Forum Religia,Polityka,Gospodarka Strona Główna
Styl ,,Corpo"...

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Religia,Polityka,Gospodarka Strona Główna -> Wiedza i Nauka / Tam gdzie nie ma już dróg...
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 79263
Przeczytał: 167 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 11:11, 05 Wrz 2017    Temat postu: Styl ,,Corpo"...

RMF 24
Fakty
Polska
Śmierć na imprezie integracyjnej. 49-latek został przywiązany folią do drzewa
Śmierć na imprezie integracyjnej. 49-latek został przywiązany folią do drzewa

Wczoraj, 4 września (16:51)

​Wstępna sekcja zwłok wykluczyła udział osób trzecich w śmierci 49-letniego mężczyzny podczas imprezy integracyjnej jednej z lubelskich firm. Mężczyzna był pijany i przeszkadzał. Według nieoficjalnych informacji koledzy mieli go przywiązać folią stretch do drzewa. 49-latek zmarł.
Zmarły 49-latek pił przed śmiercią alkohol.
/Monika Kamińska /RMF FM


Policja wzięła ośmiu mężczyzn na przesłuchanie. Wszyscy - podobnie jak zmarły - spożywali alkohol w dużych ilościach. Po wytrzeźwieniu zostali wczoraj przesłuchani i zwolnieni do domów. Zaznaczono jedynie, że jest możliwa zmiana ich statusu, jeśli pojawią się nowe okoliczności.

Funkcjonariusze na razie nie potwierdzają, że zmarły 49-latek był przed śmiercią przywiązany do drzewa. Kiedy policjanci przyjechali na miejsce, mężczyzna nie był związany.

Wstępne wyniki sekcji zwłok wykluczają uduszenie jako przyczynę śmierci. Nie było też żadnych śladów sugerujących udział osób trzecich, nie było więc podstaw do postawienia komukolwiek zarzutów związanych ze śmiercią 49-latka.

Prokuratura zleciła dodatkowe badania, w tym toksykologiczne. Niewykluczone, że śmierć miała związek z ilością spożytego alkoholu. Pogłębione badania powinny dać odpowiedź, czy biorący udział w imprezie mogli się jednak w jakikolwiek sposób przyczynić do śmierci, czy też - tak jak na wstępie ustalili biegli - nie mieli z nią żadnego związku.

(az)
Krzysztof Kot

...

Styl ,,corpo". Tutaj mamy ,,imprezke integracyjna" jak to nazywaja w korporacjach...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 79263
Przeczytał: 167 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 13:57, 12 Paź 2017    Temat postu:

Balet, języki, gra na skrzypcach. Witajcie w koszmarnym świecie korpo-dzieciństwa
Karolina Sarniewicz | 12/10/2017
Shutterstock
Komentuj


Udostępnij
Komentuj


Coraz częściej w debacie publicznej pojawia się hasło „korpo-dzieciństwo”. Według zeszłorocznych badań RDA „Free Time Report” przeciętny mały człowiek spędza na nauce i zajęciach dodatkowych aż 46 godzin tygodniowo.


R
afałek to uczeń, którego pamiętam do dziś. Miał niezwykłe predyspozycje językowe, ale mimo moich szaleńczych starań, na zajęciach z włoskiego nie przyswajał prawie nic. Ten jego bunt przeciwko nauce i wiedzy wynikał z pewnego ważnego powodu. Mimo zaledwie dziesięciu lat na karku i właściwej sobie ochoty do zabawy, w ciągu tygodnia uczęszczał na tyle zajęć, ile ja prawdopodobnie nie zdążyłam uświadczyć w trakcie niemal trzykrotnie dłuższego życia.

Po szkole prywatny szofer rodziców odwoził go na jogę bezpośrednio do domu. Po jodze, w zależności od dnia, były jeszcze: karate, pianino, francuski, skrzypce, taniec klasyczny i towarzyski, pilates i co najmniej trzy godziny odrabiania lekcji ze specjalnymi korepetytorami.


Ocalić kawałek dzieciństwa

Kiedy w piątki wieczorem na zajęcia docierałam też ja, znajdowałam ucznia w szafie, wtulonego w stertę pluszowych zabawek. „Proszę, niech pani będzie człowiekiem, nie uczmy się już”, „Czy możemy się dzisiaj pobawić?”. „A może zamiast lekcji opowiem pani, co się dzisiaj działo w szkole”.

O ból serca przyprawiał dylemat, czy sumiennie wywiązywać się z obowiązków, czy uratować małemu człowiekowi kawałek dzieciństwa. Próbowałam łączyć jedno z drugim. Robiliśmy tor przeszkód w garderobie, śpiewaliśmy śmieszne piosenki, rzucaliśmy piłką do kosza i organizowaliśmy zabawkom spektakle – wszystko po włosku.


Badania nt. korpo-dzieciństwa

Coraz częściej w debacie publicznej pojawia się hasło „korpo-dzieciństwo”. Według zeszłorocznych badań RDA „Free Time Report” przeciętny mały człowiek spędza na nauce i zajęciach dodatkowych aż 46 godzin tygodniowo (czyli zazwyczaj więcej, niż pracują jego rodzice), zaś na niezaplanowane aktywności ma w ciągu tych samych siedmiu dni zaledwie 1,5 godziny.

I chociaż Rafałek to przykład z pogranicza zjawiska, trudno nie zadać sobie pytania, gdzie leży granica między twórczym dzieciństwem z szansą na rozwój a zwyczajną torturą i odbieraniem najbardziej beztroskich w życiu lat?

Z odpowiedzią na zatrważające wyniki raportu Brytyjczyków pospieszyła agencja SW Research, która na zlecenie platformy edukacyjnej Squla.pl opublikowała we wrześniu 2016 r. badania przeprowadzone w Polsce. Dzieci ankietowanych rodziców należały do trzech grup wiekowych: przedszkolaki (w tym zerówka), klasy 1-3 i 4-6.


Prace domowe są bezużyteczne?

Według nich tylko 15% dzieci w wieku przedszkolnym lub wczesnoszkolnym nie ma zadawanych prac domowych, a odrabiają je średnio przez 2 godziny dziennie. Gdy dzieci rozpoczynają naukę w szkole, już 98% z nich ma zadawane prace domowe – 9% spędza nad nimi więcej niż 3 godziny dziennie. W starszych klasach podstawówki wszystkie dzieci mają zadawane prace domowe, a aż 15% z nich spędza od 3 do 4 godzin dziennie na ich odrabianiu.

Im starsze dziecko, tym częściej jego rodzic uważa, że nauczyciele zadają za dużo prac domowych. Wśród rodziców z dziećmi w starszych klasach podstawówki 54% z nich zgadza się z tym stwierdzeniem. 30% badanych sądzi wręcz, że prace domowe obecnie zadawane są bezużyteczne.

Mimo negatywnego do nich stosunku, rodzice chętnie wysyłają pociechy na zajęcia pozaszkolne. Średnio aż 79% z nich spędza na dodatkowych lekcjach od 3 do 8 godzin tygodniowo.

Jeśli jednak znajdzie się czas, dzieci – zdaniem rodziców – w 73% wybierają zabawę z rówieśnikami na świeżym powietrzu. Dopiero na drugim miejscu w ich hierarchii znajduje się komputer, który i tak, wedle ankietowanych, służy głównie do nauki.
Czytaj także: Twoje dziecko ma rację – „zadania domowe są głupie”


Po co dziecku zwykła zabawa

Co jest jednak złego w tym – powie ktoś – że chcemy, by nasze dzieci się rozwijały? Że dajemy im szansę doświadczyć tego, czego sami nie mogliśmy doświadczyć?

Aby odpowiedzieć, wystarczy sobie wyobrazić, co by się stało, gdyby rodzice Rafałka z dnia na dzień stracili płynność finansową. Jak zareagowałby ich przyzwyczajony do ciągłej aktywności i spełniania oczekiwań syn, gdyby nagle zyskał po szkole siedem godzin wolnego czasu, z którym mógłby zrobić, co tylko by chciał?

Po kilku (albo już kilkunastu) latach życia w ciągłym biegu prawdopodobnie wciąż nie wiedziałby, kim jest. Bo skąd miałby wiedzieć? Rodzicom wydawałoby się pewnie, że dali mu wszystko, co mogło mu pomóc dowiedzieć się, co sprawia mu radość. Tymczasem potraktowali go jak „przedłużenie ich samych”. Nie dali mu pola do odnalezienia tożsamości. Nie dali mu też szansy na zapoznanie się z życiem, jakiego będzie doświadczał w przyszłości.
Czytaj także: Synu, spadaj na drzewo! Czyli dlaczego warto zabrać dziecko do lasu


Nie wychowuj pracoholika

Dlaczego? Psychologowie biją na alarm. Czas wolny, zabawy zorganizowane samodzielnie (nie pod okiem dorosłego instruktora) to szalenie istotny moment w procesie dziecięcego rozwoju.

Podczas zabawy z rówieśnikami dziecko odkrywa, jak funkcjonują relacje międzyludzkie. Tworzy z innymi własny świat, oparty na swoich regułach, co sprzyja rozwijaniu twórczości i wyobraźni. Uczy się przestrzegać norm społecznych i rozwija zdolności komunikacyjne. Co ważne – nie jest wówczas zależne wyłącznie od woli dorosłych, którzy programują jego świat tak, żeby był wolny od konfliktów i naturalnych życiowych trudności.

Dorosły już Rafał – bez takich swobodnych doświadczeń – powieli schematy z dzieciństwa. Niewykluczone, że stanie się pracoholikiem, bo za każdym razem, gdy będzie miał czas wolny, doświadczy poczucia winy. Latami będzie też leczył się z perfekcjonizmu, bo naznaczony nadzwyczajnymi wymaganiami rodziców, nigdy nie będzie z siebie zadowolony. Takiego człowieka bardzo łatwo będzie zmanipulować i wrzucić w ramy bezlitosnej korporacji.
Czytaj także: Jak wychować dziecko, które sobie poradzi?
Szczęśliwe dziecko, szczęśliwy dorosły

Rafałek, który będzie miał czas na zabawę, wyrośnie na zaradnego i pewnego siebie mężczyznę. Z trudnościami społecznymi spotka się już w dzieciństwie i wypracuje metody, jak sobie z nimi radzić. Jego poczucia własnej wartości nie będą warunkowały kolejne zadania z listy „do wykonania”.

Będzie też potrafił mądrze odpoczywać i myśleć poza schematami (bo właściwych odpowiedzi nie wpoją mu z miejsca dorośli). Nie będzie biegł przed siebie bez celu niczym chomik na kołowrotku, a jest duża szansa, że będzie cieszył się życiem. Nie będzie wprawdzie grał na skrzypcach ani mówił po holendersku. Ale czy to naprawdę aż tak wielka cena za szczęśliwe i spełnione dziecko?

...

Dziecko ,,musi" byc przygotowane do wyscigu szczurow.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 79263
Przeczytał: 167 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 13:36, 04 Gru 2017    Temat postu:

Bycie mamą to proces. Pozwól sobie na własne tempo
Dominika Wernio | 04/12/2017
Pexels | CC0
Komentuj



Udostępnij



Komentuj



Na tej drodze wzrastania w macierzyństwie pozwól sobie przeżywać ten czas we własny sposób i we własnym tempie.
Bycia mamą można się nauczyć

Macierzyństwo jest jedną z ról, którą kobieta decyduje się pełnić w swoim życiu. I tak jak wszystkie inne role tj. partnerki, żony, córki, pracowniczki, jest związane z procesem uczenia się. Nie da się wszystkiego od razu wiedzieć. Potrzeba czasu, żeby poznać swoje dziecko, siebie samą w tej nowej sytuacji, która jest przecież nie lada wyzwaniem.

Ciąża i okres okołoporodowy, choć powszechnie nazywane stanem naturalnym i przedstawiane jako wspaniały czas, jest dosyć specyficznym momentem wzmożonej wrażliwości i potencjalnych wahań, ożywiającym emocjonalną przeszłość matki. Kobieta mierzy się z wieloma zmianami, a także odpowiedzialnością za kształtowanie i trzymanie we własnych rękach nowego życia. A nowe zawsze wiąże się z jakimś lękiem czy niepewnością.
Czytaj także: Segritta dla Aletei: Maryja była heroską. Każda matka jest!


Doświadczaj macierzyństwa

Dopiero doświadczenie danej sytuacji, poczucie jej na własnej skórze oswaja i sprawia, że do pewnych spraw można podejść spokojniej. Trudno więc oczekiwać od siebie, że przy pierwszym dziecku nie będzie się doświadczać wątpliwości, lęków, frustracji, przeciążeń, a nawet wściekłości, smutku czy bezradności. To ważne, żeby odkryć i nazwać te uczucia. Z badań wynika, że kobiety, które były w stanie wyrazić lęk w ostatnim okresie ciąży, lepiej sobie radziły po porodzie.

Sytuacja kobiety, która do tej pory była Panią swojego czasu i swojego ciała, a nagle musi się dostosować do wymagań i potrzeb nowo narodzonej istotki wymaga cierpliwości. Potrzeba wyrozumiałości do samej siebie, pogodzenia się z tym, że na jakiś czas pewne potrzeby odejdą na dalszy plan, że pojawią się pewne ograniczenia, ale też dużo radości z nowych sytuacji, a także możliwość rozwoju.

Narodziny dziecka, tak jak wszystkie inne ważne wydarzenia w życiu dają kobiecie szansę na przepracowanie wewnętrznych konfliktów i relacji, na zmianę obrazu siebie i innych.


Jesteś już inna

Wszystko to sprawia, że po urodzeniu dziecka jest ona inną osobą niż przed jego poczęciem. Młoda matka potrzebuje spokoju, a przede wszystkim wiary we własne kompetencje i intuicję. Zwłaszcza, że zewsząd pojawia się mnóstwo presji, aby być super wyedukowaną, idealną matką. Zadbaną, uśmiechniętą, dającą sobie ze wszystkim radę. Niepokazującą bólu czy szalejących hormonów powodujących wahania czy spadek nastroju.
Czytaj także: Męczennice czy szczęśliwe kobiety? Matki dzieci niepełnosprawnych

Tymczasem Twoje dziecko potrzebuje „zwykłego, naturalnego człowieka”. Matki, która widzi swoje ograniczenia, akceptuje je i nie boi się popełniać błędów, bo wie, że nie urodziła się matką, ale się nią stopniowo staje. Matki, która zatrzymuje się, by poczuć co ją cieszy, co smuci, co przeraża, by określić swoje możliwości, prześledzić swoją historię i dzieciństwo. Po to, by mieć większą wiedzę o sobie, o tym czego doświadczyła w relacji ze swoimi rodzicami i co może – czasem nieświadomie – powtórzyć w relacji ze swoim niemowlęciem.


Akcja konfrontacja

Zachęcam, by skonfrontować się z modelem wychowania swoich rodziców. Zobaczyć, co dostałam a czego nie, co było dla mnie ważne i chcę wziąć od moich rodziców, a co chciałabym zmienić w swoim postępowaniu wobec dziecka. Tak, by móc stopniowo budować własne rodzicielstwo oraz szukać tych wskazówek i pomysłów, które są w zgodzie z naszymi wartościami.

Warto też prześledzić przekazy rodzinne funkcjonujące w rodzinie pochodzenia. Dobrze, jeśli są wspierające i można się na nich oprzeć. Gorzej, jeśli wtłaczają w jakiś stereotyp np. „matki Polki”. Kobiety, która wszystko zrobi na czas, będzie zawsze cierpliwa, czuła, nigdy nie straci panowania nad sobą, będzie się poświęcać swoim dzieciom, a najlepiej jak zapomni o sobie i swojej wolności.

Tymczasem warto pamiętać, że to trochę tak jak w samolocie, matka musi sobie najpierw założyć maskę, żeby uratować swoje dziecko. Podobnie w życiu, jeśli matka nie będzie o siebie dbała, nie przekaże tych możliwości swojemu dziecku.

Budując swój obraz siebie jako matki, pomocne jest, gdy kobieta może przekształcić idealistyczne wizje macierzyństwa w te bardziej realistyczne i zdroworozsądkowe, gdzie obok miłości do dziecka, czułości i cierpliwości, będzie też miejsce na trudniejsze uczucia, takie jak: złość, zniechęcenie, bezradność, rozczarowanie. Zachęcam, żeby na tej drodze wzrastania w macierzyństwie pozwolić sobie przeżywać ten czas we własny sposób i we własnym tempie.

...

To jest tez dojrzewanie.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 79263
Przeczytał: 167 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 13:37, 04 Gru 2017    Temat postu:

Firmowa „wigilia”. 7 pytań, na które musisz sobie odpowiedzieć
Mikołaj Foks | 04/12/2017
Shutterstock
Komentuj



Udostępnij



Komentuj



Wraz ze świętami, zbliżają się firmowe „wigilie”. Mimo odświętnych strojów, uśmiechów na twarzy i smacznego poczęstunku, z wielu z nich uczestnicy wyjdą zniesmaczeni. Mogło by być inaczej, gdyby organizatorzy takich wydarzeń odpowiedzieli sobie na 7 poniższych pytań.
Wigilia czy spotkanie świąteczne?


G
wiazdka, Boże Narodzenie, Święta (przez duże „Ś”), a może Nowy Rok? Oczywiście rodowód świąt jest religijny, ale jeśli ta religijność ma zostać zbanalizowana (czy nawet wyśmiana), może zrezygnować ze zbyt mocnego akcentowania tego religijnego wymiaru? W sytuacjach skrajnych lepiej spotkać się z okazji Nowego Roku niż wystawiać na szwank wartości religijne.

Równocześnie warto nazywać rzeczy po imieniu. Bo w większości polskich firm „wigilie”, to spotkania z okazji świąt Bożego Narodzenia. Przy czym nie ma co ich nazwać wigilią – wigilia to przecież nocne oczekiwanie na nadchodzące święto. „Spotkanie przedświąteczne” lub „Spotkanie świąteczne” – to lepsze nazwy też dlatego, że uwalniają od „wigilijnych zobowiązań”…
Czytaj także: Mycie okien, prezenty i gotowanie. Jaki Adwent zafundujesz sobie w tym roku?
Razem z pierwszą gwiazdką?

Do wieczerzy wigilijnej przed Bożym Narodzeniem tradycyjnie siada się wraz z błyskiem na niebie pierwszej gwiazdy. Ale każde grudniowe popołudnie to coraz szybsza galopada myśli o sprzątaniu, gotowaniu i prezentach. Dlatego nie warto robić spotkania po godzinach pracy.

Jeśli organizujemy kwadrans na wymianę oficjalnych uprzejmości, to ostatni godzina w biurze będzie odpowiednia. Na spotkanie sprzyjające budowaniu relacji międzyludzkich należy poświęcić część lub cały dzień pracy.


Mikołaj czy Trzej Królowie?

Przyjęło się, że firmowe (ale też szkolne itp.) spotkania z okazji świąt organizuje się zanim one nastąpią. Trochę to dziwne świętować coś, czego jeszcze niema. Zresztą końcówka grudnia to bardzo napięty okres. Czemu nie umówić się bliżej 6 stycznia, kiedy zdaniem wielu „nic się nie dzieje”?

Jeśli to nie jest możliwe, to datę lepiej wybrać bliżej 6 niż 24 grudnia. Firmowe prezenty można wręczyć z okazji mikołajek, a przecież już jesteśmy w okresie adwentowych przygotowań. Duża odległość od Bożego Narodzenia to większy dystans od zbyt wigilijnego menu, które dla wielu jest świętością przypisaną do tylko jednego dnia w roku.
Czytaj także: Chcesz spędzić Adwent na kanapie? Te cztery historie postawią Cię na nogi


Jasełka, czyli szopka?

Szef przebrany za św. Mikołaja? Jasełka odgrywane przez pracowników? W większość przypadków takie inicjatywy stają się „szopką” – oficjalnie wszystkim się podoba, bo nikt nie ma odwagi powiedzieć jak jest naprawdę.

Firmowe spotkanie świąteczne, to jednak nie święta w rodzinnym gronie i należy mieć tego pełną świadomość. Też z tego powodu, nie zawsze udaje się zapraszanie na takie wydarzenie pracowników z całymi rodzinami.


Razem, czyli przed telewizorem?

W wielu domach święta, to wspólny czas przed telewizorem. Może to nie najlepiej, ale zawsze razem. A w firmach co zrobić, żeby ludzie chcieli chwilę pobyć ze sobą, gdy już nie będzie co jeść?

Rodzinna moda na planszówki udziela się też biznesowi, w postaci gier szkoleniowych. Zorganizowanie firmowej gry dla kilkunastu, czy kilkudziesięciu, a nawet stu osób, to dziś nie problem. Dzięki niej ludzie lepiej się poznają i jeszcze mogą się czegoś nauczyć.


Co komu dać w prezencie?

Często nie wiemy co komu dać pod choinkę. Ten sam dylemat pojawia się w miejscach pracy. Brak nawet symbolicznego prezentu przeważnie jest bardzo źle widziany. Przy czym trzeba pamiętać, że nie jest prezentem coś takiego jak np. premia okresowa.

Prezent firmowy powinien otrzymać każdy pracownik i na każdym szczeblu powinien on być takiej samej wartości. Lepiej unikać sytuacji, w której obdarowany wolałby prezent (np. gadżet firmowy) zamienić choćby na kilogram mąki. Dlatego tak popularna jest koperta, wspierająca świąteczne wydatki.


Właściwie po co to robimy?

No właśnie! Po co organizować firmowe spotkania z okazji świąt? Jedni to robią dla przyzwoitości, inni by się pokazać, jeszcze inni liczą na spotkanie w innych okolicznościach niż wyłącznie zawodowe… Warto np. za pomocą anonimowej ankiety zapytać współpracowników, co o tym myślą.

Jeśli już wiemy po co to robimy, a nawet po co chcielibyśmy (my i inni pracownicy firmy), żeby to się odbyło, można czytać tekst od początku – bo odpowiedzi na wcześniejsze pytania mogą okazać się inne niż za pierwszym razem.

...

Corposwieta moga byc niezla tortura.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 79263
Przeczytał: 167 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 19:55, 17 Gru 2017    Temat postu:

Powołana do dziewictwa. Jak wytrwać i świadczyć o Bogu, gdy pracuje się w korporacji?
Karolina Sarniewicz | 17/12/2017

Shutterstock
Udostępnij





Komentuj

Drukuj

Magda jest focolariną, czyli świecką osobą konsekrowaną, żyjącą we wspólnocie Focolare z innymi osobami o tym samym powołaniu. Razem z nimi wynajmuje mieszkanie. Na co dzień pracuje we włoskiej korporacji, a mało osób wie, że ślubowała Bogu dziewictwo i jako Jego „cichociemna” stara się Go przybliżać innym świeckim, niekonsekrowanym.

Karolina Sarniewicz: Powiedz mi, Magda, Ty to tak… na zawsze?

Magda: Czy na zawsze zostałam focolariną? Jasne. W duchu tak czułam, kiedy składałam pierwsze, roczne śluby i uważam, że inaczej nie miałoby to sensu. Poślubiłam Pana Boga i nie wyobrażam sobie, żeby po iluś latach się z nim rozwodzić (śmiech).

Chociaż z punktu widzenia Kościoła są to śluby prywatne, które odnawia się raz do roku i w sytuacji czyjejś rezygnacji nie rozwiązuje ich biskup, tylko przewodniczący Ruchu Focolari, a taka decyzja nie ma sankcji grzechu.
Czytaj także: O. Tomasz Nowak OP: w zakonie niesłusznie oskarżono mnie o alkoholizm. Wytrwałem i przebaczyłem



Czuję, że niektórzy świeccy odetchnęli teraz z ulgą. W Twoim imieniu.

Faktycznie. Niektórym osobom trudno zrozumieć, że mogę nie interesować się mężczyznami, nie marzyć o dziecku, które powie do mnie „mamo”. Pracuję jak inni, ubieram się tak jak inni. Praktycznie w ogóle nie rzucam się w oczy, bo nasza założycielka Chiara Lubich mówiła, żebyśmy ubierały się tak jak Maryja, która żyłaby w XXI wieku. Czyli elegancko, ale i skromnie.

W dodatku mieszkam z czterema koleżankami, też focolarinami, więc niektórym łatwiej byłoby uwierzyć, że jestem odmiennej orientacji, niż że wybrałam dziewictwo i nikt mnie do tego nie zmuszał (śmiech).



Ale to, że nie interesujesz się mężczyznami, nie znaczy, że oni nie wodzą za Tobą wzrokiem.

Staram się wtedy unikać takich osób. Często kusi mnie, żeby powiedzieć, że po prostu już kogoś mam. Bo tak właśnie czuje moje serce – że jestem zajęta. Ale to doprowadziłoby do tego, że każdy chciałby poznać mojego wybranka i nie do końca wiem, jakbym z tego wybrnęła…



Może po prostu zabrałabyś ich do kościoła?

Ja wolę jednak zanosić Jezusa do pracy subtelniej. Pracuję w międzynarodowej korporacji i spotykam tam różnych ludzi, którzy mają specyficzny stosunek do Kościoła, wiary i Pana Boga.

Zazwyczaj czekam, aż ktoś zapyta: „Widzę, że jesteś inna. Czy jest jakiś tego głębszy powód?”. I wtedy wyjaśniam, że jestem poświęcona Panu Bogu i jeśli ten ktoś chce, mogę powiedzieć coś więcej. Wtedy uświadamiam sobie, jak wielka to odpowiedzialność. Poślubiłam Pana Boga, a może nie zawsze potrafię dobrze Go reprezentować?



Pracujesz w windykacji. To dodatkowe wyzwanie.

(śmiech) To faktycznie trochę ironiczne, ale jako focolariny pracujemy, bo Jezus też pracował – oprócz tego, że głosił. Uważamy, że Bóg jest w bliźnich, więc nie można się od nich izolować. Kiedyś Pan Bóg zapyta mnie, co zrobiłam, żeby bliźni trafił do nieba i będę musiała zmierzyć się z tym pytaniem.

Dlatego dla mnie bycie osobą konsekrowaną w dziale windykacji to szanowanie każdego człowieka, niezależnie od emocji, które nam towarzyszą. Nie popieram, kiedy kolega – skoro klient na niego nakrzyczał – stosuje ostre procedury, z którymi w łagodniejszych okolicznościach mógłby jeszcze poczekać. Pewnie dość łatwo byłoby widzieć w innych Jezusa, siedząc w domu, ale o wiele większym wyzwaniem jest konsekrować każdy moment niezależnie od jego ziemskiej wartości.
Czytaj także: On zdradził, a ona się nie poddała. Potem wspólnie zawalczyli o swoje małżeństwo. Świadectwo



Więc po co Bogu powołanie do bezżeństwa? Tę samą rolę mogłabyś odegrać, wracając po pracy do męża i dzieci.

Ostatnio dowiedziałam się, że do czasu Jezusa i Maryi nie było w narodzie żydowskim – z wyjątkiem kilku proroków – osób z takim powołaniem. Ale Jezus nie założył rodziny. Maryja była żoną Józefa, ale pozostała dziewicą. W podobnej sytuacji był też Józef.

Bo tu naprawdę nie chodzi o to, z czego rezygnujemy, ale co zyskujemy. Pan Bóg nie powołuje osób do stanu bezżennego, żeby im czegoś zabronić. Nie mówi: „Ja nie chcę, żebyś był szczęśliwy w rodzinie, więc nie zakładaj rodziny”.



Albo „Poświęć się dla mnie, bo lubię jak się ktoś dla mnie poświęca”.

Właśnie. Uważam, że każdy człowiek jest powołany do małżeństwa i to jest piękne powołanie. Ale nas Pan Bóg z tego obowiązku zwolnił i dał nam czas, który możemy poświęcić dla rozwoju naszego Ruchu. Możemy jeździć do innych miast lub krajów, bo bez rodziny nie jesteśmy z żadnym miejscem związani, więc możemy dość szybko znaleźć się tam, gdzie jesteśmy potrzebni.

Jezus daje nam wolność, żebyśmy mogli pójść za nim. Jako focolarini i focolariny naśladujemy relacje Świętej Rodziny – żyjemy w miłości wzajemnej z Jezusem pośrodku. Po ludzku rzecz biorąc, nie dorobię się kariery czy majątku, ale to jest ta rzeczywistość duchowa, która daje pełnię radości.

Mogłabym robić tyle innych rzeczy, ale dopiero kiedy doświadczam duchowej obecności Jezusa, to po prostu nie mam pytań. On odpowiada na wszystkie moje potrzeby. Na przykład taką, żeby każdy mój dzień miał sens.



Jednak na pewno bywa trudno, żeby wytrwać w takim powołaniu.

Pewnie. Ale kiedy pojawiają się kryzysowe myśli, wracam do tego, że Pan Bóg wiedział, co robi, powołując mnie na to miejsce. Poza tym w naszym życiu radości też nie brakuje. Zamiast klasycznego macierzyństwa mamy macierzyństwo duchowe. To nie jest oczywiście to samo, ale jest piękne. Kto tego nie doświadczył, nie wie, jaka to radość pokazywanie innym Boga. Inna niż radość z rodzinnego życia, ale tu nie chodzi o porównywanie, co jest piękniejsze, a co mniej.

Pan Bóg, jeśli powołuje do jakiejś służby w Kościele, to nie po to, żeby się człowiek umartwiał całe życie. Są momenty, kiedy widzę piękną rodzinę, dzieci, które mówią „mamo” – do mnie nikt się tak nie zwróci. Ale Pan Bóg naprawdę wypełnia to, czego powinno mi brakować, a dzięki Niemu nie brakuje.



Czyli nie można być powołanym do czegoś, czego się nie chce?

Pan Bóg nigdy nie powołuje w strachu. Przy odkrywaniu powołania trzeba po prostu pokoju serca. Ja miałam mnóstwo wątpliwości, ale właśnie w momencie, kiedy nie wiedziałam, co mam robić w życiu, poczułam na kazaniu u dominikanów ogromną wolność, że po prostu mogę to wybrać. Pomyślałam: Skoro Pan Bóg mnie kocha, stworzył mnie i chciał, żebym była, to co najlepszego mogę sobie wybrać?

Wtedy uświadomiłam sobie, że moim najgłębszym pragnieniem było żyć dla Boga. Byłam pełna obaw, ale mimo wszystko była we mnie determinacja. Bóg pomógł mi zostawić rodzinny dom, potem nawet kraj, bo na formację pojechałam do Włoch. To było trudne, ale w tamtym momencie była we mnie wielka siła i ważne było tylko, że chcę iść za Panem tam, gdzie On chciał, żebym poszła. A On nigdy nie będzie chciał, żebym była nieszczęśliwa.

...

Nie tylko psychole sa w korporacjach... Sa jak widac ludzie z duchowoscia.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Religia,Polityka,Gospodarka Strona Główna -> Wiedza i Nauka / Tam gdzie nie ma już dróg... Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
cbx v1.2 // Theme created by Sopel & Programy