Forum Religia,Polityka,Gospodarka Strona Główna
Liturgia Kościoła

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Religia,Polityka,Gospodarka Strona Główna -> Wiara Ojców Naszych
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 79228
Przeczytał: 165 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 8:47, 08 Mar 2017    Temat postu: Liturgia Kościoła

gosc.pl → Wiadomości → Hiszpania: Zmiany w mszale
Hiszpania: Zmiany w mszale
RADIO WATYKAŃSKIE
dodane 07.03.2017 17:06

Mszał rzymski łacińsko-polski z 1968 roku, fragment "Ojcze Nasz" (Pater Noster)
HENRYK PRZONDZIONO /Foto Gość


W Hiszpanii weszło w życie 3. wydanie Mszału Rzymskiego. Najważniejsza zmiana dotyczy słów konsekracji.

Od pierwszej niedzieli Wielkiego Postu używanie nowego mszału jest we wszystkich diecezjach w Hiszpanii obowiązkowe. Stosowny dekret wydał przewodniczący episkopatu kard. Ricardo Blázquez. Najważniejsza zmiana widoczna jest w słowach konsekracji wina. Dotychczasowa formuła „za wszystkich ludzi” została zastąpiona bliższą oryginałowi łacińskiemu „za wielu” („pro multis”).

„Powodem tłumaczenia nowego wydania Mszału Rzymskiego jest pragnienie, aby teksty, których będziemy używać w Eucharystii począwszy od pierwszej niedzieli Wielkiego Postu, były wierniejsze oryginałowi łacińskiemu – mówi sekretarz Komisji Episkopatu ds. Liturgii ks. Luis García Gutiérrez. – W słowach konsekracji wina usłyszymy «za wielu» w miejsce słów, które wypowiadał kapłan dotychczas: «za wszystkich ludzi»”.

Ponadto zostało poprawione tłumaczenie wielu sformułowań i wyrażeń, aby nowa wersja hiszpańska mszału była wierna oryginałowi łacińskiemu z 2008 r. Wzbogacono również rubryki, aby ułatwić zrozumienie i przebieg celebracji.

....

Ja bym sie bal. Nie wszyscy beda zbawieni. Pieklo nie jest puste. Zreszta nic dziwnego starczy popatrzec co ludzie robia...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 79228
Przeczytał: 165 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 18:54, 06 Lis 2017    Temat postu:

„Nie” dla gitary elektrycznej, syntezatorów i „Hallelujah” Cohena w liturgii. Instrukcja Episkopatu
Katolicka Agencja Informacyjna | 06/11/2017

Shutterstock
Udostępnij
Komentuj
Drukuj
W liturgii nie ma miejsca na wykonywanie muzyki świeckiej. Nowa instrukcja podaje też restrykcyjne zasady organizowania koncertów w kościołach.

Gitara elektryczna, perkusja, fortepian czy syntezator – to tylko niektóre instrumenty, których nie można wykorzystywać w czasie liturgii eucharystycznej. Przypomina o tym zatwierdzona ostatnio przez Konferencję Episkopatu Polski instrukcja o muzyce kościelnej. „Cieszę się, że wiele miejsca w tym dokumencie poświęcono chorałowi gregoriańskiemu” – powiedział ks. Andrzej Zarzycki, wykładowca muzyki kościelnej w Wyższym Seminarium Duchownym w Radomiu.
Czytaj także: Czy w Kościele się tańczy? Dwa słowa o tańcu w liturgii
Inne zasady, gdy msza jest wspólnotowa

Ks. Andrzej Zarzycki przypomniał, że dokument odwołuje się do instrukcji „Musicam sacram” sprzed 50 lat oraz do jej odpowiednika na gruncie polskim – Instrukcji Episkopatu Polski o muzyce liturgicznej po Soborze Watykańskim II z 1979 roku.

Wiele emocji na temat instrukcji o muzyce kościelnej budzi rozdział ósmy o muzyce instrumentalnej. Można tam przeczytać, że w czasie liturgii nie powinno się używać gitary elektrycznej, perkusji, fortepianu czy syntezatora. Niektóre z tych instrumentów używane są przez grupy formacyjne działające przy parafiach.

„Generalnie muzyka powinna towarzyszyć człowiekowi w czasie liturgii, a nie dominować czy nawet przeszkadzać. Jeśli chodzi o grupy formacyjne. Trudno, by bębny były akceptowane przez starsze pokolenie, wychowane na liturgii przedsoborowej. Dlatego dobrym rozwiązaniem jest używane tych instrumentów w czasie mszy świętych, w których udział biorą członkowie tych wspólnot” – powiedział ks. Zarzycki, który był gościem Radia Plus Radom. „Czasem przez dobre intencje możemy zniechęcić ludzi, by weszli do takich wspólnot” – dodał kapłan.
Organy, chór i schola gregoriańska

Ks. Zarzycki był również pytany, czy wyobraża sobie obchody 3 Maja czy 11 listopada bez udziału orkiestry wojskowej. „Instrukcja mówi, że podczas uroczystych obchodów liturgicznych we wnętrzu kościoła dopuszczalny jest udział orkiestry. W czasie celebracji poza kościołem oraz podczas procesji ważną rolę może spełnić zwłaszcza orkiestra dęta” – poinformował wykładowca muzyki kościelnej w Wyższym Seminarium Duchownym w Radomiu.

Ks. Zarzycki przypomniał też, że we wszystkich kościołach katedralnych, bazylikach i sanktuariach powinny być sprawne i wartościowe pod względem brzmieniowym organy piszczałkowe, zatrudniony organista I stopnia, chór kościelny prowadzony przez kompetentnego dyrygenta, msza święta w języku łacińskim z udziałem scholi gregoriańskiej. „Trzeba lat pracy, by takie schole gregoriańskie powstały. Nie jest to łatwe zadanie, ale możliwe do realizacji” – powiedział ks. Zarzycki.
Czytaj także: Zafascynowani liturgią Kościoła. Jak mądrze ożywiać tradycję?
„Nie” dla muzyki świeckiej w liturgii

Liturgista ks. Tomasz Herc zwrócił uwagę, że w liturgii nie ma miejsca na wykonywanie muzyki świeckiej. „Nie wolno wykonywać utworów typu Hallelujah Cohena, czy Niech mówią, że to nie miłość Rubika. Ponadto dobór repertuaru śpiewów na I Komunię świętą powinien uwzględniać możliwości percepcyjne i wykonawcze dzieci, ale nie może to usprawiedliwiać wprowadzania do liturgii piosenek religijnych. Należy zwrócić uwagę szczególnie na piosenki z gestami, aby nie zinfantylizować liturgii” – stwierdził ks. Herc.

Instrukcja o muzyce kościelnej mówi, że organizując koncerty w kościołach artyści powinni występować poza prezbiterium. Ponadto prelekcji ani komentarza do koncertu nie należy prowadzić z ambony.

By zorganizować takie koncerty w kościele potrzebna jest zgoda biskupa diecezjalnego. W seminariach duchownych powinien być realizowany program nauczania muzyki kościelnej zgodnie z przyjętym Ratio studiorum. Należy też prowadzić systematyczne ćwiczenia śpiewu gregoriańskiego. Zaleca się także organizowanie diecezjalnych kursów dla psałterzystów i kantorów.

...

Zdecydowanie nic nie stracimy jesli zachowamy odpowiednia oprawe muzyczna. Jest dosc miejsc do eksperymentow muzycznych. Doszlismy przez wieki do optymalnej formy muzycznej Mszy. Teraz mozna tylko popsuc.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 79228
Przeczytał: 165 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 17:47, 12 Lis 2017    Temat postu:

W sprawie parkingu czy szczepionek. W jakich intencjach można zamawiać msze?
ks. Artur Stopka | 12/11/2017

Shutterstock
Udostępnij
Komentuj
Drukuj
Wydawać by się mogło, że sformułowanie konkretnej intencji, w której ksiądz ma odprawić mszę świętą, to nic trudnego. Okazuje się jednak, że mogą w tej sprawie pojawić się nie tylko kłopoty, ale nawet poważne nadużycia.

Na portalu społecznościowym pojawiła się informacja zapowiadająca mszę świętą „za decydentów w kwestii szczepień”. Wydarzenie promowane było w grupie tzw. antyszczepionkowców. Obrońcy szczepień to zauważyli i „wypunktowali”. Ktoś jednak postanowił sprawdzić, jak dokładnie brzmi intencja zapowiadanej mszy św. Modlono się „W intencji osób decydujących o systemie szczepień o wierność prawu i miłości”.

W innym mieście pojawiło się ogłoszenie, że zostanie odprawiona msza św. z prośbą o pomoc i opiekę Maryi Matki Nieustającej Pomocy w proteście przeciwko likwidacji miejsc parkingowych na terenie dzielnicy. Ogłoszenie zawierało zachętę do podejmowania podobnych działań w innych parafiach.

Niedawno głośna była w mediach sprawa Eucharystii zamówionej przez kogoś w intencji dziennikarzy i widzów Polsatu oraz TVN o „wytrwałość w głoszeniu prawd papieża Franciszka, wartości wspólnoty europejskiej i państwa prawa”. Jednak na stronie parafii można było zobaczyć, że w treści intencji bez wiedzy zamawiającego dokonano na pozór niewielkiej zmiany. Słowo „wytrwałość” zastąpiono słowem „rzetelność”, zmieniając równocześnie bardzo znacząco wymowę całego sformułowania.


Msza w godziwej intencji

Kanon 901 Kodeksu Prawa Kanonicznego stwierdza krótko, że kapłan może odprawiać mszę świętą za kogokolwiek, zarówno za żywych, jak i za zmarłych. Z wydanego przez Katolicki Uniwersytet Lubelski komentarza do KPK można się dowiedzieć, że określenie, za kogo faktycznie ma być odprawiana msza św., należy do kapłana, który ją sprawuje.

Odprawienie przez kapłana mszy św. w konkretnej intencji nazywane jest w teologii i w prawie kanonicznym „aplikacją”. W zamieszczanych na stronach niektórych parafii poradnikach dotyczących intencji mszalnych można przeczytać, że zgodnie ze starą tradycją Kościoła, owoce mszy świętej można aplikować w jakiejkolwiek godziwej intencji. Co to znaczy, że zamówiona intencja musi być godziwa? Chodzi o to, że nie wolno ofiarowywać owoców mszy świętej w intencjach złych ze swej natury, np. prosić o to, aby komuś stała się krzywda, aby spotkało go nieszczęście itp.

Wspomniany komentarz do KPK dorzuca (powołując się na dekret Kongregacji Nauki Wiary z roku 1976) bardzo ciekawe wyjaśnienie, za kogo można odprawić mszę św.

Także za niekatolików, jeśli o to proszą członkowie rodziny lub bliscy zmarłego i nie zachodzi według oceny ordynariusza obawa zgorszenia.

Nie wolno jednak wymieniać imienia zmarłego niekatolika w Modlitwie Eucharystycznej.

Ks. Andrzej Orczykowski SCh na łamach miesięcznika „Msza Święta” zwracał uwagę, że aplikacja mszy nie niesie ze sobą żadnego automatyzmu zbawienia.

Owoce Mszy nie «docierają» mechanicznie do osób, którym są aplikowane, lecz przyjmowane są przez nie w zależności od ich zjednoczenia z Bogiem przez wiarę, nadzieję i miłość – napisał.


Wzory intencji mszalnych

Wskazówki zawarte na stronach parafialnych podpowiadają, że intencją mszalną można objąć żywych (np. za bliskich, przyjaciół, kapłanów, z okazji urodzin, jubileuszy czy ważnych wydarzeń w ich życiu) i zmarłych (aby jak najszybciej mogli uczestniczyć w chwale nieba).

Można też modlić się w intencjach ogólnych (np. za Kościół, o powołania, za ojczyznę, o pokój, za wszystkie rodziny). Dzielą też intencje na dziękczynne i błagalne. Na wielu stronach wręcz zamieszczone są wzory intencji mszalnych. Np. sanktuarium Matki Bożej Saletyńskiej w Dębowcu doradza: „Nie musimy pisać wielu słów. Pan Bóg doskonale wie, czego nam potrzeba. Należy jednak zawrzeć swoje pragnienie choćby w jednym zdaniu” i podaje „wzory” intencji:
Czytaj także: Dlaczego w czasie mszy ksiądz wypowiada niektóre modlitwy szeptem?



Msza św. dziękczynna za otrzymane łaski,

Msza św. dziękczynno – błagalna o dalsze zdrowie i błogosławieństwo Boże,

W rocznicę ślubu o dalsze błogosławieństwo i zdrowie,

W intencjach Kościoła, Ojca św. i Ojczyzny,

Błagalna o nawrócenie z nałogu,

O uzdrowienie z ciężkiej choroby,

O nawrócenie i przemianę życia,

Przebłagalna, o darowanie win i o szczęśliwą śmierć,

Msza św. wynagradzająca,

Msza św. o zdrowie i pokój w rodzinie,

O nawrócenie i dobrą spowiedź,

O pomoc w nauce, o dary Ducha Świętego, o zdanie egzaminu,

O szczęśliwe rozwiązanie i zdrowie dla matki i dziecka,

O Bożą pomoc i opiekę Matki Najświętszej,

Msza św. o rozwiązanie trudnej sprawy,

W intencji Bogu wiadomej,

O powołania kapłańskie, zakonne i misyjne,

O szczęśliwą operację i zdrowie dla …,

O dobry wybór drogi życiowej,

Za zmarłego śp. …

Za zmarłych z rodziny …

Za dusze w czyśćcu cierpiące.


Czytaj także: 10 niezwykłych faktów o mocy Eucharystii


Niewłaściwe intencje

Zdarza się, że proszący o odprawienie mszy św. w konkretnej intencji traktują ją instrumentalnie, tak formułując intencję, aby wykorzystać ją do przekazania jakiegoś komunikatu, do zamanifestowania czegoś czy zaprezentowania swoich poglądów w jakiejś kwestii. Trudno nie tylko taką intencję, ale przede wszystkim taki sposób potraktowania Najświętszej Ofiary uznać za godziwy. To nadużycie.

Prosząc o mszę w konkretnej intencji trzeba zawsze pamiętać, że – jak wyjaśnia Katechizm Kościoła katolickiego – „Eucharystia jest centrum i szczytem życia Kościoła, ponieważ Chrystus włącza Kościół i wszystkie jego członki do swojej ofiary uwielbienia i dziękczynienia, złożonej raz na zawsze Ojcu na krzyżu. Przez tę ofiarę Chrystus rozlewa łaski zbawienia na swoje Ciało, którym jest Kościół”.

...

Po pierwsze intencja musi byc zgodna z nauka Kosciola. Pod drugie najlepiej jak nie zmusza Boga do czegos. Zebym dostal prace w korporacji Inteteiment Comp Corp. Nie dostaniesz bo to szkodliwe. Modl sie o WLASCIWA PRACE!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 79228
Przeczytał: 165 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 16:50, 14 Lis 2017    Temat postu:

Po co kreślimy krzyżyki na czole, ustach i piersi tuż przed czytaniem Ewangelii?
Ks. Michał Lubowicki | 12/11/2017
Kamil Szumotalski/ALETEIA
Komentuj


Udostępnij
Komentuj


Trzeba nie tylko rozumieć, co ten gest oznacza, ale też wiedzieć, jak poprawnie go wykonać i w którym dokładnie momencie.


G
esty, czynności i słowa towarzyszące czytaniom z Pisma Świętego, których słuchamy podczas mszy świętej, mają uświadamiać nam obecność Chrystusa w głoszonym Słowie oraz sakramentalny charakter tego głoszenia. Sakramentalny, czyli dający nam doświadczenie spotkania z żywym i rzeczywiście obecnym w liturgii Jezusem.
Czytaj także: Kulminacyjny moment Eucharystii: patrzeć na hostię lub kielich czy schylać głowę?
Trzy krzyżyki: zwyczaj sprzed tysiąca lat

Jednym z tych gestów jest krzyżyk, jaki kreślimy kolejno na czole, ustach i piersi tuż przed wysłuchaniem Ewangelii. Jakie jest znaczenie tego gestu, który znany był już w IX wieku?

Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Hipotezy są różne, ale każda z nich zawiera chyba jakąś ważną intuicję, która może okazać się pomocna w przeżywaniu tego znaku i tej części liturgii. Dlatego warto je poznać.
Trzy jak Trójca

Już sama liczba jest wymowna. Trójka odsyła nas oczywiście do Trójcy Świętej. Słowo, które zaraz usłyszymy to Słowo Boga Jedynego w Trójcy. Słowo, które wyszło od Ojca i dzięki Duchowi Świętemu stało się człowiekiem, abyśmy mogli je zrozumieć i przyjąć.

Słowo Wcielone, Jezus Chrystus daje nam w Ewangelii życie, które jest darem Ojca. A do przyjęcia tego daru uzdalnia nas Duch Święty.
Znak chrztu

Znak krzyża to znak Chrystusa. Taki sam „krzyżyk”, jaki kreślimy słysząc zapowiedź Ewangelii, nakreślili nam na czole kapłan i nasi rodzice w dniu chrztu. To znak przynależności do Boga, bycia Jego dzieckiem.

Słuchając Ewangelii potwierdzamy i odnawiamy w sobie tożsamość uczniów Chrystusa. Krzyżyk, jaki kreślimy, ma nam o tym przypomnieć.
Czytaj także: Znak krzyża. Dlaczego chrześcijanie wschodni żegnają się inaczej niż zachodni?
Oczyszczająca kąpiel w Słowie

Chrzest to oczyszczenie z grzechu. W tym kontekście przypominają się słowa wypowiedziane przez Jezusa do uczniów w Wieczerniku: „Jesteście czyści dzięki słowu, które wypowiedziałem do was” (Jan 15,3).

Co ciekawe, po odczytaniu Ewangelii kapłan (lub diakon), całując ewangeliarz, mówi po cichu: „Niech słowa Ewangelii zgładzą nasze grzechy”. Słowo, które słyszymy oczyszcza nas. Nie jest tylko informacją, ale ma moc sprawczą – dokonuje w nas rzeczywistej przemiany.
Błogosławieństwo dla tych, którzy słuchają

Znak krzyża to także znak błogosławieństwa. Nakreślenie go na czole, ustach i sercu oznacza, że Słowo, którego słucham uświęca mnie, czyni błogosławionym. To także wezwanie do wiary w usłyszane Słowo, które ma moc uczynić mnie błogosławionym, czyli szczęśliwym.

W myśl tego, co zawołała święta Elżbieta do Maryi: „Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane ci od Pana!” (Łk 1,45).
Słowo wyryte „na blachę”

Kreślenie znaku krzyża na swoim ciele za pomocą kciuka, a więc najsilniejszego palca dłoni zawiera w sobie także sugestię trwałości tego znaku. Kreślę „krzyżyk” tak, jakbym chciał go na sobie „wyryć”.

Słowo Boże, którego słucham naznacza mnie w trwały sposób. Po usłyszeniu go nie będę już taki sam. To znak, że tego, co usłyszałem nie chcę zbyt łatwo zapomnieć.
Czytaj także: Gdzie i kiedy klękać w kościele? Na jedno czy dwa kolana? A może wystarczy skłon?
Czoło, usta, piersi – czemu akurat one?

Tu znów odpowiedzi jest kilka. Czoło – to życie intelektualne. Usta, przez które przyjmuję pożywienie – to życie biologiczne. Serce – to moje centrum duchowe, ale także moje życie emocjonalne. Słowo Chrystusa nie dotyczy części mnie, wycinka mojego życia, ale ogarnia mnie całego. Ten, którego przyjmuję w Słowie karmi i syci mój umysł, ciało i ducha.

Inne tłumaczenie mówi o tym, że ów potrójny znak krzyża na czole, ustach i piersi jest deklaracją chęci zrozumienia orędzia Chrystusa, jego zdecydowanego i odważnego wyznawania oraz wiernego zachowywania go w swoim sercu.

Kolejne sugeruje natomiast, że Ewangelia, której słucham ma przenikać, oczyszczać i kształtować od tego momentu moje myśli, słowa i decyzje.
Pieczęć pewności

Jest jeszcze jedna – dość ciekawa – interpretacja tego znaku. Wychodzi ona od stwierdzenia, że krzyż jest znakiem zwycięstwa Chrystusa nad diabłem. Według niej znak krzyża nakreślony na czole, ustach i sercu ma zabezpieczyć usłyszane przeze mnie słowo przed porwaniem przez Złego, przed czym przestrzega sam Jezus w przypowieści o siewcy (Marek 4,15).

Nakreślony na czole, ustach i piersi krzyż ma zatem spełniać funkcję pieczęci chroniącej przyjęte przeze mnie Słowo.


Jak to robić? I dokładnie kiedy?

Warto więc wykonywać ten gest ze zrozumieniem i starannością. Nie „na szybko” i byle jak, ale z namysłem, a nawet namaszczeniem (sic!). Wszak Słowo, które słyszę i rozumiem dzięki Duchowi Świętemu, namaszcza mnie – przywraca i podkreśla moją godność dziecka Bożego.

Zatem niekoniecznie pięścią zaciśniętą „w kułak”, ale otwartą dłonią, powoli i wyraźnie. Dobrze też najpierw odpowiedzieć na zapowiedź Ewangelii: „Chwała Tobie, Panie”, a dopiero potem wziąć się za kreślenie „krzyżyków”, bo sam dialog przed Ewangelią też ma istotne znaczenie. Na nim również warto się skupić i wyraźnie go wyartykułować, co może być trudne, jeśli akurat będziemy kreślili „krzyżyk” na ustach.

A wszystko to po to, by coraz głębiej i owocniej przeżywać fakt, że Liturgia Słowa, to nie pobożne czytanki, ale rozmowa z samym Panem.

...

Wszystko sluzy duszy...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 79228
Przeczytał: 165 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 18:20, 22 Lis 2017    Temat postu:

Organista ma modlitwę ułatwiać, a nie utrudniać
Lidia Konar | 22/11/2017
Tim Gouw/Unsplash | CC0
Komentuj


Udostępnij    

Komentuj

 




W dzisiejszych czasach jesteśmy codziennie faszerowani szeroko pojętą muzyką rozrywkową – internet, telewizja, radio itp., stąd też pokusa, by płytkie utwory przemycać także do liturgii, bo są „fajne" – mówi organista z warszawskiego kościoła akademickiego św. Anny, Kamil Steć.

Lidia Konar: Dlaczego postanowił Pan zostać właśnie organistą, a nie pianistą lub śpiewakiem?

Kamil Steć: Organy zawsze mnie interesowały ze względu na potęgę oraz różnorodność brzmienia. Jako dziecko lubiłem obserwować organistę w mojej parafii w Sokołowie Podlaskim. Najbardziej fascynująca i tajemnicza była umiejętność gry nogami.

Oczywiście, tak jak większość organistów, swoją edukację muzyczną rozpocząłem od nauki gry na fortepianie. Będąc w IV klasie szkoły podstawowej, pierwszy raz miałem możliwość zagrania na mszy – ze względu na chorobę miejscowego organisty. Podobno poszło mi zupełnie dobrze, aczkolwiek z racji na wysoki głos – byłem przed mutacją – większość osób myślała, że to kobieta grała i śpiewała.

Dodatkowo z racji na ówczesny wzrost, nie dosięgałem nogami do klawiatury pedałowej, więc nie mogłem jeszcze w pełni cieszyć się grą na organach. W każdym razie ten dzień wspominam jako moje oficjalne rozpoczęcie przygody z tym instrumentem.

Prawdziwa nauka gry na organach rozpoczęła się dopiero na studiach – początkowo na Muzykologii na Uniwersytecie Kardynała S. Wyszyńskiego, a następnie na Wydziale Dyrygentury Chóralnej, Edukacji Muzycznej, Muzyki Kościelnej, Rytmiki i Tańca Uniwersytetu Muzycznego F. Chopina – przeniosłem się do Warszawy, gdzie miałem okazję zobaczyć i usłyszeć bardzo dobre instrumenty oraz poznać świetnych organistów. W ten sposób powoli zaczęła kiełkować myśl o pójściu w ich ślady.
Czytaj także: „Nie” dla gitary elektrycznej, syntezatorów i „Hallelujah” Cohena w liturgii. Instrukcja Episkopatu

Od 8 lat pełni Pan funkcję organisty w kościele akademickim św. Anny w Warszawie. Jak Pan traktuje swoją pracę?

Od najmłodszych lat w moim życiu ważne były 2 sfery – wiara i muzyka. Studia muzykologiczne utwierdziły mnie w przekonaniu, że obie te sfery silnie ze sobą współgrają. Z jednej strony wiara pomaga nieraz odkryć piękno muzyki, z drugiej zaś – dobra muzyka pomaga w pogłębianiu wiary.

Tym bardziej cieszę się, że mogę już od kilku lat pracować w kościele św. Anny, w którym naprawdę można poczuć siłę żywego słowa Bożego. Z kolei od strony muzycznej – jest to dla mnie duży zaszczyt, bo mam do dyspozycji jeden z najlepszych instrumentów w kraju.

Swoją pracę traktuję jako pomoc wiernym w modlitwie, ale także jako własną formę modlitwy połączonej z pasją. Dlatego kocham uczucie, kiedy słyszę za plecami ścianę dźwięku – grając siedzę tyłem do ołtarza – w postaci głośno śpiewającego tłumu wiernych.

Czy nadal można Pana usłyszeć grającego podczas uroczystości liturgicznych w Kaplicy Pałacu Prezydenckiego?

Zgadza się, nadal zdarza mi się grać podczas mszy w Pałacu Prezydenckim. Jest dla mnie dużym zaszczytem możliwość uczestniczenia w mszach w tak ważnym miejscu.

Ale niezależnie od tego, kto jest w kościele – prezydent, biskup, złodziej, prostytutka – staram się do nich dotrzeć poprzez muzykę i im pomóc w modlitwie.
Czytaj także: Czy w Kościele się tańczy? Dwa słowa o tańcu w liturgii

Czym w ogóle jest muzyka liturgiczna i co ma wyrażać ?

Muzyka liturgiczna jest często rozumiana jako ozdoba liturgii, dodatek. Tymczasem jest czymś dużo ważniejszym – jest jej integralną częścią. Zgodnie z przepisami, celem muzyki liturgicznej jest oddanie chwały Bogu oraz uświęcenie wiernych.

Warto przytoczyć tu fragment jednej z mszalnych prefacji: „Nasze hymny pochwalne niczego Tobie nie dodają, ale się przyczyniają do naszego zbawienia”. Tym bardziej zatem powinniśmy brać czynny udział w śpiewie, przecież nie robimy w ten sposób łaski Bogu, lecz chcemy Mu oddać chwałę.

Mamy także piękne w swej prostocie stwierdzenie św. Augustyna: „Kto śpiewa, dwa razy się modli”. W dzisiejszych czasach jesteśmy codziennie faszerowani szeroko pojętą muzyką rozrywkową – internet, telewizja, radio itp., stąd też pokusa, by tego typu płytkie utwory przemycać także do liturgii, bo są „fajne”. Liturgia wymaga jednak czegoś więcej, utwory powinny być na odpowiednim poziomie. Nie możemy pozwalać na bylejakość.



W kościele św. Annie ludzie śpiewają. A jak Pan ogólnie ocenia poziom muzyki kościelnej w polskich kościołach?

Poziom muzyki w polskich kościołach jest bardzo zróżnicowany. Niestety, w wielu kościołach gry i śpiewu nie da się słuchać. Podstawowym grzechem większości organistów jest nierówna gra, przez co wiernym trudno włączyć się we wspólny śpiew.

Organista powinien swoją grą ułatwiać modlitwę, a niestety mam wrażenie, że często ją utrudnia. Na YouTube powstało już kilka części kompilacji nagrań z różnych kościołów, pt. „Niektórzy polscy organiści”. Słuchając ich nie wiem, czy się śmiać, czy płakać.


Myślę, że część winy leży także po stronie księży, którzy nie doceniają wagi muzyki w liturgii – zatrudniane są osoby bez odpowiedniego wykształcenia, w myśl zasady „oby coś tam grało”, a na takie podejście my – wierni nie możemy pozwalać. Inną sprawą jest stan instrumentów, który w wielu kościołach woła o pomstę do nieba. Organy są instrumentem, o który należy regularnie dbać. Tylko w takim przypadku odwdzięczy się pięknym brzmieniem.

Na szczęście mamy coraz więcej muzyków po wyższych studiach muzycznych, przygotowanych do gry w kościołach na odpowiednim poziomie.

Jak głosi instrukcja Konferencji Episkopatu Polski o muzyce kościelnej, którą przyjęto na zakończonym 14 października br. zebraniu plenarnym KEP w Lublinie – nie wolno w liturgii wykonywać utworów o charakterze świeckim. Czy wpłynie to na jakość muzyki w Kościele? Mamy już Instrukcję Episkopatu Polski o muzyce liturgicznej po Soborze Watykańskim II.

Moim zdaniem instrukcja wydana niedawno przez KEP nie wnosi nic specjalnie nowego, ale cieszę się, że powstała. Dobrze, że księża biskupi dostrzegli narastający problem wykonywania podczas liturgii nieodpowiednich utworów.

Byłoby dobrze, by księża, organiści oraz inne osoby odpowiedzialne za muzykę w kościołach wreszcie zaczęły się stosować do tych wytycznych. Należy uzmysłowić także muzykom, że kościół nie jest odpowiednim miejscem do wykonywania muzyki popularnej.

...

Zdecydowanie jakies umpfs umpfs... NIE JEST FAJNE W KOSCIELE! O ile gdziekolwiek jesf fajne. Duza czesc ,,muzyki" ,,popularnej" jest na zasadzie ,,byle był huk".


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 79228
Przeczytał: 165 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 13:04, 26 Lis 2017    Temat postu:

Podczas każdej mszy jest miejsce na Twoje osobiste intencje. Jak je składać?
Ks. Michał Lubowicki | 26/11/2017
Shutterstock
Komentuj


Udostępnij
Komentuj


Jest podczas mszy kilka takich momentów „szczególnie odpowiednich”, by przywołać i ofiarować Bogu swoje prośby.


N
a początku każdej niemal mszy słyszymy, że jest odprawiana w jakiejś intencji. Najczęściej za zmarłych – o dar życia wiecznego. Czasami za żywych, o Boże błogosławieństwo i potrzebne im łaski. O co tu właściwie chodzi? Jaki jest sens „zamawiania” mszy w jakiejś intencji? I czy to znaczy, że jeśli msza jest za Kowalskiego, to moja modlitwa w jakiejś osobistej sprawie nie będzie już w trakcie tej mszy wysłuchana?


Co to znaczy „zamówić” mszę?

Znaczy to tyle, że Kościół – czyli wspólnota sprawująca daną Eucharystię pod przewodnictwem kapłana – zgadza się prosić Pana Boga, aby dobrami duchowymi wynikającymi z tej Eucharystii obdarzył konkretną osobę lub grupę osób. Co to za dobra?

Odpowiedź kryje się w odpowiedzi na pytanie: Czym jest Eucharystia? To uobecnienie Ofiary Jezusa, którą złożył Ojcu z samego siebie oddając swoje życie na krzyżu. W tej Jedynej Ofierze Jezus doskonale i w pełni zjednoczył się z Ojcem.

My sprawując Eucharystię włączamy się w tę Ofiarę Jezusa, stajemy się jej uczestnikami, jej częścią – bierzemy w niej udział, a więc jednoczymy się „przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie” z Ojcem. „Intencja” oznacza, że robiąc to prosimy, by Pan Bóg w to zjednoczenie włączył konkretnego człowieka – by to zjednoczenie stało się przede wszystkim jego udziałem. A zjednoczenie z Bogiem, to nic innego jak zbawienie.

Jeśli prosimy na przykład o zdrowie, o pomyślne zdanie egzaminu, o błogosławieństwo i tak dalej, to w tym sensie, że one mają służyć sprawie zbawienia konkretnego człowieka, czyli jego bycia zjednoczonym z Bogiem na zawsze.
Czytaj także: Chcielibyście zobaczyć jak wyglądała msza święta w XV wieku?
Nie da się ofiarować komuś nic cenniejszego

W gruncie rzeczy nie można prosić o nic więcej, o nic lepszego. I nie można nikomu ofiarować nic więcej niż to. Nasze zaangażowanie – nasza uwaga, obecność, poświęcony czas, gorliwa modlitwa czy ofiara materialna związana z „zamówieniem” mszy wyrażają naszą miłość, która w Eucharystii staje się częścią doskonałej i pełnej miłości jednoczącej Chrystusa z Ojcem.

Proste „zamówienie” mszy (zakładające zasadniczo także jak najpełniejsze w niej uczestnictwo), to coś absolutnie najcenniejszego – wręcz bezcennego – co człowiek może dać drugiemu człowiekowi – żywemu lub zmarłemu. Aż dziwne, że „zamawianie” intencji staje się coraz mniej popularne.
Czytaj także: Franciszek o Eucharystii: ona nadaje sens naszemu życiu
A co z „prywatnymi” intencjami?

Czy to oznacza, że moje „prywatne” intencje nie zostaną przez Boga wysłuchane, kiedy modlę się w nich podczas mszy? Najpierw sprostowanie. Nie ma „prywatnych” intencji, bo msza to nie moje sam-na-sam z Bogiem, ale wspólne dzieło całego Kościoła.

I to nie tylko tego zebranego w konkretnym miejscu, ale naprawdę całego. Tę mszę, w której bierzemy udział sprawuje wraz z nami „Kościół rozproszony po całym świecie”. Na znak tego w każdej mszy, w modlitwie eucharystycznej przywołuje się imię papieża i miejscowego biskupa, którego jedność z papieżem jest znakiem jedności naszej wspólnoty z całym Kościołem Powszechnym.

To dlatego tuż przed śpiewem „Święty, Święty, Święty” poprzedzającym konsekrację przypominamy sobie, że modlimy się wraz z aniołami i świętymi. Poza tym w mszy świętej modlimy się za cały świat i za wszystkich ludzi. Jeśli uważnie wsłuchamy się w Modlitwę Eucharystyczną, to usłyszymy w niej skierowane do Boga błagania: „aby ta Ofiara sprowadziła na cały świat pokój i zbawienie”, abyś pamiętał „o całym Twoim ludzie i o wszystkich, którzy szczerym sercem Ciebie szukają”, a także prośbę za wszystkich naszych zmarłych braci i siostry oraz „tych których wiarę jedynie Ty znałeś”. Krótko mówiąc: nie ma takiego człowieka, za którego Kościół nie modliłby się sprawując Eucharystię.


Czas i miejsce na nasze osobiste prośby

Jak wynika z powyższego jest – i to jak najbardziej – we mszy świętej miejsce na moje osobiste intencje. Są one włączone w błaganie całego Kościoła. I bardzo dobrze jest przychodzić na Eucharystię z takimi osobistymi intencjami. Dlaczego? Po pierwsze – jeśli mam takie osobiste intencje, to znaczy, że kocham. A miłość – moja słaba, ułomna, ludzka miłość – jednoczy mnie z nieskończenie kochającym Chrystusem, który ofiaruje się odwiecznie miłującemu Ojcu.

Po drugie – ta osobista intencja „motywuje” mnie do jak najbardziej gorliwego i świadomego uczestnictwa w sprawowanej mszy. A przez takie uczestnictwo coraz bardziej jednoczę się z Bogiem, który na serio mnie słucha i „bierze sobie do serca” to i tych, których ja noszę w swoim człowieczym sercu.
Czytaj także: Post eucharystyczny jest obowiązkowy. Czy zbyt łatwo o nim nie zapominamy?


Specjalne momenty

Jest podczas mszy kilka takich momentów „szczególnie odpowiednich”, by przywołać i ofiarować Bogu te swoje prośby. Najpierw na samym początku, kiedy kapłan informuje wspólnotę w jakiej intencji sprawujemy Eucharystię.

Pamiętajmy, że nie jest ona „konkurencyjna” względem tej naszej osobistej. Wręcz przeciwnie. Im gorliwiej włączam się w tę „wspólną”, tym bardziej kocham, a więc tym bardziej to co noszę w swoim sercu staje się Jezusowe – tym bardziej On to może oddawać i polecać Ojcu. Kolejny dobry moment to „ofiarowanie”, czyli moment, kiedy na ołtarz przynoszone są chleb i wino, a kapłan przedstawia je po cichu Bogu, prosząc by niebawem stały się „Pokarmem i Napojem Duchowym”.

W tym czasie zazwyczaj zbierana jest tak zwana „taca”. Nie należy lekceważyć tego momentu. Moja materialna ofiara z pieniędzy, które przecież są mi tak bardzo potrzebne do życia bardzo dosłownie wyraża moją ofiarę duchową. Przy tym nie wolno „magicznie” myśleć, że im więcej dam, tym bardziej zostanę wysłuchany. Kłania się ewangeliczna historia o wdowim groszu, którym zachwycił się Jezus (Marek 12,43). Bóg zna moje możliwości i wie, co to dla mnie znaczy dać naprawdę dużo.


Najważniejszy moment i „Boski Zakładnik”

Najważniejszy moment to ten, kiedy przyjmuję Chrystusa w Komunii. On jest ze mną, jest we mnie, jest w moim sercu. Moje serce – wszystkie jego sprawy i troski – stają się Jego. Mogę śmiało powiedzieć Ojcu: Mam Twojego Syna. Chcę Ci go ofiarować, oddać. A wraz z nim samego siebie, a więc też wszystko i wszystkich, którzy są dla mnie ważni. Wszystko albo nic, Panie Boże!

Ten „święty szantaż” zadziała zawsze, jeśli powoduje mną miłość do Boga i człowieka. Bo ta miłość to przecież Duch Święty, który działa w moim sercu i przyczynia się za mną w błaganiach, których sam nie potrafię ubrać w słowa. To moment, kiedy najpełniej – tu na ziemi – uczestniczę w życiu Trójcy Świętej. Jestem z Bogiem, jestem w Bogu. Moje serce zanurzone w Nim. Wszystko, co moje, staje się Jego. Wszystko i wszyscy.

...

Prosby oczywiscie musza byc godziwe.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 79228
Przeczytał: 165 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 22:31, 09 Gru 2017    Temat postu:

RMF 24
Fakty
Świat
Papież Franciszek chce zmienić modlitwę "Ojcze nasz"
Papież Franciszek chce zmienić modlitwę "Ojcze nasz"

Dzisiaj, 9 grudnia (16:35)

Papież Franciszek wezwał do zmiany modlitwy "Ojcze nasz". Zdaniem głowy Kościoła katolickiego znajduje się w niej jedna fraza, która dawno temu została źle przetłumaczona.
Papież Franciszek
/PAP/EPA/CLAUDIO PERI /

"Sformułowanie "nie wódź nas na pokuszenie" jest nieodpowiednie, bo to nie Bóg prowadzi człowieka do grzechu" - mówił papież Franciszek włoskiej telewizji.

Ojciec Święty sugeruje, by zastąpić tę frazę inną - "nie pozwól, byśmy ulegli pokusie".

Papież dodał, że we francuskim Kościele wprowadzono już pewne zmiany. "Używa się tam "nie pozwól, abyśmy popadli w pokusę", a dobrze by było, gdyby zaczęło się podobnie mówić na całym świecie" - powiedział. Zmiany we francuskim Kościele zostały wprowadzone 3 grudnia.

Papież Franciszek tłumaczył też, na czym polega problem. Uważa, że wierni powinni mówić: "Nie pozwól, byśmy ulegli pokusie", bo to ja ulegam pokusie, a nie Bóg wodzi mnie na pokuszenie. Ojciec pomaga nam za to powstać z upadku".

Przekład, który jest powszechnie stosowany, pochodzi z łacińskiej Wulgaty, czyli przełożenia Biblii na język łaciński z oryginalnych języków: greckiego, hebrajskiego i aramejskiego.

"Ojcze nasz" to najpowszechniejsza modlitwa w chrześcijaństwie.

...

Oczywiscie to nie jest tak ze nagle sie dowiedzielismy ze bylo inaczej. Kazdy rozumial ze Bóg ma nas chronić przed pokusami. Po polsku jest dosc archaicznie. Pokuszenie nie jest uzywane w obecnym jezyku polskim. Gdy ktos tak powie od razu nawiazuje do Ojcze Nasz. Zatem po polsku jest niejasno. Wodzić na pokuszenie? Nikt tak nie mówi. Zatem nie jest to szczegolnie szkodliwe. Ja to rozumialem ze wodzic znaczy dozwolić w dawnym jezyku. Nie dozwól na pokuszenie nas. Ale doslownie wodzi sie za nos. Czyli oszukuje kogos! Doslowne znaczenie w obecnym jezyku polskim jest potworne. Wodzic na pokuszenie analogicznie do wodzic za nos. Jest to:

Wykorzystywanoe swojej przewagi intelektualnej lub wykorzystywanie niewiedzy kogos aby go prowadzic do pokusy! SZOK! Tak jakby ktos podstepnie prowadzil kogos do grzechu! Doslownie!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 79228
Przeczytał: 165 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 18:57, 14 Gru 2017    Temat postu:

Zmieniać czy nie zmieniać modlitwę „Ojcze nasz”?
ks. Artur Stopka | 14/12/2017
EAST NEWS
Komentuj



Udostępnij




Komentuj



Chociaż chodzi o modlitwę, informacja znalazła się na czołówkach wielu świeckich mediów, nawet tych niezbyt zainteresowanych życiem Kościoła. Wywołała gorące dyskusje. Trudno się dziwić. „Ojcze nasz” to modlitwa, której nauczył ludzi sam Boży Syn, Jezus Chrystus.

Temat zmian w Modlitwie Pańskiej pojawia się co jakiś czas w różnych miejscach na świecie, gdzie żyją chrześcijanie. Najczęściej chodzi o szóstą prośbę – tę, która mówi o pokusie. Od pierwszej niedzieli tegorocznego Adwentu weszło w życie nowe sformułowanie jednej z próśb modlitwy „Ojcze nasz” w języku francuskim. Zamiast „Nie poddawaj nas pokusie” podczas liturgii padają słowa „Nie pozwól, abyśmy popadli w pokusę”.
Czytaj także: Zmiana tłumaczenia „Ojcze nasz” we Francji

Jednak nie ta zmiana skupiła uwagę mediów na całym świecie, lecz głos w tej sprawie Następcy św. Piotra! 6 grudnia 2017, w siódmym odcinku cyklu na temat Modlitwy Pańskiej, emitowanego przez telewizję włoskich biskupów TV2000, papież Franciszek wyraził opinię, że należałoby zmienić obecną wersję włoskiego jej tłumaczenia. Brzmi ona niemal identycznie, jak polska „Nie wódź nas na pokuszenie”. „Tak być nie może” – powiedział Papież, argumentując:

To ja upadam, nie On popycha mnie ku pokusie, aby zobaczyć potem, jak upadłem, bo żaden ojciec tak nie postępuje. Ojciec pomaga, by podnieść się od razu. Tym, kto wodzi cię na pokuszenie, jest szatan, bo to jego praca.

Przypomniał też o zmianie francuskiej wersji modlitwy.
Czytaj także: Franciszek popiera nowe tłumaczenie modlitwy „Ojcze nasz”


„Nie wódź nas na pokuszenie” bliżej oryginału

Papieska sugestia spotkała się ze skrajnymi reakcjami. Z jednej strony wielu ją poparło, ale pojawiły się też liczne głosy przeciwne, m.in. ze strony niemieckich biskupów, zwracających uwagę, że przekład „nie wódź nas na pokuszenie” jest najbliższy greckiemu oryginałowi.

W Polsce uczestnicy internetowych dyskusji przypominali wpis biblisty ks. Wojciecha Węgrzyniaka, który w marcu tego roku na swojej stronie internetowej przedstawił aż dziesięć argumentów na rzecz pozostawienia dotychczasowej tradycyjnej wersji Modlitwy Pańskiej. W czwartym ks. Węgrzyniak zwrócił uwagę, że tłumaczenie „i nie dozwól, byśmy ulegli pokusie” jest zgodne z całością przesłania Jezusa, ale niezgodne z jego własnymi słowami w modlitwie „Ojcze nasz”.

Zdaniem biblisty, Jezus wiedział, że Bóg wielokrotnie wprowadzał ludzi w sytuację próby. „Sam został wypchnięty przez Ducha, aby być kuszonym na pustyni” – przypomniał ks. Węgrzyniak, przekonując, że Jezus nie bez powodu użył takiego, a nie innego sformułowania.

W dziesiątym argumencie znany biblista i rekolekcjonista zaakcentował, że mamy do czynienia z modlitwą.

Osobiście nie mam żadnych problemów, żeby mówić: «Nie wódź nas na pokuszenie», tak jak nie mam problemów, by mówić: «Boże, nie opuszczaj mnie», chociaż wiem, że Bóg nas nigdy nie opuszcza.


„Ojcze nasz” a obraz Boga

Ci, którzy nie sprzeciwiają się zmianie, wskazywali na duże niebezpieczeństwo opacznego rozumienia starego tłumaczenia i przywoływali np. argumentację publicysty i aktualnego zastępcy redaktora naczelnego Wydawnictwa WAM, który dwa lata temu apelował o dokonanie zmiany w polskiej wersji modlitwy, powołując się właśnie na „praktyczną wątpliwość”.

Tomasz Ponikło wskazywał, że to, jak brzmi najbardziej podstawowa modlitwa chrześcijanina, zasadniczo wpływa na kształt jego myślenia o Bogu. „Dotyka przecież tajemnicy i obecności zła w świecie, które w ludzkich oczach najbardziej obciąża Stwórcę”.

Niektórzy zwrócili uwagę na jeszcze jeden istotny fakt. Okazuje się, że najczęściej używane w naszym kraju tłumaczenia Pisma Świętego zawierają sformułowania zgodne lub bliskie sugestii Franciszka. I to czasem od wielu lat.

Na przykład w Biblii Tysiąclecia czytamy: „I nie dopuść, abyśmy ulegli pokusie”. W Piśmie Świętym opracowanym przez Towarzystwo Świętego Pawła widnieje sformułowanie „I nie dopuszczaj do nas pokusy”. Natomiast w tzw. Biblii poznańskiej, wydanej przez Księgarnię św. Wojciecha, ten fragment Modlitwy Pańskiej brzmi: „I nie dozwól nam ulec pokusie”.

Sformułowania zaczerpnięte z Biblii Tysiąclecia od dawna znajdują się w polskim lekcjonarzu. W związku z tym w te dni, gdy czytana jest perykopa o Jezusie, który uczy modlitwy, wierni najpierw słyszą podczas Liturgii Słowa jedną wersję, po czym, kilka chwil później, wspólnie odmawiają drugą.
Czytaj także: „Ojcze nasz” kluczem modlitwy


Czy Bóg nas kusi?

Przewodniczący komisji ds. liturgii w Konferencji Biskupów Francji bp Guy de Kerimel tłumaczył, że wprowadzona właśnie we francuskiej wersji Modlitwy Pańskiej zmiana ma na celu uniknięcie dwuznaczności dotychczasowego tekstu, mogącego sugerować, że „Bóg kusi ludzi”.

Formuła z 1966 r. nie była błędna z punktu widzenia egzegetycznego, ale często była źle rozumiana przez wiernych – wyjaśnił.

Skąd to błędne rozumienie? Wynikać może ze zmian, jakie nieustannie zachodzą w każdym żywym języku. Gdy dwa lata temu wprowadzano w Polsce do liturgii nowe wydanie lekcjonarza, ks. prof. Jacek Nowak SAC, konsultor Komisji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów Konferencji Episkopatu Polski, uzasadniał:

Po 50 latach od pierwszego wydania Biblii Tysiąclecia język uległ ewolucji, więc musieliśmy także przystosować tekst lekcjonarza, którego pierwsze wydanie ukazało się ponad 40 lat temu.

Zwrócił jednak uwagę, że niektóre archaizmy językowe nie zostały zmienione, bo zawarte w nich wyrażenia „wszystkim nam brzmią w uszach”.

Na język, jako źródło problemów, zwrócił uwagę również ks. Węgrzyniak.

Kiedy mówimy «kusić», prawie zawsze mamy na myśli namawianie do złego. Natomiast Biblia hebrajska i grecka w miejscach, które tłumaczymy «pokusa», używa słów, które znaczą nie tylko «pokusa», ale również «próba, doświadczenie» – stwierdził.

Juliusz Słowacki w „Beniowskim” napisał:

Chodzi mi o to, aby język giętki
Powiedział wszystko, co pomyśli głowa:
A czasem był jak piorun jasny, prędki,
A czasem smutny jako pieśń stepowa,
A czasem jako skarga nimfy miętki,
A czasem piękny jak aniołów mowa…
Aby przeleciał wszystka ducha skrzydłem.
Strofa być winna taktem, nie wędzidłem.

To pragnienie poety zapewne jest bliskie także tłumaczom tekstów biblijnych, jak i wszystkim odpowiedzialnym za kształt modlitw i tekstów liturgicznych.

...

Jednak czlowiek musi rozumiec o co sie modli. Chodzi to o to zeby:
Jeśli Bóg dopuszcza na nas próbe zebysmy nie ulegli pokusie grzechu. I o takie zjawisko sie modlimy.
Zle rozumienia:
Nie prowadz nas do grzechu. Nie poddawaj nas probom... O to NIE chodzi. Tylko o MĘSTWO!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 79228
Przeczytał: 165 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 17:09, 12 Sty 2018    Temat postu:

Listy pasterskie nie mogą zastępować homilii. Episkopat daje wskazówki ws. kazań
Eryk Łażewski | 12/01/2018

fot. Marek Kuć/Episkopat News/Flickr
Udostępnij 2 Komentuj 0
Wierni mają prawo otrzymać od swoich duszpasterzy słowa życia, a każda homilia powinna unikać wrażenia, że jest jakąś konferencją lub wykładem – czytamy w specjalnych wskazaniach Episkopatu.

Każdy z nas, chodzących na mszę świętą niedzielną, wysłuchuje homilii. Warto się więc zapoznać z 16 „Wskazaniami Konferencji Episkopatu Polski dotyczącymi homilii mszalnej”. Oto one w skrócie:

Czytaj także: „Zaczynam w południe dnia poprzedzającego”. Przepis Franciszka na przygotowanie dobrego kazania
Homilia jest obowiązkowa podczas każdej mszy niedzielnej lub świątecznej, odprawianej z udziałem wiernych. Zasada ta odnosi się też do mszy z niedzieli lub święta, odprawianej „poprzedniego dnia wieczorem”. Zaznaczmy tu, że homilię niedzielną albo świąteczną można opuścić z „poważnej przyczyny”.
Homilia mszalna jest obowiązkiem również wtedy, gdy w trakcie mszy celebrowane są inne sakramenty (np. bierzmowanie) albo niektóre sakramentalia.
Nie powinno się pozbawiać homilii uczestników mszy pogrzebowej. Homilia taka nie może być mową pochwalną, choć „może… uwzględnić okoliczności życia i śmierci zmarłego”.
Nauki rekolekcyjne i misyjne głoszone podczas mszy mają być homiliami. Każda homilia „powinna unikać wrażenia, że jest jakąś konferencją lub wykładem”.
Listy pasterskie prezentowane w miejsce homilii mają spełniać jej wymogi, czyli też być komentarzami do tekstów mszalnych. Listy powinny być odczytywane przez osobę wyświęconą: biskupa, prezbitera lub diakona. Jeżeli chodzi o komunikaty Episkopatu lub biskupa, to nie zastępują one homilii.
Jeżeli bezpośrednio po mszy niedzielnej lub przed nią odbywa się adoracja eucharystyczna, homilia mszalna i tak musi być.
Homilia różni się od kazania. Dlatego podczas Gorzkich Żali odprawianych przed niedzielną mszą lub po niej można nie wygłaszać kazania pasyjnego, ale nie wolno rezygnować z homilii. Tak samo homilia musi być w czasie mszy świętej nawet wtedy, kiedy mszę tą poprzedza nabożeństwo (np. majowe) z kazaniem lub rozważaniem.
W razie koncelebry homilię z zasady wygłasza główny celebrans. Tylko „w szczególnych przypadkach” może to zrobić kapłan koncelebrujący, diakon, biskup, ewentualnie ksiądz, który nie koncelebruje, ale też bierze udział w obrzędach mszalnych. Omawiane wskazanie dopuszcza (choć nie wprost) również sytuację, gdy homilię wygłasza kapłan lub diakon nie biorący udziału w całej mszy. Jednak niewłaściwym jest, gdy dzieje się tak przez cały dzień świąteczny.
Wyłącznym głosicielem homilii mszalnej jest osoba wyświęcona: biskup, prezbiter lub diakon.
Homilia mszalna jest zarezerwowana dla księdza lub diakona katolickiego.
Homilii nie należy oddzielać od wcześniej proklamowanej Ewangelii specjalnymi gestami (np. znakiem krzyża) czy pozdrowieniami (np. Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus).
„Należy (…) zadbać, aby w każdej diecezji byli odpowiednio przygotowani duszpasterze posługujący się (…) językiem migowym”. Kapłan nie znający tego języka, „powinien skorzystać z pomocy tłumacza”. W homilii takiej można „powściągliwie i roztropnie” korzystać także z pomocy multimedialnych.
W homilii na mszach z udziałem dzieci głoszący może wejść w dialog z uczestnikami po to, aby łatwiej nawiązać z nimi żywy kontakt i skuteczniej przekazywać treści religijne. Aby osiągnąć ów cel, kapłanowi może pomóc inna dorosła osoba, co nie zwalnia go jednak z obowiązku głoszenia słowa podczas homilii. Zwłaszcza dlatego, że należy w niej brać pod uwagę obecność nie tylko dzieci, lecz także innych słuchaczy.
W homilii głównym środkiem komunikacji musi być słowo. Dlatego też „zaleca się ostrożność duszpasterską w wykorzystywaniu narzędzi aktywizujących”, np. filmów, muzyki czy różnych rekwizytów.
Świadectwa, informacje i przemówienia wygłaszane przez wiernych świeckich nie mogą zastępować homilii. Zasadniczo wypowiedzi takie powinny pojawiać się poza mszą świętą. Tylko z ważnego powodu mogą być podczas niej i to jedynie po odmówieniu przez celebransa modlitwy po komunii. W takich przypadkach miejscem przemówień świeckich nie powinna być ambona.
Duszpasterze powinni przygotowywać wiernych do owocnego słuchania homilii. Również sami wierni powinni się do tego przygotowywać, szczególnie poprzez poznanie czytań mszalnych na dni świąteczne. Zaleca się również stałe powracanie do wysłuchanego słowa i jego wzajemne objaśnianie „w braterskim gronie wierzących”.
Czytaj także: „Weźcie się do roboty”. Kazanie proboszcza, które spowodowało boom narodzin
Cytaty pochodzą ze Wskazań Konferencji Episkopatu Polski dotyczących homilii mszalnej przyjętych 14 października 2017

...

Wyklad to forma naukowa i kazanie nie moze nim byc! Ksiadz ma SWIADCZYC!!! A zatem wyrazic siebie ale tak aby ukazac Jezusa. Nie ma to nic wspolnegp z referowaniem stanu badan naukowych.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 79228
Przeczytał: 165 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 18:48, 20 Sty 2018    Temat postu:

Zachodem
Małgorzata Bilska | 20/01/2018

Shutterstock
Udostępnij 19 Komentuj 0
W jakim języku Ksiądz mówi kazania? - Po ukraińsku. Nauczyłem się języka od ludzi.

Z ojcem Szymonem Jankowskim OSA, przeorem klasztoru augustianów przy kościele św. Katarzyny Aleksandryjskiej w Krakowie i dziekanem greckokatolickim w Katowicach, rozmawia Małgorzata Bilska.



Małgorzata Bilska: Pełni Ojciec ważne funkcje w dwóch Kościołach katolickich różnych obrządków. Jest przeorem klasztoru augustianów w Krakowie i dziekanem grekokatolików w Katowicach, w eparchii (diecezji) wrocławsko-gdańskiej. Jak zaczęła się droga, która doprowadziła ojca do tego punktu?

O. Szymon Jankowski OSA: Zaczęło się, kiedy studiowałem teologię w Niemczech, na uniwersytecie w Würzburgu – ponad 30 lat temu. W naszym klasztorze działał wtedy bardzo prężny instytut naukowy, który zajmował się Kościołami wschodnimi. Była przy nim kapliczka, w której spotykali się „fascynaci” obrządkiem wschodnim. Raz w tygodniu, w środy wieczorem, odprawiali nieszpory lub liturgię. W niedzielnej nie mogłem uczestniczyć, bo miałem swoją w klasztorze. Zostałem jednym z kantorów, diakiem – jak mówią na Wschodzie.

Mieszkałem w Niemczech 7 lat, około 6 byłem związany z Würzburgiem. W 1990 roku przyjechałem do Krakowa. Pewnego dnia idąc z klasztoru do kościoła usłyszałem znajomy śpiew. W kaplicy św. Doroty (nabitej ludźmi) sprawowana była liturgia greckokatolicka. Kaplica służyła Kościołowi ukraińskiemu jako cerkiew.




O. Szymon Jankowski - archiwum prywatne
O. Szymon Jankowski




Grekokatolicy mają dziś cerkiew na Wiślnej w Krakowie, ale odzyskali ją dopiero w 1998 roku. Wymagała remontu.

W 1947 roku, jak była akcja Wisła, wysiedlono z miasta ludzi pochodzenia ukraińskiego. Parafię greckokatolicką przetrzebiono niemal do zera. Wywieziono prawie wszystkich, łącznie z księżmi. Duszpasterze z cerkwi na Wiślnej byli dobrze wykształceni, zawsze mieli zajęcia na Uniwersytecie Jagiellońskim.

Po akcji Wisła parafia przestała istnieć. Pozostały tylko klauzurowe siostry józefitki, które same postanowiły się ewakuować i zaniosły klucze do kurii rzymskokatolickiej, przekazując obiekt pod opiekę. Po pewnym czasie kuria oddał kościół saletynom. W 1998 roku wrócił do grekokatolików. Przez około 40 lat mieli cerkiew u nas. Ksiądz mieszkał tu, gdzie teraz rozmawiamy. Z czasem napłynęli ludzie z różnych terenów, którzy jakoś przemknęli między sieciami wysiedlenia i on się nimi zajmował.



Przyjęcie roli kapłana w drugim obrządku wcale jednak nie jest oczywiste. Co zdecydowało?

Zakolegowałem się z księdzem grekokatolikiem. Zabierał mnie do domu w góry, na odpusty… Zawsze ciekawiły mnie inności. Bo ja jestem z Kaszub. Też jestem Inny. Bycie kimś „spoza” pewnych powiązań, relacji, powodowało u mnie chęć szukania. Czegoś małego, skromnego, na uboczu. Jak znalazłem, to mnie mocno zachwyciło. U mniejszości greckokatolickiej znalazłem wiele elementów takich samych, jak u Kaszubów. Jestem Kaszubą, według niektórych nie w pełni Polakiem…

Czytaj także: Głos Kościoła w obronie imigrantów z Ukrainy


Najpierw okazjonalnie zastępował Ojciec księży i głosił rekolekcje, tak?

W czasie naszych wyjazdów spotykałem różnych ludzi. Obrządek w praktyce opanowałem już w Krakowie. Jak ktoś chciał wyjechać, trudno mu było znaleźć księdza, bo te parafie są jednoosobowe. A w latach dziewięćdziesiątych była jeszcze inna organizacja parafialna i każdy ksiądz miał po kilka punktów, 3 lub 4. W Krynicy przez miesiąc sprawdziłem się jako ten, który sprawuje liturgię, głosi kazania, zajmuje się społecznością. Potem jeździłem na dalsze zastępstwa.



Kazania w języku?

Po ukraińsku. Nauczyłem się języka od ludzi.



Co na to przełożeni?

Byłem wyświęcony w czerwcu 1991 roku, we wrześniu już dostałem zgodę z Rzymu. Najpierw na 3 lata, później była przedłużana co 5 lat. Wydaje ją Kongregacja ds. Kościołów Wschodnich, na wniosek miejscowego biskupa lub – jak w moim przypadku – przełożonego zakonu. Prowincjał napisał podanie o zezwolenie do greckokatolickiego biskupa miejsca, do Przemyśla.



Bo Kraków to eparchia…

Przemysko-warszawska. Granica idzie Wisłą.



A jak ojciec trafił do Katowic? To inna eparchia.

W Gliwicach zmarł ksiądz dr mitrat Staniecki – i zostawił parafię. Parafianie nie chcieli jeździć do Katowic i wydzwaniali do biskupa, żeby na święta wielkanocne przysłał im księdza. Akurat byłem we Wrocławiu u biskupa Włodzimierza, przy mnie odebrał telefon. Zapytał: „Pojechałbyś do Gliwic na Wielkanoc?” Tam jest przesunięcie czasowe, święta nie zachodziły na nasze. Zgodziłem się.

Ustaliliśmy, że do wakacji będę odprawiał msze, a on będzie kogoś szukał. Ponieważ we wrześniu nadal odprawiałem, bo nie mogłem zostawić ludzi, dostałem dekret na parafię w Gliwicach.



I został Ojciec dziekanem…

Najpierw byłem przez 5 lat administratorem obu parafii, w Gliwicach i Katowicach, potem proboszczem w Gliwicach przez 10 lat. W Katowicach – aż do teraz.



Wierni nie mieli oporów? Wiem, że u augustianów księża greckokatoliccy odprawiają nabożeństwa do św. Rity. W swoich szatach liturgicznych.

Przyjeżdżają do pomocy, chłopcy z mojego dekanatu. To są księża żonaci. Żony w większości zostały na Ukrainie, bo oni mieszkają na plebaniach rzymskokatolickich. Trudno wymagać od księdza rzymskokatolickiego, żeby tolerował jeszcze rodziny. Oni to rozumieją.

Pewnie za jakiś czas będą chcieli unormować życie rodzinne, znajdą mieszkania i ściągną żony z dziećmi. Jeden już to zrobił i ma się dobrze. Żeby ich wyrwać z marazmu codziennego, zapraszam do siebie. Ostatnio było czterech.

Rano odprawiamy mszę świętą o 7.00, bo jesteśmy księżmi jednego Kościoła, tylko różnych obrządków. Służą spowiedzią. Bardzo dobrze się tu przyjęli. Ludzie ich szanują i traktują jak zwyczajnych księży. A że trochę inaczej ubrani? Cóż to znaczy… Ksiądz ma stułę, rozgrzesza krzyżem w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. To Bóg nas spowiada, przed Nim się uzewnętrzniamy. Ksiądz jest narzędziem. Nie musi być wielkim teologiem, żeby wlać nadzieję w serce człowieka.



Ilu birytualistów pracuje w Polsce? Wiem o kilku, jeden posługuje wspólnocie ormiańskiej.

Kilkunastu. Wszyscy ormiańscy księża w Polsce są birytualistami. Znany jest ks. prof. Marek Blaza, jezuita z Warszawy, posługuje grekokatolikom. Jest ksiądz birytualista w Kostomłotach, w diecezji siedleckiej.



Macie szczególne doświadczenia. Co zrobić, żebyśmy się szanowali w różnicach?

Troszeczkę zielone światełko zapalę, z doświadczenia augustiańskiego w Niemczech. Kilka lat temu powstała wspólnota augustiańska w Erfurcie, mieście na wskroś protestanckim. W naszym dawnym klasztorze powstała wielka szkoła kaznodziejska. Marcin Luter spędził tam przedrewolucyjną młodość.



Był augustianinem.

Tak, jest tam jego muzeum. Teraz do miasta wrócili augustianie trzech pokoleń: bardzo młody, w średnim wieku i jeden starszy ode mnie. Z wielkim zaangażowaniem weszli w to środowisko. Jedna ze wspólnot parafialnych zaproponowała, żeby współdzielili z nią kościół. Ewangelicy mają swoje nabożeństwa w określonym czasie, a augustianie – swoje.

Szefową parafii jest kobieta, pani pastor. Jedne wydarzenia są wspólne, inne odrębne, ale ogłaszane w tych samych ogłoszeniach parafialnych. Zamiast krytykować, możemy się czegoś nauczyć od braci luteran.

...

Zwlaszcza na pograniczu trzeba.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 79228
Przeczytał: 165 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 17:05, 22 Sty 2018    Temat postu:

LNOŚCI

DOBRE HISTORIE

DUCHOWOŚĆ

STYL ŻYCIA

POD LUPĄ

KOŚCIÓŁ

FOR HER

KULTURA

SZTUKA I PODRÓŻE

WIEDZIAŁEŚ O TYM?
Reklama



Ks. Łukasz Kachnowicz
Ksiądz zdradza, ile trzeba dawać w kopercie podczas kolędy

Wojciech Teister
To najpiękniejszy obraz Maryi z Dzieciątkiem, jaki widziałem

Piotr Bogdanowicz
Po czym poznać leniwego człowieka? Oto cztery jego cechy według Biblii

Magda Jakubiak
7 najciekawszych współczesnych kościołów w Polsce

Joanna Operacz
Zniechęcenie – ulubiony „gadżet” szatana

Tomasz Reczko
„Do Jezusa Ipanienki” – najpopularniejsze przejęzyczenia w kolędach

Dominika Cicha
Babcia Aniela poprosiła o chustkę, naftę i drewno. A dostała… dom!

Dominika Cicha
Wylosuj sobie patrona na cały rok!

Ewa Rejman
Przeżyła aborcję. Co powiedziała matce, którą spotkała po 40 latach?

Dział Foto
Pukiel włosów, krzyż z dzieciństwa, łóżko. Zdjęcia domu rodzinnego św. Teresy z Lisieux

Ks. Łukasz Kachnowicz
Ksiądz zdradza, ile trzeba dawać w kopercie podczas kolędy

Wojciech Teister
To najpiękniejszy obraz Maryi z Dzieciątkiem, jaki widziałem

Piotr Bogdanowicz
Po czym poznać leniwego człowieka? Oto cztery jego cechy według Biblii

Magda Jakubiak
7 najciekawszych współczesnych kościołów w Polsce

Joanna Operacz
Zniechęcenie – ulubiony „gadżet” szatana

Tomasz Reczko
„Do Jezusa Ipanienki” – najpopularniejsze przejęzyczenia w kolędach



DUCHOWOŚĆ
Uderzenie się w piersi: duchowa reanimacja. Jak wykonać ten gest?
Ks. Michał Lubowicki | 21/01/2018

Shutterstock
Udostępnij 20 Komentuj 0
Kiedy i jak należy wykonywać gest bicia się w piersi podczaj mszy świętej? O czym warto wówczas pamiętać? Poznaj piękną i bogatą treść tego prostego znaku.

Bicie się w piersi: gest wprost z Biblii
Znany nam doskonale liturgiczny gest bicia się w piersi towarzyszący wyznaniu grzechów wywodzi się wprost z Biblii. Już w Starym Testamencie wspominają o nim prorocy Izajasz (Iz 32,12) i Nahum (Na 2,Cool. W obu przypadkach jest to gest żałobny, wyrażający wewnętrzne cierpienie i żal tego, który go wykonuje.

Czytaj także: Kulminacyjny moment Eucharystii: patrzeć na hostię lub kielich czy schylać głowę?
W Nowym Testamencie pojawia się w Jezusowej przypowieści o pysznym faryzeuszu i skruszonym celniku (Łk 18,13). Bijąc się w piersi pokorny celnik wyraża żal z powodu popełnionych grzechów. W piersi biją się także tłumy wracające z Golgoty po śmierci Jezusa (Łk 23,4Cool, wstrząśnięte towarzyszącymi jej wydarzeniami.

Rzymski sposób przysięgania
Niektórzy liturgiści zwracają uwagę, że jest to gest dość naturalny i znany także kulturom pozabiblijnym – między innymi starożytnym Egipcjanom i Rzymianom. W Egipcie miał on – podobnie jak w świecie Biblijnym – wydźwięk pokutno-żałobny.

Natomiast Rzymianie mieli go używać w kontekście składania przysięgi, uderzając się w pierś przy każdorazowym wypowiadaniu słowa „ego”, czyli „ja” – dla podkreślenia, że świadomie biorą na siebie konsekwencje wypowiadanych słów.

Bicie się w piersi jako gest liturgiczny
Bicie się w piersi dość szybko i naturalnie zostało włączone do repertuaru chrześcijańskich gestów liturgicznych. Na przełomie IV i V wieku jest już stałą, jak się wydaje, częścią mszy świętej. W związku z pewną teatralnością tego znaku święty Augustyn, jako biskup Hippony, wzywa swoich wiernych do rozsądnego umiaru przy jego wykonywaniu. Kontekst tego wezwania jednoznacznie wskazuje na stałe związanie zwyczaju bicia się w piersi z aktem pokuty.

W następnych wiekach gest ten zaczął pojawiać się także w innych miejscach mszy świętej. Został na stałe włączony do Pierwszej Modlitwy Eucharystycznej, czyli Kanonu Rzymskiego, gdzie celebrans wykonuje go do dziś wypowiadając słowa: „Również nam, twoim grzesznym sługom, ufającym w Twoje miłosierdzie, daj udział we wspólnocie z Twoimi świętymi”.

W liturgii sprzed II Soboru Watykańskiego odnajdujemy go również podczas recytacji „Baranku Boży” oraz na słowa „Panie, nie jestem godzien”. W piersi uderzano się także w momencie podniesienia (ukazania Ciała i Krwi Chrystusa zaraz po przeistoczeniu), ale był to już raczej wyraz pobożności ludowej, niż norma liturgiczna.

Czytaj także: Czy po mszy świętej przy wyjściu trzeba robić znak krzyża wodą święconą?
Nie za mocno, nie za słabo. Jak to zrobić?
Znany teolog i liturgista, ksiądz Romano Guardini zachęcał, by nie poprzestawać na symbolicznym dotknięciu odzieży opuszkami palców, ale wykonywać ten gest wyraźnie i z zaangażowaniem, choć bez zbędnej ostentacji.

Czytelny znak odczuwalnego uderzenia się zamkniętą pięścią w pierś to gest, którego zadaniem jest: „ugodzić we wrota naszego świata wewnętrznego i wstrząsnąć nimi”.

Poczwórne znaczenie
Ostatecznie możemy więc wyróżnić następujące cztery poziomy znaczenia gestu bicia się w piersi, który w dzisiejszej liturgii wykonujemy podczas aktu pokuty na słowa: „moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina”:

Pierwszy: Wyraz żalu i skruchy z powodu popełnionych grzechów. Gest żałoby z powodu utraconego z własnej winy życia łaski.

Drugi: Symboliczne zadanie sobie bólu, które uświadamia mi, że grzech jest czymś, co rzeczywiście we mnie uderza i mnie niszczy. Jednocześnie wyraża gotowość do przyjęcia zbawiennej, choć bolesnej pokuty.

Trzeci: Osobiste zaangażowanie. Uderzenie się we własną pierś uświadamia mi, że tu chodzi o mnie – że cała rzecz dotyczy najbardziej osobistego i głębokiego wymiaru mojej egzystencji.

Czwarty: Bicie się w piersi ma wstrząsnąć moim wnętrzem. Rozbić skamieniałą skorupę znieczulenia na moim sercu i obudzić je do życia. To gest swoistej duchowej reanimacji, która ma przywrócić mnie do życia, które ofiarowuje mi miłosierny Bóg, przed którym wyznaję swoją winę.

...

Wszystko ma znaczenie.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Religia,Polityka,Gospodarka Strona Główna -> Wiara Ojców Naszych Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
cbx v1.2 // Theme created by Sopel & Programy