Forum Religia,Polityka,Gospodarka Strona Główna
Rozpoczął się Tydzień Misyjny!
Idź do strony 1, 2  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Religia,Polityka,Gospodarka Strona Główna -> Wiara Ojców Naszych
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91880
Przeczytał: 118 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 19:42, 03 Lut 2015    Temat postu:

Parafie zbierają elektro-śmieci, by pomóc misjonarzom

We wszystkich parafiach Archidiecezji Warmińskiej rozpoczęła się zbiórka zużytego sprzętu elektrycznego i elektronicznego. Akcja prowadzona przez katolickie stowarzyszenie "Kirche In Not" służy zdobyciu funduszy na działalność misyjną i humanitarną.

Jak zapowiedzieli organizatorzy, pieniądze za surowce odzyskane z elektro-śmieci zostaną przeznaczone na cele duszpasterskie i pomoc humanitarną w krajach misyjnych. Trafią też do prześladowanych chrześcijan i klasztorów kontemplacyjnych. Zaplanowano m.in. wsparcie ośrodka dla dzieci chorych na AIDS i ośrodków dla dzieci ulicy w krajach Ameryki Łacińskiej oraz budowę studni głębinowych i szkół w Afryce.

- Zaangażowanie waszej wspólnoty parafialnej w dobre przygotowanie i przeprowadzenie tej zbiórki skutkować będzie zebraniem jak największej ilości zużytego sprzętu, a tym samym możliwością skuteczniejszej i bardziej rozległej pomocy kościołom będącym często w wielkiej potrzebie - napisał w liście do proboszczów wikariusz generalny Archidiecezji Warmińskiej ks. infułat Jan Górny.

Zdaniem ks. Mariana Midury, który współpracuje ze Stowarzyszeniem Pomocy Kościołowi w Potrzebie (niem. "Kirche In Not"), jest to pierwsza taka akcja w archidiecezji warmińskiej. Wcześniej za zgodą Episkopatu przeprowadzono ją w 20 innych diecezjach w kraju.

- W wielu miejscach miała bardzo duże powodzenie, bo ludzie byli wdzięczni, że mogli się pozbyć zużytego sprzętu i jednocześnie wspomóc szlachetny cel - powiedział ks. Midura.

Jak przyznał, początkowo parafianie mogą być trochę zdziwieni, że ksiądz ogłasza z ambony zbiórkę odpadów elektrycznych. Proboszczowie mają też wyznaczyć miejsce, zwykle plac lub parking przy parafii, gdzie można przynosić zużyty sprzęt. W wyznaczonym terminie przyjedzie tam ciężarówka z firmy utylizacyjnej.

Zbiórka zużytego sprzętu elektrycznego i elektronicznego za pośrednictwem warmińskich parafii potrwa do 20 lutego. Organizatorzy przypominają, że akcja ma także wymiar edukacyjny i ekologiczny, służy dbaniu o środowisko naturalne.

Papieskie Stowarzyszenie Pomocy Kościołowi w Potrzebie powstało w Holandii w 1947 r. Początkowo skupiało się na pomocy humanitarnej dla Niemców z terenów zniszczonych w czasie II wojny światowej. Od końca lat 50. wspomagała katolików w Polsce i innych krajach bloku komunistycznego. Obecnie skupia się głównie na potrzebujących w Afryce, Azji i Ameryce Łacińskiej. Wartość dotychczasowej pomocy, jakiej udzieliło to stowarzyszenie w 130 krajach, szacuje się na ponad 2 mld euro.

...

Znakomity pomysl Smile


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91880
Przeczytał: 118 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 22:20, 05 Lut 2015    Temat postu:

Poznań: ruszyła akcja "Ołówek dla Afryki" na pomoc afrykańskim dzieciom

Na zebranie nawet kilku ton ołówków i długopisów w ramach akcji "Ołówek dla Afryki" liczy poznańska fundacja Redemptoris Missio. Zebrane przybory szkolne trafią do szkół w najbiedniejszych krajach świata.

Poznańska fundacja od lat wspiera m.in. dzieci z Afganistanu, zbierając dla nich przybory szkolne i odzież na zimę. Wysyła też tony artykułów medycznych dla misyjnych szpitali i przychodni. Akcja "Ołówek dla Afryki" organizowana jest po raz drugi, pięć lat temu zebrano cztery tony przyborów.

Koordynatorka akcji Justyna Janiec-Palczewska powiedziała, że zebrane ołówki, długopisy, kredki i gumki trafią tam, gdzie dzieci wciąż piszą kredą na tabliczkach, lub muszą dzielić swoje ołówki na kawałki. Przybory zbierane są do końca lutego.

Jak dodała, dzięki podarowanym przedmiotom wiele dzieci będzie mogło rozpocząć naukę w szkołach działających przy misjach, lub będących pod opieką misjonarzy. - Chcemy te szkoły wesprzeć, wyposażyć uczniów w darmowe przybory szkolne. Chcemy spowodować, by posłanie dziecka do szkoły nie było dla rodziców czy krewnych wydatkiem. Tylko wykształcenie może wyrwać afrykańskie dzieci z kręgu biedy i bezradności - powiedziała Janiec-Palczewska.

Podarowane przybory trafią do paczek, w których wysyłane są leki i opatrunki do misyjnych przychodni i szpitali. - Gdy wysyłamy opatrunki, misjonarze prawie zawsze proszą nas także o przybory szkolne. Ołówki i długopisy sprawiają dzieciom prawdziwą radość - powiedziała koordynatorka akcji.Koszt dostarczenia pocztą jednej paczki do Afryki to, w zależności od kraju przeznaczenia i wagi, około 300 zł. Dlatego fundacja zbiera też pieniądze na przesyłkę. Fundacja Pomocy Humanitarnej Redemptoris Missio działa w Poznaniu od 1992 roku, powstała z inicjatywy środowiska naukowego Akademii Medycznej im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu.

Fundacja wysłała m.in. tony odzieży i przyborów szkolnych dla dzieci z Afganistanu. Prowadzi akcję "Opatrunek na ratunek" - zbiórkę opatrunków dla misyjnych szpitali i przychodni. Fundacja organizuje wyjazdy lekarzy, pielęgniarek i studentów medycyny do szpitali i przychodni w krajach misyjnych.

...

Tak misje najwieksza nadzieja .


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91880
Przeczytał: 118 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 10:02, 13 Lut 2015    Temat postu:

Kapucyni: pomóż dzieciom, wyślij e-pączka, urośnie ci serce nie brzuch

Bracia kapucyni namawiają, by zamiast zajadać się w Tłusty Czwartek pączkami, wesprzeć potrzebujące dzieci w Afryce. Urośnie ci serce nie brzuch - zachęcają zakonnicy, wskazując klika sposobów udziału w akcji m.in. wysłanie e-pączka.

Akcję pomocy pod hasłem "Wyślij pączka do Afryki" organizuje Fundacja Kapucyni i Misje. Dzięki niej można finansowo wesprzeć charytatywne, edukacyjne i religijne projekty polskich zakonników w Republice Środkowoafrykańskiej i Czadzie.

Misjonarzom można pomóc bez wychodzenia z domu - kupując e-pączka za pośrednictwem strony [link widoczny dla zalogowanych] Można także, jak wskazują organizatorzy akcji, kupić pączki lub samodzielnie je upiec, poczęstować nimi rodzinę, przyjaciół, kolegów ze szkoły lub z pracy i zebrać od nich datki, a następnie przekazać je na szczytny cel.

"Dołącz do nas. Zaproś przyjaciół i znajomych. Pączkujmy razem! Niech dobre czyny rozkwitają przez pączkowanie!" - zachęcają organizatorzy akcji.

Zbiórka - jak powiedział koordynator projektu Piotr Gajda - będzie trwać do końca lutego. Chęć udziału w akcji zgłosiły bowiem szkoły, w których trwają obecnie ferie, więc zaplanowane przedsięwzięcia będą organizowane po ich zakończeniu.

Pomysłodawcą akcji jest brat Benedykt Pączka, misjonarz w Republice Środkowoafrykańskiej. W Republice Środkowoafrykańskiej i Czadzie pracuje 10 polskich misjonarzy kapucynów, którzy zajmują się m.in. dokarmianiem osieroconych i niedożywionych dzieci, budowaniem studni w wioskach, w których nie ma dostępu do bieżącej wody oraz tworzeniem szkół, bo jak twierdzą, edukacja jest jedyną szansą.

W ubiegłym roku z zebrano ponad 290 tys. zł, ze środków tych kupiono kilka ton pomocy humanitarnej (leków, mleka w proszku, kaszek modyfikowanych dla dzieci), a także bidony na wodę, koce, odzież, żywność długoterminową, artykuły szkolne, narzędzia stolarskie, sprzęty gospodarstwa domowego. Znaczną część pieniędzy przekazano bezpośrednio misjonarzom, którzy na miejscu kupili żywność oraz materiały budowlane.

W tym roku fundusze zebrane w czasie akcji zostaną przeznaczone na siedem projektów. Chodzi o budowę trzech szkół (w Kpakali, Dongue Yoyo i Bam) i trzech kaplic (w Bilseme, Monts de Lam, Kowone). Społeczności tych miejscowości czynnie włączą się w realizację projektów - przygotowanie cegieł, kamieni, piasku. Zakonnicy podkreślają, że działania te integrują miejscową ludność. Kolejny projekt dotyczy finansowania działalności Punktu Socjalnego dla Ubogich Caritas w Ngaoundaye w RŚA. Wartość projektów to 410 tys. zł

Szczegóły dotyczące akcji znajdują się na stronie [link widoczny dla zalogowanych]

...

Tak Afryke trzeba podniesc bo kolonizatorzy dokonali na niej zbrodni .


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91880
Przeczytał: 118 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 18:10, 05 Mar 2015    Temat postu:

Trzy tony ołówków i długopisów trafią do dzieci w Afryce

Trzy tony ołówków, długopisów i innych przyborów szkolnych trafią niebawem do dzieci w Afryce i pomogą w ich edukacji. 200 tys. zebranych przedmiotów to efekt akcji "Ołówek dla Afryki", prowadzonej przez poznańską fundację Redemptoris Missio.

Akcja trwała dwa miesiące. Jej koordynatorka Justyna Janiec-Palczewska poinformowała, że dzięki podarowanym przedmiotom wiele dzieci będzie mogło rozpocząć naukę w szkołach działających przy misjach, lub będących pod opieką misjonarzy.

Jak dodała, w afrykańskich klasach nierzadko uczy się po 100 uczniów, a jedyna w klasie książka należy do nauczyciela. Dzieci wciąż piszą kredą na tabliczkach, lub muszą dzielić swoje ołówki na kawałki.

- Cena przyborów szkolnych w afrykańskich krajach jest jedynie nieco wyższa niż w Polsce, ale przy posiadaniu ósemki potomstwa posłanie wszystkich dzieci do szkoły staje się dużym obciążeniem finansowym. Afrykańscy rodzice najczęściej nie rozumieją konieczności posyłania dzieci do szkoły – mówiła.

Koordynatorka przyznała, że odzew osób i instytucji zaskoczył organizatorów zbiórki. Do akcji zgłosiło się blisko tysiąc szkół, firm i rozmaitych instytucji z całej Polski.

- Akcja połączyła różne środowiska, od dzieci przedszkolnych i szkolnych, studentów, przez parafian, lekarzy, siostry zakonne i klientów sklepów. Przybory szkolne zbierali nawet strażacy z ochotniczych straży pożarnych. Karmelitanki z Żywca zebrały takie ilości darów, że aby je przywieźć, w połowie marca przyjadą do Poznania ciężarówką. Przybory szkolne zbierały również dzieci ze szkoły w Niemczech – powiedziała koordynatorka.

W najbliższym czasie wolontariusze spakują przybory do paczek, obszyją je płótnem i wyślą do polskich misjonarzy.

Fundacja Pomocy Humanitarnej Redemptoris Missio działa w Poznaniu od 1992 roku, powstała z inicjatywy środowiska naukowego Akademii Medycznej im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu.

Fundacja wysłała m.in. tony odzieży i przyborów szkolnych dla dzieci z Afganistanu. Prowadzi akcję "Opatrunek na ratunek" - zbiórkę opatrunków dla misyjnych szpitali i przychodni. Fundacja organizuje też wyjazdy lekarzy, pielęgniarek i studentów medycyny do szpitali i przychodni w krajach misyjnych.

...

Wspaniale .


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91880
Przeczytał: 118 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 20:38, 11 Mar 2015    Temat postu:

Misja w ramach akcji "Okuliści dla Afryki" tym razem do Ugandy

Badania dzieci i dorosłych w przychodni przy szpitalu i wiejskich szkołach w Ugandzie przeprowadzą polscy specjaliści. Dwie lekarki i optometrystka wyjeżdżają w piątek, wrócą z początkiem kwietnia. To kolejne przedsięwzięcie akcji "Okuliści dla Afryki".

Podczas kilku dotychczasowych wypraw do Kamerunu i Namibii przebadano w sumie ponad 5 tys. chorych, w większości dzieci. W miejscowości Abong-Mbang w Kamerunie powstał gabinet okulistyczny. Cały czas trwa też w Polsce zbiórka używanych okularów – do Afryki trafiło ich już ok. 3 tys. par.

Obecny wyjazd organizowany jest z misjonarzami z zakonu franciszkanów, którzy pomogli wybudować szpital w miejscowości Kakooge. Specjalistki zabierają ze sobą sprzęt, leki, okulary. Na miejscu misjonarze organizują badania w szpitalu i w szkołach.

- W Kamerunie i w Namibii współpracowałyśmy z siostrami z różnych zakonów, które prowadziły przychodnie. Po raz pierwszy jedziemy tam, gdzie męski zakon misjonarzy wybudował szpital i organizuje nasz przyjazd. Tym razem jedziemy do Ugandy, ponieważ Fundacja Dzieci Afryki nawiązała tam kontakty – wyjaśniła inicjatorka akcji Okuliści dla Afryki dr Iwona Filipecka z kliniki Okulus w Bielsku-Białej.

- Zafascynowała mnie historia Polaków, którzy mieszkali w tym kraju w czasie i po II wojnie. O tym chcę również pisać na blogu, będąc na miejscu. Poza badaniami odwiedzimy również półwysep Koja, gdzie mieszkali Polacy, gdzie jest polski cmentarz. Polacy wybudowali też kościół, część szpitala, a Fundacja buduje szkołę – dodała.

Okulistka podkreśliła, że dostęp do opieki medycznej w Afryce dla ubogiej ludności jest bardzo utrudniony. Dla większości przebadanych pacjentów był to pierwszy w życiu kontakt z okulistą. - Przeżywamy naprawdę poruszające historie. Jedną z badanych dziewczynek chciano usunąć ze szkoły, uznając za upośledzoną umysłowo, bo nie umiała czytać i pisać mimo kilkuletniego pobytu w szkole. Okazało się, że ma bardzo dużą wadę wzroku. Po włożeniu w okularów była w szoku, nie wiedziała, że tak wygląda świat. Był też nauczyciel, który stracił pracę, bo nie widział. Dzięki otrzymanym okularom znów mógł pracować – opowiadała dr Filipecka.

Jej marzeniem jest stworzenie w Afryce możliwości operacji usunięcia zaćmy, która wyłącza z życia wielu mieszkańców Afryki. - Wierzę, że się uda. Bardzo się cieszę, że tyle osób i firm włączyło się w nasze działania. Leki, sprzęt, okulary – na każdą wyprawę mamy pełne wyposażenie. Cieszę się, że kolejni wolontariusze zgłaszają chęć udziału w misjach. Potrzeby są ogromne i coraz zgłaszają się kolejne kraje z prośbą aby przyjechać z pomocą. Mam nadzieję, że jeszcze wielu lekarzy i optometrystów się do nas przyłączy – powiedziała Filipecka.

...

Polska daje najlepiej jak moze . Czyli daje Boga Afryce .


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91880
Przeczytał: 118 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 18:23, 23 Mar 2015    Temat postu:

Jutro Dzień Modlitwy i Postu za Współczesnych Misjonarzy Męczenników

W zeszłym roku zostało zamordowanych 26 misjonarzy podczas pracy duszpasterskiej na misjach

Jutro w Kościele katolickim obchodzony jest Dzień Modlitwy i Postu za Współczesnych Misjonarzy Męczenników. Ustanowiony został w 1993 roku z inicjatywy włoskiego Młodzieżowego Ruchu Papieskich Dzieł Misyjnych - przypomina biuro prasowe Konferencji Episkopatu Polski.

Jak podaje watykańska agencja Fides, w zeszłym roku zostało zamordowanych 26 misjonarzy podczas pracy duszpasterskiej na misjach: 17 kapłanów, jeden brat zakonny, sześć sióstr zakonnych, jeden seminarzysta i jedna osoba świecka. Czternaście osób zginęło w Ameryce Południowej, po dwie osoby w Afryce, Azji i Oceanii, a jeden kapłan został zabity w Europie. Ponadto są ofiary wśród misjonarzy posługujących chorym w dotkniętej epidemią wirusa Ebola Afryce Zachodniej. Wiele osób ginących za wiarę na terenach ogarniętych wojną lub prześladowaniami pozostaje bezimiennych.

Papieskie Dzieła Misyjne zachęcają, by wierni upamiętnili męczeńską śmierć misjonarzy postem i modlitwą, prosząc Boga, by "pracujących na misjach chronił od niebezpieczeństwa, a zabitym otworzył bramy nieba".

24 marca jest obchodzony jako Dzień Pamięci i Modlitwy za Współczesnych Misjonarzy Męczenników od 1993 r. Ustanowiony został z inicjatywy włoskiego Młodzieżowego Ruchu Papieskich Dzieł Misyjnych, w rocznicę męczeńskiej śmierci abp. Oscara Arnulfo Romero, pasterza San Salwadoru, który sprzeciwiał się przemocy stosowanej przez salwadorski reżim. Został zastrzelony podczas sprawowania Eucharystii w szpitalnej kaplicy 24 marca 1980 roku. Tegoroczny Dzień Modlitwy i Postu za Współczesnych Misjonarzy Męczenników - jak podkreśla biuro prasowe KEP - ma wyjątkowy charakter, ze względu na to, że przypada w 35. rocznicę śmierci abp. Romero i w roku jego beatyfikacji. 5 grudnia tego roku, w Chimbote, będą beatyfikowani również polscy franciszkanie Michał Tomaszek i Zbigniew Strzałkowski. Zakonnicy prowadzili działalność misyjną w Peru i zginęli z rąk członków maoistowskiego ugrupowania "Świetlisty Szlak". Dwaj polscy franciszkanie oraz ksiądz Alessandro Dordi będą pierwszymi męczennikami w historii Peru.

Jak informuje biuro prasowe KEP, W ostatnich latach, pracując na terenach misyjnych, męczeńską śmiercią zginęli: franciszkanie Michał Tomaszek i Zbigniew Strzałkowski (Peru, 1990), kleryk Robert Gucwa (Rep. Środkowoafrykańska, 1994), ks. Jan Czuba (Kongo, 1998), oblat o. Henryk Dejneka (Kamerun, 2001), s. Czesława Lorek (Dem. Republika Konga, 2003), franciszkanin Mirosław Karczewski (Ekwador, 2010), salezjanin Marek Rybiński (Tunezja, 2011). W tragicznych okolicznościach zginęli również ks. Andrzej Dudzik (Sierra Leone, 2011) i ks. Mariusz Graszk (Boliwia, 2013).

>>>

Cenna inicjatywa .


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91880
Przeczytał: 118 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 17:51, 12 Cze 2015    Temat postu:

Andrzej Duda spotkał się z misjonarzami
akt. 11 czerwca 2015, 22:26
Prezydent- elekt podczas spotkania z misjonarzami dziękował im za reprezentowanie Polski oraz dawanie "świadectwa wartościom i polskości, opartej na wierze chrześcijańskiej". Andrzej Duda przybył wieczorem do warszawskiego Centrum Formacji Misyjnej, gdzie od wczoraj trwa Wakacyjny Zjazd Misjonarzy i Misjonarek.

Prezydent elekt podkreślał, że wielkość misyjnego dzieła to nie tylko niesienie wiary w Chrystusa. Jak mówił, to także dawanie nadziei i sił ludziom, którzy często są w dramatycznych sytuacjach życiowych. Zaznaczał, że w niektórych krajach świata ta posługa wiąże się z narażeniem własnego życia.

Andrzej Duda nazwał misjonarzy "ambasadorami polskości". To nie są puste czy przesadne słowa - mówił, wskazując na chrześcijańskie korzenie kraju. - Nie byłoby pewnie Polski gdyby nie wiara, nie religia a co za tym idzie także gdyby nie Kościół katolicki, który w wielu momentach, także i tych nieodległych był ostoją wolności, ostoją dla tych, którzy byli prześladowani - przypomniał Andrzej Duda.

Prezydent elekt zapewnił również o wsparciu misjonarzy przez instytucje państwa. Wskazał tu na polskie placówki dyplomatyczne. Na zakończenie spotkania poprosił misjonarzy o duchowe wsparcie i modlitwę za jego działania jako głowy państwa.

Na misjach pracuje obecnie 2068 polskich misjonarzy, najwięcej w Afryce, bo aż 840 osoby. Drugie miejsce zajmuje Ameryka Południowa i Środkowa z liczbą 804 misjonarzy i następnie Azja - 332 osoby.

W tegorocznym Wakacyjnym Zjeździe Misjonarzy bierze udział ponad 100 osób.

...

To chluba Polski! NIE KOLONIZACJA A CHRYSTIANIZACJA!
I to sobie zapamietajcie.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91880
Przeczytał: 118 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 14:29, 30 Cze 2015    Temat postu:

Chludowo: VII Misyjne Święto Młodych

W Chludowie k. Poznania w ostatni dzień czerwca rozpoczyna się VII Misyjne Święto Młodych. Zainauguruje je wieczorna Msza św., której przewodniczyć będzie prowincjał polskich misjonarzy werbistów o. Eryk Koppa. Spotkanie przebiegać będzie pod hasłem "Świętość – Reaktywacja", a zakończy się 4 lipca.

Jak podkreślają organizatorzy Misyjnego Święta Młodych (MŚM), z Werbistowskiego Centrum Młodych "Tabor" działającego przy domu misjonarzy werbistów w Chludowie, spotkanie to nie ma charakteru zamkniętych rekolekcji modlitewnych, ale radosnego świętowania. – W tym roku w sposób szczególny będziemy chcieli odnowić nasze pragnienie osobistej świętości. W czasach, kiedy świat banalizuje temat świętości, my chcemy zamanifestować nasze pragnienie życie łaską Boga – wyjaśnia hasło MŚM werbista o. Krzysztof Kołodyński.

O świętości i drogach do niej prowadzących będą z biorącą udział w spotkaniu młodzieżą z całej Polski rozmawiali m.in. znani rekolekcjoniści i autorzy książek: benedyktyn o. Leon Knabit i dominikanin o. Adam Szustak. Gośćmi spotkania będą także misjonarze z Argentyny, Boliwii i Chile oraz bp Marek Solarczyk, biskup pomocniczy diecezji warszawsko-praskiej.

Organizatorzy zapewniają też, że oprócz czasu na modlitwę i spotkanie z Jezusem w Najświętszym Sakramencie czy sakramencie pojednania, nie zabraknie go także na dobrą zabawę i na to, żeby pobyć razem w dobrym towarzystwie. – Zaplanowaliśmy Letnie Kino Namiotowe, teatr ewangelizacyjny oraz Chrystotekę, czyli chrześcijańską dyskotekę. Na naszej scenie koncertowej zagrają natomiast m.in. Arka Noego i Czterdziestu Synów i Trzydziestu Wnuków jadących na Siedemdziesięciu Oślętach – mówi o. Kołodyński.

Inicjatorami Misyjnego Święta Młodych jest Zgromadzenie Słowa Bożego popularnie w Polsce nazywane misjonarzami werbistami (od łac. Verbum Divini, tzn. Słowo Boże). Założył je w 1875 r. w Steylu w Holandii św. Arnold Janssen. Liczy ono blisko 6 tys. misjonarzy, w tym ponad 600 Polaków i jest obecne w prawie 70 krajach świata. W Chludowie misjonarze werbiści są obecni od 80 lat. Tu także mieści się nowicjat Polskiej Prowincji Księży Misjonarzy Słowa Bożego.

Z kolei stroną organizacyjną MŚM zajmuje się Werbistowskie Centrum Młodych TABOR, które działa od września 2009 r. w Domu Misyjnym św. Stanisława Kostki w Chludowie k. Poznania. Centrum organizuje też m.in. spotkania i rekolekcje dla młodzieży, warsztaty liturgiczne, muzyczne, plastyczne i teatralne, spotkania formacyjno-powołaniowe dla młodzieży męskiej, prowadzi Szkołę Życia Słowem Bożym oraz aktywnie włącza się w inicjatywę ewangelizacyjną "Przystanek Jezus".

>>>

Tak od mlodosci uczyc misji!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91880
Przeczytał: 118 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 16:23, 25 Lip 2015    Temat postu:

KAI
Kapłan archidiecezji lubelskiej wyróżniony przez papieża Franciszka

Papież Franciszek przyznał to wyróżnienie na wniosek metropolity lubelskiego abp. Stanisława Budzika - AFP

Ks. Juan (Jan) Kukiełka - kapłan archidiecezji lubelskiej, pracujący od ponad 25 lat w Argentynie - został mianowany kapelanem honorowym Jego Świątobliwości za "wielkoduszne oddanie posłudze kapłańskiej". Odtąd będzie mógł używać honorowego tytułu "monsignore".

Wyróżnienie to przyznał mu papież Franciszek na wniosek metropolity lubelskiego abp. Stanisława Budzika, który w kwietniu 2013 odwiedził swego kapłana i mógł się przekonać o wielkim uznaniu i szacunku, jakim wierni go otaczają.

Ks. Kukiełka pracuje na terenie rozległej (ponad 57 tys. km kw.) diecezji Nueve de Julio w środkowej Argentynie. Ze względu na dotkliwy brak duchowieństwa na tym terenie ma pod swoją opieką trzy parafie.

W dniach 5-10 kwietnia 2013 jego i drugiego pracującego w tej diecezji kapłana archidiecezji lubelskiej ks. Tomasza Wargockiego odwiedził abp St. Budzik, który później w rozmowie z Katolicką Agencją Informacyjną wspomniał o szacunku i poważaniu, jakim cieszą się oni wśród miejscowych wiernych.

...

Tak to jest Polska.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91880
Przeczytał: 118 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 13:40, 18 Wrz 2015    Temat postu:

"Ołówek dla Afryki" - przybory szkolne dotarły z Poznania do Kamerunu
Zenon Kubiak
18 września 2015, 09:24
Do kameruńskich dzieci dotarły przybory szkolne zbierane w Polsce przez poznańską fundację "Redemptoris Missio". Długopisy, ołówki i kredki sprawiły maluchom i ich rodzicom olbrzymią radość.

Zbiórkę przyborów szkolnych zorganizowano po apelach od przebywających w Afryce misjonarzy.

- Choć w Kamerunie obowiązuje powszechny obowiązek szkolny, nie wszystkie dzieci do szkoły chodzą. Dzieci z koczowniczego plemienia Bororo nie są do niej posyłane, a jeśli nie nauczą się urzędowego języka francuskiego, nigdy nie będą miały szans na pracę w mieście i powielą los swoich rodziców – wyjaśnia Justyna Janiec-Palczewska, wiceprezes zarządu Fundacji Pomocy Humanitarnej „„Redemptoris Missio”.

Na dodatek w ostatnim czasie do Kamerunu napłynęło ponad 200 tys. uchodźców z pobliskiej Republiki Środkowej Afryki. Mieszkańcy Kamerunu żyją również w zagrożeniu zamachami terrorystycznymi muzułmańskiej organizacji Boko Haram domagającej się wprowadzenia szariatu i zakazania zachodniej oświaty.

Zbiórka przyborów szkolnych pod hasłem „Ołówek dla Afryki” rozpoczęła się w styczniu. W ciągu dwóch miesięcy poznańska fundacja zebrała aż trzy tony darów. Dotarły na miejsce 7 września, czyli tuż po rozpoczęciu roku szkolnego. Na miejscu przekazano je m.in. sierocińcowi w miasteczku Ayos, gdzie 24 dziećmi opiekuje się jedna kobieta, utrzymując swoją placówkę wyłącznie z tego, co dostanie od ludzi.

- Radość dzieci z podarowanych rzeczy była przeogromna. W podziękowaniu zaśpiewały wraz z mamą piosenkę i zaprosiły nas do wspólnego tańca – opowiada Janiec-Palczewska.

Kolejne przybory szkolne i opatrunki rozdzielono pomiędzy poszczególne misje, m.in. tej wspieranej przez darczyńców z Polski w ramach programu „Adopcja na odległość”, gdzie fundacja przekazała 500 plecaków wypełnionych zeszytami, długopisami, kredkami itp. Plecaki i przybory szkolne rozdawano też w biednych, kameruńskich wioskach, w zniszczonych kościołach, przydrożnych kaplicach i rowach.

...

Misje nie migracja. Polacy w 966 nie wyemigrowali do bogatszego swiata a przyjeli Jezusa. I to jest odpowiedz.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91880
Przeczytał: 118 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 15:12, 13 Paź 2015    Temat postu:

Główną ideą Niedzieli Misyjnej - pomoc Kościołowi misyjnemu

Główną ideą Niedzieli Misyjnej - pomoc Kościołowi misyjnemu - Thinkstock

Przypomnienie każdemu wierzącemu, że jest odpowiedzialny za pomoc Kościołowi misyjnemu - to zamysł i główna idea Niedzieli Misyjnej (Światowego Dnia Misyjnego) - poinformował dyrektor krajowy Papieskich Dzieł Misyjnych ks. Tomasz Atłas.

Jak poinformował ks. Atłas podczas dzisiejszej konferencji prasowej, w najbliższą niedzielę - w Światowy Dzień Misyjny - w kościołach całego świata będą zbierane ofiary, które zostaną przekazywane do dyspozycji papieżowi, a poprzez Kongregację Rozkrzewiania Wiary będą przydzielane na konkretne projekty w krajach misyjnych.
REKLAMA


Ks. Atłas przypominał, że Światowy Dzień Misyjny służy wsparciu młodych Kościołów na terenach misyjnych, jego celem jest też "budzenie świadomości misyjnej i odpowiedzialności za misyjne dzieło Kościoła wśród wszystkich jego członków".

W tegorocznym orędziu na Światowy Dzień Misyjny papież Franciszek - jak podkreślił ks. Atłas - z racji przeżywanego roku życia konsekrowanego dużo uwagi poświęca osobom zakonnym. Jednocześnie zachęca nas do "misyjnej pasji", która ma się skupiać na ukazaniu oblicza Chrystusa każdemu człowiekowi. - W ten sposób papież ukierunkowuje nasze działania, przypominając, że najważniejsze jest głoszenie Ewangelii, a działalność charytatywna, społeczna czy edukacyjna może iść w parze, dając pierwszeństwo głoszonej Dobrej Nowiny - powiedział.

Nawiązując do hasła Niedzieli Misyjnej "Od nawrócenia do misji", ks. Atłas podkreślił, że w tym dniu nie chodzi o to, by zrobić jednorazowy zryw, "powrzucać trochę pieniędzy, odmówić jakąś modlitwę" i czuć się usatysfakcjonowanym. - Kilka lat temu papież Benedykt XVI mówił o tym, że Niedziela Misyjna "jest dniem rachunku sumienia, w którym mamy się zastanowić, co przez cały mijający rok zrobiliśmy dla dzieła misyjnego" - podkreślił.

Dodał, że Niedziela Misyjna i Światowy Dzień Misyjny służą przede wszystkim "odnowieniu naszej relacji z Chrystusem, uświadomieniu sobie, na ile jest ona głęboka i na ile z tej głębokiej relacji wynika nasze zaangażowanie, by Ewangelia była niesiona na krańce świata". Jak zaznaczył, dopiero potem rodzi się nasza modlitwa za misje, konkretne zaangażowanie i ofiary materialne.

Ks. Maciej Będziński, sekretarz krajowy Papieskiego Dzieła Rozkrzewiania Wiary i Papieskiego Dzieła św. Piotra Apostoła, poinformował, że w ubiegłym roku zbiórka pieniężna z Niedziel Misyjnej wyniosła ponad 1,7 mln dolarów.

Dodał, że zebrane fundusze zostaną przeznaczone na pomoc dla Ghany i Indonezji. Dociera ona również na Seszele, Mauritius, Reunion, Komory. Pomoc ta dotyczy takich przedsięwzięć jak: kursy formacyjne i doszkalające, finansowanie rekolekcji dla kapłanów, finansowanie spotkania młodzieży, ukończenia budowy kościoła, budowa kaplic, plebanii, remont i doposażenie budynków administracyjnych kurii.

Obecnie w 94 krajach na całym świecie pracuje 2 tys. 40 polskich misjonarzy. Najwięcej misjonarzy w krajach misyjnych pochodzi z Hiszpanii i Włoch.

Światowy Dzień Misyjny ustanowił papież Pius XI w 1926 r. na prośbę Papieskiego Dzieła Rozkrzewiania Wiary.

...

Kolejny wazny tydzien.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91880
Przeczytał: 118 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 17:30, 01 Lis 2015    Temat postu:

Abp Adamczyk: misjonarze oddają swe życie za wiernych

Chory na ebolę w prowizorycznym szpitalu - Sierra Leone - AFP

Dramat eboli polega też na tym, że widząc chore dziecko, męża, żonę, matkę, nie można im pomóc - mówi KAI abp Mirosław Adamczyk, nuncjusz apostolski w Liberii, Gambii i Sierra Leone. Watykański dyplomata o kaszubskich korzeniach opowiada o swych dramatycznych przeżyciach podczas walki z epidemią eboli w Liberii. - W tym czasie zmarło u nas 12 lekarzy, 3 braci zakonnych, jedna zakonnica i osiem osób świeckich - to pielęgniarki i pielęgniarze. To ludzie, którzy zmarli ratując innych - dodaje.

KAI: Od 22 lat pracuje Ksiądz w watykańskiej dyplomacji. Wenezuela, Indie, RPA, Madagaskar, Belgia, Węgry. Dwa lata temu, tuż po święceniach biskupich w Katerze Oliwskiej został Ksiądz Nuncjuszem Stolicy Apostolskiej w Liberii, Gambii i Sierra Leone.
REKLAMA


Abp Mirosław Adamczyk: Afryka to nadal region misyjny. Misjonarze odgrywają tam również ważną rolę kulturową i społeczną. Mieszkają tam bardzo biedni ludzie. Jeżeli już ktoś ma pracę, to zarabia najwyżej 150 dolarów miesięcznie. Mają bardzo ubogie domy, ale coś, co od początku rzuciło mi się w oczy - na niedzielną mszę do kościoła przychodzą przepięknie ubrani. Msza to dla nich wielkie święto. Kościół jest dla nich ważny.

Zaledwie kilka tygodni po wyjeździe do Liberii okazało się, że Bóg postawił Księdzu szczególne zadanie. Znalazł się Ksiądz w samych środku epidemii eboli. Gdy cały świat z obawą patrzył na każdy niemal samolot lecący z Afryki- Ksiądz znalazł się wśród tych chorych ludzi.

- Pamiętam moment, gdy przyszedł do mnie do nuncjatury brat Patrick, misjonarz z Kamerunu. Był ze Szpitala Katolickiego Świętego Józefa w Monrovii. Powiedział: "mamy pierwszy przypadek eboli. Przyjęliśmy kobietę do szpitala a następnego dnia już nie żyła. Badania potwierdziły ebolę".

Co mogę zrobić? spytałem? - Nie mamy pieniędzy nawet na rękawiczki i maski - słyszę. Czy to można u nas kupić ? Tak, ale potrzebna jest gotówka, tylko tak w tym kraju można coś kupić.

Wyjąłem z szuflady 1000 dolarów, które dostałem podczas świeceń biskupich w Katedrze Oliwskiej. To były pieniądze od gdańskiej Caritas. Dałem i powiedziałem, by przyszedł za tydzień po następne. Nie przyszedł. Zadzwoniłem do niego, ale on już był bardzo słaby, miał gorączkę. Opiekowała się nim siostra Chantal, misjonarka z Konga. Niestety zmarł. Potem zachorowała siostra Chantal, brat George z Ghany i ojciec Miguel z Hiszpanii. To był dla mnie bardzo trudny moment, gdy Hiszpanie zabrali Miguela do kraju. Powiedziałem "hasta la vista" a on "adios". On wiedział, że umiera. Potem zachorował George.

Mieliście ze sobą kontakt?

- Tak. Gdy dowiedziałem się, że choruje zadzwoniłem z pytaniem, czego potrzebuje. Ojciec George powiedział, że prosi o kartę telefoniczną i coś do jedzenia. Pojechałem do nich, bo pracownicy w szpitala mieszkali w domu przy szpitalu. Stukam do drzwi. Nikt nie otwiera. Wszedłem, oni leżeli już bardzo słabi. Zmarli następnej nocy. W krótkim czasie szpital musiał zostać zamknięty, bo zmarł na ebolę cały personel. Kościół prowadzi w Liberii aż 18 szpitali i przychodni. 16 z nich było otwartych podczas trwania epidemii. W tym czasie zmarło u nas 12 lekarzy, 3 braci zakonnych, jedna zakonnica i osiem osób świeckich - to pielęgniarki i pielęgniarze. To ludzie, którzy zmarli ratując innych. Oddali dla nich życie.

Przyszło księdzu do głowy, że może być następny?

- Tak po ludzku bałem się, ale przede wszystkim czułem taką wielką bezsilność, że nie mogę pomóc. Nie mogę podejść, wziąć za rękę, objąć. Każdy spotkany człowiek mógł być potencjalnym zagrożeniem. W tym czasie w Liberii ludziom nie wolno było nawet podawać rąk. To właśnie było moje nowe, ale nie tylko moje, nowe i bardzo trudne doświadczenie związane z ebolą. Zakaz kontaktu z drugim człowiekiem. Panował powszechny strach przed spotkaniem z drugim człowiekiem. A jak iść do kościoła na mszę, która w Liberii jest bardzo żywiołowym przeżyciem, jak nie przywitać się uściskać? Ludzie się po prostu bali drugiej osoby, ale przychodzili. My byliśmy do ich dyspozycji. Kościół w tym czasie pełnił nową dla siebie rolę.

Na początku każdej mszy przekazywane były komunikaty o tym, jak się zachować, gdzie uzyskać pomoc. Były wykłady lekarzy, równe instrukcje. Chodziło o to by byli ostrożni, wrażliwi, mówiliśmy jak uniknąć paniki. Ludzie unikali się nawzajem, ale do kościoła przychodzili. To było dla nich bardzo ważne.

Czuł Ksiądz bezsilność? Apelował Ksiądz jako nuncjusz o pomoc do świata.

- Najpierw nie zdawałem sobie sprawy ze skali tej tragedii. Potem byłem już całkowicie zajęty organizowaniem pomocy. Ktoś, kto tego nie widział, nie zrozumie. Proszę sobie wyobrazić, że mając stu chorych w szpitalu, potrzeba ośmiuset kombinezonów dla personelu tylko na jedną dobę. To ogromna skala. Jedna chora osoba to na dobę osiem kombinezonów, w każdym personel może być tylko przez 40 minut. To ogromne koszty. Bez pomocy z zagranicy to niemożliwe. A nie wolno takich spraw lekceważyć. Jedna z pielęgniarek zaraziła się podczas zdejmowania kombinezonu. I zmarła.

Widział Ksiądz wiele dramatów ludzkich?

- Dramat eboli polega też na tym, że widząc chore swoje dziecko, męża, żonę, matkę - nie można im pomóc. Trzeba ich zostawić, odizolować i odejść. Dramat kochających się ludzi był wtedy największy.

Mówi Ksiądz o roli Kościoła i Caritas w krajach misyjnych. Bywa, że my - jako wierni - nie zdajemy sobie sprawy z tej pomocy. Dopiero takie przykłady nam ją uświadamiają.

- Pomoc Kościołom misyjnym to nasze wielkie zadanie. Czasami zbudowanie niewielkiej kaplicy nie byłoby możliwe bez takiej pomocy. A przecież budujemy kościoły, szkoły, szpitale, kupujemy książki, szczepimy dzieci. I jeszcze jedno: kształcimy miejscowych księży. W tej chwili w Afryce misjonarzami są głównie rodowici mieszańcy tego kontynentu. Jest seminarium duchowne, mamy w Gambii pochodzącego stamtąd biskupa. To bardzo ważne.

Czy dużo jest powołań do życia duchownego?

- Sporo. Trzeba pamiętać, że w tym regionie jest większość muzułmańska. Mamy powołania również z takich rodzin. Nawet nowy biskup pochodzi z mieszanej chrześcijańsko-muzułmiańskiej rodziny. W tym rejonie od lat trwa wojna domowa, a jednak mamy przejawy tolerancji. Kościół bardzo w tym pomaga.

Na koniec naszej rozmowy jeszcze słowo o Księdza korzeniach...

- Urodziłem się w Gdańsku, mam kaszubskie korzenie. Gdy uda mi się wygospodarować urlop to przyjeżdżam do rodziców do Pępowa. Wsiadam wtedy w rodziców samochód i jeżdżę po Kaszubach do przyjaciół do Żukowa, do Gdyni, do Gdańska. A u siebie w Liberii ciągle towarzyszy mi wizerunek Matki Boskiej Częstochowskiej i... podkładka pod myszkę do komputera, na której są tzw. Kaszusbkie nuty "To je krótczi, to je dłedżi" to najbardziej znana pieśń kaszubska. Nucę ją sobie czasami w Liberii.

Rozmawiała Jolanta Roman-Stefanowska

...

To jest wielkie dzielo.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91880
Przeczytał: 118 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 17:39, 20 Lut 2016    Temat postu:

IAR

Ks. Z. Sobolewski: jutro dzień modlitw za misjonarzy
W Kościele katolickim będzie jutro obchodzony Dzień Modlitwy, Postu i Solidarności z Misjonarzami - Thinkstock

W Kościele katolickim będzie jutro obchodzony Dzień Modlitwy, Postu i Solidarności z Misjonarzami. Dyrektor wspierającego misje Dzieła Pomocy "Ad Gentes", ksiądz doktor Zbigniew Sobolewski, powiedział w "Jedynce", że w 97 krajach świata pracuje 2040 polskich misjonarek i misjonarzy.

Jest wśród nich 60 świeckich. Najwięcej polskich misjonarzy działa w Afryce i Ameryce Południowej. Ksiądz Sobolewski powiedział, że z Polski wyjeżdża mniej misjonarzy, niż z innych krajów, ale są oni młodsi. W naszym kraju rozwija się też wolontariat misyjny.
REKLAMA


Gość "Jedynki" podkreślił, że aby zostać misjonarzem, trzeba mieć powołanie, a potem dobrze się przygotować. Służy temu między innymi Centrum Formacji misyjnej w Warszawie. Ksiądz Sobolewski dodał, że misjonarze muszą być osobami dojrzałymi psychicznie i emocjonalnie, gdyż wyjazd na misje nie jest ucieczką od życia. Ten, kto decyduje się na pracę misyjną, powinien być odporny na stres, samotność i cieszyć się dobrym zdrowiem. Powinien też być odważny i godzić się na to, że podejmuje pracę, której efekty nie są przewidywalne. Ksiądz Sobolewski podkreśłił, że misjonarz nie tylko zajmuje się sprawami religijnymi, ale przede wszystkim pomaga ludziom. Duchowny dodał, że misjonarzem jest się przez całe życie, choć na ogół zawierają oni kontrakty na kilka-kilkanaście lat. Polscy misjonarze co dwa-trzy lata przyjeżdżają do kraju na urlopy.

Gość Jedynki przyznał, że posługa misyjna jest niebezpieczna. W Afryce i Azji misjonarze stykają się z fanatykami, na przykład z Państwa Islamskiego, a w Ameryce Południowej dochodzi do konfliktów z organizacjami przestępczymi. Ksiądz Sobolewski powiedział, że misjonarze sami określają, dokąd chcieliby pojechać. Ich przełożeni biorą jednak pod uwagę potrzeby, zgłaszane przez Kościoły z całego świata.

Ksiądz Sobolewski powiedział, że polski Kościół bedzie się jutro modlił za misjonarzy. Będą też zbierane datki do puszek na wsparcie misji. W zeszłym roku udało się zebrać milion złotych, które zostały przenaczone między innymi na leczenie i pomoc dla chorych misjonarzy. W intencji misjonarzy będzie też można ofiarować umartwienie wielkopostne.

...

Wielkie dzielo.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91880
Przeczytał: 118 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 13:26, 21 Lut 2016    Temat postu:

IAR

Dzień Modlitwy, Postu i Solidarności z Misjonarzami
Dziś w Kościele katolickim w Polsce obchodzony jest Dzień Modlitwy, Postu i Solidarności z Misjonarzami - Thinkstock

Dziś w Kościele katolickim w Polsce obchodzony jest Dzień Modlitwy, Postu i Solidarności z Misjonarzami. Do puszek są zbierane ofiary na szkoły, ochronki i placówki służby zdrowia prowadzane przez księży, zakonników, zakonnice i misjonarzy świeckich z naszego kraju.

- W ubiegłym roku z pozyskanych tak pieniędzy zrealizowano ponad dwieście przedsięwzięć - mówi ksiądz Zbigniew Sobolewski dyrektor Dzieła Pomocy Ad Gentes wspierającego misje.
REKLAMA


Tym razem główny akcent jest położony na to, aby pokazać, że misjonarze nie tylko nauczają i udzielają sakramentów, ale także pomagają ubogim, chorym, starszym, niepełnosprawnym, wykluczonym ze względu na pochodzenie, wiek i status społeczny.

Tegoroczny Dzień Modlitwy, Postu i Solidarności z misjonarzami jest już dziesiątym takim dniem. Przeżywany go pod hasłem "Miłosierni aż po krańce świata".

Żeby mówić ludziom o Bogu trzeba zaradzić ich trudnościom - dodaje ksiądz Dariusz Chałupczyński, który przez dziesięć lat pracował w Kamerunie. Teraz szykuje się do wyjazdu na Kubę.

Obecnie w dziewięćdziesięciu siedmiu krajach świata pracuje ponad dwa tysiące polskich misjonarzy.

...

Cenne dzialalnosc.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91880
Przeczytał: 118 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 21:34, 24 Mar 2016    Temat postu:

IAR

Rozpoczyna się Triduum Paschalne
Rozpoczyna się Triduum Paschalne - Thinkstock

Dziś rozpoczyna się Triduum Paschalne. To najważniejszy czas w kalendarzu Kościoła - mówi ksiądz Zbigniew Sobolewski, dyrektor Dzieła Pomocy "Ad Gentes".

Jak zwraca uwagę Zbigniew Sobolewski, w tym okresie mamy nie tylko wspominać to, co wydarzyło się w Wieczerniku, na Golgocie i kiedy Chrystus zmartwychwstał. Powinniśmy to także na nowo przeżyć.
REKLAMA
REKLAMA


Pierwszy dzień Triduum Paschalnego to Wielki Czwartek. Poświęcony jest ustanowieniu sakramentów eucharystii i kapłaństwa. - Chrystus w Wieczerniku dając swoje ciało i krew uczy nas, że my także mamy dawać siebie innym - dodaje ksiądz Zbigniew Sobolewski.

Dyrektor Dzieła Pomocy "Ad Gentes", które pomaga polskim misjonarzom podkreśla, że właśnie ludzie na misjach najlepiej realizują to wezwanie. Zachęca, aby wesprzeć misjonarzy wysyłając sms o treści Misje na numer 72032. Jego koszt to 2 złote 46 groszy z VAT.

W tym roku Wielki Czwartek zbiega się z Dniem Modlitwy i Postu za Misjonarzy Męczenników. Upamiętnia on tych, który zginęli z powodu wyznawanej wiary. Obecnie na misjach pracuje około dwóch tysięcy polskich misjonarzy. Służą na całym świecie.

...

Piekny zbieg...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91880
Przeczytał: 118 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 14:21, 24 Paź 2016    Temat postu:

gosc.pl » Wiadomości » „Od uczniów wymagana jest miłość”. Dziś Dzień Misyjny
„Od uczniów wymagana jest miłość”. Dziś Dzień Misyjny

Jakub Jałowiczor
dodane 23.10.2016 10:45

Ludzie z każdego zakątka ziemi mają prawo usłyszeć orędzie zbawienia - przypomina papież.
Krzysztof Błażyca


Wszystkie ludy i kultury mają prawo do otrzymania orędzia zbawienia – pisze papież Franciszek w orędziu na Światowy Dzień Misyjny.

Dziś Światowy Dzień Misyjny. Z tej okazji papież Franciszek przypomina, że jesteśmy wezwani do głoszenia Ewangelii „w każdym zakątku ziemi”. Oto tekst papieskiego orędzia:

Przeżywany przez Kościół Nadzwyczajny Jubileusz Miłosierdzia rzuca szczególne światło również na Światowy Dzień Misyjny 2016: zaprasza nas do spojrzenia na misję ad gentes jako wspaniałe, ogromne dzieło miłosierdzia, zarówno co do ducha, jak i co do ciała. W istocie w tym Światowym Dniu Misyjnym wszyscy jesteśmy zaproszeni do „wyjścia” jako uczniowie-misjonarze, każdy oddając na tę służbę swoje talenty, swoją kreatywność, swoją mądrość i doświadczenie, aby nieść orędzie Bożej czułości i współczucia całej rodzinie ludzkiej. Na mocy nakazu misyjnego Kościół troszczy się o tych, którzy nie znają Ewangelii, bo pragnie, aby wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do doświadczenia miłości Pana. „Misją Kościoła jest głoszenie miłosierdzia Boga, bijącego serca Ewangelii” (Bulla Misericordiae vultus, 12) i głoszenie go w każdym zakątku ziemi, aby dotarła do każdej kobiety, mężczyzny, osoby starszej, człowieka młodego i dziecka.

(…) Od uczniów Jezusa idących drogami świata wymagana jest ta miłość, która nie odmierza, ale raczej dąży, by wobec wszystkich mieć tę miarę, jaką ma Pan; głosimy najpiękniejszy i najwspanialszy dar, jakim On nas obdarzył: Jego życie i Jego miłość.

Wszystkie ludy i kultury mają prawo do otrzymania orędzia zbawienia, które jest darem Boga dla wszystkich. Jest to tym bardziej konieczne, gdy weźmiemy pod uwagę, jak wiele niesprawiedliwości, wojen, kryzysów humanitarnych oczekuje dziś na rozwiązanie. Misjonarze wiedzą z doświadczenia, że ​​Ewangelia przebaczenia i miłosierdzia może przynieść radość i pojednanie, sprawiedliwość i pokój. Nie wyczerpał się ewangeliczny nakaz: „Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem” (Mt 28, 19-20). Co więcej zobowiązuje nas wszystkich, w aktualnych sytuacjach i wyzwaniach, abyśmy poczuli się wezwani do ponownego misyjnego „wyjścia”, jak to wskazałem także w adhortacji apostolskiej Evangelii gaudium: „Każdy chrześcijanin i każda wspólnota winni rozeznać, jaką drogą powinni kroczyć zgodnie z wezwaniem Pana, jednak wszyscy jesteśmy zaproszeni do przyjęcia tego wezwania: wyjścia z własnej wygody i zdobycia się na odwagę, by dotrzeć na wszystkie peryferie potrzebujące światła Ewangelii” (n. 20).

(misericors.org)

...

Misje czyli wielkie dobro.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91880
Przeczytał: 118 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 13:57, 04 Gru 2016    Temat postu:

gosc.pl » Wiadomości » 100 lat Papieskiej Unii Misyjnej
100 lat Papieskiej Unii Misyjnej

|
KAI |
dodane 04.12.2016 11:06

ks. Włodzimierz Piętka / Foto Gość

Kilkaset osób zebrało się w dniach 3-4 grudnia na Jasnej Górze, aby świętować rozpoczęcie jubileuszu.

We wspomnienie św. Franciszka Ksawerego 3 grudnia Papieska Unia Misyjna tradycyjnie zgromadziła się na Jasnej Górze na sesji misjologicznej i nocnym czuwaniu u stóp Czarnej Madonny. W tym roku spotkanie miało szczególny wymiar, gdyż rozpoczęło świętowanie 100. rocznicy założenia Papieskiej Unii Misyjnej przez bł. Pawła Mannę.

Część misjologiczna rozpoczęła się w sobotnie popołudnie Mszą św. pod przewodnictwem abp. Stanisława Gądeckiego, przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski, który nawiązując do pracy misyjnej wielkiego patrona misji św. Franciszka Ksawerego, podkreślił znaczenie Papieskiej Unii Misyjnej w dziele krzewienia ducha misyjnego w Kościele powszechnym. Założyciela PUM arcybiskup nazwał wielkim animatorem ducha misyjnego zarówno wśród duchownych, jak i świeckich wszystkich.

Po Mszy św. w Sali im. A. Kordeckiego zebrani wysłuchali referatów o tematyce misjologicznej. Abp Henryk Hoser, ordynariusz warszawsko-praski oraz były misjonarz w Rwandzie przedstawił aktualne wyzwania stojące przed Papieską Unią Misyjną. Zauważył, że obecnie PUM przeżywa drugą młodość w krzewieniu ducha misyjnego we wszystkich członkach Kościoła, aby wyrwać ich w zamkniętego kręgu bezczynności misyjnej i obudzenia wszystkich ochrzczonych do dzielenia się radosną nowiną o zmartwychwstaniu Pana Jezusa tym, którzy Go jeszcze nie poznali.

Ks. prof. Marek Tatar z UKSW, nawiązując do jubileuszu 1050. rocznicy chrztu Polski omówił temat „Od chrztu do misji”. Podkreślił, że każdy ochrzczony jest wszczepiony w misyjne dzieło kościoła. Nie przyjmując tego imperatywu misyjnego, sprzeciwia się naturze chrztu i pozbawia się wyobraźni miłosierdzia, ponieważ najważniejszym naszym zadaniem jest dzielenie się darem wiary z tymi, którzy jeszcze nie poznali Jezusa Chrystusa – zaznaczył ks. Tatar.

O tym, że szerzenie miłosierdzia jest drogą do świętości misjonarza, wykazał w swoim referacie ks. prof. Stanisław Urbański, powołując się na przykład misyjnej posługi św. Matki Teresy z Kalkuty.

Część misjologiczną sympozjum wzbogaciło świadectwo misjonarza pochodzącego z ojczyzny papieża Franciszka o. Juan Carlos Araya IMC, który dał świadectwo Kościoła argentyńskiego.

Po części misjologicznej uczestnicy spotkania uczestniczyli w Apelu Jasnogórskim, któremu przewodniczył ks. prał. Tomasz Atłas, dyrektor krajowy PDM. Podziękował on Pani Jasnogórskiej za sto lat działalności Papieskiej Unii Misyjnej i za dobro, które dokonało się za sprawą jej członków oraz prosił o żywą wiarę i misyjny zapał dla wszystkich wiernych Kościoła w nowym roku duszpasterskim, któremu towarzyszy hasło: „Idźcie i głoście…”.

Po apelu rozpoczęło się całonocne czuwanie modlitewne. Adoracja była prowadzona przez studentów Centrum Formacji Misyjnej, przygotowujących się wyjazdu na misje.

Mszy św. o północy przewodniczył nuncjusz apostolski abp Salvatore Pennacchio. Przedstawiciel Ojca Świętego w Polsce podziękował w imieniu papieża Franciszka wszystkim członkom PUM za niestrudzoną i nieocenioną pracę na misyjnej niwie Kościoła w świecie i zawierzył ich na dalszy trud Matce Bożej Częstochowskiej, jako niewyczerpanego źródła zapału głoszenia Ewangelii.

Po Mszy św. rozpoczęło się nabożeństwo oparte na tekstach bł. Pawła Manny. Modlitwa była przeplatana świadectwami misjonarzy z różnych kontynentów.

Czuwanie zakończyło się o godz. 4.00 rano uroczystym zawierzeniem Pani Jasnogórskiej misyjnych spraw Kościoła w Polsce. W spotkaniu wzięli udział członkowie PUM, Róże Żywego Różańca oraz przyjaciele i sympatycy Unii.

Unia Misyjna Duchowieństwa (wcześniej Związek Misyjny Duchowieństwa) założona w 1916 r. w Ducencie we Włoszech, w Polsce została powołana z siedzibą w Warszawie, już w 1919 roku. W 1924 r. Episkopat Polski na konferencji w Częstochowie uchwalił jej reorganizację i wprowadzenie do wszystkich diecezji. Na wniosek Episkopatu w styczniu 1925 r. bł. Antoni Julian Nowowiejski, biskup płocki, został przez Kongregację Rozkrzewiania Wiary mianowany dożywotnio pierwszym prezesem krajowym Związku Misyjnego Duchowieństwa.

Bł. abp A. J. Nowowiejski zmarł w maju 1941 r. w obozie zagłady w Działdowie. W październiku tegoż roku w tym samym obozie został zamordowany bł. bp Leon Wetmański, sufragan arcybiskupa i sekretarz Związku Misyjnego Duchowieństwa.

Po II wojnie światowej Papieska Unia Misyjna była pomostem ciągłości historycznej i początkiem odnowy wszystkich Papieskich Dzieł Misyjnych w Polsce, które reaktywowano po powstaniu Komisji Episkopatu ds. Misji w 1967 r.

„Moim marzeniem jest, aby wszyscy ochrzczeni w Polsce stali się członkami Papieskiej Unii Misyjnej” – powiedział dyrektor krajowy Papieskich Dzieł Misyjnych w Polsce ks. Tomasz Atłas.

„To spotkanie na Jasnej Górze jest dla mnie inspiracją do jeszcze gorliwszej modlitwy w intencjach misyjnych Kościoła, a bł. Paweł Manna, założyciel PUM, będzie patronem naszej misyjnej róży różańcowej” - podzielił się swoim postanowieniem Andrzej, zelator z archidiecezji poznańskiej.

...

Misje zawsze sa powiewem swiezosci bo to Duch Swiety mocno dziala...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91880
Przeczytał: 118 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 18:51, 03 Sty 2017    Temat postu:

gosc.pl → Wiadomości → Ponad 2 tys. polskich misjonarzy w blisko 100 krajach świata
Ponad 2 tys. polskich misjonarzy w blisko 100 krajach świata
KAI
dodane 03.01.2017 12:55

\Anna Gordzijewska z Gorzow Wlkp. była na misjach w Kabwe w Zambii
Reprodukcja: Krzysztof Król /Foto Gość


Na misjach w 97 krajach przebywa 2007 polskich misjonarek i misjonarzy: 291 księży fideidonistów, 56 osób świeckich, 677 sióstr zakonnych oraz 983 zakonników - poinformował KAI bp Jerzy Mazur, przewodniczący Komisji Episkopatu Polski ds. Misji przed obchodzonym 6 stycznia Dniem Modlitw i Pomocy Misjom.

W uroczystość Objawienia Pańskiego, 6 stycznia, Kościół w Polsce obchodzi Dzień Modlitwy i Pomocy Misjom. Tegoroczne hasło: "Idźcie i głoście... Z misjonarzami na peryferie świata" zwraca uwagę na misjonarzy, którzy głoszą Ewangelię i dają świadectwo miłości chrześcijańskiej w dalekich krajach.

Papież Franciszek wielokrotnie wzywał cały Kościół do wyjścia na peryferie nie tylko geograficzne, ale egzystencjalne. Kościół ma nieść Chrystusa zarówno tym, którzy nigdy nie słyszeli Ewangelii, ale także tym, którzy są chrześcijanami z nazwy, żyją na obrzeżach Kościoła lub poza nim i ulegli pokusie obojętności i niewiary.

W uroczystość Trzech Króli polscy katolicy dziękują "za dar wiary w naszej Ojczyźnie, zapoczątkowany chrztem Mieszka I. Wdzięczni Bogu za misjonarzy, którzy przynieśli Ewangelię na nasze ziemie, pragniemy wesprzeć modlitwą i ofiarami misjonarki i misjonarzy z Polski. Pracują oni na wszystkich kontynentach" - zaznacza bp Jerzy Mazur, przewodniczący Komisji Episkopatu Polski ds. Misji.

Z okazji Dnia Modlitw i Pomocy Misjom bp Mazur skierował do wiernych komunikat, w którym zachęca do współpracy misyjnej.

Informuje w nim, że obecnie 2007 misjonarek i misjonarzy z Polski głosi Ewangelię w 97 krajach świata. Opuścili swe domy rodzinne, wspólnoty i diecezje, by "wśród trudności i przeszkód dzielić się skarbem wiary i służyć najuboższym z ubogich". Misjonarze prowadzą działalność charytatywną, edukacyjną i medyczną, stając się znakiem nadziei dla opuszczonych, sierot, starców, bezdomnych i wykluczonych. By prowadzić wspaniałe dzieła ewangelizacyjne potrzebują pomocy duchowej i materialnej.

"Wszyscy możemy im pomóc świadczyć o Chrystusie" - podkreśla bp Mazur. Przypomina, że 6 stycznia, zgodnie z zaleceniem Konferencji Episkopatu Polski, ofiary zebrane we wszystkich parafiach w całym kraju przeznaczone są na Krajowy Fundusz Misyjny. Z tego funduszu utrzymuje się również Centrum Formacji Misyjnej w Warszawie, gdzie obecnie 18 osób przygotowuje się do posługi misyjnej. Jest wśród nich 7 kapłanów diecezjalnych, 3 kapłanów zakonnych, 6 sióstr zakonnych, 1 kleryk i 1 osoba świecką.

Na misje do 97 krajów wyjechało 2007 misjonarek i misjonarzy. Obecnie mamy 291 księży fideidonistów, 56 osób świeckich, 677 sióstr zakonnych oraz 983 zakonników.

Polscy misjonarze są najliczniej reprezentowani w Afryce i na Madagaskarze - 810 osób (76 fideidonistów, 25 świeckich, 360 sióstr zakonnych i 349 zakonników). Drugim najczęściej wybieranym przez misjonarzy kontynentem jest Ameryka Łacińska i Karaiby, gdzie posługują 784 osoby (159 fideidonistów, 20 świeckich, 172 sióstr zakonnych i 433 zakonników).

W Ameryce Południowej pracuje na placówkach misyjnych 19 osób z Polski (5 fideidonistów, 1 świecka, 1 siostra zakonna i 12 zakonników).

W Azji i Azji Mniejszej mamy 327 misjonarzy (39 fideidonistów, 9 świeckich, 136 sióstr zakonnych i 143 zakonników).

W Oceanii posługuje na misjach 67 misjonarzy (12 fideidonistów, 1 świecka, 8 sióstr zakonnych oraz 46 zakonników).

...

Wspaniale to jest Polska. Daje Swiatu Boga Smile


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91880
Przeczytał: 118 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 18:53, 06 Sty 2017    Temat postu:

Kolędowali dla Afryki

jg
dodane 06.01.2017 10:05

O. Bartuzi pokazuje skórę węża, którą przywiózł z Afryki
Jan Głąbiński /Foto Gość
zobacz galerię

To była niezwykła wizyta duszpasterska. Misjonarze pokazali afrykańskie stroje, instrumenty i... skórę węża.

Spotkanie z małymi góralami z parafii w Cichem-Miętustwie i jednocześnie uczniami cichowiańskiej szkoły prowadził o. Mariusz Bartuzi ze Zgromadzenia Misjonarzy Afryki, zwanych ojcami białymi.

- Mija 10 lat, od kiedy zostałem posłany z misjami do Afryki. Chciałem wam podziękować za dar modlitwy przez ten okres. Tworzymy razem jedną wielką wspólnotę chrześcijańską. Nigdy jej wartości nie można przeceniać - powiedział o. Mariusz.

Młodym góralom pokazał wiele symboli, m.in. figurę zwaną Makonde. - Obrazuje ona właśnie wspólnotę, każdy na pniu drzewa wykonuje różne czynności. Każdy z każdym jest ze sobą w jakiś sposób połączony. Zobaczcie, jak to pięknie wygląda - mówił o. Bartuzi.

Wielką radość zakonnik sprawił dzieciom prezentując skórę z węża, którą uczniowie chętnie dotykali. Niektórzy z nich przebrali się też w afrykańskie stroje. Zakonnik pokazał także instrumenty typowe dla mieszkańców kontynentu. Misjonarz przekazał ponadto kilka ciekawostek dotyczących, np. liturgii Mszy św. w Afryce. Pokazywał także na mapie, w których krajach pracował i studiował.

Na zakończenie tej szczególnej wizyty duszpasterskiej ks. katecheta Karol Paluch poprosił misjonarza o błogosławieństwo i wspólną modlitwę w intencji powołań misyjnych. Były także czas na zaśpiewanie kilku kolęd.

O. Mariusz Bartuzi pochodzi z Ratułowa koło Czarnego Dunajca. Miejscowość należy do parafii NMP Królowej Polski w Cichem-Miętustwie. Święcenia kapłańskie przyjął w Krakowie w lipcu 2006 r. z rąk bp. Józefa Guzdka.

Zgromadzenie Misjonarzy Afryki założył w 1868 roku arcybiskup Algieru, późniejszy kardynał Karol Lavigerie. Obecnie w zakonie ojców białych jest ponad 1900 duchownych, w tym 20 Polaków - ojców i braci studentów, działalnością misyjną obejmują 24 kraje afrykańskie.

...

Znakomicie Smile


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91880
Przeczytał: 118 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 9:15, 13 Mar 2017    Temat postu:

Post nad miską ryżu

Joanna Jureczko-Wilk
dodane 12.03.2017 18:16

Mały woreczek ryżu zachęca do spełniania trzech wielkopostnych praktyk
Serwis parafii św. Teresy w Świdrze

Młodzi z parafii w Świdrze uszyli woreczki. W nich parafianie znajdą sposób na dobre przygotowanie się do Wielkanocy.

Młodzi z parafialnej grupy ponoć tygodniami siedzieli "jak świstaki ze sreberkami". Szyli kolorowe woreczki, do których wkładali 100 gramów ryżu. W ten sposób spakowali 60 kg. Do każdego woreczka doczepiali kartkę z informacją, że tylko jedna trzecia ludności świata jest syta. Reszta cierpi niedożywienie lub głoduje. A 100-gramowy woreczek ryżu dla wielu jest jedynym posiłkiem, który spożywają w ciągu całego dnia.

Akcję wymyślili Misjonarze Świętej Rodziny ze Świdra, by z jej pomocą wesprzeć działalność misyjną w krajach dotkniętych głodem. - Symboliczny woreczek ryżu ma uzmysłowić skalę głodu na świecie i jest wyrazem solidarności z tymi, którzy nie mogą zaspokoić podstawowych potrzeb. Oprócz tego ma też konkretny wielkopostny wymiar - mówi ks. Filip Manikowski MSF, odpowiedzialny za akcję w parafii św. Teresy od Dzieciątka Jezus w Otwocku-Świdrze.

Organizatorzy zachęcają do tego, żeby w wybranym dniu Wielkiego Postu powstrzymać się od regularnych posiłków i zjeść tylko otrzymany woreczek ryżu. Zaoszczędzone w tym dniu pieniądze można ofiarować na cele misyjne, a czas, który poświęciłoby się na przygotowanie posiłków, warto przeznaczyć na modlitwę. Mały woreczek ryżu zachęca więc do spełniania trzech wielkopostnych praktyk: postu, modlitwy i jałmużny.

W marcowe niedziele po Mszach św. młodzi rozdają uszyte przez siebie woreczki. W ten sposób w pierwszą marcową niedzielę zebrali na misje 5 tys. zł. - Akcja przeszła nasze oczekiwania, bo parafianie przyjęli ją bardzo dobrze - mówi ks. Manikowski.

Woreczki pojadą też do innych parafii, w których Misjonarze Świętej Rodziny będą głosili wielkopostne rekolekcje, oraz do ich Wyższego Seminarium Duchownego w Kazimierzu Biskupim.

Zgromadzenie Misjonarzy Świętej Rodziny powstało 28 września 1895 r. Za patronkę jego założyciel Jan Berthier obrał Najświętszą Maryję Pannę z La Salette. Pierwszy dom zakonny powstał na terenie byłych koszar wojskowych w Grave w Holandii. Pierwsze śluby zakonne 6 nowicjuszy złożyło w 1900 r. Trzech z nich przyjęło święcenia kapłańskie w 1905 r. i byli pierwszymi kapłanami w zgromadzeniu, które 75 lat później liczyło już 1039 członków. Pierwsi misjonarze wyjechali do Brazylii w 1910 r. W tym samym roku powstał w Belgii pierwszy dom zakonny poza Holandią, a w 1936 r. podzielono zgromadzenie na prowincje.

Początki powstałej wówczas Prowincji Polskiej sięgają 1921 r., kiedy erygowano pierwszy dom zakonny w Wieluniu i Kazimierzu Biskupim, a dwa lata później w Górce Klasztornej. Obecnie prowincja ma 11 domów zakonnych w kraju (Bąblin, Ciechocinek, Gliwice, Górka Klasztorna, Kazimierz Biskupi, Poznań - dom prowincjalny, Rzeszów, Szczytna, Otwock-Świder, Wielki Klincz, Złotów) i 7 za granicą (Austria, Białoruś, Czechy, Kanada, Niemcy, Norwegia, Papua-Nowa Gwinea). Obsługuje 11 parafii oraz prowadzi 18 instytucji związanych z pracą na rzecz misji (zagranicznych i krajowych) i duszpasterstwa rodzin. Misjonarze pochodzący z Polskiej Prowincji pracują także w krajach Europy Zachodniej, USA, Argentynie, Brazylii, Chile, Indonezji i na Madagaskarze.

Więcej o tej akcji można dowiedzieć się z filmu pt. "Miska ryżu na misje", który nakręciła młodzież parafii w Świdrze.

...

Taka forma...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91880
Przeczytał: 118 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 15:03, 22 Kwi 2017    Temat postu:

Misje są tylko dla młodych!

Joanna Juroszek
dodane 21.04.2017 21:10

O misjach mówili młodzi koordynatorzy takich wyjazdów
Joanna Juroszek /Foto Gość
zobacz galerię

Jedni chcą zobaczyć słonia, inni - znaleźć żonę... Jakimi motywacjami kierują się młodzi chcący odbyć wolontariat misyjny, czym są misje, jakie przynoszą radości i trudności - mówili w Katowicach młodzi.

- Dostajemy e-maile, w których młodzi motywują nam chęć wyjazdu misyjnego. Jedni piszą: "chcę zobaczyć przysłowiowego słonia", inni: "kobiety w Polsce mnie nie doceniają - w Afryce znajdę swoją żonę" - komentowała Karolina z Salezjańskiego Wolontariatu Młodzi Światu z Krakowa.

Dodała, że w roku ubiegłym z 24 podań o roczny wolontariat Młodzi Światu na misje wysłali 4 osoby. W tym roku pojedzie już 28 młodych ludzi. Wyjaśniła też, że każdego wolontariusza, zanim zdecyduje się na wyjazd, czeka roczna formacja w Polsce.

13 tys. z nieba

O kondycji młodzieżowego wolontariatu misyjnego w Polsce w auli Wydziału Teologicznego UŚ mówili także przedstawiciele Salwatoriańskiego Wolontariatu Misyjnego Salvator z Trzebini, Komboniańskiego Wolontariatu Misyjnego Tucum z Krakowa, Werbistowskiego Wolontariatu Misyjnego Apollos z Nysy, ks. Maciej Będziński, sekretarz krajowy Papieskiego Dzieła Rozkrzewiania Wiary i Papieskiego Dzieła św. Piotra Apostoła, oraz ks. Grzegorz Wita, wikariusz biskupi ds. misji archidiecezji katowickiej.

Wolontariusze wyjaśniali, że wyjazd misyjny nie może być ucieczką. Motywacją młodych nie może być też próba zmiany kraju, do którego się wyjeżdża. Dodali, że największą trudnością, z jaką spotykają się młodzi, jest brak akceptacji ich decyzji ze strony rodziny. Niezgoda najbliższych spotęgowała się zwłaszcza po zabójstwie wolontariuszki Heleny Kmieć, która posługiwała w Boliwii.

Problemem dla młodych nie są z kolei finanse. - Jeśli Bóg chce, żebyś pojechał, pieniądze na pewno się znajdą - komentowali. Karolina jako przykład podała sytuację swojej koleżanki, która potrzebowała 8 tys. zł na wyjazd do Ameryki Południowej. Na trzy dni przed wylotem miała jedynie 3 tys. Tego dnia przeprowadziła kolejną zbiórkę. Modliła się o 5 tys. Kiedy podliczyła wszystkie zebrane w tym dniu pieniądze okazało się, że miała ich 13 tys.

Młodych przywitał abp Wiktor Skworc. Dziękując im za ich misyjne zaangażowanie, przyznał, że to właśnie Polacy najbardziej pomagają misjom - i w kraju, i poza granicami. - Misje są tylko dla młodych! - mówił. - Nie chodzi tu tylko o młodość, którą wyznacza pesel, ale przede wszystkim o młodość, którą wyznacza Duch (...). Misje są dziełem Ducha Świętego.

Misje dla każdego

O tym, czym jest wolontariat misyjny, mówił ks. prof. Jan Górski z WTL UŚ.

W spotkaniu uczestniczyli też nasi śląscy misjonarze, m.in. ks. Rafał Lar, posługujący w Kazachstanie, Magda Tlatlik, która pracowała w Peru, Monika Krasoń, była wolontariuszka w Ugandzie, oraz klerycy wybierający się na staże misyjne do Afryki oraz Mołdawii.

Monika Krasoń, pielęgniarka z Łazisk Górnych, przez 2 lata posługiwała wśród niepełnosprawnych dzieci w Gulu w afrykańskiej Ugandzie. - Pamiętam dziecko, które miało wadę serduszka. Niestety była ona tak posunięta, że nic nie udało się już zrobić. Ale pamiętam też, jak to dziecko mnie zmieniało - mówiła łamiącym się głosem.

- Dla mnie te dzieci w dobie odrzucenia niepełnosprawności, rozmów o aborcji i eutanazji, są skarbem Kościoła. Wiele wniosły w moje życie. Misja mnie zmieniała. Przez spotykanych przeze mnie ludzi, Pan Bóg wylewał na mnie łaski. To bardzo mi pomaga po powrocie do Polski. Nieważna dla mnie jest kultura, tylko człowiek - dodała.

Przyznaje, że zachęca też innych na wyjazdy misyjne. - Uważam, że wszyscy powinni jechać na misje, żeby doświadczyć tego, jak tam jest i docenić to, co się ma tutaj - stwierdziła.

W sobotę 22 kwietnia od 9.30 w parafii bł. Karoliny Kózkówny w Tychach odbywa się IV Kongres Misyjny Archidiecezji Katowickiej. W programie:

9.30 - powitanie;

9.45 - spotkanie w grupach wiekowych (dzieci, młodzież, dorośli);

11.00 - Eucharystia (przewodniczy bp Adam Wodarczyk);

12.30 - posiłek i animacje misyjne;

14.00 - nabożeństwo misyjne i rozesłanie;

ok. 14.30 - zakończenie.

...

Nigdy nie jest za duzo o dobru jakim sa misje.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91880
Przeczytał: 118 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 16:41, 17 Lip 2017    Temat postu:

Na czym polega wolontariat misyjny?
Monika Florek-Mostowska | Lip 17, 2017
Dzięki uprzejmości Mid-South Mission of Mercy | Instagram
Komentuj


Udostępnij
Komentuj


Zamiast na wczasy, wyjeżdżają, by pomagać innym. Biorą dłuższe urlopy, a czasami nawet porzucają wygodne posady. Wolontariusze misyjni. Chcą zmieniać świat, ale przy tym zmieniają siebie.


J
ako wolontariusze misyjni opiekują się dziećmi, budują szkoły, pomagają w ośrodkach zdrowia, hospicjach, szpitalach i domach dla „dzieci ulicy”. Ich destynacją są kraje misyjne. Kenia, Tanzania, Uganda, Kolumbia, Urugwaj, Kazachstan i każde inne miejsce na świecie, gdzie potrzebna jest pomoc. Podążają w ślad za misjonarzami, by wspierać ich dzieła społeczne, dzielić się swoim doświadczeniem, a często specjalistyczną wiedzą z konkretnych dziedzin.


Wolontariusze misyjni – wsparcie dla misjonarzy

W wielu krajach określanych jako kraje misyjne misjonarze stworzyli infrastrukturę, której miejscowa ludność potrzebowała. Wykopali studnie, założyli pompy, utworzyli pracowanie stolarskie, warsztaty krawieckie, drukarnie, przedszkola, szkoły czy ośrodki dla osób niepełnosprawnych. Teraz potrzebują wsparcia, by te instytucje działały dynamicznie i rozwijały się.

Tak jest m.in. w Rwandzie, w Kigali. Ośrodek zdrowia, założony przez ks. Henryka Hosera SAC, obecnego arcybiskupa diecezji warszawsko-praskiej, powiększył się w ostatnich latach o oddział położniczy. Codziennie odbywa się tam kilkanaście porodów. Siostry pallotynki – misjonarki, odpowiedzialne za placówkę, przyjmują przede wszystkim ubogie kobiety, które nie mają ubezpieczenia zdrowotnego i nie stać ich na opłacenie szpitala. Dlatego placówka nieustannie potrzebuje wsparcia.

W tym roku wyjeżdża tam wolontariuszka Fundacji Salvatti.pl, Maria Miłek. Niedawno zdobyła dyplom położnej i chce poświęcić rok swojego życia, by pomóc w Afryce. Barbara Dawidowska spędziła w Rwandzie i Demokratycznej Republice Konga 10 miesięcy. Na co dzień pracuje jako katechetka. Na wyjazd wolontariatu zdecydowała się w ramach urlopu zdrowotnego, by zregenerować struny głosowe.

Ponieważ ma uprawnienia masażystki, do Rwandy zabrała ze sobą 5 łóżek do masażu i prowadziła rehabilitację zarówno dzieci, jak i dorosłych. Stworzyła zupełnie nową jakość w dotychczasowej działalności ośrodków zdrowia, prowadzonych przez misjonarzy. Teraz zastąpią ją kolejne wolontariuszki, Ewa Witt, studentka fizjoterapii i Martyna Sobczyk, masażystka.

Agnieszka Ogorzałek, studentka, w szwalni prowadzonej przez misjonarzy zaproponowała nowy fason toreb na ramię. Lokalne szwaczki szybko się wdrożyły w ten projekt. W kolejnym roku go powtórzyły. Całą kolekcję wolontariuszka przywiozła do Polski, by sprzedać i zdobyć fundusze na kolejną edycję.
Czytaj także: Polacy tworzą pierwszą szkołę muzyczną w sercu Afryki


Czym wolontariat misyjny różni się od misji?

Wyjazdy wolontariackie na ogół trwają od miesiąca do około roku. Miesiąc to minimalny czas, żeby wdrożyć się w nową kulturę i posłużyć innym pomocą. Od misjonarzy wolontariuszy odróżnia to, że ich wyjazdy są krótsze i ukierunkowane nie tylko na pomoc ludziom w krajach misyjnych, ale także na wspieranie już po powrocie organizacji, dzięki której wyjechali na wolontariat.

Ideą wolontariatu misyjnego jest wspieranie działalności placówek misyjnych, ale także doświadczenie kultury danego kraju, by potem być swoistym „ambasadorem” misji.

Wielu wolontariuszy przywozi ze sobą do Polski nowe projekty, które potem wspólnie realizujemy – mówi ks. Jerzy Limanówka, prezes Pallotyńskiej Fundacji Misyjnej Salvatti.pl. Edyta Dziurman, psycholog, nawiązała współpracę ze szkołą w Masaka w Rwandzie, przywiozła historie dzieci, sierot i półsierot, które obecnie wspieramy, szukając dla nich „patronów” w Polsce. Renata Dulias, wykładowca akademicki z Uniwersytetu Śląskiego, zapoczątkowała program stypendialny dla studentów z ubogich rodzin, a szczególnie zaangażowanych w życie parafii w swoich krajach.

Część osób po powrocie z wolontariatu nadal rozpala duch misyjny i po raz kolejny decyduje się na wyjazd wolontariacki. Honorata Szczęsna, zawodowo ekspertka w branży dekoracji wnętrz, po rocznym kursie wolontariatu już drugi raz wyjechała na misje. Rok temu była w Rwandzie. Wokół szkoły prowadzonej przez siostry pallotynki stworzyła pokaźny warzywniak. Nauczyła dzieci, że jeśli odpowiednio pielęgnujemy ogród, warzywa rosną nawet w porze suchej.

W tym roku zrezygnowała z pracy zawodowej i wyjechała do Indii na 8 miesięcy. Tam w wiosce Vutukur na południu kraju pomaga w sierocińcu prowadzonym przez księży pallotynów. Przyznaje, że życie w dostatku sprawiło, iż poczuła silną chęć dzielenie się z innymi i swoimi zasobami materialnymi, doświadczeniem i czasem. Podobnie było z Sylwią i Karolem, małżeństwem prawników. Rok temu wyjechali do Kenii. Teraz myślą o Kamerunie.
Czytaj także: Afrykańczycy są radośniejsi od nas. Rozmowa z wolontariuszką pracującą w Rwandzie [GALERIA]


Czy wolontariusz misyjny musi być osobą wierzącą?

Praca wolontariuszy misyjnych, choć działają oni pod egidą Kościoła katolickiego, nie polega na ewangelizacji wprost. Wolontariusze misyjni przede wszystkim służą swoim przykładem, zaangażowaniem i chęcią pomocy. Wyróżniają się wrażliwością na potrzeby innych. Pokazują ludziom z krańców ziemi, że świat o nich nie zapomniał. Okazują im swoje zainteresowanie, otwartość. Czasami najważniejsze jest to, że z nimi są.

Dobrze, jeśli wolontariusz misyjny jest osobą wierzącą, o pogłębionym życiu duchowym. Są jednak tacy, którzy zgłaszają się na wolontariat, bo czują przynaglenie, by pomagać innym, ale dopiero chcą poznać Kościół. Dla nich też jest miejsce w wolontariacie misyjnym. Można ich nazwać, powtarzając za niemieckim teologiem Karlem Rahnerem, anonimowymi chrześcijanami. Wcześniej nie mieli okazji poznać Boga, który by ich zachwycił i pociągnął, ale czuli w sobie chęć pomocy innym. Intuicja miłości bliźniego, bez względu na wyznanie, kulturę czy kolor skóry, była w nich żywa. I tak trafili do wolontariatu prowadzonego przez instytucję kościelną.

My nie pytamy wolontariuszy o motywacje, bo wszystkie one, włącznie z chęcią zmiany otoczenia, poznania nowej kultury i zwiedzania świata gdzieś się spotykają z chęcią pomocy innym – mówi ks. Limanówka.

Wiele takich osób zostaje nie tylko w wolontariacie, ale także w Kościele, bo w wolontariacie misyjnym dostrzegło realizację najwyższej wartości –miłości bliźniego – i dostrzegło oblicze Boga miłosiernego, który jest dla wszystkich.

...

To jest wielkie dzielo.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91880
Przeczytał: 118 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 13:44, 30 Lip 2017    Temat postu:

Siostra Julita – polska misjonarka, która nagrywa płytę!
Dominika Cicha
Komentuj


Udostępnij
Komentuj


– Moja muzyka jest dla wszystkich, czyli dla młodzieży od lat pięciu do stu pięciu – śmieje się s. Julita Zawadzka. Właśnie nagrała swój drugi teledysk.


P
amiętacie siostrę Christinę z The Voice of Italy? A braci z Bronxu, tańczące siostry z Kolumbii czy Siervas – zakonnice, które grają na perkusji i gitarach elektrycznych? Za każdym razem, kiedy Boży szaleniec w habicie wkracza na scenę i robi dobrą muzykę, jesteśmy pod wrażeniem. Lubimy takie świadectwa wiary – pełne pasji i autentyczności. Macie tak samo?

Niedawno do grona wokalistek w welonach dołączyła s. Julita Zawadzka. Przez ostatnie 10 lat pracowała w Przedszkolu Sióstr Misjonarek Świętej Rodziny w Zakopanem, a dziś zarządza placówką w Białymstoku.

Muzyka w jej życiu była obecna od zawsze. „Kiedy mam jakiś problem, coś się dzieje w moim życiu, Pan Bóg podsyła mi jakiś utwór, który pomaga mi przetrwać” – opowiada. Jak dodaje, duchowym ojcem jej powołania jest ks. Stefan Ceberek i choć jego muzyka nie jest współczesna, zawsze do niej przemawiała. Lubi też TGD, Abba Pater i La Pallotinę.
Czytaj także: Jestem wolna. A nowa piosenka Agnieszki Musiał tylko to potwierdza

Choć dobry słuch, wokalny talent i umiejętność gry na gitarze przydawały jej się w pracy z dziećmi, s. Julita nie przestawała marzyć o czymś więcej. „Pan Bóg daje nam marzenia po to, żeby je realizować. One nie są do końca ludzkie – to często Jego pragnienia. Ufam, że On tego chce” – mówi.

„Z darami Ducha Świętego trzeba wychodzić dalej. Miałam cały czas poczucie, że zatrzymuję je dla siebie, że nie w pełni realizuję je tak, jak Bóg tego chce. A On dawał mi to wyraźnie odczuć na modlitwie” – dopowiada.

Na decyzję przełożonych czekała bardzo długo, ale wierzyła, że to jeden z etapów misji, którą ma przed sobą. W końcu się udało. „Przez wolę moich przełożonych potwierdziła się wola Boża. Staram się podchodzić z wiarą do wszystkich spraw, które podejmuję i się na tym jeszcze nie zawiodłam” – przekonuje.

Zarówno utwór „Do światła z ciemności”, jak i wcześniejszy – „Nocą” siostra nagrała we współpracy z Adamem Szafrańcem i Arturem Kaszowskim.






Praca nad teledyskami jest dla s. Julity okazją do rozwoju. „Jestem raczej wstydliwą osobą, choć niektórym się wydaje, że jestem pewna siebie. Dla mnie to przekraczanie się dla dobra, w takim momencie zapominam o sobie. Na pewno jest to wysiłek, ale sprawia też dużo radości. Towarzyszy nam modlitwa wielu ludzi i czujemy to wsparcie w każdym momencie nagrywania” – mówi.
Czytaj także: Kasia Olubińska: Wcale nie jestem aniołem

Następnym krokiem będzie wydanie płyty (prawdopodobnie jesienią) i kolejne teledyski. „Trzeba działać, kuć żelazo, póki gorące. Niedobrze, gdyby za tą jedną rzeczą, którą zrobiliśmy, nic więcej się nie kryło. Naszym zamysłem jest pokazanie Boga jako kochającego Ojca” – opowiada s. Julita.

Jak podsumowuje, nie zamierza ograniczać się w gronie odbiorców. „Moja muzyka jest dla każdego, kto chce, kto lubi taki rodzaj i odkrywa w niej Pana Boga. Czyli dla młodzieży – od lat pięciu do stu pięciu”.

Aby wesprzeć wydanie płyty s. Julity, warto zajrzeć tutaj.

[link widoczny dla zalogowanych]

Wszystko dla Boga...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91880
Przeczytał: 118 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 17:36, 07 Sie 2017    Temat postu:

Ich nie da się zatrzymać! „Dzieło na misji” niedługo wyruszy do Etiopii
Aleksandra Gałka | Sier 07, 2017
Komentuj


Udostępnij
Komentuj


Ośmioosobowa grupa młodych ludzi z inicjatywy „Dzieło na misji” 25 sierpnia wyruszy do Etiopii. Spędzą miesiąc w miejscowości Wassera, gdzie będą pracować z dziećmi i młodzieżą, walczyć z analfabetyzmem oraz pomagać w miejscowej przychodni.


„J
eśli chcecie, mogę was przygotować do misji” – powiedział nagle o. Ashenafi Abebe, misjonarz Consolata podczas jednego ze spotkań ze stypendystami Fundacji „Dzieło Nowego Tysiąclecia” (FDNT). Któż nie myślał o wyjeździe na drugi koniec świata? Nie dziwi, że entuzjastów tego pomysłu było wówczas sporo…
Czytaj także: Katarzyna ze Sieny. Misja [prawie] niemożliwa


Poznaj ośmiu wspaniałych

Ostatecznie pozostała ósemka najbardziej zdeterminowanych – siedmioro podopiecznych FDNT: Roksana Barska, Natalia Billet, Anna Jagiełło, Joanna Jankowska, Łukasz Jaworucki, Oliwia Opacka i Paulina Wołek oraz „wolny strzelec”, student nanotechnologii ze Szczecina – Szymon Paczkowski.

Roksana w zeszłym roku ukończyła inżynierię i gospodarkę wodną na Uniwersytecie Przyrodniczym we Wrocławiu. Obecnie pracuje w nadzorze budowlanym drogi ekspresowej S5. W etiopskiej wiosce będzie uczyła dzieci oraz animowała im czas wolny.

Natalia jest na drugim roku pielęgniarstwa na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym. Jak sama przyznaje, ciągle mało jej zajęć, więc szuka kolejnych, m.in.: gra na gitarze i uczy się języka hiszpańskiego. W Wasserze pomoże w lokalnej przychodni.

Ania studiuje filologię romańską na Uniwersytecie Warszawskim, posiada uprawnienia do nauczania języka francuskiego. W Etiopii będzie właśnie uczyła dzieci – tym razem angielskiego, matematyki oraz informatyki.

Joanna jest studentką medycyny na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym, a w Etiopii wykorzysta swoje umiejętności, by pomagać w przychodni.

Łukasz studiuje Bezpieczeństwo i Higienę Pracy w Radomiu. Oprócz tego pracuje jako automatyk elektronik, pochodzi z Sokołowa Podlaskiego i tam też mieszka. W Etiopii będzie uczył dzieci, choć z pewnością przyda się tam również jego zamiłowanie do majsterkowania.

Paulina w minionym miesiącu obroniła licencjat z dziennikarstwa i medioznawstwa. Na kilka dni po przyjeździe z Etiopii ponownie podejmie studia magisterskie na kierunku PR i marketing. W etiopskiej wiosce będzie uczyć dzieci i „zechce dać im trochę miłości”.

Oliwia studiuje kierunek lekarski, a w wolnych chwilach uczę się języków obcych (hiszpański, włoski, amharski) i jazdy konnej. Jak przyznaje, lubi życie, dlatego bardzo cieszy się, że zostanie lekarzem. W Etiopii również wesprze personel medyczny w przychodni oraz przeprowadzi warsztaty z profilaktyki chorób oraz zdrowego stylu życiu.

Szymon jako jedyny nie jest stypendystą Fundacji, ale – jak uważa reszta ekipy– czuje ten klimat i już wręcz został do niej „wchłonięty”. Studiuje nanotechnologię na Politechnice Szczecińskiej, a w Etiopii będzie uczył matematyki i „ciął” z Etiopczykami w siatkówkę.


Czytaj także: Na czym polega wolontariat misyjny?

Po co tam jechać?

Jakie są motywacje młodych? Większość nosiła w sobie tę myśl wcześniej, inni wpadli na pomysł spontanicznie. Na swojej stronie na Facebooku „Dzieło na misji” piszą:

W sercu każdego z nas pojawiło się pragnienie wyjazdu na misje. Cześć z nas marzyła o tym od dzieciństwa, inni śmiało zaczęli myśleć o tym dopiero od niedawna. Dzięki ojcom ze Zgromadzenia Misjonarzy Matki Bożej Pocieszenia możemy spełnić pragnienie pracy na misjach. Wsparcie otrzymujemy również ze strony Fundacji „Dzieło Nowego Tysiąclecia”, za co jesteśmy bardzo wdzięczni.

„Jak usłyszałam o tej grupie, też chciałam dołączyć, ale stwierdziłam, że muszę mieć konkret. Że tak w ciemno to nie idę” – wspomina Natalia Billet, studentka drugiego roku pielęgniarstwa.–„Obserwowałam to, co się dzieje w tych wolontariatach misyjnych. Ale wcześniej to było dla mnie absurdalne, że mogę wyjechać. Dziewczyna z małej miejscowości… Nawet nie oczekiwałam, że przyjadę tu, do Warszawy na studia” – dodaje.

O tym, że celem będzie właśnie Etiopia, rodzinna parafia o. Ashenafiego, zadecydowano na jesieni 2015 roku. Wtedy też Natalia zdecydowała się dołączyć do grona misjonarzy.

Roksana twierdzi, że wyjazd na misję to wręcz spełnienie jej marzeń:

Czekałam na okazję. Utwierdziło mnie w decyzji to, że grupę misyjną tworzą osoby z FDNT – młode, zdolne i ambitne , a opiekunem jest misjonarz, który pochodzi z kraju, gdzie będzie odbywała się misja.

Ania z kolei przyznaje, że jej decyzja o wyjeździe do Etiopii dojrzała podczas pobytu w Sanktuarium w La Salette. Mówiąc o swoich motywacjach odwołuje się bardzo często do Boga:

Nikt mnie nie przekonywał, to było moje marzenie. A Pan Bóg dał mi odwagę. Wyjeżdżam na misję, bo kocham Boga i ludzi i chcę ta miłością dzielić się z innymi.

Łukasza przekonał zaś sam o. Ashenafi:

Od samego początku, jak go tylko poznałem, urzekł mnie jego dystans do siebie i życia. Po kolejnych spotkaniach tylko się upewniam, że są to ludzie, których mentalność jest baaardzo zbliżona do mojej. Czyli, w sumie, przekonał mnie sam ojciec, swoją osobą. Poza tym lubię pomagać, a i w Etiopii nigdy nie byłem.

Jak to się stało, że o. Ashenafi tak chętnie zaopiekował się grupą młodych Polaków i postanowił zabrać ich ze sobą do Afryki?

„Myślę, że on jako ojciec-misjonarz chce szerzyć ducha misyjnego” – mówi Natalia.
Czytaj także: Armia polskich misjonarzy – na świecie pracuje ich ponad 2 tysiące!
Wszyscy równi

Zazwyczaj w grupie pojawia się lider, który ciągnie całość i przewodzi grupie. W „Dziele na misji” nie ma nikogo takiego.

To ciekawe, ale tutaj wszyscy jesteśmy na równi. Wychodzimy z założenia, że każdy jest odpowiedzialny, każdy wnosi coś wartościowego, cennego i to jest świetne, bo nie czujemy też presji do działania, tylko sami wychodzimy z inicjatywą i to się wszystko kręci. Bardzo mi się to podoba – mówi Natalia.

Od grudnia 2015 roku młodzi misjonarze rozpoczęli bardzo intensywne przygotowania, opracowali plan wyjazdu oraz ruszyli ze zbiórką pieniędzy. Zrobili kosztorys wyjazdu i okazało się, że potrzeba pokaźnej sumy. Wtedy wpadli na pomysł organizowania niedzieli misyjnych.

Zastanawialiśmy się, co dać ludziom w zamian. Wiadomo, że nie będziemy stać z puszkami po to, by zbierać kasę. Chcieliśmy dać coś od siebie. Paulina wpadła na pomysł, by robić mydełka. W ten sposób na mydłach zarobiliśmy kilkadziesiąt tysięcy – opowiada Natalia Billet, sama jakby nie dowierzając w rozmiary tej zbiórki.

Budżet podstawowy na bilety lotnicze, szczepienia, ubezpieczenie, zakwaterowanie, wyżywienie opiewał na 60 tysięcy złotych. Kwotę tę udało się uzbierać jeszcze przed terminem, który sobie ustalili.
Czytaj także: Manou: dorasta jako przestępca, spotyka Boga i staje się misjonarzem w świecie rapu



Dzieło się rozrośnie?

Młodzi misjonarze do przygotowań podchodzą „na serio”. Nie chodzi tylko o zbiórkę pieniędzy, szczepienia, czy plan prac na miejscu. Formację zaczęli od ducha. Za namową o. Ashenafiego razem czytali i rozważali encyklikę Jana Pawła II „Redemptoris missio”, w której papież wyjaśnia aspekty związane ze służbą misyjną w Kościele. Szereg rekolekcji, ale i wspólne weekendy, nauka języka ahmarskiego, godziny spędzone na pakowaniu bagaży i paczek, które będą wysłane do Afryki. Wszystko to, sprawiło, że studenci stali się sobie bardzo bliscy.

Wspólne wysiłki doprowadziły do tego, że „Dzieło na misji” urosło do bardzo poważnej inicjatywy ze sporym potencjałem. Potencjałem, który szkoda byłoby zmarnować…

Nie ukrywam, że marzy nam się, by jakoś to sformalizować. Wiadomo, że to trudna i długa droga. Na razie chcemy co roku kontynuować wyjazdy w takiej formie. Nie wiemy jeszcze, czy w to samo miejsce, czy kolejne, czy to będzie zawsze Afryka? – wyjaśnia Natalia.

Grupa tworząca „Dzieło na misji” ma szansę się powiększyć. Na obozach formacyjnych organizowanych przez Fundację wielu młodszych stypendystów przejawia chęci, dopytuje, deklaruje chęć dołączenia.

„Często o tym mówimy, że jesteśmy otwarci na nowych wolontariuszy” – mówi Natalia.
Czytaj także: Franciszek: Stańcie się wszyscy misjonarzami miłosierdzia w waszych domach i wspólnotach

Jadą z workami „prezentów”

Misjonarze podzielili się na dwie sekcje: pedagogiczną oraz medyczną. Tamtejsza młodzież i dzieci ma utrudniony dostęp do edukacji– szacuje się, że ponad 30% ludzi nie potrafi czytać i pisać. Chcą uczyć języka angielskiego, matematyki oraz informatyki.

Studenci zabierają ze sobą m.in. książki do nauki angielskiego, gry, zabawki, odzież i obuwie dla dzieci. Wezmą także asortyment medyczny: wiele jednorazowych akcesoriów, takich jak opatrunki czy strzykawki. Udało się zebrać także ciśnieniomierze oraz glukometry.

Do Etiopii zawiozą również kilka laptopów. Zorganizowali zbiórkę sprzętu elektronicznego i już po kilku dniach trzeba było ją wstrzymać – okazało się, że zainteresowanie darczyńców przerosło możliwości logistyczne studentów (każdy z nich może wziąć tylko dwie sztuki).

Etiopska kontrola celna może być bardzo rygorystyczna, toteż wiele sprzętów i produktów będą musieli kupić na miejscu. Chcą kupić m.in. agregat oraz projektor (przyda się do przeprowadzania zajęć), stąd wciąż potrzebne jest wsparcie finansowe.

Sekcja medyczna będzie wspierała codzienne działania miejscowej przychodni. Oprócz tego, przeprowadzą również warsztaty z profilaktyki chorób, pierwszej pomocy, zdrowego stylu życia oraz zdrowego odżywiania. Zaproszone do tego będą dzieci oraz ich rodzice.
Czytaj także: Równowartość jednego pączka to koszt wyżywienia afrykańskiego dziecka przez dwa dni. Wyślij pączka do Afryki!



„Nie boisz się?”

Studenci twierdzą, że są przygotowani na to, co zastaną na miejscu.

„Jest tam biednie” – przyznaje z pełną świadomością Natalia Billet. – Dla przykładu, rodziców nie stać, by wyprawić dzieci do szkoły, zakupić mundurek szkolny, który jest wymagany. Dla nas to są śmieszne pieniądze (ok. 60 złotych na dziecko), a dla nich to kwota, która uniemożliwia edukację”.

Najczęstsze pytanie zadawane młodym misjonarzom brzmi: „nie boisz się?”

Nooo… boję się, że wykażemy się niekompetencją, brakiem jakichś umiejętności. Ja sama boję się, że przywleczemy jakieś choroby. Poza tym, o resztę się nie martwię. Trzeba zaufać, że Pan Bóg poprowadzi tak, jak należy – mówi Natalia.

Paulina także nie ukrywa strachu:

Tak boję się, bo jestem tylko człowiekiem i strach jest normalnym uczuciem. Na szczęście mam wspaniałą grupę, w której możemy liczyć na wsparcie w każdej kwestii.

Oliwia wydaje się być z kolei bardzo spokojna:

Przez ogrom przygotowań i godzin spędzonych na opowiadaniu o wyjeździe czuje się bardzo spokojnie i ufam, że nic złego się nie wydarzy. Jestem dobrej myśli, z tego co mówi o. Ashenafi i inne grupy, które wcześniej odwiedzały Wassere, Etiopczycy są przyjaznym narodem. Mam niewielkie obawy przed nieznanym i tym, że coś może mnie bardzo zaskoczyć (czy to w przychodni, czy w kulturze lub jeśli chodzi o porozumiewanie się). Ale dopóki tam nie pojadę, nie dowiem się, czy warto było się obawiać. Nie poświęcam więc tym myślom zbyt wiele uwagi, a na wszystko co mogę, staram się jak najlepiej przygotować.

Łukasz przyznaje, że najbardziej myśli o rodzicach:

Boję się, ze rodzice będą się martwić. Zawsze mogli zadzwonić, a z Etiopii będą się dowiadywać o wszystkim ze sporym opóźnieniem. Może coś się stać, choroba, wypadek, ale najgorsze jest w tym to, że cierpieliby wtedy bliscy. Nie planuję żeby coś złego się stało, ale mama, to mama… Poza tym istnieje bariera językowa, amharski nie jest łatwy, a i angielski przydało się dobrze znać.
Czytaj także: Chcę wyjechać na misje. Co mnie tam czeka?


Jak przekonać mamę?

Innym ważnym etapem przygotowań jest „przeprawa” z bliskimi, którzy w obawie o zdrowie i życie dzieci-misjonarzy nie chcą pogodzić się z ich wyjazdem.

„Z mamą to były bardzo długie negocjacje” – wspomina Natalia Billet. – „To chyba było bardziej przekonywanie, żeby zmieniła nastawienie, niż do tego, by pozwoliła mi jechać. Decyzja już i tak była podjęta”.

– Pamiętam ten moment, kiedy mama zaakceptowała tę decyzję i poczułam, że mogę swobodnie mówić o misji – przypomina sobie studentka pielęgniarstwa.

– Kiedy to było?

– Jak zostawiła „lajka” na naszym fanpage’u – śmieje się.

Ósemka studentów jest już po przyjęciu Krzyży Misyjnych (są ważnym symbolem i mają ogromne znaczenie dla każdego posłanego na misję). Na uroczystość ich nadania przyjechali także rodzice każdego z nich. Ich obecność jest także przejawem tego, że akceptują decyzję swoich dzieci.

Misjonarzy wspierała także inna rodzina – Fundacja „Dzieło Nowego Tysiąclecia”, a wraz z nią stypendyści, którzy nie tylko służyli „dobrym słowem”. Włączali się w licytacje, zapraszali do swoich parafii na niedziele misyjne, ale także przelewali pieniądze „po cichu”. Merytoryczną opieką i radą służył z kolei ks. Dariusz Kowalczyk, prezes fundacji.
Czytaj także: Przejmujące świadectwo Polki z oblężonego Aleppo
Wciąż możesz pomóc!

Wszystkich, którzy chcieliby dołączyć do „Dzieła na misji” wolontariusze zapraszają do kontaktu przez ich stronę na Facebooku. Po powrocie z Etiopii będą pracować nad poszerzaniem grupy. Tymczasem wciąż można wspierać inicjatywę finansowo:




Zobacz zdjęcia z etiopskiej miejscowości Wassera, w parafii Św. Teresy od Dzieciątka Jezus w diecezji Hosanny, w której pracować będą misjonarze.

[link widoczny dla zalogowanych]

...

Brawo odwazni!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91880
Przeczytał: 118 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 7:57, 24 Paź 2017    Temat postu:

Polski kardynał, który na emeryturze pracował jako zwykły wikary. Na misjach w Afryce
Beata Zajączkowska | 23/10/2017
Grzegorz Galazka/SIPA/EAST NEWS
Mężczyźni niosą obraz przedstawiający kardynała Adama Kozłowieckiego podczas pracy na misjach w Afryce.
Komentuj


Udostępnij
Komentuj


Pobyt w Auschwitz i Dachau nazwał „wakacjami”, na misjach przepracował 61 lat, brał udział w Soborze Watykańskim II i miał wpływ na jego misyjne dokumenty. Oto niezwykłe życie kard. Adama Kozłowieckiego.


B
ył jedynym kardynałem, który na emeryturze pracował w misyjnej parafii jako… zwyczajny wikary. Do Afryki wyjechał zaraz po oswobodzeniu z obozu koncentracyjnego w Dachau, ponieważ „niepodjęcie tej posługi byłoby wielką niewdzięcznością wobec Boga za łaskę przetrwania tego piekła”. Na kształcącym przyszłych misjonarzy Papieskim Uniwersytecie Urbaniana w Rzymie otwarto niedawno wystawę „In nomine Domini. Misjonarz Afryki kard. Adam Kozłowiecki 1911-2007”.
Czytaj także: Sam środek Afryki, a tam polscy misjonarze otwierają szkołę muzyczną. Pierwszą w kraju
„Wakacje” w hitlerowskich obozach

Ludzi takich jak kard. Kozłowiecki pozna człowiek w swoim życiu zaledwie kilku. Niewysoki, skromny, zawsze uśmiechnięty, z ogromnym dystansem do siebie. Pogodę ducha zalecał księżom jako jedną z metod udanej ewangelizacji. Mawiał, że nie bez znaczenia na jego losy pozostało to, iż urodził się w prima aprilis – 1 kwietnia 1911 r.

Jako młody kapłan-jezuita trafił do hitlerowskich obozów w Auschwitz i Dachau. Czas ten nazywał „pięcioletnimi wakacjami, które zafundował mu Adolf Hitler”. To właśnie w takich warunkach dojrzewało jego misyjne powołanie.

O cierpieniu, prześladowaniach i głodzie, jakie przyszło mu przeżyć mawiał, że to było najlepsze przygotowanie do trudów życia w Afryce. „W najcięższych chwilach zachowywał pogodę ducha, bo w wierze i modlitwie czerpał męstwo nadprzyrodzone” – wspominał jeden ze współwięźniów.
Adam Kozłowiecki: misjonarz w Afryce

Także na misjach miał świadomość tego, że to, co robi nie jest jego dziełem: „Często piszę, że zrobiłem mało w porównaniu z tym, co jest jeszcze tutaj do zrobienia, ale muszę przyznać, że nie ja, lecz Bóg przeze mnie już dużo dokonał”.

W Zambii przepracował 61 lat. Dotarł tam w 1946 r., gdy ta brytyjska kolonia była jeszcze Rodezją Północną. Wszechstronnie wykształcony aktywnie zaangażował się w walkę rdzennej ludności o niepodległość, prawa człowieka i sprawiedliwość społeczną. Był też zwolennikiem równouprawnienia ras.

Od pierwszych chwil na Czarnym Lądzie szedł do ludzi, rozmawiał z nimi. I tę bliskość po dziś wspominają. Stawiał na edukację i rozwój opieki medycznej. Dbał, by nie głodowali. Uczył racjonalnej uprawy roli, a gdy mucha tse-tse wybiła w okolicy misji wszystkie zwierzęta własnymi rękoma ciągnął prosty pług, by pomóc ludziom obsadzić ziemię. W ten praktyczny sposób pokazywał, jak radzić sobie z trudnościami i nie tracić nadziei.
Czytaj także: Armia polskich misjonarzy – na świecie pracuje ich ponad 2 tysiące!
Arcybiskup Lusaki i Sobór Watykański II

Przede wszystkim jednak przemierzał pieszo setki kilometrów z zapałem głosząc Chrystusa. Na początku swej posługi pracował w dziś chyba najbardziej znanym Polakom zakątku Zambii – dzięki afrykańskiej pasji Szymona Hołowni, czyli w Kasisi. Ta jezuicka misja obejmowała wówczas swoim zasięgiem ponad 300 wiosek. Budował tam kościół, dom sióstr służebniczek i szkoły.

W 1955 r. został pierwszym biskupem Lusaki, a następnie arcybiskupem metropolitą. Sprowadził wówczas wielu misjonarzy, doprowadził do znaczącego rozwoju życia zakonnego na tych terenach, otworzył pierwsze seminarium.

Swą posługą wydeptywał szlak misyjnego zaangażowania Kościoła i odcisnął znaczące znamię na kształcie misyjnych dokumentów Soboru Watykańskiego II, w obradach którego aktywnie uczestniczył.
Kardynał w buszu

Kiedy nastał czas dekolonizacji, zrezygnował ze stanowiska metropolity, by jego miejsce mógł zająć pierwszy czarnoskóry hierarcha. Rezygnację tę składał przez pięć lat z rzędu, aż w końcu Watykan ją zaakceptował. W 1969 r. powrócił do buszu i znowu stał się zwykłym misjonarzem.

Stwierdził wówczas: „Nie jestem kanarkiem, by siedzieć w pięknej klatce. Wracam do swoich”. Na kolejnych sześciu trudnych misjach pozostał przez niemal 40 lat, aż do śmierci.

Z terenu nie zdołał go odciągnąć nawet Jan Paweł II, który w 1998 r. mianował go kardynałem. Po konsystorzu w Watykanie kard. Kozłowiecki stwierdził: „Czuję się tu, jak słoń w składzie porcelany. Moją misją jest busz”. I wrócił do Afryki. Miał wówczas 87 lat.
Czytaj także: Przyjechałam uczyć się kochać. Polska wolontariuszka u Misjonarek Miłości
Opona jako kwietnik na grobie kardynała

Gdy nie mógł już prowadzić samochodu prosił innych misjonarzy, by pomogli mu dojechać na odległe wioski. Tam do samego końca odwiedzał ludzi, rozmawiał z nimi, udzielał sakramentów. Przede wszystkim spowiadał.

Na ostatniej misji w Mpunde, gdzie zmarł, najczęściej można go było spotkać siedzącego w wysłużonym konfesjonale. Miejscowi nazywali go dziadkiem. Na kilka godzin przed śmiercią powiedział do opiekującego się nim księdza: „Już jestem gotowy. Światło jest”. Spoczął w zambijskiej ziemi. Jego grób, jest tak samo prosty, jak całe jego życie; wysłużona opona samochodowa służy za kwietnik.
Co to znaczy być misjonarzem

W jednym z ostatnich wywiadów kard. Kozłowiecki wyjaśniał, co oznacza być misjonarzem:

Przede wszystkim, że trzeba iść do ludzi, by ich zbliżyć do Pana Boga. Trzeba uczyć ich prawdy i wiary; kłaść nacisk na wiarę. Tłumaczyć, co to znaczy wierzyć, bo wiara to nie wiedza, ale otwarcie się na Boga, na Jego sprawy i Jego plany. To uznanie i przyjęcie miłości, i uznanie władzy Pana Boga wobec każdego człowieka.

Ten niezwykły człowiek jest przykładem niezwykłego zawierzenia Bogu i ogromnego zapału misyjnego. To dzięki niemu i ciężkiej pracy tysięcy misjonarzy takich jak on Afryka w ciągu zaledwie kilku dziesięcioleci stała się kontynentem chrześcijańskim. A teraz dzieli się ze światem swą wiarą i… misjonarzami.

...

To dopiero misjonarz!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91880
Przeczytał: 118 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 22:14, 24 Paź 2017    Temat postu:

„Płoń!”. Na świętego Klareta: piosenka o prawdziwym misjonarzu
Monika Burczaniuk
Komentuj


Udostępnij
Komentuj


24 października to wyjątkowy dzień, w którym Misjonarze Klaretyni wspominają swojego Założyciela – św. Antoniego Marię Clareta, z tej okazji postanowili nagrać piosenkę, do której słowa napisał... sam święty!


D
roga Klareta do świętości, jak to zwykle w życiu bywa, nie była prosta. Był wychowany w wierze i od dziecka odznaczał się wrażliwością na los drugiego człowieka, ale z czasem jego zapał ewangelizacyjny, przyćmiło zamiłowanie do pracy (jego losy dzieją się w XIX wieku, jednak problem wydaje się bardzo współczesny). Błyskotliwa kariera młodego Hiszpana w rodzinnym biznesie (jego rodzina miała zakład tkacki) jest w rozkwicie, ale niebezpieczeństwo utraty życia w morzu i doświadczenie zdrady przez wspólnika – hazardzistę, sprawiają, że Klaret postanawia zostawić swoje dotychczasowe życie i zostać księdzem.


Klaret zakłada zgromadzenie

Jednak, jak się okazuje to też nie jest takie łatwe, po próbach wyboru właściwego klasztoru (miał w planach zakon kartuzów i jezuitów) mając dopiero 33 lata, w czerwcu 1841 roku spełnia się jego największe marzenie – otrzymuje z Rzymu tytuł Misjonarza Apostolskiego i zostaje posłany do głoszenia na wzór Apostołów.



8 lat później podejmuje także decyzję o założeniu Zgromadzenia Misjonarzy Synów Niepokalanego Serca Maryi, co zresztą robi 16 lipca 1849 r. Charyzmat nowego zgromadzenia opiera na napisanej przez siebie konstytucji, która po ponad 150 latach stała się inspiracją dla powstania piosenki:



Kto płonie miłością

i rozpala nią wszystko

niczego się nie boi

i raduje się w biedzie

Odważnie stawia czoła wszystkim przeciwnościom

Potrafi się cieszyć mimo prześladowań
Czytaj także: Kochaj mnie jak zapalniczka płomień. Piosenka Perfectu, która zbliży Cię do Boga


Definicja misjonarza



W naszej konstytucji jest bardzo ważny punkt, który nazywa się „definicją misjonarza”. Czyli kim jesteśmy, kim jest misjonarz klaretyn – mówi o. Marcin Kowalewski, wokalista i założyciel zespołu Fragua.



Do tego nawiązuje piosenka „CMF”. Jej tytuł to zakonny skrót z refrenu Syn Serca Matki (łac. Cordis Mariae Filius).



O. Marcin Kowalewski podpowiada, jak można traktować tę piosenkę:

Piosenka jest przypomnieniem, że każdy z nas, niezależnie od stanu jest misjonarzem. To znaczy, ze ma ogień, którym może zapłonąć i zapalić nim innych. To znaczy, ze jest do tego przekonany – po prostu kocha.



Posłuchajcie absolutnej premiery!

...

Tez dobry pomysl na wsparcie.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91880
Przeczytał: 118 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 18:28, 23 Lis 2017    Temat postu:

Poznajcie s. Hanię, niezwykłą dyrektorkę szkoły z… dżungli!
Iwona Flisikowska | 23/11/2017
Tim Graham/Robert Harding/EAST NEWS
Komentuj


Udostępnij
Komentuj


Życie na misjach jest specyficzne. Trzeba marzyć ich marzeniami i patrzeć na świat ich oczami – mówi siostra Hanna Gnatowska, pallotynka i dyrektorka szkoły w kameruńskiej dżungli.


„K
im jest dla mnie ubogi lub człowiek żyjący w ubóstwie? To niekoniecznie tylko ubogi z przysłowiowej Afryki… To może być prezes wielkiej firmy, jeżdżący najlepszą limuzyną i noszący na co dzień stylowe garnitury. Człowiek, który ma poczucie, że brakuje mu w życiu sensu istnienia czy doświadczenia prawdziwej miłości – mówi siostra Hanna Gnatowska, pallotynka i dyrektorka szkoły w kameruńskiej dżungli. – To właśnie brak miłości jest największą naszą biedą i ubóstwem” – puentuje misjonarka.


Kameruńska dżungla w cieniu wojny domowej

Kiedy 20 lat temu siostra Hanna pojechała na pierwszą placówkę misyjną do Rwandy, do Kigali Masaca, nie spodziewała się, że będzie często „ostatnią deską ratunku” czy „sister” od wszystkiego: akuszerką, bo trzeba odebrać dziecko w czasie porodu – nie ma problemu! „Mistrzem kierownicy”, po to, by jechać ponad „stówkę” na godzinę rozwalającym się samochodem, z siedzącym obok pasażerem, z nożyczkami w głowie… A do szpitala z 80 kilometrów – żaden problem, wspomina żartobliwie siostra.

Uczyła dziewczęta i kobiety szycia na maszynie, to normalka, łącznie z tym, że s. Hania musiała w mig opanować krawiectwo, choćby takie szczegóły jak przygotowanie kroju spódnicy czy sukienek regionalnych (europejskich też).

W razie potrzeby trzeba było błyskawicznie zdobyć mąkę i upiec ręcznie przysłowiowo ze „100 chlebów”… „To doprawdy szczegół” – uśmiecha się misjonarka. Przecież przepis i dobre wypieczenie chleba pamięta z rodzinnego Turowa na Mazurach. A do tego ramowy plan dnia, najważniejszy: modlitwa, msza św. i adoracja w kapliczce. Mogła to być na przykład uboga lepianka pokryta liśćmi bananowca…
Czytaj także: Chcę wyjechać na misje. Co mnie tam czeka?


Chciała zostać w Rwandzie w czasie wojny między Tutsi i Hutu

Kiedy rozpoczęła się bratobójcza wojna między plemionami Tutsi i Hutu, s. Hania stanowczo chciała pozostać ze swoimi podopiecznymi, m.in. dziećmi z sierocińca w Kigali Masaca. Ale rozchorowała się na malarię i była bardzo osłabiona.

„Odpuściła” pomysł pozostania w ogarniętej wojną Rwandzie dopiero, kiedy przełożona wyraźnie powiedziała, że ma wracać do Europy „póki jeszcze żyje”. „Wracaj do nas zdrowa i w pełni sił” – dodała przełożona sióstr Misjonarek Pallotynek, aby siostra Hania nie miała już żadnych „ale”… i wątpliwości.

Wiemy, jak straszna i krwawa była wojna w Rwandzie. Oglądając słynny film „Hotel Ruanda”, mamy choć „nikłe” wyobrażenie do jakiego dochodziło ludobójstwa… I wielu ran. Również tych emocjonalnych i psychicznych.

Przez dwa lata siostra studiowała psychologię, terapię, po to, aby jak najszybciej powrócić do „swoich”, do Rwandy i pomóc bliskim… „Te studia pomogły mi bardziej zrozumieć i pomóc ludziom będących w głębokiej depresji i traumie… Praca na wiele lat, bo, rany duszy i serca są najgłębsze” – puentuje misjonarka.

„Następne lata po powrocie do Rwandy, to był czas odbudowywania tego kraju, ale też odbudowania człowieka. Pierwszy krok, to po prostu miłość i akceptacja – mówi s. Hania – i bycie z ludźmi w ich codzienności. Marzyć ich marzeniami i patrzeć na świat ich oczami…”.
Czytaj także: Spacer po ulicy Heleny Kmieć już możliwy. Libiąż uhonorował misjonarkę


Szkoła w dżungli

Powołaniem, ale też wielkim wyzwaniem i pasją jest teraz dla s. Hani prowadzenie szkoły w dżungli w Kamerunie.

To niezwykłe miejsce dla najuboższych dzieci stworzyła s. Judyta Bilicka, pallotynka, niestety już nieżyjąca, której wielką miłością była Afryka i pomoc ubogim dzieciom, a także zwyczajne życie: „Jak dobrze przeżyć każdy dzień, który jest jeden jedyny, jutrzejszy będzie już inny… Koniecznie trzeba podziwiać piękno wschodzącego słońca każdego ranka, padający śnieg, a może i ulewę, i błoto po kostki” – napisała w jednej z książek s. Judyta.

S. Hania często wspomina niezwykłą misjonarkę, której udało się zapewnić naukę i godne życie wielu dzieciom. „Obecnie mamy w szkole aż 243 uczniów. To sporo, jak na tak trudne warunki. Zwłaszcza, że dzieci chorują, więc potrzebne są często drogie lekarstwa np. na malarię. Trzeba też dbać o dobre wyżywienie i higienę. Wyremontować łazienki. Mieć zawsze odłożone pieniądze na pensje dla nauczycieli, którzy są tubylcami i jedynymi żywicielami rodziny. Nie może zabraknąć tych pieniędzy, bo to oznacza dla nich głód i rozpacz całej rodziny. To wszystko nie jest takie proste, ale rąk rozkładać nie będę w bezsilności, tylko robić to, co się da” – opowiada siostra Hanna.


Pierre Cardin w afrykańskim buszu

„Roześmiane buzie dzieci w szkole to dla mnie najfajniejsze podziękowanie za codzienny trud – zwierza się s. Hania. – One naprawdę doceniają życie i szczerze zdumiewa mnie ich niezwykła pomysłowość, np. zrobienie sobie zabawki z najprostszych elementów. Choćby z gałganków zrobiona piłka do kopania. Jeszcze do niedawna chodził do naszej szkoły roześmiany od ucha do ucha Maluch. Miał na imię Pierre Cardin, tak jak słynny projektant mody. Dla nas imię niezwykłe, a dla tubylców prawie powszednie, znane z pokolenia na pokolenie, związane też z wpływami francuskimi w tej części Kamerunu” – mówi misjonarka.

Pierre Cardin zmagał się z chorobą, ale starał się być uśmiechnięty, pomimo cierpienia. Był sympatyczny i koleżeński w klasie. Przegrał, tak po ludzku patrząc, z chorobą, ale w pamięci mieszkańców pozostanie dzielnym, uśmiechniętym chłopcem.
Czytaj także: Siostra Julita – polska misjonarka, która nagrywa płytę!


Ubodzy są wśród nas…

Siostra jest wdzięczna za każde życzliwe słowa i gesty, które wspierają jej pracę w szkole, w dżungli. Często słyszy, że ci ludzie są bardzo biedni i smutni. Wtedy odpowiada, że to są tylko schematy myślowe, bo mieszkańcy dżungli mają w sobie dużo wewnętrznego bogactwa, choćby ich miłość do Boga i ludzi.

A kim jest dla niej ubogi lub człowiek żyjący w ubóstwie? „To niekoniecznie tylko ubogi z przysłowiowej Afryki. To może być prezes wielkiej firmy, jeżdżący najlepszą limuzyną i noszący na co dzień stylowe garnitury. Człowiek, który ma poczucie, że brakuje mu w życiu sensu istnienia czy doświadczenia prawdziwej miłości. To właśnie brak miłości jest największą naszą biedą i ubóstwem” – puentuje misjonarka.

Wszyscy, którzy chcieliby wesprzeć dzieło misyjne Sióstr Pallotynek, zachęcamy do zapoznania się ze szczegółami.

...

Misje wielka rzecz.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91880
Przeczytał: 118 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 13:00, 06 Sty 2018    Temat postu:

14 księży przede mną nie przyjęło propozycji, by zostać tam proboszczem
Monika Florek-Mostowska | 06/01/2018

AP/FOTOLINK
Udostępnij





Komentuj

Drukuj

Ksiądz na misjach: odprawia msze święte, głosi rekolekcje, prowadzi szkołę i dom dziecka, pracuje na swych polach bawełny i chili, zarządza, sprzedaje… Wstaje codziennie o 4.00, żeby ze wszystkim zdążyć.

Z ks. Kishorem Raju Bezzamem SAC, pallotyńskim misjonarzem z Indii, rozmawia Monika Florek-Mostowska.



Monika Florek-Mostowska: Odprawia Ksiądz msze święte, głosi kazania i pracuje w polu. To ostatnie zajęcie zupełnie nie pasuje do kapłaństwa.

Ks. Kishore Raju Bezzam: Jestem pallotynem, a nasz założyciel, św. Wincenty Pallotti, rzymski kapłan zawsze powtarzał, by odczytywać znaki czasu, bacznie obserwować rzeczywistość i na nią odpowiadać. Nie robię nic innego, jak właśnie to.
Czytaj także: Nowe objawienia maryjne w Indiach? Świadkowie czuli zapach jaśminu



Jaki „znak czasu” nakłania Księdza do pracy w polu?

Cztery lata temu biskup przekazał pallotynom parafię w wiosce Vutukuru, można by rzec „na końcu świata”, w południowo-wschodniej prowincji Andra-Pradesh na południu Indii. Sto pięćdziesiąt rodzin żyjących na granicy ubóstwa i puste pole.

Czternastu księży przede mną nie przyjęło propozycji, by zostać tam proboszczem. Ja się zgodziłem. Początkowo mieszkałem kątem u ludzi. Szybko zauważyłem, że żadne z miejscowych dzieci nie chodziło do szkoły. Najbliższa szkoła była oddalona o 30 km. Zresztą rodzice wcale nie chcieli dzieci posyłać do szkoły. Gonili je do pracy w polu, by zarobić kilka rupii.

Wśród dzieci było wiele sierot, które mieszkały kątem u sąsiadów oraz półsierot. Zacząłem więc szybko budowę domu dziecka, by miały dach nad głową i bezpieczne miejsce oraz kościoła. W planach miałem budowę szkoły. Skąd miałem wziąć na to fundusze? Na kawałku parafialnego pola zacząłem uprawiać paprykę chili. Na sprzedaży plonów zarobiłem całkiem sporo. Potem otrzymałem kolejny kawałek pola od pewnego bogatego człowieka, nawiasem mówiąc, wyznawcy hinduizmu i zasiałem tam bawełnę.



I sam Ksiądz na nim pracował?

Pracowałem. Wtedy bardzo mało spałem. Zresztą do tej pory, choć zatrudniam ludzi świeckich i opłacam ich pracę, dużo pracuję. Pilnuję upraw, zarządzam, sprzedaję. Wstaję codziennie o 4.00, żeby ze wszystkim zdążyć.



I z tych upraw udało się zbudować dom dziecka i kościół?

W znacznej mierze tak. Do tego jeszcze głosiłem kazania w innych parafiach, prowadziłem rekolekcje. Oba budynki w stanie surowym stanęły dość szybko. Wtedy w niewykończonym kościele zorganizowałem szkołę dla dzieci, by zaczęły jak najszybciej zdobywać wiedzę.



I dzieci przyszły do szkoły?

To nie było takie łatwe. Mimo tego, że dzieci chciały się uczyć, rodzice im zabraniali.



Co Ksiądz wtedy robił?

Tłumaczyłem konieczność edukacji nie tylko na kazaniach. Przez kilka miesięcy odwiedzałem rodziny. Zasiadałem z nimi do kolacji, kiedy wracali z pola do domu i przy misce ryżu dużo rozmawialiśmy. Mówiłem im: jeśli wasze dziecko pracuje w polu, zarobi zaledwie kilka rupii. A jeśli będzie się uczyć, w przyszłości otrzyma dobrą pracę i może zarobić miesięcznie kilkadziesiąt tysięcy rupii. Wtedy będzie się mogło także wami opiekować.

W końcu ludzie nabrali do mnie zaufania i można było rozpocząć zajęcia szkolne. Na razie dzieci siedzą na podłodze, na klepisku i tak się uczą, ale staramy się jak najszybciej zbudować szkołę. Także dzięki naszej pracy w polu. Wokół kościoła suszymy zebraną paprykę chili. Parafia tętni pracą. Musi, by odmienić los tych dzieci.



Nie otrzymuje Ksiądz wsparcia od bogatszej Europy?

Właśnie jestem w Polsce po to, żeby podziękować Polakom za otwarte serca, za ich prostotę i szczerość. To Polacy za sprawą Fundacji Salvatti.pl wsparli budowę domu dziecka aż 15 000 euro. Dzięki temu mogliśmy wykończyć dom, kupić lodówkę i pralkę. Kiedy mówię kazania do Polaków, również czuję się jak spełniony rolnik, bo widzę, że w tym kraju ziarno chrześcijańskiej wiary przynosi bogate owoce dobroczynności.



A w Indiach są szczodrzy bogaci ludzie, którzy wspierają ubogich?

U nas na ogół bogaci ludzie to wyznawcy hinduizmu. W tej religii jest wielu bogów i bogiń. Kiedy idzie się do świątyni, trzeba im składać kosztowne ofiary. I bogaci to czynią przede wszystkim.



Ale kiedy zgrzeszą, bogowie nakładają na nich surowe kary…

Właśnie. Tak wierzą wyznawcy hinduizmu. W chrześcijaństwie jest odwrotnie. Zamiast kosztownych darów wystarczy ofiarować Jezusowi Chrystusowi otwarte serce, a kiedy się popełni grzech, można przyjść i spotkać się z miłosierdziem i przebaczeniem. Dlatego Hindusi nawracają się na chrześcijaństwo dość często, posyłają swoje dzieci do chrześcijańskich szkół, obchodzą chrześcijańskie święta.



To też obfite owoce pracy duszpasterskiej.

Praca duszpasterska w Indiach bardzo przypomina pracę na polu bawełny. Najpierw siejemy niewielkie ziarno, często w glebie niewystarczająco uprawionej, pracujemy w trudzie, ale później zbieramy obfite plony, z których jest wielki zysk, czego przykładem jest choćby wciąż rosnąca liczba powołań do kapłaństwa i życia zakonnego.
Czytaj także: Polski kardynał, który na emeryturze pracował jako zwykły wikary. Na misjach w Afryce

Ks. Kishore Raju Bezzam od 12 lat jest pallotynem. Pracuje w Indiach. Jako kleryk odbywał praktyki duszpasterskie pracując wśród najuboższych z Misjonarkami Miłości, zgromadzeniem założonym przez Matkę Teresę z Kalkuty. Wtedy zdał sobie sprawę, że to właśnie oznacza „pójście za Chrystusem”. Po święceniach kapłańskich przez kilka lat pracował jako formator w seminarium duchownym, ale kiedy zaproponowano mu wiejską ubogą parafię w prowincji Andhra Pradesh, ani chwili się nie wahał. Podjął to wyzwanie i w ciągu kilku lat udało mu się zmienić życie okolicznych mieszkańców na lepsze.

Można wspomóc działalność ks. Kishora wpłacając na konto:
KONTO: Bank Pekao SA 44 1240 1095 1111 0010 3468 8020
TYUŁEM: DAROWIZNA INDIE
NAZWA: Pallotyńska Fundacja Misyjna Salvatti.pl

...

Ekstremalne warunki.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91880
Przeczytał: 118 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 10:03, 05 Lut 2018    Temat postu:

Elizabeth Scalia
Chcesz mieć spokojny sen? Odmów tę wieczorną modlitwę

Ks. Łukasz Kachnowicz
Ksiądz zdradza, ile trzeba dawać w kopercie podczas kolędy

Joanna Operacz
A może klasyka? 10 męskich imion, które nigdy nie wyjdą z mody

Dominika Cicha
Zobaczyli zdjęcie córki na plakacie proaborcyjnym. Twitter przeprasza

Katarzyna Szkarpetowska
Panie Boże, pamiętaj, że w piątek jest sprawdzian z historii! Dzieci piszą listy do Boga

Redakcja
Mackiewicz: Jestem tu bliżej Boga. I śpiewa Abba Ojcze [wideo]

Magda Jakubiak
7 najciekawszych współczesnych kościołów w Polsce

Tomasz Reczko
„Do Jezusa Ipanienki” – najpopularniejsze przejęzyczenia w kolędach

Aleksandra Gałka
Żona Mackiewicza dziękuje za pomoc. „Proszę nie mówić o Nim źle… był, jest Pięknym i Dobrym Człowiekiem”

Piotr Bogdanowicz
Po czym poznać leniwego człowieka? Oto cztery jego cechy według Biblii

Elizabeth Scalia
Chcesz mieć spokojny sen? Odmów tę wieczorną modlitwę

Ks. Łukasz Kachnowicz
Ksiądz zdradza, ile trzeba dawać w kopercie podczas kolędy

Joanna Operacz
A może klasyka? 10 męskich imion, które nigdy nie wyjdą z mody

Dominika Cicha
Zobaczyli zdjęcie córki na plakacie proaborcyjnym. Twitter przeprasza

Katarzyna Szkarpetowska
Panie Boże, pamiętaj, że w piątek jest sprawdzian z historii! Dzieci piszą listy do Boga

Redakcja
Mackiewicz: Jestem tu bliżej Boga. I śpiewa Abba Ojcze [wideo]



DOBRE HISTORIE
Położna w Afryce: mam misję, by każda kobieta mogła godnie rodzić
Anna Salawa | 05/02/2018

Archiwum prywatne
Udostępnij 0 Komentuj 0
„A Ty już rodziłaś?” – zapytała mnie na wstępie. No tak, w sumie jakie pytanie może zadać położna z powołania?

„Tak, dwa razy” – odpowiedziałam i poczułam ulgę, że dzięki temu jestem bardziej godnym rozmówcą.

Zawód położnej był Monice w zasadzie przeznaczony. Urodziła się w domu – rodzice nie zdążyli dojechać do szpitala. Poród odbierał tata. Wielokrotnie wspominał, że było to najpiękniejsze wydarzenie w jego życiu. Monika zafascynowana tą historią poszła na położnictwo. I wtedy w czasie praktyk na sali porodowej okazało się, że tata nie opowiedział o wszystkim. Zapomniał dodać, że poród to przede wszystkim ogromny ból i cierpienie rodzącej. Ale nie zniechęciło to Moniki. Poczuła, że to miejsce dla niej. Że chce pomagać kobietom w tych przełomowych momentach.

Czym dla Ciebie jest poród? – dopytuję. „To bardzo intymne wydarzenie, nasycone niezwykle silnymi emocjami – odpowiada Monika. – Dlatego tak bardzo zbliża do siebie. Niejednokrotnie zdarzyło mi się, że rodzące zwierzały się ze swoich życiowych rozterek. Mam kilka przyjaźni, które zrodziły się na sali porodowej. Ba! Zostałam nawet matką chrzestną dziewczynki, której pomagałam przyjść na świat!”.

Czytaj także: Piękno domowego porodu


Położna na misjach
Obok pasji do położnictwa w Monice rodziła się wielka miłość do misji. W jej parafii działa Stowarzyszenie Misji Afrykańskich. Na studiach pojechała z nimi na miesiąc do Togo. Mówi się, że w Afryce można się albo zakochać albo ją znienawidzić. Monika zdecydowanie zafascynowała się Czarnym Lądem. Postanowiła, że na pewno tam wróci. Po skończeniu studiów wyjechała do Tanzanii, gdzie przez trzy lata pracowała jako położna.

Czym różnią się kobiety rodzące w Polsce od tych rodzących w Afryce? – pytam. „W Afryce przy porodzie nie ma nigdy mężczyzn, za to często obecnych jest wiele kobiet z rodziny: matka, siostra, babcia. Choć często do samego szpitala czy na badanie dziewczyna przychodzi z męską obstawą. I jak w gabinecie zadaję jakieś pytania, to odpowiada mąż, bo ona nie ma prawa głosu. A kiedy dochodzi już do samego badania, to kobiety bardzo się wstydzą – często odsłonięcie brzucha i zrobienie USG przy mężu jest niemożliwe, bo kobiety się tak krępują.

Zdarzają się również sytuacje konfliktowe, kiedy mężczyźni mocno się buntują, że biała baba z Europy chce decydować o losach ich kobiet. Pamiętam taką sytuację, jak przyjechała do nas kobieta w ciąży bliźniaczej z zaawansowaną malarią. Jej stan był krytyczny, ale szwagier, który z nią przyjechał na wizytę, nie chciał jej zostawić w szpitalu, bo tłumaczył, że ona musi wrócić do wioski i opiekować się resztą dzieci. Na szczęście udało się go przekonać i uratowaliśmy tę dziewczynę.

W Afryce kobiety również inaczej przeżywają śmierć. Nie chcę powiedzieć, że łatwiej się godzą, ale inaczej to przechodzą. Śmiertelność przy porodzie jest dużo większa niż w Europie. Np. w Tanzanii, gdzie pracowałam, wynosiła 5 procent. Ale jeśli dziecko urodzi się żywe to już połowa sukcesu. Później czekają je kolejne bitwy: AIDS, malaria…”.

Czytaj także: Chcę wyjechać na misje. Co mnie tam czeka?


Galeria zdjęć


Wędka a nie rybki
„Jestem zwolenniczką mądrego pomagania – tłumaczy Monika. – Wolę edukować, niż dawać wszystko na tacy. Ja do Afryki wpadam już tylko na chwilę, dlatego zależy mi, żeby przyuczać dziewczyny na miejscu do zawodu położnej. W czasie swojego pobytu na misji prowadziłam również coś à la szkoły rodzenia. Ale w czasie tych spotkań przekazywałam dziewczynom bardzo podstawowe informacje – np. ile trwa ciąża. Niektóre nawet nie potrafią liczyć. Nie wiedzą, że ciąża nie trwa 12 miesięcy tylko 9.

Starałam się też uczyć je naturalnych metod planowania rodziny. Choć tam panują bardzo trudne warunki do tego. Kobiety często nie mają dostępu do czystej wody, nigdy nie mierzyły sobie temperatury, więc obserwacja własnego ciała dla nich jest bardzo trudna. Najczęściej opowiadałam im o kalendarzyku i prostych wyliczeniach, kiedy kobieta jest płodna. Niestety, mam poczucie, że ta metoda niekoniecznie jest skuteczna w Afryce. Temat antykoncepcji w krajach rozwijających się jest złożony i nie można go w żaden sposób uprościć i uogólnić. Znajomi się ze mnie śmieją, że misje zliberalizowały moje podejście do antykoncepcji. Nie jestem jej zagorzałą zwolenniczką, ale widziałam prawdziwe życie kobiet w Afryce i zmieniłam swoje podejście. Wielokrotnie przychodziły do mnie prosząc o pomoc. Miały dopiero 25 lat, a już siedmioro dzieci.

W plemieniu Sukuma, wśród którego pracowałam, mężczyźni uważają, że kobieta jest jak gleba, powinna rodzić co roku. A one często są już zmęczone, zrozpaczone. Boją się, że kiedy odmówią współżycia z mężem, to on pójdzie do innej. A przecież w tym rejonie ok. 25% społeczeństwa jest nosicielami wirusa HIV. Nie wiem. Nie można wrzucać wszystkich do jednego worka. Powinno to być jakoś inaczej rozwiązane”.

„Niestety, nie wszyscy w etyczny sposób pomagają w Afryce – kontynuuje opowieść. – Słyszałam o firmie farmaceutycznej, która przed wypuszczeniem leków antykoncepcyjnych na rynek, testowała je na dziewczynkach z podstawówki w Kenii. Często zdarza się również, że rozdawane są kiepskiej jakości leki z Chin, które bardzo źle wpływają na zdrowie dziewczyn. Zaplecze aborcyjne również jest bardzo duże. Na wioskach pracują felczerzy, którzy bardzo często kradną sprzęt ze szpitali i wykonują zabiegi. Niestety, często kończą się one również śmiercią pacjentki”.

Czytaj także: Antykoncepcja hormonalna. Czy zawsze jest zła?


Po co to robisz…?
„Mam taką osobistą misję, żeby każda kobieta mogła godnie rodzić. Niezależnie od swojej rasy czy religii. A zwłaszcza, kiedy poród nie ma niestety swojego szczęśliwego zakończenia. Jakiś czas temu w Polsce w Boże Narodzenie przyjmowałam poród martwego dziecka. Bardzo to przeżyłam. Z jednej strony rodzi się Pan Jezus, a tu umiera dziecko. Weszłam wtedy do sali tej pacjentki, powiedziałam jej dzień dobry, choć doskonale wiedziałam, że on wcale nie był dobry, tylko najgorszy na świecie. Ale właśnie w takich momentach chcę być blisko i pomagać, jak tylko potrafię”.

....

Wspaniale po prostu!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91880
Przeczytał: 118 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 11:25, 16 Lut 2018    Temat postu:

2050 polskich misjonarzy służy na świecie. Wylosuj jednego i wejdź na misyjny szlak
Katarzyna Matusz-Braniecka | 15/02/2018

fot. o. Marek Adamczuk OMI
Misjonarze w Kanadzie Północnej.
Udostępnij Komentuj 0
Oni naprawdę potrzebują naszego duchowego wsparcia. Wybierz dziś „Misjonarza na Post”.

„Śmierć Pani Heleny Kmieć pokazuje, że na misjach trzeba być gotowym na wszystko, nawet na śmierć. Ten kto udaje się na misje, wystawia na niebezpieczeństwo swoje zdrowie czy kondycję psychiczną. Dlatego potrzebne jest duchowe wsparcie” – mówi abp Stanisław Gądecki.

Czytaj także: Helena Kmieć. To miał być jej ostatni wyjazd. Potem chciała założyć rodzinę
W Wielki Post już piąty rok z rzędu rusza akcja, w ramach której możesz włączyć się w duchowe wsparcie misjonarzy poprzez: post, modlitwę, ofiarowanie cierpienia lub inne dobre postanowienia.



Polacy na misjach
Obecnie 2050 Polaków jest na misjach. Są wśród nich księża diecezjalni, zakonnicy i zakonnice oraz misjonarze świeccy. Przebywają w 100 krajach na wszystkich kontynentach. Jak podaje portal misyjne.pl – najwięcej polskich misjonarzy posługuje w Kamerunie, Zambii, Tanzanii, Madagaskarze, Republice Południowej Afryki, Demokratycznej Republice Konga i w Rwandzie.



Czy chciałbyś dokonać czegoś wielkiego?
„Święta Teresa nie ruszyła się za mury klasztoru, a została patronką misji przez to, że modliła się za misjonarzy. Nasza modlitwa, a jeszcze w połączeniu z postem naprawdę może bardzo wiele” – mówi Dariusz Kowalski.

„Możesz zostać misjonarzem, możesz zostać patronem misji. Możesz zrobić coś tak dobrego, że nawet sobie nie wyobrażasz” – dodaje aktor, który włączył się w promocję akcji.







Wylosuj misjonarza
Postanowienia mogą być najróżniejsze. Ktoś może chcieć ograniczyć czas poświęcony na gry komputerowe, a ktoś inny postanowi codzienną modlitwę za misjonarza. Intencja jest jedna, ale form realizacji może być mnóstwo – wyjaśnia o. Marcin Wrzos OMI, redaktor naczelny „Misyjnych Dróg”.

W czasie trwania akcji pomyśl o czymś, co możesz ofiarować w intencji wylosowanego misjonarza. „Wybierzcie coś, z czego naprawdę będziecie musieli zrezygnować. Wybierzcie jednego misjonarza, adoptujcie jednego misjonarza modlitewnie na cały Wielki Post, to będzie tak, jakbyście z nim pojechali” – zachęca Patrycja Hurlak, aktorka.



Weź przykład z Arcybiskupa
Abp Stanisław Gądecki, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski i metropolita poznański, już wylosował misjonarza, którego będzie duchowo wspierał. Został nim brat Daniel Kloch OMI, który wyjechał na Madagaskar 27 lutego 1992 r.

W Marolambo brat Kloch OMI prowadził szkołę przygotowującą chłopców z buszu malgaskiego do zawodu stolarza. Przed ukończeniem szkoły chłopcy ci otrzymują certyfikat i komplet narzędzi stolarskich, dzięki czemu mogą rozpocząć działalność zawodową w rodzinnych stronach. Często stają się tam katechistami i starszymi we wiosce.



Co brat Daniel robi dzisiaj?
Aktualnie pracuje w mieście portowym Tamatav. Zajmuje się ochroną życia poczętego i ochroną tych dzieci, które są porzucane przez swoich rodziców. Założył stowarzyszenie „Bronimy życia”, które daje szansę na rozwój dzieci zagrożonych aborcją bądź porzuceniem, szczególnie bliźniąt, które są dotknięte malgaskim fadi, czyli przekleństwem.

„Przebywając w buszu, byłem zaszokowany śmiertelnością kobiet i dziewcząt przy porodzie, jak i liczbą kobiet porzucających w buszu nowonarodzone bliźnięta. W krajach takich jak Madagaskar wiedza o rozwoju życia jest bardzo mała” – mówi brat Daniel. Dzięki pracy brata Klocha OMI udało się zmniejszyć śmiertelność malgaskich dzieci o 90% – w miejscach, gdzie dociera jego pomoc. Br. Kloch szerzy też na Czerwonej Wyspie kult Bożego Miłosierdzia.



Galeria zdjęć




Co Twoja modlitwa oznacza dla misjonarza?
„Modlitwa za misjonarzy jest ogromnie ważna. Jestem bardzo wdzięczny za tę akcję i modlitwę tylu ludzi w naszej intencji” – mówi ksiądz Józef Gwóźdź SVD, misjonarz z Panamy.

A ojciec Andrzej Borowiec pracujący na misjach w Boliwii dodaje: „Pracujemy bardziej intensywnie, służymy bardziej intensywnie, jeżeli czujemy, że ktoś tam w naszej ojczyźnie wspomaga nas swoją modlitwą i służba misyjna nie jest mu obojętna. Serdeczne Bóg zapłać”.



I Ty możesz się włączyć!
W ubiegłym roku w akcję włączyło się ponad 12 tys. osób. Liczymy, że w tym roku będzie nas jeszcze więcej – mówi Zofia Kędziora, koordynatorka tegorocznej edycji.

Wszystko co trzeba zrobić, aby wziąć udział w akcji, to wypełnić krótki formularz znajdujący się na stronie Misjonarz na Post, w którym podajesz imię, nazwisko i adres mailowy, na który zostaną wysłane dane wylosowanego misjonarza.

...

Cenna akcja wsparcia misji.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Religia,Polityka,Gospodarka Strona Główna -> Wiara Ojców Naszych Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony 1, 2  Następny
Strona 1 z 2

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
cbx v1.2 // Theme created by Sopel & Programy