Forum Religia,Polityka,Gospodarka Strona Główna
Ars Celebrandi.

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Religia,Polityka,Gospodarka Strona Główna -> Wiara Ojców Naszych
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 77512
Przeczytał: 176 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 18:43, 27 Lip 2017    Temat postu: Ars Celebrandi.

[Foto] relacja z Ars Celebrandi – uczty dla miłośników tradycyjnej liturgii
Dawid Gospodarek | Lip 27, 2017

fot. Tomasz Mreńca, [link widoczny dla zalogowanych]
Udostępnij
Komentuj
Drukuj
To wydarzenie wyjątkowe na skalę światową: w największym polskim sanktuarium maryjnym spotykają się ludzie, którzy chcą uczyć się tradycyjnej liturgii: odprawiać, posługiwać jako diakon lub subdiakon, służyć do mszy, śpiewać chorał, renesansową polifonię i tradycyjne pieśni ludowe.
Tradi LoveStory

Zuzanna, studentka położnictwa, jest bardzo ładną dziewczyną, blondynką. Ubrana w kwiecistą spódnicę, od innych „tradycjonalistek” wyróżnia się jednak układem kolczyków w prawym uchu. Jakiś czas po zakończeniu 2-letniego związku spotkała się z byłym chłopakiem. Ten pochwalił się, że korzysta z popularnej aplikacji randkowej. Zuzanna trochę ze złości, trochę z ciekawości, też sobie ją ściągnęła. Zaciekawił ją tam profil zafascynowanego historią informatyka, Bartosza. Szybko znaleźli wspólny język, a nowo poznany chłopak rozmową towarzyszył jej w całonocnych dyżurach w szpitalu. Wreszcie okazało się, że łączy ich również zamiłowanie do tradycyjnej liturgii.

Przez pracę ciężko było im się spotkać, uznali więc, że świetną okazją na to będą warsztaty Ars Celebrandi w Licheniu. Zuzanna już od dawna była zapisana, by śpiewać w polifonicznym chórze, Bartek dosłownie w ostatniej chwili załapał się na zwolnione miejsce (nie planował uczestniczyć w tym roku, bo sztukę służenia do mszy opanował wystarczająco poprzednim roku). I udało się. Wszystkie wolne chwile spędzali razem, Bartosz zaimponował dziewczynie kulturą osobistą i był bardzo szarmancki.
Czytaj także: Ks. Ołdakowski SJ: Wiara bez emocji będzie duchową sklerozą

Pewnego wieczoru w kawiarence przy bazylice zorganizowali sobie swego rodzaju speed dating, wymieniając się szybkimi pytaniami i odpowiedziami, by zorientować się, czy łączą ich wspólne wartości. Bartosz ostatecznie przekonał do siebie Zuzannę, odpowiadając na pytanie o to, ile chciałby mieć dzieci: „Jak będzie dwunaste, to przecież nie zabiję!”. Wtedy oficjalnie zaczęli ze sobą chodzić, a parę miesięcy później byli już narzeczeństwem. Tradycyjna liturgia ich zbliżyła, mimo że praktycznie w kościele maksymalnie oddala – on w prezbiterium służy do mszy, a ona śpiewa na chórze. W maju przyszłego roku odbędzie się piękna, tradycyjna ceremonia ślubna.


Ars Celebrandi 2017

Jest to wydarzenie wyjątkowe na skalę światową: w największym polskim sanktuarium maryjnym spotykają się ludzie, którzy chcą uczyć się tradycyjnej liturgii: odprawiać, posługiwać jako diakon lub subdiakon, służyć do mszy, śpiewać chorał, renesansową polifonię i tradycyjne pieśni ludowe.

W poprzednich edycjach był też warsztat dla organistów czy kurs robienia koronek do szat liturgicznych. Uczą mistrzowie, doceniani w środowisku: chorału Marcin Bornus Szczyciński, polifonii dr Joanna Orzeł (w poprzednich edycjach również Paweł Bębenek), śpiewu ludowego Adam Strug. Na organach grali tacy mistrzowie jak Robert Hugo z Pragi czy Bartosz Izbicki.
Czytaj także: Sanktuarium w Licheniu. Złe siły nie chciały, żeby powstało?

Zjeżdżają się księża, klerycy, zakonnicy, zakonnice i świeccy. W tym roku uczestnicy pochodzili z 35 polskich diecezji oraz 10 zagranicznych. Obecni byli przedstawiciele 16 męskich zakonów i zgromadzeń, w poprzednich edycjach przez warsztaty przewinęło się jeszcze więcej osób w przeróżnych habitach.

Uczestnicy przyjeżdżają z całego świata – Litwa, Białoruś, Czechy, Niemcy, Austria, Francja, nawet Korea Południowa i Stany Zjednoczone. Najmłodszy uczestnik miał 9 lat, najstarszy 70. Wydarzenie zgromadziło 200 osób, w tym 39 kobiet.

Warsztaty są odpowiedzią na rosnące zainteresowanie tradycyjną liturgią. Podczas gdy w 2007 roku, kiedy papież Benedykt XVI ogłosił motu proprio Summorum Pontificum (w którym zaznaczył, że każdy kapłan ma prawo celebrować mszę w formie rytu rzymskiego obowiązującej do wprowadzenia Mszału Pawła VI, a wierni mają prawo takiej liturgii się domagać) było 5 miejsc w Polsce, gdzie co niedzielę odprawiano według dawnego obrządku, dziś jest takich miejsc 40, w dodatku w 119 miejscach celebruje się ją regularnie.

Podczas wydarzenia nie tylko poznaje się techniczne arkana celebracji, ale istnieje możliwość doświadczenia tego, jak rzecz wygląda w praktyce, na trzech różnych formach mszy: recytowanej, śpiewanej i uroczystej (z asystą diakona i subdiakona). Oprócz rytu rzymskiego, od samego początku obecny jest również ryt dominikański.

Dwa razy warsztaty odwiedzili biskupi, dzięki czemu możliwa była liturgia pontyfikalna: bp Atanazy Schneider z Kazachstanu oraz bp Wiesław Mering, honorowy patron wydarzenia. Uczestnicy mogli też doświadczyć starszej liturgii godzin celebrowanej uroczyście, ze śpiewem chorałowym i wziąć udział w wykładach i panelach dyskusyjnych.

Przyszłoroczna edycja Ars Celebrandi planowana jest na 12-19 lipca.

[link widoczny dla zalogowanych]

...

Cenna inicjatywa i doswiadczenie! To tez sztuka.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 77512
Przeczytał: 176 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 14:54, 12 Wrz 2017    Temat postu:

Zafascynowani liturgią Kościoła. Jak mądrze ożywiać tradycję?
Elżbieta Wiater | Wrz 12, 2017
Mysterium fascinans/Facebook
Komentuj


Udostępnij
Komentuj


Gotycka katedra pozostaje dla mnie najdoskonalszym obrazem chrześcijaństwa. Jej stabilne trwanie nie rodzi się z grubości murów. Stoi, bo w jej sklepieniach, filarach i zwornikach działają potężne, przeciwstawne siły. Jest tylko jeden wymóg: te siły muszą się równoważyć.


G
otycka katedra pozostaje dla mnie najdoskonalszym obrazem chrześcijaństwa. Słuchając tegorocznych konferencji i uczestnicząc w modlitwie podczas rekolekcji o liturgii „Mysterium fascinans”, tylko się w tym utwierdziłam. W tym, że w naszą wiarę, dla której źródłem i szczytem jest liturgia, nieodłącznie, wręcz organicznie wpisane jest łączenie przeciwieństw.
Dynamika wzrostu

Minęło dziesięć lat, odkąd po raz pierwszy jesienią zebrała się grupa ludzi zafascynowanych misterium, jakie stanowi liturgia. Przez kilka dni wspólnie w niej uczestniczyli i jednocześnie, słuchając referatów i paneli, zastanawiali się, czym jest taka forma modlitwy.
Czytaj także: [Foto]relacja z Ars Celebrandi – uczty dla miłośników tradycyjnej liturgii

To się nie zmieniło: rekolekcje te przechodzą płynnie od praktykowania liturgii do refleksji nad nią, by znów wrócić do praktyki, która znów prowadziła do namysłu nad tym, co uczestnicy przed chwilą przeżyli.

I głęboko myliłby się ten, kto by uważał, że przyjeżdżają na nie sami księża. Szczerze mówiąc, wśród uczestników stanowią oni mniejszość. Zresztą grupa uczestników jest bardzo zróżnicowana, jest też w niej wiele osób, które przyjeżdżają na „Mysterium fascinans” co roku. Obecnie uczestniczy w nich ponad setka osób w różnym wieku i z różnych stanów Kościoła.
Architektura liturgii

W tym roku głównym gościem rekolekcji był o. Cassian Folssom OSB. Pochodzi ze Stanów Zjednoczonych, ale obecnie mieszka w klasztorze w Nursji (rodzinnej miejscowości św. Benedykta). Sam był inicjatorem fundacji tego domu i wieloletnim opatem. Tym, co jest charakterystyczne dla jego wspólnoty, jest sprawowanie mszy świętej w obu formach rytu rzymskiego: zarówno trydenckiej, jak i posoborowej.

On właśnie w swojej pierwszej konferencji na rekolekcjach mówił, że w dobrze sprawowanej i przeżywanej liturgii zawsze jest obecne napięcie pomiędzy analizą i poznaniem intuicyjnym, intelektem i zmysłami, umysłem i ciałem.

Moja usłużna wyobraźnia od razu podsunęła mi obraz gotyckiego kościoła: jego stabilne trwanie nie rodzi się z grubości murów. Stoi, bo w jego sklepieniach, filarach i zwornikach działają potężne, przeciwstawne siły. I, paradoksalnie, im napięcie między nimi jest większe, tym budynek jest stabilniejszy. Jest tylko jeden wymóg: te siły muszą się równoważyć.

My zaś mamy tendencję do przesadzania z naciskiem na któryś z elementów: w naszej modlitwie jest albo za dużo głowy, albo za dużo zmysłów. Brakuje tej dynamiki, którą od początku mają rekolekcje „Mysterium fascinans”.
Czytaj także: Chcielibyście zobaczyć jak wyglądała msza święta w XV wieku?

Przychodzimy na mszę i chcemy czuć, zachwycać się i unosić drugiego emocjonalnie, albo skorzystać intelektualnie: wysłuchać świetnego kazania, zapamiętać treść czytań, przeanalizować znaczenie gestów i słów. Tymczasem tu trzeba pierwsze czuć, a i drugiego nie zaniedbywać.
Współczesna tradycja

Świetnym dopełnieniem tego skojarzenia było kazanie ks. Wojciecha Węgrzyniaka – mówił m.in. o napięciu między potrzebą zachowania tradycji, a jednocześnie byciu zrozumiałym dla współczesnych.

Później o. Folssom opowiadał, jak w klasztorze w Nursji wrócono do mszy trydenckiej. Pomysł taki pojawił się zaraz po opublikowaniu listu apostolskiego Summorum Pontificum, który zawierał zgodę i zachętę papieża Benedykta XVI do sprawowania tridentiny wszędzie tam, gdzie wierni wyrażą taką potrzebę.

Opat wysłuchał prośby wspólnoty, ale odczekał trzy lata ze zgodą. Kiedy po trzech latach prośba nadal była aktualna, ojcowie zaczęli sprawować taką liturgię. W klasztorze były dwie msze dla wiernych: po jednej w każdej formie rytu, dzięki czemu ta starsza weszła w życie tamtejszych mieszkańców w sposób naturalny jako jedna z opcji.

Kiedy jakiś czas później biskup polecił, by ograniczono liczbę mszy w klasztorze do jednej, opat ogłosił głosowanie, w której formie ma ona być sprawowana. Wygrała msza trydencka. Dzięki powolnemu wprowadzeniu, bez atmosfery „to my teraz pokażemy”, tradycja stała się częścią współczesności.

...

Wszystko odgrywa swoja wlasciwa role...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 77512
Przeczytał: 176 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 15:26, 27 Wrz 2017    Temat postu:

Czy po mszy świętej przy wyjściu trzeba robić znak krzyża wodą święconą?
Ks. Michał Lubowicki | Wrz 27, 2017

Shutterstock
Udostępnij
Komentuj
Drukuj
Wchodzę do kościoła na mszę świętą. Przy wejściu odruchowo wyciągam rękę w stronę kropielnicy z wodą święconą. Ale czy na pewno wiem, co robię? I czy gest trzeba powtórzyć przy wyjściu?

Woda święcona (czyli pobłogosławiona przez biskupa, kapłana lub diakona) to sakramentalium. Kodeks Prawa Kanonicznego w kanonie 1166 nazywa sakramentalia „świętymi znakami, przez które na podobieństwo sakramentów są oznaczone i otrzymywane ze wstawiennictwa Kościoła skutki, zwłaszcza duchowe”. Ich używanie przynosi zbawienne owoce proporcjonalne do wiary, z jaką to robimy.
Czytaj także: Co to są sakramentalia? Odkryj wielką pomoc w przeżywaniu codzienności z Bogiem
Woda święcona – woda oczyszczenia

Nie każde „odruchowe” przeżegnanie się wodą święconą pomaga mi w życiu duchowym, ale jedynie takie, którego dokonuję z wiarą i świadomością tego, co czynię. A co właściwie i po co czynię?

Zwyczaj żegnania się wodą święconą przy wejściu do świątyni ma swoje korzenie jeszcze w Starym Testamencie. Przed Przybytkiem – czyli najważniejszym miejscem w Świątyni Jerozolimskiej – stał specjalny miedziany basen służący do rytualnych obmyć (fachowo: ablucji). Symboliczne kąpiele znane są zresztą w wielu religiach i kultach. Z oczywistych przyczyn niemal od zawsze kojarzono wodę z mocą oczyszczania.

Dla nas, chrześcijan to obmycie ma jednak szczególne znaczenie. Każde użycie wody święconej odsyła nas do fundamentalnego w naszym życiu duchowym wydarzenia, jakim był chrzest święty. To wody chrztu obmyły nas ze zmazy grzechu pierworodnego i to przez nie zostaliśmy włączeni w Tajemnicę Paschy Chrystusa.
Istota znaku krzyża wodą święconą

Kiedy przychodzimy do kościoła na mszę, żegnamy się znakiem krzyża przy użyciu wody święconej, by przypomnieć sobie, uświadomić i w jakiś sposób aktualizować wydarzenie chrztu. To dzięki niemu możemy uczestniczyć w Eucharystii, czyli uobecnieniu męki, śmierci i zmartwychwstania Jezusa. Po to nas ochrzczono, byśmy mogli czerpać z duchowych owoców tej Ofiary. Nie na darmo nazywamy chrzest „bramą sakramentów”.

Chrzest był początkiem, Eucharystia jest pełnią. Na tym świecie nie jesteśmy w stanie głębiej zjednoczyć się z Jezusem ukrzyżowanym i zmartwychwstałym, niż poprzez uczestnictwo w Eucharystii.
Czytaj także: Opuściłem niedzielną mszę. Muszę iść do spowiedzi? Za każdym razem?

Sięgnięcie do kropielnicy przy wejściu do kościoła ma więc dwa cele. Po pierwsze: jest swoistym aktem pokuty – wyrazem mojego pragnienia, by oczyścić się z grzechów, które mogą przeszkadzać mi w pełnym zjednoczeniu z Panem (stąd Kościół wiąże z gestem przeżegnania się wodą święconą tak zwany odpust cząstkowy).

Po drugie: uświadamia mi, w czym przychodzę uczestniczyć. A jest to najważniejsze wydarzenie w całej historii wszechświata – Pascha Jezusa Chrystusa.
A przy wyjściu z kościoła?

Czy po mszy świętej też należy się przeżegnać? Co do zasady, gest żegnania się przy użyciu wody święconej przewidziany jest przy wejściu do świątyni. Ale ma on swoją wartość zawsze, gdy wykonujemy go z wiarą. O ile nie jest czyniony „bezmyślnie” i jedynie odruchowo, o tyle zawsze przynosi pozytywne pod względem duchowym owoce.

Na końcu mszy słyszymy: Idźcie w pokoju Chrystusa. Inaczej: Idźcie, jesteście posłani. Do czego? Przez kogo? Przez samego Pana, by w naszym codziennym życiu „uskuteczniać” Jego Jedyną Ofiarę.

Jeśli wychodząc z kościoła żegnam się wodą święconą, by przypomnieć i uświadomić sobie, że jestem chrześcijaninem i za progiem świątyni mam za zadanie żyć i dzielić się zbawiennymi skutkami tego, w czym właśnie wziąłem udział, to jak najbardziej mogę i powinienem to czynić.

Jeśli robię to jedynie z przyzwyczajenia, to szkoda roboty. Samo, bezmyślne „umoczenie łapki” znaczy tyle, co nic.

...

Tez slyszalem, ze to obmywanie sie z grzechow PRZED wejsciem do Boga. Zatem ,,obmywanie sie" po wyjsciu jest bledem bo wynika jak bysmy w kosciele sie ubrudzili co jest absurdem. Ja taka zasade stosuje ze po wyjsciu jestem oczyszczony.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 77512
Przeczytał: 176 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 13:46, 01 Paź 2017    Temat postu:

Kulminacyjny moment Eucharystii: patrzeć na hostię lub kielich czy schylać głowę?
Ks. Michał Lubowicki | Paźdź 01, 2017
Shutterstock
Komentuj


Udostępnij
Komentuj


To moment mszy świętej, w którym dzieje się coś najważniejszego. Kapłan podnosi wysoko przemienione Ciało Pańskie i Krew Chrystusa. Jak się zachować podczas podniesienia?


G
dybyśmy mieli wskazać najważniejszy moment mszy świętej, wielu z nas powiedziałoby pewnie, że to podniesienie, gdy kapłan ukazuje kolejno przemienioną w Ciało Pańskie hostię i kielich z Krwią Chrystusa. Wszyscy klęczą, ministrant uderza w gong lub w dzwonki. Trudno wyobrazić sobie Eucharystię bez tego „kulminacyjnego” momentu.

Tymczasem przez długie wieki podniesienia po prostu nie było. Miało co prawda krótki epizod w IV wieku, ale potem szybko zanikło. Zaczęto je zalecać ponownie w wieku XI po pokonaniu herezji Berengariusza z Tours, który zaprzeczał realnej obecności Jezusa w Najświętszym Sakramencie, ale pierwsze przepisy liturgiczne wydano w tej sprawie dopiero na początku wieku XIII. I dotyczyły one jedynie podniesienia i ukazania hostii.
Czytaj także: Czy po mszy świętej przy wyjściu trzeba robić znak krzyża wodą święconą?

Podniesienie kielicha pojawia się dopiero w mszale z 1570 roku. Był to dla odmiany wynik konfrontacji z protestantyzmem – podniesienie obu Postaci miało być znów wyrazem wiary w realną obecność Jezusa w Najświętszym Sakramencie, której – przynajmniej w części – protestantyzm zaprzeczał.

Zwyczaj podniesienia Ciała Pańskiego został wprowadzony w tym celu, by wierni mogli adorować prawdziwie obecnego w konsekrowanej hostii Chrystusa. Stąd towarzyszy mu postawa klęcząca i dźwięk dzwonków, którego zadaniem jest zwrócić uwagę wiernych, że oto następuje bardzo ważny moment. Zdarzało się, że na czas podniesienia przed ołtarzem klękali posługujący z pochodniami, by dzięki ich światłu hostia w dłoniach celebransa była lepiej widoczna.

Dodajmy, że podniesienie trwało wówczas nieraz bardzo długo, a na pewno o wiele dłużej niż dziś, gdyż była to jedyna okazja do adoracji widocznego Najświętszego Sakramentu. Dopiero później wymyślono i wprowadzono do powszechnego użytku monstrancję służącą ekspozycji Ciała Pańskiego. Z tamtego okresu pochodził też zwyczaj podtrzymywania przez usługujących do mszy tylnej części ornatu celebransa, który do dziś można zobaczyć podczas celebracji „mszy trydenckiej”. Ornaty były bogato zdobione i przez to ciężkie, więc taka pomoc ułatwiała kapłanowi dłuższe podniesienie hostii.

Podniesienie Ciała i Krwi Pańskiej jest momentem milczącej adoracji i chwilą, w której mamy sobie uświadomić, że to rzeczywiście sam Pan stał się wśród nas jak najprawdziwiej obecny. Niekoniecznie trzeba więc wówczas schylać głowę, czy spuszczać oczy – choć niektórzy tak właśnie wyrażają swoją cześć wobec Tajemnicy.

Zamysł wprowadzenia tego gestu do liturgii był taki, by dać nam możliwość wpatrywania się w Eucharystycznego Jezusa. I warto z tego korzystać. Wielu z nas uczono gdzieś w okolicach przygotowania do Pierwszej Komunii, by wpatrując się w hostię i kielich w chwili podniesienia powtórzyć w myślach wyznanie świętego Tomasza uczynione w Wieczerniku wobec Zmartwychwstałego: „Pan mój i Bóg mój”. To prosta i głęboka praktyka. Wyznanie wiary i akt uwielbienia jednocześnie.

...

Zdecydowanie gdy Jezus nam sie ukazuje w Pelni Chwaly a my schylamy glowy aby nie patrzec? Nie ma to sensu.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 77512
Przeczytał: 176 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 10:03, 08 Paź 2017    Temat postu:

Gdzie i kiedy klękać w kościele? Na jedno czy dwa kolana? A może wystarczy skłon?
Ks. Michał Lubowicki | Paźdź 08, 2017

Udostępnij
Komentuj

Drukuj

Przechodzisz przez środek kościoła: wystarczy skłon czy klękać? Na jedno czy dwa kolana? Jeśli wydaje Ci się, że wiesz tu już wszystko, to możesz się zdziwić…

Nigdy człowiek nie jest tak wielki, jak wtedy, gdy klęczy – mawiał błogosławiony Jan XXIII. Postawa klęcząca wyraża naszą małość, ale także cześć, uwielbienie, podziw i miłość wobec Boga, który się do nas zniża.
Czytaj także: Kulminacyjny moment Eucharystii: patrzeć na hostię lub kielich czy schylać głowę?


Przyklękanie

W przestrzeni liturgicznej kościoła i w samej liturgii wyróżnić możemy dwa rodzaje klękania. Pierwszy to przyklęknięcie, czyli klęknięcie na moment, na jedno kolano. Przyklękamy przechodząc przed tabernakulum, w którym ukryty jest eucharystyczny Jezus.

Uwaga: nie zawsze będzie się ono znajdowało pośrodku kościoła za ołtarzem. Czasami będzie umiejscowione gdzieś z boku. W jego lokalizacji pomoże nam tak zwana „wieczna lampka” – czerwone światełko nieustannie palące się w pobliżu miejsca przechowywania Najświętszego Sakramentu.

Przyklękamy więc nie pośrodku kościoła, a przed tabernakulum. W ten sposób oddajemy cześć obecnemu w nim Jezusowi.


Kiedy skłon, a kiedy przyklęknięcie?

Jeśli przechodzimy przed ołtarzem, za którym nie ma tabernakulum (lub jeśli tabernakulum jest akurat puste) pozdrawiamy ołtarz (jako święte miejsce, na którym dokonuje się ofiara) przez wykonanie głębokiego skłonu.

Warto przyklęknąć też na jedno kolano podchodząc procesjonalnie do Komunii. Pięknym zwyczajem jest także przyklęknięcie, gdy na ulicy spotykamy kapłana, który idzie z Komunią do chorych lub umierających. Ma wtedy na sobie komżę i stułę, a na szyi zawieszoną bursę (czyli ozdobną „torebkę” na Najświętszy Sakrament), więc łatwo się zorientować.
Czytaj także: Komunia roznoszona chorym. Jak? Kiedy? Po co?

Prosty gest przyklęknięcia (ewentualnie głębokiego skłonu, jeśli akurat stoimy po kostki w błocie) nabiera wtedy charakteru pięknego wyznania naszej wiary w tego, który przyszedł, aby być „Bogiem z nami”.


Kiedy na dwa kolana?

Na dwa kolana klękamy w czasie konsekracji (inaczej: przeistoczenia chleba i wina w Ciało i Krew Chrystusa) oraz po śpiewie „Baranku Boży”, gdy kapłan ukazuje hostię mówiąc: „Oto Baranek Boży”, tuż przed Komunią. Kiedy na ołtarzu znajduje się wystawiony do adoracji Najświętszy Sakrament lub gdyby zdarzyło się nam przechodzić przed ołtarzem podczas mszy już po konsekracji, wtedy także klękamy na oba kolana.

Jednak przed konsekracją – ale podczas mszy – wykonujemy w takiej sytuacji jedynie skłon w stronę ołtarza (nawet jeśli za nim jest tabernakulum), jako że w tym momencie to ołtarz jest centrum akcji liturgicznej. O tabernakulum na ten czas niejako „zapominamy”. Tak przynajmniej podpowiada wielu liturgistów.

Jeśli przyjmujemy Komunię klęcząc, również robimy to klękając na dwa kolana. W ten sam sposób oddajemy cześć krzyżowi wystawionemu do adoracji w Wielki Piątek i Wielką Sobotę – od Liturgii męki Pańskiej aż do Wigilii Paschalnej. We wszystkie inne dni cześć krzyżowi oddajemy przez skłon.


Miłosny savoir-vivre

W ograniczonej przestrzeni liturgicznej trzeba będzie nieraz zdecydować się na ograniczenie ilości tych gestów czci. Kiedy wchodzę do niewielkiej kaplicy lub przechodzę przed ołtarzem, za którym znajduje się tabernakulum, a obok ołtarza stoi krzyż, nie jest konieczne bym wykonał jedno przyklęknięcie i dwa skłony. W jednym geście przyklęknięcia mogę wyrazić całą moją cześć i miłość. Nie ma wtedy potrzeby jeszcze dodatkowo się kłaniać. Nie są to bowiem gesty magiczne, ale gesty miłości.
Czytaj także: Czy klękać przed telewizorem? Czy trzeba się przeżegnać przed ekranem?

Dlatego zupełnie bez sensu jest praktykowany uparcie – zwłaszcza w okolicach kruchty – „katolski przykuc”. Człowieku, daj sobie spokój. Wyrażanie czci i miłości przez wypinanie tylnej części ciała to naprawdę słaby pomysł.

Przyklękanie i klękanie nie są zresztą obowiązkowe. Nieprzyklęknięcie przed tabernakulum nie jest grzechem. Tak samo jak grzechem nie jest, gdy nie powiem komuś „dzień dobry” albo „dziękuję”. To „tylko” brak kultury. Nikogo nie trzeba chyba przekonywać, że warto umieć zachować się przy stole. Przy Stole Pańskim również.

...

I oczywiscie niepelnosprawni nie musza.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Religia,Polityka,Gospodarka Strona Główna -> Wiara Ojców Naszych Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
cbx v1.2 // Theme created by Sopel & Programy