Forum Religia,Polityka,Gospodarka Strona Główna
Bóg zatroszczy się o was...

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Religia,Polityka,Gospodarka Strona Główna -> Wiara Ojców Naszych
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 77512
Przeczytał: 176 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 18:21, 29 Cze 2017    Temat postu: Bóg zatroszczy się o was...

I znowu:

Akt oddania Jezusowi spisany przez ks. Dolindo Ruotolo. Nowe tłumaczenie
Redakcja | Czer 29, 2017
Shutterstock
Komentuj


Udostępnij
Komentuj


Ta przepiękna modlitwa została zapisana przez sługę Bożego w liście z dnia 6 października 1940 roku. Kapłan pisał go do Eleny Montelli, kobiety ze ścisłego grona swych córek duchowych, tak zwanych „Gołębic Eucharystycznych”.


J
ezus do duszy:

„Z jakiego powodu wzburzony ulegasz zamętowi? Oddaj Mi swoje sprawy, a wszystko się uspokoi. Zaprawdę powiadam wam, każdy akt prawdziwego, ślepego, pełnego oddania się Mi przyniesie owoc, jakiego pragniecie i rozwiąże najbardziej napięte sytuacje.

Całkowicie zdać się na Mnie nie oznacza walczyć, denerwować się i rozpaczać, a jednocześnie prosić Mnie niecierpliwie, bym to Ja po twojej myśli przemienił wzburzenie w modlitwę. Całkowicie zdać się na Mnie znaczy zamknąć ze spokojem oczy duszy, odsunąć niespokojne myśli i zamęt, oddać się Mi, tak bym tylko Ja działał i powtarzać: «Ty się tym zajmij».

Zamartwianie się, denerwowanie, myślenie o konsekwencjach zdarzeń jest wbrew, zdecydowanie wbrew, oddaniu się Mi. To tak jak z dziećmi, które domagają się, by mamy zajęły się ich potrzebami, a jednocześnie same zaczynają się mieszać, utrudniając swoimi pomysłami im pracę.

Zamknij oczy i daj się ponieść prądowi mojej łaski. Zamknij oczy i nie myśl o bieżących sprawach, odwróć wzrok od przyszłości jak od pokusy; odpocznij we Mnie, ufając w Moją dobroć, a zapewniam cię na Moją miłość, że kiedy zwrócisz się do Mnie z tą dyspozycją: «Ty się tym zajmij», oddam się tej sprawie całkowicie, pocieszę cię, wyzwolę i poprowadzę.

I kiedy będę musiał poprowadzić cię inną drogą niż tą, którą zaplanowałeś, będę ci przewodnikiem, wezmę na ramiona, przeprowadzę cię, jak matka uśpione niemowlę na rękach, na drugi brzeg. To twój racjonalizm, tok rozumowania, zamartwianie się i chęć, by za wszelką cenę zająć się tym, co cię trapi, wprowadza zamęt i jest powodem trudnego do zniesienia bólu.

Ileż mogę zdziałać, zarówno w sprawach duchowych, jak i materialnych, kiedy dusza zwróci się do Mnie, spojrzy na Mnie mówiąc Mi: «Ty się tym zajmij», zamknie oczy i odpocznie.

Otrzymujesz niewiele łask, kiedy się zamartwiasz. Wiele zaś łask spada na ciebie, jeśli tylko twoja modlitwa jest pełnym zawierzeniem i oddaniem się Mi. W bólu i cierpieniu prosisz, bym działał, ale tak, jak ty tego chcesz… Nie zwracasz się do Mnie, a jedynie chcesz, bym się dopasował do twoich potrzeb i zamysłów. Nie jesteś chory, skoro prosząc lekarza o pomoc, sugerujesz mu leczenie.

Nie postępuj tak, ale módl się tak, jak was nauczyłem w „Ojcze Nasz”: «święć się imię Twoje», czyli bądź pochwalony, uwielbiony w mojej potrzebie; «przyjdź królestwo Twoje», czyli niech wszystko, co się dzieje, przyczynia się do stwarzania Twojego królestwa w nas i na świecie; «bądź wola Twoja, jako w niebie, tak i na ziemi», czyli to Ty wejdź i działaj w tej mojej potrzebie, tak jak według Ciebie będzie lepiej dla mojego życia wiecznego i doczesnego.

Jeśli powiesz mi naprawdę: «bądź wola Twoja», czyli jakbyś mówił: «Ty się tym zajmij», wkroczę z całą moją mocą i rozwiążę najtrudniejsze sytuacje. Proszę, widzisz, że choroba postępuje, zamiast zanikać? Nie burz się, zamknij oczy i ufnie powiedz: „niech się dzieje Twoja wola, Ty się tym zajmij”. Powiadam ci, że się tym zajmę, jak lekarz. Uczynię nawet cud, jeśli będzie to potrzebne.

Masz wrażenie, że stan chorego się pogarsza? Nie denerwuj się; zamknij oczy i mów: «Ty się zajmij». Powtarzam ci, że się tym zajmę, że nie ma potężniejszego lekarstwa niż moje działanie z miłości. Zajmę się tym tylko, kiedy zamkniesz oczy.

Jesteś niezmordowany, chcesz wszystko sam oszacować, o wszystkim samemu pomyśleć; zdajesz się na siły ludzkie, czy też gorzej, na człowieka, wierząc w jego pomoc. I to utrudnia Moje działanie. Och, jak bardzo pragnę twojego oddania, bym mógł ci błogosławić i w jakim smutku pogrążam się widząc, jak się miotasz! Szatan właśnie do tego dąży: byś był niespokojny, by oderwać cię od Moich działań i rzucić na pastwę ludzkich przedsięwzięć.

Ufaj zatem tylko Mi, odpocznij we Mnie, całkowicie się na Mnie zdaj. Czynię cuda proporcjonalnie do twojego pełnego oddania się Mi i oderwania się od twoich myśli. Rozrzucam skarby łask, kiedy jesteś ubogi, całkowicie. Kiedy posiadasz własne zasoby, nawet w niewielkiej mierze lub jeśli to ich szukasz, jesteś w zwykłym wymiarze i idziesz za ziemskim, naturalnym biegiem wydarzeń, w który często interweniuje Szatan. Żaden jeszcze racjonalista czy człowiek ciągle rozsądzający sprawy, nie uczynił cudów, nawet wśród świętych; kto zdaje się na Boga, postępuje w Jego stylu (po Bożemu).

Kiedy widzisz, że sprawy się komplikują, mów z zamkniętymi oczyma duszy: «Jezu, Ty się tym zajmij». Oderwij się od siebie, bo twój umysł jest napięty… Trudno dostrzec ci zło i zaufać Mi odrywając się od siebie. Postępuj tak w każdej trudności; róbcie tak wszyscy, a zobaczycie wielkie efekty i ciche cuda. Przysięgam wam na Moją miłość.

I Ja się tym zajmę, zapewniam was.

Módl się za każdym razem z tą gotowością oddania się, uzyskasz tak wielki pokój i owoce także wówczas, kiedy udzielę ci łaski złożenia ofiary ze swojego życia jako zadośćuczynienie i w imię miłości, co poniesie za sobą cierpienie.

Wydaje ci się to niemożliwe? Zamknij oczy i powiedz całą duszą: «Jezu, Ty się tym zajmij». Nie bój się, zajmę się i będziesz błogosławił Moje imię w uniżeniu. Tysiąc modlitw nie jest wartych tyle, co ten jeden akt oddania się: zapamiętaj to dobrze. Nie ma bardziej skutecznej nowenny niż ta”.

Tłumaczenie z oryginału: Joanna Bątkiewicz-Brożek

...

NORMALNIE TO JEST DO MNIE! NIEWIARYGODNE! Jezus mowi zeby dokladnie o NIC SIE NIE MARTWIC! O to czy jutro bedzie co jesc nawet! Co dopiero o emeryture! ZUS to opieranie sie na ludziach... Po prostu kompletnie nieodwolanie musze przestac sie martwic o cokolwiek! To jest od diabla... Naprawde rzecza bożą jest zaufanie! SmileSmileSmile


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 77512
Przeczytał: 176 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 20:44, 30 Cze 2017    Temat postu:

Jezu, Ty się tym zajmij! Komu Jezus zostawił tę potężną modlitwę?
Joanna Bątkiewicz-Brożek | Czer 29, 2017

Komentuj


Udostępnij
Komentuj


Przejmująca jest spisana przez ks. Dolindo obietnica Jezusa: „Daję ci słowo, na Moją miłość, że się zajmę”. Bo „tysiąc modlitw nie jest wartych tyle, co ten jeden akt oddania”.


T
łumacząc przed kilku laty włoską książkę, natknęłam się na tych kilka słów: „Jezu, Ty się tym zajmij”. Fakt, że zostawił je sam Jezus, zrobił na mnie wrażenie. Lakoniczny przypis, że „modlitwę spisał ks. Dolindo Ruotolo, mistyk z Neapolu” niewiele mi jednak mówił.

Zatrzymałam się nad wyłowioną w sieci informacją, że to do niego odsyłał penitentów „w trudnych sprawach” sam św. o. Pio. Kim więc był ten kapłan? I czemu to jemu Jezus zostawił tak potężną modlitwę? Podróż jego śladami i historia, z którą się zderzyłam, pozostaną we mnie do końca życia.
Czytaj także: Akt oddania Jezusowi spisany przez ks. Dolindo Ruotolo. Nowe tłumaczenie
Ks. Dolindo zza grobu: Ufaj Bogu!

Jest styczeń 2015 r. Przy via Salvatore Tommasi, w kościele Matki Bożej z Lourdes i św. Józefa w Neapolu, mimo rzęsistego deszczu, przed obłożoną wotami dziękczynnymi za wyproszone cuda czarną płytą nagrobka ks. Dolindo Ruotolo ustawia się kolejka ludzi. I każdy do grobu… puka.

„Kiedy tu przyjdziesz, zapukaj, nawet zza grobu odpowiem: ufaj Bogu!” – czyta mi Grazia Ruotolo, krewna sługi Bożego. – To z testamentu wuja. Nikomu za życia nie odmawiał. Enrico Medi, naukowiec, słuchał kazań ks. Dolindo na kolanach! Wielu trafiało tu z San Giovanni Rotondo. Ojciec Pio ich wyrzucał: „Po co tu przyjeżdżacie!? Macie w Neapolu świętego kapłana, do niego idźcie!” – śmieje się elegancka, starsza już Włoszka. – Ludzie rozchwytywali jego książki, a setki osób wracały do Kościoła, nawet mafiozi”.
Ani grosza za mszę

Od świadków życia kapłana słyszę:

„Przed kamienicą padre stał wężyk ludzi. Biedota i bogaci, szewcy, bariści i profesorowie, politycy. Niektórzy się bali, bo wiedzieli, że czyta w ludzkich duszach” (Anna Smaldone, krewna św. Józefa Smaldone).

„Nigdy nie wziął ani centesimo za odprawienie mszy świętej. Taki ślub złożył Bogu. A kiedy odprawiał, czuliśmy obecność Jezusa” (prof. Umberto Cervo).

„Ojciec lał go i głodził przez czternaście lat. A kiedy zamykał dziecko w komórce ze szczurami, Dolindo modlił się za niego. Gdy poniżył go przełożony w seminarium, ks. Ruotolo błogosławił mu. Kiedy zdradziły go dwie córki duchowe, ukląkł przed nimi”.

On się świętym urodził! – Grazia nie kryje emocji. – Biegał w jednej, ciągle cerowanej sutannie. Gdy się ubrudziła, prał i nie raz wkładał mokrą, bo nie zdążyła wyschnąć. Połowę swojego obiadu codziennie zanosił biednym. Przytulał chorych na tyfus, cholerę. Poza św. Józefem Moscatim mało kto tak wtedy robił. Miał dar bilokacji. Z Jezusem prowadził długie rozmowy, czuł go i słyszał, a nawet z Nim śpiewał do mszy!*
Święte Oficjum: herezja?

Mistyk był na celowniku Świętego Oficjum. Zarzuty? Udawanie świętości, gromadzenie czcicieli, herezja. Oczyszczony z podejrzeń, ks. Dolindo jednak pozostaje zawieszony i przez kolejne 16 lat nie może odprawiać mszy świętej. Powód? „Wprowadza ksiądz do Kościoła nowości” – słyszy.

Te nowości – czyli m.in. komunia święta w Wielki Piątek, zaangażowanie świeckich w ewangelizację, Pismo Święte w domach, msza w języku narodowym – po 50 latach Kościół przyjmie w dokumentach soborowych. Zaś myśli ks. Dolindo o roli kobiet w Kościele znajdą swoje niemal lustrzane odbicie w liście Mulieris Dignitatem św. Jana Pawła II.
Książki z imprimatur

Ks. Dolindo jest autorem 220 tys. imaginette, obrazków z przesłaniem Jezusa do konkretnych osób, oraz 33 tomów komentarzy do Pisma Świętego (każdy po niemal dwa tysiące stron), a także wielu książek. Ich lektura dotyka tysiące osób. Opatrzone imprimatur Kościoła, ku zaskoczeniu połowy ówczesnego kolegium kardynalskiego, trafiają nagle na Indeks Ksiąg Zakazanych.

Sam św. Ojciec Pio napisze do ks. Dolindo: „Nic co wyszło spod twojego pióra, nie może zostać zaprzepaszczone!”. Książki wracają do łask, mimo zniesienia przez Pawła VI Indeksu, dopiero po śmierci kapłana (1970 r.). Niestety do dziś nie sposób ich wydostać poza granice Włoch. Mimo, że wola sługi Bożego była inna…
„Jezu, Ty się tym zajmij” – pilnie strzeżone

Dziennikarskie śledztwo w sprawie ks. Dolindo doprowadza mnie do jego rękopisów ukrytych w archiwach Apostolatury Wydawniczej w Neapolu. Oryginał aktu oddania „Jezu, Ty się tym zajmij” to pilnie strzeżony tu przez franciszkanki Niepokalanej skarb. Od pół wieku, poza postulatorem procesu beatyfikacyjnego, nikt z zewnątrz go nie oglądał. Emocje więc są!

Na nadszarpniętych czasem, pożółkłych kartkach dostrzegam datę 6 października 1940 r. (58 urodziny ks. Dolindo). Akt oddania jest częścią listu, który kapłan pisze do Eleny Montelli ze ścisłego grona córek duchowych, tak zwanych „Gołębic Eucharystycznych”.

Elena jest przykładem dylematów, jakimi zadręcza się współczesny człowiek. Księdza Dolindo spotyka w dniu bierzmowania. „Była niczym zdewastowana łąka i nagle zaczęła żyć świętą radością” – notuje kapłan. Jako dziecko Elena stroni od rówieśników. Jest chorowita, a rodzice spełniają jej zachcianki. Nagłą przemianę córki odbierają jako ich odrzucenie. Jej rezygnację z biżuterii jako niechlujstwo, a chęć życia Słowem Boga – fantazję.

Dziewczyna przeżywa udręki, ale przy ks. Dolindo pogłębia się jej życie duchowe – tak, że cierpienie, także fizyczne, oddaje „by współuczestniczyć w Męce Chrystusa, za Kościół, jego grzechy, za kapłanów i dusze błądzące”. Dzięki niej wielu ateistów przyjmuje chrzest. Ks. Dolindo, notując dla niej słowa Jezusa, nie przypuszcza, że staną się potężnym wsparciem także dla przyszłych pokoleń.
Akt oddania Jezusowi

Akt oddania ks. Dolindo zapisuje pod tytułem: „Nie chcę się niepokoić, mój Boże: ufam Tobie!”. Siłą tej modlitwy jest geniusz Jezusa, który zna każdego z nas z osobna. I to do ciebie i do mnie mówi:

W bólu i cierpieniu prosisz, bym działał, ale tak, jak ty tego chcesz… Nie zwracasz się do Mnie, a jedynie chcesz, bym się dopasował do twoich potrzeb i zamysłów. Nie jesteś chory, skoro prosząc lekarza o pomoc, sugerujesz mu leczenie.

Jezus prosi ciebie i mnie:

„Pozwól Mi działać”! Wtedy „wkroczy z całą Swoją mocą i rozwiąże najtrudniejsze sytuacje. (…) To twój racjonalizm, tok rozumowania, zamartwianie się i chęć, by za wszelką cenę zająć się tym, co cię trapi, wprowadza zamęt i jest powodem trudnego do zniesienia bólu. Ileż mogę zdziałać, zarówno w sprawach duchowych jak i materialnych, kiedy dusza zwróci się do Mnie, spojrzy na Mnie mówiąc Mi: „Ty się tym zajmij”, zamknie oczy i odpocznie.

Coś może tu bulwersować? Jezus oczekuje dyspozycji: „Ty się tym zajmij!” ma brzmieć niemal jak nakaz. Przejmująca jest spisana przez ks. Dolindo obietnica Jezusa: „Daję ci słowo, na Moją miłość, że się zajmę”. Bo „tysiąc modlitw nie jest wartych tyle, co ten jeden akt oddania”.

Więcej na ten temat w książce Joanny Bątkiewicz-Brożek „Jezu, Ty się tym zajmij! O. Dolindo Ruotolo. Życie i cuda”, Wydawnictwo Esprit

*Cytaty pochodzą z powyższej książki

...

Potwierdzam! Bóg doslownie tak do mnie mowi na dodatek naprowadza mnie na TEN TEKST! Aby juz bylo na 100% pewne ze to nie ja sobie wymyslilem. Potwierdzenie OD KSIĘDZA! Bóg nie potrzebuje ,,przedsiebiorczosci" ludzkiej! W Raju nie bylo deficytu przedsiebiorczosci tylko nadmiar. Braklo postawy ,,nicnierobienia" bo Bóg wie lepiej. Nie dotykaj owocu to nie dotykaj. Teraz czlowiek ma sie uczyc ze Bóg czyni wszystko! Czlowiek tylko prosi! Po co czlowiek ma cos ,,robic" skoro Bóg moze wszystko? Jedna Istota wszechmocna wystarczy aby WSZYSTKO było. Bo jest wszechmocna!

Oczywiscie ,,nicnierobienie" dotyczy ,,urzadzania siebie w zyciu" a nie doslownie. Adam i Ewa mieli nie kombinowac a nie siedziec bez ruchu. Czynienie dobra TO NIE TO SAMO! co ustawianie sie w zyciu. Np. malarz ma malowac! A nie np. zabiegac o kase zeby miec dobrze. To jest wlasnie to zło. Prawidlowo jest. Ja bede malował A TY BOŻE ZAJMIJ SIE WSZYSTKIM! O to chodzi! Tworczosc zyciowa jest tym o co chodzi! Zabieganie o ustawienie sie nie.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 77512
Przeczytał: 176 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 10:33, 02 Lip 2017    Temat postu:

Czy Maryja powiedziała mu, że Polak zostanie papieżem?
Karol Wojteczek | Lip 02, 2017

Udostępnij
Komentuj

Drukuj

Znaliście treść proroctwa, jakie miał otrzymać autor modlitwy "Jezu, Ty się tym zajmij"?

„Maryja do duszy: (…) Polska, dzięki nabożeństwom do Mego Niepokalanego Serca uwolni świat od straszliwej tyrani komunizmu (…). Powstanie z niej nowy Jan, który poza jej granicami, heroicznym wysiłkiem zerwie kajdany, nałożone przez tyranię komunizmu. Pamiętaj o tym. Błogosławię Polskę!” – taką to adnotację na obrazku z wizerunkiem Matki Bożej otrzymał hr. Witold Laskowski. Był 2 lipca… 1965 r.
Czytaj także: Jan Paweł II do Zbigniewa Brzezińskiego: Tyś spowodował mój wybór na papieża

Gdyby Janowi Pawłowi II przyszło zasiąść na Tronie Piotrowym w „czasach internetowych”, jak grzyby po deszczu wyrosłyby zapewne (i tak wyrastają) strony z proroctwami wieszczącymi ten historyczny moment. Wspólną cechą większości tych proroctw byłoby to, że powstałyby już po ogłoszeniu wyników konklawe. Podobnego rodzaju zjawisko zaobserwować mogliśmy po atakach terrorystycznych z 11 września czy katastrofie smoleńskiej.

W przypadku jednak Jana Pawła II za prawdziwością przynajmniej części zwiastujących jego pontyfikat proroctw przemawia autorytet osób, z których ust one padły (by wspomnieć choćby bł. ks. Bronisława Markiewicza). Jedną z takich osób był ks. Dolindo Ruotolo z Neapolu, porównywany dziś życiorysem i charyzmatami do św. o. Pio, a wiernym spoza Włoch znany głównie jako autor poruszającej modlitwy „Jezu, Ty się tym zajmij„.
Czytaj także: Jezu, Ty się tym zajmij! Komu Jezus zostawił tę potężną modlitwę?

Podobnie jak święty z San Giovanni Rotondo, również i ks. Dolindo prowadził bogatą korespondencję ze swoimi duchowymi dziećmi. Miał przy tym zwyczaj rozsyłania im obrazków z wizerunkami świętych i dopisanymi kilkoma zdaniami duchowego wsparcia. Na jednym z nich umieścił przytoczone wyżej proroctwo. Oryginalny obrazek, po wielu latach, odnalazł się w szafie pancernej zaprzyjaźnionego z Janem Pawłem II słowackiego biskupa, ks. Pawła Hnilicy. Ale poszukiwania tego niezwykłego skrawka papieru to już materiał na całkiem nowy tekst. ߘɀ

...

To musialo byc zupelnie prywatne objawienie bo dopiero teraz po fakcie o tym wiemy. Sluzy ono jednak do potwierdzenia prawdziwosci reszty. Oraz potwierdza DECYDUJACA ROLE POLSKIEGO NARODU W OBALENIU KOMUNY! POD PRZEWODEM JANA PAWLA II! Bo ze on przewodzil narodowi nie ma watpliwosci. Oczywiscie i inni mieli udzial. Np. Bóg pozwolil aby w tym czasie wladze w USA objal najwiekszy prezydent w historii... Takze wysuniecie Gorbaczowa i relatywnie ,,mało" krwawy(nigdy zlo nie jest małe! ale co innego tysiace ofiar a co innego jednak miliony) upadek komuny w latach 80tych. Ale rola Polski jak widac byla pierwszorzedna dzieki Bogu! Smile


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 77512
Przeczytał: 176 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 17:08, 24 Lip 2017    Temat postu:

Magda Frączek: Rejs, ale nie ta komedia
Magda Frączek | Lip 24, 2017

Komentuj


Udostępnij
Komentuj


Ciągnę linę najmocniej, jak potrafię, szarpię się, aby odmienić moje życie, żeby zła passa się skończyła. Dziwi mnie, że On przychodzi do mnie w epicentrum mojego lęku.


M
ój największy dystans występuje pomiędzy głową a sercem. Dużo rzeczy rozumiem, analizuję. Wielu spraw dociekam, do głębi. Intelekt pracuje jak rozpalony piec. Jak burza. Jak wicher. Jak ogień. Dramatycznym wydaje się to, że mimo kompletnej intelektualizacji wybranych sytuacji, obraz i tak jest niepełny. I żadne odkrycie mojego dumnego umysłu nie przybliża mnie do drugiej strony, drugiego brzegu.
Czytaj także: Magda Frączek: O trudnej miłości



Najgorzej, gdy ogarniasz umysłem swoje życie, ale serce szaleje jak pewna ciotka na weselu, i to tak mocno, że w którymś momencie Pan Młody zmuszony jest powiedzieć: „Proszę, abyście na jakiś czas usiedli przy stolikach. Ciotka uszkodziła parkiet”. Piszę do nas wszystkich, którzy są ekspertami w uszkadzaniu parkietu swojego serca: pamiętacie tę ewangelię o uczniach, którzy wsiedli do łodzi i chcieli przeprawić się na drugi brzeg?

O zmierzchu uczniowie Jego zeszli nad jezioro i wsiadłszy do łodzi, zaczęli się przeprawiać przez nie do Kafarnaum. Nastały już ciemności, a Jezus jeszcze do nich nie przyszedł; jezioro burzyło się od silnego wichru. Gdy upłynęli około dwudziestu pięciu lub trzydziestu stadiów, ujrzeli Jezusa kroczącego po jeziorze i zbliżającego się do łodzi. I przestraszyli się. On zaś rzekł do nich: To Ja jestem, nie bójcie się. Chcieli Go zabrać do łodzi, ale łódź znalazła się natychmiast na brzegu, do którego zdążali. (J 6,16-21)

Pierwsza nauka, która płynie z tego tekstu jest taka, że nawet będąc rybakiem, na wodach swojego serca, nie możesz czuć się pewnie. Ono jest zdradzieckie, jak mówił pewien poeta Jeremiasz, którego wierszy nikt nie lubił słuchać. Nic nie poradzę na wielkie fale czy silne wiatry. Nie uciszą się tylko dlatego że tak mi się chce, tak samo jak niemowlę obudzone o północy, nie przestanie płakać, jeśli zrobię mu wykład o odpowiedzialności i zasadach ciszy nocnej.

Tak jak ja, również uczniowie chcieli znaleźć się na drugim brzegu. Zintegrować myśl z uczuciem. Być jednym i tym samym, a nie kimś na wzór: „Co innego myśli, co innego czuje, a jeszcze co innego robi”. W końcu nadchodzi moment przełomowy, a ściślej – Jezus. Trochę mnie to dziwi, że tyle czekał. Że nie wsiadł z nimi od razu. Być może nie było dla niego miejsca w tej uporządkowanej, racjonalnej łodzi pełnej mocnych argumentów.
Czytaj także: Jola Szymańska: Klucz do nawrócenia. O bagatelizowaniu osobistych kryzysów wiary



Dopiero, gdy trochę rzeczy się posypało, gdy wszelkie niezbite (dotąd) do-wody wpadły do wody, wkracza Ten, który jest miłością. Co za arogancja! Nie podpływa do nich czerwoną motorówką. Idzie po wodzie. Dla Niego nic nie jest zbyt trudne, zbyt mocne, zbyt podzielone.

Tamci boją się. Ja też się boję. Ciągnę linę najmocniej, jak potrafię, szarpię się, aby odmienić moje życie, żeby zła passa się skończyła. Dziwi mnie, że On przychodzi do mnie w epicentrum mojego lęku. W braku kontroli. W ucisku. W ciemności. W burzy, która składa mnie na łopatki tak, jak Japończyk origami.

Najlepiej brzmi to, jak się przedstawia: To Ja jestem, nie bójcie się. Braku kontroli. Ucisku. Ciemności. Burzy, która składa mnie na łopatki tak, jak Japończyk origami.

I gdy już powoli uświadamiam sobie, jaki jest dobry, jaki wspaniały tak bardzo, bardzo mocno, że aż bym chciała zaprosić Go do swojej łodzi, do tego pomąconego rejsu, On jeszcze raz rozwala system, robiąc większy cud. Bo oprócz cudu Obecności (tego, że jest i dlatego nie muszę się bać), sprawia, że znajduję się na drugim brzegu. Tam, gdzie najbardziej chciałam się znaleźć, i zarazem najbardziej nie mogłam. I odkrywam, że Tego, czego brakowało mi do połączenia rozumu z sercem był On. Że nie mogłam znaleźć tego własnymi sposobami.
Czytaj także: Magda Frączek: Awatar, czyli życie bez prawdziwych relacji



Bo ci, którym chcemy przebaczyć, są po drugiej stronie brzegu. Nasi ojcowie, nasze mamy, nasi mężowie, nasze żony, dzieci, nauczyciele, przyjaciele, którzy – nie wiadomo już dlaczego – stali się wrogami. Bo ci, za którymi tęsknimy, są po drugiej stronie zdjęcia. Bo ci, których chcemy zrozumieć, są po drugiej stronie.

Bo tylko Jeden przeprowadza ze śmierci do życia, z nienawiści do miłości, ze strachu do ufności. Łączy przeciwległe klimaty. Postanowił stać się pomostem nad przepaścią, abym czuła to, co myślę i była z tymi, których kocham.

...

Zawsze ufac Bogu.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 77512
Przeczytał: 176 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 9:58, 08 Paź 2017    Temat postu:

Nie jesteś Bogiem, uświadom to sobie! Komentarz do Ewangelii
Ks. Łukasz Kachnowicz | Paźdź 08, 2017

©Lukasz Szwaj/Shutterstock
Udostępnij
Komentuj

Drukuj

Przestań być właścicielem. Oddaj to Bogu. Dzierżaw, ale nie przywłaszczaj sobie. To On zbudował winnicę i wie jaka powinna być.

„Był pewien gospodarz, który założył winnicę. Otoczył ją murem, wykopał w niej tłocznie, zbudował wieżę, w końcu oddał ją w dzierżawę rolnikom i wyjechał”.

Jesteśmy tylko dzierżawcami, a nie właścicielami. Za obrazem winnicy mogą kryć się różne rzeczy: Kościół, świat, drugi człowiek, Twoje dzieci, współmałżonek, nasze życie. Łatwo jest uwierzyć, że mamy jakieś prawa własności do winnicy. Wystarczy, że przez chwilę została nam powierzona w opiekę, a my już myślimy, że to nasze i stajemy się roszczeniowi.

Kiedy wchodzę w rolę właściciela, to chcę ustawiać wszystko pod siebie, według swojego widzimisię, narzucać swoje zasady, podporządkowywać wszystko sobie i zwalczać to, co nie chce się podporządkować.
Czytaj także: List księdza do Pana Boga: nie chcę przesłodzonej wiary. Komentarz do Ewangelii

Wiem, jak powinien wyglądać Kościół, jak powinno się modlić, jak powinno się przeżywać swoją wiarę, a na co miejsca nie ma w Kościele, kto w nim może być, a kto nie… Dlaczego? Ależ oczywiście, że wiem, jaki powinien być świat. Ja bym go poukładał najlepiej. Wiem, co powinno być, a czego nie. Wiem, jacy powinni być ludzie, jak powinni myśleć, jak powinni żyć, jaki światopogląd powinien być ogólnoświatowy, a dla kogo nie ma miejsca.

Wiesz, jakie powinny być Twoje dzieci. Może chcesz, żeby grały na pianinie, tańczyły, znały przynajmniej trzy języki, najlepiej skończyły Oksford i były świetnie ustawione w życiu. Wiem, jakie powinno być moje życie, moja historia, jakie cechy charakteru powinienem mieć, a jakich nie. Chcę mieć wszystko zaplanowane i pod kontrolą.

Chcę wszystko trzymać w swoich rękach, bo to jest moje. Ba, nawet wobec Boga mam pokusę mówić: Ja wiem jaki On jest. Ile razy spotkałem się ze stwierdzeniem: Bóg chce/nie chce tego i tamtego… Bogu się podoba/nie podoba to i tamto… A tak naprawdę kryło się za tym: ja chcę/nie chcę… mi się podoba/nie podoba… Nawet Boga chcemy sobie przywłaszczyć, stać się właścicielami Jego myśli.

Ta Ewangelia jest nam bardzo potrzebna. Wcale nie chodzi o to, że Bóg przychodzi wyrywać nam z rąk to, co sobie przywłaszczyliśmy. On ratuje nas, Kościół, świat, drugiego człowieka przed nami samymi.

Kościół wcale nie byłby świętszy, gdyby wyglądał tak, jak my chcemy. Świat nie byłby lepszy, gdybyśmy poukładali go po swojemu. Ludzie nie staliby się lepsi, gdybyśmy to my ułożyli im życie, myślenie, światopoglądy. Wasze dzieci nie byłyby wcale szczęśliwe, gdyby zrealizowały wasze marzenia i plany na ich życie. Nasze życie nie byłoby szczęśliwsze, gdyby przebiegało według wszelkich naszych pomysłów na to, jakie powinno być.

Jestem przekonany, że im mniej to wszystko jest naszą własnością, tym lepiej. Owszem, jesteśmy dzierżawcami, a więc mamy coś do zrobienia, wnosimy coś od siebie, ale nie jesteśmy właścicielami.

W pierwszej chwili wydaje się, że wiem, jak to powinno być, żeby było dobrze, ale jak chwilę dłużej się nad tym zastanowię, to jestem przekonany, że nigdy nie ułożyłbym tego tak jak trzeba. Jestem przekonany, że ostatecznie zrobiłbym to źle. Do tego naprawdę trzeba być Bogiem, a ja nim nie jestem, choć nieraz staję przed taką pokusą, żeby zająć Jego miejsce.
Czytaj także: Jezus – najlepszy mówca motywacyjny świata. Komentarz do Ewangelii

Był taki raper, Magik, który w jednym ze swoich utworów rapował: „Jesteś Bogiem, uświadom to sobie, sobie”. Ta Ewangelia mówi coś kompletnie odwrotnego: „Nie jesteś Bogiem, uświadom to sobie, sobie”. I to jest dobre: dla Ciebie, dla Kościoła, dla świata, dla Twoich dzieci, dla innych ludzi, że Nim nie jesteś.

Niedawno prowadziłem dni skupienia dla anonimowych alkoholików i jeden z nich powiedział na jednym z mityngów zdanie, które szalenie mi się spodobało: „odpieprz się od siebie”. Myślę, że dzisiejsza Ewangelia mówi właśnie to: odpieprz się od siebie, od Kościoła, od świata, od swoich dzieci, od innych ludzi.

Przestań być właścicielem. Oddaj to Bogu. Dzierżaw, ale nie przywłaszczaj sobie. To On zbudował winnicę i wie, jaka powinna być. Księga Rodzaju mówi, że to, co On stwarza jest dobre. Bóg ma lepszy pomysł ode mnie i od Ciebie na Kościół, świat, ludzi i na nas samych.

I czytanie: Iz 5, 1-7
II czytanie: Flp 4, 6-9
Ewangelia: Mt 21, 33-43
..

Tak naprawde nie jestes wlascicielem siebie! Juz slowa ze ja naleze do siebie sa klamstwem! A realizowane w zyciu sa kradzieżą! Szatan ukradl siebie Bogu! Znowu mam objawienie! Zawsze gdy trzeba...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 77512
Przeczytał: 176 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 21:15, 10 Lis 2017    Temat postu:

Chrześcijaństwo to nie są zajęcia fitnessu. Dlaczego katolicy skupiają się na tym, co złe?
Karolina Sarniewicz | 10/11/2017

Bruno Nascimento/Unsplash | CC0
Udostępnij
Komentuj

Drukuj

Odruch oddawania Bogu wszystkiego, co trudne trzeba włożyć do przegródki podpisanej „Bezwarunkowe”. Bez tego będziemy zaledwie prężyć bicepsy przed lustrem albo użalać się nad swoją niemocą.
Katolickie skupienie na tym, co złe

Ostatnio parę razy zdarzyło mi się znaleźć w szerszym gronie katolików, którzy relacjonowali przeżycia z całego miesiąca. Opowiadali, jak każde z wydarzeń wpłynęło na ich spojrzenie na wiarę. Im więcej było tych doświadczeń, tym więcej samokrytyki, biczowania się, czy wyrzucania sobie tego, co się nie udało.

Każdy był wtedy najgorszy, słaby, niedobry, beznadziejny. Ktoś próbował – ale nie potrafił – wybaczyć, więc czuł się niegodny wszelkiego zrozumienia. Ktoś inny nie był miły tak bardzo, jak się starał – on też stawiał się na końcu kolejki najgorszych grzeszników.
Czytaj także: Jezu, co Ty o mnie myślisz? Odpowiedź roztapia serce

Z jednej strony całkowicie to podejście rozumiem. Chcemy być wobec Boga fair, kochamy Go, więc się staramy. Jesteśmy świadomi swoich słabości i chcemy się poprawiać. Z drugiej jednak strony miałam ochotę krzyknąć: przecież wszyscy jesteśmy ludźmi. Co z tego, że wam nie wyszło? Liczy się, że próbowaliście coś zmienić! Takie myślenie to nieustanna gonitwa za własnym ogonem. Za organiczną potrzebą zasłużenia na coś, co od fundamentu jest bezwarunkowe.
Błędne koło samonaprawiania

Często próbujemy wtedy robić z siebie superbohaterów. Wmawiając sobie, że nic nie czujemy, że jesteśmy silniejsi, niż nam się wydaje, chcemy zmusić się, żeby wybaczyć ludziom, którzy zrobili nam wielkie świństwa. Ojcom alkoholikom, rówieśnikom prześladowcom, czy – dajmy na to – nieuczciwym współpracownikom.

Gimnastykujemy się, żeby zrobić to na wszystkie sposoby, a kiedy się nie udaje, obwiniamy się, że jesteśmy za słabi i ulegamy innym pokusom. Od tego momentu coraz trudniej jest wyjść z błędnego koła. Poczucie winy generuje chęć naprawy – a naprawianie ciągle się nie udaje.

Co zatem zrobić, żeby w tę pułapkę nie wpadać?
Przede wszystkim: Boża łaska

Trzeba sobie przypomnieć, że to Bóg w tej relacji jest tym, który daje siłę. A jedyne, czego oczekuje, żeby móc zacząć działać, to nasze chęci. Że naprawdę jedyne, czego potrzeba, to żebyśmy przestali prężyć muskuły. Przestali łudzić się, że skoro tak bardzo chcemy wybaczyć lub kochać, zrobimy to sami siłą woli czy wytężaniem umysłu.

Trzeba myślenie o Bogu zacząć od Jego łaski. Sami tego nie zrobimy. Zrobi to za nas (w nas) Bóg, jeśli oddamy mu stery.

Chrześcijaństwo to nie jest bowiem relacja z zajęć fitnessu, gdzie sadystyczny trener gardłowym głosem nawołuje do działania i z rozkoszą patrzy, jak się pocimy. To raczej spotkanie z Kimś zaangażowanym w stylu: „Chce pani, żebym umówił panią na ten wywiad? Proszę tylko potwierdzić, a zaraz się załatwi”.

Tym samym mówienie o konieczności postępowania dobrze, bez wspominania o Bożej łasce, to nie tylko kompletna pomyłka, ale i zachęta do bezskutecznego masochizmu.
Czytaj także: Jezus dostaje to od niewielu osób…
Bogu wystarczy, żebyś chciał

Do dziś pamiętam, jak przerażona podczas pewnej modlitwy wstawienniczej usłyszałam, że żeby iść z moim życiem jakkolwiek do przodu, muszę z miejsca wszystkim wybaczyć. Propozycja spotkała się wszak z moim duchowym murem. Może i bym chciała, ale przecież nie potrafię. Jestem zbyt słabym człowiekiem, żeby na pstryknięcie palcem wymazać wszystko, co do dziś w dorosłym życiu ciągnie się za mną, jak mokre ślady na śniegu.

„Jasne – odpowiedziała na moje jęki prowadząca modlitwę. – Ale Bogu wystarczy, żebyś chciała, nie musisz niczego umieć”. I kazała powtarzać za sobą: „Twoją mocą w moim sercu stwórz dla niej/niego przebaczenie”.

Cały ciężar odszedł. Wystarczyło zaufać, że to wybaczenie przyjdzie i będzie szczere. A kiedy i gdzie? To już zupełnie nie moje zmartwienie.
Bóg mówi: Jestem do Twojej dyspozycji

W jednej z anegdot księdza Piotra Pawlukiewicza pojawiał się niewierzący pan, którego na łożu śmierci dopadł spowiednik.

– Żałujesz za grzechy?
– Nie – odpowiadał szczerze penitent.
– A żałujesz, że nie żałujesz?
– No jasne!

I to wystarczyło, żeby być rozgrzeszonym.

To brzmi banalnie, ale w praktyce banalne nie jest. Wychowywani od zawsze na uczynne dzieci ułożonych rodziców, świetnie (i dumnie) czujemy się w roli tych, którzy coś dają, działają, robią. Przyjmowanie pomocy – to coś, co ciężko nam przetrawić.

Jednak odruch oddawania Bogu wszystkiego, co trudne, już na samym początku trzeba włożyć do przegródki podpisanej „Bezwarunkowe”. Bez niego będziemy prężyć bicepsy przed lustrem albo użalać się nad swoją niemocą i obwiniać o coś, co notabene tkwi w naszej naturze.

Nieświadomy egocentryzm szybko zastąpi miejsce zachwytu nad Bogiem, który kocha tak bardzo, że załatwi za nas wszystko niemożliwe. I który od lat nie może się zza tego lustra wydostać, by wysłać Ci komunikat: „Kocham Cię takim, jakim Cię stworzyłem. Jestem do Twojej dyspozycji, jeśli tylko Ty też chcesz kochać więcej”.

...

Dokladnie. Czy choroba czy zguba to od razu mowie ze oddaje Bogu. A Bóg. To juz zalatwione. Zachowuj sie jakby juz tego NIE BYLO! I zawsze jest rozwiazane.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 77512
Przeczytał: 176 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 11:20, 17 Lis 2017    Temat postu:

Szukamy mieszkania, a na zdjęciu jednego z ogłoszeń: Maryja! Dalej już poszło migiem
Jarosław Kumor | 17/11/2017
Freepik.com | Wikipedia | Domena publiczna
Komentuj


Udostępnij
Komentuj


Na Anioł Pański wstawiłem ogłoszenie, a na Koronkę do Bożego Miłosierdzia tego samego dnia mieliśmy już dogadane warunki…


S
ytuacja zawodowa zmusza mnie i moją rodzinę do przeprowadzki. Wraz z żoną szukamy lokum do wynajęcia. Kryteria jasne, skonkretyzowane. Nowenna do św. Maksymiliana odprawiona (a jak wiadomo, Maksymilian i Maryja to zgrany duet), intencja cały czas towarzyszy nam na modlitwie.
Niezrozumiały niepokój

Kilka dni intensywnego dzwonienia pokazuje nam, że szukanie mieszkania na odległość to nie taka prosta sprawa. Cokolwiek by nam się spodobało, natychmiast jest zajmowane. Trzeba byłoby chyba wprowadzić się do kogoś znajomego, dzwonić i natychmiast jechać, oglądać i brać. Mieliśmy jednak jakąś dziwną pewność, że wszystko będzie dobrze, choć „deadline”, jaki sobie daliśmy zbliżał się wielkimi krokami.
Czytaj także: Najwyższa ofiara Heleny Kmieć. Mocne świadectwo pokazane w nowym filmie dokumentalnym

W końcu – jest! Ładne, nowoczesne, może nie tak duże jak byśmy chcieli, ale ilość pokoi się zgadza, cena do zniesienia, a co najważniejsze jestem akurat służbowo na miejscu i tego samego dnia mogę obejrzeć.

Przyjeżdżam, właścicielce z oczu patrzy raczej dobrze, robię parę dodatkowych zdjęć lokum, przesyłam żonie, w zasadzie wszystko OK, ale w sercu jakiś dziwny niedosyt. Wracam, postanawiamy odczekać chwilę. Modlimy się, by – jeśli właśnie to miejsce mamy wybrać – ten niepokój z serca odszedł. Niepokój, jak się później okazało, był słuszny i oznaczał: „wstrzymajcie się jeszcze chwileczkę”.
Maryja na zdjęciu z ogłoszenia

Odpowiedź była szybka. Tego samego wieczoru pojawia się ogłoszenie. Metraż większy, cena mniejsza, ładne, nowoczesne, a na zdjęciu dużego pokoju jeden szczegół. Na segmencie: nogi oraz skrawek białej i niebieskiej szaty. Jak nic Maryja!

Następnego dnia dzwonię i słyszę: „Tak, tak, to taka rodzinna pamiątka. Ale my to wszystko wysprzątamy, zabierzemy”. Odpowiadam: „OK, ale jeśli to możliwe, Maryję proszę zostawić”.

Jest piątek, a ja mogę być na miejscu dopiero we wtorek. Nikt na tzw. „gębę” nie czeka tak długo. Nikt z wyjątkiem właściciela mieszkania z Maryją na segmencie…

Przyjeżdżam we wtorek – jest! Stoi i pilnuje. Właściciel dziwi się dlaczego tak właściwie zgodził się poczekać. W międzyczasie odebrał furę telefonów i mieszkanie mógłby na „pewniaka” wynająć jeszcze tego samego dnia, w którym rozmawialiśmy pierwszy raz.

Umowa została podpisana, a właścicielowi pozostało odbieranie drugiej tury telefonów od tych samych ludzi, bo każdego odsyłał do czasu aż przyjadę, obejrzę i się zdecyduję. Doprawdy Matka Boża do spółki z Maksymilianem potrafi zadbać o swoich podopiecznych.
Czytaj także: Jak Wanda Półtawska jednym zdaniem postawiła mnie do pionu
Ekspresowa interwencja

Wynajęcie mieszkania w innym mieście oznaczało konieczność znalezienia lokatorów do naszego gniazdka w rodzinnej miejscowości. Te poszukiwania konsekwentnie odkładaliśmy do czasu, aż znajdziemy mieszkanie dla siebie. W międzyczasie była oczywiście modlitwa o dobrych ludzi, najlepiej znajomych, którzy wynajęliby nasze mieszkanie.

Na Anioł Pański wstawiłem ogłoszenie, a na Koronkę do Bożego Miłosierdzia tego samego dnia mieliśmy już dogadane warunki z koleżanką ze studiów i jej mężem…

Wyglądało to jak załatwienie pewnej formalności, którą odkłada się na ostatni czas, bo zajmie chwilkę. Matka Boża widocznie tak to widziała.
Dziękczynienie na Jasnej Górze

Tuż po operacji „przeprowadzka” pojechałem na Jasną Górę na narodową pielgrzymkę mężczyzn, by z jednej strony podziękować, a z drugiej zawierzyć Maryi nowy etap.

Od jednego z prelegentów, Mieczysława Guzewicza usłyszałem, że do Jezusa powinniśmy jako faceci przychodzić z takimi sprawami jak tygodniowe plany, projekty w pracy, zmiana samochodu – mamy wchodzić z papierami, kalendarzem, specyfikacjami przed Najświętszy Sakrament i pytać. Jezus się ucieszy, bo wreszcie będzie mógł pogadać na męskie tematy.

Pomyślałem, że w naszym przypadku chyba coś takiego nastąpiło. Przyszliśmy ot tak, z konkretną sprawą do Matki Bożej, a Ona wiadomo – wstawia się u Syna i tylko do niego prowadzi. I co tu dużo pisać – jest w tym bardzo skuteczna.

...

Bóg naprawde chce abyscie rzucili wszystko doslownie i powiedzieli TY PANIE SIE TYM ZAJMIJ! Tego brakuje. NIKT PRAWIE TAK NIE ROBI 99,99999% za pierwsze uwaza ,,ustawienie sie". I ,,ustwiaja sie" na ogol pod sciana...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 77512
Przeczytał: 176 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 13:51, 19 Lis 2017    Temat postu:

„Życie wieczne to nie żart”. Jak umierał ks. Dolindo Ruotolo?
Joanna Bątkiewicz-Brożek | 19/11/2017

Komentuj


Udostępnij
Komentuj


Jak odchodził mistyk, któremu Jezus podyktował potężną modlitwę „Jezu, Ty się tym zajmij”? 19 listopada przypada rocznica śmierci ks. Dolindo.


K
apłana z Neapolu, któremu Jezus zostawił potężną modlitwę „Jezu, Ty się tym zajmij” nie trzeba już przedstawiać w Polsce. Po raz pierwszy zresztą, 19 listopada tego roku, w rocznicę śmierci kapłana, w Neapolu, oprócz Włochów, są też i Polacy właśnie. Salvatore, zakrystianin parafii św. Józefa i Matki Bożej z Lourdes przy via Salvator Tommasi, gdzie pochowany jest ks. Dolindo Ruotolo, już z daleka rozpoznaje polskich pielgrzymów:

– Od lipca średnio, od czterech do nawet dziesięciu osób jest tu z waszego kraju codziennie! Tylko mów im, żeby pukali do padre Dolindo! Żeby odpowiedź usłyszeli! – uśmiecha się neapolitańczyk.

„Kiedy tu przyjdziesz, zapukaj, ja nawet zza grobu odpowiem Ci: ufaj Bogu!” – to zdanie z duchowego testamentu ks. Dolindo córki duchowe kapłana przybiły do marmurowej płyty nagrobka swojego padre.

Kiedy wracam do ostatnich scen z jego życia i duchowego testamentu ks. Dolindo, za każdym razem z trudem powstrzymuję emocje.


Ostatnie lata życia ks. Dolindo

Choć jego życie to pasmo cierpień – od urodzenia przez 14 lat głodzony i bity do nieprzytomności przez ojca, pomiatany przez przełożonego w seminarium, zdradzony przez córki duchowe, wielokrotnie przesłuchiwany przez Święte Oficjum, więziony, a potem odgrodzony na ponad 19 lat od ołtarza, odrzucony przez to najpierw przez rodzinę i wytykany jak opętany na ulicach Neapolu – to jego kalwaria fizyczna zacznie się dekadę przed śmiercią.

1 listopada 1969 r. ks. Dolindo dostaje paraliżu połowy ciała. Mimo to nadal głosi do ośmiu kazań dziennie, spowiada, odwiedza szpitale, więzienia. Na ulicach nadal wytykają go palcem, ale wstrzymując niemal oddech: „Idzie święty kapłan!”. Mimo szykan, nigdy nie krytykuje Kościoła, a kocha go. Bo „Kościół to Jezus” – pisze. Trudno go z kimkolwiek pomylić: prawą ręką podpiera się laseczką i kurczowo trzyma różaniec. W lewej nosi własnoręcznie uszytą ze skaju torbę pełną kamieni. „To skarby dla zbawienia dusz, aniołeczki” – tłumaczy zaczepiającym go dzieciom.

Przy krętej via Salvator Rosa, w centrum miasta, gdzie mieszka mistyk, wiją się kolejki. Tłumy odsyłanych tu przez ojca Pio penitentów czekają choć na chwilę rozmowy. Ks. Dolindo nikomu nie odmawia. Nadal nocami pisze. Kończy największe dzieło, książkę o Maryi. Wtedy atakuje go szatan – bywa, że rzuca ks. Dolindo, jak ojca Pio, o ściany. W tym okresie często odwiedzają go aniołowie oraz sama Matka Boża.

Z ręcznych notatek Enziny Cervo, córki duchowej:

„(…) Skończył osiemdziesiąt osiem lat 6 października, a 1 listopada minęło dziesięć lat jego paraliżu; w sobotę 8 listopada, kiedy po Mszy Świętej pomagałam mu dojść do jego pokoiku drobnym kroczkiem, zatrzymał się i mówi: – Już nie umiem się utrzymać na nogach, ale nie martw się, Jezus podtrzymuje mnie swoją miłością. Odmówmy dziękczynne Ave Maria za to, że Matka Boża pozwala mi jeszcze odprawiać Msze Święte”.
Czytaj także: Jezu, Ty się tym zajmij! Komu Jezus zostawił tę potężną modlitwę?


Ks. Dolindo kilka dni przed śmiecią

13 listopada 1970 roku ks. Dolindo Ruotolo po raz pierwszy celebruje Eucharystię i udziela Komunii na siedząco. „Miałam wrażenie, że ojciec lada chwila upadnie” – pisze Enzina. Między wymianą opatrunków na poranionych nogach, mimo ciężkiego stanu, ks. Dolindo nie odmawia nikomu spowiedzi.

16 listopada 1970 roku, poniedziałek. Ks. Dolindo prosi, by pomoc mu wstać. Chce odprawić Mszę. – Nie może ojciec, jest ojciec chory – z bólem tłumaczy mu Enzina. „Dopiero kiedy sam stwierdził, że nie może już usiąść, nawet z moją pomocą, nieomal zapłakał. Powierzył się cały woli Bożej”.(…)

Środa, 18 listopada.

Prawie nic nie zjadł […]. cały czas się modlił, […] na głos, za Kościół, za Papieża i za księży, za dusze, nie zapominał o nikim. Odpowiadał tym, którzy przychodzili z odwiedzinami. – Ojcze – mówiłam mu – niech ojciec trochę odpocznie. A on mi odpowiadał: – Córko moja, módlmy się, bo życie wieczne to nie żart. […]
Czytaj także: Jezu, Ty się tym zajmij! Akt oddania Jezusowi ks. Dolindo Ruotolo. Nowe tłumaczenie


Śmierć ks. Dolindo Ruotolo

19 listopada 1970 roku, czwartek.

O świcie ojciec zaintonował Salve Regina i w pewnym momencie wpatrując się w górę powiedział: „Madonna mia! Jaka jesteś piękna! I jakby w ekstazie, trwał tak kilka chwil w ciszy. (…) Niesamowity pokój wyczuwało się wokół umierającego, jakiś rodzaj słodyczy i delikatności w ogniu tak wielkiego cierpienia!

Ks. Dolindo już nie przełyka, towarzyszący mu kapłan odmawia podania Komunii. „Ależ to był dla ojca ból, przeżywał przecież całe Misterium Paschy” – pisze Enzina. Jednak do mieszkania na Salvator Rossa po krótkim czasie puka inny kapłan, ks. Giovanni z Jezusem Sakramentalnym.

Uprzedziłam go, że ojciec już nie przełyka, ale on swoim donośnym głosem zapytał ojca, czy chce przyjąć Jezusa. – Tak! – odparł ojciec (…). Moja radość nie miała granic! Ojciec Dolindo był w stanie uniesienia, wielkiego wewnętrznego ukojenia, a gdy Jezus wypełniał to serce, które całe życie było dla Niego, wokół nas zaczął unosić się silny zapach lilii.

Godzina 17.13. Ksiądz Dolindo ma coraz niższy puls, który schodzi do trzydziestu dwóch uderzeń na minutę.

Pan Umberto (syn duchowy): – W pewnym momencie zerwał się z łóżka, rozpostarł szeroko ramiona. Jak dziecko, które wyciąga ręce do mamy i rzuca się jej naprzeciw wołając „och!” z zachwytem. I oddał ducha Bogu. Cinzia notuje: „Jego twarz była uśmiechnięta, wydawał się jaśniejący i pełen szczęścia, błogosławiony”.

Nad jego łóżkiem unosił się zapach lilii, wszystkie rany i blizny na nogach zniknęły w ciągu godziny.

W ostatnim liście do córek duchowych ks. Dolindo – przeczuwając swoje odejście – pisze kilka zdań, które brzmią jak swoisty testament duchowy kapłana:

Pocieszajcie ubogich, napełniajcie nadzieją tych, którzy zawodzą z powodu jej braku, przywróćcie ludziom wiarę, zróbcie wszystko, by pojednali się z Bogiem ci, którzy od Niego odeszli, albo też gorzej – którzy się przeciw Niemu zbuntowali w swoim bólu i żyją w mroku swojej ich świadomości, bez jakiegokolwiek pocieszenie, bez nadziei!

Relacje świadków pochodzą z książki „Jezu, Ty się tym zajmij. O. Dolindo Ruotolo. Życie i cuda”, Joanna Bątkiewicz-Brożek, Wydawnictwo Esprit

...

Droga krzyzowa! Znak wielkiej swietosci!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Religia,Polityka,Gospodarka Strona Główna -> Wiara Ojców Naszych Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
cbx v1.2 // Theme created by Sopel & Programy