologu.

Debata to jeden z podstawowych instrumentów umożliwiających funkcjonowanie każdego demokratycznego państwa prawa. Na debacie kandydaci na ważny urząd w merytorycznej dyskusji przedstawiają swoje poglądy polityczne, polemizując z konkurentami. Debata pozwala rozstrzygnąć obywatelowi, komu zaufać, komu w ręce oddać stery państwa. Debata, wreszcie, to polityczna próba ognia. W stresie, pod presją czasu i na oczach milionów widzów, oddziela się pozorantów od starych wyjadaczy. Bywa również odwrotnie - do tej pory marginalizowany kandydat jednym wystąpieniem może zdobyć serca ludu.

Czym debata być powinna, wie każdy. Czym nie była, każdy we wtorek zobaczył. Nie da się jednak takich rzeczy przedstawić w pełnym spektrum, jeśli nie sięgnie się do genezy słów i pojęć. Bo czy debatą można nazwać monolog prezydenta, który przy zadziwiającej bierności trzech dziennikarzy dominuje całe spotkanie? Albo czy debatą można określić serie mini-expose kandydatów, z których jeden rozstawia w studio wędkarski stołek, drugi przyczepia do pulpitu godło Polski, trzeci czyta z kartki, czwarty recytuje tekst wyuczony na pamięć, piąty...

Być może przyzwyczailiśmy się już do takiego traktowania; za normalne uznajemy polityczną prowizorkę i kampanię "dwóch prędkości", ale to błąd. Tym groźniejszy, że utwierdza nie tylko niebezpieczne dla Polski precedensy, ale utrwala pewną dynamikę funkcjonowania dialogu między władzą a społeczeństwem w ogóle. Bo co tak naprawdę my, wyborcy, otrzymaliśmy do rąk na ostatniej prostej kampanii?

Po pierwsze, prezydenta, który czuje się zbyt ważny, aby przyjść do studia i zmierzyć się ze swoimi konkurentami. Prezydenta, który lekceważy swój zakichany obowiązek brania udziału w debatach, ponieważ tym różni się demokracja od złotej wolności szlacheckiej, że nie ma w niej "pierwszych pośród równych". Nawet Real musi grać z Cordobą, a uznany mistrz bokserski stanąć w szranki z mało znanym pretendentem do tytułu.

Nikt nie każe Bronisławowi Komorowskiemu odpowiadać na uliczne zaczepki, ale jeśli już organizuje się wybory, a za kandydaturą każdej z osób stoją dziesiątki tysięcy podpisów, lekceważąc ich, lekceważy się społeczeństwo, którym się rządzi. Zamiast tego na szumnie zapowiadanej dyskusji z dziennikarzami Komorowski zaczyna od słów: "Cała kampania wygląd tak, że wszyscy huzia na jednego Józia". A później przez kilkadziesiąt minut ciągnie swój monolog, z rzadka przerywany nieśmiałymi pytaniami panów redaktorów, których raczej należałoby nazwać statystami. "Ręka boska mnie chroniła, żeby nie dać się przekonać i iść na tę debatę, bo dla mnie to była sytuacja na żenującym poziomie!"— zwierzył się nawet dzisiaj rano prezydent w rozmowie Janiną Paradowską i Jackiem Żakowskim. A oni tylko z uznaniem pokiwali głowami nad przezornością głowy państwa. On miał godzinę dla siebie, kontrkandydaci po kilka minut. Boska ręka mediów czuwała, aby ochronić przed zażenowaniem.

W tym jednym nie można jednak odmówić Komorowskiemu racji. Debata w Telewizji Publicznej była żenująca. Nie tylko dlatego, że odbyła się bez udziału "Zgody i bezpieczeństwa", ale przede wszystkim obnażyła ona słabości wszystkich kandydatów.

Duda mówił za szybko i nienaturalnie, jakby za ciasno zapięty kołnierzyk ściskał mu gardło. Jeśli nie zacznie być sobą i nie przestanie wygłaszać wyuczonych formułek, wyborów nie wygra.

Kukiz zachowywał się, jakby pierwszy raz zaproszono go do studia telewizyjnego, dopiero pod koniec, przy dyskusji o JOW-ach, odzyskując momentum. Zapamiętamy go ze stołka, rozłożonego dla nieobecnego Komorowskiego, i listu od rodziny Krzysztofa Olewnika, którego fragmenty przeczytał na końcu wystąpienia.

Ogórek do bólu poprawna i sztuczna. Braun z radiową dykcją, ale bardziej niż na prezydenta, nadałby się na egzegetę Żydowskich spisków w "Gwiezdnych Wojnach". Do najsłabszych wystąpień zaliczyć należy na pewno Jarubasa i Tanajno. Pierwszy był nijaki jak pierogi bez soli i pieprzu w barze mlecznym, drugi zachowywał się jak podekscytowany licealista, czytający wystąpienie z kartki na szkolnym zebraniu.

Paradoksalnie, największymi zwycięzcami debaty okazali się nie kandydaci najbardziej merytoryczni, ale obeznani z wiecową retoryką: Palikot, Korwin, Kowalski. Mówili z lekkością i swobodą, czasami pozwalając sobie na mocniejsze akcenty, innym razem na dygresje i żarciki. Gdzieś w tym wszystkim zniknął Wilk, człowiek być może najbardziej kompetentny, ale zupełnie nieliczący się w tych i jakichkolwiek innych wyborach. Jeśli dodamy do tego wszystkiego "wstrząsy wtórne" po debacie w TVP1, czyli deklarację Pawła Kukiza, że za atak Janusza Korwin-Mikkego na koncepcję JOW-ów, ten zrywa z nim współpracę, okaże się, że zwycięzca wczorajszego politycznego show jest tylko jeden. To Bronisław Komorowski, który zaostrzając retorykę, całą resztę kandydatów albo wyśmiał, albo oskarżył o niebezpieczny fundamentalizm.

Kto przegrał? Powiem patetycznie: media, wyborcy, Polska. Dlaczego? Ponieważ kolejny raz okazało się, że "25 lat wolności" to za mało na to, aby nauczyć się z niej korzystać. Po debatach prezydenckich mamy prawo i obowiązek oczekiwać więcej niż zbioru monologów, anegdot i bon motów. Tylko czy debatami można nazwać produkty debatopodobne? Chciałbym wierzyć, że przesadzam pisząc te słowa, i za kilka lat nie obudzę się w miejscu państwopodobnym.

..

To jest oczywiscie skandal. Mowili mi oburzeni. Bo ja oczywoscie nie ogladalem. Komrowski pieprzyl godzine co chcial a kandydaci 2 minuty Z GONGIEM! Skandal! To jest falszerstwo wyborcze i ustawka. Pokazuje ,,etyke" medioli. A to bylo tylko w TVP obsadzonej przez kolesi PO czy wszystkie media to daly? Jesli wszystkie to mamy ich kolejna kompromitacje. Jest to jawna ustawka pod Bronka i dziennikarz w czyms takim brac udzialu nie moze. Kazdy ma rowne szanse! Inaczej jest oszustwo. I faktycznie mamy oszustwo.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91136
Przeczytał: 196 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 17:00, 06 Maj 2015    Temat postu:

Bronisław Komorowski: debata prezydencka stała na żenującym poziomie

- powiedział Bronisław Komorowski na antenie TOK FM. Prezydent ostro krytykował debatę, którą wczoraj transmitowała Telewizja Publiczna.

Debata prezydencka, zorganizowana przez TVP, odbyła się wczoraj wieczorem

Prezydent Komorowski stwierdził, że widział tylko część debaty, bo wcześniej udzielał wywiadu telewizji Polsat. - Mam jednak zewnętrzne spojrzenie. Najmniej tam było wiedzy i doświadczenia z zakresu tego, jak funkcjonuje państwo.

...

Wyobrazam sobie. Godzine pieprzenia Bronka to koszmar. ,,Debatowal" z samym soba. Sam najlepiej sie ocenil.
DNO JEST KOMPLETNE NIE MOWIAC O LICZENIU GLOSOW! Stad ja nie ide.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91136
Przeczytał: 196 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 20:13, 07 Maj 2015    Temat postu:

Weź swój długopis na wybory. Nowa akcja na Facebooku
Michał Dzierżak
7 maja 2015, 12:59
"Weź swój długopis na wybory" - pod takim hasłem od kilku dni prowadzona jest na Facebooku akcja, która ma ograniczyć możliwość ewentualnego zafałszowania głosów w wyborach prezydenckich. Swój udział w niej zadeklarowało już blisko 150 tys. osób.

"Długopis to niby drobny przedmiot - ale w procesie wyborczym posiadający kluczowe znaczenie. Pokazały to chociażby ostatnie wybory samorządowe, gdzie w niektórych komisjach rozłożono długopisy z bardzo mocnym i rozlewającym się tuszem. W efekcie - ponieważ karty wyborcze miały kształt książeczek - tusz ze znaku X postawionego na jednej ze stron w jednej z kratek, przebijał także na inne. I podczas liczenia, wiele takich głosów komisje uznały za nieważne" - napisał na stronie tego wydarzenia jego organizator.

Jeszcze do niedawna można było tam przeczytać również inne uzasadnienie akcji zabierania na wybory własnych długopisów - te rozłożone w komisjach wyborczych mogłyby być napełniane tuszem sympatycznym, który znika z zapisanej powierzchni po pewnym czasie - od kilkunastu minut do kilku godzin. Taki tekst znajdował się jeszcze wczoraj na stronie wydarzenia:

Rzeczywiście, tego rodzaju długopisy oraz wkłady są dostępne w sklepach internetowych i na portalach aukcyjnych, jednak trudno mówić o wysypie. Na najpopularniejszym polskim portalu aukcyjnym jeszcze kilka dni temu można było nabyć za 10,50 zł wkład do długopisu, który posiadał znikający, żelowy tusz.

"Końcówka tego wkładu jest bardzo czuła, dzięki czemu już bardzo delikatne muśniecie kartki wystarczy, żeby nanieść na nią wyraźny tekst - a po wyparowaniu (około 4 godzin) nie pozostanie ABSOLUTNIE żaden ślad na kartce!!! Tak się nim delikatnie pisze, że końcówką nie uszkodzisz kartki. Efekt końcowy jest taki, jakbyś na kartce nigdy nic nie napisał" - można przeczytać w opisie produktu.

Jednak sprzedaż tego towaru została zakończona 5 maja - do tamtego momentu kupiono jedynie 34 sztuki, mimo że sprzedający oferował wiele korzystnych promocji, m.in. obniżenie kosztów przy większych zamówieniach oraz gratisowy wkład przez zakupie dwóch innych.

Nie jest problemem kupić już nie sam wkład, ale cały długopis - ceny wahają się od 19 do 69 złotych i można taki sprzęt zakupić zarówno na portalach aukcyjnych, jak i w wyspecjalizowanych sklepach internetowych. Według opisu dystrybutora, tusz zaczyna znikać po kilkunastu minutach, a po dwóch godzinach jest całkiem niewidoczny.

Taki towar można kupić również na portalach zagranicznych - tam nosi on nazwę "KGB Disappearing Ink Pen" lub nawet "Authentic Russian KGB Disappearing Ink Pen". Jeśli wierzyć opisom na stronach tychże portali, jest to rzeczywiście produkcja rosyjska, bazująca rzekomo na technologii opracowanej przez radzieckich szpiegów w okresie zimnej wojny. Za taki rekwizyt musielibyśmy zapłacić od 15 do 20 dolarów amerykańskich.

"Zaznaczam - nie twierdzę, że podczas polskich wyborów dochodzi do jakieś odgórnie skoordynowanej akcji fałszowania. Na pewno mają jednak miejsce nieprawidłowości. Teoretycznie, o uczciwość wyborów powinny zadbać organy państwa, ale zbytnio się do tego zadania nie przykładają. Dlatego to sami wyborcy powinni zrobić, co w swojej mocy, aby uczciwość głosowania zapewnić. I jednym z prostych sposobów jest wzięcie ze sobą własnego długopisu" - czytamy na stronie wydarzenia zachęcającego do przyjścia na wybory z własnym długopisem.

W ciągu kilku dni wzięcie udziału w akcji zadeklarowało prawie 150 tys. osób. Warto jednak dodać, że nie po raz pierwszy przed wyborami w Polsce pojawia się informacja o możliwości wykorzystania długopisów ze znikającym tuszem. Podobnie było w październiku 2011 r., przed wyborami parlamentarnymi. Tegoroczne ostrzeżenia można było już pod koniec kwietnia przeczytać na niektórych prawicowych portalach informacyjnych.

Sama akcja jest różnie oceniana. Jej uczestnicy uznają, że jest to nie tylko czyn przyjścia z własnym długopisem na wybory i postawienia nim krzyżyka na karcie do głosowania, lecz dowód braku zaufania do Państwowej Komisji Wyborczej i wiarygodności wyników wyborów. Przeciwnicy twierdzą, że to usilne wymyślanie teorii spiskowych i w odpowiedzi tworzą na Facebooku takie wydarzenia, jak ";weź swoją urnę na wybory", "weź swoją świeczkę na wybory" czy nawet "weź swojego niedźwiedzia na wybory".

"Oczywiście, wszelkich patologii to nie powstrzyma, ale przynajmniej - głosując swoim długopisem - będziemy mieli pewność, że nasz głos nagle nie zniknie z karty. Albo, że nasz X nie rozleje się nagle po kilku innych kartach i nie poplami ich, dając komisji pretekst do dziwnych decyzji" - tłumaczy organizator wydarzenia.

...

Czy to coś da?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91136
Przeczytał: 196 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 20:15, 07 Maj 2015    Temat postu:

Ruch Kontroli Wyborów przygotuje własne wyniki głosowania
Tomasz Gdaniec
6 maja 2015, 22:22
Aktywiści i mężowie zaufania z Ruchu Kontroli Wyborów będą czuwać w najbliższą niedzielę nad przebiegiem wyborów prezydenckich. Zbudowali własny system informatyczny walidujący wyniki głosowania. Ideę poparło większość tzw. kandydatów antysystemowych.

"Nie mamy zaufania do systemu wyborczego i dlatego jako obywatele musimy przypilnować wyborów. Wybory w naszym kraju są fałszowane, ale położymy temu kres" - czytamy na stronie internetowej ruchu.

Ruch Kontroli Wyborów powstał 21 lutego tego roku. Pod aktem założycielskim podpisało się 76 różnych organizacji i stowarzyszeń. Inicjatywa została wsparta przez część kandydatów ubiegających się o fotel prezydenta. Swego poparcia udzielił m.in. Grzegorz Braun, Paweł Kukiz, Paweł Tanajno oraz Jacek Wilk.

- Poparliśmy inicjatywę, bo popieramy oddolne organizowanie się obywateli. Po nieprawidłowościach przy wyborach samorządowych na pewno warto przyjrzeć się bliżej wyborom. Nasz wkład to pozytywne podejście do inicjatywy i współpraca oddolna na szczeblu lokalnym pełnomocników Ruchu Ochrony z naszymi pełnomocnikami zgłaszającymi członków komisji wyborczych i mężów zaufania - mówi Wirtualnej Polsce Patryk Hałaczkiewicz ze sztabu Pawła Kukiza.

Metody, które chcą zastosować aktywiści nie są skomplikowane. Będą opierać się głównie na działaniach wolontariuszy oraz mężów zaufania, którzy będą towarzyszyć pracom obwodowych oraz okręgowych komisji wyborczych. Mężowie zaufania nie mogą sami brać udziału w pracach komisji, ale ordynacja zezwala im na wnoszenie uwag i zastrzeżeń do protokołu z przebiegu głosowania, sporządzanego przez komisję. Tym samym do ich zadań należeć będzie nadzorowanie przebiegu głosowania, liczenia głosów oraz przesyłanie ostatecznych wyników do wewnętrznego systemu informatycznego RKW. W ten sposób organizatorzy będą dysponować własnymi wynikami w ciągu kilkunastu minut od przesłania ostatniego raportu. Uzyskane rezultaty zostaną porównane z oficjalnymi danymi PKW. W razie ewentualnych rozbieżności mają stanowić podstawę protestów wyborczych.

Aktywiści na swojej stronie internetowej publikują przykłady – w ich ocenie – łamania prawa wyborczego. Wedle opublikowanych informacji urzędniczka jednej z gmin w województwie łódzkim miała "ustalić", że przeliczanie kart odbędzie się w czwartek, a nie w ustawowym, sobotnim terminie. Ruch popiera również inicjatywę „Weź swój długopis na wybory”. Wedle pomysłodawców akcji przed ostatnimi wyborami samorządowymi pojawiły się długopisy wypełnione tuszem, który znika z kartki w kilka godzin po jej zapisaniu. Dlatego działacze namawiają, aby na głosowanie wziąć własny długopis. Podjęto również inne kroki mające na celu wzmocnienie kontroli nad wyborami.

- 19 marca otrzymaliśmy list do dr. Jerzego Targalskiego w sprawie przysłania obserwatorów na wybory prezydenckie. Swoich obserwatorów przysyłam wyłącznie na zaproszenie państw członkowskich OBWE. Stosowne zaproszenie otrzymaliśmy od polskiego Ministra Spraw Zagranicznych. Przygotowany przez nas wstępny raport zaleca rozmieszczenie obserwatorów dopiero podczas wyborów parlamentarnych - mówi Wirtualnej Polsce Tomasz Rymer z Biura Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka OBWE.

Wybory będą nadzorowane przez dwie niezależne od siebie struktury, czyli Ruch Kontroli Wyborów oraz afiliowany przy Prawie i Sprawiedliwości Centralne Biuro Ochrony Wyborów z Markiem Kuchcińskim na czele. Wicemarszałek będzie mieć do pomocy Korpus Ochrony Wyborów.

...

Życzę powodzenia. Ja się nie wybieram.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91136
Przeczytał: 196 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 17:17, 11 Maj 2015    Temat postu:

Eksperci: JOW-y wbrew pozorom wzmacniają pozycję dużych partii


Jednomandatowe okręgi wyborcze nie likwidują, a wzmacniają pozycję dużych partii; w Polsce klasyczne JOW-y doprowadziłyby do systemu dwupartyjnego, bardziej zróżnicowany efekt mógłby przynieść ewentualnie system mieszany - ocenili eksperci.

Wprowadzenie jednomandatowych okręgów wyborczych, w których wybory są większościowe, jako sposobu na odpartyjnienie życia publicznego jest postulatem Pawła Kukiza, który według sondażowych wyników, zajął trzecie miejsce w wyborach prezydenckich, uzyskując pond 20 proc. poparcie. Ubiegający się o reelekcję prezydent Bronisław Komorowski zapowiedział w poniedziałek, że chce zarządzić za zgodą Senatu ogólnokrajowe referendum, które dotyczyłoby m.in. wprowadzenia jednomandatowych okręgów wyborczych. Na dyskusję o JOW-ach otwarty jest też kandydat PiS Andrzej Duda, któremu sondaże dają zwycięstwo w pierwszej turze wyborów i który w II turze, 24 maja, spotka się z Komorowskim.
REKLAMA


Według konstytucjonalisty, profesora Uniwersytetu Gdańskiego Piotra Uziębło, jednomandatowe okręgi wyborcze mają więcej wad niż zalet. - Podstawową zaletą tego systemu jest to, że jest on bardzo czytelny dla wyborców. Wyborca oddaje głos na konkretnego kandydata i ten spośród nich, który uzyska najwięcej głosów, uzyskuje mandat - powiedział.

Jak zaznaczył, praktyka pokazuje, że nieprawdziwy jest argument zwolenników JOW-ów, według których sprzyjają one odpartyjnieniu wyborów, bo kandydaci nie startują z list partyjnych tylko indywidualnie. Zwrócił uwagę, że w państwach, w których ten system działa, na przykład Wielkiej Brytanii czy Stanach Zjednoczonych, "uzyskanie mandatu przez kandydata niezależnego jest rzeczą zupełnie incydentalną".

- W ostatnich wyborach w Wielkiej Brytanii mamy jeden taki mandat, uzyskany przez kandydatkę w jednym z okręgów w Irlandii Północnej. Jest to jednak osoba, która miała ciche wsparcie jednej z partii politycznych; to nie jest kandydatka stricte niezależna - powiedział Uziębło.

Podobną sytuację - zaznaczył - mieliśmy w Polsce w ostatnich wyborach do Senatu: na sto mandatów jedynie trzy uzyskali kandydaci niezależni. - Tyle że zarówno Marek Borowski jak Włodzimierz Cimoszewicz startowali wprawdzie z własnego komitetu, ale byli po cichu wspierani przez PO, która nie wystawiła przeciwko nim kontrkandydatów i popierała ich w sposób nieformalny - dodał.

Drugą kwestią podkreślaną przez zwolenników jednomandatowych okręgów wyborczych - mówił konstytucjonalista - jest to, że przy takim systemie partie polityczne nie mają decydującego wpływu na wystawianie kandydatów.

- To też jest fikcją, bo jeżeli znowu spojrzymy na Wielką Brytanię, to tam właśnie organizacje partyjne decydują, kto w którym okręgu zostanie wystawiony. Bardzo często kandydaci, którzy są popierani przez władze partyjne, otrzymują okręgi, gdzie szanse na mandat są duże, natomiast kandydaci niewygodni dostają miejsca w tych okręgach, w których dana partia raczej szans na mandat nie ma - powiedział Uziębło.

Pytany, dlaczego mechanizm, który w teorii ma służyć kandydatom niezależnym i małym partiom, w praktyce działa na rzecz dużych partii, podkreślił, że kandydaci dużych formacji mogą liczyć na "machiny partyjne, które są niesłychanie sprawne w prowadzeniu kampanii wyborczej".

- Ponadto w grę wchodzi przyzwyczajenie wyborców, którzy - mimo różnych haseł i zaklęć - w praktyce nie głosują na kandydatów tylko na szyldy partyjne - powiedział. Jak dodał, przykładem tego mechanizmu są ostatnie wybory samorządowe w Polsce, które po raz pierwszy zostały przeprowadzone w systemie większościowym we wszystkich gminach z wyjątkiem miast na prawie powiatu.

- Jeśli spojrzymy na wyniki, to w większości przypadków decydowały jednak szyldy partyjne - powiedział. Jak dodał, z badań przeprowadzonych przez niego w województwie pomorskim wynika, że łącznie kandydaci niezależni, startujący z własnego komitetu, zdobyli nieco ponad 1 proc. mandatów.

Socjolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego dr Jarosław Flis zaznaczył w rozmowie z PAP, że pod pojęciem "jednomandatowe okręgi wyborcze" kryje się wiele rozwiązań: istnieje przynajmniej siedem podstawowych systemów stosujących jednomandatowe okręgi wyborcze, z których każdy ma odmienne konsekwencje.

- Mamy system stosowany w Wielkiej Brytanii. On ma swoje zalety, ale one nie odpowiadają oczekiwaniom, o których się w pierwszej kolejności w Polsce mówi, na przykład system ten nie likwiduje władzy central partyjnych, tylko ją wzmacnia. W stosunku do obecnego polskiego systemu nawet zwiększa kierowanie się identyfikacjami partyjnymi - powiedział Flis.

- Poza tym nie wiem, czy w Polsce jesteśmy przygotowani na to, że wybory będą się odbywać w pasie pomiędzy Częstochową, Kaliszem a Toruniem, bo w całej reszcie będzie z góry wiadomo, kto wygrywa, jak to się dzieje w Anglii, gdzie walka się toczy tak naprawdę tylko w co dziesiątym okręgu - dodał ekspert.

Flis podkreślał jednak, że istnieją takie rozwiązania uwzględniające jednomandatowe okręgi wyborcze, które w Polsce by się sprawdziły. W jego ocenie takim systemem jest ten obowiązujący np. w Niemczech, który jest systemem mieszanym, gdzie połowa posłów uzyskuje mandaty w okręgach jednomandatowych, a połowa jest wybierana z list partyjnych. - Przy zastosowaniu takiego systemu w Polsce w Sejmie znaleźliby się też posłowie PO z Podkarpacia i posłowie PiS z woj. zachodniopomorskiego - ocenił.

Według niego wprowadzenie jednomandatowych okręgów bez "dodatkowych urozmaiceń" doprowadzi do sytuacji, jaka jest dziś w Senacie, gdzie dominują dwie największe partie: PO i PiS.

- Wprowadzenie JOW-ów oznaczałoby z grubsza tyle, że na zachód od Konina nie będzie żadnego posła PiS, a na wschód od Radomia nie będzie posłów PO". "Posłów mniejszych partii nie będzie wcale - mówił Flis.

Zdaniem Flisa "polski system wyborczy jest fatalny, natomiast nie każda zmiana będzie zmianą na lepsze i nie każda zmiana przyniesie takie efekty, jak obiecują jej zwolennicy".

O tym, że wprowadzenie jednomandatowych okręgów wyborczych doprowadziłoby w Polsce do systemu dwupartyjnego, przekonany jest szef Instytutu Spraw Publicznych Jacek Kucharczyk.

- Nie rozumiem, jaka idea przyświeca panu Kukizowi. On zachowuje się jak karp, który żąda przyśpieszenia Bożego Narodzenia - powiedział ekspert. Kucharczyk zaznaczył, że gdyby w jesiennych wyborach parlamentarnych obowiązywały JOW-y, w Sejmie zasiedliby jedynie przedstawiciele PiS i PO.

Największym niebezpieczeństwem dla demokracji - zdaniem Kucharczyka - byłoby połączenie JOW-ów i likwidacji subwencji dla partii politycznych. - Wtedy najbogatsi mogliby organizować partie i wręcz kupować sobie głosy. To byłby model oligarchiczny, jak na Ukrainie - ocenił.

...

Sam Kukiz nie wie co to by miało dać Smile Budzi3 inaczej niż jest:-) W ogóle tak glosujecie że przyjąć się chce. Pkot Korwin teraz Kukiz. Idealnie żeby zmarnować głosy. POTENCJAŁ BUNTU MUSI ZNALEŹĆ FORMĘ POLITYCZNĄ ABY MIAŁ SENS! BYŁO GŁOSOWAĆ NA PJN ! ONI WIEDDZIELI TAKIE RZECZY JAK WYSTĄPIĆ W MEDIACH! CO TRZEBA ZROBIĆ ABY UCHWALIĆ USTAWĘ ITP. Wybieranie osób kompletnie bez pojęcia to wzmacnianie patologicznego systemu.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91136
Przeczytał: 196 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 17:19, 11 Maj 2015    Temat postu:

Skandal podczas konferencji prasowej PKW. Niekompetentna tłumaczka

Wpadka Państwowej Komisji Wyborczej podczas konferencji prasowej. Firma tłumaczeniowa obsługująca to wydarzenie, zatrudniła tłumaczkę, której "przekład" był niezrozumiały. Społeczność g/Głuchych i słabosłyszących nie kryje swojego oburzenia.

Sytuacja ta przypomina aferę wokół tłumaczenia przemówienia podczas pogrzebu Nelsona Mandeli, gdzie tłumacz okazał się oszustem. W przypadku tego tłumaczenia, widoczne są pojedyncze znaki migowe, ale nie tworzą one logicznej, czytelnej całości.

Wyrwane z kontekstu znaki migowe w żaden sposób nie przekazały treści spotkania. Pod wideo zamieszczonym przez PKW użytkownicy i użytkownicy komentowali:

"Skandal!!! Jak tak można brać osobę która nie jest profesjonalnym tłumaczem j.migowego i ta pani migała masło maślane zero przekazywania jakiejkolwiek informacji o czym było....? Skandal!!!"

"Tragedia!!!! Co za tłumaczka??? Nie miga ani SJM ani PJM nawet po polsku nie miga. Jestem Głucha i absolutne nie rozumiem co pokazała ta pani tłumaczka! Wstyd!" (zapis oryginalny)

W Polsce od dawna środowisko niesłyszących oraz tłumaczy Polskiego Języka Migowego zwraca uwagę na problemy związane z przekładem na język migowy. Niestety nadal zdarza się, że publiczna telewizja, sądy, urzędy, które potrzebują skorzystać z usług tłumaczeniowych zatrudniają osoby posługujące się systemem języka migowego, tzw. SJM. System ten, nie jest naturalnym językiem g/Głuchych.

Jest to rodzaj "esperanto" wymyślonego przez słyszących w celu komunikowania się z niesłyszącymi. Opiera się on na gramatyce języka polskiego w odróżnieniu od Polskiego Języka Migowego (PJM), który posiada odmienne struktury językowe. Niestety, "system" pojawia się wciąż na uczelniach wyższych oraz w ośrodkach edukacyjnych dla niesłyszących. Tłumaczka, która obsługiwała konferencję nie posługiwała się PJM, ani nawet SJM.

Warto zasięgać opinii środowiska Głuchych i Stowarzyszenia Tłumaczy Polskiego Język Migowego, wybierając tłumacza - mówi Beata Ziarkowska Kubiak z Gallaudet Club, lektorka Polskiego Języka Migowego od wielu lat pracująca z osobami niesłyszącymi. - Specyfika języków migowych i ich odmienność wobec fonicznych sprawiają, że osobom postronnym trudno ocenić, czy tłumacz miga prawidłowo. I jest to całkowicie zrozumiałe. Ale istnieją (także w języku polskim) standardy pracy tłumacza, z którymi warto się zapoznać i stosować je, aby uniknąć podobnych sytuacji.

NapisyPlus, kampania na rzecz zwiększania świadomości na temat dostępności przekazów dla osób niesłyszących zapowiedziała na Facebooku, że podejmą działania w tej sprawie.
Zobacz post na facebooku

PKW tłumaczy się z wpadki

Jak z tej niezręcznej sytuacji tłumaczy się sama Państwowa Komisja Wyborcza? W oficjalnym stanowisku PKW stwierdza, że nie angażowała tłumaczy języka migowego. "Krajowe Biuro Wyborcze zwróciło uwagę firmie odpowiedzialnej za obsługę Biura Prasowego na okoliczności i kwestie podniesione w komentarzach. Na kanale umieszczony zostanie poprawiony materiał przez firmę obsługującą Biuro Prasowe" - wyjaśnia dalej.

Kto jest winny tej sytuacji? Nie można winić samej tłumaczki, organizatorzy wydarzenia powinni wiedzieć, jakie kompetencje posiada zatrudniona oraz powinni znać podstawowe zasady obsługi taki wydarzeń, jakim są transmisje na żywo.

- Ważna jest biegłość językowa, a nie tylko poprawność, bo sytuacja stresowa odbiera połowę umiejętności - podkreśla Ziarkowska-Kubiak.

Tłumacz musi nie tylko znać znaki, ale także gramatykę polskiego języka migowego (używać mimiki, przestrzeni, inkorporacji, klasyfikatorów, odmiany przez obiekt itp.) Nie może dokonywać tłumaczenia słowo w słowo - tłumaczy się konteksty, związki frazeologiczne, które mają swoje odpowiedniki w języku migowym. To wydaje się oczywiste, gdy mówimy o tłumaczeniu na jakikolwiek język obcy. Ale jakoś języki migowe w powszechnej świadomości nie funkcjonują w kategoriach językowych. A przecież od lat 60-tych ubiegłego wieku na świecie(kiedy Wiliam Stokoe opublikował wyniki swoich badań lingwistycznych amerykańskiego języka migowego), a Polsce od lat 90-tych (podobne badania prowadzi prof. Świdziński z grupą językoznawców na UW) wiadomo, że są językami i występują w nich takie same zjawiska jak w językach fonicznych.

W przypadku tłumaczki, która obsługiwała konferencję prasową PKW widoczne były błędy organizatorów odpowiedzialnych za obsługę wydarzenia. Widać, że kobieta miała słaby dostęp do tego, co się działo podczas spotkania. Patrzyła na ekran umieszczony gdzieś wysoko, nie na jej wysokości wzroku. Najprawdopodobniej nie słyszała też wypowiedzi rozmówców.

10 maja podczas konferencji zatrudniono innego, doświadczonego w pracy w takich sytuacjach tłumacza Polskiego Języka Migowego.

...

Witamy w bantustanie. Kolejna PKW do dymisji się szykuje.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91136
Przeczytał: 196 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 19:43, 11 Maj 2015    Temat postu:

Jak naród ciszę wyborczą omijał
Jacek Kotarbiński
coach i ekspert z obszaru marketingu i innowacji, autor bloga kotarbinski.com

Polak- szarak bywał zawsze szczególnie antysystemowy . Przypominał postać Włóczykija ze świata Muminków, wylegującego się na trawniku z tabliczką zakazującą deptania.

Na dodatek kochamy metafory, a to akurat cecha bodajże wielu pokoleń i tradycja jeszcze sprzed zaborów. Nic dziwnego, że po raz kolejny podczas ciszy wyborczej, internauci używając konspiracyjnego żargonu przekazywali sobie nieoficjalne wyniki wyborów.

Niedziela wyborcza przypominała program Magdy Gessler, obstawiano wyniki Budynia, Bigosu i Ciasteczek. "Budyń" to oczywiście Andrzej Duda, "Bigos" – Bronisław Komorowski, a "Ciasteczka" – Paweł Kukiz. Przydomek pochodzi od słowa „cookies”. Magdalena Ogórek była "mizerią", a Janusz Korwin Mikke „krul.ewskimi” lub „muchami”. Innym sposobem to podawanie wyników niedzielnej „Listy Przebojów”. Tutaj mieliśmy "Do Dah Day", "Pojedziemy na łów" czy "Cookies song". Tradycyjnie obstawianie wyników lub „tajne” przecieki miały charakter menu obiadowego, cen na targu czy pozycji na liście przebojów.

Dominującymi słowami były: budyń, bigos, ciasteczka czy ogórki. Ale pojawiał się też braun sugar jako nawiązanie do Grzegorza Brauna. „Bazarek na 19:45” oznaczał oczywiście wyniki wyborów na wskazaną godzinę. Internauci dziwili się, jak budyń może smakować lepiej niż bigos i kto tak podpalił polską tradycję?

Porównajmy z wynikami sondażowymi:
Andrzej Duda 34,8%, a jako Budyń 35,2%
Bronisław Komorowski 32,2%, a jako Bigos 32,7%
Paweł Kukiz 20,3%, jako Ciastka 19,5%
Janusz Korwin Mikke 4,4 %, jako krul.ewskie lub muchy 4,5%
Magdalena Ogórek 2,4%, jako ogórek lub mizeria 2,3%

Jak widać nie było większych różnic czyli bazarek był rzeczywiście solidny.

...

Rozumiem że pracownicy sondazowni chcieli poczuć się ważni że mają wiedzę. Generalnie ujawnianie na15 minut przed to absurd. Po co? Ciężko poczekać? Ja tam pewnie nawet pewnie o 22.00 nie znałem wyniku Smile Zupełnie zero emocji.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91136
Przeczytał: 196 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 15:32, 13 Maj 2015    Temat postu:

Wpadka podczas konferencji PKW. Jest reakcja Polskiego Związku Głuchych

Polski Związek Głuchych wystosował specjalne oświadczenie po wpadce PKW. Chodzi o zatrudnienie niekompetentnej tłumaczki języka migowego podczas konferencji 8 maja. "Wyjaśniamy, iż wybór tłumacza j. migowego został dokonany wyłącznie przez PKW. Organizator nie zwrócił się do PZG z prośbą o konsultację i pomoc w zapewnieniu dostępu osobom niesłyszącym do prawidłowo wykonanego tłumaczenia - zarówno od strony technicznej, jak i merytorycznej" – napisano w dokumencie.

"Tłumaczka uwidoczniona na filmie nie jest pracownicą Polskiego Związku Głuchych. Kompetencje tłumacza j. migowego uzyskała ponad 5 lat temu jako CODA i od tego czasu nie utrzymywała z PZG żadnego kontaktu. Nie jest nam nic wiadomo na temat tego, żeby podnosiła w tym czasie swoje kompetencje zawodowe" – podkreśla PZG w oświadczeniu.

Jak wyjaśniono, na fatalną jakość tłumaczenia wpłynęły dwie rzeczy: wybór tłumacza, bez wcześniejszego sprawdzenia jego kompetencji i umiejętności wykonania tego rodzaju tłumaczenia w specyficznych warunkach oraz niewłaściwie przygotowane stanowisko pracy dla samego tłumacza, rzutujące na jakość tłumaczenia.

Polski Związek Głuchych podkreśla, że wystąpił do PKW z wnioskiem o udzielenie stosownych wyjaśnień.

Przypomnijmy. Po konferencji prasowej PKW z 8 maja podniosły się głosy oburzenia w społeczności głuchych i słabosłyszących. Zdaniem jej przedstawicieli, firma tłumaczeniowa obsługująca to wydarzenie, zatrudniła tłumaczkę, której "przekład" był niezrozumiały. Wyrwane z kontekstu znaki migowe w żaden sposób nie przekazały treści spotkania.

W czasie konferencji widoczne były błędy organizatorów odpowiedzialnych za obsługę wydarzenia. Widać, że kobieta miała słaby dostęp do tego, co się działo podczas spotkania. Patrzyła na ekran umieszczony wysoko, nie na wysokości jej wzroku. Najprawdopodobniej nie słyszała też wypowiedzi rozmówców.

PKW tłumaczy się z wpadki

Jak z tej niezręcznej sytuacji tłumaczy się sama Państwowa Komisja Wyborcza? W oficjalnym stanowisku PKW stwierdza, że nie angażowała tłumaczy języka migowego. "Krajowe Biuro Wyborcze zwróciło uwagę firmie odpowiedzialnej za obsługę Biura Prasowego na okoliczności i kwestie podniesione w komentarzach. Na kanale zostanie umieszcony materiał poprawiony przez firmę obsługującą Biuro Prasowe" - wyjaśnia dalej.

Kto jest winny tej sytuacji? Nie można winić samej tłumaczki, organizatorzy wydarzenia powinni wiedzieć, jakie kompetencje posiada zatrudniona oraz powinni znać podstawowe zasady obsługi takich wydarzeń, jakimi są transmisje na żywo.

10 maja podczas konferencji zatrudniono innego, doświadczonego w pracy w takich sytuacjach, tłumacza Polskiego Języka Migowego.

...

W sytuacjach oficjalnych to nie mogą być nowicjusze.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91136
Przeczytał: 196 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 18:24, 13 Maj 2015    Temat postu:

KBW: wyniki w przyszłych wyborach wyniki powinny ustalać dwa niezależne systemy

System wyborczy należy zaprojektować tak, aby wynik głosowania można było ustalić na co najmniej dwa niezależne sposoby

Krajowe Biuro Wyborcze chce, by wyniki głosowania w wyborach parlamentarnych, oprócz członków komisji, ustalały dwa niezależne systemy. Takie rozwiązanie rekomendują KBW eksperci w raporcie przygotowanym po ubiegłorocznych wyborach samorządowych.

Krajowe Biuro Wyborcze zleciło niezależnym ekspertom audyt po tym, jak w ubiegłym roku podczas wyborów samorządowych zawiódł system informatyczny; system tworzyła wyłoniona przez KBW w przetargu firma Nabino. W kwietniu z raportem zapoznała się Państwowa Komisja Wyborcza. Oprócz wskazania przyczyn problemów m.in. braku metodyki, nieprecyzyjnego przetargu na system oraz niedostatecznego przygotowania wykonawcy, we wnioskach z raportu zamieszczono także rekomendacje.

Eksperci uważają m.in., że system wyborczy należy zaprojektować tak, aby wynik głosowania można było ustalić na co najmniej dwa niezależne sposoby. - Uzyskane na ich podstawie wyniki powinny być porównane. Brak zgodności oznacza nieprawidłowość, która może okazać się nawet próbą fałszerstwa - oceniają.

Szef KBW Beata Tokaj powiedziała dzisiaj, że takie rozwiązanie mogłoby obowiązywać już podczas jesiennych wyborów parlamentarnych. - Chcemy wykorzystać dwa systemy, które będą się nawzajem sprawdzały - powiedziała Tokaj. Szef KBW zastrzegła, że wykorzystanie takiego rozwiązania zależy od tego, czy system wspomagający wybory tworzony przez KBW będzie użyty w wyborach parlamentarnych w pełni, czy jedynie testowo. Elementy tego systemu zostały wykorzystane w majowych wyborach prezydenckich, część systemu testowano.

Wyjaśniła, że na poziomie komisji obwodowych nic by się nie zmieniło, gdyż członkowie tych komisji podliczają jedynie głosy oddane na poszczególnych kandydatów. Przeliczenie głosów na mandaty odbywa się w komisjach okręgowych - i tam miałyby zostać wykorzystane dwa niezależne od siebie systemy, które weryfikowałyby obliczane wyniki. Dodatkowo, niezależnie, wyniki głosowania - a więc przydział mandatów - obliczaliby także członkowie komisji okręgowych.

Eksperci uważają, że system wyborczy powinien być zaprojektowany tak, żeby móc rozliczać m.in. tych, którzy biorą udział w procesie wyborczym. - W szczególności dotyczy to solidnego elektronicznego uwierzytelniania i weryfikacji uprawnień, a także odpowiedniego prowadzenia kroniki działania systemu wyborczego - zaznaczono. Eksperci dodają, że użycie systemu w wyborach powinno zależeć od realnej kontroli jego jakości.

Szef KBW zapewniła, że te rekomendacje wdrożono. Przypomniała, że KBW zdecydowała o tworzeniu systemu informatycznego w ramach KBW, dlatego rekomendacje, by prace nad systemem wyborczym odbywały się w formule konkursu i z udziałem konsultacji społecznych, nie są brane pod uwagę. Wyniki audytu miały przesądzić o tym, czy KBW będzie dochodzić zwrotu części pieniędzy od wyłonionej w przetargu firmy Nabino. Tokaj powiedziała, że nie ma jeszcze decyzji w tej sprawie.

Eksperci oceniają, że zasadniczymi przyczynami problemów podczas ubiegłorocznych wyborów samorządowych były brak metodyki w budowaniu systemu informatycznego, co uniemożliwiało m.in. ocenę jego bezpieczeństwa i jakości. Zdaniem ekspertów wymagania w zamówieniu przetargowym były "nieprecyzyjne, niepełne i chaotyczne". Oceniono, że pozostawiały one wykonawcy do rozstrzygnięcia zbyt wiele decyzji dotyczących kształtu i funkcjonowania systemu. Sam wykonawca - według autorów raportu - był niedostatecznie przygotowany do tworzenia systemu informatycznego.

Z raportu wynika także, że brakowało m.in. systematycznej kontroli tworzonego systemu, w tym testowania zarówno po stronie firmy Nabino jak i KBW. Eksperci zaznaczają, że system odebrano na podstawie nieznanych przesłanek, a poziom nadzoru inwestorskiego był niski lub nie było go wcale. Po stronie PKW i KBW brakowało kompetencji informatycznych, a termin wykonania prac był nierealistyczny, brakowało także procedur awaryjnych - wynika z raportu.

Dokument "Wnioski z raportu na temat oprogramowania i dokumentacji związanych z systemem informatycznym przeznaczonym do obsługi wyborów samorządowych przeprowadzonych w dniach 16 i 30 listopada 2014 r." przygotowali eksperci z Politechniki Wrocławskiej, Uniwersytetu Warszawskiego, Politechniki Poznańskiej. Analizę przeprowadzono na podstawie dokumentacji i informacji przekazywanych przez KBW, kodu źródłowego oprogramowania a także dokumentów stanowiących informację publiczną. Eksperci nie uzyskali dostępu i nie prowadzili prób na instalacji używanej w trakcie wyborów.

Zgodnie z Kodeksem wyborczym Krajowe Biuro Wyborcze zapewnia obsługę Państwowej Komisji Wyborczej, komisarzy wyborczych oraz innych organów wyborczych. Do zadań KBW należy zapewnienie warunków organizacyjno-administracyjnych, finansowych i technicznych, związanych z organizacją i przeprowadzaniem wyborów i referendów w zakresie określonym w kodeksie oraz innych ustawach.

...

Ciekawy pomysł.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91136
Przeczytał: 196 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 18:39, 26 Maj 2015    Temat postu:

Policja idzie po internautów za "budyń" i "bigos". Odpowiedzą za złamanie ciszy wyborczej?
akt. 26 maja 2015, 07:25
Policjanci z dolnośląskiego wydziału do walki z cyberprzestępczością zabezpieczyli wpisy z portalu społecznościowego, które mogą świadczyć o złamaniu ciszy wyborczej w czasie drugiej tury głosowania - informuje TVN24.

Policja nie ujawnia, o jaki portal społecznościowy chodzi, ani ile wpisów zabezpieczono.

Internauci w czasie wyborów prezydenckich znaleźli sposoby na to, by obejść ciszę wyborczą. Nazwiska kandydatów zastąpiono kulinarnymi skojarzeniami. Najpopularniejszym było porównanie Andrzeja Dudy do budyniu, a urzędującego prezydenta - do bigosu. Ich "ceny" na wyborczym bazarku oznaczały planowane wyniki.


Bigos już był, teraz czas na deser #Budyń
— Aleksandra Dyjak (@AleksandraDyjak) maj 24, 2015



Na bazarku ceny z hurtowni będą dopiero kolo 16.oo. Ale przecieki od dystrybutorow ceny na 54.2 zl za budyn i 45.8 zl za bigos.
— Wojciech Wybranowski (@wybranowski) maj 24, 2015



Z prawidłowego bazarku na 12: Budyń 55,2 zł Bigos 44,2 zł. Na bazar miało pójść 17,8 % mieszkańców. Do porównania z PKW teraz.
— Marcin Pieńkowski (@MPienkowski) maj 24, 2015



Z godziny 16.00 Budyn 52.8%. Bigos 47.2%.
— Ziemowit Kossakowski (@ZKossakowski) maj 24, 2015



Zmiana.Budyń cieplejszy o ponad 4 stopnie. Ciasteczka smakują z budyniem. Rośnie i wygląda na to,że bigos przestanie być głównym daniem PL.
— Jacek Nizinkiewicz (@JNizinkiewicz) maj 24, 2015


Dlaczego takie skojarzenia? W jednym z wywiadów dawna nauczycielka Andrzeja Dudy wspominała, że w młodości był jak "budyń waniliowy z soczkiem malinowym".

"Bigos" to z kolei nawiązanie do słów Komorowskiego, który w czasie jednego ze swoich kampanijnych wystąpień odniósł się właśnie do tej potrawy.

Oficjalne wyniki wyborów

Według oficjalnych wyników PKW kandydat PiS Andrzej Duda w drugiej turze otrzymał 51,55 procent głosów, a jego rywal Bronisław Komorowski - 48,45 procent. Frekwencja wyborcza wyniosła 55,34 procent. Różnica głosów między kandydatami wyniosła ponad pół miliona. Na Dudę zagłosowało 8630627 wyborców, a na Komorowskiego - 8112311.

Kandydat PiS wygrał w siedmiu województwach: podkarpackim (71,39 procent głosów), lubelskim (66,37), małopolskim (62,09), świętokrzyskim (61,74), podlaskim (59,31), łódzkim (53,75) i mazowieckim (53,57).

Bronisław Komorowski odniósł zwycięstwo w dziewięciu województwach: lubuskim (60,16 procent), zachodniopomorskim (60,09), pomorskim (59,7Cool, wielkopolskim (58,43), opolskim (57,67), kujawsko-pomorskim (56,49), warmińsko-mazurskim (56,24), dolnośląskim (54,44) i śląskim (51,20).

Za granicą zwycięstwo odniósł Andrzej Duda, stosunkiem 55,93-44,07 procent.

Pierwszą turę przed dwoma tygodniami również wygrał Andrzej Duda. Kandydat PiS otrzymał wtedy 34,76 procent głosów, a Bronisław Komorowski - 33,77 procent.

...

Oczywiscie ze zlamali ale prawnie ich nie ruszycie.. Sad nie skaze za budyn...
Ale to nieprzyzwoite. O ile jeszcze ta 21.00 i czekanie jeszcze. Ale przed 21.00 to juz chamstwo. Ja natomiast bylem zmeczony to postanowilem odespac. Ogloszenie wynikow przespalem, zreszta bardzo kojacy sen. Do tego stopnia to mnie brzydzi... Zero emocji...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Religia,Polityka,Gospodarka Strona Główna -> Aktualności dżunglowe Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Następny
Strona 6 z 9

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
cbx v1.2 // Theme created by Sopel & Programy