Forum Religia,Polityka,Gospodarka Strona Główna
Edukacja szkodzi ...

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Religia,Polityka,Gospodarka Strona Główna -> Wiedza i Nauka
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 89324
Przeczytał: 131 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 17:04, 04 Lip 2014    Temat postu: Edukacja szkodzi ...

Naukowcy odkryli, że istnieje związek między czytaniem a krótkowzrocznością
Czy­ta­nie i nauka w szko­le mogą mieć więk­szy wpływ na krót­ko­wzrocz­ność niż ge­ne­ty­ka -

Ba­da­cze z Uni­wer­sy­tec­kie­go Cen­trum Me­dycz­ne­go przy Uni­wer­sy­te­cie im. J. Gu­ten­ber­ga w Mo­gun­cji (Niem­cy) od­kry­li, że czy­ta­nie i nauka w szko­le mogą mieć więk­szy wpływ na krót­ko­wzrocz­ność niż ge­ne­ty­ka, jak są­dzo­no do tej pory.

Nie­miec­cy na­ukow­cy pod­da­li 4685 osób ba­da­niom wzro­ku, te­stom ge­ne­tycz­nym oraz po­pro­si­li o udzie­le­nie od­po­wie­dzi na py­ta­nia do­ty­czą­ce pro­wa­dzo­ne­go stylu życia. Od­kry­to, że wśród osób, które ukoń­czy­ły 13 klas szko­ły obo­wiąz­ko­wej (po­ziom dla naj­lep­szych uczniów upraw­nia­ją­cy do pod­ję­cia stu­diów), aż 60,3 pro­cent cier­pia­ło na krót­ko­wzrocz­ność. W gru­pie osób, które ukoń­czy­ły 10 klas (śred­ni po­ziom da­ją­cy moż­li­wość pod­ję­cia nauki za­wo­du i pracy na śred­nim szcze­blu), od­se­tek ten wy­no­sił 41,6 pro­cent. Z kolei wśród tych, któ­rzy ukoń­czy­li 9 klas (naj­niż­szy po­ziom, po któ­rym uczeń udaje się do od­po­wied­ni­ka na­szej za­wo­dów­ki), je­dy­nie 27,2 pro­cent było krót­ko­wi­dza­mi. Po­dob­nie przed­sta­wia­ła się sy­tu­acja wśród osób, które nie ukoń­czy­ły dru­gie­go etapu kształ­ce­nia (26,9 pro­cent).

Ba­da­cze przyj­rze­li się rów­nież 45 mar­ke­rom ge­ne­tycz­nym zwią­za­nym z krót­ko­wzrocz­no­ścią, ale od­kry­li, że po­ziom edu­ka­cji był dużo sil­niej­szym wskaź­ni­kiem od­po­wie­dzial­nym za tę wadę wzro­ku.

Lu­dzie bio­rą­cy udział w ba­da­niu re­pre­zen­to­wa­li grupę wie­ko­wą od 35 do 47 roku życia. Na­ukow­cy uwa­ża­ją, że prze­pro­wa­dze­nie po­dob­ne­go testu na młod­szych oso­bach może dać jesz­cze bar­dziej wy­ra­zi­ste re­zul­ta­ty z uwagi na coraz częst­sze uży­wa­nie do czy­ta­nia i nauki mo­ni­to­rów lub ekra­nów kom­pu­te­ra i urzą­dzeń mo­bil­nych.

Choć krót­ko­wzrocz­ność można łatwo wy­le­czyć, zwięk­sza ona ry­zy­ko po­wsta­nia bar­dziej po­waż­nych pro­ble­mów w przy­szło­ści, jak ja­skra lub od­war­stwie­nie siat­ków­ki. Jak więc strzec się przed tego typu pro­ble­mem ze wzro­kiem? Na­ukow­cy za­le­ca­ją wyjść na świe­że po­wie­trze. Prze­sta­wia­nie wzro­ku po­mię­dzy bli­ski­mi i od­le­gły­mi obiek­ta­mi spra­wia, że nasze oczy wy­ko­nu­ją bar­dziej zróż­ni­co­wa­ne ćwi­cze­nia, dzię­ki czemu nie uży­wa­ją w kółko tych sa­mych mię­śni.

Wy­ni­ki ba­da­nia nie­miec­kich na­ukow­ców opu­bli­ko­wa­no w lip­co­wym nu­me­rze ma­ga­zy­nu oku­li­stycz­ne­go "Oph­thal­mo­lo­gy".

>>>

Czyli najlepiej byc prostym ludem ... Ale zmarnowalem zycie ... Taksie wyedukowac ...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 89324
Przeczytał: 131 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 8:29, 26 Wrz 2017    Temat postu:

Cuda fińskiej edukacji? W Polsce są już od lat!
Mikołaj Foks | Wrz 26, 2017

Shutterstock
Udostępnij
Komentuj
Drukuj
Finowie są obecnie uważani za najlepiej wykształcony naród na świecie. Ale w Polsce od dawna istnieją szkoły, których nie powstydziliby się pionierzy edukacji!

W Polsce powinny być takie szkoły jak w Finlandii! Dlaczego dyrektorzy nie chcą zrezygnować z dzwonków, ocen i prac domowych? Wszystko zmieniłoby się, gdyby polscy nauczyciele indywidualnie podchodzili do każdego ucznia… Jeśli też tak myślisz, to przyjmij dobrą wiadomość. W Polsce od dawna istnieją szkoły, których nie powstydziliby się Finowie!


Fiński cud edukacyjny

Możemy przygotować uczniów do egzaminów albo do życia. Wybieramy to drugie. To sformułowanie stało się nieformalnym mottem fińskiej edukacji, której reforma rozpoczęła się 40 lat temu i spójnie jest realizowana po dziś dzień. Efekt? Finowie są obecnie uważani za najlepiej wykształcony naród na świecie.

Nie, nie każdy Fin ma doktorat z nowych technologii. Wysoki poziom edukacji nie oznacza, że wszyscy muszą skończyć wyższe studia. Nie oznacza też, że szkoła musi być naszpikowana nowoczesną technologią. Nie oznacza również, że każdy uczeń powinien mieć wysoką średnią.

Wysoki poziom nauczania, to taki, który pozwala uczniom rozwijać ich unikalne talenty. To taki, który nie każe zapamiętać, ale pomaga zrozumieć. To taki, który rozwija nie tylko intelektualnie, ale też uczy kompetencji społecznych.

Dobry system oświatowy uczy życiowej zaradności, bez względu na to, czy jest się spawaczem, czy profesorem matematyki. Bo społeczeństwo potrzebuje zarówno zaradnych spawaczy, jak i zaradnych profesorów.


Polak potrafi

W Polsce wciąż czekamy na spójną, nowoczesną i naprawdę długofalowa koncepcję reformy edukacji. Na szczęście Polak potrafi. Dlatego u nas zmiany rodzą się oddolnie. Po pierwsze, dzięki wyjątkowym nauczycielom, którzy mają odwagę zmieniać swoje szkoły systemowe.

Po drugie, dzięki wizjonerom, którzy tworzą nietuzinkowe szkoły prywatne. Po trzecie dzięki rodzicom, którzy wiedzą, że może być inaczej – że z Polski do Finlandii wcale nie jest daleko.
Czytaj także: Współpraca, samodzielność, wartości. W Krakowie powstaje pierwsze w Polsce liceum Montessori
Wiedza praktyczna

A gdyby tak lekcje matematyki odbywały się w szkolnej kuchni? Wtedy okazałoby się, jak praktyczna jest to dziedzina, a przy okazji można by uczyć się gotowania! Ten genialnie prosty pomysł jest realizowany w szkole publicznej w Radowie Małym.

Zresztą szkoła w Radowie dowodzi, że nowoczesna edukacja jest możliwa w bardzo małej miejscowości. Pomysły jej twórców spójne są z ideami fińskiej edukacji, bo absolwent tej ostatniej dobrze wie, jak płacić podatki albo jak czytać umowy.


Kompetencje społeczne

Czy poradzisz sobie w życiu, jeśli znasz budowę pantofelka, a nie potrafisz rozwiązać konfliktu? Oprócz umiejętności znajdowania informacji (bo bezpowrotnie minęły czasy, kiedy zapamiętywanie ogromu informacji miało sens) i rozumienia otaczającego nas świata, w dzieciństwie konieczny jest rozwój kompetencji społecznych, które pomogą szczęśliwie żyć z innymi.

W szkole No Bell (szkole bez dzwonków – jak większość opisywanych szkół), podobnie jak w szkołach fińskich, prowadzone są zajęcia z komunikacji i empatii, ale też z logiki i krytycznego myślenia.
Czytaj także: Mikroszkoła – bez dzwonków, ocen, lekcji. Żeby dzieciom uczyło się lepiej
Indywidualne podejście

Jeśli uczeń interesuje się samochodami, to licząc je, szybciej nauczy się liczyć, a pisząc ich nazwy chętniej nauczy się pisać. Podążanie za uczniem to inaczej dopasowywanie materiału i jego formy do ucznia, a nie odwrotnie.

W fińskiej szkole każdy uczeń ma własny plan pracy i indywidualną opiekę nauczyciela. Nie inaczej jest w Mikroszkole w warszawskich Włochach. Podobnie jak w Finlandii, tak i tu uczniowie nie wiedzą, co to oceny, dzwonki, prace domowe i lekcje trwające równo 45 minut.


Równość dla wszystkich

Dyrektor niczym król, nauczyciele niczym książęta, dzieci trochę jak podwładni, a rodzice jak nieproszeni goście? Szkolny feudalizm, to tylko jedna z możliwości.

W fińskiej szkole podkreśla się równość wszystkich – dzieci, nauczycieli i rodziców. To pragnienie równości i wzajemnej współpracy sprawiło, że w całej Polsce powstaje bardzo wiele szkół demokratycznych.

Wyłaniają się one z twórczej współpracy uczniów, nauczycieli/mentorów i rodziców – a głos każdej z tych osób jest równoważny.


Bezpłatna edukacja

Fińskie szkoły są świetne i oczywiście są bezpłatne. W Polsce za dobrą edukację przeważnie trzeba dodatkowo zapłacić, ale nie zawsze. Montessori Mountain Schools to grupa szkół na południu Polski, w których pracuje się metodą Marii Montessori.

Chociaż wykształcenie montessoriańskich nauczycieli i zakupienie odpowiednich pomocy naukowych jest bardzo drogie, to twórcy wspomnianych szkół postanowili, że będą one bezpłatne. Jak postanowili, tak też się stało.


Co dalej?

W Polsce są miejsca, gdzie mądrze wprowadza się uczniów w dorosłe życie. Każda z wyżej opisanych szkół wpisuje się w założenia fińskiego szkolnictwa, choć na różne sposoby akcentują różne jego aspekty.

Najwyższy czas, żebyśmy oprócz fascynowania się Finlandią, zafascynowali się tym, co robią polscy liderzy zmian w edukacji. Obyśmy dzięki nim odważyli się myśleć, że szkoła w Polsce naprawdę może wyglądać inaczej, a do Finlandii naprawdę nie jest daleko.

..

Najlepiej wyksztalcony nie znaczy najbardziej! Liczy sie jakosc.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 89324
Przeczytał: 131 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 7:45, 23 Paź 2017    Temat postu:

Nie tylko nauka – plusy domowej edukacji
Michael Rennier i Redakcja | 23/10/2017
Johner Images/Getty Images
Komentuj


Udostępnij
Komentuj


Niedawno, kiedy wracałem z pracy na lunch, zastałem moich dwóch synów przed domem, przybijających gwoździe do desek. W domu były dwie starsze córki, jedna skulona czytała powieść, a druga robiła ręcznie grę planszową.


N
iemowlę drzemało na kanapie rozłożone jak kot wygrzewający się w promieniach słońca. Moja żona pracowicie przygotowywała obiad, wieszała pranie, zbierała porozrzucane po jadalni karty z łacińskimi słówkami i sprawdzała e-maile, robiąc to wszystko jednocześnie. Witamy w nauczaniu domowym!


Edukacja domowa. Dlaczego tak, dlaczego nie?

Edukacja domowa to rodzaj szaleństwa. Ale w tym szaleństwie są również namacalne korzyści: na przykład dzieci nie marzną przed świtem czekając na autobus. W ostatnich latach edukacja domowa stała się bardziej popularna, kiedy byłem dzieckiem, uznawana była za dziwną fanaberię, decydowali się na nią hipisi oraz część religijnych fundamentalistów. Obecnie jest coraz więcej powodów, dla których rodzice podejmują się nauczania domowego. Jednym z nich jest niezadowolenie ze sposobu nauczania w szkole oraz brak zaufania do prowadzonej w szkole edukacji seksualnej. Część rodziców chciałaby posłać uczniów do szkół prywatnych, ale ich na to nie stać. Obecnie edukację domową praktykują rodziny z przeróżnych obszarów społecznych, kierujące się rozmaitymi pobudkami.

Pomijając motywy jakimi kierują się inne rodziny, my zdecydowaliśmy się na edukację domową, ponieważ kochamy być z naszymi dziećmi. Nie jest to oczywiście jedyny powód. W tym sposobie edukacji może realizować się nasze pragnienie, aby dzieci wzrastały w miłości i kochały to, co robią.
Czytaj także: Edukacja narodowa? A może domowa?


Szkoła nie nauczy, czyli jak być szczęśliwym człowiekiem?

Nie chcemy, żeby uczyły się przede wszystkim, jak dostać dobrą pracę po studiach. Bycie człowiekiem znaczy dla nas znacznie więcej, niż robienie kariery. Chcemy wychowywać dzieci we wszystkich ważnych dla nas aspektach. Miarą sukcesu nie jest liczba dobrze napisanych testów. Chcemy nauczyć ich jak stać się szczęśliwym człowiekiem.

Uczymy dzieci przedmiotów podstawowych, ale staramy się również odpowiadać na ich potrzeby i zainteresowania. Nigdy nie spodziewałem się, jak daleko zaprowadzi nas wszystkich ta przygoda. Wiele lekcji, które przerobiły moje dzieci było dla mnie zaskoczeniem.



„Edukacja domowa pozwala na celebrowanie życia codziennego bez pośpiechu. Możemy skupić się na byciu razem, na nauce codziennych, najpotrzebniejszych umiejętności i wykonywaniu ich z radością i miłością – mówi Agnieszka Pleti, mama czworga dzieci, która cztery lata temu zdecydowała się na samodzielne kształcenie swoich dzieci. – Dzieci uczą mnie przede wszystkim jak z pokorą i miłością podchodzić do drugiego człowieka. Codziennie odbieram dużą lekcję cierpliwości. Muszę uczyć się obserwować, być elastyczna. Jestem skutecznie leczona z egoistycznego przywiązania do rzeczy materialnych i poczynionych planów. Żeby móc prowadzić edukację moich dzieci muszę stawać się wolna i każdego dnia otwarta na to, co przyniesie dzień. Oczywiście nie oznacza to, że nie planuję pracy z dziećmi, że życie pcha nas tam, gdzie chce. Myślę, że należę do osób, które dużo planują i lubią mieć wszystko poukładane. I właśnie dlatego dostaję tak mocną lekcję”.
Czytaj także: Dlaczego moje dzieci nie muszą mieć dobrych ocen


7 plusów domowej edukacji

1. Sztuka uczenia

Uczenie innych jest najlepszym sposobem, żeby upewnić i ugruntować swoją wiedzę, dlatego nasze dzieci uczą się nawzajem. Przepytują się, robią sobie testy i mają wystarczająco dużo ambicji, żeby uczyć i przepytywać także mnie. Nasz syn, który jest w wieku przedszkolnym, ostatnio zorientował się, że jak się nie umie czytać to wiele się traci. Miał książkę do nauki czytania zatytułowaną „Little Angel Reader” (Mały aniołek, który czyta), ale jego siostra powiedziała mu, że on wcale nie jest aniołkiem… więc sam napisał książkę „Little Lad Reader” (Mały chłopiec, który czyta). Osobiście byłem pełen obaw o naukę matematyki, ponieważ sam sobie z nią nie radziłem, zostawiłem ich, żeby sami się jej uczyli. Okazało się, że moje dzieci rozwiązują najtrudniejsze zadania matematyczne.



2. Motywacja wewnętrzna

Byłem uczniem edukacji domowej do 9 klasy, po czym zapisałem się do pobliskiego liceum. Lubiłem tam wszystko z wyjątkiem nacisku na osiąganie ponadprzeciętnych wyników. Na lekcjach historii nauczyciel opuścił część materiału, ponieważ mieliśmy opóźnienie względem programu. Drażniło mnie to, bardzo chciałem wiedzieć co opuściliśmy, więc zacząłem czytać podręcznik na świetlicy. Zauważył to mój kolega i wyśmiewał się z mojej głupoty, że czytam to czego nie musimy przerabiać. Nauczyciela satysfakcjonowało wyuczenie tylko tego, co zadał, prawdziwa wewnętrzna motywacja oraz głębokie zainteresowanie historią nie były istotne. W nauczaniu domowym moje dzieci uczą się z pasją i radością, mają wewnętrzną motywację do nauki. Ja w tym czasie natomiast mogę siedzieć bezczynnie i jeść lody.



3. Umiejętność rozmowy z osobami dorosłymi

Największa krytyka nauczania domowego dotyczy braku socjalizacji. Jest w tym trochę prawdy. Pomimo faktu, że nasze dzieci bawią się z przyjaciółmi z sąsiedztwa, spotykają się z innymi dziećmi z edukacji domowej podczas wspólnych wycieczek, zawierają przyjaźnie w drużynach sportowych, to jednak tracą możliwość uczestniczenia w sytuacjach społecznych wymagających prowadzenia negocjacji. To dlatego dzieci z edukacji domowej czasem nie umieją się odnaleźć w pewnych sytuacjach, ale wystarczy, że umieścisz je w odpowiednim środowisku i rozkwitają. Moje dzieci umieją prowadzić ciekawe rozmowy z dorosłymi, utrzymując cały czas kontakt wzrokowy. Nie znikają w swoich pokojach, kiedy do domu przychodzą goście, raczej cieszą się z okazji do dyskusji. Jeśli czasem zachowują się niewłaściwie, naprawiają to innym razem. Dzięki temu, że mogą uczestniczyć w naszych spotkaniach ze znajomymi, czują się bardziej swobodnie w relacjach z dorosłymi. Edukacja domowa nie odseparowuje dzieci od dorosłych. Przeciwnie, dzieci naturalnie są zapraszane do świata dorosłych i przygotowywane do osiągania sukcesów.



4. Rozwój duchowy

Czyż nie wszyscy chcielibyśmy, aby nasze dzieci kochały Boga? Problem stanowi fakt, że często wspólne chodzenie do kościoła i pilnowanie wieczornej modlitwy stawia rodzica w roli dozorcy. To bardzo trudne zadanie wymagać od dzieci skupienia, pilnować złożonych rąk i modlitwy, często w tych sytuacjach dzieci mogą odczuć nasz gniew. Jak możemy im pomóc wzrastać w wierze jednocześnie respektując ich osobisty rozwój duchowy?

Najlepszym sposobem przekazywania wiary jest dawanie przykładu samym sobą. To w pewnym sensie łatwiejsze, ponieważ wszystko, co musimy zrobić to modlitwa i praktykowanie wiary w obecności naszych dzieci. Nie jest konieczne wprowadzanie dyscypliny. Jednocześnie jest to jednak trudne, ponieważ musimy sami się modlić i praktykować wiarę, nie możemy być fałszywi. Zaletą edukacji domowej jest też to, że dzieci mogą uczestniczyć i widzieć nasz rozwój duchowy, wzrost naszej wiary. W rezultacie traktują one poważnie również swój rozwój duchowy.



5. Przywództwo

Jeśli nastaną czasy apokaliptyczne i społeczeństwo wyginie, a wraz z nim sklepy warzywne, czy będziesz w stanie przetrwać? Ja wiem, że tak. Moje dzieci są specjalistami w wyszukiwaniu czegoś do zjedzenia w parkach i „naturalnych” odpadach. W ostatnim czasie odkryły, że można jeść żołędzie. Dzięki temu w naszej kuchni stoi dzban żołędzi namaczanych w wodzie. Podobno, kiedy żołądź tonie, oznacza to, że jest robaczywy i nie nadaje się do jedzenia. Nawet jeśli okażą się nierobaczywe, nie zamierzam ich jeść. Chyba, że przyjdą czasy apokaliptyczne, wtedy spróbuję.

Kiedy większość z nas tak jak ja tkwi nieruchomo przy biurku w pracy lub w szkole, dzieci uczące się w domu biegają dziko po parku, obserwując owady przez lupę lub zaprzyjaźniają się z małpami w zoo. Takie sytuacje to coś więcej niż duża porcja zabawy, to lekcje, podczas których dzieci uczą się szybciej i lepiej. Zajęcia poza domem kształtują w nich umiejętności przywódcze, wzajemne zaufanie i poczucie odpowiedzialności.



6. Przedsiębiorczość

Moja córka ostatnio powiedziała, żebym dał jej pieniądze. Kiedy skończyłem się śmiać, powiedziałem, że musi sobie zarobić, więc otworzyła małe przedsiębiorstwo, czyli niewielkie stoisko z okrągłymi, najsmaczniejszymi w całej okolicy ciasteczkami. Składniki kupiła z własnych oszczędności, obliczyła cenę i potencjalne zyski. Sama zrobiła ciasteczka, rozpoczęła reklamę i sprzedaż i zarobiła pieniądze, których potrzebowała.

W szkole nacisk nakierowany jest na przyswajanie wiedzy akademickiej. Jesteś człowiekiem sukcesu, jeśli zdobędziesz dobre stopnie i dostaniesz się na dobrą specjalizację, dzięki której w przyszłości będziesz dużo zarabiać. W nauczaniu domowym uczymy, że każda specjalizacja, wysoko lub nisko płatna, może być ciekawa. Najważniejsze jest, żeby robić to, co się kocha.



7. Nuda

Nuda jest dobra dla dzieci. Pozwala im rozwijać kreatywność, inwencję twórczą i niezależność. W szkole jest harmonogram, którego należy się trzymać. W domu zostawiamy dzieciom znacznie więcej wolnego czasu. Początkowo może to sprawiać wrażenie marnotrawstwa czasu, dzieci mogą godzinami leżeć na kanapie i skarżyć się na nudę. Po jakimś czasie pomysły, które wypełniają ich głowy są niesamowite i brakuje im godzin w ciągu dnia, żeby móc je wszystkie zrealizować.
Czytaj także: Cuda fińskiej edukacji? W Polsce są już od lat!


Więcej niż edukacja

W Stanach Zjednoczonych w domu uczy się około 3 milionów dzieci. W Polsce edukacją domową jest obecnie objętych niespełna 7000 dzieci od klasy 0 do maturalnej. Od roku 2009, kiedy zniesiono rejonizację i wprowadzono możliwość zapisu do dowolnej szkoły w Polsce, liczba dzieci edukowanych domowo wciąż wzrasta. Jest to związane z możliwością zapisu dziecka do szkoły, która wspiera rodziców, organizuje różnego rodzaju pomoc odpowiednią do tego typu nauki oraz tworzy przyjazne warunki podczas corocznych egzaminów. Warto zaznaczyć, że edukacja domowa w Polsce była bardzo popularna przed wojną, podczas wojny istniała w postaci tajnych kompletów, potem była skutecznie tępiona w czasach komunizmu. Powoli ta szlachetna tradycja, w której rodzice są odpowiedzialni za edukację dzieci, powraca.

...

Niestety panstwowa edukacja budzi coraz wiekszy sprzeciw. Napor ideologii czyli demoralizacji dzieci.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 89324
Przeczytał: 131 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 21:56, 04 Lis 2017    Temat postu:

Debora Broda: Edukacja domowa jest przygodą
Jola Szymańska | 04/11/2017
fot. archiwum prywatne
Komentuj


Udostępnij
Komentuj


Mama dziewięciorga dzieci i żona muzyka Joszka Brody – Debora Broda opowiedziała nam o kulisach domowej edukacji i rodzinie, z którą chce się żyć. Nie tylko w weekendy.


J
ola Szymańska: Państwa dzieci chodziły kiedyś do szkoły państwowej?

Debora Broda: Pierwszych dwóch chodziło przez chwilę, ale to było bardzo dawno temu, za siedmioma górami…

Dziś najstarszy jest w liceum, najmłodsze jeszcze nie są objęte urzędowym obowiązkiem szkolnym, ale w edukacji domowej przepływ wiedzy jest swobodny, więc każdy, nawet mali, łapią z powietrza to, o czym się rozmawia.

Sami zdecydowali się Państwo na domowe nauczanie?

Edukacja domowa to nasz wybór i nasza droga. O ile wybór jest łatwy, to droga jest trudna.

Kiedy by ją Pani odradzała?

Ja nie doradzam i nie odradzam. Mogę się spotkać i poopowiadać o tym, jak to wygląda. Każdy ma swoją drogę i różne, niepowtarzalne uwarunkowania. Jeśli myśl o edukacji domowej, będąca małym, tlącym się płomykiem, nie zamieni się w wielki ogień, to widocznie to nie było to.

Wielu rodziców boi się, że domowe nauczanie to rezygnacja z samych siebie i wolnego czasu.

Dla mnie edukacja domowa nie jest więzieniem, tylko przygodą, a najlepsze efekty można zaobserwować właśnie wtedy, kiedy mam swój wolny czas i dzieci, których akurat nie męczę moimi najlepszymi pomysłami, odkrywają dla siebie samodzielnie jakiś kawałek świata. Polecam.
Czytaj także: Koniec prac domowych? Wątpię

fot. archiwum prywatne

Co dzieciom najbardziej podoba się w tym, że uczą się same, w domu?

Trzeba by zapytać dzieci. Każde z nich z pewnością odpowie inaczej. Niektóre lubią wypełniać wszystko, co jest do wypełnienia w podręczniku już w pierwszym miesiącu szkoły, ale są też tacy, którym „nikt nie będzie mówił, jak się mają tego nauczyć”.

Motywację do poznawania świata dzieci mają z natury, tylko istnieją skuteczne metody, żeby ich tej motywacji pozbawić, na przykład poprzez danie im do ręki niektórych podręczników. Lepiej nie pomagać, niż źle „pomóc”.

A co z ich motywacją do nauki?

Kiedy przestali chodzić do szkoły, to zaczęli czytać książki. To była taka pierwsza, znacząca różnica. No i mieli dużo wolnego czasu na naukę, a to, że podstawa programowa nie jest w stanie dogonić pomysłów edukacyjnych dzieci, to już inna sprawa.
Czytaj także: Nie tylko nauka – plusy domowej edukacji



Coś Panią zaskoczyło?

To, że najwięcej się uczą, gdy nikt się tego nie spodziewa i nikt w to specjalnie nie zainwestował.

Co podpowie Pani rodzicom, zastanawiającym się nad edukacją domową?

Dużo obserwować, słuchać, czytać i wyciągać własne wnioski.

A tak na koniec, czy edukacja domowa dała coś Państwu, jako małżeństwu?

Dużo siły i odwagi, co ma przełożenie na to, jak żyjemy.

...

Oczywiscie niewielu rodzicow jest na tyle wyksztalconych aby uczyc dzieci. Mozna zalozyc ze trzeba skonczyc co najmniej liceum z ocena co najmniej dobra zeby dzieci edukowac do poziomu gimnazjum.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 89324
Przeczytał: 131 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 19:44, 13 Lis 2017    Temat postu:

Wszystko, co potrzebujesz wiedzieć o edukacji alternatywnej, a nawet nie wiesz, jak o to zapytać
Mikołaj Foks | 13/11/2017
Shutterstock
Komentuj


Udostępnij
Komentuj


Edukacja alternatywna – zapytał ktoś znajomy – to tam, gdzie dzieci nie muszą się uczyć i całe dnie nic nie robią? Zgadza się – odpowiedziałem – w alternatywnych szkołach dzieci nie muszą się uczyć, ale przez całe dnie przeważnie robią więcej niż ich rówieśnicy w szkołach tradycyjnych.

Wysoki poziom i przyjazna atmosfera. Tym w czasach PRL-u odróżniały się nieliczne szkoły katolickie od szkół publicznych, a na początku lat 90. powstające szkoły społeczne oraz prywatne. Dzisiaj alternatywna edukacja to już nie tylko próba pokolorowania klasycznego myślenia o edukacji, którego założeniem było dopasowanie różnych osób do takich samych ramek myślenia i działania.

Edukacja alternatywna to alternatywne myślenie o szkole – o tym, do czego służy i jaka ma być. Inne spojrzenie na szkołę właściwie nie jest niczym nowym, ale obecnie doszło do erupcji edukacyjnych inicjatyw. To, co kiedyś było niszowe albo w Polsce zupełnie nieznane, dziś wychodzi z cienia. Trudno się dziwić, że wiele osób pyta, o co w tym wszystkim chodzi.
Czytaj także: Edukacja narodowa? A może domowa?
Domowa alternatywa dla tradycyjnej szkoły

Punktem zwrotnym dla edukacji alternatywnej w Polsce stało się umożliwienie i upowszechnienie edukacji domowej. Uczenie dzieci w domu było przecież przez stulecia czymś naturalnym. Okazuje się, że współcześnie nie brakuje rodzin, które są gotowe na „ED”.

Uczniowie w edukacji domowej są w praktyce zapisani do jakieś szkoły (musi ona być w tym samym województwie, w którym mieszkają uczniowie). Materiału z podstawy programowej uczą się w domu, a w szkole zdają okresowe egzaminy.

Wielu uczniów formalnie uczących się w domu, w praktyce należy do nieformalnych grup homeschoolersów (ang. homeschooling – edukacja domowa). Dzięki temu mogą wybranych zagadnień uczyć się razem np. wspólnie zatrudniając nauczyciela od danego przedmiotu albo razem uczestnicząc w lekcjach muzealnych itp.

Edukacja domowa daje też możliwość zapisania dziecka do szkoły, która formalnie nią nie jest… Zarejestrowanie szkoły wiąże się ze spełnieniem szeregu formalności (budowlanych, edukacyjnych itp.). Te trudności znikają, jeśli tworzymy nieformalną przestrzeń do nauki dla dzieci, które formalnie zapisane są np. do szkoły rejonowej. Wtedy możemy tworzyć szkołę jaką tylko chcemy, a jedynym wymogiem stojącym przed uczniem jest zdanie egzaminów okresowych w macierzystej szkole.
Czytaj także: Koniec prac domowych? Wątpię


Demokratyczna alternatywa

Szkoły demokratyczne w większości są właśnie takimi nieformalnymi szkołami. Jedne prowadzone są przez organizacje pozarządowe, inne to inicjatywy kilku rodzin. Ich twórcy mogą czerpać z dowolnych inspiracji i praktyk edukacyjnych, bo ograniczeniem jest tylko coroczny egzamin w szkole, do której formalnie należy uczeń.

Demokracja to słowo klucz – każdy uczeń, rodzic i nauczyciel (nazywany mentorem) ma w szkole równy głos. Daje to dużą przestrzeń do rozwoju społecznego, bo członkowie szkoły sami ustalają wewnętrzne zasady funkcjonowania. Rozwój intelektualny odbywa się bardzo indywidualnie, bo od ucznia i jego inicjatywy zależy, czym w danym czasie będzie się zajmował.

Szkoły demokratyczne bardzo różnią się między sobą, tak, jak różnią się osoby, które je tworzą i historia, którą przeszła szkolna społeczność. Pierwsza szkoła demokratyczna w Summer Hill w Anglii została założona w 1921 roku. W Polsce dużą rolę w edukacji demokratycznej odgrywa Fundacja Bullerbyn – prowadzi szkołę demokratyczną i wspiera podobne inicjatywy.
Czytaj także: Debora Broda: Edukacja domowa jest przygodą


System alternatywny

Alternatywna edukacja funkcjonuje też w ramach szkół systemowych – formalnie zarejestrowanych. Dotyczy to zarówno szkół publicznych, które szukają nowej tożsamości, jak i szkół niepublicznych, które powstają jako alternatywa dla klasycznej edukacji.

Najpopularniejsze są szkoły (i przedszkola) odwołujące się do pedagogiki Marii Montessori. Według jej założeń (pierwszą placówkę założyła w 1907 roku) uczenie się powinno bazować na zainteresowaniach dziecka i być realizowane z pomocą wszystkich zmysłów. Montessori unikała „systemu ławkowego”, który był dla niej symbolem szkoły opartej o przymus.

Inne alternatywne podejście reprezentują szkoły Waldorfskie (pierwsza powstała w 1919 roku z inicjatywy Rudolfa Steinera). Takich szkół jest w Polsce około dziesięciu. Cechuje je duża ilość działań artystycznych i dbałość o rozwój trzech sfer: myślenia, uczuć i woli.


Alternatywa w praktyce

Tak, w szkołach alternatywnych dzieci nie muszą się uczyć. Nie muszą, bo przeważnie chcą się uczyć. Często nawet nie wiedzą, że się uczą, bo nie poświęcają czasu na „zakuwanie”, ale z pasją poznając świat, uczą się więcej i szybciej. Dlatego choć mogłoby się wydawać, że przez cały dzień niewiele przyswoili, to tak naprawdę niepostrzeżenie nauczyli się więcej, niż ich rówieśnicy w szkołach tradycyjnych.

...

Musi byc roznorodnosc bo dzieci sa rozne.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 89324
Przeczytał: 131 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 21:38, 18 Lis 2017    Temat postu:

Jak połączyć metodę Montessori i dzieciństwo z Bullerbyn? Szkoła założona przez rodziców
Jola Szymańska | 18/11/2017

Komentuj


Udostępnij
Komentuj


Dlaczego grupa wielowiekowa jest najzdrowsza, jak wygląda alternatywna nauka religii i dlaczego "wysoki poziom nauczania" niewiele ma wspólnego z wkuwaniem na pamięć?


D
zieci uczą się w niej w kilkunastoosobowej, wielowiekowej grupie. Nie mają dzwonków, ocen i – co do zasady – zadań domowych. O warszawskiej Mikroszkole Włochy – miejscu inspirowanym dokonaniami Marii Montessori, wartościami chrześcijańskimi i… małą szkołą z książki „Dzieci z Bullerbyn”, opowiada Mikołaj Foks – tata trzech córek, specjalista ds. Public Relations, trener zarządzania projektami i współzałożyciel szkoły.



Jola Szymańska: Co fajnego pamiętasz ze swojej szkoły?

Mikołaj Foks: To, co pamięta się wszędzie – ludzi! Nauczycieli, kolegów i koleżanki. Społeczność to potęga szkoły. I w ogóle w życiu budowanie społeczności jest podstawą.

W końcu chodziłeś do szkoły społecznej.

Tak, do społecznej szkoły podstawowej i liceum. Mieliśmy klasy, oceny, ale było nas w klasie dużo mniej niż w szkole publicznej. To były świetne szkoły i bardzo alternatywne jak na tamte czasy.

W liceum mieliśmy nawet kuchnio-korytarz, w którym przesiadywaliśmy przy kawie. Trochę jak strefy chill-outu we współczesnych firmach. Pamiętam, jak kiedyś oglądaliśmy na lekcji dokumenty o Summerhill – pierwszej demokratycznej szkole na świecie. Żyliśmy w przekonaniu, że można inaczej.
Czytaj także: Cuda fińskiej edukacji? W Polsce są już od lat!





Po co zakładać szkołę?

Stąd taka duża determinacja, żeby założyć szkołę dla własnych dzieci? To forma buntu?

Trochę tak. Sześciolatki miały wtedy chodzić do szkoły, a nam bardzo się to nie spodobało. Zainspirowaliśmy się pomysłem tworzenia mikroszkół, który wyszedł od Szkoły Wyższej Przymierza Rodzin. W cztery rodziny (poznaliśmy się w przedszkolu naszych dzieci) postanowiliśmy coś z tym zrobić.

Chcieliśmy, żeby nasze dzieci uczyły się nie dla ocen, pasków i zadowolenia nauczyciela, ale dla siebie. Z pasji. Co wcale nie wyklucza realizowania programu!

Bez ocen i stresu?

U nas jest ocena opisowa. Opis tego, co uczeń zrobił. A dzwonki nie są potrzebne, kiedy w sali jest tylko siedemnaścioro dzieci.

Ale ja w ogóle jestem przeciwnikiem dzwonków. Nasz mózg nie działa jak zegarek. Nie uważam, że dziecko ma codziennie o identycznej godzinie jeść, spać czy bawić się. Przecież każdego dnia czujemy się różnie i mamy ochotę na coś innego.


Wysoki poziom nauczania – co to znaczy?

Rodzice Ciebie samego posłali do „dziwnej” szkoły, ale co na to reszta rodziny? Jak ciocie i wujkowie reagują na Wasz pomysł?

Wspaniale! Moja ciocia, która podczas II wojny światowej chodziła do tajnej szkoły pod Warszawą, wspomina, że byli w grupie wielowiekowej, każdy zajmował się swoimi materiałami, a nauczyciel tylko podchodził, podpowiadał i wyjaśniał. To był dla niej czas najbardziej efektywnej nauki. Po wojnie przeskoczyła klasę wyżej!

Jeden z ojców z naszej szkoły uczył się z kolei w malutkiej szkole publicznej. W jego miejscowości było niewiele dzieci i wszystkie uczyły się razem. Nam się to może wydawać dziwaczne, ale ludzie, którzy uczyli się w grupie wielowiekowej, wspominają to jako świetne doświadczenie.

Skoszarowanie ze sobą dzieci w tym samym wieku jest sztuczne i nigdy później w życiu się nie zdarza. Dowiedziono zresztą, że człowiek uczy się najlepiej, kiedy swoją wiedzę przekazuje innym. To naturalne i genialne.
Czytaj także: Wszystko, co potrzebujesz wiedzieć o edukacji alternatywnej, a nawet nie wiesz, jak o to zapytać






Piszesz: „Wysoki poziom nauczania, to taki, który pozwala uczniom rozwijać ich unikalne talenty. To taki, który nie każe zapamiętać, ale pomaga zrozumieć. To taki, który rozwija nie tylko intelektualnie, ale też uczy kompetencji społecznych”…

Paweł Woliński mówi, że „w życiu kluczowe jest umieć pracować i umieć kochać”. Zgadzam się z tym bardzo. Szkoła powinna dać zaradność społeczną i przedsiębiorczość. A często tego nie daje.

Może mamy kompleksy? Z czego wynika pogoń za płytkim sukcesem finansowo-zawodowym?

To bardzo dobre pytanie. Po co uczyć dzieci chińskiego? I czy uczyć? Czy uczyć gry na instrumentach, posyłać do szkoły muzycznej? Nie znam odpowiedzi. My staramy się przekazywać dzieciom nie tylko wiedzę ogólną, ale też kluczowe kompetencje w sposób normalny, naturalny.

Co jakiś czas rodzice prowadzą zajęcia w szkole, pokazując, czym zajmują się w pracy. Jeszcze nie wszyscy rodzice o tym wiedzą, ale dwóch ojców chce zorganizować zajęcia z wykorzystaniem bardzo innowacyjnych i zarazem prostych narzędzi biznesowych…


Alternatywne nauczanie… religii

Religię też dostosujecie do rozwoju dziecka?

Tak, uczymy się z pomocą Katechezy Dobrego Pasterza. To podejście zgodne z pedagogiką Marii Montesorii, w którym punktem wyjścia jest uznanie życia duchowego dziecka. Zdecydowanie unikamy infantylizowania.

Jak mówić dzieciom o Bogu, nie infantylizując wiary?

Prostymi słowami. Mówić o miłości Boga, opowiadając historie. Prowadzi to do poznania dobrego Boga, ale… niekoniecznie do Komunii Świętej.

Kiedy zapytaliśmy nauczycielki dzieci, czy są gotowe do I Komunii, odpowiedziała, że intelektualnie tak. Ale warto poczekać na ich własną inicjatywę.

Komunia z inicjatywy samych dzieci?

Dokładnie. Jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że rok przygotowań, białe tygodnie, katechizm na pamięć… Rozmawialiśmy na ten temat z naszą katechetką, a ona bardzo przytomnie odpowiedziała nam: „Przecież nie o to chodzi”. I chociaż nasze działania szkolne są poza schematem, to schematyczne podejście do Komunii też musieliśmy przełamać. Bo przecież w I Komunii ważne jest to, żeby dziecko kochało Pana Jezusa, wiedziało, że to nie zwykły chleb, a Ciało Pańskie i… żeby chciało je przyjąć. I tyle.

Kiedy nasza córa i jej przyjaciółka w podobnym czasie zaczęły sygnalizować, że chcą przystępować do Komunii i podtrzymywały to, zaczęliśmy o tym poważnie rozmawiać. Przygotowywaliśmy się przez kilka miesięcy, a Komunia była w październiku, podczas mszy świętej niedzielnej. Było w tym dużo wolności i mało niepotrzebnych napięć.

Zazwyczaj I Komunia to prezenty i impreza. Wasze córki pewnie też mają z tym kontakt?

Pewnie, że tak, ale my nie zrezygnowaliśmy z prezentów. Postanowiliśmy ten żywioł ukierunkować. Zebraliśmy prezenty-pieniądze na wiosenny wyjazd – podróż córek z mamami do Rzymu. Nie ma porównywania, bo dzieci nie wiedzą, kto ile dostał. Nie porównują się.

Środowisko, które stworzyliśmy, umożliwiło nam to, by ochronić dzieci i pokazać im, co tego dnia jest najważniejsze.

...

Jak najwiecej dobra.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 89324
Przeczytał: 131 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 10:00, 21 Lut 2018    Temat postu:

zyszłością edukacji? Mam wątpliwości
Mikołaj Foks | 20/02/2018

Billetto Editorial/Unsplash | CC0
Udostępnij Komentuj 0
Trzymając w rękach bijące serce i oglądając je z każdej strony, można lepiej zrozumieć jego działanie. Takie możliwości dają uczniom nowoczesne urządzenia, jakich wiele pokazano w styczniu w Londynie, na największych targach edukacyjnych. W tym samym czasie i miejscu prezentowano też najlepsze szkoły na świecie. Wnioski? Informatyzacji chce przemysł, liderzy edukacji trzymają ją na dystans!

Fascynacja technologią
Na początku każdego roku odbywa się w Londynie Bett Show – największe targi edukacyjne na świecie. W tym roku ponad 850 wystawców prezentowało niezwykle zaawansowane technologicznie produkty, wspierające naukę dzieci, młodzieży i dorosłych. Trudno się temu dziwić, bo możliwości, jakie daje technologia, są fascynujące.

Wirtualna rzeczywistość w różnych jej odmianach (w tym wykorzystanie hologramów) oraz nauka programowania – to chyba dwa najważniejsze trendy, jakie ciągną współczesną szkołę w informatyczne objęcia. Bardzo przyjemna dla oka, upraszcza mnóstwo spraw i daje niezwykłe możliwości – to najważniejsze argumenty za technologią w edukacji.

Czytaj także: Wszystko, co potrzebujesz wiedzieć o edukacji alternatywnej, a nawet nie wiesz, jak o to zapytać


E-kreda nie zmieni szkoły
Uczenie się programowania z pomocą takich aplikacji jak ScratchJr czy zabieranie uczniów na wirtualne wycieczki na drugi koniec świata dzięki Google Expeditions i goglom VR (Virtual Reality) – to świetne pomysły na szkolne zajęcia. Technologia może doskonale wspierać edukację, jeśli jasno określimy, gdzie jest jej miejsce.

Niestety, coraz więcej osób uważa, że informatyzacja jest jedynym i najważniejszym kierunkiem dla szkoły. To, co powinno być dla nas narzędziem, staje się celem samym w sobie. To trochę tak, jakby ciągle doskonalić buty dla biegacza, ale nie zastanawiać się nad jego kondycją fizyczną i motywacją. Kolejna tablica interaktywna naprawdę nie zmieni szkoły, jeśli my nie zmienimy sposobu myślenia o edukacji.



Szkoła dla życia
Wielu rodziców uważa, że skoro współczesny świat przesycony jest technologią, to i szkoła powinna – przecież ma przygotować dzieci do życia w świecie. Jednak umiejętność posługiwania się technologią nie jest pierwszorzędną kompetencją przyszłości. Znacznie ważniejsze są choćby: współpraca, krytyczne myślenie, kreatywność, samodyscyplina i organizacja pracy.

Korzystania z e-nowinek można nauczyć się dość szybko (szczególnie żyjąc w świecie, który jest ich pełen). Ale kompetencje społeczne, siła charakteru czy ciekawość świata, to rzeczywistości kształtujące się przez długie lata. One też są dziś najbardziej cenione na rynku pracy. Drogą do sukcesu osobistego i zawodowego pozostają nieprzemijające wartości: konsekwencja, pomysłowość i otwartość na innych.

Czytaj także: Edukacja narodowa? A może domowa?


Przyszłość edukacji
Na targach w Londynie prezentowano także najlepsze na świecie szkoły. Zostały one wyłonione w ramach konkursu Edu Mission, gdzie jury stanowiły światowe autorytety w dziedzinie edukacji. Inspiracją na przyszłość edukacji zostały ogłoszone szkoły, stojące jakby obok technologicznego nurtu, prezentowanego przez większość wystawców Bett Show.

Co ważne, najlepszą szkołą na świecie została ogłoszona szkoła NoBell z Konstancina-Jeziorny pod Warszawą! Patrząc na tę szkołę, można powiedzieć, że przyszłość edukacji to uznanie, że wyniki egzaminów (zresztą bardzo dobre) powinny być „efektem ubocznym” całościowego rozwoju uczniów.

Nie zachwyt nad błyskotliwymi rozwiązaniami powinien decydować o sposobie uczenia dzieci. Ale z głębokiego namysłu nad szkołą, powinny rodzić się pomysły na innowacyjne narzędzia dla edukacji. Szkoła może być dobra bez informatyzacji, ale sama informatyzacja to zdecydowanie za mało, by tworzyć dobrą szkołę.

Bardzo dziękuję Ekipie ze Szkoły NoBell, za obszerną relację z targów BettShow.

...

Eliminacja z procesu nauczania czlowieka byla by obledem.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez BRMTvonUngern dnia Śro 10:00, 21 Lut 2018, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 89324
Przeczytał: 131 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 9:21, 02 Mar 2018    Temat postu:

Lekcja informatyki w Ghanie
News | 17 godzin temu | Zukic
Nauczyciel informatyki z Ghany na portalu społecznościowym udostępnił zdjęcia, na których pokazał, w jaki sposób uczy dzieci obsługi programu "MS Word". Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że zajęcia praktyczne odbywały się na tablicy szkolnej, a instruktaż nauczyciel zrealizował przy pomocy kredy. Zobaczcie, jak wyglądały te zajęcia.
Lekcja informatyki w Ghanie

Nauczyciel od ICT (Information and Communications Technology) bez użycia komputera wskazuje, z jakich elementów składa się program tekstowy "MS Word". Zdjęcia tych zajęć rozchodzą się w internecie w błyskawiczny sposób.

Lekcja informatyki w Ghanie

..

Jest w Afryce ped do edukacji. A trudne warunki hartuja! Jednak komputery by sie przydaly. Na Zachodzie pelno wzglednie nowego sprzetu wyrzucaja. Mozna by zrobic zbiorke i wyslac. 2 letnie komputery to i tak bedzie hit. Ja mam zreszta 15 letni Wink




Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 89324
Przeczytał: 131 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 10:11, 02 Cze 2018    Temat postu:

Edukacja domowa – subiektywny bilans „zysków i strat”
Katarzyna Wyszyńska | 01/06/2018
EDUKACJA DOMOWA
Shutterstock
Udostępnij 23
Rok szkolny powoli dobiega końca. Ten miniony był dla nas pod wieloma względami wyjątkowy. Był to pierwszy rok, w którym naszą pierworodną objął obowiązek szkolny, i pierwszy raz, gdy dopełniliśmy go w ramach edukacji domowej. Jakie napotkaliśmy trudności, co nas zaskoczyło i czy było warto?

Mit 1 – socjalizacja
Wybierając tę formę nauczania, spotkaliśmy się z kilkoma zarzutami. Większość z nich okazała się bezpodstawna. Po pierwsze – obawa o socjalizację dziecka. Edukacja domowa nie jest jednak jednoznaczna z zamknięciem dziecka w domu. W czasie tego roku, nasze córki miały stały kontakt z innymi dziećmi na osiedlu i na zajęciach dodatkowych, a także nawiązały kontakty „międzynarodowe”, które nie byłyby możliwe, gdybyśmy byli zależni od grafiku szkolnego.

Poza tym, dziecko w ED w pewnym sensie jest nawet bardziej społecznie przygotowane, bo razem z rodzicem bierze udział w wielu czynnościach dnia codziennego, np. zakupach, wizycie na poczcie czy w banku. Dzięki temu uczy się interakcji społecznych od dorosłych, a nie od równie „nieokrzesanych” (z przymrużeniem oka) rówieśników.



Mit 2 – brak odpowiedniego wykształcenia
Inne obawy dotyczyły tego, czy poradzimy sobie z nauką. Odkryliśmy, że materiał „do przerobienia”, przy indywidualnym podejściu i kreatywności, robi się w ekspresowym tempie. Daje to możliwość wykorzystania zaoszczędzonego czasu na nieskrepowaną zabawę, a więc coś, co jest kluczowe dla rozwoju dzieci.

Trudność sprawiała nam pewna regularność, a także motywacja, która generalnie na dobrym poziomie, miała swoje gorsze tygodnie. I mam tu na myśli zarówno dziecko, jak i rodzica, bo jemu też nie zawsze chce się sypać pomysłami i odpowiednio kreatywnie przygotować dane zagadnienie.

Mimo to, przerobienie obowiązkowego materiału nie sprawiło nam żadnego problemu. Sądzę jednak, że na dalszym, bardziej zaawansowanym etapie nauki, mogą pojawić się trudności. Dodatkowy korepetytor to także dodatkowy koszt, jednakowoż zdarza się potrzebny również w trakcie edukacji tradycyjnej. Motywacja do nauki i w szkole będzie się zmieniać, a część materiału, który będzie sprawiał trudność i tak trzeba będzie ponownie przerobić razem w domu.

Czytaj także: Debora Broda: Edukacja domowa jest przygodą


Trudności…
Chyba największym minusem, jest kwestia finansowa. Jeśli rodzice mają wolne zawody, być może są w stanie pogodzić nauczanie i pracę zawodową. W naszym przypadku było to niemożliwe, więc siłą rzeczy jedna osoba wzięła na siebie odpowiedzialność za utrzymanie rodziny, druga rolę nauczyciela i opiekuna młodszych dzieci.

To łączyło się z większym zaangażowaniem energii i czasu w pracę naszego jedynego generatora przychodów, i nieco większym stresem, niż przy dwóch niezależnych źródłach dochodu.



…i radości!
To, co było miłym zaskoczeniem, to odkrycie, ile nauczanie swojego dziecka może dawać satysfakcji. Podobało mi się, że idziemy swoim tempem, że materiał robimy „po swojemu”. Możemy pracować na podręczniku według klucza, ale nie musimy. Zadanie może mieć kilka poprawnych rozwiązań, a jeśli się chce, można pisać w zeszycie czerwonym długopisem, bo czemu nie?

Ta indywidualność, brak presji, i zrozumienie, że pewne umiejętności przychodzą z czasem, niekoniecznie wyznaczonym „odgórnie”, dawały nam dużo radości w odkrywaniu świata, bez zbędnego stresu. Brak zależności od pracy i szkoły, dał nam również wyjątkową możliwość dłuższych wyjazdów, nawet kilkutygodniowych. Cenna była nawet… nuda. Brak zaplanowanego co do minuty planu dnia, wymuszał na dziewczynkach zorganizowanie sobie zajęcia, czym w swej nieskrępowanej kreatywności niejeden raz mnie zaskoczyły.



Największy zysk
Najważniejszym odkryciem minionego roku było jednak co innego. Mianowicie to, że nie tylko kocham moje dzieci, ale też ogromnie je lubię, i lubię spędzać z nimi czas. Obawiałam się, czy nie będziemy sobie za bardzo działać na nerwy, będąc non stop razem, ja i moja trójka. I bywały takie dni, w których chętnie urwałabym się do pracy. Była to jednak tylko kropla dziegciu w łyżce miodu – budowania więzi, bycia dostępnym, bezcennego czasu poznawania się i bliskości.

Brak pośpiechu, brak nerwowych poranków, spóźnień i gonitwy, ciągłych uwag „pospiesz się”. Trudne i ambitne pytania, które zadają mi, a nie rówieśnikom. Możliwość towarzyszenia im w odkrywaniu świata, relacji, życia. To wszystko tak łatwo umyka w gonitwie “praca-dom-praca-dom”.

Choć nasza domowa przygoda powoli się kończy, nie wykluczam, że jeszcze kiedyś do niej wrócimy. Ten rok pokazał mi, że warto. Nie zamieniłabym tego doświadczenia za nic w świecie.

...

Rodzice musza wiedziec co robia przede wszystkim.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 89324
Przeczytał: 131 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 12:19, 12 Paź 2018    Temat postu:

Według badań NASA system edukacji okrada nas z kreatywnego geniuszu

Według badań NASA system edukacji okrada nas z kreatywnego geniuszu. Dr. George Land wprawił w osłupienie swoją widownię, kiedy podczas wystąpienia na TEDx przedstawił wyniki testu kreatywności opracowanego przez NASA.

...

Istotnie. Produkcja ,,standardowych ludzi" szkodzi.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Religia,Polityka,Gospodarka Strona Główna -> Wiedza i Nauka Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
cbx v1.2 // Theme created by Sopel & Programy