Forum Religia,Polityka,Gospodarka Strona Główna
Dzień Powołań !
Idź do strony Poprzedni  1, 2
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Religia,Polityka,Gospodarka Strona Główna -> Wiara Ojców Naszych
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 82319
Przeczytał: 199 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 16:24, 11 Lip 2017    Temat postu:

12-letnia dziewczynka pomaga bratu przyjść na świat [ZDJĘCIA]
Cerith Gardiner | Lip 11, 2017

Nikki Smith | Facebook | Fair Use
Udostępnij
Komentuj

Drukuj

Kiedy nadszedł wielki dzień, Jacee nie zamierzała spokojnie siedzieć w poczekalni. Marzyła, żeby opiekować się braciszkiem już od pierwszej sekundy po narodzinach.

Czekanie na nowego brata lub siostrę jest bardzo ekscytujące i odrobinę stresujące – ale nie, jeśli jesteś 12-letnią Jacee Dellapenną z Mississipi. Dziewczynka zdecydowała, że kiedy jej brat będzie przychodził na świat, ona nie zamierza siedzieć bezczynnie w poczekalni. Jako starsza siostra chce być obecna w jego życiu od pierwszej sekundy po narodzinach.
Czytaj także: Pana dziecko to cud! Proszę zrobić zdjęcie!

19 miesięcy temu Jacee poprosiła mamę o pozwolenie na obecność przy narodzinach drugiego brata, Zaydna. Ale kobieta – co zupełnie zrozumiałe – stwierdziła, że dziewczynka jest jeszcze za mała. Tym razem jednak Jacee była w pobliżu, gotowa na przywitanie noworodka. Nie do końca zdawała sobie jednak sprawę, że skoro znalazła się na sali porodowej, będzie miała do wykonania zadanie! Kiedy mama dziewczynki ułożyła się w pozycji do porodu, Jacee zorientowała się, że jest zbyt niska, żeby coś zobaczyć i zaczęła płakać. Wtedy lekarz powiedział jej, żeby założyła specjalne ubranie i przyłączyła się do niego.






Zdjęcia starszej, ale drobnej siostry w położniczym ministroju są urocze. To spojrzenie pełne miłości, zaskoczenia, podziwu i szoku, gdy pomaga przy narodzinach brata, niemal wystarczy, by mama chciała rodzić jeszcze raz, od początku… No, prawie. Po bezpiecznym porodzie oddana siostra była odpowiedzialna za przecięcie pępowiny małego Caysona. Ten gest z pewnością będzie początkiem pięknej więzi między bratem i siostrą, która potrwa całe życie.






Nic dziwnego, że wiele rodzących kobiet nie chciałoby mieć w pobliżu pozostałych dzieci. Ale to doświadczenie wcale nie zniechęciło Jacee. Jej mama Dede Carraway wyjaśniła HuffPost: „To jest coś, co chce zrobić, kiedy dorośnie. Powiedziała, że to było najbardziej niezwykłe doświadczenie w jej życiu. Nigdy nie była tak szczęśliwa”. Kto wie, może w przyszłości dziewczynka zostanie dr Delepenną, która pomoże przyjść na świat kolejnym dzieciom, wnukom i prawnukom!



Czytaj także: 10 zdjęć kobiet, które właśnie urodziły. Tak wygląda prawdziwa radość z bycia mamą

Artykuł został opublikowany w angielskiej edycji Aletei.

...

To jest potęga powołania Smile


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 82319
Przeczytał: 199 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 9:37, 23 Lip 2017    Temat postu:

Licząc pieniądze w pracy, cała jestem dla Pana Jezusa. Rozmowa z dziewicą konsekrowaną
Joanna Szubstarska | List 23, 2016

Komentuj


Udostępnij
Komentuj


Jako dziewice konsekrowane rezygnujemy z pewnych rzeczy, które proponuje świat, codziennie dokonujemy wyboru, aby nasze życie było święte i oddane Bogu.


J
oanna Szubstarska: Kobiety rezygnujące z małżeństwa na rzecz modlitwy i służby Kościołowi, które w IV wieku tworzyły wspólnoty, prowadziły życie ukryte w Bogu. Stan dziewic konsekrowanych jest dawną formą życia poświęconego Bogu?

Elżbieta Hurman OV*: Jest to najstarsza forma życia poświęconego Bogu, choć wydaje się najnowszą. Próbuję docierać do zachowanych tekstów tłumaczonych z języka greckiego i łacińskiego, które stanowią źródła historyczne i znajduję wzmianki mówiące o tym, że taka forma poświęcenia życia dla Jezusa istniała już za czasów ojców apostolskich.

W pierwszych wiekach Kościoła kobiety żyły właśnie w taki sposób – deklarowały wobec biskupa wspólnoty poświęcenie swojego życia Jezusowi. Biorąc pod uwagę fakt, że obowiązywał wówczas model patriarchalny i córka była podporządkowana ojcu, ten w momencie jej nieposłuszeństwa zdradzał, że jest chrześcijanką, przez co stawała się męczennicą. W Martyrologium Rzymskim odnajdujemy wiele historii dziewic, które poniosły śmierć. One spotkały się z nauczaniem Jezusa na temat czystości i postanowiły w taki sposób żyć dla Niego.

Jak to się zmieniało na przestrzeni wieków?

W Kościele rozwinęły się różne formy poświęcenia życia Bogu, a Duch Święty zawsze działał na miarę czasów. Był czas, gdy dziewice konsekrowane łączyły się we wspólnoty, a pierwszą taką wspólnotą były duchowe córki św. Hieronima. Hieronim miał w swojej pieczy duchowej zarówno dziewice, jak i wdowy poświęcone Bogu.
Czytaj także: Kto jest kim? Mały przewodnik po życiu konsekrowanym



W 1215 roku Sobór Laterański IV ostatecznie zakończył udzielanie konsekracji dziewicom żyjącym w świecie, a kobiety pragnące poświęcić swoje życie Bogu mogły odtąd wstępować do zakonów. W XX wieku rozpoczął się oddolny ruch, szczególnie w krajach zachodniej Europy, postulujący powrót do konsekracji. Sobór Watykański II odpowiedział na to wołanie kobiet, odnawiając obrzęd konsekracji dziewic, który został ostatecznie zaaprobowany w 1970 roku i do dziś funkcjonuje.

Czym wyróżnia się życie dziewic konsekrowanych od innych stanów w Kościele?

Życie konsekrowane ma bardzo wiele form – od zakonów, poprzez zgromadzenia zakonne, instytuty świeckie, po stan dziewic, wdów konsekrowanych i ostatnio odradzający się stan pustelniczy. Jako dziewice konsekrowane rezygnujemy z pewnych rzeczy, które proponuje świat, codziennie dokonujemy wyboru, aby nasze życie było święte i oddane Bogu.

Inaczej niż w małżeństwie, gdzie kochamy Boga przez pryzmat współmałżonka, w naszym przypadku – tak jak i w innych formach życia konsekrowanego – Jezus Chrystus jest na pierwszym miejscu.

Co to oznacza w praktyce?

Wykonujemy swoje zawody, zgodnie ze zdobytym wykształceniem, są to w przeważającej większości zawody świeckie, w społeczeństwie ludzi świeckich. Jest to niejako powołanie w powołaniu – chcemy poprzez swoją postawę przybliżyć innym Boga. Jesteśmy świadome, że nie odznaczając się od innych, chociażby strojem, mamy wnosić w środowiska, w których przebywamy, Jezusa.
Czytaj także: Josemaría Escrivá: Patron świętej codzienności



Jak to robimy? Chociażby poprzez uczciwie wykonywaną pracę zawodową. A to owocuje, na przykład, w postaci awansów zawodowych. Jesteśmy dobrymi, rzetelnymi pracownikami, dlatego nasi przełożeni doceniają nas. Widocznym znakiem konsekracji jest obrączka, która stanowi znak zaślubin z Chrystusem. Obrączki te mogą stawać się powodem pytań, rozmów i dyskusji na temat naszych zaślubin.

Dziewice konsekrowane same dbają o byt materialny, a także o swój rozwój duchowy. Jakie szczególne obowiązki nakłada na kobietę przyjęcie konsekracji?

Jako dziewice konsekrowane zobowiązujemy się do codziennej modlitwy Liturgią Godzin; wręczany w czasie konsekracji każdej z nas brewiarz z rąk biskupa jest dla nas znakiem, że Bóg ma być uwielbiany przez nas każdego dnia. Jako osoby konsekrowane staramy się jak najczęściej uczestniczyć w Ofierze Eucharystycznej oraz adoracji Najświętszego Sakramentu.

Prowadzimy życie ukryte w Bogu, ale z drugiej strony – nie jest to stan ukryty, jak to jest w przypadku pań w instytutach świeckich i sióstr niehabitowych. Obrzęd konsekracji dziewic odbywa się publicznie w katedrze. Naszym odniesieniem jest wspólnota Kościoła lokalnego. Istotna jest jedność z biskupem i łączenie się na modlitwie, także wymadlanie łask Bożych w sprawach ważnych dla diecezji.

Czy z przyjęciem konsekracji bardzo łączy się zmiana podejścia do codziennego życia?

Duch Święty działa na miarę czasów. Kiedy powstawały zakony, było na nie zapotrzebowanie, potrzebne były także dzieła powstające przy zakonach, a więc ochronki czy szpitale. Znakiem naszych czasów jest wzrost powołań do życia kontemplacyjnego, ukrytego.
Czytaj także: Czy zakonnice to szczęśliwe kobiety? Rozmowa z autorką „Habit zamiast szminki”



Dzisiaj potrzeba również światu świadectwa czystości, dlatego z roku na rok zwiększa się liczba kobiet, które chcą zostać dziewicami konsekrowanymi Bogu. Jako dziewice mamy świadczyć o miłości Kościoła do Boga, tego brakuje współczesnemu światu. Nie tyle działać w tym świecie, ile dawać świadectwo.

Jakiś przykład?

Kiedy koleżanka w pracy pyta mnie, co robię szczególnego w moim stanie, odpowiadam, że licząc pieniądze – bo taka jest specyfika mojej pracy – cała jestem dla Pana Jezusa. Tym się różnimy. Mamy być także znakiem eschatologicznym czasów, gdy „ani się żenić nie będą, ani za mąż wychodzić” (Mt 22,30).

Ważne jest podkreślenie faktu, że bez łaski powołania żadna z nas w tym stanie nie wytrwa. W momencie podjęcia decyzji powinno nastąpić rozeznanie powołania. Dziewictwo konsekrowane nie może być ucieczką od trudów życia ani od bycia singlem, nie może też być rozumiane jako pełnienie dodatkowej funkcji w Kościele (obok takich, jak lider wspólnoty czy animator). Podejmując decyzję wstąpienia do stanu dziewictwa powinnam mieć rozeznanie, że to Jezus mnie powołuje.

Skąd jeszcze płynie pomoc na tej drodze powołania?

Pomocą w przeżywaniu naszego powołania są, obok oczywistego działania Ducha Świętego, comiesięczne spotkania wspólnotowe w naszych diecezjach. W trakcie takich spotkań dzielimy się doświadczeniami swojego życia, tym, w jaki sposób je przeżywamy i jednocześnie umacniamy się w swojej tożsamości.

Jest to bardzo ważne, ponieważ niektóre z nas żyją same, w przypadku choroby pozostawione są samym sobie. Bardzo ważne jest uczestnictwo w corocznych rekolekcjach organizowanych dla stanu dziewic przez podkomisję Episkopatu Polski. Nasze codzienne życie korygowane jest w kontakcie z kierownikiem duchowym.

Którzy święci patronują Pani życiu?

W moim życiu w pewnym momencie spotkałam się z postacią bł. Anieli Salawy. Była ona dla mnie wzorem odwagi w poświęceniu swojego życia Bogu w czystości. Salawa stała się w pewnym sensie moją patronką. W życiu, jakie wybrałam dzięki łasce Bożej, zwracam swoje myśli i modlitwy do błogosławionego Jerzego Popiełuszki i świętego Jana Pawła II. Zgłębiając historię dziewic konsekrowanych często proszę o pomoc pierwsze dziewice-męczennice.
Czytaj także: Ma żonę, a chodzi w sutannie. Kim jest diakon stały?

*Elżbieta Hurman OV jest dziewicą konsekrowaną z diecezji świdnickiej, pełni funkcję rzecznika prasowego Centrum Promocji Indywidualnych Form Życia Konsekrowanego przy Podkomisji Episkopatu Polski ds. IFŻK.

...

Jak widzimy form zycia jest wiele a Bóg jeden.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 82319
Przeczytał: 199 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 17:03, 24 Lip 2017    Temat postu:

Cztery wskazówki, które pomogą Ci odnaleźć Twoje prawdziwe powołanie
Michelle DeRusha | Lip 24, 2017
Bonninstudio/Stocky United
Komentuj


Udostępnij
Komentuj


Twoje najgłębsze ja zna prawdziwe talenty, jakimi Bóg Cię obdarował, i wie, jak ich użyć w służbie światu.


Z
eszłego lata miałam okazję spędzić trochę czasu z niewielką grupką literatów, podczas rekolekcji dla pisarzy. Pewnego wolnego popołudnia kilkoro uczestników rekolekcji zorganizowało zebranie, na którym mieliśmy dzielić się i dyskutować nad pomysłami i strategiami związanymi z wydawaniem książek, marketingiem i reklamą.

Początkowo czułam się bardzo podekscytowana. Wielu z tych pisarzy to uznani autorzy cieszący się licznymi rzeszami czytelników – nie to, co ja – byłam niezmiernie ciekawa tych wszystkich sekretów ich sukcesów.

Notowałam wszystko, co tylko mogłam, podczas gdy oni rozmawiali o wykorzystaniu profili społecznościowych, o lekcjach umieszczanych on-line, o poszerzaniu list mailingowych i innych marketingowych pomysłach. Słuchałam i pisałam, sporządziłam także listę najważniejszych etapów, do których należałoby przypisać te nowe strategie.
Czytaj także: Anna Schäffer. Święta, która powiedziała Jezusowi: „Czyń ze mną, co chcesz”

Jednak, mniej więcej w połowie zebrania, zorientowałam się, że mój wielki entuzjazm gdzieś prysł. Tak naprawdę byłam pełna lęku i niepokoju. Pisarze, którzy dzielili się swoimi, gwarantującymi sukces, biznesowymi strategiami rozprawiali z zapałem – było oczywiste, że lubili tę biznesową stronę pisarstwa i procesu wydawniczego. Jednak ja nie czułam takiego zapału i zaczęłam się zastanawiać, dlaczego.

Udało mi się zrozumieć przyczynę mojego strachu i niepokoju. To dlatego, że jestem autorką książek i pisarką, ale nie jestem przedsiębiorcą.


Przeżyj życie, zaczynając od własnego wnętrza

Jedną z przyczyn naszych walk o odkrycie własnego prawdziwego powołania jest to, iż wielokrotnie różni ludzie zmuszają nas, byśmy byli kimś lub czymś, kim/czym nie jesteśmy. Problem tkwi w tym, że gdy próbujemy stać się kimś, wbrew naszemu autentycznemu ja, zaczynamy czuć się w naszej pracy sfrustrowani i rozdwojeni. Bywa, że wykonujemy pracę, która napawa nas strachem i niepokojem, zamiast poszukać takiej, która nas rozbudzi, napełni entuzjazmem i wzbogaci.

Tamtego popołudnia na zebraniu zapomniałam, kim jestem. Zgodnie z tym, co twierdzi Parker Palmer, mówca i autor zajmujący się kwestiami duchowości i edukacji, przeżywałam wówczas moje życie z zewnątrz ku wnętrzu, zamiast z wnętrza na zewnątrz.
Czytaj także: Reżyser „Szarych Aniołów” o filmie, ludziach ulicy i Polaku uratowanym w Nowym Jorku

„Powołanie nie bierze się z nadmiernego przywiązania” – pisze Palmer w swojej książce Let Your Life Speak. „Ono przychodzi ze słuchania… Powołanie nie oznacza mety, do której biegniemy. Oznacza wołanie, które słyszę. Zanim powiem, co chcę zrobić z własnym życiem, muszę posłuchać, co moje życie chce mi powiedzieć o mnie”.

Nie jestem żadną bizneswoman. Jednak w dzień, gdy sporządziłam listę wszystkich tych biznesowych zabiegów, które winny ze mnie uczynić „autora sukcesu”, przynajmniej przez kilka minut starałam się nią być. Wchłonęłam to, co słyszałam z zewnątrz, i starałam się to zinterioryzować. Jednak, jak udowadnia Palmer, takie rozwiązanie nie działa zbyt długo.

„Prawdziwe ja, gdy jest ofiarą gwałtu, zawsze się sprzeciwi, czasami za bardzo wysoką cenę, aby zachować godność prawdy naszego życia”, pisze Palmer.
Czytaj także: Oto święty dla tych, którym wydaje się, że ich marzenia się nie spełniają

Kilka tygodni po pamiętnych rekolekcjach napisałam nową listę prac i projektów, które mnie pobudzają, wzbogacają i fascynują. Zrozumiałam, że lubię pomagać pisarzom i wspierać ich w rozwijaniu ich pomysłów. Dodaje mi energii sam proces pomagania autorom w pisaniu ich manuskryptu tak, by w rezultacie powstała książka najlepsza z możliwych.

W ten sposób odkryłam, że jestem zarówno wydawcą, jak i pisarką.

Nie wiem, czy zrozumiałabym moje prawdziwe powołanie pisarki i wydawcy, gdybym nadal zmuszała się do bycia bizneswoman, którą nie jestem. Gdybym nadał słuchała głosu mojego fałszywego ja, mojego ego wmawiającego mi, że powinnam być kimś innym, nie rozpoznałabym Bożego daru – mojego powołania do bycia wydawcą. Gdybym nadal żyła „z zewnątrz do wewnątrz”, zamiast z „wnętrza na zewnątrz”, mogłabym utracić to powołanie, które daje mi tyle siły, obdarza mnie życiem i wzbogaca mnie oraz moje doświadczenie.
Czytaj także: Czy zakonnice to szczęśliwe kobiety? Rozmowa z autorką „Habit zamiast szminki”
4 wskazówki, w jaki sposób słuchać samego siebie

Twoje najgłębsze ja wie, kim jesteś, zna Twoją prawdę, zna talenty, jakie otrzymałeś od Boga i wie, jak możesz nimi służyć światu. Jednak czasami trudno dotrzeć do tego „prawdziwego ja” i usłyszeć, co ono nam próbuje powiedzieć, szczególnie pośród tylu głosów, które rozpraszają naszą uwagę. Oto cztery wskazówki pochodzące z książki Parkera Palmera Let Your Life Speak, które pomogą Ci skupić uwagę na własnej wierze i odkryć swoje prawdziwe powołanie:
1. Zaobserwuj, czemu się opierasz i dlaczego

Ciągle odkładasz na później jakiś projekt? Być może to Twoja podświadomość próbuje oprzeć się czemuś, co nie jest dla Ciebie dobre. Zapytaj samego siebie, dlaczego się opierasz realizacji tego projektu, pomysłu czy pracy. Prawdopodobnie to Twoja intuicja próbuje Ci coś powiedzieć.
2. Obserwuj swoje reakcje fizyczne i swoje emocje

Monitorowanie swoich uczuć i reakcji fizycznych wielokrotnie może udzielić odpowiedzi na pytanie, czy poruszasz się w dobrym kierunku, szczególnie jeśli chodzi o jakąś nową sytuację.
3. Obserwuj, jak Twoje ego chce Cię zdefiniować

Twoje ego, nazywane również „fałszywym ja”, jest tą częścią Ciebie, na którą wpływ wywierają zewnętrzne wzorce i oczekiwania. Ego jest bardzo silne, gdyż jest stroną Ciebie, która chce być oglądana przez świat.

Jeśli walczysz o władzę, sukces, autorytet, sławę czy bogactwo, prawdopodobnie Twoje ego, wbrew Twemu prawdziwemu ja, będzie Tobą kierować. Podążanie za niezaspokojonymi pragnieniami własnego ego najprawdopodobniej nie doprowadzi Cię do słodyczy doświadczenia prawdziwego ja.
4. Obserwuj, co Cię ożywia, stymuluje i wzbogaca

Co Ci przynosi radość? Zadowolenie? Satysfakcję? Co Ci daje energię i sprawia, że czujesz, że żyjesz? Jakie Boże talenty są wyłącznie Twoje? Jak twierdzi teolog Frederick Buechner: „Miejsce, do którego woła Cię Bóg, to to, gdzie spotyka się głęboka radość z głodem świata”. Badając, co przynosi tę głęboką radość zaspokajającą potrzeby świata, odkryjesz własne powołanie.
Czytaj także: Rób to, co kochasz. Pusty slogan czy najlepszy pomysł na życie zawodowe?

Tekst pochodzi z angielskiej edycji portalu Aleteia

...

Trzeba rozeznac. Z gory czlowiek nie wie...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 82319
Przeczytał: 199 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 17:16, 29 Lip 2017    Temat postu:

24 godziny z życie zakonnika. Uwiecznione na zdjęciach
Jeffrey Bruno | Lip 29, 2017

Jeffrey Bruno
Udostępnij
Komentuj

Drukuj

Dzień z życia brata Bernardina Marii CFR.

Kiedy po raz pierwszy pojawiła się idea projektu „24 godziny”, wydawało się, że to dobry pomysł. Koncepcja fotografowania człowieka przez 24 godziny, by pokazać rzeczywistość jego życia, drobne szczegóły, jego ludzki wymiar, wydawała się interesująca, jasna i konkretna. Zauważcie, że nie użyłem słowa „łatwa”. Chyba nie przemyślałem do końca tego aspektu, który oznaczał robienie zdjęć przez co najmniej 18 godzin w sposób ciągły, jeśli odejmiemy godziny snu, i nieustanne, dość natrętne towarzyszenie komuś, nie będąc jednocześnie uczestnikiem tej historii, koncentrując się na tysiąc procent na temacie, świetle, kadrze i ustawieniu w każdej minucie realizacji tego projektu. Można powiedzieć, że to jak przebiegnięcie maratonu. Ale czy było warto? No pewnie.

© Jeffrey Bruno

Brat Bernardino Maria Soukup ze Wspólnoty Franciszkańskich Braci Odnowy ma wątpliwy zaszczyt bycia pierwszą osobą biorącą udział w tej serii. I za to jestem mu dozgonnie wdzięczny. Nie mógłbym chyba pracować z kimś bardziej wielkodusznym, otwartym i zaangażowanym.


24 godziny

© Jeffrey Bruno

Przyjechałem o 16.00 i zastałem brata Bernardina i brata Phillipa na przygotowywaniu wieczornego posiłku dla braci. Mógłbym wam opowiedzieć jakimi są kucharzami, ale myślę, że powinienem raczej podzielić się innymi wrażeniami.

Pobożność, braterstwo i humor… to cechy charakterystyczne. Doświadczyć życia w klasztorze to wejść w świat, który ma do zaoferowania wiele z najlepszego, co daje życie przeżywane w pełni i Prawdzie. Zafascynowany obserwowałem jak bracia przechodzili od żartów i śmiechu wprost do głębokiej modlitwy i adoracji. Właściwie te dwie cechy nie są sprzeczne; w istocie uzupełniają się: są zakorzenione w całkowitym oddaniu się braci Chrystusowi i wynikającej z tego radości.

© Jeffrey Bruno

Wiele zdjęć braci pokazuje, jak przygrywają na gitarach, grają w koszykówkę i takie tam. Te obrazy przesłaniają nieco ich wykształcenie i intelekt. Dlaczego uważa się, że ludzie, którzy dużo się uśmiechają, nie są zbyt mądrzy? Bracia wywodzą się z bogatej tradycji wielkich umysłów (wystarczy wspomnieć ojca Benedykta Groeschela lub ojca Apostoli). Kontynuując tę ​​tradycję, brat Bernardino zdawał właśnie egzamin końcowy z łaciny i miał zajęcia z Pisma Świętego, kiedy przyjechałem do klasztoru. Uzyskał stopień magistra teologii pastoralnej oraz magistra teologii, a także stopień licencjata świętej teologii na Uniwersytecie św. Tomasza z Akwinu (Angelicum) w Rzymie. Żaden z niego intelektualny próżniak! A jednak często się uśmiecha!

© Jeffrey Bruno

Jednym z największych nieporozumień dotyczących życia zakonnego jest przekonanie, że „poświęcamy różne rzeczy”, aby służyć Bogu. Chociaż, faktycznie, w pewnym sensie odwracamy się od spraw, które są naprawdę nieistotne lub szkodliwe w szerszej perspektywie, za to zyskujemy to, że stajemy się w pełni ludźmi, naprawdę wolnymi i będącymi w łączności z Bogiem, i otrzymujemy wszystko co prawdziwie przynosi radość, pokój, spełnienie. To może wydawać się sprzeczne z intuicją, ale to jest naprawdę „sekret” życia; wyrzec się siebie dla Bożej miłości i miłosierdzia, i otrzymać wszystko, czego tylko się chce i znacznie więcej.

© Jeffrey Bruno

24 GODZINY W 24 SEKUNDY – video klatka po klatce



Bracia są ludźmi z krwi i kości. Może kiedy wdzieją szary habit i przepaszą się sznurem, wydają się różnić od reszty. Ale w rzeczywistości ​​są tacy jak ty czy ja… to po prostu paczka facetów. Różnica polega na tym jak odpowiedzieli na wezwanie Boga; podjęli je i żyją nim. Habit jest zewnętrzną deklaracją, widzialnym przedstawieniem tego w co wierzą i Komu służą. Ale ja jadłem razem z nimi i wiem, że są po prostu paczką facetów. Świętych facetów.

© Jeffrey Bruno

Uczysz się sporo o człowieku, kiedy spędzasz z nim 24 godziny, a w twoim sercu i umyśle tworzy się pewne wrażenie. To nie wyobraźnia, to prawda o tym, jaka jest ta osoba, oparta na czynach, słowach i drobnych rzeczach, których świadomie nie zauważasz, ale które zapadają w ciebie.

© Jeffrey Bruno

Brat Bernardino w trzech słowach? Rozmodlony, pokorny i życzliwy. Ale trzy słowa nie mogą go w pełni opisać, ponieważ brakuje jeszcze słów: odważny, żarliwy i silny, i jeszcze miliona innych. Odważny w szukaniu woli Bożej i robienia wszystkiego co trzeba, by ją pełnić. Żarliwy w tym, że żyje swoim powołaniem do świętości z niemal namacalnym zapałem i mocny, ponieważ trzeba być prawdziwym człowiekiem, aby mieć siłę do niesienia krzyża, który chętnie przyjął.

© Jeffrey Bruno

Kliknij obrazek, aby zobaczyć pokaz slajdów.
Galeria zdjęć

Tekst opublikowany w angielskiej edycji portalu Aleteia.

[link widoczny dla zalogowanych]

Tak to jest normalne zycie! Nie ,,zmarnowane"...
Tak jak z grami slysze ,,prze grasz" zycie. Czyli jak gram to ,,trace aycie" moglbym robic cos ,,z sensem". Tak samo strata czasu na ksiazki czy sztuke... A rolnik traci czas na ,,pole"... Himalaisci to juz w ogole ,,glupota" bo doslownie traca zycie. Absurd. To sa rozne pola dzialania. I mozna je zmarnowac owszem ale mozna i zebrac plony...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 82319
Przeczytał: 199 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 17:03, 24 Sie 2017    Temat postu:

Powołanie do… bycia sobą
Rafał Matuszewski | Sier 24, 2017

Komentuj


Udostępnij
Komentuj


Może nasze górnolotne ambicje powołaniowo-realizacyjne są tuż obok nas. Albo lepiej – są w nas. Bo nasze powołanie najczęściej jest tam, gdzie jesteśmy.
Kim chciałbyś być, jak dorośniesz?

Lata 90. Rozmawia dziesięcio- i jedenastolatek.

– A ty, kim chciałbyś być jak dorośniesz? – pyta starszy młodszego.

– Ja? To w sumie nie wiem… Aha zapomniałem, przecież będę księdzem… a ty?

– Ja? Księdzem na pewno nie. Ja chciałbym zostać dziennikarzem.

Takie rozmowy to normalka w młodzieńczym czy dziecięcym wieku. Sam mam kilka takich za sobą. Czasem to tylko zwykłe fantazjowanie, nieraz nasycone dużym wpływem rodziców, czasem to zdefiniowane i samodzielne plany na przyszłość.

Pytanie o powołanie pojawia się na różnych etapach życia. Nawet tacy dziesięciolatkowie rozmawiają o swoim powołaniu, jeszcze tego w ten sposób nie nazywając. Młodzież szkół średnich często podczas spotkań rodzinnych jest torpedowana pytaniami o studia, przyszłą pracę. Chłopak, trzymając dziewczynę za rękę rozmawia z nią o ślubie, przyszłej rodzinie. Pięćdziesięciolatek zastanawia się nad swoją drogą życiową, siedząc w autobusie wiozącym go na pierwszą zmianę do kopalni.
Czytaj także: Quiz na kobiece powołanie, który nigdy nie powstał. A szkoda…
Powołanie jest w nas

Odpowiedź na pytanie o powołanie nie jest łatwa. Niejednokrotnie przychodzi późno lub nie przychodzi wcale. Do końca życia czasem szukamy naszego powołania. Ale czy szukamy w odpowiedni sposób? Czy czasem nie zatracamy się w tych poszukiwaniach brodząc w gąszczu pytań bez odpowiedzi? Szukamy czegoś wielkiego, odległego i wspaniałego… I jakoś tak się nam składa, że to coś nazwane przez nas powołaniem jest wielkie i wspaniałe, ale jednak zbyt odległe.

W poszukiwaniach i realizacji naszego wymarzonego powołania przeszkadzają nam codzienne obowiązki: odbieranie dzieci z przedszkola, remont kuchni, wstawanie na pierwszą zmianę do pracy czy zalegające sterty ubrań do prasowania. I ciągle odkładamy ten temat na później.

A może nie trzeba wcale szukać tak daleko? Może nasze górnolotne ambicje powołaniowo-realizacyjne są tuż obok nas. Albo lepiej – są w nas. Może to, że biorąc ślub 10 lat temu nie byłem do końca świadomy tego co robię, dziś może skutkować odkryciem mojego powołania właśnie w byciu mężem i ojcem? Może to, że zatrudniłem się na budowie 20 lat temu zaraz po skończeniu szkoły, okazuje się być tym w czym się dzisiaj spełniam – moim powołaniem?
Czytaj także: Matka, ojciec, troje dzieci – wszyscy zostali świętymi!
Istota

Kiedyś rozumiałem powołanie tylko i wyłącznie zero-jedynkowo. Albo się ma powołanie do bycia księdzem albo nie. Żadne inne możliwości w ogóle nie wchodziły w grę. Powołanie natomiast jest dużo głębszym i rozległym tematem, niż traktowanie go tylko w kwestiach bycia księdzem. Jaka jest istota powołania? Ano taka, że robi się coś do czego jesteśmy stworzeni.

I nie chodzi tu o jakieś wielkie rzeczy. Wystarczy być tatą, który co wieczór czyta bajkę na dobranoc, babcią, która piecze ulubiony sernik, polonistką, która porządnie przerobi okres Młodej Polski. Nasze powołanie najczęściej jest tam gdzie jesteśmy.

Sami nie jesteśmy w stanie odkryć, co tak naprawdę jest naszym powołaniem. Trzeba prosić Pana Boga, żeby dał nam wskazówki. On może wskazać nam drogę na drugą stronę globu, albo otworzyć nam oczy i postawić twardo w naszych czterech ścianach. Czasem trzaśnie nas po prostu jak grom z jasnego nieba, a czasem jest wynikiem przemyśleń, albo lepiej, wynikiem splotu różnych wydarzeń. Ale sens zawsze jest taki sam. Robić jak – NAJ – lepiej. Wtedy to, co zdawało się być dla nas przekleństwem, staje się naszym błogosławieństwem. Odkrywamy siebie jako młodego adepta sztuki sprzątania łazienki czy członka chóru parafialnego.

Powołanie to po prostu bycie sobą. Tylko trzeba siebie dobrze poznać. Znasz siebie?

Tak na marginesie, bohaterowie rozmowy przytoczonej na początku istnieją naprawdę. Mają się dobrze. Ten, który miał być dziennikarzem – od kliku lat nosi biały habit ojców Dominikanów. Ten, który miał być księdzem, jest szczęśliwym mężem i ojcem dwójki kochanych dzieciaków.

...

Kazde powolanie jest do bycia sobą...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 82319
Przeczytał: 199 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 5:41, 22 Wrz 2017    Temat postu:

Masz syna. Czy modlisz się o jego powołanie do kapłaństwa?
Marlena Bessman-Paliwoda | Wrz 22, 2017

Shutterstock
Udostępnij
Komentuj
Drukuj
„O, wasz syn to pewnie na kapłana pójdzie!”, „Żeby na zmarnowanie poszedł?” – odpowiada matka chłopaka. Czy jesteś gotowa oddać swojego syna Bogu na kapłana jak matki we włoskim Lu, które wymodliły 323 powołania?

Wchodząc do ełckiej katedry można po lewej stronie zobaczyć stolik, na którym odbywa się spontaniczna wymiana czasopism i książek religijnych.

Działa to tak, że jak już przeczytasz gazetę czy jakąś książkę, to możesz ją tutaj przynieść i zostawić, by ktoś inny mógł z niej skorzystać. Jednego wieczora jednak zobaczyłam tam bardzo starą książkę.

Okazało się, że jest to stary modlitewnik. Miał dodatkowo włożone kartki z pieśniami pisanymi na maszynie. Pomyślałam, że na pewno znajdę tam coś dla siebie i zapakowałam modlitewnik do torby i poszłam na mszę. Wieczorem, przekartkowując książeczkę, znalazłam modlitwę matki o powołanie kapłańskie dla syna.
Czytaj także: Sutanna zamiast łyżew. O polskim hokeiście, który poszedł za Jezusem


Mój syn na księdza?

Na pewien sposób było to dla mnie odkrywcze – gotowa modlitwa w modlitewniku stała się powodem refleksji: czy my, jako katolickie matki jesteśmy gotowe oddać swoje dzieci na posługę kapłańską lub do zakonu? Modlimy się o powołania kapłańskie ogólnie, ale czy pragniemy takiego powołania w swojej rodzinie, dla swojego dziecka?


323 powołania z malutkiej wioski

W 2007 roku Kongregacja ds. Kapłaństwa rozesłała do biskupów list o potrzebie „ożywienia adoracji eucharystycznej w intencji uświęcenia kapłanów i duchowego macierzyństwa”. Czytamy w nim, że „powołanie do bycia matką duchową kapłanów jest zbyt mało znane, niedostatecznie rozumiane i dlatego rzadko realizowane, pomimo swojej życiowej i fundamentalnej wartości. Powołanie to jest często ukryte, niewidoczne dla ludzkich oczu, a przecież zwrócone ku przekazywaniu życia duchowego”.

Każda kobieta może być duchowo matką kapłanów, modląc się o powołania. Św. Augustyn zaznacza, że to kim się stał i w jaki sposób, zawdzięcza swojej matce. Przykładów kobiet, matek, samotnych kobiet modlących się o powołania w liście przytoczonych jest wiele i każde jest tak samo piękne. Waszą uwagę chcę jednak zwrócić na jedną historię, która miała miejsce we Włoszech pod koniec XIX wieku.

W małej wiosce Lu, ok. 90 km od Turynu, pod przewodnictwem proboszcza matki rozpoczęły co tydzień modlitwę przed Najświętszym Sakramentem o powołanie jednego z ich dzieci na kapłana lub do zakonu. W każdą pierwszą niedzielę miesiąca przyjmowały Komunię w tej intencji. Po mszy św. modliły się razem, prosząc o powołania kapłańskie. Pan Bóg odpowiedział na modlitwę prostych mam. I to jak hojnie!

Z wioski Lu wyszły 323 powołania do życia konsekrowanego (trzysta dwadzieścia trzy!): 152. kapłanów (i zakonników) i 171 zakonnic. Z niektórych rodzin były trzy lub cztery powołania. Wśród „wymodlonych” kapłanów jest bł. Filip Rinaldi. O innym z kapłanów z tej wioski wypowiedział się sam papież Jan XXIII, że to ten właśnie kapłan powinien być papieżem, a nie on. Przykładów świętych kapłanów wymodlonych przez ich matki z tej miejscowości nie ma końca.

Modlitwa, którą matki rodzin odmawiały w Lu – jak czytamy w liście do biskupów – „była krótka, prosta i głęboka”:

Panie spraw, aby jeden z moich synów został kapłanem! Ja sama pragnę żyć jako dobra chrześcijanka i prowadzić moje dzieci ku dobru dla uzyskania tej łaski, by móc ofiarować Ci, Panie, świętego kapłana. Amen.
Czytaj także: Jak pewna Amerykanka została zakonnicą, by jej mąż mógł zostać księdzem


„Syn na kapłana? Pójdzie na zmarnowanie”

To kolejny dowód, że nie trzeba wiele. Nikt kapłanem się nie rodzi. Potrzebna jest nasza modlitwa i otwarte serce na powołanie własnego dziecka.

Dlaczego? Jeden z kapłanów opowiadał mi historię rodziny będącej blisko kościoła – pomagali proboszczowi, dbali o kościół. Syn z tego domu często był na mszy i chętnie w parafii się udzielał. Ksiądz kiedyś powiedział: „O, wasz syn to pewnie na kapłana pójdzie”, na co jego mama szybko odpowiedziała: „Żeby na zmarnowanie poszedł?”. W takim miejscu powołanie zostanie zduszone, jedno może się uchowa, ale trzy już nie. Prośmy zatem Pana, by dał robotników, bo ich mało, a nam dał otwarte serca, jak mamom z Lu, by tych robotników mu oddać.


Dwa zdania. Czy jesteś na nie gotowa?

Panie spraw, aby jeden z moich synów został kapłanem! Ja sama pragnę żyć jako dobra chrześcijanka i prowadzić moje dzieci ku dobru dla uzyskania tej łaski, by móc ofiarować Ci, Panie, świętego kapłana. Amen.

...

Bardzo wazna sprawa.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 82319
Przeczytał: 199 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 10:04, 22 Paź 2017    Temat postu:

Dlaczego młody człowiek miałby woleć celibat od życia w związku?
Gelsomino del Guercio | 22/10/2017
fot. Marta D'Avenia
Alessandro D'Avenia
Komentuj


Udostępnij
Komentuj


Wyjaśnia Alessandro D’Avenia, ulubiony pisarz nastolatków, który swoje życie oparł na celibacie.


C
o skłania młodego człowieka do życia w celibacie i oddania życia na służbę Bogu i bliźnim? Alessandro D’Avenia, czterdzieści lat, autor poczytnych powieści, a zarazem nauczyciel w jednym z mediolańskich liceów, autor bloga Prof. 2.0, nigdy nie krył swojego powołania. Przeciwnie, uczynił z niego swój manifest. I jego rozważania na temat celibatu będą jednym z tematów najnowszej książki „Ogni storia è una storia d’amore”, która trafi do księgarni 31 października.


Nie rezygnuję z miłości

„Miłość w związku? Dobrze mi tak, jak jest – powiedział w wywiadzie udzielonym „Corriere della sera” (2 czerwca) – Postanowiłem poświęcić się młodzieży, szkole i wolontariatowi. Do celibatu dojrzałem z czasem. To wcale nie oznacza rezygnacji z miłości. Przeżywam ją, podążając innymi ścieżkami, tam, gdzie prowadzi mnie pasja do opowiadania i słuchania opowieści, w szkole, w teatrze, w książkach”.

I dodaje: „Nie jestem filantropem i tyle. Moje życie jest wypełnione relacją z Bogiem, ale nie mam powołania do kapłaństwa. I moja miłość do Niego ma w gruncie rzeczy wymiar uczuciowy. Nie potrafię bez niej żyć”.
Czytaj także: Ks. Przemek KAWA Kawecki: Oto dlaczego bronię celibatu


Nie jestem sentymentalistą

Na uwagi dziennikarza, że być może jeszcze nie spotkał „tej jedynej”, odpowiada spokojnie:

„Podziwiam kobiecy urok, ale Bóg, który jest jego źródłem, zauroczył mnie jeszcze bardziej. Moja postawa to nie idealizm, sentymentalizm czy ucieczka od rzeczywistości. To głęboka miłość, która wzrasta z dnia na dzień i przepełnia mnie całego. Jeśli ma się szczęście przeżywać taką miłość, to nie ma się wyjścia. Nie można jej odrzucić”.

D’Avenia przyznaje, że jego uczniowie nie mogą się temu nadziwić. „Co za szkoda” – słyszy od dziewcząt. Inni pytają: „A nie chciałby pan założyć rodziny?”.

„Patrzę wtedy na nich i mówię: myślicie, że nie mam dzieci?” – odpowiada.


Życie bez seksu

Kiedy rozmowa schodzi na seks i na to, jak może żyć bez niego, D’Avenia pogodnie tłumaczy, że „opowiadać o zauroczeniu i rozczarowaniu seksem to opowiadać o miłości. Uprawiamy miłość tak, jak kochamy, seks ujawnia naszą zdolność do kochania. Czasem miłość fizyczną można wyrazić prostu pieszczotą”.

W dzisiejszych czasach, wbrew temu, co się powszechnie sądzi, nie ma „wiele transgresji, czyli zdolności do przekraczania ograniczeń, wzrastania. Przekroczeniem norm jest bycie wiernym, bycie uprzejmym nawet wtedy, kiedy jest się zmęczonym, przepraszanie, zaskoczenie nieoczekiwanym słowem ma wymiar erotyczny”.



Artykuł pochodzi z włoskiej edycji portalu Aleteia

...

Cenny wzor w seksulanie wynaturzonym czasie.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 82319
Przeczytał: 199 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 7:40, 24 Paź 2017    Temat postu:

Zrozumiałem, że mam zostać mnichem, a przecież jestem żonaty. Świadectwo
Redakcja | 23/10/2017
Shutterstock
Komentuj


Udostępnij
Komentuj


Zagościła we mnie olbrzymia Radość. I ta Radość trwa do dziś. Co mnie skłoniło do zostania oblatem benedyktyńskim w Tyńcu? I jak to działa?


P
o raz pierwszy zetknąłem się z duchowością monastyczną podczas moich wakacyjnych pobytów w Taizé w latach 1998-99. Fenomen modlitwy, który przyciąga do tego miejsca wielu młodych ludzi absolutnie mnie porwał. Poczułem olbrzymią siłę „magnetycznego przyciągania” Boga, która była wcześniej przede mną zakryta.
Czytaj także: Nie naprawimy świata, ale zawsze możemy zrobić „coś”. Rozmowa z braćmi z Taizé
Wspólnota z Taizé i zasiane ziarno

Po tygodniu spędzonym w grupie biblijnej zdecydowałem się na rekolekcje w tzw. grupie ciszy. Po raz pierwszy byłem sam w skromnie urządzonej celi, milczałem przy posiłku i przy wspólnym zmywaniu naczyń. Po śniadaniu brat Alojz (który jest obecnie przeorem w Taizé) wprowadzał Nas w lectio divina.

Resztę dnia poświęcałem na medytację nad fragmentami Biblii i osobistą modlitwę. Włóczyłem się po pobliskich kościółkach romańskich, nierzadko sam spędzałem w nich długie godziny. Również spożywanie posiłku nabrało dla mnie nowego, duchowego wymiaru.

Bracia z Taizé, ubrani w białe kukulle, fascynowali mnie, kiedy wchodzili na modlitwę przy dźwięku dzwonów. Pod koniec mojego pobytu wybrałem się na wycieczkę do Cluny i tam po raz pierwszy usłyszałem o duchowości benedyktyńskiej. Po powrocie do domu nie mogłem otrząsnąć się z tego, czego doświadczyłem. Ziarno zostało zasiane…
Tyniec po raz pierwszy

Moje studia muzyczne, a następnie cała moja skomplikowana historia życia spowodowały, że ziarno nie mogło wzrosnąć, ale ciągle tkwiło we mnie. Bóg jednak nie dawał za wygraną.

Po raz pierwszy na kilka dni pojechałem do klasztoru w Tyńcu w 2003 roku razem ze Scholą Cantorum Minorum Chosoviensis, której byłem wtedy jednym z członków.
Czytaj także: Medalik św. Benedykta i związany z nim egzorcyzm. Jak go rozumieć?

Pamiętam, że miejsce mnie urzekło swoją ciszą i wielowiekową historią. Mimo jednak, że śpiewałem chorał, liturgia benedyktyńska była mi obca. Musiało minąć kilka dobrych lat, abym w ogóle przeczytał Regułę św. Benedykta.

Stało się to w 2009 roku, kiedy po raz pierwszy otrzymałem zajęcia z historii muzyki średniowiecza na Akademii Muzycznej w Katowicach. Zauważyłem, że nie sposób mówić o muzyce tego okresu bez wgłębienia się w duchowość monastyczną. Więc zanurkowałem… i to było olśnienie. Reguła św. Benedykta napisana bardzo prostym językiem nie olśniła mnie tak jak później Księga Życia Jeruzalem, ale rozpaliła we mnie pragnienie bycia bliżej Boga.
Oblaci benedyktyńscy w Tyńcu

Wszystko, co przeżyłem w Taizé 10 lat wcześniej, nagle odżyło. Zrozumiałem, że miałem zostać mnichem, a jestem żonaty. Wtedy zacząłem przeglądać stronę internetową opactwa w Tyńcu i zobaczyłem, że istnieje coś takiego jak oblatura benedyktyńska. Zdecydowałem się więc pojechać na comiesięczne spotkanie oblatów i po okresie rocznego nowicjatu oblackiego przyjąłem przyrzeczenia w grudniu 2012 roku. Ziarno po latach zaczynało wzrastać…

Co daje mi przynależność do benedyktyńskiej wspólnoty? Po przyjęciu do oblatów zacząłem odkrywać monastyczną liturgię godzin. Najpierw codziennie modliłem się kompletą, po roku dołączyłem jutrznię, a dopiero po 4 latach dodałem modlitwę w ciągu dnia. Modlitwa psalmami stała się dla mnie tak fascynująca i wciągająca, że zagościła we mnie olbrzymia Radość. I ta Radość trwa do dzisiaj…
Czytaj także: Trzeci zakon – ukryta droga tercjarzy do świętości

Mój rozkład dnia jest podporządkowany tym trzem modlitwom, aczkolwiek ich godziny nie są sztywne. Obok monastycznej liturgii godzin odkryłem też codzienną lekturę Pisma Świętego, na którą poświęcam czas po południu.

Ważna jest dla mnie praktyka modlitwy Jezusowej, zwłaszcza kiedy jadę autobusem do pracy, idę piechotą czy trwam w ciszy w domu. Staram się żyć Regułą św. Benedykta na co dzień, jest to tak na prawdę reguła bardzo praktyczna, a z drugiej strony na tyle elastyczna, że można ją zastosować do świeckiego życia.
Świecki mnich żyjący w mieście

Spotykamy się we wspólnocie oblatów w Tyńcu raz w miesiącu w soboty. Obok wprowadzenia do lectio divina mamy mszę świętą, adorację, a także wspólną rekreację. Dwa razy do roku przeżywamy weekendowe rekolekcje w Wielkim Poście i w Adwencie.

Dzięki wspólnocie nie tylko odkryłem duchowość monastyczną, ale także doświadczyłem autentycznej ludzkiej przyjaźni i solidarności. Poznałem wspaniałych przyjaciół, równie szalonych jak ja, z którymi mogę dzielić swoje życie.

Moja prywatna droga nie okazała się pozbawiona trudności. W zeszłym roku byłem zmuszony odseparować się od swojej żony, wyprowadzić się z ukochanego domu i zająć się wychowaniem naszej córki. Nie było to łatwe, kiedy odczułem jak duży bagaż noszę na sobie. W tym trudnym czasie opactwo stało się moją ostoją, a moi przyjaciele moją rodziną. Teraz dzięki mojej córce i moim studentom mój dom staje się coraz bardziej małym klasztorem, a moje serce sercem ojca i świeckiego mnicha żyjącego w mieście.

...

Tak rodzi sie powolanie.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 82319
Przeczytał: 199 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 18:12, 22 Lis 2017    Temat postu:

Kard. Tagle dla Aletei: powołanie to nie jakiś cudowny znak
Monika Burczaniuk | 22/11/2017

Vandeville Eric/ABACA/EAST NEWS
Udostępnij
Komentuj

Drukuj

Bóg działa w naszych, ludzkich warunkach. Powołanie to zamiar, jaki Bóg ma wobec nas. On stworzył każdą osobę w jakimś celu. I ten cel już jest realizowany, tylko musimy go odkryć. To jest bardzo proste – mówi kard. Tagle w wywiadzie dla Aletei.
Jak odkryć swoje powołanie?

Monika Burczaniuk: W przyszłym roku odbędzie się synod „Młodzi, wiara i rozeznanie powołania”. Co Ksiądz kardynał chciałby powiedzieć młodym ludziom? Jak mają rozeznać swoje powołanie?

Kard. Luis Antonio Tagle: Niektórzy młodzi ludzie myślą, że powołanie to jakiś cudowny znak – głos z nieba albo piorun. Nie. (śmiech) To się pewnie zdarza, ale bardzo rzadko. Tak jak w przypadku św. Pawła, Mojżesza, ale raczej nie u zwykłych ludzi, jak my. Zawsze mówię młodym, że Bóg działa w naszych, ludzkich warunkach. Powołanie, Boże wezwanie to zamiar, jaki Bóg ma wobec nas. Bóg stworzył każdą osobę w jakimś celu. I ten cel już jest realizowany. Tylko musimy go odkryć. To jest bardzo proste. (śmiech)

Naprawdę?

Trzeba spojrzeć w swoje serce! Poznać siebie, poznać, jakie otrzymaliśmy dary, jakie mamy talenty, zainteresowania. Potem oczyścić swoją głowę i serce, żeby uświadomić sobie, że nie żyjemy tylko dla siebie. Wtedy zobaczymy, jak nasze talenty mogą służyć innym. To jest start rozeznawania powołania. Wszystkie te dary, zainteresowania i talenty pochodzą przecież od Niego – dał je nam, decydując, że nie są tylko dla nas.
Czytaj także: Jak odkryć swe powołanie i zostać „kaznodzieją Jezusa”? Franciszek tłumaczy

Żyjemy w czasach, kiedy nie jest łatwo usłyszeć głos w sobie. Szczególnie, że świat go skutecznie zagłusza.

Tak, to prawda. Przed synodem słyszymy od wielu młodych ludzi, że oni szukają, ale warunki do słuchania nie zawsze są odpowiednie. Zwłaszcza w dzisiejszych czasach, kiedy jesteśmy związani z tak wieloma rzeczami: telefon, internet, mail, komunikatory… To jest dobre, ale czasami przez te połączenia jesteśmy obecni na całym świecie.

Jesteś w Europie, ale łączysz się z tym, co się dzieje w Australii. I nawet jeśli nie szukasz hałasu to wszystkie możliwości komunikacyjne mogą do tego prowadzić. Dlatego potrzebujemy trochę dyscypliny. Mówię młodym ludziom, że żeby pogłębić swoją relację z drugim człowiekiem trzeba pobyć raz na jakiś czas w samotności.

Nie chodzi o zrywanie kontaktów! Samotność, modlitwa, refleksja, nawet odpoczynek, to droga do poznania samego siebie i tym samym lepszych relacji z innymi. Kiedy jesteśmy zajęci, wciąż gdzieś gonimy, nie widzimy ludzi obok nas – ubogich, którzy nas potrzebują. Czasem nawet w rodzinie, każdy z członków jest tak pochłonięty światem wirtualnym, że tracą połączenie między sobą. Dlatego czas dla siebie nie jest źle rozumianą izolacją. Jest po to, żeby poprawić jakość relacji z innymi.


Nie można mieć wszystkiego

Dobrze, a co wtedy jeśli ktoś ma dwie opcje w rozeznawaniu powołania? Chciałby być lekarzem i powiedzmy księdzem? Jak wybrać właściwą drogę?

Bardzo dobre pytanie. Bywają takie decyzje, że oba wybory są dobre. Łatwo wybrać, kiedy jedno jest dobre, a drugie złe. Wiadomo, że wybierzesz dobre. Ale czasem rozeznając widzisz, że masz predyspozycje do obu opcji. Możesz być dobry w jednym i drugim. Mało tego, świat potrzebuje obu i oba służą ludziom. To jest bardzo trudne, ale myślę, że w tym przypadku trzeba wziąć pod uwagę jedno kryterium: co pomoże mi bardziej iść za Jezusem? I odpowiedzią naprawdę nie w każdym przypadku jest kapłaństwo.

To kryterium dotyczy także wyborów w kontekście małżeństwa? Co, jeśli mamy dwa dobre wybory?

Przede wszystkim trzeba sobie uświadomić, że nie można mieć wszystkiego.

To jest problem dzisiejszego świata!

Tak, chcemy mieć wszystko. Chcemy idealnego życia, partnera, idealnej pracy. I kiedy tylko zobaczymy jakąś wadę mówimy: nie, to nie dla mnie. Nigdy nie znajdziesz ideału! Wybierając odpowiednią osobę, musisz zweryfikować na modlitwie, jakie są twoje motywacje i po prostu „skoczyć w wiarę”. I znów odpowiedzieć sobie na pytanie: z którą z osób będę mógł/mogła być bliżej Jezusa? Z kim mogę lepiej służyć innym?
Czytaj także: Kard. Tagle o ŚDM: Mam nadzieję, że polska młodzież doceni to, co ma


Bądź otwarty i szukaj swojej drogi

A jak było z powołaniem Księdza Kardynała?

Początkowo planowałem zostać lekarzem.

Więc moje pytanie było uzasadnione!

Tak! (śmiech) Już jako dziecko myślałem, że będę lekarzem. Moi rodzice też się cieszyli. Kiedy miałem 14 lat, w mojej parafii powstała nowa młodzieżowa wspólnota, do której zostałem zaproszony. Wcale nie chciałem do niej należeć, ale to właśnie ona pozwoliła mi zobaczyć inną rzeczywistość. Pomagaliśmy dzieciom ulicy, z ubogich rodzin, żyjącym w slumsach. Doświadczyłem pracy społecznej, ale dalej byłem skoncentrowany na medycynie. Ludzie pytali, czy nie chciałbym być księdzem, ale to ignorowałem. „Nie, nie, idę na medycynę, a w parafii tylko pomagam”.

I wtedy coś się stało. Jeden z księży zapytał mnie, czy wiem, że na uniwersytecie jezuitów można dostać stypendium? „Możesz tam zrobić kurs przygotowujący do studiów medycznych. Jeśli dostaniesz stypendium, będziesz mógł pomóc rodzicom”. Więc poszedłem na egzaminy. Już na pierwszym zorientowałem się, że to nie jest żaden egzamin na medycynę, ale do seminarium! Byłem wściekły! „Dlaczego ksiądz mnie oszukał?!” – wołałem, a on powiedział: „Chciałem otworzyć ci oczy, bo masz ograniczony umysł i nie bierzesz pod uwagę nic innego niż medycyna!”.

Byłem zły, ale po tym zacząłem sobie zadawać pytania. Kiedy już zacząłem skłaniać się w stronę kapłaństwa okazało się, że oblałem egzamin. Za to dostałem się na uniwersytet i mogłem zacząć kierunek medyczny. Ale ja zacząłem się zastanawiać, rozmawiałem z wieloma ludźmi.

Byłem zdezorientowany, ale dużo się modliłem: „Panie w tym całym zamieszaniu Ty pokaż mi drogę, bo ja sam już nic nie widzę”. Powoli, powoli… Zdecydowałem się wrócić do seminarium i zapytać, czy mogę spróbować jeszcze raz. Odmówili. Po dwóch, trzech odrzuconych prośbach zdecydowałem, że skoro drzwi seminarium są dla mnie zamknięte – mam zostać lekarzem.

Ostatniego dnia rekrutacji stałem w kolejce, żeby zapłacić. Zobaczył mnie jezuita, który przeprowadzał rozmowy kwalifikacyjne z kandydatami do seminarium. „Co ty tu robisz? Jesteś taki uparty, przecież rektor powiedział ci, że cię nie przyjmie!”. „Wiem, dlatego więcej nie próbuję. Zostanę przy medycynie” – odpowiedziałem. On odwrócił się i powiedział: „Chodź”. Przeprowadził ze mną rozmowę kwalifikacyjną, zadzwonił gdzieś i po chwili powiedział: „Skoro już okazałeś zainteresowanie – spróbujmy. Ale tylko na jeden semestr!”. Po tym jednym semestrze pozwolili mi zostać.


Potrzebujesz ludzi

A teraz jest Ksiądz kardynałem! Życie jest nieprzewidywalne.

Wniosek jest taki – szukaj swojej drogi, ale bądź też otwarty na to, co oferuje ci życie. Nie wszystko jest pod naszą kontrolą. Kto by pomyślał? Byłem ostatni na liście do przyjęcia, a teraz, tak jak powiedziałaś, jestem kardynałem (śmiech). Poszukiwania wymagają twojego wysiłku, ale potrzebujesz też ludzi, którzy cię znają, którzy zobaczą coś, czego ty sam nie widzisz. Byłem wtedy wściekły na tego księdza, ale on tak naprawdę był narzędziem!

Niesamowita historia!

I takie jest właśnie życie. Wydaje ci się, że podjąłeś ostateczną decyzję… Wydaje ci się (śmiech). Dlatego mówię młodym ludziom, żeby nie popadali we frustrację. Czasami młodzi ludzie załamują się, gdy ich plany nie układają się tak, jak chcieli. Wtedy trzeba spojrzeć z szerszej perspektywy, może Bóg ma dla ciebie lepszą historię?

Myślę, że pierwszym krokiem do rozeznania powołania jest wolność.

Tak, ale wolność nie oznacza, że mogę robić, co chcę. Być wolnym to znaczy być szczerym, wolnym od kłamstw i złudzeń. Jestem wolny, bo wiem, kim jestem. Znam swoją siłę i znam swoją słabość. Jeśli jestem wolny w tym znaczeniu, wiem co jest dla mnie możliwe. Jeśli nie jestem dobry z matematyki to nie mogę być księgowym i nie mam z tym problemu. Wolność to dawanie siebie innym i to jest celem powołania. Wolność oparta jest na prawdzie i na miłości. Jeśli nie jesteś wolny w miłości – to nie jest miłość.

...

To propozycja ktorej nie ma obowiazku przyjac.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 82319
Przeczytał: 199 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 18:50, 14 Gru 2017    Temat postu:

Myślisz o wstąpieniu do zakonu? O tych sprawach koniecznie musisz wiedzieć
Przemysław Sałek | 14/12/2017
EAST NEWS
Komentuj



Udostępnij




Komentuj



O plusach i minusach życia w zakonie opowiada dwóch ojców: jezuita i paulin. Szczerze opowiadają, jak jest i o czym trzeba myśleć przy podejmowaniu decyzji o wstąpieniu do zgromadzenia.

Być zakonnikiem, czyli codziennie służyć Bogu i drugiemu człowiekowi, to bez wątpienia piękne życie. Jednak obranie takiej drogi nie należy do najłatwiejszych.
Czytaj także: Czy zakonnice mogą dbać o urodę? Św. Teresa ma odpowiedź!
Życie zakonne: porozmawiajmy o trudnościach

Zadałem znajomemu jezuicie serię pytań. Jak to jest naprawdę z tym życiem w zakonie? Jakie są największe jego pozytywne i negatywne zaskoczenia związane z wieloletnią obecnością w Towarzystwie Jezusowym? Z jakimi wyzwaniami należy się zmierzyć? Czy warto? I od razu zaznaczyłem, że zależy mi na szczerej odpowiedzi, bez „lukrowania”. Szybko więc przeszliśmy do kwestii najtrudniejszych.

Dużym wyzwaniem w życiu zakonnym bywa swego rodzaju samotność i brak emocjonalnego wsparcia od tej jednej osoby. Często z najtrudniejszymi problemami trzeba konfrontować się samemu – podkreśla na wstępie.

Kolejny problem to „brak demokracji”. Choć zakony różnią się znacznie pomiędzy sobą w tym aspekcie, to jednak zawsze należy mieć na względzie dużą zależność od przełożonego. Podobnie jak np. w pracy, gdy natrafimy na kiepskiego przełożonego, z którym ciężko jest się dogadać, wtedy może w nas rodzić się frustracja. Decydując się na życie we wspólnocie, musimy być świadomi tego ryzyka.

Wyzwaniem jest także to, że niezależnie od tego, jak długo jesteś zakonnikiem, to większość rzeczy – tj. wyjazdy, nowe pomysły, wydatki etc. – musi być konsultowana z przełożonym, który ma obowiązek wysłuchać racji podwładnego, ale ostatecznie to on podejmuje decyzję.

Jak podkreśla jezuita, trzeba być także świadomym, że w życiu zakonnym trudne mogą być częste zmiany domu zakonnego, które najczęściej następują wtedy, gdy ktoś już się dobrze zadomowi w pewnym miejscu i wtedy trudno jest zostawić swoje wspólnoty i rozpoczęte aktywności. „Ale ma to nas uczyć wolności”, czyli nieprzywiązywania się do wygodnego życia.
Jakie są największe plusy?

U jezuitów pozytywne zaskoczenie, jakie mnie spotkało to doświadczenie „Ćwiczeń Duchowych” i formacji, która daje wspólne korzenie. Dlatego w każdej wspólnocie, do której bym nie trafił, nawet za granicą, nie czuję się obcy wśród jezuitów. Ponadto będąc w zakonie, który wydał tylu świętych, mam ufność, że jestem na drodze, która – jeżeli się w nią dobrze zaangażuję – pozwoli mi wydać dobry owoc w moim życiu. W Towarzystwie Jezusowym wiem, że mogę zaangażować się na rzecz Kościoła w bardzo różny sposób i mogę śmiało wychodzić z inicjatywami.

W zakonie o wiele łatwiej być też celibatariuszem niż np. w diecezji. Wspólnota, jakakolwiekby nie była, zawsze jest dużym wsparciem.
Czytaj także: O. Tomasz Nowak OP: w zakonie niesłusznie oskarżono mnie o alkoholizm. Wytrwałem i przebaczyłem
Gdy usłyszymy głos powołania

Z kolei o. Andrzej Grad, paulin – referent ds. powołań, na pytanie: „Co powinien wiedzieć ktoś, kto myśli o życiu zakonnym?”, odpowiada: „Nic na siłę”. Ale warto zweryfikować ewentualne powołanie i podjąć konkretną decyzję. Nie ma nic gorszego niż brak decyzji.

„Człowiek nic nie musi. Bóg oczekuje od nas odwzajemnienia tej miłości, ale w wolności. Bóg mi coś proponuje, ale ode mnie zależy, czy podejmę wyzwanie, czy odpowiem na zaproszenie, które jest też wyrazem ogromnego zaufania, jakim Bóg darzy konkretnego kandydata do życia konsekrowanego” – mówi. I dodaje:

Można nawet mieć wewnętrzne przekonanie o słuszności decyzji potwierdzone Bożymi znakami. Można nawet mieć upatrzony zakon… a jednak ciągle stać w miejscu, bojąc się zaryzykować, bojąc się zrobić ten krok do przodu w nieznane. Dzisiaj szczególnie młodzi znacznie bardziej niż kiedyś boją się podejmować decyzje, które swymi konsekwencjami dotykają ich przyszłości, boją się ryzykować, iść w nieznane. I dlatego chyba tak wielu męczy się przez lata w niepodjętych nigdy decyzjach. Nie zły życiowy wybór, ale niepodjęcie żadnej decyzji jest najgorsze w życiu.

Warto jeszcze wspomnieć, że wstąpienie do zakonu lub zgromadzenia, chociaż od samego początku powinno zakładać pragnienie wytrwania do końca życia, dopiero po kilku latach formacji wiąże się z podjęciem ostatecznej decyzji poprzez wieczyste śluby zakonne. Np. w zakonie paulinów mija 6 lat od wstąpienia zanim zakonnik złoży śluby zakonne do końca życia. Więc tak naprawdę jest czas, aby się przyjrzeć, doświadczyć i podjąć konkretną, świadomą decyzję.
Życie zakonne może uszczęśliwić

Co powinien jeszcze wiedzieć ktoś, kto rozeznaje swoje powołanie? „Że nie jest się w tym wszystkim samemu. Są miejsca i ludzie, którzy mogą pomóc rozeznać. Myślę tu o rekolekcjach powołaniowych, referentach powołaniowych w zakonach czy seminariach duchownych. Są też ośrodki powołaniowe, strony internetowe, filmiki. Wystarczy poszukać, by znaleźć pomoc, by się poradzić, zapytać, a nawet z nieco bliższej odległości przyjrzeć się życiu zakonnemu” – podkreśla o. Andrzej Grad. Paulin dzieli się także swoimi doświadczeniami.

Na początku mojego zakonnego życia pamiętam, że od razu czułem się dobrze w zakonie. Czułem, że jest to moje miejsce, a szedłem z nastawieniem spróbowania i upewnienia się, że nie jest to moje miejsce, bo przecież miałem własne plany na życie. Patrząc dziś na młodych adeptów życia zakonnego, mam wrażenie, że z zaskoczeniem odkrywają, iż zakon to nie tylko modlitwa, a zakonnik czy siostra zakonna to także osoba zaangażowana duszpastersko w ten świat.

Myślę też, że problemy w zakonach zasadniczo nie różnią się od tych ludzkich, codziennych. Tam, gdzie są ludzie, tam są ludzkie problemy, tarcia. We wspólnotach uczymy się nosić swoje brzemiona, a nie zawsze jest to proste. Ale odwagi! Życie zakonne naprawdę może Cię uszczęśliwić.

...

Co jest swietne dla jednego niekoniecznie dla drugiego. Znamy to...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 82319
Przeczytał: 199 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 12:42, 03 Lut 2018    Temat postu:

AKTUALNOŚCI

DOBRE HISTORIE

DUCHOWOŚĆ

STYL ŻYCIA

POD LUPĄ

KOŚCIÓŁ

FOR HER

KULTURA

SZTUKA I PODRÓŻE

WIEDZIAŁEŚ O TYM?
Reklama



Piotr Bogdanowicz
Po czym poznać leniwego człowieka? Oto cztery jego cechy według Biblii

Elizabeth Scalia
Chcesz mieć spokojny sen? Odmów tę wieczorną modlitwę

Ks. Łukasz Kachnowicz
Ksiądz zdradza, ile trzeba dawać w kopercie podczas kolędy

Katarzyna Szkarpetowska
Panie Boże, pamiętaj, że w piątek jest sprawdzian z historii! Dzieci piszą listy do Boga

Dominika Cicha
Zobaczyli zdjęcie córki na plakacie proaborcyjnym. Twitter przeprasza

Redakcja
Mackiewicz: Jestem tu bliżej Boga. I śpiewa Abba Ojcze [wideo]

Magda Jakubiak
7 najciekawszych współczesnych kościołów w Polsce

Tomasz Reczko
„Do Jezusa Ipanienki” – najpopularniejsze przejęzyczenia w kolędach

Aleksandra Gałka
Żona Mackiewicza dziękuje za pomoc. „Proszę nie mówić o Nim źle… był, jest Pięknym i Dobrym Człowiekiem”

Dominika Cicha
Babcia Aniela poprosiła o chustkę, naftę i drewno. A dostała… dom!

Piotr Bogdanowicz
Po czym poznać leniwego człowieka? Oto cztery jego cechy według Biblii

Elizabeth Scalia
Chcesz mieć spokojny sen? Odmów tę wieczorną modlitwę

Ks. Łukasz Kachnowicz
Ksiądz zdradza, ile trzeba dawać w kopercie podczas kolędy

Katarzyna Szkarpetowska
Panie Boże, pamiętaj, że w piątek jest sprawdzian z historii! Dzieci piszą listy do Boga

Dominika Cicha
Zobaczyli zdjęcie córki na plakacie proaborcyjnym. Twitter przeprasza

Redakcja
Mackiewicz: Jestem tu bliżej Boga. I śpiewa Abba Ojcze [wideo]



DUCHOWOŚĆ
Piosenka, która jest modlitwą ofiarowania siebie w ręce Jezusa
Monika Burczaniuk | 02/02/2018

YouTube
Udostępnij Komentuj 0
Siostra Joanna wybrała Pana i śpiewa dla Pana. I to jak! Specjalnie na Dzień Życia Konsekrowanego prezentujemy Wam niezwykłą piosenkę jej autorstwa.

Utwór „W Twoje ręce” to osobista opowieść o relacji z Bogiem s. Joanny Jabłońskiej, która ponad 8 lat temu wybrała życie zakonne w zgromadzeniu sióstr klaretynek. Jak sama mówi, przed złożeniem pierwszych ślubów i założeniem białego habitu jej wizja życia była nieco inna niż pokazała jej rzeczywistość. To zainspirowało ją do napisania piosenki.

Czytaj także: Siostra Cristina zaszalała na koncercie w Watykanie. Wykonała hit Mariah Carey
Myślałam, że dzięki habitowi będę już prawie święta, cudowna. A tu nic z tego! Wciąż upadam, wciąż się mylę. Mimo szczerych chęci. To był taki trudny moment spotkania z rzeczywistością grzechu.
Jednak z pomocą przyszły słowa papieża Franciszka. To nie ja z moim grzechem jestem tu najważniejsza. To Bóg jest pierwszy w miłości. I naprawdę nie męczy się przebaczaniem, ale czeka na mnie z otwartymi ramionami. Więcej, trzyma mnie w swoich miłosiernych dłoniach i nic nie może mnie z nich wyrwać – opowiada s. Joanna.
Na gitarze gra o. Marcin Kowalewski CMF, lider zespołu Fragua.

Piosenka jest modlitwą ofiarowania siebie w ręce Jezusa. Oczywiście napisana i śpiewana przez siostrę zakonną jednoznacznie kojarzy się ze złożeniem zakonnych ślubów, jednak te słowa mogą być również modlitwą ludzi świeckich. Oddanie swego życia w ręce Boga nie jest przecież zarezerwowane tylko dla zakonników, choć my robimy to w wyjątkowy sposób. Wiara powinna każdego prowadzić do coraz głębszego oddania się Bogu, by w końcu „spocząć w nim na zawsze” – mówi klaretyn.
Czytaj także: Kto jest kim? Mały przewodnik po życiu konsekrowanym






W Twoje ręce
Wciąż gubię się, błądzę, pozwalam oszukać.
Rani mnie grzech, tak słaba upadam kolejny raz.
Lecz czeka na mnie Twoje spojrzenie pełne miłosierdzia.
Pozwól mi wrócić, odnaleźć znów w Tobie pełnię wolności i szczęścia.

Ref.
W Twoje ręce oddaję duszę mą.
W Tobie na zawsze spocząć chcę.
Moje życie do Ciebie należy już.
Przyjmij je, Panie i prowadź mnie.

Zmęczyłam się historią ciągłych upadków mych.
Lecz powiedział ktoś: Ty przebaczaniem nie męczysz się nigdy.
I czeka na mnie Twoje spojrzenie pełne miłosierdzia.
Pozwól mi wrócić, odnaleźć znów w Tobie pełnię wolności i szczęścia.

Ref.
W Twoje ręce oddaję duszę mą.
W Tobie na zawsze spocząć chcę.
Moje życie do Ciebie należy już.
Przyjmij je, Panie i prowadź mnie.

Wszechmocny Bóg, jedyny Pan,
na wiek wieków Święty.
Najwyższy Król,
a bliski tak – nasz Bóg miłosierny!

W Twoje ręce oddaję duszę mą.
W Tobie na zawsze spocząć chcę.

Słowa i muzyka: s. Joanna Jabłońska MC

...

Piesn pomaga w dobru.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 82319
Przeczytał: 199 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 11:55, 04 Lut 2018    Temat postu:

Jaka jest Twoja odwlekana „supermoc”? Nie odkładaj jej na później!
Michael Rennier | 04/02/2018

Kristen Curette Hines/Stocksy United
Udostępnij Komentuj 0
Shirley Shafranek została siostrą zakonną mając 59 lat. W wieku, w którym większość uznaje, że czas podejmowania nowych wyzwań bezpowrotnie minął. A jaka jest twoja odwlekana „supermoc”?

Jak wielu ludzi, mam na biurku stos papierów, które cichutko wyśmiewają się ze mnie za każdym razem kiedy na nie spojrzę. Obecnie składa się na niego kupka starych kwitów, które muszę zanieść do urzędu podatkowego, wezwanie do sądu na członka ławy przysięgłych, czekająca na podpis kartka z podziękowaniami, papiery związane z pracą i niedoczytane książki.

Czytaj także: Boisz się prosić o pomoc? Podpowiadamy jak to zmienić


Co zrobić z niezrealizowanymi planami?
Wyrobiłem sobie wyjątkowy i efektywny sposób radzenia sobie z takimi sytuacjami: początkowo zapominam o piętrzących się stosach, aż do momentu, kiedy tracą ważność. A następnie, szybkim i zamaszystym ruchem wyrzucam je do kosza na śmieci. Zdaję sobie sprawę, że to dość brutalna metoda, ale z jakiegoś powodu pozwala mi ona poradzić sobie z nadmiarem papierów i przyjąć, że porządkowanie ich jest spisane na straty. Lepiej wcale niż późno, wydawałoby się.

Po rozpoczęciu nowego roku część z nas rozmyśla o postanowieniach, ambicjach i marzeniach, których nie udało się wypełnić w roku poprzednim. Niektórzy pewnie są tak zajęci, że ta zmiana w kalendarzu niemal uszła ich uwadze. Wydaje się, że jest trochę za późno na refleksje dotyczące przeszłości; niewykluczone, że najlepszym sposobem jest po prostu zapomnieć o niezrealizowanych planach.

Jednak, nawet jeśli przeszłe zobowiązania nie zostały wypełnione, nie powinniśmy się poddawać i spisywać ich na straty – stare powiedzenie jest prawdziwe: lepiej późno niż wcale.
Czytaj także: Przestań powtarzać, że jesteś na coś za stara


Nigdy nie jest za późno, by przeprosić
Niedawno widziałem się z moją przyjaciółką z college’u, Melindą, którą spotykam raz na kilka lat. Zupełnie przypadkiem zaczęła wspominać, jak to odwiedziła nas 10 lat temu w Cape Cod, spodziewaliśmy się wtedy naszego pierwszego dziecka.

Moja mama zorganizowała grupę znajomych, którzy przyjechali na baby shower, Melinda była jedną z nich. Jak się okazuje, nie przywiozła ze sobą prezentu. „To był pierwszy baby shower w którym uczestniczyłam, jednak byłam przecież dorosła, powinnam wiedzieć lepiej – powiedziała. – Wtedy jednak nie miałam pojęcia, jak to się odbywa. Teraz trudno mi w to uwierzyć. Więc… przepraszam…?”. Moja żona Amber i ja zaśmiewaliśmy się do łez kiedy opowiadała tę historię.

Nie zapamiętaliśmy tego, że nie przyniosła prezentu, dekadę temu pewnie uleciało to naszej uwadze, nie mówiąc już o chowaniu jakiejkolwiek urazy. Nie stanowiło to dla nas problemu, a nasze dziecko, jak widać, przetrwało nie otrzymawszy prezentu. Jednak doceniliśmy te przeprosiny po latach, a sama historia bardzo nas rozczuliła.

Nigdy nie jest za późno, by naprawić krzywdy wyrządzone w przeszłości. W 2000 roku, Papież Jan Paweł II publicznie przeprosił za grzechy popełnione przez Chrześcijan w imię wiary. Wystosowane przeprosiny były szeroko ujęte i odnosiły się do wielu wydarzeń z dalekiej przeszłości. W myśl: lepiej, by przeprosiny zostały sformułowane późno, niż wcale, nawet jeśli opóźnienie, z jakim zostały sformułowane mogło być zawstydzające. Miał w tym wiele racji – jego słowa, nawet spóźnione, miały w sobie uzdrawiającą moc.

Czytaj także: Ubogi może ubogacić, czyli nie szukajmy wymówek


Nigdy nie jest za późno, by odkryć swoje powołanie
Kolejny przykład podobnej sytuacji to historia Shirley Shafranek, która w 2011 r. została siostrą zakonną mając 59 lat. W wieku, w którym większość uznaje, że czas podejmowania nowych wyzwań bezpowrotnie minął. Siostra Shirley przyznała:

Powołanie zawsze było we mnie, wolałam je jednak ignorować.
Chociaż prostszym byłoby dalsze podążanie znaną drogą, kobieta zdecydowała, że nigdy nie jest za późno, by zrewidować swoje decyzje, dzięki swojej odwadze zdecydowała się na ten krok i znalazła szczęście.

Cokolwiek przychodzi Wam do głowy, kiedy mierzycie się z niezrealizowanymi postawieniami noworocznymi, marzeniami, które nigdy nie nabrały kolorów, niepewnością związaną z przyszłością – nie pozwólcie, by cokolwiek Was wstrzymywało.

Nie ma nic zawstydzającego w pojawianiu się na przyjęciu trochę za późno, w życiu zaś nie ma spraw beznadziejnych. Nie ma też lepszego momentu, żeby coś zmienić, niż teraz.

...

Po prostu odkryc co dla mnie najlepsze. Chyba kazdy przyzna ze mu to potrzebne?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 82319
Przeczytał: 199 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 8:48, 07 Mar 2018    Temat postu:

Zrezygnował z rodzinnej firmy i Oxfordu, by zostać mnichem trapistą
Aleksandra Michalak | 06/03/2018

Archiwum prywatne
Udostępnij 150 Komentuj 1
Bracie, co jest w życiu najważniejsze? – zapytałam starego mnicha. Jego odpowiedź to była sama istota życia, kropka nad „i”.

Nigdy nie towarzyszyła mi chęć wyjazdu na Wyspy Brytyjskie. Jednak pewnego lipcowego popołudnia w niewielkiej wiosce pod Liverpoolem przekroczyłam próg angielskiego trzynastowiecznego pałacu, będącego jednocześnie domem opieki dla starszych osób.

Czytaj także: Była „pracownikiem roku” w sieci klinik aborcyjnych. Dlaczego zrezygnowała? Poznaj historię Abby Johnson


Modlitwa za ludzi w ciemnościach
Jednym z rezydentów był Brat Jonathan – trapista. Miał demencję, chorował na schizofrenię. Choroba i tymczasowa zmiana miejsca zamieszkania nie przeszkadzała Bratu budzić się o trzeciej rano, jak miał w zwyczaju przez ostatnie sześćdziesiąt lat.

Dla personelu medycznego stanowiło to jednak duży problem. „Teraz Brat Jonathan jest w domu opieki i musi dostosować się do tutejszych zasad” – słyszałam z niedowierzaniem na porannej odprawie. By ułatwić innym życie, pielęgniarki podawały Bratu leki nasenne.

Mając w sobie niezgodę na takie rozwiązanie, chciałam bardziej poznać sposób życia Brata i odwiedzić jego dom. Z pomocą dobrego Brytyjczyka dotarliśmy ze znajomą do pięknie położonego angielskiego opactwa trapistów. Z zainteresowaniem spojrzałam na dwa pierwsze punkty codziennego życia: 3.15 pobudka, 3.30 pierwsza modlitwa…

Od Brata Martina – Niemca, który swoje życie zdecydował się przeżyć jako trapista w Anglii, dowiedzieliśmy się, że modlitwa o 3.30 jest ofiarowywana w intencji ludzi, którzy są w ciemności. Postanowiliśmy dołączyć. Mając taką intencję, faktycznie można nie zignorować dzwonu wybijającego trzecią godzinę. Gdy idziemy na modlitwę świat jest jeszcze pełen ciemności, gdy wychodzimy – promyki światła dotykają ludzkich twarzy. Nie dziwię się wytrwałości trapisty.



Większość życia zajmował się kurami
Sposób życia brata Jonathana nie okazał się być bardziej radykalny niż jego wybory w młodości. Ojciec brata Jonathana był biznesmenem. Chciał przekazać firmę synowi. Jednak ten najpierw służył w Royal Marines – brytyjskiej piechocie morskiej, a później otrzymał stypendium w Oxfordzie…

„Zrezygnował ze stypendium w Oxfordzie i rodzinnego interesu – wszystko to, żeby żyć tutaj i zostać trapistą” – usłyszałam od Brata Rufusa, obecnie pełniącego funkcję odpowiedzialnego za dom gości w opactwie. Syn londyńskiego przedsiębiorcy podczas pracy w zakonie przez większość życia zajmował się kurami, pełnił też funkcję archiwisty.

Do domu opieki wróciłam z kartką, na której było zdjęcie brata Jonathana. Obiektyw w ręku fotografa – br. Martina, ujął chwilę, kiedy z pogodną twarzą opowiadał o Benedykcie XVI młodszemu bratu.

Czytaj także: Była u szczytu kariery aktorskiej. Wybrała życie za klauzurą


Bracie, co jest w życiu najważniejsze?
Na problemy dyżurów nocnych istniało znacznie prostsze i zdrowsze rozwiązanie od leków nasennych. Co więcej, było na wyciągnięcie ręki. Wystarczyło dojść do windy i zjechać na parter, gdzie znajdowała się kaplica i Ten, dla Którego Brat otwierał oczy jeszcze w nocy.

W ostatniej godzinie mojej pracy zabrałam brata Jonathana na długi spacer po angielskim ogrodzie. Wychodząc na zewnątrz powiedział: „Słoneczny dzień. Prezent Pana Boga dla nas dziś”.

Po 20 minutach spaceru w ciszy, usłyszałam kolejne zdanie: „Mamy tylko jedno życie na ziemi…”. „Bracie, co jest więc w nim najważniejsze?” – zapytałam, będąc świadoma niepowtarzalności chwili. „Know God. Love God. Serve God – Poznawać Boga. Kochać Boga. Służyć Bogu”. Istota życia. Kropka nad „i” została postawiona.

Wiedziałam, że mogę wyjeżdżać. Nie planowałam wracać. Kartkę ze zdjęciem brata Jonathana podarowałyśmy personelowi na pożegnanie. Dołączyłyśmy kilka słów przemyśleń z wizyty w opactwie. Były pielęgniarki, które zjeżdały z trapistą do kaplicy. Brat umarł rok później.

Po dwóch latach od spotkania brata Jonathana wróciłam do jego ziemskiego domu – Mount Saint Bernard Abbey. Za zgodą jego braci przekroczyłam granice klauzury. Pomodliłam się przy jego grobie. Został pochowany – jak każdy trapista – bez trumny i lśniących butów. Ciało w habicie zostało przysypane ziemią. Trawa już urosła. Dzwon o trzeciej nad ranem bije nadal.

...

Gdy slyszysz glos Boga i juz odkrywasz ze to jest to, nic juz nie jest wazne!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Religia,Polityka,Gospodarka Strona Główna -> Wiara Ojców Naszych Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2
Strona 2 z 2

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
cbx v1.2 // Theme created by Sopel & Programy