Forum Religia,Polityka,Gospodarka Strona Główna
Dzień Powołań !
Idź do strony 1, 2  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Religia,Polityka,Gospodarka Strona Główna -> Wiara Ojców Naszych
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91880
Przeczytał: 118 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 16:24, 11 Lip 2017    Temat postu:

12-letnia dziewczynka pomaga bratu przyjść na świat [ZDJĘCIA]
Cerith Gardiner | Lip 11, 2017

Nikki Smith | Facebook | Fair Use
Udostępnij
Komentuj

Drukuj

Kiedy nadszedł wielki dzień, Jacee nie zamierzała spokojnie siedzieć w poczekalni. Marzyła, żeby opiekować się braciszkiem już od pierwszej sekundy po narodzinach.

Czekanie na nowego brata lub siostrę jest bardzo ekscytujące i odrobinę stresujące – ale nie, jeśli jesteś 12-letnią Jacee Dellapenną z Mississipi. Dziewczynka zdecydowała, że kiedy jej brat będzie przychodził na świat, ona nie zamierza siedzieć bezczynnie w poczekalni. Jako starsza siostra chce być obecna w jego życiu od pierwszej sekundy po narodzinach.
Czytaj także: Pana dziecko to cud! Proszę zrobić zdjęcie!

19 miesięcy temu Jacee poprosiła mamę o pozwolenie na obecność przy narodzinach drugiego brata, Zaydna. Ale kobieta – co zupełnie zrozumiałe – stwierdziła, że dziewczynka jest jeszcze za mała. Tym razem jednak Jacee była w pobliżu, gotowa na przywitanie noworodka. Nie do końca zdawała sobie jednak sprawę, że skoro znalazła się na sali porodowej, będzie miała do wykonania zadanie! Kiedy mama dziewczynki ułożyła się w pozycji do porodu, Jacee zorientowała się, że jest zbyt niska, żeby coś zobaczyć i zaczęła płakać. Wtedy lekarz powiedział jej, żeby założyła specjalne ubranie i przyłączyła się do niego.






Zdjęcia starszej, ale drobnej siostry w położniczym ministroju są urocze. To spojrzenie pełne miłości, zaskoczenia, podziwu i szoku, gdy pomaga przy narodzinach brata, niemal wystarczy, by mama chciała rodzić jeszcze raz, od początku… No, prawie. Po bezpiecznym porodzie oddana siostra była odpowiedzialna za przecięcie pępowiny małego Caysona. Ten gest z pewnością będzie początkiem pięknej więzi między bratem i siostrą, która potrwa całe życie.






Nic dziwnego, że wiele rodzących kobiet nie chciałoby mieć w pobliżu pozostałych dzieci. Ale to doświadczenie wcale nie zniechęciło Jacee. Jej mama Dede Carraway wyjaśniła HuffPost: „To jest coś, co chce zrobić, kiedy dorośnie. Powiedziała, że to było najbardziej niezwykłe doświadczenie w jej życiu. Nigdy nie była tak szczęśliwa”. Kto wie, może w przyszłości dziewczynka zostanie dr Delepenną, która pomoże przyjść na świat kolejnym dzieciom, wnukom i prawnukom!



Czytaj także: 10 zdjęć kobiet, które właśnie urodziły. Tak wygląda prawdziwa radość z bycia mamą

Artykuł został opublikowany w angielskiej edycji Aletei.

...

To jest potęga powołania Smile


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91880
Przeczytał: 118 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 9:37, 23 Lip 2017    Temat postu:

Licząc pieniądze w pracy, cała jestem dla Pana Jezusa. Rozmowa z dziewicą konsekrowaną
Joanna Szubstarska | List 23, 2016

Komentuj


Udostępnij
Komentuj


Jako dziewice konsekrowane rezygnujemy z pewnych rzeczy, które proponuje świat, codziennie dokonujemy wyboru, aby nasze życie było święte i oddane Bogu.


J
oanna Szubstarska: Kobiety rezygnujące z małżeństwa na rzecz modlitwy i służby Kościołowi, które w IV wieku tworzyły wspólnoty, prowadziły życie ukryte w Bogu. Stan dziewic konsekrowanych jest dawną formą życia poświęconego Bogu?

Elżbieta Hurman OV*: Jest to najstarsza forma życia poświęconego Bogu, choć wydaje się najnowszą. Próbuję docierać do zachowanych tekstów tłumaczonych z języka greckiego i łacińskiego, które stanowią źródła historyczne i znajduję wzmianki mówiące o tym, że taka forma poświęcenia życia dla Jezusa istniała już za czasów ojców apostolskich.

W pierwszych wiekach Kościoła kobiety żyły właśnie w taki sposób – deklarowały wobec biskupa wspólnoty poświęcenie swojego życia Jezusowi. Biorąc pod uwagę fakt, że obowiązywał wówczas model patriarchalny i córka była podporządkowana ojcu, ten w momencie jej nieposłuszeństwa zdradzał, że jest chrześcijanką, przez co stawała się męczennicą. W Martyrologium Rzymskim odnajdujemy wiele historii dziewic, które poniosły śmierć. One spotkały się z nauczaniem Jezusa na temat czystości i postanowiły w taki sposób żyć dla Niego.

Jak to się zmieniało na przestrzeni wieków?

W Kościele rozwinęły się różne formy poświęcenia życia Bogu, a Duch Święty zawsze działał na miarę czasów. Był czas, gdy dziewice konsekrowane łączyły się we wspólnoty, a pierwszą taką wspólnotą były duchowe córki św. Hieronima. Hieronim miał w swojej pieczy duchowej zarówno dziewice, jak i wdowy poświęcone Bogu.
Czytaj także: Kto jest kim? Mały przewodnik po życiu konsekrowanym



W 1215 roku Sobór Laterański IV ostatecznie zakończył udzielanie konsekracji dziewicom żyjącym w świecie, a kobiety pragnące poświęcić swoje życie Bogu mogły odtąd wstępować do zakonów. W XX wieku rozpoczął się oddolny ruch, szczególnie w krajach zachodniej Europy, postulujący powrót do konsekracji. Sobór Watykański II odpowiedział na to wołanie kobiet, odnawiając obrzęd konsekracji dziewic, który został ostatecznie zaaprobowany w 1970 roku i do dziś funkcjonuje.

Czym wyróżnia się życie dziewic konsekrowanych od innych stanów w Kościele?

Życie konsekrowane ma bardzo wiele form – od zakonów, poprzez zgromadzenia zakonne, instytuty świeckie, po stan dziewic, wdów konsekrowanych i ostatnio odradzający się stan pustelniczy. Jako dziewice konsekrowane rezygnujemy z pewnych rzeczy, które proponuje świat, codziennie dokonujemy wyboru, aby nasze życie było święte i oddane Bogu.

Inaczej niż w małżeństwie, gdzie kochamy Boga przez pryzmat współmałżonka, w naszym przypadku – tak jak i w innych formach życia konsekrowanego – Jezus Chrystus jest na pierwszym miejscu.

Co to oznacza w praktyce?

Wykonujemy swoje zawody, zgodnie ze zdobytym wykształceniem, są to w przeważającej większości zawody świeckie, w społeczeństwie ludzi świeckich. Jest to niejako powołanie w powołaniu – chcemy poprzez swoją postawę przybliżyć innym Boga. Jesteśmy świadome, że nie odznaczając się od innych, chociażby strojem, mamy wnosić w środowiska, w których przebywamy, Jezusa.
Czytaj także: Josemaría Escrivá: Patron świętej codzienności



Jak to robimy? Chociażby poprzez uczciwie wykonywaną pracę zawodową. A to owocuje, na przykład, w postaci awansów zawodowych. Jesteśmy dobrymi, rzetelnymi pracownikami, dlatego nasi przełożeni doceniają nas. Widocznym znakiem konsekracji jest obrączka, która stanowi znak zaślubin z Chrystusem. Obrączki te mogą stawać się powodem pytań, rozmów i dyskusji na temat naszych zaślubin.

Dziewice konsekrowane same dbają o byt materialny, a także o swój rozwój duchowy. Jakie szczególne obowiązki nakłada na kobietę przyjęcie konsekracji?

Jako dziewice konsekrowane zobowiązujemy się do codziennej modlitwy Liturgią Godzin; wręczany w czasie konsekracji każdej z nas brewiarz z rąk biskupa jest dla nas znakiem, że Bóg ma być uwielbiany przez nas każdego dnia. Jako osoby konsekrowane staramy się jak najczęściej uczestniczyć w Ofierze Eucharystycznej oraz adoracji Najświętszego Sakramentu.

Prowadzimy życie ukryte w Bogu, ale z drugiej strony – nie jest to stan ukryty, jak to jest w przypadku pań w instytutach świeckich i sióstr niehabitowych. Obrzęd konsekracji dziewic odbywa się publicznie w katedrze. Naszym odniesieniem jest wspólnota Kościoła lokalnego. Istotna jest jedność z biskupem i łączenie się na modlitwie, także wymadlanie łask Bożych w sprawach ważnych dla diecezji.

Czy z przyjęciem konsekracji bardzo łączy się zmiana podejścia do codziennego życia?

Duch Święty działa na miarę czasów. Kiedy powstawały zakony, było na nie zapotrzebowanie, potrzebne były także dzieła powstające przy zakonach, a więc ochronki czy szpitale. Znakiem naszych czasów jest wzrost powołań do życia kontemplacyjnego, ukrytego.
Czytaj także: Czy zakonnice to szczęśliwe kobiety? Rozmowa z autorką „Habit zamiast szminki”



Dzisiaj potrzeba również światu świadectwa czystości, dlatego z roku na rok zwiększa się liczba kobiet, które chcą zostać dziewicami konsekrowanymi Bogu. Jako dziewice mamy świadczyć o miłości Kościoła do Boga, tego brakuje współczesnemu światu. Nie tyle działać w tym świecie, ile dawać świadectwo.

Jakiś przykład?

Kiedy koleżanka w pracy pyta mnie, co robię szczególnego w moim stanie, odpowiadam, że licząc pieniądze – bo taka jest specyfika mojej pracy – cała jestem dla Pana Jezusa. Tym się różnimy. Mamy być także znakiem eschatologicznym czasów, gdy „ani się żenić nie będą, ani za mąż wychodzić” (Mt 22,30).

Ważne jest podkreślenie faktu, że bez łaski powołania żadna z nas w tym stanie nie wytrwa. W momencie podjęcia decyzji powinno nastąpić rozeznanie powołania. Dziewictwo konsekrowane nie może być ucieczką od trudów życia ani od bycia singlem, nie może też być rozumiane jako pełnienie dodatkowej funkcji w Kościele (obok takich, jak lider wspólnoty czy animator). Podejmując decyzję wstąpienia do stanu dziewictwa powinnam mieć rozeznanie, że to Jezus mnie powołuje.

Skąd jeszcze płynie pomoc na tej drodze powołania?

Pomocą w przeżywaniu naszego powołania są, obok oczywistego działania Ducha Świętego, comiesięczne spotkania wspólnotowe w naszych diecezjach. W trakcie takich spotkań dzielimy się doświadczeniami swojego życia, tym, w jaki sposób je przeżywamy i jednocześnie umacniamy się w swojej tożsamości.

Jest to bardzo ważne, ponieważ niektóre z nas żyją same, w przypadku choroby pozostawione są samym sobie. Bardzo ważne jest uczestnictwo w corocznych rekolekcjach organizowanych dla stanu dziewic przez podkomisję Episkopatu Polski. Nasze codzienne życie korygowane jest w kontakcie z kierownikiem duchowym.

Którzy święci patronują Pani życiu?

W moim życiu w pewnym momencie spotkałam się z postacią bł. Anieli Salawy. Była ona dla mnie wzorem odwagi w poświęceniu swojego życia Bogu w czystości. Salawa stała się w pewnym sensie moją patronką. W życiu, jakie wybrałam dzięki łasce Bożej, zwracam swoje myśli i modlitwy do błogosławionego Jerzego Popiełuszki i świętego Jana Pawła II. Zgłębiając historię dziewic konsekrowanych często proszę o pomoc pierwsze dziewice-męczennice.
Czytaj także: Ma żonę, a chodzi w sutannie. Kim jest diakon stały?

*Elżbieta Hurman OV jest dziewicą konsekrowaną z diecezji świdnickiej, pełni funkcję rzecznika prasowego Centrum Promocji Indywidualnych Form Życia Konsekrowanego przy Podkomisji Episkopatu Polski ds. IFŻK.

...

Jak widzimy form zycia jest wiele a Bóg jeden.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91880
Przeczytał: 118 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 17:03, 24 Lip 2017    Temat postu:

Cztery wskazówki, które pomogą Ci odnaleźć Twoje prawdziwe powołanie
Michelle DeRusha | Lip 24, 2017
Bonninstudio/Stocky United
Komentuj


Udostępnij
Komentuj


Twoje najgłębsze ja zna prawdziwe talenty, jakimi Bóg Cię obdarował, i wie, jak ich użyć w służbie światu.


Z
eszłego lata miałam okazję spędzić trochę czasu z niewielką grupką literatów, podczas rekolekcji dla pisarzy. Pewnego wolnego popołudnia kilkoro uczestników rekolekcji zorganizowało zebranie, na którym mieliśmy dzielić się i dyskutować nad pomysłami i strategiami związanymi z wydawaniem książek, marketingiem i reklamą.

Początkowo czułam się bardzo podekscytowana. Wielu z tych pisarzy to uznani autorzy cieszący się licznymi rzeszami czytelników – nie to, co ja – byłam niezmiernie ciekawa tych wszystkich sekretów ich sukcesów.

Notowałam wszystko, co tylko mogłam, podczas gdy oni rozmawiali o wykorzystaniu profili społecznościowych, o lekcjach umieszczanych on-line, o poszerzaniu list mailingowych i innych marketingowych pomysłach. Słuchałam i pisałam, sporządziłam także listę najważniejszych etapów, do których należałoby przypisać te nowe strategie.
Czytaj także: Anna Schäffer. Święta, która powiedziała Jezusowi: „Czyń ze mną, co chcesz”

Jednak, mniej więcej w połowie zebrania, zorientowałam się, że mój wielki entuzjazm gdzieś prysł. Tak naprawdę byłam pełna lęku i niepokoju. Pisarze, którzy dzielili się swoimi, gwarantującymi sukces, biznesowymi strategiami rozprawiali z zapałem – było oczywiste, że lubili tę biznesową stronę pisarstwa i procesu wydawniczego. Jednak ja nie czułam takiego zapału i zaczęłam się zastanawiać, dlaczego.

Udało mi się zrozumieć przyczynę mojego strachu i niepokoju. To dlatego, że jestem autorką książek i pisarką, ale nie jestem przedsiębiorcą.


Przeżyj życie, zaczynając od własnego wnętrza

Jedną z przyczyn naszych walk o odkrycie własnego prawdziwego powołania jest to, iż wielokrotnie różni ludzie zmuszają nas, byśmy byli kimś lub czymś, kim/czym nie jesteśmy. Problem tkwi w tym, że gdy próbujemy stać się kimś, wbrew naszemu autentycznemu ja, zaczynamy czuć się w naszej pracy sfrustrowani i rozdwojeni. Bywa, że wykonujemy pracę, która napawa nas strachem i niepokojem, zamiast poszukać takiej, która nas rozbudzi, napełni entuzjazmem i wzbogaci.

Tamtego popołudnia na zebraniu zapomniałam, kim jestem. Zgodnie z tym, co twierdzi Parker Palmer, mówca i autor zajmujący się kwestiami duchowości i edukacji, przeżywałam wówczas moje życie z zewnątrz ku wnętrzu, zamiast z wnętrza na zewnątrz.
Czytaj także: Reżyser „Szarych Aniołów” o filmie, ludziach ulicy i Polaku uratowanym w Nowym Jorku

„Powołanie nie bierze się z nadmiernego przywiązania” – pisze Palmer w swojej książce Let Your Life Speak. „Ono przychodzi ze słuchania… Powołanie nie oznacza mety, do której biegniemy. Oznacza wołanie, które słyszę. Zanim powiem, co chcę zrobić z własnym życiem, muszę posłuchać, co moje życie chce mi powiedzieć o mnie”.

Nie jestem żadną bizneswoman. Jednak w dzień, gdy sporządziłam listę wszystkich tych biznesowych zabiegów, które winny ze mnie uczynić „autora sukcesu”, przynajmniej przez kilka minut starałam się nią być. Wchłonęłam to, co słyszałam z zewnątrz, i starałam się to zinterioryzować. Jednak, jak udowadnia Palmer, takie rozwiązanie nie działa zbyt długo.

„Prawdziwe ja, gdy jest ofiarą gwałtu, zawsze się sprzeciwi, czasami za bardzo wysoką cenę, aby zachować godność prawdy naszego życia”, pisze Palmer.
Czytaj także: Oto święty dla tych, którym wydaje się, że ich marzenia się nie spełniają

Kilka tygodni po pamiętnych rekolekcjach napisałam nową listę prac i projektów, które mnie pobudzają, wzbogacają i fascynują. Zrozumiałam, że lubię pomagać pisarzom i wspierać ich w rozwijaniu ich pomysłów. Dodaje mi energii sam proces pomagania autorom w pisaniu ich manuskryptu tak, by w rezultacie powstała książka najlepsza z możliwych.

W ten sposób odkryłam, że jestem zarówno wydawcą, jak i pisarką.

Nie wiem, czy zrozumiałabym moje prawdziwe powołanie pisarki i wydawcy, gdybym nadal zmuszała się do bycia bizneswoman, którą nie jestem. Gdybym nadał słuchała głosu mojego fałszywego ja, mojego ego wmawiającego mi, że powinnam być kimś innym, nie rozpoznałabym Bożego daru – mojego powołania do bycia wydawcą. Gdybym nadal żyła „z zewnątrz do wewnątrz”, zamiast z „wnętrza na zewnątrz”, mogłabym utracić to powołanie, które daje mi tyle siły, obdarza mnie życiem i wzbogaca mnie oraz moje doświadczenie.
Czytaj także: Czy zakonnice to szczęśliwe kobiety? Rozmowa z autorką „Habit zamiast szminki”
4 wskazówki, w jaki sposób słuchać samego siebie

Twoje najgłębsze ja wie, kim jesteś, zna Twoją prawdę, zna talenty, jakie otrzymałeś od Boga i wie, jak możesz nimi służyć światu. Jednak czasami trudno dotrzeć do tego „prawdziwego ja” i usłyszeć, co ono nam próbuje powiedzieć, szczególnie pośród tylu głosów, które rozpraszają naszą uwagę. Oto cztery wskazówki pochodzące z książki Parkera Palmera Let Your Life Speak, które pomogą Ci skupić uwagę na własnej wierze i odkryć swoje prawdziwe powołanie:
1. Zaobserwuj, czemu się opierasz i dlaczego

Ciągle odkładasz na później jakiś projekt? Być może to Twoja podświadomość próbuje oprzeć się czemuś, co nie jest dla Ciebie dobre. Zapytaj samego siebie, dlaczego się opierasz realizacji tego projektu, pomysłu czy pracy. Prawdopodobnie to Twoja intuicja próbuje Ci coś powiedzieć.
2. Obserwuj swoje reakcje fizyczne i swoje emocje

Monitorowanie swoich uczuć i reakcji fizycznych wielokrotnie może udzielić odpowiedzi na pytanie, czy poruszasz się w dobrym kierunku, szczególnie jeśli chodzi o jakąś nową sytuację.
3. Obserwuj, jak Twoje ego chce Cię zdefiniować

Twoje ego, nazywane również „fałszywym ja”, jest tą częścią Ciebie, na którą wpływ wywierają zewnętrzne wzorce i oczekiwania. Ego jest bardzo silne, gdyż jest stroną Ciebie, która chce być oglądana przez świat.

Jeśli walczysz o władzę, sukces, autorytet, sławę czy bogactwo, prawdopodobnie Twoje ego, wbrew Twemu prawdziwemu ja, będzie Tobą kierować. Podążanie za niezaspokojonymi pragnieniami własnego ego najprawdopodobniej nie doprowadzi Cię do słodyczy doświadczenia prawdziwego ja.
4. Obserwuj, co Cię ożywia, stymuluje i wzbogaca

Co Ci przynosi radość? Zadowolenie? Satysfakcję? Co Ci daje energię i sprawia, że czujesz, że żyjesz? Jakie Boże talenty są wyłącznie Twoje? Jak twierdzi teolog Frederick Buechner: „Miejsce, do którego woła Cię Bóg, to to, gdzie spotyka się głęboka radość z głodem świata”. Badając, co przynosi tę głęboką radość zaspokajającą potrzeby świata, odkryjesz własne powołanie.
Czytaj także: Rób to, co kochasz. Pusty slogan czy najlepszy pomysł na życie zawodowe?

Tekst pochodzi z angielskiej edycji portalu Aleteia

...

Trzeba rozeznac. Z gory czlowiek nie wie...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91880
Przeczytał: 118 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 17:16, 29 Lip 2017    Temat postu:

24 godziny z życie zakonnika. Uwiecznione na zdjęciach
Jeffrey Bruno | Lip 29, 2017

Jeffrey Bruno
Udostępnij
Komentuj

Drukuj

Dzień z życia brata Bernardina Marii CFR.

Kiedy po raz pierwszy pojawiła się idea projektu „24 godziny”, wydawało się, że to dobry pomysł. Koncepcja fotografowania człowieka przez 24 godziny, by pokazać rzeczywistość jego życia, drobne szczegóły, jego ludzki wymiar, wydawała się interesująca, jasna i konkretna. Zauważcie, że nie użyłem słowa „łatwa”. Chyba nie przemyślałem do końca tego aspektu, który oznaczał robienie zdjęć przez co najmniej 18 godzin w sposób ciągły, jeśli odejmiemy godziny snu, i nieustanne, dość natrętne towarzyszenie komuś, nie będąc jednocześnie uczestnikiem tej historii, koncentrując się na tysiąc procent na temacie, świetle, kadrze i ustawieniu w każdej minucie realizacji tego projektu. Można powiedzieć, że to jak przebiegnięcie maratonu. Ale czy było warto? No pewnie.

© Jeffrey Bruno

Brat Bernardino Maria Soukup ze Wspólnoty Franciszkańskich Braci Odnowy ma wątpliwy zaszczyt bycia pierwszą osobą biorącą udział w tej serii. I za to jestem mu dozgonnie wdzięczny. Nie mógłbym chyba pracować z kimś bardziej wielkodusznym, otwartym i zaangażowanym.


24 godziny

© Jeffrey Bruno

Przyjechałem o 16.00 i zastałem brata Bernardina i brata Phillipa na przygotowywaniu wieczornego posiłku dla braci. Mógłbym wam opowiedzieć jakimi są kucharzami, ale myślę, że powinienem raczej podzielić się innymi wrażeniami.

Pobożność, braterstwo i humor… to cechy charakterystyczne. Doświadczyć życia w klasztorze to wejść w świat, który ma do zaoferowania wiele z najlepszego, co daje życie przeżywane w pełni i Prawdzie. Zafascynowany obserwowałem jak bracia przechodzili od żartów i śmiechu wprost do głębokiej modlitwy i adoracji. Właściwie te dwie cechy nie są sprzeczne; w istocie uzupełniają się: są zakorzenione w całkowitym oddaniu się braci Chrystusowi i wynikającej z tego radości.

© Jeffrey Bruno

Wiele zdjęć braci pokazuje, jak przygrywają na gitarach, grają w koszykówkę i takie tam. Te obrazy przesłaniają nieco ich wykształcenie i intelekt. Dlaczego uważa się, że ludzie, którzy dużo się uśmiechają, nie są zbyt mądrzy? Bracia wywodzą się z bogatej tradycji wielkich umysłów (wystarczy wspomnieć ojca Benedykta Groeschela lub ojca Apostoli). Kontynuując tę ​​tradycję, brat Bernardino zdawał właśnie egzamin końcowy z łaciny i miał zajęcia z Pisma Świętego, kiedy przyjechałem do klasztoru. Uzyskał stopień magistra teologii pastoralnej oraz magistra teologii, a także stopień licencjata świętej teologii na Uniwersytecie św. Tomasza z Akwinu (Angelicum) w Rzymie. Żaden z niego intelektualny próżniak! A jednak często się uśmiecha!

© Jeffrey Bruno

Jednym z największych nieporozumień dotyczących życia zakonnego jest przekonanie, że „poświęcamy różne rzeczy”, aby służyć Bogu. Chociaż, faktycznie, w pewnym sensie odwracamy się od spraw, które są naprawdę nieistotne lub szkodliwe w szerszej perspektywie, za to zyskujemy to, że stajemy się w pełni ludźmi, naprawdę wolnymi i będącymi w łączności z Bogiem, i otrzymujemy wszystko co prawdziwie przynosi radość, pokój, spełnienie. To może wydawać się sprzeczne z intuicją, ale to jest naprawdę „sekret” życia; wyrzec się siebie dla Bożej miłości i miłosierdzia, i otrzymać wszystko, czego tylko się chce i znacznie więcej.

© Jeffrey Bruno

24 GODZINY W 24 SEKUNDY – video klatka po klatce



Bracia są ludźmi z krwi i kości. Może kiedy wdzieją szary habit i przepaszą się sznurem, wydają się różnić od reszty. Ale w rzeczywistości ​​są tacy jak ty czy ja… to po prostu paczka facetów. Różnica polega na tym jak odpowiedzieli na wezwanie Boga; podjęli je i żyją nim. Habit jest zewnętrzną deklaracją, widzialnym przedstawieniem tego w co wierzą i Komu służą. Ale ja jadłem razem z nimi i wiem, że są po prostu paczką facetów. Świętych facetów.

© Jeffrey Bruno

Uczysz się sporo o człowieku, kiedy spędzasz z nim 24 godziny, a w twoim sercu i umyśle tworzy się pewne wrażenie. To nie wyobraźnia, to prawda o tym, jaka jest ta osoba, oparta na czynach, słowach i drobnych rzeczach, których świadomie nie zauważasz, ale które zapadają w ciebie.

© Jeffrey Bruno

Brat Bernardino w trzech słowach? Rozmodlony, pokorny i życzliwy. Ale trzy słowa nie mogą go w pełni opisać, ponieważ brakuje jeszcze słów: odważny, żarliwy i silny, i jeszcze miliona innych. Odważny w szukaniu woli Bożej i robienia wszystkiego co trzeba, by ją pełnić. Żarliwy w tym, że żyje swoim powołaniem do świętości z niemal namacalnym zapałem i mocny, ponieważ trzeba być prawdziwym człowiekiem, aby mieć siłę do niesienia krzyża, który chętnie przyjął.

© Jeffrey Bruno

Kliknij obrazek, aby zobaczyć pokaz slajdów.
Galeria zdjęć

Tekst opublikowany w angielskiej edycji portalu Aleteia.

[link widoczny dla zalogowanych]

Tak to jest normalne zycie! Nie ,,zmarnowane"...
Tak jak z grami slysze ,,prze grasz" zycie. Czyli jak gram to ,,trace aycie" moglbym robic cos ,,z sensem". Tak samo strata czasu na ksiazki czy sztuke... A rolnik traci czas na ,,pole"... Himalaisci to juz w ogole ,,glupota" bo doslownie traca zycie. Absurd. To sa rozne pola dzialania. I mozna je zmarnowac owszem ale mozna i zebrac plony...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91880
Przeczytał: 118 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 17:03, 24 Sie 2017    Temat postu:

Powołanie do… bycia sobą
Rafał Matuszewski | Sier 24, 2017

Komentuj


Udostępnij
Komentuj


Może nasze górnolotne ambicje powołaniowo-realizacyjne są tuż obok nas. Albo lepiej – są w nas. Bo nasze powołanie najczęściej jest tam, gdzie jesteśmy.
Kim chciałbyś być, jak dorośniesz?

Lata 90. Rozmawia dziesięcio- i jedenastolatek.

– A ty, kim chciałbyś być jak dorośniesz? – pyta starszy młodszego.

– Ja? To w sumie nie wiem… Aha zapomniałem, przecież będę księdzem… a ty?

– Ja? Księdzem na pewno nie. Ja chciałbym zostać dziennikarzem.

Takie rozmowy to normalka w młodzieńczym czy dziecięcym wieku. Sam mam kilka takich za sobą. Czasem to tylko zwykłe fantazjowanie, nieraz nasycone dużym wpływem rodziców, czasem to zdefiniowane i samodzielne plany na przyszłość.

Pytanie o powołanie pojawia się na różnych etapach życia. Nawet tacy dziesięciolatkowie rozmawiają o swoim powołaniu, jeszcze tego w ten sposób nie nazywając. Młodzież szkół średnich często podczas spotkań rodzinnych jest torpedowana pytaniami o studia, przyszłą pracę. Chłopak, trzymając dziewczynę za rękę rozmawia z nią o ślubie, przyszłej rodzinie. Pięćdziesięciolatek zastanawia się nad swoją drogą życiową, siedząc w autobusie wiozącym go na pierwszą zmianę do kopalni.
Czytaj także: Quiz na kobiece powołanie, który nigdy nie powstał. A szkoda…
Powołanie jest w nas

Odpowiedź na pytanie o powołanie nie jest łatwa. Niejednokrotnie przychodzi późno lub nie przychodzi wcale. Do końca życia czasem szukamy naszego powołania. Ale czy szukamy w odpowiedni sposób? Czy czasem nie zatracamy się w tych poszukiwaniach brodząc w gąszczu pytań bez odpowiedzi? Szukamy czegoś wielkiego, odległego i wspaniałego… I jakoś tak się nam składa, że to coś nazwane przez nas powołaniem jest wielkie i wspaniałe, ale jednak zbyt odległe.

W poszukiwaniach i realizacji naszego wymarzonego powołania przeszkadzają nam codzienne obowiązki: odbieranie dzieci z przedszkola, remont kuchni, wstawanie na pierwszą zmianę do pracy czy zalegające sterty ubrań do prasowania. I ciągle odkładamy ten temat na później.

A może nie trzeba wcale szukać tak daleko? Może nasze górnolotne ambicje powołaniowo-realizacyjne są tuż obok nas. Albo lepiej – są w nas. Może to, że biorąc ślub 10 lat temu nie byłem do końca świadomy tego co robię, dziś może skutkować odkryciem mojego powołania właśnie w byciu mężem i ojcem? Może to, że zatrudniłem się na budowie 20 lat temu zaraz po skończeniu szkoły, okazuje się być tym w czym się dzisiaj spełniam – moim powołaniem?
Czytaj także: Matka, ojciec, troje dzieci – wszyscy zostali świętymi!
Istota

Kiedyś rozumiałem powołanie tylko i wyłącznie zero-jedynkowo. Albo się ma powołanie do bycia księdzem albo nie. Żadne inne możliwości w ogóle nie wchodziły w grę. Powołanie natomiast jest dużo głębszym i rozległym tematem, niż traktowanie go tylko w kwestiach bycia księdzem. Jaka jest istota powołania? Ano taka, że robi się coś do czego jesteśmy stworzeni.

I nie chodzi tu o jakieś wielkie rzeczy. Wystarczy być tatą, który co wieczór czyta bajkę na dobranoc, babcią, która piecze ulubiony sernik, polonistką, która porządnie przerobi okres Młodej Polski. Nasze powołanie najczęściej jest tam gdzie jesteśmy.

Sami nie jesteśmy w stanie odkryć, co tak naprawdę jest naszym powołaniem. Trzeba prosić Pana Boga, żeby dał nam wskazówki. On może wskazać nam drogę na drugą stronę globu, albo otworzyć nam oczy i postawić twardo w naszych czterech ścianach. Czasem trzaśnie nas po prostu jak grom z jasnego nieba, a czasem jest wynikiem przemyśleń, albo lepiej, wynikiem splotu różnych wydarzeń. Ale sens zawsze jest taki sam. Robić jak – NAJ – lepiej. Wtedy to, co zdawało się być dla nas przekleństwem, staje się naszym błogosławieństwem. Odkrywamy siebie jako młodego adepta sztuki sprzątania łazienki czy członka chóru parafialnego.

Powołanie to po prostu bycie sobą. Tylko trzeba siebie dobrze poznać. Znasz siebie?

Tak na marginesie, bohaterowie rozmowy przytoczonej na początku istnieją naprawdę. Mają się dobrze. Ten, który miał być dziennikarzem – od kliku lat nosi biały habit ojców Dominikanów. Ten, który miał być księdzem, jest szczęśliwym mężem i ojcem dwójki kochanych dzieciaków.

...

Kazde powolanie jest do bycia sobą...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91880
Przeczytał: 118 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 5:41, 22 Wrz 2017    Temat postu:

Masz syna. Czy modlisz się o jego powołanie do kapłaństwa?
Marlena Bessman-Paliwoda | Wrz 22, 2017

Shutterstock
Udostępnij
Komentuj
Drukuj
„O, wasz syn to pewnie na kapłana pójdzie!”, „Żeby na zmarnowanie poszedł?” – odpowiada matka chłopaka. Czy jesteś gotowa oddać swojego syna Bogu na kapłana jak matki we włoskim Lu, które wymodliły 323 powołania?

Wchodząc do ełckiej katedry można po lewej stronie zobaczyć stolik, na którym odbywa się spontaniczna wymiana czasopism i książek religijnych.

Działa to tak, że jak już przeczytasz gazetę czy jakąś książkę, to możesz ją tutaj przynieść i zostawić, by ktoś inny mógł z niej skorzystać. Jednego wieczora jednak zobaczyłam tam bardzo starą książkę.

Okazało się, że jest to stary modlitewnik. Miał dodatkowo włożone kartki z pieśniami pisanymi na maszynie. Pomyślałam, że na pewno znajdę tam coś dla siebie i zapakowałam modlitewnik do torby i poszłam na mszę. Wieczorem, przekartkowując książeczkę, znalazłam modlitwę matki o powołanie kapłańskie dla syna.
Czytaj także: Sutanna zamiast łyżew. O polskim hokeiście, który poszedł za Jezusem


Mój syn na księdza?

Na pewien sposób było to dla mnie odkrywcze – gotowa modlitwa w modlitewniku stała się powodem refleksji: czy my, jako katolickie matki jesteśmy gotowe oddać swoje dzieci na posługę kapłańską lub do zakonu? Modlimy się o powołania kapłańskie ogólnie, ale czy pragniemy takiego powołania w swojej rodzinie, dla swojego dziecka?


323 powołania z malutkiej wioski

W 2007 roku Kongregacja ds. Kapłaństwa rozesłała do biskupów list o potrzebie „ożywienia adoracji eucharystycznej w intencji uświęcenia kapłanów i duchowego macierzyństwa”. Czytamy w nim, że „powołanie do bycia matką duchową kapłanów jest zbyt mało znane, niedostatecznie rozumiane i dlatego rzadko realizowane, pomimo swojej życiowej i fundamentalnej wartości. Powołanie to jest często ukryte, niewidoczne dla ludzkich oczu, a przecież zwrócone ku przekazywaniu życia duchowego”.

Każda kobieta może być duchowo matką kapłanów, modląc się o powołania. Św. Augustyn zaznacza, że to kim się stał i w jaki sposób, zawdzięcza swojej matce. Przykładów kobiet, matek, samotnych kobiet modlących się o powołania w liście przytoczonych jest wiele i każde jest tak samo piękne. Waszą uwagę chcę jednak zwrócić na jedną historię, która miała miejsce we Włoszech pod koniec XIX wieku.

W małej wiosce Lu, ok. 90 km od Turynu, pod przewodnictwem proboszcza matki rozpoczęły co tydzień modlitwę przed Najświętszym Sakramentem o powołanie jednego z ich dzieci na kapłana lub do zakonu. W każdą pierwszą niedzielę miesiąca przyjmowały Komunię w tej intencji. Po mszy św. modliły się razem, prosząc o powołania kapłańskie. Pan Bóg odpowiedział na modlitwę prostych mam. I to jak hojnie!

Z wioski Lu wyszły 323 powołania do życia konsekrowanego (trzysta dwadzieścia trzy!): 152. kapłanów (i zakonników) i 171 zakonnic. Z niektórych rodzin były trzy lub cztery powołania. Wśród „wymodlonych” kapłanów jest bł. Filip Rinaldi. O innym z kapłanów z tej wioski wypowiedział się sam papież Jan XXIII, że to ten właśnie kapłan powinien być papieżem, a nie on. Przykładów świętych kapłanów wymodlonych przez ich matki z tej miejscowości nie ma końca.

Modlitwa, którą matki rodzin odmawiały w Lu – jak czytamy w liście do biskupów – „była krótka, prosta i głęboka”:

Panie spraw, aby jeden z moich synów został kapłanem! Ja sama pragnę żyć jako dobra chrześcijanka i prowadzić moje dzieci ku dobru dla uzyskania tej łaski, by móc ofiarować Ci, Panie, świętego kapłana. Amen.
Czytaj także: Jak pewna Amerykanka została zakonnicą, by jej mąż mógł zostać księdzem


„Syn na kapłana? Pójdzie na zmarnowanie”

To kolejny dowód, że nie trzeba wiele. Nikt kapłanem się nie rodzi. Potrzebna jest nasza modlitwa i otwarte serce na powołanie własnego dziecka.

Dlaczego? Jeden z kapłanów opowiadał mi historię rodziny będącej blisko kościoła – pomagali proboszczowi, dbali o kościół. Syn z tego domu często był na mszy i chętnie w parafii się udzielał. Ksiądz kiedyś powiedział: „O, wasz syn to pewnie na kapłana pójdzie”, na co jego mama szybko odpowiedziała: „Żeby na zmarnowanie poszedł?”. W takim miejscu powołanie zostanie zduszone, jedno może się uchowa, ale trzy już nie. Prośmy zatem Pana, by dał robotników, bo ich mało, a nam dał otwarte serca, jak mamom z Lu, by tych robotników mu oddać.


Dwa zdania. Czy jesteś na nie gotowa?

Panie spraw, aby jeden z moich synów został kapłanem! Ja sama pragnę żyć jako dobra chrześcijanka i prowadzić moje dzieci ku dobru dla uzyskania tej łaski, by móc ofiarować Ci, Panie, świętego kapłana. Amen.

...

Bardzo wazna sprawa.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91880
Przeczytał: 118 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 10:04, 22 Paź 2017    Temat postu:

Dlaczego młody człowiek miałby woleć celibat od życia w związku?
Gelsomino del Guercio | 22/10/2017
fot. Marta D'Avenia
Alessandro D'Avenia
Komentuj


Udostępnij
Komentuj


Wyjaśnia Alessandro D’Avenia, ulubiony pisarz nastolatków, który swoje życie oparł na celibacie.


C
o skłania młodego człowieka do życia w celibacie i oddania życia na służbę Bogu i bliźnim? Alessandro D’Avenia, czterdzieści lat, autor poczytnych powieści, a zarazem nauczyciel w jednym z mediolańskich liceów, autor bloga Prof. 2.0, nigdy nie krył swojego powołania. Przeciwnie, uczynił z niego swój manifest. I jego rozważania na temat celibatu będą jednym z tematów najnowszej książki „Ogni storia è una storia d’amore”, która trafi do księgarni 31 października.


Nie rezygnuję z miłości

„Miłość w związku? Dobrze mi tak, jak jest – powiedział w wywiadzie udzielonym „Corriere della sera” (2 czerwca) – Postanowiłem poświęcić się młodzieży, szkole i wolontariatowi. Do celibatu dojrzałem z czasem. To wcale nie oznacza rezygnacji z miłości. Przeżywam ją, podążając innymi ścieżkami, tam, gdzie prowadzi mnie pasja do opowiadania i słuchania opowieści, w szkole, w teatrze, w książkach”.

I dodaje: „Nie jestem filantropem i tyle. Moje życie jest wypełnione relacją z Bogiem, ale nie mam powołania do kapłaństwa. I moja miłość do Niego ma w gruncie rzeczy wymiar uczuciowy. Nie potrafię bez niej żyć”.
Czytaj także: Ks. Przemek KAWA Kawecki: Oto dlaczego bronię celibatu


Nie jestem sentymentalistą

Na uwagi dziennikarza, że być może jeszcze nie spotkał „tej jedynej”, odpowiada spokojnie:

„Podziwiam kobiecy urok, ale Bóg, który jest jego źródłem, zauroczył mnie jeszcze bardziej. Moja postawa to nie idealizm, sentymentalizm czy ucieczka od rzeczywistości. To głęboka miłość, która wzrasta z dnia na dzień i przepełnia mnie całego. Jeśli ma się szczęście przeżywać taką miłość, to nie ma się wyjścia. Nie można jej odrzucić”.

D’Avenia przyznaje, że jego uczniowie nie mogą się temu nadziwić. „Co za szkoda” – słyszy od dziewcząt. Inni pytają: „A nie chciałby pan założyć rodziny?”.

„Patrzę wtedy na nich i mówię: myślicie, że nie mam dzieci?” – odpowiada.


Życie bez seksu

Kiedy rozmowa schodzi na seks i na to, jak może żyć bez niego, D’Avenia pogodnie tłumaczy, że „opowiadać o zauroczeniu i rozczarowaniu seksem to opowiadać o miłości. Uprawiamy miłość tak, jak kochamy, seks ujawnia naszą zdolność do kochania. Czasem miłość fizyczną można wyrazić prostu pieszczotą”.

W dzisiejszych czasach, wbrew temu, co się powszechnie sądzi, nie ma „wiele transgresji, czyli zdolności do przekraczania ograniczeń, wzrastania. Przekroczeniem norm jest bycie wiernym, bycie uprzejmym nawet wtedy, kiedy jest się zmęczonym, przepraszanie, zaskoczenie nieoczekiwanym słowem ma wymiar erotyczny”.



Artykuł pochodzi z włoskiej edycji portalu Aleteia

...

Cenny wzor w seksulanie wynaturzonym czasie.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91880
Przeczytał: 118 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 7:40, 24 Paź 2017    Temat postu:

Zrozumiałem, że mam zostać mnichem, a przecież jestem żonaty. Świadectwo
Redakcja | 23/10/2017
Shutterstock
Komentuj


Udostępnij
Komentuj


Zagościła we mnie olbrzymia Radość. I ta Radość trwa do dziś. Co mnie skłoniło do zostania oblatem benedyktyńskim w Tyńcu? I jak to działa?


P
o raz pierwszy zetknąłem się z duchowością monastyczną podczas moich wakacyjnych pobytów w Taizé w latach 1998-99. Fenomen modlitwy, który przyciąga do tego miejsca wielu młodych ludzi absolutnie mnie porwał. Poczułem olbrzymią siłę „magnetycznego przyciągania” Boga, która była wcześniej przede mną zakryta.
Czytaj także: Nie naprawimy świata, ale zawsze możemy zrobić „coś”. Rozmowa z braćmi z Taizé
Wspólnota z Taizé i zasiane ziarno

Po tygodniu spędzonym w grupie biblijnej zdecydowałem się na rekolekcje w tzw. grupie ciszy. Po raz pierwszy byłem sam w skromnie urządzonej celi, milczałem przy posiłku i przy wspólnym zmywaniu naczyń. Po śniadaniu brat Alojz (który jest obecnie przeorem w Taizé) wprowadzał Nas w lectio divina.

Resztę dnia poświęcałem na medytację nad fragmentami Biblii i osobistą modlitwę. Włóczyłem się po pobliskich kościółkach romańskich, nierzadko sam spędzałem w nich długie godziny. Również spożywanie posiłku nabrało dla mnie nowego, duchowego wymiaru.

Bracia z Taizé, ubrani w białe kukulle, fascynowali mnie, kiedy wchodzili na modlitwę przy dźwięku dzwonów. Pod koniec mojego pobytu wybrałem się na wycieczkę do Cluny i tam po raz pierwszy usłyszałem o duchowości benedyktyńskiej. Po powrocie do domu nie mogłem otrząsnąć się z tego, czego doświadczyłem. Ziarno zostało zasiane…
Tyniec po raz pierwszy

Moje studia muzyczne, a następnie cała moja skomplikowana historia życia spowodowały, że ziarno nie mogło wzrosnąć, ale ciągle tkwiło we mnie. Bóg jednak nie dawał za wygraną.

Po raz pierwszy na kilka dni pojechałem do klasztoru w Tyńcu w 2003 roku razem ze Scholą Cantorum Minorum Chosoviensis, której byłem wtedy jednym z członków.
Czytaj także: Medalik św. Benedykta i związany z nim egzorcyzm. Jak go rozumieć?

Pamiętam, że miejsce mnie urzekło swoją ciszą i wielowiekową historią. Mimo jednak, że śpiewałem chorał, liturgia benedyktyńska była mi obca. Musiało minąć kilka dobrych lat, abym w ogóle przeczytał Regułę św. Benedykta.

Stało się to w 2009 roku, kiedy po raz pierwszy otrzymałem zajęcia z historii muzyki średniowiecza na Akademii Muzycznej w Katowicach. Zauważyłem, że nie sposób mówić o muzyce tego okresu bez wgłębienia się w duchowość monastyczną. Więc zanurkowałem… i to było olśnienie. Reguła św. Benedykta napisana bardzo prostym językiem nie olśniła mnie tak jak później Księga Życia Jeruzalem, ale rozpaliła we mnie pragnienie bycia bliżej Boga.
Oblaci benedyktyńscy w Tyńcu

Wszystko, co przeżyłem w Taizé 10 lat wcześniej, nagle odżyło. Zrozumiałem, że miałem zostać mnichem, a jestem żonaty. Wtedy zacząłem przeglądać stronę internetową opactwa w Tyńcu i zobaczyłem, że istnieje coś takiego jak oblatura benedyktyńska. Zdecydowałem się więc pojechać na comiesięczne spotkanie oblatów i po okresie rocznego nowicjatu oblackiego przyjąłem przyrzeczenia w grudniu 2012 roku. Ziarno po latach zaczynało wzrastać…

Co daje mi przynależność do benedyktyńskiej wspólnoty? Po przyjęciu do oblatów zacząłem odkrywać monastyczną liturgię godzin. Najpierw codziennie modliłem się kompletą, po roku dołączyłem jutrznię, a dopiero po 4 latach dodałem modlitwę w ciągu dnia. Modlitwa psalmami stała się dla mnie tak fascynująca i wciągająca, że zagościła we mnie olbrzymia Radość. I ta Radość trwa do dzisiaj…
Czytaj także: Trzeci zakon – ukryta droga tercjarzy do świętości

Mój rozkład dnia jest podporządkowany tym trzem modlitwom, aczkolwiek ich godziny nie są sztywne. Obok monastycznej liturgii godzin odkryłem też codzienną lekturę Pisma Świętego, na którą poświęcam czas po południu.

Ważna jest dla mnie praktyka modlitwy Jezusowej, zwłaszcza kiedy jadę autobusem do pracy, idę piechotą czy trwam w ciszy w domu. Staram się żyć Regułą św. Benedykta na co dzień, jest to tak na prawdę reguła bardzo praktyczna, a z drugiej strony na tyle elastyczna, że można ją zastosować do świeckiego życia.
Świecki mnich żyjący w mieście

Spotykamy się we wspólnocie oblatów w Tyńcu raz w miesiącu w soboty. Obok wprowadzenia do lectio divina mamy mszę świętą, adorację, a także wspólną rekreację. Dwa razy do roku przeżywamy weekendowe rekolekcje w Wielkim Poście i w Adwencie.

Dzięki wspólnocie nie tylko odkryłem duchowość monastyczną, ale także doświadczyłem autentycznej ludzkiej przyjaźni i solidarności. Poznałem wspaniałych przyjaciół, równie szalonych jak ja, z którymi mogę dzielić swoje życie.

Moja prywatna droga nie okazała się pozbawiona trudności. W zeszłym roku byłem zmuszony odseparować się od swojej żony, wyprowadzić się z ukochanego domu i zająć się wychowaniem naszej córki. Nie było to łatwe, kiedy odczułem jak duży bagaż noszę na sobie. W tym trudnym czasie opactwo stało się moją ostoją, a moi przyjaciele moją rodziną. Teraz dzięki mojej córce i moim studentom mój dom staje się coraz bardziej małym klasztorem, a moje serce sercem ojca i świeckiego mnicha żyjącego w mieście.

...

Tak rodzi sie powolanie.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91880
Przeczytał: 118 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 18:12, 22 Lis 2017    Temat postu:

Kard. Tagle dla Aletei: powołanie to nie jakiś cudowny znak
Monika Burczaniuk | 22/11/2017

Vandeville Eric/ABACA/EAST NEWS
Udostępnij
Komentuj

Drukuj

Bóg działa w naszych, ludzkich warunkach. Powołanie to zamiar, jaki Bóg ma wobec nas. On stworzył każdą osobę w jakimś celu. I ten cel już jest realizowany, tylko musimy go odkryć. To jest bardzo proste – mówi kard. Tagle w wywiadzie dla Aletei.
Jak odkryć swoje powołanie?

Monika Burczaniuk: W przyszłym roku odbędzie się synod „Młodzi, wiara i rozeznanie powołania”. Co Ksiądz kardynał chciałby powiedzieć młodym ludziom? Jak mają rozeznać swoje powołanie?

Kard. Luis Antonio Tagle: Niektórzy młodzi ludzie myślą, że powołanie to jakiś cudowny znak – głos z nieba albo piorun. Nie. (śmiech) To się pewnie zdarza, ale bardzo rzadko. Tak jak w przypadku św. Pawła, Mojżesza, ale raczej nie u zwykłych ludzi, jak my. Zawsze mówię młodym, że Bóg działa w naszych, ludzkich warunkach. Powołanie, Boże wezwanie to zamiar, jaki Bóg ma wobec nas. Bóg stworzył każdą osobę w jakimś celu. I ten cel już jest realizowany. Tylko musimy go odkryć. To jest bardzo proste. (śmiech)

Naprawdę?

Trzeba spojrzeć w swoje serce! Poznać siebie, poznać, jakie otrzymaliśmy dary, jakie mamy talenty, zainteresowania. Potem oczyścić swoją głowę i serce, żeby uświadomić sobie, że nie żyjemy tylko dla siebie. Wtedy zobaczymy, jak nasze talenty mogą służyć innym. To jest start rozeznawania powołania. Wszystkie te dary, zainteresowania i talenty pochodzą przecież od Niego – dał je nam, decydując, że nie są tylko dla nas.
Czytaj także: Jak odkryć swe powołanie i zostać „kaznodzieją Jezusa”? Franciszek tłumaczy

Żyjemy w czasach, kiedy nie jest łatwo usłyszeć głos w sobie. Szczególnie, że świat go skutecznie zagłusza.

Tak, to prawda. Przed synodem słyszymy od wielu młodych ludzi, że oni szukają, ale warunki do słuchania nie zawsze są odpowiednie. Zwłaszcza w dzisiejszych czasach, kiedy jesteśmy związani z tak wieloma rzeczami: telefon, internet, mail, komunikatory… To jest dobre, ale czasami przez te połączenia jesteśmy obecni na całym świecie.

Jesteś w Europie, ale łączysz się z tym, co się dzieje w Australii. I nawet jeśli nie szukasz hałasu to wszystkie możliwości komunikacyjne mogą do tego prowadzić. Dlatego potrzebujemy trochę dyscypliny. Mówię młodym ludziom, że żeby pogłębić swoją relację z drugim człowiekiem trzeba pobyć raz na jakiś czas w samotności.

Nie chodzi o zrywanie kontaktów! Samotność, modlitwa, refleksja, nawet odpoczynek, to droga do poznania samego siebie i tym samym lepszych relacji z innymi. Kiedy jesteśmy zajęci, wciąż gdzieś gonimy, nie widzimy ludzi obok nas – ubogich, którzy nas potrzebują. Czasem nawet w rodzinie, każdy z członków jest tak pochłonięty światem wirtualnym, że tracą połączenie między sobą. Dlatego czas dla siebie nie jest źle rozumianą izolacją. Jest po to, żeby poprawić jakość relacji z innymi.


Nie można mieć wszystkiego

Dobrze, a co wtedy jeśli ktoś ma dwie opcje w rozeznawaniu powołania? Chciałby być lekarzem i powiedzmy księdzem? Jak wybrać właściwą drogę?

Bardzo dobre pytanie. Bywają takie decyzje, że oba wybory są dobre. Łatwo wybrać, kiedy jedno jest dobre, a drugie złe. Wiadomo, że wybierzesz dobre. Ale czasem rozeznając widzisz, że masz predyspozycje do obu opcji. Możesz być dobry w jednym i drugim. Mało tego, świat potrzebuje obu i oba służą ludziom. To jest bardzo trudne, ale myślę, że w tym przypadku trzeba wziąć pod uwagę jedno kryterium: co pomoże mi bardziej iść za Jezusem? I odpowiedzią naprawdę nie w każdym przypadku jest kapłaństwo.

To kryterium dotyczy także wyborów w kontekście małżeństwa? Co, jeśli mamy dwa dobre wybory?

Przede wszystkim trzeba sobie uświadomić, że nie można mieć wszystkiego.

To jest problem dzisiejszego świata!

Tak, chcemy mieć wszystko. Chcemy idealnego życia, partnera, idealnej pracy. I kiedy tylko zobaczymy jakąś wadę mówimy: nie, to nie dla mnie. Nigdy nie znajdziesz ideału! Wybierając odpowiednią osobę, musisz zweryfikować na modlitwie, jakie są twoje motywacje i po prostu „skoczyć w wiarę”. I znów odpowiedzieć sobie na pytanie: z którą z osób będę mógł/mogła być bliżej Jezusa? Z kim mogę lepiej służyć innym?
Czytaj także: Kard. Tagle o ŚDM: Mam nadzieję, że polska młodzież doceni to, co ma


Bądź otwarty i szukaj swojej drogi

A jak było z powołaniem Księdza Kardynała?

Początkowo planowałem zostać lekarzem.

Więc moje pytanie było uzasadnione!

Tak! (śmiech) Już jako dziecko myślałem, że będę lekarzem. Moi rodzice też się cieszyli. Kiedy miałem 14 lat, w mojej parafii powstała nowa młodzieżowa wspólnota, do której zostałem zaproszony. Wcale nie chciałem do niej należeć, ale to właśnie ona pozwoliła mi zobaczyć inną rzeczywistość. Pomagaliśmy dzieciom ulicy, z ubogich rodzin, żyjącym w slumsach. Doświadczyłem pracy społecznej, ale dalej byłem skoncentrowany na medycynie. Ludzie pytali, czy nie chciałbym być księdzem, ale to ignorowałem. „Nie, nie, idę na medycynę, a w parafii tylko pomagam”.

I wtedy coś się stało. Jeden z księży zapytał mnie, czy wiem, że na uniwersytecie jezuitów można dostać stypendium? „Możesz tam zrobić kurs przygotowujący do studiów medycznych. Jeśli dostaniesz stypendium, będziesz mógł pomóc rodzicom”. Więc poszedłem na egzaminy. Już na pierwszym zorientowałem się, że to nie jest żaden egzamin na medycynę, ale do seminarium! Byłem wściekły! „Dlaczego ksiądz mnie oszukał?!” – wołałem, a on powiedział: „Chciałem otworzyć ci oczy, bo masz ograniczony umysł i nie bierzesz pod uwagę nic innego niż medycyna!”.

Byłem zły, ale po tym zacząłem sobie zadawać pytania. Kiedy już zacząłem skłaniać się w stronę kapłaństwa okazało się, że oblałem egzamin. Za to dostałem się na uniwersytet i mogłem zacząć kierunek medyczny. Ale ja zacząłem się zastanawiać, rozmawiałem z wieloma ludźmi.

Byłem zdezorientowany, ale dużo się modliłem: „Panie w tym całym zamieszaniu Ty pokaż mi drogę, bo ja sam już nic nie widzę”. Powoli, powoli… Zdecydowałem się wrócić do seminarium i zapytać, czy mogę spróbować jeszcze raz. Odmówili. Po dwóch, trzech odrzuconych prośbach zdecydowałem, że skoro drzwi seminarium są dla mnie zamknięte – mam zostać lekarzem.

Ostatniego dnia rekrutacji stałem w kolejce, żeby zapłacić. Zobaczył mnie jezuita, który przeprowadzał rozmowy kwalifikacyjne z kandydatami do seminarium. „Co ty tu robisz? Jesteś taki uparty, przecież rektor powiedział ci, że cię nie przyjmie!”. „Wiem, dlatego więcej nie próbuję. Zostanę przy medycynie” – odpowiedziałem. On odwrócił się i powiedział: „Chodź”. Przeprowadził ze mną rozmowę kwalifikacyjną, zadzwonił gdzieś i po chwili powiedział: „Skoro już okazałeś zainteresowanie – spróbujmy. Ale tylko na jeden semestr!”. Po tym jednym semestrze pozwolili mi zostać.


Potrzebujesz ludzi

A teraz jest Ksiądz kardynałem! Życie jest nieprzewidywalne.

Wniosek jest taki – szukaj swojej drogi, ale bądź też otwarty na to, co oferuje ci życie. Nie wszystko jest pod naszą kontrolą. Kto by pomyślał? Byłem ostatni na liście do przyjęcia, a teraz, tak jak powiedziałaś, jestem kardynałem (śmiech). Poszukiwania wymagają twojego wysiłku, ale potrzebujesz też ludzi, którzy cię znają, którzy zobaczą coś, czego ty sam nie widzisz. Byłem wtedy wściekły na tego księdza, ale on tak naprawdę był narzędziem!

Niesamowita historia!

I takie jest właśnie życie. Wydaje ci się, że podjąłeś ostateczną decyzję… Wydaje ci się (śmiech). Dlatego mówię młodym ludziom, żeby nie popadali we frustrację. Czasami młodzi ludzie załamują się, gdy ich plany nie układają się tak, jak chcieli. Wtedy trzeba spojrzeć z szerszej perspektywy, może Bóg ma dla ciebie lepszą historię?

Myślę, że pierwszym krokiem do rozeznania powołania jest wolność.

Tak, ale wolność nie oznacza, że mogę robić, co chcę. Być wolnym to znaczy być szczerym, wolnym od kłamstw i złudzeń. Jestem wolny, bo wiem, kim jestem. Znam swoją siłę i znam swoją słabość. Jeśli jestem wolny w tym znaczeniu, wiem co jest dla mnie możliwe. Jeśli nie jestem dobry z matematyki to nie mogę być księgowym i nie mam z tym problemu. Wolność to dawanie siebie innym i to jest celem powołania. Wolność oparta jest na prawdzie i na miłości. Jeśli nie jesteś wolny w miłości – to nie jest miłość.

...

To propozycja ktorej nie ma obowiazku przyjac.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91880
Przeczytał: 118 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 18:50, 14 Gru 2017    Temat postu:

Myślisz o wstąpieniu do zakonu? O tych sprawach koniecznie musisz wiedzieć
Przemysław Sałek | 14/12/2017
EAST NEWS
Komentuj



Udostępnij




Komentuj



O plusach i minusach życia w zakonie opowiada dwóch ojców: jezuita i paulin. Szczerze opowiadają, jak jest i o czym trzeba myśleć przy podejmowaniu decyzji o wstąpieniu do zgromadzenia.

Być zakonnikiem, czyli codziennie służyć Bogu i drugiemu człowiekowi, to bez wątpienia piękne życie. Jednak obranie takiej drogi nie należy do najłatwiejszych.
Czytaj także: Czy zakonnice mogą dbać o urodę? Św. Teresa ma odpowiedź!
Życie zakonne: porozmawiajmy o trudnościach

Zadałem znajomemu jezuicie serię pytań. Jak to jest naprawdę z tym życiem w zakonie? Jakie są największe jego pozytywne i negatywne zaskoczenia związane z wieloletnią obecnością w Towarzystwie Jezusowym? Z jakimi wyzwaniami należy się zmierzyć? Czy warto? I od razu zaznaczyłem, że zależy mi na szczerej odpowiedzi, bez „lukrowania”. Szybko więc przeszliśmy do kwestii najtrudniejszych.

Dużym wyzwaniem w życiu zakonnym bywa swego rodzaju samotność i brak emocjonalnego wsparcia od tej jednej osoby. Często z najtrudniejszymi problemami trzeba konfrontować się samemu – podkreśla na wstępie.

Kolejny problem to „brak demokracji”. Choć zakony różnią się znacznie pomiędzy sobą w tym aspekcie, to jednak zawsze należy mieć na względzie dużą zależność od przełożonego. Podobnie jak np. w pracy, gdy natrafimy na kiepskiego przełożonego, z którym ciężko jest się dogadać, wtedy może w nas rodzić się frustracja. Decydując się na życie we wspólnocie, musimy być świadomi tego ryzyka.

Wyzwaniem jest także to, że niezależnie od tego, jak długo jesteś zakonnikiem, to większość rzeczy – tj. wyjazdy, nowe pomysły, wydatki etc. – musi być konsultowana z przełożonym, który ma obowiązek wysłuchać racji podwładnego, ale ostatecznie to on podejmuje decyzję.

Jak podkreśla jezuita, trzeba być także świadomym, że w życiu zakonnym trudne mogą być częste zmiany domu zakonnego, które najczęściej następują wtedy, gdy ktoś już się dobrze zadomowi w pewnym miejscu i wtedy trudno jest zostawić swoje wspólnoty i rozpoczęte aktywności. „Ale ma to nas uczyć wolności”, czyli nieprzywiązywania się do wygodnego życia.
Jakie są największe plusy?

U jezuitów pozytywne zaskoczenie, jakie mnie spotkało to doświadczenie „Ćwiczeń Duchowych” i formacji, która daje wspólne korzenie. Dlatego w każdej wspólnocie, do której bym nie trafił, nawet za granicą, nie czuję się obcy wśród jezuitów. Ponadto będąc w zakonie, który wydał tylu świętych, mam ufność, że jestem na drodze, która – jeżeli się w nią dobrze zaangażuję – pozwoli mi wydać dobry owoc w moim życiu. W Towarzystwie Jezusowym wiem, że mogę zaangażować się na rzecz Kościoła w bardzo różny sposób i mogę śmiało wychodzić z inicjatywami.

W zakonie o wiele łatwiej być też celibatariuszem niż np. w diecezji. Wspólnota, jakakolwiekby nie była, zawsze jest dużym wsparciem.
Czytaj także: O. Tomasz Nowak OP: w zakonie niesłusznie oskarżono mnie o alkoholizm. Wytrwałem i przebaczyłem
Gdy usłyszymy głos powołania

Z kolei o. Andrzej Grad, paulin – referent ds. powołań, na pytanie: „Co powinien wiedzieć ktoś, kto myśli o życiu zakonnym?”, odpowiada: „Nic na siłę”. Ale warto zweryfikować ewentualne powołanie i podjąć konkretną decyzję. Nie ma nic gorszego niż brak decyzji.

„Człowiek nic nie musi. Bóg oczekuje od nas odwzajemnienia tej miłości, ale w wolności. Bóg mi coś proponuje, ale ode mnie zależy, czy podejmę wyzwanie, czy odpowiem na zaproszenie, które jest też wyrazem ogromnego zaufania, jakim Bóg darzy konkretnego kandydata do życia konsekrowanego” – mówi. I dodaje:

Można nawet mieć wewnętrzne przekonanie o słuszności decyzji potwierdzone Bożymi znakami. Można nawet mieć upatrzony zakon… a jednak ciągle stać w miejscu, bojąc się zaryzykować, bojąc się zrobić ten krok do przodu w nieznane. Dzisiaj szczególnie młodzi znacznie bardziej niż kiedyś boją się podejmować decyzje, które swymi konsekwencjami dotykają ich przyszłości, boją się ryzykować, iść w nieznane. I dlatego chyba tak wielu męczy się przez lata w niepodjętych nigdy decyzjach. Nie zły życiowy wybór, ale niepodjęcie żadnej decyzji jest najgorsze w życiu.

Warto jeszcze wspomnieć, że wstąpienie do zakonu lub zgromadzenia, chociaż od samego początku powinno zakładać pragnienie wytrwania do końca życia, dopiero po kilku latach formacji wiąże się z podjęciem ostatecznej decyzji poprzez wieczyste śluby zakonne. Np. w zakonie paulinów mija 6 lat od wstąpienia zanim zakonnik złoży śluby zakonne do końca życia. Więc tak naprawdę jest czas, aby się przyjrzeć, doświadczyć i podjąć konkretną, świadomą decyzję.
Życie zakonne może uszczęśliwić

Co powinien jeszcze wiedzieć ktoś, kto rozeznaje swoje powołanie? „Że nie jest się w tym wszystkim samemu. Są miejsca i ludzie, którzy mogą pomóc rozeznać. Myślę tu o rekolekcjach powołaniowych, referentach powołaniowych w zakonach czy seminariach duchownych. Są też ośrodki powołaniowe, strony internetowe, filmiki. Wystarczy poszukać, by znaleźć pomoc, by się poradzić, zapytać, a nawet z nieco bliższej odległości przyjrzeć się życiu zakonnemu” – podkreśla o. Andrzej Grad. Paulin dzieli się także swoimi doświadczeniami.

Na początku mojego zakonnego życia pamiętam, że od razu czułem się dobrze w zakonie. Czułem, że jest to moje miejsce, a szedłem z nastawieniem spróbowania i upewnienia się, że nie jest to moje miejsce, bo przecież miałem własne plany na życie. Patrząc dziś na młodych adeptów życia zakonnego, mam wrażenie, że z zaskoczeniem odkrywają, iż zakon to nie tylko modlitwa, a zakonnik czy siostra zakonna to także osoba zaangażowana duszpastersko w ten świat.

Myślę też, że problemy w zakonach zasadniczo nie różnią się od tych ludzkich, codziennych. Tam, gdzie są ludzie, tam są ludzkie problemy, tarcia. We wspólnotach uczymy się nosić swoje brzemiona, a nie zawsze jest to proste. Ale odwagi! Życie zakonne naprawdę może Cię uszczęśliwić.

...

Co jest swietne dla jednego niekoniecznie dla drugiego. Znamy to...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91880
Przeczytał: 118 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 12:42, 03 Lut 2018    Temat postu:

AKTUALNOŚCI

DOBRE HISTORIE

DUCHOWOŚĆ

STYL ŻYCIA

POD LUPĄ

KOŚCIÓŁ

FOR HER

KULTURA

SZTUKA I PODRÓŻE

WIEDZIAŁEŚ O TYM?
Reklama



Piotr Bogdanowicz
Po czym poznać leniwego człowieka? Oto cztery jego cechy według Biblii

Elizabeth Scalia
Chcesz mieć spokojny sen? Odmów tę wieczorną modlitwę

Ks. Łukasz Kachnowicz
Ksiądz zdradza, ile trzeba dawać w kopercie podczas kolędy

Katarzyna Szkarpetowska
Panie Boże, pamiętaj, że w piątek jest sprawdzian z historii! Dzieci piszą listy do Boga

Dominika Cicha
Zobaczyli zdjęcie córki na plakacie proaborcyjnym. Twitter przeprasza

Redakcja
Mackiewicz: Jestem tu bliżej Boga. I śpiewa Abba Ojcze [wideo]

Magda Jakubiak
7 najciekawszych współczesnych kościołów w Polsce

Tomasz Reczko
„Do Jezusa Ipanienki” – najpopularniejsze przejęzyczenia w kolędach

Aleksandra Gałka
Żona Mackiewicza dziękuje za pomoc. „Proszę nie mówić o Nim źle… był, jest Pięknym i Dobrym Człowiekiem”

Dominika Cicha
Babcia Aniela poprosiła o chustkę, naftę i drewno. A dostała… dom!

Piotr Bogdanowicz
Po czym poznać leniwego człowieka? Oto cztery jego cechy według Biblii

Elizabeth Scalia
Chcesz mieć spokojny sen? Odmów tę wieczorną modlitwę

Ks. Łukasz Kachnowicz
Ksiądz zdradza, ile trzeba dawać w kopercie podczas kolędy

Katarzyna Szkarpetowska
Panie Boże, pamiętaj, że w piątek jest sprawdzian z historii! Dzieci piszą listy do Boga

Dominika Cicha
Zobaczyli zdjęcie córki na plakacie proaborcyjnym. Twitter przeprasza

Redakcja
Mackiewicz: Jestem tu bliżej Boga. I śpiewa Abba Ojcze [wideo]



DUCHOWOŚĆ
Piosenka, która jest modlitwą ofiarowania siebie w ręce Jezusa
Monika Burczaniuk | 02/02/2018

YouTube
Udostępnij Komentuj 0
Siostra Joanna wybrała Pana i śpiewa dla Pana. I to jak! Specjalnie na Dzień Życia Konsekrowanego prezentujemy Wam niezwykłą piosenkę jej autorstwa.

Utwór „W Twoje ręce” to osobista opowieść o relacji z Bogiem s. Joanny Jabłońskiej, która ponad 8 lat temu wybrała życie zakonne w zgromadzeniu sióstr klaretynek. Jak sama mówi, przed złożeniem pierwszych ślubów i założeniem białego habitu jej wizja życia była nieco inna niż pokazała jej rzeczywistość. To zainspirowało ją do napisania piosenki.

Czytaj także: Siostra Cristina zaszalała na koncercie w Watykanie. Wykonała hit Mariah Carey
Myślałam, że dzięki habitowi będę już prawie święta, cudowna. A tu nic z tego! Wciąż upadam, wciąż się mylę. Mimo szczerych chęci. To był taki trudny moment spotkania z rzeczywistością grzechu.
Jednak z pomocą przyszły słowa papieża Franciszka. To nie ja z moim grzechem jestem tu najważniejsza. To Bóg jest pierwszy w miłości. I naprawdę nie męczy się przebaczaniem, ale czeka na mnie z otwartymi ramionami. Więcej, trzyma mnie w swoich miłosiernych dłoniach i nic nie może mnie z nich wyrwać – opowiada s. Joanna.
Na gitarze gra o. Marcin Kowalewski CMF, lider zespołu Fragua.

Piosenka jest modlitwą ofiarowania siebie w ręce Jezusa. Oczywiście napisana i śpiewana przez siostrę zakonną jednoznacznie kojarzy się ze złożeniem zakonnych ślubów, jednak te słowa mogą być również modlitwą ludzi świeckich. Oddanie swego życia w ręce Boga nie jest przecież zarezerwowane tylko dla zakonników, choć my robimy to w wyjątkowy sposób. Wiara powinna każdego prowadzić do coraz głębszego oddania się Bogu, by w końcu „spocząć w nim na zawsze” – mówi klaretyn.
Czytaj także: Kto jest kim? Mały przewodnik po życiu konsekrowanym






W Twoje ręce
Wciąż gubię się, błądzę, pozwalam oszukać.
Rani mnie grzech, tak słaba upadam kolejny raz.
Lecz czeka na mnie Twoje spojrzenie pełne miłosierdzia.
Pozwól mi wrócić, odnaleźć znów w Tobie pełnię wolności i szczęścia.

Ref.
W Twoje ręce oddaję duszę mą.
W Tobie na zawsze spocząć chcę.
Moje życie do Ciebie należy już.
Przyjmij je, Panie i prowadź mnie.

Zmęczyłam się historią ciągłych upadków mych.
Lecz powiedział ktoś: Ty przebaczaniem nie męczysz się nigdy.
I czeka na mnie Twoje spojrzenie pełne miłosierdzia.
Pozwól mi wrócić, odnaleźć znów w Tobie pełnię wolności i szczęścia.

Ref.
W Twoje ręce oddaję duszę mą.
W Tobie na zawsze spocząć chcę.
Moje życie do Ciebie należy już.
Przyjmij je, Panie i prowadź mnie.

Wszechmocny Bóg, jedyny Pan,
na wiek wieków Święty.
Najwyższy Król,
a bliski tak – nasz Bóg miłosierny!

W Twoje ręce oddaję duszę mą.
W Tobie na zawsze spocząć chcę.

Słowa i muzyka: s. Joanna Jabłońska MC

...

Piesn pomaga w dobru.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91880
Przeczytał: 118 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 11:55, 04 Lut 2018    Temat postu:

Jaka jest Twoja odwlekana „supermoc”? Nie odkładaj jej na później!
Michael Rennier | 04/02/2018

Kristen Curette Hines/Stocksy United
Udostępnij Komentuj 0
Shirley Shafranek została siostrą zakonną mając 59 lat. W wieku, w którym większość uznaje, że czas podejmowania nowych wyzwań bezpowrotnie minął. A jaka jest twoja odwlekana „supermoc”?

Jak wielu ludzi, mam na biurku stos papierów, które cichutko wyśmiewają się ze mnie za każdym razem kiedy na nie spojrzę. Obecnie składa się na niego kupka starych kwitów, które muszę zanieść do urzędu podatkowego, wezwanie do sądu na członka ławy przysięgłych, czekająca na podpis kartka z podziękowaniami, papiery związane z pracą i niedoczytane książki.

Czytaj także: Boisz się prosić o pomoc? Podpowiadamy jak to zmienić


Co zrobić z niezrealizowanymi planami?
Wyrobiłem sobie wyjątkowy i efektywny sposób radzenia sobie z takimi sytuacjami: początkowo zapominam o piętrzących się stosach, aż do momentu, kiedy tracą ważność. A następnie, szybkim i zamaszystym ruchem wyrzucam je do kosza na śmieci. Zdaję sobie sprawę, że to dość brutalna metoda, ale z jakiegoś powodu pozwala mi ona poradzić sobie z nadmiarem papierów i przyjąć, że porządkowanie ich jest spisane na straty. Lepiej wcale niż późno, wydawałoby się.

Po rozpoczęciu nowego roku część z nas rozmyśla o postanowieniach, ambicjach i marzeniach, których nie udało się wypełnić w roku poprzednim. Niektórzy pewnie są tak zajęci, że ta zmiana w kalendarzu niemal uszła ich uwadze. Wydaje się, że jest trochę za późno na refleksje dotyczące przeszłości; niewykluczone, że najlepszym sposobem jest po prostu zapomnieć o niezrealizowanych planach.

Jednak, nawet jeśli przeszłe zobowiązania nie zostały wypełnione, nie powinniśmy się poddawać i spisywać ich na straty – stare powiedzenie jest prawdziwe: lepiej późno niż wcale.
Czytaj także: Przestań powtarzać, że jesteś na coś za stara


Nigdy nie jest za późno, by przeprosić
Niedawno widziałem się z moją przyjaciółką z college’u, Melindą, którą spotykam raz na kilka lat. Zupełnie przypadkiem zaczęła wspominać, jak to odwiedziła nas 10 lat temu w Cape Cod, spodziewaliśmy się wtedy naszego pierwszego dziecka.

Moja mama zorganizowała grupę znajomych, którzy przyjechali na baby shower, Melinda była jedną z nich. Jak się okazuje, nie przywiozła ze sobą prezentu. „To był pierwszy baby shower w którym uczestniczyłam, jednak byłam przecież dorosła, powinnam wiedzieć lepiej – powiedziała. – Wtedy jednak nie miałam pojęcia, jak to się odbywa. Teraz trudno mi w to uwierzyć. Więc… przepraszam…?”. Moja żona Amber i ja zaśmiewaliśmy się do łez kiedy opowiadała tę historię.

Nie zapamiętaliśmy tego, że nie przyniosła prezentu, dekadę temu pewnie uleciało to naszej uwadze, nie mówiąc już o chowaniu jakiejkolwiek urazy. Nie stanowiło to dla nas problemu, a nasze dziecko, jak widać, przetrwało nie otrzymawszy prezentu. Jednak doceniliśmy te przeprosiny po latach, a sama historia bardzo nas rozczuliła.

Nigdy nie jest za późno, by naprawić krzywdy wyrządzone w przeszłości. W 2000 roku, Papież Jan Paweł II publicznie przeprosił za grzechy popełnione przez Chrześcijan w imię wiary. Wystosowane przeprosiny były szeroko ujęte i odnosiły się do wielu wydarzeń z dalekiej przeszłości. W myśl: lepiej, by przeprosiny zostały sformułowane późno, niż wcale, nawet jeśli opóźnienie, z jakim zostały sformułowane mogło być zawstydzające. Miał w tym wiele racji – jego słowa, nawet spóźnione, miały w sobie uzdrawiającą moc.

Czytaj także: Ubogi może ubogacić, czyli nie szukajmy wymówek


Nigdy nie jest za późno, by odkryć swoje powołanie
Kolejny przykład podobnej sytuacji to historia Shirley Shafranek, która w 2011 r. została siostrą zakonną mając 59 lat. W wieku, w którym większość uznaje, że czas podejmowania nowych wyzwań bezpowrotnie minął. Siostra Shirley przyznała:

Powołanie zawsze było we mnie, wolałam je jednak ignorować.
Chociaż prostszym byłoby dalsze podążanie znaną drogą, kobieta zdecydowała, że nigdy nie jest za późno, by zrewidować swoje decyzje, dzięki swojej odwadze zdecydowała się na ten krok i znalazła szczęście.

Cokolwiek przychodzi Wam do głowy, kiedy mierzycie się z niezrealizowanymi postawieniami noworocznymi, marzeniami, które nigdy nie nabrały kolorów, niepewnością związaną z przyszłością – nie pozwólcie, by cokolwiek Was wstrzymywało.

Nie ma nic zawstydzającego w pojawianiu się na przyjęciu trochę za późno, w życiu zaś nie ma spraw beznadziejnych. Nie ma też lepszego momentu, żeby coś zmienić, niż teraz.

...

Po prostu odkryc co dla mnie najlepsze. Chyba kazdy przyzna ze mu to potrzebne?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91880
Przeczytał: 118 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 8:48, 07 Mar 2018    Temat postu:

Zrezygnował z rodzinnej firmy i Oxfordu, by zostać mnichem trapistą
Aleksandra Michalak | 06/03/2018

Archiwum prywatne
Udostępnij 150 Komentuj 1
Bracie, co jest w życiu najważniejsze? – zapytałam starego mnicha. Jego odpowiedź to była sama istota życia, kropka nad „i”.

Nigdy nie towarzyszyła mi chęć wyjazdu na Wyspy Brytyjskie. Jednak pewnego lipcowego popołudnia w niewielkiej wiosce pod Liverpoolem przekroczyłam próg angielskiego trzynastowiecznego pałacu, będącego jednocześnie domem opieki dla starszych osób.

Czytaj także: Była „pracownikiem roku” w sieci klinik aborcyjnych. Dlaczego zrezygnowała? Poznaj historię Abby Johnson


Modlitwa za ludzi w ciemnościach
Jednym z rezydentów był Brat Jonathan – trapista. Miał demencję, chorował na schizofrenię. Choroba i tymczasowa zmiana miejsca zamieszkania nie przeszkadzała Bratu budzić się o trzeciej rano, jak miał w zwyczaju przez ostatnie sześćdziesiąt lat.

Dla personelu medycznego stanowiło to jednak duży problem. „Teraz Brat Jonathan jest w domu opieki i musi dostosować się do tutejszych zasad” – słyszałam z niedowierzaniem na porannej odprawie. By ułatwić innym życie, pielęgniarki podawały Bratu leki nasenne.

Mając w sobie niezgodę na takie rozwiązanie, chciałam bardziej poznać sposób życia Brata i odwiedzić jego dom. Z pomocą dobrego Brytyjczyka dotarliśmy ze znajomą do pięknie położonego angielskiego opactwa trapistów. Z zainteresowaniem spojrzałam na dwa pierwsze punkty codziennego życia: 3.15 pobudka, 3.30 pierwsza modlitwa…

Od Brata Martina – Niemca, który swoje życie zdecydował się przeżyć jako trapista w Anglii, dowiedzieliśmy się, że modlitwa o 3.30 jest ofiarowywana w intencji ludzi, którzy są w ciemności. Postanowiliśmy dołączyć. Mając taką intencję, faktycznie można nie zignorować dzwonu wybijającego trzecią godzinę. Gdy idziemy na modlitwę świat jest jeszcze pełen ciemności, gdy wychodzimy – promyki światła dotykają ludzkich twarzy. Nie dziwię się wytrwałości trapisty.



Większość życia zajmował się kurami
Sposób życia brata Jonathana nie okazał się być bardziej radykalny niż jego wybory w młodości. Ojciec brata Jonathana był biznesmenem. Chciał przekazać firmę synowi. Jednak ten najpierw służył w Royal Marines – brytyjskiej piechocie morskiej, a później otrzymał stypendium w Oxfordzie…

„Zrezygnował ze stypendium w Oxfordzie i rodzinnego interesu – wszystko to, żeby żyć tutaj i zostać trapistą” – usłyszałam od Brata Rufusa, obecnie pełniącego funkcję odpowiedzialnego za dom gości w opactwie. Syn londyńskiego przedsiębiorcy podczas pracy w zakonie przez większość życia zajmował się kurami, pełnił też funkcję archiwisty.

Do domu opieki wróciłam z kartką, na której było zdjęcie brata Jonathana. Obiektyw w ręku fotografa – br. Martina, ujął chwilę, kiedy z pogodną twarzą opowiadał o Benedykcie XVI młodszemu bratu.

Czytaj także: Była u szczytu kariery aktorskiej. Wybrała życie za klauzurą


Bracie, co jest w życiu najważniejsze?
Na problemy dyżurów nocnych istniało znacznie prostsze i zdrowsze rozwiązanie od leków nasennych. Co więcej, było na wyciągnięcie ręki. Wystarczyło dojść do windy i zjechać na parter, gdzie znajdowała się kaplica i Ten, dla Którego Brat otwierał oczy jeszcze w nocy.

W ostatniej godzinie mojej pracy zabrałam brata Jonathana na długi spacer po angielskim ogrodzie. Wychodząc na zewnątrz powiedział: „Słoneczny dzień. Prezent Pana Boga dla nas dziś”.

Po 20 minutach spaceru w ciszy, usłyszałam kolejne zdanie: „Mamy tylko jedno życie na ziemi…”. „Bracie, co jest więc w nim najważniejsze?” – zapytałam, będąc świadoma niepowtarzalności chwili. „Know God. Love God. Serve God – Poznawać Boga. Kochać Boga. Służyć Bogu”. Istota życia. Kropka nad „i” została postawiona.

Wiedziałam, że mogę wyjeżdżać. Nie planowałam wracać. Kartkę ze zdjęciem brata Jonathana podarowałyśmy personelowi na pożegnanie. Dołączyłyśmy kilka słów przemyśleń z wizyty w opactwie. Były pielęgniarki, które zjeżdały z trapistą do kaplicy. Brat umarł rok później.

Po dwóch latach od spotkania brata Jonathana wróciłam do jego ziemskiego domu – Mount Saint Bernard Abbey. Za zgodą jego braci przekroczyłam granice klauzury. Pomodliłam się przy jego grobie. Został pochowany – jak każdy trapista – bez trumny i lśniących butów. Ciało w habicie zostało przysypane ziemią. Trawa już urosła. Dzwon o trzeciej nad ranem bije nadal.

...

Gdy slyszysz glos Boga i juz odkrywasz ze to jest to, nic juz nie jest wazne!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91880
Przeczytał: 118 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 8:02, 24 Kwi 2018    Temat postu:

Pierwsza w Polsce powołaniowa infolinia. Szukasz swojej drogi? Dzwoń
Przemysław Radzyński | 23/04/2018
PIJARSKI TELEFON POWOŁANIOWY
Materiały prasowe
Udostępnij Komentuj 0
Małżeństwo czy kapłaństwo? Życie zakonne czy może w samotności? Dzwoniąc pod ten numer, może rozwiejesz swoje powołaniowe rozterki?

W czwartą niedzielę po Wielkanocy, zwaną Niedzielą Dobrego Pasterza, Kościół obchodzi 55. Światowy Dzień Modlitw o Powołania, który rozpoczyna cały tydzień modlitw w intencji młodych rozeznających swoje życiowe powołanie. Z tej okazji ojcowie pijarzy uruchomili telefon powołaniowy.

Czytaj także: Siostra Emilia: Kiedy powiedziałam Panu „Tak”, nigdy nie czułam się bardziej wolna


Pijarski Telefon Powołaniowy
Charyzmatem kapłanów i braci z Zakonu Szkół Pobożnych (potocznie zwanych pijarami) jest praca wśród młodych. Renoma pijarskich szkół jest powszechnie znana. Zakonnicy składają nawet czwarty ślub – poza tradycyjnymi ubóstwem, posłuszeństwem i czystością ślubują też „szczególną troskę o wychowanie dzieci i młodzieży”.

„Oprócz edukacji i wychowania chcemy także towarzyszyć młodym w rozeznawaniu ich życiowego powołania. Czynimy to od lat, ale teraz chcemy trafić z naszą propozycją także do tych, którzy nie są związani w żaden sposób z naszym pijarskim środowiskiem. Uruchamiamy specjalny telefon. Każdy, kto rozeznaje swoje powołanie i szuka dla siebie drogi pokrywającej się z wolą Bożą, może do nas zadzwonić i zwyczajnie o tym opowiedzieć. Może podzielić się swoimi wątpliwościami, porozmawiać, poprosić o modlitwę” – mówi o. Piotr Recki SchP, koordynator projektu Pijarski Telefon Powołaniowy.



Duszpasterz powołań
O. Piotr od trzynastu lat jest zakonnikiem, a od sześciu kapłanem. Ma doświadczenie pracy w szkole jako katecheta, obecnie jest ojcem duchownym w pijarskim seminarium w Krakowie. Od siedmiu lat w swojej prowincji zakonnej jest duszpasterzem powołań oraz moderatorem Liturgicznej Służby Ołtarza. Jest także redaktorem powołaniowego czasopisma „eSPe”. Organizuje i prowadzi indywidualne i grupowe rekolekcje powołaniowe i dni skupienia dla młodzieży.

„Dziś wielu młodych z tematem rozeznawania pozostaje samych. Wielu nie ma odwagi porozmawiać o tym z rodzicami, wielu nie może podzielić się swoimi wątpliwościami z katechetą czy wychowawcą, a wyjawienie swoich głęboko ukrytych w sercu pragnień kolegom czy rówieśnikom grozi nie tylko niezrozumieniem, ale czasem nawet wyśmianiem. Między innymi z myślą o takich osobach startujemy właśnie z tym pomysłem i jesteśmy pewni, że osób zainteresowanych tematem rozeznawania życiowego powołania nie zabraknie” – mówi o. Recki.

Czytaj także: Myślisz o wstąpieniu do zakonu? O tych sprawach koniecznie musisz wiedzieć


24 h/7
Pijar zapewnia, że będzie odbierał telefony zawsze wtedy, gdy będzie to możliwe. W czasie urlopu lub sytuacjach losowych słuchawkę przejmie któryś ze współbraci ojca Piotra. Każdy, kto będzie chciał porozmawiać na temat swojego życiowego powołania na pewno zostanie wysłuchany.

Jak zauważa zakonnik, Pijarski Telefon Powołaniowy nie ogranicza się tylko do osób, które myślą o kapłaństwie czy zakonie. Dobrze oddają to cztery małe ikonki zamieszczone na informującym o akcji plakacie. Obrazki te symbolizują cztery drogi powołania – kapłaństwo, życie zakonne, małżeństwo i życie w pojedynkę.



Pomóc młodym odnaleźć miejsce w świecie
,,Postaramy się pomóc każdemu, kto będzie na taką pomoc otwarty. Dla dzwoniących ważny będzie już sam fakt, że po drugiej stronie znajdzie się ktoś, kto będzie mógł zwyczajnie ich wysłuchać, coś doradzić, pomodlić się i pobłogosławić. Pijarski Telefon Powołaniowy bardzo mocno wpisuje się w nasz charyzmat. Nie możemy i nie chcemy ograniczać się tylko do uczenia i wychowywania. Młodym trzeba jeszcze pomóc odnaleźć w tym świecie ich własne miejsce. Postaramy się zrobić to jak najlepiej” – mówi z nadzieją o. Piotr.

...

Co pomaga to jest dobre!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91880
Przeczytał: 118 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 12:01, 04 Cze 2018    Temat postu:

Bracia bliźniacy zostali księżmi tego samego dnia. Nadzwyczajne święcenia w Nowym Jorku [zdjęcia]
Jeffrey Bruno | 04/06/2018
NEW YORK,ORDINATION
Jeffrey Bruno | Aleteia
Udostępnij
Być może niezwykłe jest to, że w tym zepsutym i poranionym świecie, w sercu wielkiego miasta, Bóg wciąż powołuje, i że znajdują się ci, którzy na to wezwanie odpowiadają.

Bliźniacy wyświęceni na księży
Była sobota, 26 maja 2018 r. Kiedy na Manhattanie powoli wstawało słońce, wysyłając promienie w ciemne korytarze pomiędzy drapaczami chmur, przed potężnymi drzwiami katedry św. Patryka na Piątej Alei rozgrywała się taka oto scena: chodnikiem przemykało w stronę „parafialnego kościoła Ameryki” mnóstwo uśmiechniętych ludzi w odświętnych ubraniach, wymieniając uściski i ciepłe słowa powitania.

Czytaj także: Jak się zostaje księdzem? Ilustrowany przewodnik po święceniach prezbiteratu
W tym dniu, w obecności rodziców i dziadków, braci, sióstr, przyjaciół i rodzin, dziewięciu mężczyzn poświęcało swoje życie w służbie Ewangelii, przyjmując święcenia kapłańskie w stopniu prezbiteratu w Kościele rzymskokatolickim.

„Chcę mieć tylko jedno zdjęcie, na którym pomagam się ubrać bratu” – powiedział ks. Innocent Montgomery CFR (Franciszkanie Odnowy) na chwilę przed rozpoczęciem uroczystej procesji. Ks. Innocent mówił przy tym o swoim bracie bliźniaku – ks. Angelus Immaculata Montgomery CFR był jednym z dziewięciu wyświęcanych tego dnia mężczyzn. Urodzeni tego samego dnia bracia mieli także jednego dnia zostać księżmi.

NEW YORK,ORDINATIONGaleria zdjęć


Święcenia kapłańskie w Nowym Jorku
Dziewiątka mężczyzn czekała w nerwowym napięciu. W tym czasie niezliczone ławki katedry zostały szczelnie wypełnione przez wiernych, a stalowe piszczałki olbrzymich organów wydały już pierwsze dźwięki. Szeleszczące szaty setek koncelebransów wyglądały jak całe morze białego płótna.

Kardynał Timothy Dolan z charakterystyczną dla siebie werwą zajął miejsce przeznaczone dla biskupa, a nazwiska przyjmujących święcenia zaczął na głos odczytywać br. Gabriel Emmanuel Monahan CFR. Na dźwięk swojego imienia neoprezbiterzy ukazywali się jeden po drugim. Każdego z nich z osobna wezwał Chrystus do służby swojemu ludowi w roli kapłana i każdy powtórzył za Maryją „tak”, zgadzając się pełnić Bożą wolę.

Kiedy obrzęd święceń kapłańskich zakończył się, wierni zebrani w kościele zaczęli entuzjastycznie klaskać. W oczach niektórych z nich pojawiły się łzy, a serca przepełniła wielka wdzięczność. Od tej chwili dziewięciu mężczyzn nie było już wyłącznie synami i braćmi, ale kapłanami, pośrednikami miłosierdzia Chrystusa, zdolnymi zapewnić obecność Chrystusa w sakramentach.

Czytaj także: 24 godziny z życia zakonnika. Uwiecznione na zdjęciach


Pierwsza kapłańska posługa
Kiedy w chwili konsekracji kardynał Dolan podniósł hostię, dziewięciu neoprezbiterów wraz z pozostałymi księżmi wypowiedziało słowa Jezusa: „To jest Ciało moje…” – in persona Christi. To był ich pierwszy sakramentalny akt kapłański.

Po zakończeniu mszy świętej każdy nowo wyświęcony prezbiter udał się do osobnego miejsca w katedrze, aby udzielić pierwszego kapłańskiego błogosławieństwa tym, którzy o to poprosili. W ten sposób rozpoczęła się ich posługa.

Dlaczego są to święcenia nadzwyczajne? Być może dlatego, że miały miejsce w Nowym Jorku? A może dlatego, że odbyły się w katedrze św. Patryka lub dlatego, że wśród wyświęconych było dwóch braci-bliźniaków, którzy stali obok siebie przy jednym ołtarzu?

Ale może przyczyna niezwykłości tego momentu leży gdzie indziej. Być może niezwykłe jest właśnie to, że w tym zepsutym i poranionym świecie, w sercu wielkiego miasta, Bóg wciąż powołuje, i że znajdują się ci, którzy na to wezwanie odpowiadają. Pomimo tego, że świat wystawia nas na wielkie pokusy, są tacy, którzy współpracując z łaską, potrafią ukorzyć się i służyć jak Chrystus dwa tysiąclecia wcześniej.

..

Wspaniale!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91880
Przeczytał: 118 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 11:27, 10 Cze 2018    Temat postu:

Łzy matki na święceniach kapłańskich syna. Te zdjęcia wiele mówią
Jeffrey Bruno | 09/06/2018
DOLAN,ORDINATION,
Jeffrey Bruno | Aleteia
Udostępnij
„Każde powołanie pochodzi z serca Boga, lecz przechodzi przez serce matki” - św. papież Pius X.

Święcenia kapłańskie
Ciasny pokoik niedaleko wejścia do katedry pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Trenton, w stanie New Jersey (USA), wypełniało słabe światło słoneczne dochodzące tu przez witrażowe okna. Ciasne pomieszczenie kontrastowało z przestronnym wnętrzem katedry, której sklepienie wspierało się na marmurowych kolumnach, i której olbrzymie witraże wpuszczały do środka mnóstwo światła. W sobotę, 3 czerwca br. w tym właśnie małym pokoju zebrali się czterej młodzi mężczyźni, którzy w kilka chwil później mieli przekroczyć próg sanktuarium i otrzymać święcenia kapłańskie.

Czytaj także: Bracia bliźniacy zostali księżmi tego samego dnia. Nadzwyczajne święcenia w Nowym Jorku [zdjęcia]
„Czy mamy jakieś ostatnie cenne rady dla kandydatów do kapłaństwa?” – zapytał zgromadzonych w pomieszczeniu biskup David M. O’Connell. Reakcja na to pytanie była bardzo żywa, a zebrani kapłani prześcigali się w udzielaniu oczekującym na święcenia mądrych i zarazem dowcipnych wskazówek. Doświadczeni kapłani starali się w ten sposób rozładować napięcie chwili i wywołać uśmiech na twarzach młodych ludzi.

Ci zaś stali w oczekiwaniu, wymieniając uśmiechy i czyniąc wesołe komentarze. Co ciekawe, każdego z nich przywiodła do tego miejsca długa i kręta droga rozpoznawania własnego powołania, o której każdy mógłby opowiedzieć własną historię. Ich powołanie zostało rozpoznane i należycie pielęgnowane, a wpływ rodziny, czyli „Kościoła domowego”, na formację tych młodych mężczyzn był nie do przecenienia.



Rola rodziny w dochodzeniu do kapłaństwa
Rodzice, dziadkowie i rodzeństwo odegrali wielką rolę, pomagając młodym mężczyznom w wyborze drogi życiowej w całkowitej otwartości i wolności. Swój wpływ na decyzje neoprezbiterów mieli ojcowie, służąc wzorem szlachetnej męskości, odwagi i męstwa, będąc naturalnymi – choć przecież niedoskonałymi – znakami Chrystusowego życia…

Swój wpływ miały również matki… One z kolei były wzorem siły, poświęcenia i pobożności. Ich prawdziwie Maryjna rola polegała na daniu życia, otoczeniu miłością i staniu u stóp wszystkich życiowych „krzyży”, doświadczanych przez swoich synów.

Historie kobiet modlących się za mężczyzn i prowadzących ich do świętości, czy to współcześnie czy przez całe stulecia, wypełniają wiele bibliotek świata. W przypadku kapłaństwa, wydaje się, że modlitwa matki jest źródłem łaski, której nie jest w stanie wywołać nic innego.

Czytaj także: 24 godziny z życia zakonnika. Uwiecznione na zdjęciach


Modlitwa matki
„Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie” (J 2, 5). Chrystus zawdzięczał swoje człowieczeństwo Maryi. Wydaje się, że syn często odnajduje drogę do Chrystusa przez serce matki.

Po mszy świętej nowo wyświęceni księża podeszli do krewnych i przyjaciół, przyjmując gratulacje i obietnice pamięci modlitewnej, i udzielając prymicyjnego błogosławieństwa.

I tak, zupełnie przypadkiem, w ten słoneczny sobotni poranek w zatłoczonej katedrze w centrum Trenton, ukazała się w całej jaskrawości ta nieoczywista prawda: wszystkie te spojrzenia, łzy i uściski wyrażały coś o wiele głębszego, o czym wie każda matka: skoro modlitwa matki może sprawić, że ktoś zostaje kapłanem, jest w stanie zmienić świat.

„Każde powołanie pochodzi z serca Boga, lecz przechodzi przez serce matki” – św. papież Pius X.

...

Piękne.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91880
Przeczytał: 118 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 8:28, 20 Cze 2018    Temat postu:

Ta kobieta wie, co to znaczy oddać życie…
Stefan Czerniecki | 20/06/2018
ZMĘCZONA KOBIETA
Shutterstock
Udostępnij 0
Być może pod tekstem o Ani nie będzie rekordowej liczby polubień. Być może nie będzie kilkuset udostępnień. Jej bohaterka nie nazywa się bowiem jak słynny nawrócony raper, ani jak piłkarz, który otwarcie mówi o Bogu. Zamiast tego mieszka w małej mieścinie. I tam realizuje swoją misję. Będąc jej wierna do granic możliwości.

Ania siedzi mniej więcej pośrodku kościoła. To jej ławka. A właściwie ich. Jej i jej córki. Tutaj młoda Iza czuje się bowiem najbezpieczniej. Najpewniej. Tutaj ją znają. Gdy rozpoczyna się msza, Iza wstaje i podobnie jak wszyscy inni zgromadzeni w kościele zaczyna śpiewać. Gdy następuje moment podniesienia, posłusznie przyklęka. Jest kochana. Jest grzeczna.



Niezrozumienie i pokora
Tak było też dziś. Nie zawsze jednak tak bywa. Są i takie dni, gdy jest znacznie trudniej. Zwłaszcza jej mamie. Choćby wówczas, gdy w kościele zaczyna płakać jakieś niemowlę. Wtedy Iza zaczyna się denerwować. Płakać, krzyczeć. Wypytuje stojącą obok mamę, dlaczego to dziecko płacze. „Co się takiego stało?”. Jest bezradna. Podobnie jak bezradna staje się i Anna.

Tutaj, w ich rodzinnej parafii jest jeszcze znośnie. Ludzie zdążyli się przyzwyczaić. Zwłaszcza sąsiedzi z kościelnych ławek. Zwykle to ci sami ludzie. Znają Izę, znają jej mamę. Lubią się. Wzajemnie odwiedzają. Rozumieją chorobę córki. Sami często próbują uspokoić zapłakaną Izę. Ale to też nie zawsze tak było. Wtedy Ania czuła się… No właśnie. Tego pewnie nie wie nikt. Możemy się tylko domyśleć.

„Co to ma znaczyć?!”. „Krzyki w kościele?! Niech ją pani uciszy!”. „To pani dziecko tak się zachowuje w świątyni?! Nie wstyd pani?”. Któregoś dnia Ania nie miała już sił tłumaczyć. Objaśniać kolejnym osobom historii choroby jej ukochanej córki. Miała dość.



Dostępna 24 godziny na dobę
Jeszcze gorzej było, gdy jechali w odwiedziny do krewnych. I gdy przypadała akurat niedziela. Spędzana w obcej, nieznanej Izie parafii. Gdy pytania znane z zamierzchłej przeszłości, o której najchętniej chciałoby się zapomnieć, znów powracały. Gdy znów pojawiał się ten wzrok ludzi z przednich ławek. Ostentacyjnie się odwracających. Jaką trzeba mieć osobowość, aby to przetrzymać? Jakim trzeba być herosem, by być ponad to?

Ania będzie świętą. Piszę to z zupełną odpowiedzialnością. Szczerze w to wierzę. Najszczerzej jak tylko potrafię. Wychowuje czwórkę dzieci, z czego dwójkę niepełnosprawnych. Wstaje codziennie o czwartej rano, aby przygotować im śniadanie, wziąć pierwsza prysznic, umyć włosy, aby łazienka była wolna. Dla nich. Bo w jej odczuciu są ważniejsi.

Jest po to, aby im służyć. 24 godziny na dobę. Z mężem, który ciężko pracuje na dom. Z dzielną córką, która jakoś próbuje pomóc mamie w kuchni.


Czytaj także:
Magda Frączek: Moje „nieświęte” macierzyństwo


Dalej niż nieskończoność
Być może pod tekstem o Ani nie będzie rekordowej liczby polubień. Być może nie będzie kilkuset udostępnień. Jej bohaterka nie nazywa się bowiem jak słynny nawrócony raper, ani jak piłkarz, który otwarcie mówi o Bogu. Zamiast tego mieszka w małej mieścinie. I tam realizuje swoją misję. Będąc jej wierna do granic możliwości.

Chciałem napisać właśnie o niej. I o matkach do niej podobnych. Nie idących na skróty. Biorących życie na przysłowiową „klatę”. Napisać o prawdziwych heroskach dnia codziennego. Których oddanie i poświęcenie jest tak ogromne, że nie sposób go opisać. Nie sposób…

Bo co z tego, że poobserwowałem jeden dzień z życia Ani? Co z tego, że szepnąłem jej do ucha słowo podziwu? Może nawet pocieszenia? Co z tego? Przecież zaraz wrócę do domu. Napiszę krótki tekst o jej heroizmie. Tekst prawdopodobnie potrzebny dużo bardziej mnie niż bohaterskiej Annie. Ona pewnie go nawet nie przeczyta. Nie będzie miała czasu na takie rzeczy. Ma dużo ważniejsze spawy na głowie.

Nie, nie chodzi tu wcale o rozpamiętywanie w głowie kolejnych głosów wszystkich tych, którym przeszkadza pisk jej córki podczas mszy. Ani tych, którzy zwracają uwagę jej córce w sklepie. Tymi już dawno nauczyła się nie przejmować. Na to też nie ma czasu. Woli go przeznaczyć ukochanej córce.

Pomimo zmęczenia i pracy na 4 etaty w domu. Pomimo tego wszystkiego. I nawet nie przyjdzie jej przez myśl, by na coś narzekać. By złorzeczyć. Nie, to nie byłoby w jej stylu.

W jej stylu było raczej powiedzieć po lekturze tego tekstu (gdyby jakimś cudem jednak znalazła te dwie minuty wolnego): „Stefan, znowu przesadziłeś…”. Cała ona. Anna-bohaterka. Umęczona, spracowana, ale dalej gotowa. Dziś, oby przez większość z nas również podziwiana.

...

Kazdy raczej sobie wyobraza ze bedzie wodzem na czele! To jest bohaterstwo! A kto planuje cicha codzienna prace na nikomu nieznanym stanowisku? A u Boga to jest pierwsze! Tu jest pierwsza linia!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91880
Przeczytał: 118 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 20:20, 26 Cze 2018    Temat postu:

Wygrał "Must Be The Music", mógł zostać gwiazdą list przebojów. Zostanie księdzem [WIDEO]

Zwycięzca Must be The Music wkrótce przyjmie święcenia kapłańskie; TOWIDEO
Ilustracja do artykułu Wygrał "Must Be The Music", mógł zostać gwiazdą list przebojów. Zostanie księdzem [WIDEO]

Urodził się 24 lata temu w Szczecinie. W 2011 roku wygrał program "Must Be The Music". Rok później ukazała się jego debiutancka płyta. Dobrze zapowiadający się wokalista postanowił jednak zmienić plany...

W 2011 roku, jako 17-latek, Maciej Czaczyk wygrał telewizyjny show "Must Be The Music". Rok później ukazała się jego debiutancka płyta "Maciej Czaczyk", gdzie znalazły się utwory napisane m.in. przez Roberta Jansona z grupy Varius Manx. Jednym z największych przebojów artysty była piosenka "Liście na wietrze", która trafiła na szczyty list przebojów w wielu stacjach radiowych.

W 2013, po ukończeniu liceum postanowił zrezygnować z show-businessu i rozpoczął naukę w Arcybiskupim Wyższym Seminarium Duchownym w Szczecinie. Obecnie jest na piątym roku i wkrótce przyjmie święcenia kapłańskie.


Dlaczego Maciej Czaczyk zrezygnował z kariery?
Ostatnio szczecinianin udzielił obszernego wywiadu w programie "Studnia" na antenie Telewizji Republika, w którym opowiedział, dlaczego zrezygnował z bycia gwiazdą muzyki i wybrał kapłaństwo.

- W pewnym momencie życia stwierdziłem, że realizowanie pasji, sztuki dla sztuki, jako cel i sens świata, moja muzyka i gitara, okazała się pusta - opowiadał dziennikarce Dominice Dembińskiej-Szarwas. - Stwierdziłem, że ta sztuka mnie nie jara i nie pociąga.

Ponadto Maciej Czaczyk przyznał, że odsunął się od Kościoła w momencie gdy poznał świat show-biznesu. Wówczas wiara zeszła na dalszy plan, a jego Bogiem stała się... gitara.


Moment zwrotny w życiu młodego piosenkarza nastąpił w 2013 roku, po powrocie z nart w Alpach. Maciej był tuż po maturze i wówczas stwierdził, że to najwyższa pora, by zmienić swoje życie.

- To mi zabierało sens życia i szczęścia. To, że się czułem lepszy od innych - wyznał. - Przyszła myśl o ścianie, z która się zderzyłem.

Wtedy podjął decyzję o wstąpieniu do seminarium duchownego. W ubiegłym roku otrzymał posługę lektoratu i akolitatu, co pozwala mu m.in. głosić Słowo Boże podczas mszy, święcić pokarmy na stół wielkanocny czy udzielać Komunii Świętej. Wkrótce Maciej Czaczyk zakończy naukę w seminarium i przyjmie święcenia kapłańskie.

Przyszły duchowny zapewnia jednak, że nie zrezygnuje całkiem z muzyki i nie wyklucza, że wyda jeszcze jakiś album.

...

To musi byc potezne powolanie! Wspaniale. Tak to jest. W pewnym momencie przychodzi Jezus i mowi - Chodź! To wystarczy! Piekna historia!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91880
Przeczytał: 118 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 21:41, 04 Sie 2018    Temat postu:

Księża idą w pokutnej pielgrzymce od parafii do parafii. Dołączył biskup i paulini z Jasnej Góry
Katolicka Agencja Informacyjna | 27/07/2018
Udostępnij
„Czy nam, kapłanom nie brakuje wiary, przykładu, pokuty i dlatego nie przyciągamy?”.
Kliknij tutaj, by przejrzeć galerię
archidiecezji częstochowskiej trwa szczególna modlitwa o nowe powołania do kapłaństwa i życia zakonnego. Dołączyli do niej także paulini. Post, pokuta, pielgrzymka piesza z krzyżem i Jezusem eucharystycznym, od kościoła do kościoła, są wielkim wołaniem o nowych robotników Pana. W „Modlitwę serc i stóp kapłańskich” włączona jest również Jasna Góra, która w ciągu ostatnich dni też jest kościołem stacyjnym.
„ My, księża, musimy się ruszyć z naszych domów i udać się na peryferie – przekonuje częstochowski bp pomocniczy Andrzej Przybylski. – Zaczynamy po prostu od siebie, bo nadszedł czas, żebyśmy nie tylko analizowali socjologicznie i kulturowo świat i przyczyny odchodzenia od wiary, ale żebyśmy zastanowili się najpierw i zaczęli od siebie” – powiedział częstochowski biskup pomocniczy i zachęcił kapłanów do odpowiedzi na pytania: czy mnie, biskupowi, czy nam, kapłanom nie brakuje wiary, przykładu, pokuty i dlatego nie przyciągamy?
Czytaj także: Byli parą, chcieli się pobrać. Ale Bóg chciał od nich innych ślubów
Mało powołań kapłańskich
Bp Przybylski dodał, że wyjście kapłanów na ulice z krzyżem ma poruszyć serca wiernych. „Żeby poprosić ludzi, by się dołączyli do nas, żeby cały Kościół się modlił i wiedział o naszej trosce i naszym bólu, że jest mało powołań do kapłaństwa, a potrzeb bardzo dużo” – powiedział biskup.
Do pielgrzymki kapłańskiej dołączyli także paulini z Jasnej Góry. „My sami też potrzebujemy kapłanów, bo się spowiadamy, przyjmujemy Eucharystię, bo słuchamy Słowa Bożego i widzimy jakim skarbem jest kapłaństwo i dlatego bardzo potrzebujemy, by młodzi mężczyźni odważnie dążyli ku kapłaństwu” – powiedział o. Michał Legan. Zakonnik podkreślił także, że nie można było nie pójść wraz z pasterzem, czyli arcybiskupem seniorem Stanisławem Nowakiem, który mimo wielkich trudności także ofiarował swoje cierpienie, prosząc o nowe powołania.
W całej Polsce do seminariów zgłasza się coraz mniej kandydatów do kapłaństwa . W modlitwę o nowe powołania do kapłaństwa i życia zakonnego włączają się także siostry pełniące dyżur w wakacyjnym Paulińskim Ośrodku Powołań na Jasnej Górze. W tzw. namiocie powołaniowym przedstawicielki różnych zgromadzeń dzielą się swoim doświadczeniem odkrywania Bożego głosu i udzielają potrzebnych informacji zainteresowanym.
Obok namiotu stoi też kilka krzeseł, aby osoby chętne mogły usiąść i odmówić cząstkę różańca. Priorytetem akcji „Wpadnij na 10-tkę” jest przede wszystkim błaganie o robotników na „żniwa Pana”.
Jasnogórski namiot powołaniowy, na którym widnieje napis: „Porozmawiajmy o Twoim powołaniu” mieści się przy Pomniku Prymasa Wyszyńskiego, a więc na drodze z błoni do Sanktuarium.
Brak kapłanów to jest dramat
„Tyle lat jestem biskupem i jeszcze nigdy takiego wydarzenia nie przeżywałem. To wydarzenie Boże. Trzeba błagać Boga o kapłanów. Brak kapłanów to jest dramat” – mówił abp senior Stanisław Nowak na początku mszy świętej w archikatedrze Świętej Rodziny w Częstochowie.
25 lipca, w święto św. Jakuba apostoła, w dekanacie św. Zygmunta w Częstochowie kolejni kapłani archidiecezji częstochowskiej modlili się i pielgrzymowali w intencji powołań kapłańskich w ramach inicjatywy „ Modlitwy serc i stóp kapłańskich”.
W pielgrzymce do parafii dekanatu św. Zygmunta w Częstochowie i na Jasną Górę wzięli udział: abp senior Stanisław Nowak, ks. inf. Marian Mikołajczyk, ks. prał. Marian Wojcieszak, ks. prał. Marian Duda, ks. prał. Stanisław Gębka, ks. Łukasz Sakowski, kleryk Kamil Cudak oraz ojcowie paulini: o. Michał Legan OSPPE, o. Tomasz Tlałka OSPPE.
Akcja „Modlitwa serc i stóp kapłańskich w intencji powołań” potrwa w archidiecezji częstochowskiej do 20 sierpnia. Każdego dnia w innym dekanacie kapłani pieszo pielgrzymują od parafii do parafii, modląc się i poszcząc w intencji powołań kapłańskich .
Krzyż jest przekazywany z dekanatu do dekanatu kolejnym kapłanom – pielgrzymom.

...

To oczywisty dramat. Nie mowiac o tym ze to nie brak powolan. TO BRAK ODPOWIEDZI! Ludzie zyja niezgodnie z powolaniem! Powinni byc ksiezmi a nie sa!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91880
Przeczytał: 118 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 11:43, 08 Sie 2018    Temat postu:

Kard. Nycz: Kandydatów do kapłaństwa jest mniej i to dużo mniej
Dzisiaj, 8 sierpnia (06:40)
W porównaniu do lat 80. kandydatów do kapłaństwa jest mniej i to dużo mniej; Pan Bóg powołuje, ale wieloraki szum współczesnego świata sprawia, że tym młodym ludziom trudniej jest usłyszeć Jego głos - powiedział PAP metropolita warszawski kard. Kazimierz Nycz.
Kard. Nycz przyznał, że liczba wstępujących do seminariów duchownych coraz bardziej maleje. Niewątpliwie w porównaniu do lat 80. kandydatów do kapłaństwa jest mniej i to dużo mniej. To wynika z wielu powodów, jednym z nich jest po prostu demografia - wtedy roczniki były dwukrotnie większe, a więc i powołań było więcej. Wierzę w to, że Pan Bóg na pewno powołuje także dzisiaj, ale myślę, że wieloraki szum współczesnego świata sprawia, że tym młodym ludziom - chłopcom i dziewczynom - chyba trochę trudniej jest usłyszeć głos Pana Jezusa, który mówi do niektórych z nich: "Pójdź za Mną w kapłaństwie" - ocenił metropolita warszawski.
Hierarcha podkreślił, że Bóg powołuje każdego człowieka, by "poszedł za Nim" - w rodzinie, w małżeństwie, w pełnieniu określonej funkcji w społeczeństwie, a czasem w kapłaństwie. Wierzymy, że to nie my tworzymy projekt naszego życia, ale jako ludzie wierzący, chrześcijanie, wierzymy też, że to Bóg ma najlepszy projekt dla nas, a naszym zadaniem - naszego rozumu i refleksji - jest znalezienie się tam, gdzie nas widzi Bóg. Bo tylko tam możemy zrobić najwięcej dobrego i osiągnąć zbawienie - wyjaśnił kard. Nycz.
Według niego, Polsce nie grozi głęboki kryzys powołań, który dotknął już zachód Europy, a czego przykładem jest m.in. zamknięcie pod koniec lipca przedostatniego katolickiego seminarium duchownego św. Malachiasza w Belfaście w Irlandii.
Gorąco wierzę, że tak się w Polsce nie stanie. Nawet jeżeli z różnych powodów - i tych socjologicznych, i z powodu laicyzacji społeczeństwa - liczba powołań ostatnio się zmniejszyła, to wierzę, że Pan Bóg będzie nam wciąż błogosławił. Ale musimy się gorąco modlić o powołania, Kościół musi dobrze prowadzić duszpasterstwo powołań, musimy dobrze wychowywać młodzież - wtedy znajdą się nowe powołania kapłańskie i zakonne - zapewnił hierarcha.
Podkreślił, że zadaniem wiernych jest nie tylko modlitwa o powołania, ale też starania, by wychowanie młodzieży traktować jako sprawę najważniejszą. Taka postawa zapewni Kościołowi tych, którzy będą głosić Słowo Boże i sprawować sakramenty święte. To zadanie stoi na pierwszym miejscu przed rodziną, której wszyscy powinny pomagać w wypełnianiu tego zadania. Nikt nie zastąpi rodziny, rodzina jest pierwszym podmiotem wychowania i przekazywania wiary. Kościół będzie walczył o to, by nikt rodzinie tego obowiązku i tego prawa nie zabierał. Ale równocześnie każdy z nas musi zrobić sobie rachunek sumienia, czy wystarczająco dobrze pomaga rodzinie w wypełnianiu go - ocenił kard. Nycz.

...

To dramat bo mlodzi ktorzy powinni isc droga duchowną beda wchodzic w zwiazki kobieta mezczyzna ktore beda dla nich szkodliwe. Beda frustracje samobojstwa. Tego chce szatan. Jak kogos Bóg stworzyl na ksiedza to nie osiagnie szczescia inaczej! Trzeba to tlumaczyc publicznie.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91880
Przeczytał: 118 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 11:45, 12 Sie 2018    Temat postu:

Rzucił studia i otworzył bar. Dziś… jest księdzem
Foucauld-Stanislas Boutte du Jonchay | 10/08/2018
Udostępnij
40-letni Juan de Cáceres, kiedyś był barmanem, w tym roku został wyświęcony na księdza w diecezji Santander w Hiszpanii.
dyby osiem lat temu ktoś mu powiedział, że zostanie księdzem, roześmiałby mu się w twarz. Nic go do tego nie predestynowało. Urodził się w Santander w 1978 roku, studiował – podobnie jak ojciec i siostra – prawo, ale bez entuzjazmu. Pierwszą wakacyjną pracę podjął w Anglii i
zdecydował porzucić studia, by zarabiać na życie. Z kilkorgiem przyjaciół w 2006 roku otworzył bar „Haddock”, który stał się najmodniejszy w Santander. Sukces, spotkania z przyjaciółmi, kobiety… „To było piękne życie” – wspomina w wywiadzie dla gazety El Diario Montañés.
Ale w 2008 roku przeszedł kryzys: i ekonomiczny, i przekroczenia 30-tki.
Byłem kompletnie zagubiony, tonąłem w długach. Z powodu kryzysu prawie nie miałem klientów. Co więcej, przyjaciele nie przychodzili już tak często, jak kiedyś. Większość zawarła związki małżeńskie, zaczęła ustabilizowane życie. Zostałem sam.
W tej samotności pojawiały się czarne myśli, pytania o przyszłość…
Pewnego dnia odnalazł go dawny przyjaciel i zaproponował, by Juan dołączył do modlitewnej grupy dyskusyjnej. Juan nie wiedział, co zrobić: od dawna trzymał się z dala od religii. Od piętnastu lat nie był w kościele. Ale mimo to przyjął propozycję, bo to był dobry pretekst, by później… pójść na piwo z kolegą.
Co zostało powiedziane tamtego wieczoru podczas dyskusji? Juan tego nie mówi, ale jedna rzecz jest pewna: „Coś się zmieniło”. Powoli zaczął znów przychodzić na msze, spowiadać się regularnie i wrócił na studia prawnicze.
Czytaj także: Zanim trafiłem do seminarium, przeżyłem wielką miłość. I muszę o niej opowiedzieć
„Bóg jest cierpliwy”
Dwa lata później czuje wezwanie Boga. Pierwsza reakcja? Powiedzieć: „Nie”. Przecież ma pracę, swoje życie, jest zadłużony, myśli, że byłoby lepiej, gdyby założył rodzinę… Ale, jak mówi, śmiejąc się: „Bóg jest wytrwały, cierpliwy”. I w końcu daje się przekonać.
Pozostaje w swojej diecezji w Santander, ale prosi biskupa, by pozwolił mu skończyć seminarium z dala od rodzinnego miasta. Tak, by „zachować dystans do dawnego życia”. Otrzymuje zgodę, więc jeździ przez trzy lata do Pampeluny. „Wiele się przez te lata nauczyłem, między innymi słuchać kolegów, dzisiaj braci, którzy pokonali tyle trudności, czasem byli w niebezpieczeństwie z powodu wiary albo biedy. To mnie nauczyło pokory”.
21 stycznia 2018 roku, po czterech latach studiów teologicznych na Uniwersytecie Nawarry, został wyświęcony na księdza. Teraz czuje się dobrze w tym, co robi. „Kiedy byłem barmanem, byłem trochę spowiednikiem wszystkich. To mnie nauczyło dobrego kontaktu z innymi” – mówi. Dziś jest katechetą w kolegiach w Santander i pomaga młodym ludziom odkryć ich powołanie. Jest wreszcie na swoim miejscu.

...

Tak wyglada powolanie. Bóg woła.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91880
Przeczytał: 118 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 16:52, 16 Sie 2018    Temat postu:

Może masz powołanie do kapłaństwa lub zakonu? Poradnik dla rozeznających Obraz Ks. Artur Stopka | 01/08/2018
Udostępnij
Jaki jest pierwszy wskaźnik powołania?
hyba pójdę do zakonu”. „Może powinienem zostać księdzem?”. Takie myśli pojawiają się w niejednej głowie. To może być głos powołania, ale też może to być tylko chęć ucieczki od problemów codzienności.
Do Jezusa przychodziły wielotysięczne rzesze ludzi, aby Go słuchać, patrzeć na znaki, które czynił, pod Jego wpływem zmieniać swoje życie. Ale tylko niektórzy usłyszeli od Niego bezpośrednio do nich skierowane słowa „Pójdź za Mną”. Chrystus w ten sposób powoływał do „zadań specjalnych” we wspólnocie Jego wyznawców. I robi to nadal. Jak usłyszeć i rozpoznać Jego głos? Odkryć, że to właśnie do mnie? Co zrobić, aby go nie przeoczyć? Na co, krok po kroku, zwrócić uwagę?
Czytaj także: Byli parą, chcieli się pobrać. Ale Bóg chciał od nich innych ślubów
1. Nie ma jednego schematu powołania
Internet pełen jest poradników dla kandydatów na księży i osoby konsekrowane. Wystarczy wpisać w wyszukiwarkę „jak rozeznać powołanie”. Gdy się je uważnie przejrzy, łatwo dostrzec, że nie ma w tej sferze schematu ani szablonu. Jednak, jak zauważył niedawno pewien ksiądz, Jezus nie ogłaszał naboru, lecz każdego traktował indywidualnie, wzywał po imieniu, zapraszał do podjęcia konkretnej misji.
Niektórzy z powołanych wcześniej się Nim zainteresowali (jak np. dwaj uczniowie Jana Chrzciciela). Inni, jak np. Mateusz celnik, raczej mieli inne sprawy na głowie. Byli i tacy powołani do szczególnych misji, których do Chrystusa przyprowadzili inni – np. Szymon Piotr.
Dzisiaj jest podobnie. Głos powołania mogą usłyszeć pobożni katolicy, mocno zaangażowani w życie Kościoła, ale także ci, którzy raczej widzieli się dotąd na jego obrzeżach. Bywa, że ktoś z rodziny lub znajomych, a czasem obcy człowiek, rzuca jakieś zdanie, które zawiera w sobie Chrystusowe „Pójdź za Mną”.
Wszystkich tych, którzy za Jezusem poszli, odpowiadając na Jego wezwanie, łączyło to samo:
2. Jesteś otwarty i gotowy do zmiany swego życia?
Ewangelia wielokrotnie opisuje sytuacje, w których usłyszawszy wezwanie Jezusa jego adresaci reagują natychmiast. Wyraźnym znakiem jest z ich strony pozostawienie swoich dotychczasowych zajęć, a przede wszystkim zmiana trybu życia, spowodowana nakierowaniem go na nowy cel, wskazany przez Jezusa. Spotkanie z Nim okazuje się dla nich punktem zwrotnym, na który mniej lub bardziej świadomie czekali, do którego się przygotowywali. Chcą zmienić swoje życie, ale nie ze względu na siebie.
Jeśli tej gotowości do radykalnej zmiany w życiu nie ma, jeśli trwa przywiązanie do różnych spraw związanych z dotychczasowym życiem, jeśli pojawiają się próby stawiania warunków, wtedy wezwani przez Chrystusa najczęściej nie są w stanie podjąć pozytywnej decyzji. Odchodzą smutni, jak bogaty młodzieniec, mimo tego, że są – przynajmniej we własnym mniemaniu – pełni dobrych zamiarów.
Czytaj także: Zanim trafiłem do seminarium, przeżyłem wielką miłość. I muszę o niej opowiedzieć
3. Poszukaj ciszy oraz rozmowy z już powołanym
W hałasie, jaki nie tylko dzisiaj wypełnia życie człowieka, można nie dosłyszeć wezwania Jezusa, ale można też się pomylić i uznać za Jego głos coś, co nim nie jest. Dlatego z jednej strony potrzebna jest cisza, która pozwoli upewnić się, że to Chrystus woła. Potrzeba dużo modlitwy, bezpośredniego spotkania z Jezusem, bez zakłóceń.
Często doradza się wyjazd, np. na rekolekcje zamknięte, ale też np. w góry, na wyprawę w miejsca wypełnione ciszą, bo jak zauważył Adam Mickiewicz „Głośniej niźli w rozmowach Bóg przemawia w ciszy, / I kto w sercu ucichnie, zaraz go usłyszy”.
Rozmowa jednak też jest potrzebna. Warto pogadać z kimś, kto usłyszał głos powołania i już na niego odpowiedział, z księdzem, z siostrą zakonną, członkiem jakiegoś zgromadzenia zakonnego, osobą konsekrowaną. Warto pytać, szukać, dowiadywać się, jak wygląda ich życie.
4. Koniecznie: modlitwa i Pismo Święte
Przede wszystkim konieczna jest rozmowa z Bogiem. To On daje powołanie, Jego więc trzeba prosić o pomoc w rozpoznaniu właściwej drogi. Warto poświęcić na modlitwę więcej czasu, z nastawieniem nie tylko na mówienie, zasypywanie Boga prośbami i pytaniami, ale przede wszystkim na słuchanie.
Chodzi o to, aby odkryć i zrozumieć, jaka jest wola Boża wobec mnie, a nie o to, aby przekonać Boga do własnej wizji przyszłości .
Nasłuchując głosu Bożego, trzeba sięgać po Pismo Święte, bo w nim są zawarte odpowiedzi na wiele pytań i wątpliwości dotyczących powołania. Warto skupić się na historiach poszczególnych ludzi, których Bóg wybierał. Prześledzenie losów np. Apostołów nie tylko daje wiele do myślenia, ale pokazuje też, w jaki sposób dokonuje się samo powoływanie przez Jezusa i co potem następuje.
Czytaj także: Kiedy modliłem się o powołania, nie sądziłem, że Bóg powoła moją własną córkę!
5. Bądź odważny i gotowy na niespodzianki
Rozpoznawanie powołania wymaga odwagi. Może się okazać, że aby odpowiedzieć na głos Chrystusa, trzeba jak św. Stanisław Kostka przeciwstawić się najbliższym ludziom, których się kocha.
Czasami bywa tak, że ktoś jest głęboko przekonany, że powinien iść do zakonu, jak św. Brygida Szwedzka, która od dzieciństwa miała taki zamiar. A jednak jej powołanie okazało się inne. Co prawda założyła zgromadzenie, ale sama nigdy ślubów zakonnych nie złożyła. Przez wiele lat była żoną, urodziła ośmioro dzieci i… wywarła ogromny wpływ na życie Kościoła.
Zdarza się, że ktoś, kto przez wiele lat formowany jest (np. w parafii lub w konkretnej wspólnocie) w określonym typie duchowości i gdy słyszy głos powołania, za naturalne uznaje pójście dalej w tym kierunku. Innym razem niespodziewanie odkrywa, że Bóg posyła ją lub jego w zupełnie innym kierunku. Np. komuś ukształtowanemu przez redemptorystów daje powołanie do salezjanów albo do jezuitów.
6. Pierwszy wskaźnik powołania: radość
Odpowiadając na pytanie, jak można w dzisiejszym świecie odkryć swoje powołanie, papież Franciszek stwierdził, że pierwszym wskaźnikiem jest radość spotkania z Jezusem.
Małżeństwo, życie konsekrowane, kapłaństwo – każde powołanie zaczyna się od spotkania z Jezusem, który daje nam radość i nową nadzieję; i prowadzi nas, także poprzez próby i trudności do coraz pełniejszego spotkania z Nim i do pełni radości – tłumaczył .
Powołanie jest darem, nie można na nie zasłużyć . Jest darem nie tylko dla samego powołanego, ale przede wszystkim dla Kościoła. Dlatego, jak wskazał Franciszek, powołany „ nie jest panem swojego powołania, ale zarządcą daru, jaki powierzył mu Bóg dla dobra całego ludu, a wręcz wszystkich ludzi”.
Powołanie dokonuje się za pośrednictwem wspólnoty, rodzi się i wzrasta w Kościele, jest przez Kościół rozpoznawane i wspierane. Odpowiedzią Kościoła na odkrycie przez któregoś z jego członków powołania jest formacja . Chodzi o to, by było ono owocne.
Ktoś, kto wstępuje do seminarium lub przekracza próg zgromadzenia zakonnego, nie podejmuje w tym momencie decyzji na całe życie. Zanim złoży śluby wieczyste lub przyjmie święcenia, Kościół, jako wspólnota wierzących, pomoże jej lub jemu dobrze rozpoznać powołanie i przygotuje do życia zgodnie z nim.

...

To moze byc wasza droga zycia. Jak nie pojdziecie nia moze byc zle.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91880
Przeczytał: 118 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 21:15, 18 Sie 2018    Temat postu:

Trzeba mieć 100 proc. pewności? Obalamy mity na temat powołania
Ks. Michał Lubowicki | 13/08/2018
Udostępnij
Są powołania lepsze i gorsze? Święte i bardziej święte? Bóg ma dla każdego jeden, precyzyjny plan? Czy powołanie można samemu sobie wymyślić?
dkrywanie powołania bywa trudne i czasochłonne. Jeśli od miesięcy lub lat spędza ci sen z powiek, to może warto wybić sobie z głowy kilka „mitów”, które jedynie gmatwają sprawę i z pięknej przygody potrafią zrobić prawdziwą katorgę.
Mit nr 1: Inni mają łatwiej
Ktoś mówi, że wiedział od dziecka, że nigdy się na wahał, nie zastanawiał, nie miał wątpliwości. Bujda albo duży myślowy skrót. Albo niech jeszcze chwilę poczeka. Wcześniej czy później każdy musi stoczyć wewnętrzną (a nieraz i zewnętrzną) bitwę o swoje powołanie. Bo tak jest, że o to, co naprawdę cenne trzeba w życiu zawalczyć.
Czytaj także: Zanim trafiłem do seminarium, przeżyłem wielką miłość. I muszę o niej opowiedzieć
Trzeba się dla tego napocić, a nawet napłakać. Każdy istotny wybór ma swoją cenę – choćby cenę tego, z czego rezygnujemy. I nie ma tak, żeby nie bolało. Ceń sobie ten ból i wysiłek (choć do przyjemnych nie należą). Kiedyś będą twoją tarczą. Kiedy już po decyzji, po latach przyjdzie kryzys (jeden, drugi, pięćsetny) pomogą ci powiedzieć sobie: To jest moje. To moja droga, moja decyzja. Wiele mnie kosztowała, wiele za nią dałem. Ta cena, którą zapłaciłem jest czymś do bólu realnym, nawet jeśli wszystko inne dzisiaj wydaje mi się mrzonką.
Mit nr 2: Muszę mieć 100% pewności
Zanim pójdę do zakonu, do seminarium, zanim kupię pierścionek, zanim powiem „tak” muszę mieć absolutną, stuprocentową, niepodważalną i udowodnioną na tysiąc sposobów pewność, że to to/ten/ta. Powodzenia! Siedź i zastanawiaj się dalej. Tylko usiądź z boku, żeby ludzie, którzy naprawdę ruszają w drogę nie potykali się o ciebie.
Jasne, że nie chodzi o podejmowanie najważniejszych w życiu decyzji „z biegu” i bez zastanowienia. Na każdej z dróg potrzebny jest czas do namysłu. Ale ten namysł musi dokonywać się w drodze – w konfrontacji z realnym życiem i jego wymaganiami oraz trudnościami. Inaczej jest tylko intelektualną spekulacją.
Możesz siedzieć i wymyślać miliony scenariuszy tego, co może cię spotkać, ale i tak nie będziesz wiedział, co czeka za najbliższym zakrętem. Musisz spróbować. Ruszyć w drogę. Krok za krokiem. Życie samo zweryfikuje twoje przypuszczenia, nadzieje i plany. Myślisz o zakonie/seminarium? Zrób maturę i idź, spróbuj.
Wejście do nowicjatu czy zostanie klerykiem nie oznacza, że musisz tam zostać. Może za dwa tygodnie powiedzą ci: „Wracaj do domu” albo sam stwierdzisz, że to nie dla ciebie. Ale to będzie już jakaś wiedza, a nie twoje gdybania. I lepiej niczego nie przyspieszaj. Bo „wszystko ma swój czas”. Próby przeskakiwania niektórych (mało atrakcyjnych) etapów drogi mogą okazać się naprawdę zgubne.
Mit nr 3: Mniej i bardziej święte powołania
Życie przeżywane w samotności dla innych może być czymś pięknym. Jednak małżeństwo to coś lepszego i pewnie bardziej się Panu Bogu podoba. Ale na pewno nie tak jak bycie księdzem albo siostrą zakonną. A jak się pójdzie do zakonu kontemplacyjnego, to już w ogóle jest strzał w dziesiątkę i Pan Bóg aż płacze z radości i od razu jest +100 do świętości, zbawienia i czego tam jeszcze chcesz. Bzdura!
Nie ma „świętszych” (wznioślejszych/piękniejszych/bardziej zbawiennych/szlachetniejszych) i „mniej świętych” powołań. Mniej i bardziej zadowalających Pana Boga. Nic podobnego. Pan Bóg nie będzie zachwycał się tym, że zostałeś księdzem/ojcem/matką/siostrą zakonną/lekarką/strażakiem, bo to jeszcze nic nie znaczy.
Nie jest pierwszorzędną kwestią kim jesteś, ale jak nim jesteś! Dobry ksiądz byłby z dużym prawdopodobieństwem równie dobrym mężem i ojcem. Dobra żona i matka sprawdziłaby się pewnie tak samo jako siostra w zakonie. Tak naprawdę liczy się nie „co”, a „jak” robisz. I tu dochodzimy chyba do sedna.
Czytaj także: Byli parą, chcieli się pobrać. Ale Bóg chciał od nich innych ślubów
Mit nr 4 (najgłupszy, więc najgroźniejszy): Bóg ma dla mnie (precyzyjny) plan!
Jak już wygrałem pierwszy w życiu wyścig i osiągnąłem status zarodka, to Pan Bóg wziął czyste A4, swoje eleganckie boskie pióro i starannie wykaligrafował linijka po linijce plan mojego życia. Oczywiście uwzględnił w nim także to, że mam być księdzem/zakonnikiem/siostrą zakonną (precyzując także w jakim zgromadzeniu)/żoną Janka z liceum/mężem Kasi poznanej na wakacjach po drugim roku studiów/ojcem piątki dzieci/matką dwójki/lekarzem bez granic/inżynierem za granicą.
Wolną wolę dał mi, żeby nie było za łatwo i za każdym razem strasznie się wkurza, jak zrobię coś niezgodnie z tym zasadniczo nieznanym mi planem. A jak już spartaczę sprawę życiowego powołania, to szlag Go trafi ciężki i jak będzie miał gorszy dzień, to jak nic posypią się gromy. Śmieszne czy obrazoburcze? I takie i takie, bo to kompletnie bzdurna wizja (acz, niestety, dość powszechna).
Oczywiście, że każdy z nas ma inne talenty, wrażliwość, zdolności, charakter, predyspozycje, pragnienia, marzenia. Ta (wybuchowa nieraz) mieszanka będzie w pewnym stopniu decydować o tym, że na jednej drodze będzie mi łatwiej, a na innej trudniej. Ale plan, jaki Bóg ma dla mnie jest taki, żebym był ostatecznie szczęśliwy, czyli zbawiony przez Jego miłość. A jaką drogą dojdę do tego celu, to jest Panu Bogu z grubsza „obojętne”.
Dał mi rozum i wolną wolą nie dla zabawy, ale po to, żebym sam mógł zdecydować, którędy chcę pójść. Jemu zależy „tylko” na tym, żeby to była taka droga, na której będzie mi mógł dzień za dniem i krok po kroku towarzyszyć (czyli każda poza drogą grzechu). A czy to będzie droga matki-Polki, czy arcybiskupa Kopenhagi, to naprawdę moja sprawa. Ale…
Mit nr 5: Moje powołanie to (tylko) moja sprawa
Nikt nie żyje tylko dla siebie. I nikt nie jest matką/ojcem/siostrą zakonną/księdzem tylko dla siebie. Banał? A jakże! Jakże często zapominany. Ja! Ja mam się spełnić, ja mam mieć satysfakcję, ja mam zrobić karierę, ja! Ja! Ja! Niezłe „jaja”. Jak masz wizję takiego powołania, w którym chodzi tylko o ciebie i które tobie ma w pierwszym rzędzie przynieść profity (nawet bardzo „duchowe”), to hamuj (a nawet „hamuluj”)!
Jak na tej twojej wymarzonej drodze widzisz tylko (albo głównie) siebie i nie za bardzo tam się mieści inny człowiek, to możesz mieć właściwie stuprocentową pewność, że Pan Bóg też się nie zmieści. Wojtyła jako biskup a potem jako papież do znudzenia (w różnych wariantach) powtarzał takie zdanie: Człowiek, będąc jedynym na ziemi stworzeniem, którego Bóg chciał dla niego samego, nie może odnaleźć się w pełni inaczej, jak tylko przez bezinteresowny dar z siebie samego.
Czytaj także: 24 godziny z życia zakonnika. Uwiecznione na zdjęciach
Mit nr 6: Moje trudności to kara za zły wybór
Na każdej jednej drodze są trudności, potknięcia, kryzysy, „momenty” poczucia bezsilności i bezsensu. Sorry, takie mamy życie. Czasem to efekt bólu zęba, ciśnienia, jesiennej pogody, a czasem naprawdę wszystko wokół się wali. Bywa. Miewamy wtedy tendencję, by z mniejszym lub większym przekonaniem mówić sobie: Ha! Wszystko jasne! Myślałem kiedyś o seminarium, ale spodobała mi się Wieśka, no i teraz mam! Bóg chciał, żebym był księdzem i teraz mam za swoje. Nic dziwnego, że mi się małżeństwo sypie/że moje dziecko jest chore/że wywalili mnie z kolejnej roboty. Zawiodłem Boga, więc mi nie pomaga. Albo nawet karze.
Cóż. Tak najczęściej brzmi lament pyszałkowatego lenia. Serio? Serio byłbyś takim świetnym księdzem/ojcem, że Pan Bóg odżałować nie może, że nim nie zostałeś (i te wszystkie kłody ciska ci pod nogi tylko dlatego, że mu zabrakło akurat piorunów)? Naprawdę byłabyś taką idealną siostrą zakonną, a nie matką (albo na odwrót), że Pan Bóg strzelił wieczystego focha i nie pomoże ci ani z rachunkami, ani z rakiem? Wolne żarty.
Może to po prostu zaproszenie do Paschy? Bo na każdej drodze musi być Pascha, jeśli to ma być droga do zmartwychwstania. Nie biadol, nie uciekaj w „gdybologię”, tylko klękaj i pytaj, co możesz dziś zrobić. A potem wstawaj i rób.
Post scriptum
A poza tym wszystkim, to powołania nie da się „wymyśleć”. Powołanie można jedynie „wyklęczeć”. Na modlitwie. Bo na modlitwie stajesz w obecności Boga, który mówi ci: Jestem. Jestem z tobą. Idź, którędy chcesz, którędy ci się podoba. Bylebym mógł iść z tobą. Bo jak pozwolisz mi iść z tobą, to może nie będzie łatwo, ale będzie szczęśliwie. Bo ja jestem szczęściem. A twoje serce zawsze będzie przynajmniej trochę niespokojne, póki nie spocznie we mnie.

...

Tragedia jest nie odnalezc swojego.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91880
Przeczytał: 118 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 9:06, 19 Sie 2018    Temat postu:

Świecki w zakonie: propozycja dla tych, którzy szukają czegoś więcej
Dorota Szumotalska i Marzena Devoud | 11/08/2018
Udostępnij
Mąż, ojciec, programista, zakonnik. Albo matka, żona, lekarka i zakonnica. Jak połączyć te wszystkie funkcje w jednej osobie? Czy można żyć w świecie, ale uczestniczyć w duchowych dobrach wielkich zakonów? Taką propozycję mają świeckie zakony.
Kliknij tutaj, by przejrzeć galerię
eden jest cel każdego chrześcijanina – zbawienie, ale wiele jest dróg, które do niego prowadzą.
Powołanie w powołaniu – tak można opisać świeckich członków zakonu . Każdy inny, a wszyscy odnajdujący się w charyzmacie rodziny swojego zakonu.
Są wśród nich kaznodzieje, kontemplatycy i dobroczyńcy. Rola osób świeckich w Kościele została zdefiniowana w adhortacji Christifideles Laici , a mają oni „ szukać Królestwa Bożego, zajmując się sprawami świeckimi i kierować nimi po myśli Bożej”. Wiodąc zwyczajne życie, świadczą o Ewangelii w relacjach z rodziną, przyjaciółmi, w swoim środowisku pracy, sąsiedztwie czy też wspólnocie.
Czytaj także: Juliusz Kolbe. Tercjarz franciszkański, patriota i ojciec św. Maksymiliana
Czym jest zakon świeckich?
Jest to wspólnota osób świeckich, którzy poprzez przyrzeczenia zobowiązują się żyć zgodnie z regułą opartą na duchowości danego zakonu, jednak dostosowaną do warunków życia poza klasztorem. Na co dzień spotykają się w grupach nazywanych fraterniami . Stanowią trzecią gałąź zakonu, obok zakonu męskiego i żeńskiego.
Kiedyś używano określenia trzeci zakon, jednak obecnie odchodzi się od tej nazwy, aby podkreślić jedność całego zakonu. Świeccy członkowie zakonów uczestniczą w dobrach duchowych zakonu, równocześnie je pomnażając poprzez modlitwy, ofiary i uczynki miłosierdzia.
Jaki jest cel bycia świeckim w zakonie?
Ci, którzy wstępują do zakonu świeckich, znajdują w nim przede wszystkim pomoc w osobistym uświęceniu. Narzędziem do tego jest reguła świeckich, a ostatecznym celem służba Bogu i Kościołowi w swoim środowisku życia.
Szczególnym ich zadaniem jest tak kierować wszystkimi swoimi sprawami, aby były wypełnieniem woli Bożej i aby służyły Jego chwale (por. Konstytucja dogmatyczna Lumen gentium ).
Co nas czeka na tercjarskiej ścieżce?
Członkowie zakonów świeckich zyskują prawdziwą duchową rodzinę. Są zaproszeni do uczestnictwa w dziełach wspólnoty we współpracy z zakonnikami.
W ich codzienny plan dnia wpisana jest msza święta i liturgia godzin (brewiarz). Swoją duchowość doskonalą również poprzez studium nauczania Kościoła, poznawanie reguły zakonnej, a także formację teologiczną.
Jak zostać tercjarzem?
Każde zgromadzenie zakonne bierze pod uwagę inne warunki kandydata pod kątem charakterystycznego dla siebie charyzmatu i tradycji. U osób, które czują się powołane, najważniejsze jest autentyczne pragnienie postępowania na obranej drodze aż do osiągnięcia doskonałości chrześcijańskiej.
Wstępna formacja nastawiona jest na pogłębienie znajomości reguły zakonu oraz przygotowanie się do
złożenia przyrzeczeń czasowych . Po określonym czasie, zgodnie z rozeznaniem przełożonych i przepisami konkretnego zakonu mogą być kilkakrotnie odnawiane, aż do decyzji złożenia wieczystych przyrzeczeń życia zgodnie z regułą.
Jeżeli czujesz wewnętrznie pociągnięty do takiego życia, zobacz jakie zgromadzenia oferują możliwość realizacji powołania w zakonie świeckich:

...

Tez warto rozwazyc takie powolanie.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91880
Przeczytał: 118 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 14:55, 19 Sie 2018    Temat postu:

Nawrócił się, oglądając niedzielną mszę w telewizji. Dziś jest księdzem
Vianney de Villaret | 08/08/2018
Udostępnij
Ksiądz Yvon Fillebeen opowiedział Aletei o swoim nawróceniu.
siądz Yvon Fillebeen jest młodym księdzem Misji Katolickich w Paryżu (Missions Étrangères de Paris – MEP). Wyświęcony 24 czerwca 2017 roku, służy obecnie w parafii św. Łukasza w XIX dzielnicy Paryża.
Czytaj także: Matka ucałowała dłonie mordercy córki. „Uśmiechnięta siostra” umierała z imieniem Jezusa na ustach
Spotkanie z Bogiem w telewizji
Pochodzi z Pas-de-Calais, z niewierzącej rodziny, która „porzuciła wiarę”. Nie otrzymał więc żadnej edukacji religijnej. W liceum zaczął stawiać sobie pytania dotyczące sensu życia: „Czy jest coś, co warto przeżyć?” – pytał siebie.
Zaczął studia filozoficzne, by móc odpowiedzieć sobie na to zasadnicze pytanie. Podjął naukę chińskiego, by poznać nową kulturę. To było piękne odkrycie, ale nie zaspokoiło jego pragnienia poznania sensu. Jakiś czas później, gdy podejmuje pracę jako dokumentalista w jednej z paryskich instytucji, odkrywa przesłanie Chrystusa.
Pewnego ranka włącza telewizor i trafia na mszę w programie „Dzień Pański”. Dziś mówi, że do głębi poruszyły go słowa: „Na wzór Syna Człowieczego, który nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie na okup za wielu” (Mt 20,2Cool.
Narodziny powołania
Głęboko poruszony tym przesłaniem Boga w służbie ludziom, decyduje, że będzie odtąd oglądał w następne niedziele mszę w telewizji. Yvon czuje lęk i nie wie, z kim o tym porozmawiać. Opatrzność zaprowadzi go na jego pierwszą mszę w kościele .
Idzie do katedry Notre-Dame de Paris na niedzielną wieczorną liturgię. Zafascynowany tym, co przeżywa, czuje narastającą w głębi duszy pewność: „Albo to jest sens życia, to w tym jest prawda, albo nie ma jej wcale”.
Kiedy trafia do kościoła znowu, jeden z księży prowadzi go ku drodze katechumenatu. „Chciałem poczekać, aż to będzie jasne, ale czułem, że powinienem zrobić pierwszy krok, zaangażować się”.
Na Wielkanoc 2008 roku Yvon przyjął chrzest. „ Jezus wypełnił moje życie, chciałem więc poświęcić mu je w całości, kochałem mszę, uczestniczyłem w niej regularnie i zrozumiałem mnóstwo rzeczy. Tak narodziło się powołanie” – opowiada.
Wybór kapłaństwa
Jakiś czas później zapoznał się z tragiczną historią morderstwa siedmiu mnichów z Tibhirine w Algierii. To doświadczenie uświadomiło mu, że jest powołany do służby jako ksiądz dla Misji Katolickich. Po roku okresu rozpoznawania powołania, wstąpił do seminarium.

...

Bardzo potrzebne dzis powolanie.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91880
Przeczytał: 118 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 14:36, 25 Lis 2018    Temat postu:

Jak zostać dziewicą konsekrowaną? W Białymstoku odbyła się niezwykła ceremonia
Katolicka Agencja Informacyjna | 19/11/2018
JAK ZOSTAĆ DZIEWICĄ KONSEKROWANĄ
Shutterstock
Udostępnij 204
Kandydatka nie musi mieć ukończonych studiów teologicznych, nie musi przynależeć do jakiejś kościelnej wspólnoty, choć dobrze, by tak było, gdyż osoba konsekrowana jest bardziej włączona w życie Kościoła lokalnego, a biskup konsekruje je dla życia lokalnego Kościoła.

Archidiecezja białostocka ma nową dziewicę konsekrowaną. Swoje śluby złożyła wczoraj na ręce abp. Tadeusza Wojdy podczas uroczystej mszy świętej w białostockiej archikatedrze. „Życie konsekrowane bulwersowało od wieków, ale ma bulwersować i dzisiaj; pobudzać innych do stawiania pytań i do refleksji. Do uświadamiania sobie, że w życiu liczy się coś więcej niż tylko użyteczność społeczna czy produkcja materialna dóbr” – mówił w homilii abp Wojda.


Czytaj także:
Czy dziewica konsekrowana musi być dziewicą? „Szokująca” odpowiedź 😉


Żyjemy w czasach eschatologicznych
Przed homilią kandydatka do stanu dziewic konsekrowanych wniosła zapaloną świecę jako znak gotowości do wyjścia na spotkanie z Boskim Oblubieńcem. Następnie, wywołana przez celebransa, odpowiedziała: „Oto jestem, Panie, bo mnie wezwałeś”.

W homilii abp Wojda odnosząc się do czytań liturgicznych, przypomniał, że chrześcijanie wciąż żyją w czasach eschatologicznych, tzn. w oczekiwaniu na ponowne przyjście Jezusa na końcu świata. Czas ten rozpoczął się wraz ze zmartwychwstaniem Jezus Chrystusa i jedynie Bóg wie, kiedy się zakończy. Arcybiskup wyjaśniał, że wskazuje to na potrzebę nieustannego czuwania i zwracania swojego serca ku Bogu, do unikania zła i wybierania dobra, wreszcie do mądrego i roztropnego wykorzystywania danego czasu życia oraz do budowania domu swojego życia na solidnym fundamencie – skale, którą jest Jezus Chrystus.

„Jezus eschatologiczny stoi u drzwi serca naszego i zaprasza do pójścia za Nim, do pójścia ścieżkami czasu zmierzającego ku wieczności” – mówił metropolita białostocki, dodając, że „prawdziwa tajemnica chrześcijańskiego życia tkwi głęboko w sercu człowieka, który wierzy. Tą tajemnicą jest bowiem sam Jezus Chrystus, Pan czasu i historii”.



Obrzęd konsekracji dziewicy
Nawiązując do obrzędu konsekracji, mówił: „Pani Justyna, jako osoba świecka, otwarła dom swojego życia na to właśnie światło Jezusa Chrystusa. Po długim przygotowaniu, zdecydowała się konsekrować w dziewictwie dla Jezusa, pójść Jego drogą i naśladować Go z bliska, aby w ten sposób już teraz uczestniczyć w wieczności”.

Arcybiskup wyjaśniał, że słowo „konsekracja” wskazuje na akt, który wiąże ściślej z Bogiem, sprawiając, że osoba staje się do dyspozycji Pana Boga. „Bycie osobą konsekrowaną zakłada spotkanie i zbieżność dwóch woli: woli Bożej i woli człowieka, który odpowiada na wolę Boga, składając mu dar z siebie. W rezultacie człowiek nie tylko przynależy do Boga, ale i jest przeznaczony do tego, aby swoim życiem oddawać cześć i chwałę Bogu oraz ukazywać Jego obecność pośród nas” – zaznaczał.

Zastanawiając się nad sensem życia w konsekracji stwierdził, że dzisiejszy świat ma wielkie trudności ze zrozumieniem jej sensu dlatego, że do wszystkiego podchodzi zbyt empirycznie i materialnie, pozostawiając niewiele miejsca doświadczeniu duchowemu.

„Życie konsekrowane ma bulwersować i dzisiaj, pobudzać innych do stawiania pytania i do refleksji, do uświadamiania sobie, że w życiu liczy się coś więcej niż tylko użyteczność społeczna czy produkcja materialna dóbr. W życiu najbardziej liczy się dobro duchowe, bowiem to ono otwiera nam bramy życia i szczęścia wiecznego. Powołanie do życia w dziewictwie konsekrowanym jest więc wyjątkowym darem Boga” – mówił.

„Dzisiaj, w dzień konsekracji w dziewictwie i czystości pani Justyny, otoczmy ją modlitwą i życzmy, aby swoim oddaniem Bogu napełniała naszą wspólnotę ludzką wonnym olejkiem świętości i zjednoczenia z Oblubieńcem – Jezusem Chrystusem, oraz aby w ten sposób wnosiła w dzisiejszy świat piękno doświadczania wieczności” – zachęcał.


Czytaj także:
Powołana do dziewictwa. Jak wytrwać i świadczyć o Bogu, gdy pracuje się w korporacji?


Najszczęśliwszy dzień mojego życia
Po homilii abp Wojda odebrał od kandydatki jej ślubowanie życia w czystości, odmówił modlitwę konsekracyjną, po czym wręczył jej – jako znak przynależności do Jezusa-Oblubieńca – obrączkę oraz księgę brewiarza, jako zobowiązanie do towarzyszenia Kościołowi poprzez osobistą modlitwę.

W uroczystości uczestniczyła rodzina kandydatki, jej przyjaciele i koledzy z pracy, kapłani, którzy towarzyszyli jej w dotychczasowej formacji duchowej, członkowie wspólnoty Kairos, do której przynależy oraz wielu gości.

„Ogromnie cieszę się z tego dnia, to z pewnością najszczęśliwszy dzień mojego życia. Konsekracja była moim pragnieniem od wielu lat, jednak im było bliżej tego dnia, tym większa i tym bardziej nowa była moja radość. Cieszę się z tego jeszcze ściślejszego zjednoczenia z Panem, z powiedzianego Mu «tak» ze wszystkich sił, jak tylko potrafię. Cieszę się, że On chciał mnie wybrać i powołać, choć patrząc na moje słabości, całą gamę niewierności, nie rozumiem tego wyboru, ale dlatego tym bardziej jestem wdzięczna. Nie wyobrażam sobie dla siebie innego życia. Dziękuję Panu, że mogę dalej iść swoją «świecką» drogą, a jednocześnie być tak bardzo zanurzona w Kościół i w Chrystusa, pozostając w posłuszeństwie biskupowi” – mówiła Justyna.



Jak zostać dziewicą konsekrowaną?
W archidiecezji białostockiej konsekrację dziewic poprzedza pięcioletnie przygotowanie duchowe: rekolekcje, comiesięczne dni skupienia, lektury duchowe, rozmowy z kierownikami duchowymi. „To przygotowanie jest poprzedzone rozeznaniem, czy w życiu konkretnej osoby rzeczywiście możemy mówić o powołaniu, czy też jest to jej własny pomysł na życie. Samotność, która wiąże się z przyjęciem powołania do życia konsekrowanego, nie może wypływać z sytuacji życiowej kandydatki, ale być jej wolnym wyborem” – tłumaczy ks. Dariusz Sokołowski, wikariusz biskupi dla Instytutów Życia Konsekrowanego i Stowarzyszeń Życia Apostolskiego w archidiecezji białostockiej.

Podkreśla on, że dziewictwo konsekrowane jest to starożytna forma, znana z pierwszych wieków chrześcijaństwa, pasująca do stylu życia tych współczesnych kobiet, które chcą oddać się na służbę Bogu i Kościołowi, ale nie wyobrażają sobie życia w zakonie czy świeckim instytucie życia konsekrowanego.

„Kandydatka nie musi mieć ukończonych studiów teologicznych, nie musi przynależeć do jakiejś kościelnej wspólnoty, choć dobrze, by tak było, gdyż osoba konsekrowana jest bardziej włączona w życie Kościoła lokalnego, a biskup konsekruje je dla życia lokalnego Kościoła” – wyjaśnia.

W archidiecezji białostockiej jest obecnie sześć dziewic konsekrowanych. Wszystkie osoby konsekrowane zobowiązane są m.in. do odmawiania brewiarza i utrzymywania łączności z biskupem miejsca.

„Jako wspólnota ogromnie cieszymy się z nowej osoby konsekrowanej w naszym gronie. Dzięki temu mamy pewność, że Kościół idzie w dobrym kierunku, bo wciąż są osoby, które mogą świadczyć o tym, że można pięknie i czysto przeżyć życie razem z Bogiem” – mówi Iwona Krzykała ze wspólnoty Kairos.
...

Szczegolne powolanie.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Religia,Polityka,Gospodarka Strona Główna -> Wiara Ojców Naszych Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony 1, 2  Następny
Strona 1 z 2

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
cbx v1.2 // Theme created by Sopel & Programy