Forum Religia,Polityka,Gospodarka Strona Główna
Ojcostwo .
Idź do strony 1, 2, 3, 4  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Religia,Polityka,Gospodarka Strona Główna -> Wiedza i Nauka / Co się kryje we wnętrzu człowieka.
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 89107
Przeczytał: 125 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 19:29, 30 Paź 2014    Temat postu: Ojcostwo .

Walczył o córkę do samego końca. "Zrobiłem to dla mojej Alicji"

470 kilometrów potu, bólu i wyrzeczeń. W głowie tylko jeden cel – pomóc córce. Tak swoją rowerową podróż z Radomia do Gdańska opisywał Sławomir Adamczyk, ojciec niewidomej, 2-letniej Alicji. Kolarzowi udało się dojechać do mety i zebrać 100 tys. złotych. Dzięki tym pieniądzom lekarze z Indii zoperują dziewczynkę.

Rodzina Adamczyków pochodzi z Radomia. Już w czasie ciąży lekarze zdiagnozowali u dziewczynki niedorozwój tarcz wzrokowych. Oznaczało to, że Alicja będzie niewidoma, a świat będzie odbierać jedynie za pomocą pozostałych zmysłów. Szczęśliwie - nie jest to choroba nieuleczalna i wadę małej Alicji można usunąć w sposób operacyjny. Jednak koszty są ogromne.

Rodzice dziewczynki szukali najtańszego rozwiązania, aby ominąć niepotrzebne koszty. Niestety przy tej wadzie istnieje tylko jedna droga do całkowitego wyleczenia. Chorobę można zwalczyć wyłącznie za pomocą komórek macierzystych. W Polsce żadna klinika nie leczy w ten sposób przypadłości, na którą zapadła Alicja. Jedynym ośrodkiem na świecie jest indyjska klinika w New Dehli. Tamtejsi lekarze po zapoznaniu się z dokumentację medyczną zgodzili się przeprowadzić zabieg.

Problemem jednak były pieniądze. Wszystkie koszty związane z operacją to ponad 100 tys. zł. Rodzice dziewczynki nie mieli takich środków.

Zdesperowany ojciec chorej dziewczynki postanowił zebrać tę kwotę i ruszył w Polskę. Przejechał rowerem 470-kilometrową trasę z Radomia do Gdańska, aby nagłośnić swój cel. Po drodze zatrzymywał się we wszystkich większych miejscowościach i kwestował. Mężczyźnie udało się odwiedzić takie miasta jak Warka, Góra Kalwaria, Warszawa, Legionowo, Płońsk, Rypin, Brodnica, Kwidzyn oraz Tczew. Podjęta akcja zakończyła się całkowitym powodzeniem.

Gdańsk wybrał na cel podróży, ponieważ "jest to duże, piękne miasto mieszczące się na krańcu naszego kraju, w którym mam nadzieję znajdą się ludzie zainteresowani historią małej niewidomej Alicji i będą chcieli pomóc jej zobaczyć ten piękny świat na własne oczy".

"Chciałbym poinformować, że zebraliśmy potrzebne pieniądze na leczenie Alicji i 26 listopada wylatujemy na leczenie do New Delhi!" – napisał dziś Pan Sławomir Adamczyk. - Już 27 mamy pierwsze spotkanie z lekarzami i rozpoczynamy leczenie komórkami macierzystymi! Dziękujemy za wszelką pomoc – powiedział tata dziewczynki.

Rodzina wylatuje z Polski 26 listopada. Pierwsze spotkanie 2-letniej Alicji z lekarzami odbędzie się następnego dnia.

>>>

Tak niektorzy ojcowie potrafia bardziej niz matki kochac dzieci ale to wyjatki . Reguly sa jasne . Tak jak matka nie kocha nikt .



Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 89107
Przeczytał: 125 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 19:56, 14 Maj 2015    Temat postu:

Zapomniał o córeczce. Rozpaczliwy telefon ojca na numer alarmowy


Chwile grozy przeżył ojciec, który zapomniał o swojej małej córeczce i zostawił ją zamkniętą w samochodzie. Wydarzenie miało miejsce niedaleko Bostonu (USA). Telefon ojca na numer alarmowy był prawdziwie rozpaczliwy. Służby przybyłe na miejsce zdarzenia znalazły dziewczynkę w dobrym stanie. Kiedy ojciec wrócił na parking, to był tak roztrzęsiony, że to jemu potrzebna była pomoc.

CNN dotarło do rozmowy zrozpaczonego ojca z dyspozytorką. Mężczyzna, który pracuje w Instytucie Technologicznym Stanu Massachusetts (MIT), był przerażony. Kiedy wrócił do swojego samochodu, znajdowały się przy nim służby ratunkowe. Ludzie, którzy go widzieli opisują, że to on potrzebował pomocy medycznej bardziej, niż jego dziecko.

...

Ojciec może zapomnieć o dziecku... BO NIE JEST MATKĄ! Co jak widać nie wynika z kompletnego braku miłości! Taka natura. Jak ma problemy w pracy czy cos to tak się o tym zamysli że zapomni. Taka budowa mózgu. I nie można mieć pretensji. Mężczyźni koncentrują się na problemie całym sobą. Stąd są naukowcami i wynalazacami. A kobiet tu mało bo inny mózg.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 89107
Przeczytał: 125 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 18:58, 24 Lip 2015    Temat postu:

Mazowsze: ojciec naraził własne życie ratując córkę

Dziewczynka trafiła jednak do szpitala podobnie jak jej ojciec, którego stan jest poważny - Norbert Litwiński / Onet

O włos od tragedii w powiecie sokołowskim na Mazowszu. W Niemirkach na jadące rowerkiem dziecko ruszyła załadowana przyczepa, która odpięłą się od jadącego z naprzeciwka ciągnika. Trzylatkę uchroniła przed śmiercią tylko błyskawiczna reakcja ojca - poinformował oficer prasowy sokołowskiej policji aspirant sztabowy Sławomir Tomaszewski.

Mężczyzna odepchnął dziecko, jednak sam nie zdołał uciec i został przejechany przednim kołem przyczepy. Maszyna zatrzymała się na pobliskim drzewie, w które wbił się jej dyszel.

Dzięki trzeźwej reakcji ojca dziecko, choć zostało przyciśnięte do siatki ogrodzeniowej nie odniosło poważniejszych obrażeń. Dziewczynka trafiła jednak do szpitala podobnie jak jej ojciec, którego stan jest poważny. Na szczęście życiu mężczyzny nie zagraża niebezpieczeństwo.

Zarówno ciągnik, jak i przyczepa były w fatalnym stanie technicznym. 51-latek, który kierował maszyną miał ponadto 0,2 promila alkoholu w organizmie. Policjanci zatrzymali mu prawo jazdy. Teraz odpowie za spowodowanie wypadku drogowego.

...

Klasyczne ojcostwo.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 89107
Przeczytał: 125 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 18:53, 16 Sie 2015    Temat postu:

Śląskie: powstaje kalendarz poświęcony ojcom niepełnosprawnych dzieci


Ojcowie zaangażowani w wychowanie i rehabilitację swoich niepełnosprawnych dzieci opowiedzą swoje historie i wezmą udział w sesji zdjęciowej do charytatywnego kalendarza na rzecz Regionalnej Fundacji Pomocy Niewidomym w Chorzowie (Śląskie).

- Chcemy pokazać, że ojcostwo dzieci niepełnosprawnych może funkcjonować na różne sposoby. Niektórzy ojcowie decydują się na rezygnację z pracy i całkowite poświęcenie się dziecku, inni pracują jeszcze więcej, by móc utrzymać rodzinę, gdy matka zajmuje się dzieckiem, jeszcze inni wspierają byłe już żony czy partnerki w opiece nad niepełnosprawnym dzieckiem – podkreśliła pomysłodawczyni przedsięwzięcia Olga Kostrzewska–Cichoń.
REKLAMA


To już druga taka inicjatywa – w ubiegłym roku bohaterkami charytatywnego kalendarza były matki podopiecznych fundacji.

W tegorocznym kalendarzu "12 wspaniałych ojców" znajdą się robione na Śląsku czarno–białe zdjęcia ojców ze swoimi dziećmi (wszystkimi, nie tylko tymi niepełnosprawnymi), a także informacje o dzieciach i ich rehabilitacji. Dochód w całości przeznaczony będzie na rzecz fundacji.

- To ma być reportaż, opowieść o silnych facetach, którzy oczywiście czasem też mają swoje słabości, obawy, jednak ich historie mają pokazać innym, aby się nie bali – zaznaczyła Kostrzewska–Cichoń.

- Jeden z ojców całkowicie zrezygnował z pracy i przyznaje się, że nie wie, czy za parę lat, kiedy dziecko stanie się bardziej samodzielne, będzie w stanie do niej wrócić. Inny ojciec wyznaje, że marzył, by być piłkarzem, a jego syn najprawdopodobniej nigdy nie będzie chodził – dodała inicjatorka.

Ojcowie angażują się w pomoc wiedząc, jak istotna w opiece nad dzieckiem jest siła fizyczna. - To ważny aspekt. Często trzeba mieć sporo siły, by na przykład podnieść i przenieść na wózek kilkuletnie dziecko – powiedziała Kostrzewska–Cichoń.

Prezes fundacji Norbert Galla podkreślił, że ojcowie coraz częściej angażują się w opiekę nad dziećmi. - Rzeczywiście, coraz więcej ojców przyjeżdża ze swoimi dziećmi na rehabilitację. Tego jeszcze parę lat temu nie było. Myślę, że teraz model rodziny się trochę zmienił – powiedział.

Kostrzewska–Cichoń przypomniała, że wychowanie niepełnosprawnego dziecka wymaga nieustannej opieki nad nim, "uczestniczącej obecności". - Rokowania dzieci są lepsze, jeśli rodzice regularnie z nimi pracują. Zajęcia z terapeutami w fundacji odbywają się średnio dwa razy w tygodniu, więc to rodzice na co dzień są rehabilitantami swoich dzieci – dodała inicjatorka przedsięwzięcia.

Regionalna Fundacja Pomocy Niewidomym z siedzibą w Chorzowie zajmuje się kompleksową rehabilitacją oraz wczesnym wspomaganiem rozwoju psychoruchowego dzieci niewidomych i niedowidzących z dodatkowym kalectwem. Obecnie pod opieką fundacji – jak podała Kostrzewska–Cichoń – znajduje się ponad 250 dzieci.

W 2016 r. fundacja ma otworzyć w Ziemięcicach w powiecie tarnogórskim szkołę z tzw. pionem terapeutycznym. Od pierwszego września przyszłego roku, w budynkach przystosowanych dla osób niepełnosprawnych, prawie 70 dzieci otrzyma możliwość kształcenia w szkole podstawowej i gimnazjalnej, z czego ponad 30 zostanie zakwaterowanych w tamtejszym internacie.

...

Dobry pomysl.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 89107
Przeczytał: 125 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 15:32, 14 Wrz 2015    Temat postu:

The Independent
To zdjęcie błyskawicznie obiegło sieć. Zachowanie ojca zachwyciło internautów

To zdjęcie błyskawicznie obiegło sieć. Zachowanie ojca zachwyciło internautów - [link widoczny dla zalogowanych]

Fotografia ojca, który trzyma parasol nad swoim synkiem, a sam moknie, w mgnieniu oka obiegła media społecznościowe - pisze "The Independent".

Nic dziwnego, obrazek jest naprawdę poruszający. Tata, cały przemoczony, idzie obok swojego syna trzymając parasolkę tuż nad głową malca. Nie dba o siebie, a o swoje dziecko.

Zdjęcie, rzekomo zrobione w Vancouver, zostało opublikowane w sieci z prostym tytułem: "Ojcowie". Pod nim zaczęła się poruszająca dyskusja. Jeden z komentarzy pod fotografią brzmiał: "Mojego taty nie było przy mnie, gdy byłem dzieckiem. Czy będę umiał być dobrym ojcem dla moich dzieci?" Odpowiedź na ten post była wzruszająca: "Widzisz, tata nie tylko troszczy się o dziecko. On pokazuje dziecku jak stawiać innych, a nie siebie na pierwszym miejscu".

Fotografia ma już przeszło 3 miliony odsłon i tysiące udostępnień. Internauci są zachwyceni nie tylko samym zdjęciem, ale i postawą mężczyzny. Bo - jak się mówi - ojcem może być każdy, ale tylko ktoś wyjątkowy zostaje tatą.

...

Jest to pewien symbol.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 89107
Przeczytał: 125 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 19:06, 28 Sty 2017    Temat postu:

gosc.pl → Wiadomości → Dzieciom brakuje męskich wzorców
Dzieciom brakuje męskich wzorców
PAP
dodane 28.01.2017 15:22 Zachowaj na później

HENRYK PRZONDZIONO /Foto Gość


W Polsce jedna piąta ojców jest nieobecna, a to właśnie ojcowie mają największy wpływ na to, jak dzieci radzą sobie w relacjach z innymi ludźmi. Ojciec jest dla dziecka mistrzem, mentorem - mówili eksperci w trakcie sobotniej konferencji "Doceńmy każde życie".

W trakcie konferencji zorganizowanej przez Konfederację Kobiet Rzeczpospolitej Polskiej i Narodową Organizację Kobiet, psycholog Maria Woźniak z Chrześcijańskiego Ośrodka Psychologicznego mówiła o "nieobecnych" ojcach, których w Polsce i Wielkiej Brytanii jest, jak podała, jedna piąta; a w Stanach Zjednoczonych - połowa.

"Relacja z ojcem jest relacją, która jest wyjątkowa - ojcowie są pierwszymi regulatorami społecznego życia dzieci. Miłość ojca jest miłością warunkową i dziecko na bazie tej relacji będzie konstruowało swoje kontakty ze światem zewnętrznym" - mówiła Woźniak dodając, że dzisiaj brakuje mężczyzn angażujących się w wychowanie młodego pokolenia. "Kto może wyprowadzić chłopców z pokoju, w którym grają w gry komputerowe? Tylko ojciec - mistrz, mentor" - podkreśliła Woźniak.

Jak zaznaczyła, 54 proc. dzieci wychowanych przez jednego rodzica częściej otrzymuje diagnozy zaburzeń (szczególnie zaburzeń uwagi). Kiedy tata jest w domu, dzieci są mniej zagrożone biedą, rzadziej też pojawiają się zaniedbania fizyczne, emocjonalne i edukacyjne. "Kiedy tata jest w domu - mówią badania amerykańskie - dzieci zdobywają lepsze oceny, częściej uczestniczą w zajęciach pozalekcyjnych, rzadziej powtarzają klasę" - powiedziała Woźniak. W trakcie swojego wykładu zwróciła też uwagę na przekaz medialny, jaki otrzymują dzisiejsze młode kobiety: "Nie wyglądasz, nie jesteś obiektem seksualnym - nie istniejesz".

Małgorzata Terlikowska, etyk, mówiąc o roli mężczyzny w obronie życia zwróciła uwagę, że z relacji kobiet, które dokonały aborcji mężczyzna jawi się jako bohater negatywny - ktoś, kto całą odpowiedzialność zrzuca na kobietę. "Dla zwolenników aborcji ojciec jest niewidoczny" - przekonywała Terlikowska dodając, że nie rozumie, dlaczego ojciec, który uczestniczył przy powoływaniu do życia dziecka nie powinien uczestniczyć w decydowaniu o dalszym jego losie.

O tym, że płeć człowieka znana jest od momentu poczęcia, a od momentu urodzenia manifestuje się na różne sposoby, mówiła w trakcie konferencji prof. Urszula Dudziak z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Przekonywała, że już od dzieciństwa widać rozmaitość zainteresowań w zależności od płci; i chociaż każdy człowiek ma indywidualne uzdolnienia i wybór określonego zawodu jest sprawa indywidualną, to istnieją pewne "predyspozycje typowo kobiece i męskie".

Podkreśliła, że od kobiet oczekuje się łagodności, cierpliwości, wrażliwości, empatii, uprzejmości, umiejętności komunikacji i dokładności, natomiast od mężczyzn: aktywności, przywództwa, odwagi, zdecydowania, zorganizowania, odpowiedzialności, waleczności i siły.

"Gdziekolwiek idziemy czy wkraczamy na jakąkolwiek drogę powinien nam przyświecać zasadniczy cel - miłość. Jak mówiła, być kobietą to być matką, ale nie tylko w aspekcie rodzenia własnych dzieci. "Na Matkę Teresę z Kalkuty wszyscy mówili 'matka', chociaż nigdy nie urodziła własnego dziecka" - podkreśliła prof. Dudziak. Jako największe zagrożenia dla kobiecości w dzisiejszym świecie wymieniła m.in. pornografię, rozwiązłość seksualną, antykoncepcję, aborcję, in vitro, rozwody i konkubinaty; uzależnienia oraz "skrajny feminizm".

...

To jest caly Zachod.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 89107
Przeczytał: 125 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 16:29, 20 Kwi 2017    Temat postu:

Potwierdzone naukowo: ojciec jest niezbędny przy wychowywaniu dziecka
Revista Pazes | Kwi 19, 2017
KannaA/Shutterstock
Komentuj


Udostępnij
Komentuj


Obecny przy dziecku i czuły ojciec ma na rozwój osobowości dziecka ogromny wpływ. Maluch czuje się bezpieczny, a w dorosłym życiu łatwiej nawiązuje relacje uczuciowe.


G
dy maluch czuje się odrzucony, uaktywniają się w jego mózgu te same obszary jak wówczas, kiedy się skaleczy, z tą jednak różnicą, że ból psychiczny może odżywać latami, doprowadzając do poczucia niepewności, wrogości i tendencji do agresji.

Nie ma najmniejszej wątpliwości, że matczyna miłość jest czymś fundamentalnym w życiu każdego dziecka. Przecież jeszcze w XXI wieku nasza kultura obarcza matkę odpowiedzialnością (niemal wyłączną) za troskę o dzieci (czy dziecko się awanturuje, czy bije kolegę, czy kiepsko sobie radzi w szkole, „to wszystko matki wina” – czyż nie takie opinie zazwyczaj słyszymy?).

Jaką rolę odgrywa więc w tej historii ojciec? Ostatnie badania wykazują, iż jest on bardzo ważny w procesie kształtowania się osobowości dziecka. Te same badania przedstawiają, w jaki sposób rozwijają się rozmaite cechy osobowościowe dziecka aż do osiągnięcia przez nie wieku dojrzałego.
Czytaj także: Jak być dobrym ojcem?

Naukowcy z Uniwersytetu w Connecticut w USA, dowodzą, że dzieci z całego świata reagują w ten sam sposób na odrzucenie przez swych opiekunów lub przez osoby, z którymi łączy je silna więź emocjonalna.

Gdy porzucenie pochodzi od ojca, pozostawia bardzo głębokie ślady.

Według naukowców, którzy przeanalizowali 36 studiów dotyczących ponad 10 000 osób, dzieci i dorosłych, odrzucenie przez ojca ma taki potężny wpływ przede wszystkim dlatego, że jest bardziej powszechne niż porzucenie przez matkę. Również z tego powodu, że figura ojca wiąże się z prestiżem i władzą – dla dziecka oznacza to, że zostało zapomniane lub odepchnięte przez kogoś, kogo wszyscy uważają za bardzo ważną osobę.

A oto najsmutniejszy aspekt tej trudnej sytuacji: badania wykazały, że dzieci odczuwają odrzucenie, jakby to był rzeczywisty fizyczny ból. Gdy maluch czuje się odrzucony, uaktywniają się w jego mózgu te same obszary jak wówczas, kiedy się skaleczy, z tą jednak różnicą, że ból psychiczny może odżywać latami, doprowadzając do poczucia niepewności, wrogości i tendencji do agresji.
Czytaj także: Ojcostwo – prawdziwie męska przygoda. Nowa kampania Fundacji Mamy i Taty

Na koniec dobra wiadomość: obecny przy dziecku i czuły ojciec ma na rozwój jego osobowości wpływ dokładnie odwrotny – maluch czuje się bezpieczny, rośnie szczęśliwy, a w dorosłym życiu łatwiej nawiązuje relacje uczuciowe.

Tekst ukazał się w portugalskiej edycji portalu Aleteia

...

Juz tak oczywiste rzeczy trzeba potwierdzac.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 89107
Przeczytał: 125 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 8:45, 21 Kwi 2017    Temat postu:

RMF 24
Fakty
Polska
Przeszedł ponad pół tysiąca kilometrów, żeby zebrać pieniądze dla syna
Przeszedł ponad pół tysiąca kilometrów, żeby zebrać pieniądze dla syna

Wczoraj, 20 kwietnia (11:50)

Piotr Wróbel szedł 13 dni z Katowic do Gdańska po to, żeby jak najwięcej osób dowiedziało się, że 1 procent podatku można przekazać na jego syna, który cierpi na autyzm. Tata miał ze sobą niewielki plecak z najpotrzebniejszymi rzeczami oraz GPS. Korzystał z noclegów i posiłków oferowanych przez życzliwych ludzi. W środę w końcu dotarł nad morze, a w czwartek rano wrócił autobusem do Katowic. "Wolę jednak iść, niż siedzieć tyle godzin w autokarze" - powiedział.
Pan Piotr w drodze
/Facebook /


Nie było dnia, w którym pan Piotr zrobiłby sobie przerwę dłuższą niż na nocleg. Wędrował też w święta.

Wtedy było najintensywniej. Może po to, żeby zapomnieć, że nie jestem w domu. To nie były łatwe momenty - powiada tata 5-letniego Iana. Właśnie rozłąka była dla niego najtrudniejsza.

W środku trasy zdarzały się kryzysy. Pan Piotr zmagał się również z bólem nóg i gorączką. Były takie momenty, że myślałem, że to koniec. Ale następnego dnia wstawałem i szedłem dalej - mówi.

Każdego dnia pan Piotr pokonywał ok. 40 km. Pomagali mu życzliwi ludzie. Częstowali herbatą, jedzeniem, tym, co mieli. Pomagali dobrym słowem. To też jest bardzo ważne - wylicza.

"515 km dla Iana" - tak Piotr Wróbel nazwał swoją wędrówkę i profil na Facebooku, gdzie można było obserwować, jak zbliża się do celu.

TU ZNAJDZIESZ SZCZEGÓŁY AKCJI
[link widoczny dla zalogowanych]

Co dalej? Wędrówka to półśrodek do tego, co robię. Celem jest 1 procent, a przede wszystkim wyprowadzenie Iana z autyzmu, albo zrobienie tego, co w naszej mocy, żeby Iana z autyzmu wyprowadzić. Teraz mam na to siłę , bo ta wędrówka też po to była - opowiada tata 5-latka.

Pieniądze są potrzebne na rehabilitację, badania , zajęcia dydaktyczne.

Zmęczony, ale pełen nadziei pani Piotr, nie będzie długo odpoczywał.

Życie płynie dalej. Zajęcia u logopedy... trzeba wrócić do codzienności - skwitował tuż po powrocie do Katowic.


(ug)
Anna Kropaczek

...

Brawo to jest ojciec!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 89107
Przeczytał: 125 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 13:26, 23 Maj 2017    Temat postu:

Gdy zostaniesz ojcem, zrozumiesz… Litewski trener mówi o tym, co ważne
Dominika Cicha | Maj 23, 2017

Komentuj


Udostępnij
Komentuj


Brazylijski koszykarz Augusto Lima opuścił ważne mecze, by zaopiekować się nowo narodzonym dzieckiem. Co na to jego trener?


T
o była zwyczajna konferencja prasowa przed półfinałowymi rozgrywkami w koszykarskiej lidze. W pewnej chwili z ust dziennikarza padło pytanie o Augusta Limę. Brazylijski koszykarz niedawno został ojcem i dlatego opuścił znaczące rozgrywki.

– Czy to normalne, że zawodnik opuszcza drużynę podczas półfinału? – usłyszał trener drużyny Žalgiris Kaunas.

Šarūnas Jasikevičius, litewski koszykarz, który ma na swoim koncie wiele sukcesów odpowiedział:

Ma pan dzieci? Kiedy będziesz je miał, młodzieńcze, zrozumiesz. Bo to szczyt ludzkiego doświadczenia. Myślisz, że koszykówka jest najważniejszą rzeczą w życiu?

Kiedy zobaczysz swoje pierwsze dziecko, zrozumiesz, co jest najważniejszą rzeczą w życiu. Przyjdź wtedy i porozmawiaj ze mną. Nie ma nic bardziej majestatycznego na świecie niż narodziny dziecka. Wierz mi. Ani żadne tytuły, ani nic innego. Augusto Lima jest teraz emocjonalnie w niebie. Bardzo się z tego cieszę.


Internauci nie szczędzą Jasikevičiusowi komplementów. Piszą: „To prawdziwy gentleman”, „Ogromny szacunek dla niego”, „Wspaniały trener!”.

...

Brawo! W koncu gdy jest cokolwiek wazniejszego nie podporzadkowujemy tego temu co mniej wazne.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 89107
Przeczytał: 125 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 14:06, 28 Maj 2017    Temat postu:

Litza: Bałem się – kolejnego dziecka, przeprowadzek, kolejnego miesiąca [wywiad]
Marta Januszewska | Maj 27, 2017
REPORTER
Komentuj


Udostępnij
Komentuj


"Dla mnie sprawa ojcostwa była istotna od samego początku małżeństwa, dlatego, że wraz z żoną pochodzimy z rodzin, gdzie ojcowie nie wytrzymali, zdezerterowali" - mówi Robert Friedrich "Litza" w wywiadzie dla Aletei.


Z
namy go z Acid Drinkers, Arki Noego, 2 TM 2,3 i Luxtorpedy. Mąż z 29-lenim stażem, ojciec siedmiorga dzieci, dziadek. O sobie mówi: po pierwsze chrześcijanin. Robert Friedrich „Litza” jest jednym z bohaterów audiobooka „Ojcostwo 2.0” (wyd. 2 Ryby). Nam opowiada o ojcostwie (ale i macierzyństwie), zadaniach ojca, strachach i umieraniu.

Marta Januszewska: Zauważyłeś, że wśród ojców, zwłaszcza młodych, pojawia się trend: celebrowanie swojego ojcostwa?

Robert Friedrich „Litza”: Jeżeli którykolwiek z ojców jest dumny z tego, że jest ojcem, to bardzo dobrze, bo kryzys ojcostwa to fakt. Z różnych powodów. Wojny czy różne sytuacje polityczno-ekonomiczne sprawiły, że rodzina jest w rozsypce. Jeśli więc ojcowie odzyskują ten kierunek, to dobrze. Dla mnie sprawa ojcostwa była istotna od samego początku małżeństwa, dlatego, że wraz z żoną pochodzimy z rodzin, gdzie ojcowie nie wytrzymali, zdezerterowali. Matki nas samotnie wychowywały. Kiedy zdecydowaliśmy się na małżeństwo, chciałem wytrwać, mieć jakąś siłę, żeby na przekór różnym trudnościom i przeciwnościom sprostać zadaniom ojca. Na pomoc na pewno przyszła nam Ewangelia, Słowo Boże. Wróciliśmy z żoną po wielu latach do Kościoła. To nas wspiera i pomaga być dobrym ojcem i dobrą matką. Ten temat od samego początku był dla nas ważny. Pierwsza piosenka Arki była o ojcu: „Dziękuję ci, tato, za wszystko, co robisz” mimo upływu lat jest aktualna. A w międzyczasie na kilku nowych płytach pojawiły się znowu tematy ojca („Najlepszy tata na świecie”).

Kim jest ojciec dla swoich dzieci, prócz tego, że jako rodzic ma darzyć je troską, opieką, zapewnić wikt i opierunek?

Oczywiście troska, opieka, zapewnienie godnego życia – to wszystko wpisuje się w zadania ojca, ale fundamentem i głównym zadaniem ojca jest przekazywanie wiary. Wiąże się to z tym, że najpierw ojciec musi mieć doświadczenie wiary, żeby przekazywać je dzieciom. Z tego będę się rozliczał na Sądzie Ostatecznym, a nie z tego, czy bawiłem się z nimi dużo klockami, czy chodziłem na spacery nad rzekę.
Czytaj także: Konrad Kruczkowski: Nie chcę być tatą na pokaz [wywiad]

W audiobooku „Mężczyzna 2.0. Rzecz o męskości i ojcostwie” pytany o to, kim jesteś, odpowiadasz najpierw: chrześcijanin. Dlaczego nie: mężczyzna?

Dusza nie ma męskiej albo żeńskiej orientacji. Dusza człowieka jest oblubienicą Chrystusa, niezależnie od tego, czy jesteś kobietą, czy mężczyzną. Patrząc szerzej na swój byt, który dzisiaj jest cielesny, ale potem będzie duchowy, bycie mężczyzną jest tylko krótkim epizodem. Generalnie patrzę na moją duszę, a ona ma apetyt na życie wieczne. To dlatego myślę, że „chrześcijanin” to pierwsza rzecz. Poza tym, co to znaczy być chrześcijaninem? To znaczy mieć w sobie ducha Jezusa Chrystusa Zmartwychwstałego, który pokonał śmierć. Wtedy pojawiają się wszystkie rzeczy, jak męstwo, bycie dobrym mężem, podporą żony, bycie ojcem, który dba, człowiekiem, który więcej usprawiedliwia niż sądzi – i tak mógłbym wymieniać. To wszystko nie jest wynikiem ludzkich wysiłków. To prezent od Pana Boga. Można go dostać tylko, jeśli się chce go dostać. Pytanie, czy taka świadomość jest u mnie dzisiaj, że chcę o prosić o to, by być takim człowiekiem? Ale najpierw muszę dostać ducha Chrystusa, reszta jest konsekwencją. To samo w małżeństwie. Co to znaczy, że Bóg jest tam na pierwszym miejscu? To, że ja wtedy jestem bliżej żony. Jeżeli to ją postawię na pierwszym miejscu, to jest tragedia. Wtedy rodzi się miłość afektywna. A to nie jest miłość, tylko jakaś próba politycznej negocjacji albo dbanie o swoje interesy. To już wchodzimy w głębsze filozofowanie. Ale generalnie: im bliżej jestem Boga, tym bliżej żony, więc na początku Bóg, na początku chrześcijanin. A cała reszta z tego wynika.






Ale jeżeli tak postawić sprawę, to można też wyciągnąć wniosek, że nie ma znaczenia, kto wychowuje: czy ojciec, czy matka, skoro chrześcijaninem jest każdy?

Nie wiem, czy każdy. Podobno w Europie jest kilku chrześcijan, ale to wystarczy (śmiech).

Ale jednak „mama to nie jest to samo, co tato”?

Są pewnie obszary, gdzie ojciec jest odpowiedzialny za pewien postęp i rozwój… Inaczej. Mama bardzo mocno wpływa na całą sferę uczuciową. Jest od tego, żeby przekazać pewną delikatność, romantyczność – no właśnie uczuciowość, a ojciec jest od tego, że poruszyć takiego człowieka, którego dostał pod opiekę i zainspirować do działania. Jeśli jest matka i ojciec to wszystko się trzyma razem, uzupełnia, człowiek ma chęć do życia, do działania, do tworzenia, ale też robi to z sercem, za które jest odpowiedzialna matka. Myślę, że problem współczesnego człowieka jest taki, że gdzieś brakuje albo matki, albo ojca i potem jest nierównowaga. Człowiek jest na przykład bardzo mocno rozwinięty emocjonalnie, romantyczny, dlatego mamy tyle dzisiaj różnych nerwic, depresji i romantycznych uniesień, ale za tym idzie mało praktycznych rzeczy. Nie mamy siły do życia. Czasami widzę młodzież, dwudziesto-, dwudziestopięciolatków i oni już są zmęczeni. Może nie dostali właśnie tego bodźca od ojca, a może od matki?

A jak to wygląda w Twojej rodzinie?

Powiem tak. Jeżeli dzieci mają jakiś postęp w nauce, chwalą się mnie. Ale jeżeli zrobią coś takiego, co jest bardziej w sferze artystycznej niż praktycznej, to idą do mamy. Dla dzieci najważniejsze jest, żeby matka i ojciec byli razem i się kochali. I sobie wybaczali. Takie normalne życie. Wtedy ten człowiek, który został dany rodzicom zdrowo się rozwija. Bo to przecież nie jest ich własność. Ostatnio był taki moment, że była cała siódemka dzieci u mnie, do tego szóstka wnuków. Pełna kuchnia ludzi. Stanęliśmy na progu z moją żoną i tak mówię: zobacz, co myśmy zrobili. Pełno jakichś ludzi. Co to są za ludzie w ogóle? Skąd oni się wzięli? (śmiech) To wszystko z tego, że kiedyś się chwyciliśmy za rękę i powiedzieliśmy, że się kochamy.





Widziałem w moim życiu, jak ciężko mi było wystartować z czymkolwiek. Właśnie dlatego, że moi rodzice nie byli razem, nie kochali się. Nie widziałem tego. Mama wzięła na siebie obowiązki uczenia mnie miłości, ale to zawsze było trudne. Ja do dzisiaj mam wątpliwości, czy to, co robię w życiu, jest w porządku, czy nie, jakoś tak niepotrzebnie się zastanawiam. Nie mam pewności siebie w tym, co robię. A to jest wynik tego, że brakowało mi taty.
Czytaj także: Facet z dzieckiem na ręku to uosobienie męskości – mówi Marcin Perfuński z supertata.tv

A czy potwierdzają się w praktyce te często przywoływane „córeczki tatusia” i „synkowie mamusi”?

Na pewnym etapie tak, ale jak dzieci dorośleją, to się odwraca. Córki są blisko mamy, mają wspólne tematy, jakieś rodzicielskie rzeczy, rozmawiają o porodach, karmieniu, a synowie z kolei lgną do mnie. Z moimi chłopakami lubimy czasem gadać do drugiej, trzeciej w nocy o ważnych tematach. Ja lubię rozmawiać z nimi, oni lubią rozmawiać ze mną, to jest świetne. Ale rzeczywiście do pewnego momentu, kiedy są małymi dziećmi, to rzeczywiście tak może trochę być. Córeczka do taty na kolana, a chłopcy tulą się do mamy.

Zwróciłam uwagę na początku na ojców niemal robiących święto z faktu swojego ojcostwa, ale mam też obserwację z drugiego bieguna. Dlaczego część mężczyzn broni się jak diabeł przed wodą święconą przed tym, by założyć rodzinę? Z czego to wynika?

Ze strachu przed śmiercią. Nie chodzi o śmierć fizyczną, ale ontyczną, śmierć „ja”. Człowiek ma różne plany, projekcje na swoje życie, chce mieć czas dla siebie, ku sobie, zawsze ja, ja, ja… A w małżeństwie to jednak przed „ja” stoi „ty”. Wtedy jest udany związek. I chyba tego człowiek, nie tylko teraz, ale od zawsze – boi się: oddawać swoje życie dla drugiego. Myśli, że nikt go nie wskrzesi do tego życia. A małżeństwo jest pięknym sakramentem, gdzie człowiek służy sobie nawzajem. Ale o własnych siłach ja bym daleko nie zajechał. Muszę mieć wsparcie z liturgii, ze Słowa, ze wspólnoty. Wtedy rozumiem siebie, swoje zmagania i mam ochotę iść dalej i cytować „jeśli umrę, zanim umrę, to nie umrę, kiedy umrę”.






Czyli za każdym razem, kiedy „umierałeś”, bo rodziło się dziecko, to tak naprawdę zmartwychwstawałeś?

Dokładnie. Widziałem potem życie. Na początku się bałem: kolejnego dziecka, kolejnych przeprowadzek, kolejnego miesiąca, bo nie mieliśmy co do garnka włożyć… To są przyziemne troski, ale zawsze mieliśmy ogromną pomoc. Przez te trzydzieści lat nigdy nie chodziliśmy głodni, nigdy nam ta siódemka dzieci nie sprawiała tyle trudności, żeby powiedzieć, że to nie było dobre. Zawsze czuliśmy pomoc. Taką realną: od rodziny, znajomych. Ale też od Pana Boga. Jak nie śpisz dwie, trzy noce, to po ludzku, fizycznie jesteś wykończony, ale nagle dostajesz ducha i widzisz szerzej swoje życie, widzisz wartość tego zmagania i wtedy jesteś szczęśliwy.

...

Czlowiek wszystkiego musi sie uczyc...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 89107
Przeczytał: 125 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 19:36, 22 Cze 2017    Temat postu:

Jak pomóc mężczyźnie być lepszym tatą
Zyta Rudzka | Mar 19, 2017

Komentuj


Udostępnij
Komentuj


Chodzi o to, żeby być ojcem nie od święta, ale od serca.


N
iedawno usłyszałam opowieść kobiety, która pojechała z całą rodziną do supermarketu. Wróciła z dziećmi i z zakupami, ale bez męża. Zapomniała i zostawiła go w sklepie. Zorientowała się dopiero wtedy, gdy do niej zadzwonił i rzucił wściekle: Gdzie jesteś?

Dobre pytanie.
A gdzie ty jesteś, mężu i tatusiu?

Mężczyźni wycofują się z trzymania rodzinnych sterów i przesiadają się na fotel obok kierowcy. Ich emocjonalny GPS z różnych względów nie potrafi zgrać się z potrzebami najbliższych. Tak im wygodniej. Albo sami mieli nieobecnego ojca.

Trudno mi pisać o nieobecnych tatusiach – mój ojciec potrafił kochać swoje córki i nie wstydził się tego okazywać. Myślę, że ta głęboka relacja miała szansę powstać również dlatego, że moja mama zrobiła dla niej miejsce. Przedszkole było obok jej pracy, ale to ojciec mnie odprowadzał. Nigdy nie jechaliśmy tramwajem. Zawsze wychodziliśmy wcześniej i trasę trzech przystanków pokonywaliśmy na piechotę. Mieliśmy czas, żeby pogadać.
Czytaj także: Natalia Białobrzeska: Synku, nauczę cię być mężczyzną



Teraz po tylu latach, kiedy chcę „rozchodzić” jakiś problem, ruszam tą samą trasą po warszawskich Bielanach. Ojciec już nie żyje, ale w jakimś sensie, tam na tych małych uliczkach, on spaceruje razem ze mną.

Gotował dla nas obiady. A było to w latach siedemdziesiątych, kiedy większość mężów nawet nie wiedziała, gdzie w kuchni jest sól. Mama nienawidziła bałaganu, jaki zostawiał. Ale instynktownie wiedziała, że ważniejsze są te dziwne zupy i makarony. Wreszcie – wyjazdy z ojcem. Ponieważ pracował z kadrą sportowców, często spędzałyśmy je na zgrupowaniach. Miałyśmy szansę poznać naszego tatę w szerszym kontekście: jako pracownika, kolegę, po prostu zwykłego mężczyznę. W złych i dobrych dla niego momentach. To pomaga w tworzeniu szczerej, stabilnej relacji więzi tata – dzieci.


Nie musi być autorytetem, supermenem czy herosem. Wystarczy, że będzie ojcem



Myślę, że miłość ojcowska jest trochę inna, niż ta matczyna, ale równie piękna.

Matka otwiera nad dzieckiem parasol ochronny, ojcowska opieka zachęca do niezbędnego ryzyka. Zachęca do odwagi. Do przekraczania strefy komfortu. Wspiera niezależność i samodzielność – właśnie bez nadmiarowej asekuracji, jaka zdarza się matkom.

Ojcowska, czuła, ale i asertywna dyscyplina uczy wzięcia odpowiedzialności za to, kim jesteś, co robisz i jakim jesteś człowiekiem wobec tych, którzy cię kochają.
Czytaj także: Dobry ojciec… Niech będzie prawdziwie obecny!


Dobry ojciec



Córka mądrze kochającego ojca ma większe szanse, by pewnie i dobrze czuć się jako kobieta, a syn odpowiedzialnego i czułego ojca – lepiej zrozumie, co to znaczy być mężczyzną i tworzyć silne więzi. Również ze swoimi dziećmi.

Ofiaruje dziecku czytelne komunikaty: Rób, co chcesz. Na mnie zawsze możesz liczyć.

Ale z jakiegoś względu na wielu ojców ciągle nie można liczyć.

Bywają obecni w rodzinach tylko fizycznie. Przynoszą pieniądze i są aktywowani do ojcostwa w sytuacjach ekstremalnych. Syn pobił się po lekcjach. Weź z nim porozmawiaj!

I ojciec bierze na stronę i… nie rozmawia. Karci, karze, stosuje przemoc. Często nie jest ciekawy swojego dziecka. Ogranicza się do wiadomości szkolnych. Albo jest tatą weekendowym, nadmiarowym, który nie tyle mądrze jest z dzieckiem, ale rekompensuje mu swoją psychiczną nieobecność w czasie tygodnia. A kiedy w środę jest mecz, a córka coś od niego chce, to krzyczy, że zasłania mu ekran. I takie drobne, pozornie błahe i przecież łatwe do wytłumaczenia rzeczy budują poczucie, że nie jest się dla tego rodzica najważniejszą sprawą.
Czytaj także: Jak być dobrym ojcem?



Ojców łatwo rozgrzesza się. Ale o co chodzi? Nauczył jeździć na rowerze, pograł w piłkę i kupił pierwszy samochód po maturze. Wymyka się to, co istotne.

Nie chodzi o to, żeby dziecko „ustawić” w świecie, chyba ważniejsze jest to, żeby się w nim dobrze czuło. Niezależnie od tego, czy ma trzy samochody czy tylko hulajnogę.
Kłopot z okazywaniem uczuć

Dobrze by było, żeby ojciec wyposażył dziecko w mądry psychologiczny ekwipunek, ale często sam nie wie, co ma w swoim plecaku.

W psychologii mówi się o męskim wzorcu usztywnienia, który prowadzi do zawałów serca. Jest wielu facetów, którym zależy, by być dobrym ojcem. Są fajni, otwarci, umieją wysłuchać, wyrazić swoje zdanie, ale jednocześnie są zablokowani emocjonalnie. Nie potrafią rozpoznać i przekazać swoich uczuć. Trochę się krępują, trochę boją, bliskość ich nie cieszy, a więc nie angażują się sercem i wbrew sobie tworzą powierzchowne relacje.

Czasami dopiero w roli dziadków odkrywają w sobie uczucia i się ich nie wstydzą. Ale to nie jest wcale żaden happy end, bo lepiej jakby zrobili to już wcześniej, w stosunku do własnych dzieci.

Jak im pomóc być lepszym tatą?


Stwórz sytuacje, które ułatwią mu nawiązanie relacji z dzieckiem.

Film „Kramer kontra Kramer”. Bohater, pracoholik, przebudza się do ojcostwa, kiedy musi zrobić synowi śniadanie i odkrywa, że przecież nie musi tego robić, jak jego żona! Uczy małego przygotowywać francuskie tosty, nieporadnie, ale w tym dymie nad przypaloną patelnią pojawia się jakiś pierwszy ogień uczucia pomiędzy nim a dzieckiem.
Czytaj także: Dowód na to, że warto pozwolić mężowi zająć się dziećmi po swojemu
Warto trochę usunąć się i zrobić miejsce na ojcowską miłość.

Zastrajkuj. Powiedz mężowi, jak się z tą sytuacją czujesz. Ja już nie chcę siedzieć za tą kierownicą. Wysiadam. Na tydzień.

Możesz wyprowadzić się do przyjaciółki i być w kontakcie telefonicznym z dzieckiem. Niedobrze, żeby było skazane na milczenie i obojętność obydwojga rodziców. Monitoruj sytuację, ale się nie wtrącaj. To jego kierownica i jego droga. Wyboista droga, ale nie nudna. Na pewno pojawią się przygody, rozmowy i uczucia ojcowskie będą mogły wreszcie dojść do głosu.

Klasyczne wyjazdy z ojcem na ryby czy w góry rzadko się sprawdzają. Ryba może i bierze, ale dzieci, ryby i ojciec głosu nie mają. W górach to samo. Szczyt zdobyty, a ojciec nadal milczy albo schodzi pierwszy i nawet się nie obejrzy. Twardziel chowa twardziela.

Lepiej sprawdza się codzienność. Bo chyba chodzi o to, żeby być ojcem nie od święta, ale od serca.

...

Czlowiek nie ma wiedzy z automatu. Musi sie uczyc.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 89107
Przeczytał: 125 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 10:18, 23 Cze 2017    Temat postu:

Najważniejsze zadanie ojca? Odpowiada tata 10 dzieci
Katarzyna Matusz | Czer 23, 2017
Wardakowie.pl
Komentuj


Udostępnij
Komentuj


„Podstawą rodziny jest małżeństwo, a nie dziecko. Dziecko jest w domu jednak przejściowo i tylko małżeństwo trwa do śmierci” – mówi Aletei Janusz Wardak, mąż i ojciec, moderator Akademii Familijnej.


K
atarzyna Matusz: Dziś obchodzimy Dzień Ojca, czego im Pan życzy?

Janusz Wardak*: Życzę, by byli czujnymi ojcami, którzy chcą się uczyć i są zatroskani o to, czy są dobrymi ojcami. Nie sfrustrowani, którzy zastanawiają się, czy są dobrymi rodzicami i nic z tym nie robią. Nikt nie jest idealnym rodzicem, a jednocześnie żadne z naszych dzieci nie ma lepszych rodziców niż my.

Jaką receptę mógłby Pan dać przyszłym ojcom bądź tym, którzy nie są z siebie zadowoleni?

Powinniśmy się tej roli uczyć, myśleć o tym, modlić się o to, żeby być coraz lepszymi rodzicami. Jako ojcowie mamy wspaniałego patrona, św. Józefa i możemy wzywać jego pomocy. Św. Józef nie powiedział w Ewangelii ani jednego słowa, to nam pokazuje, że przeceniamy tłumaczenie różnych rzeczy. Trzeba tak żyć, żeby nasze dzieci chciały nas naśladować.

Najważniejszym zadaniem ojca jest według Pana?

Pokazać, że kocha ich matkę. To buduje poczucie bezpieczeństwa w czasie dzieciństwa i daje dużą szansę na to, że dzieci będą chciały założyć rodzinę, bo będę postrzegały małżeństwo jako coś, co miło, pozytywnie im się kojarzy. Dzieci widzą znacznie więcej niż nam się wydaje. I słyszą, jak mama z tatą rozmawiają, jakim tonem, czy pokrzykują, czy mają trudne momenty i się przepraszają, czy mają ciche dni. W końcu, czy zauważają, że druga osoba czegoś potrzebuje? Czy są dla siebie serdeczni?
Czytaj także: Dlaczego pranie ma być obowiązkiem tylko matki? Wzruszający list ojca do córki

Co to znaczy być dobrym ojcem?

Dziś jest duża presja, by być dobrym ojcem małego dziecka. Żeby być z dzieckiem od pierwszych dni, kąpać je, przytulać. Jest naukowo udowodnione, że to bardzo potrzebne. Ale ojciec jest jeszcze bardziej potrzebny, gdy dziecko dorasta. Dobrze, aby wtedy wszedł w świat nastolatka, zaprzyjaźnił się z nim, znalazł wspólne zainteresowania. Poświecił czas, nawet, gdy to uwiera, bo nastolatek zachowuje się tak, jakby nie chciał z nami rozmawiać. Wtedy wielu ojców abdykuje.

Jakie są tego skutki w życiu ich dziecka?

Brak ojca u dziewczyn powoduje, że ten ojciec staje się antywzorem. Następuje skojarzenie męskości z obojętnością, oziębłością. Może skutkować tym, że dziewczynie będzie trudno założyć rodzinę, bo mężczyźni kojarzą się jej negatywnie. Mówi – takiego miałam ojca, tylko wymagał, nie okazywał uczuć. Syn natomiast powinien zobaczyć, co to znaczy być mężczyzną, że mężczyzna jest opiekuńczy, troskliwy, odpowiedzialny, panuje nad sobą. Kiedy ojca nie ma, on tego od mamy się nie nauczy.
Czytaj także: Gdy zostaniesz ojcem, zrozumiesz… Litewski trener mówi o tym, co ważne

Przejdźmy do kwestii granic, jak stawiać je mądrze?

Dziecko rozumie miłość m.in. jako komunikowanie granic. Czuje się źle, gdy granice nie są mu komunikowane. Trzeba odróżnić rzeczy przyjemne od rzeczy dobrych. Brak granic na krótką metę jest przyjemny. Ale to na dłuższą metę nie jest to dobre. Ci, którzy nie wymagają, wcale nie mają dobrych relacji z dziećmi. Dziecko, od którego się nie wymaga i nie przestrzega granic – przesuwa je i jest sfrustrowane, że ich nie odnajduje.

Czego możemy wymagać?

Warto się zastanawiać nad tym, czy pewne rzeczy przyspieszać. Od strony dydaktycznej myślimy – dlaczego nasze dziecko w wieku pięciu lat nie uczy się francuskiego? A od strony wychowawczej zdaje nam się, że wszystko powinno być później. A celem rodziców jest doprowadzenie dziecka do całkowitej samodzielności.

Co ojciec powinien przekazać córce?

Odwagę do wychodzenia w świat. Ojciec powinien przełamywać opory mamy, zachęcać, żeby córka wyjechała, podjęła jakieś działanie, wyszła poza swoje środowisko, zrobiła coś nietypowego, przełamywała obawy. Ojciec powinien chwalić swoje córki, żeby one czuły się dowartościowane, piękne, żeby czuły się młodymi kobietami. Kiedy słyszą taki bardzo pozytywny przekaz od swojego ojca, to nie są podatne na taki przekaz od innych mężczyzn, który być może będzie miał charakter uwodzicielski.
Czytaj także: Mam fajnego tatę. Oto czego nauczyły mnie jego zakochane we mnie oczy

A co warto przekazać synowi?

W relacji z synem powinien znaleźć się element przygody, wspólnych zainteresowań. Trzeba dać mu przykład odwagi, w jaki sposób stawiać granice, walczyć o swoją rodzinę, być wiernym, nie płynąć głównym nurtem, tylko pod prąd.

Kto powinien być w rodzinie najważniejszy?

Jeśli Pan Bóg jest na pierwszym miejscu, wszystko inne jest na swoim miejscu. Na pierwszym miejscu Bóg, na drugim małżonek, na trzecim dzieci i trzeba tego bezwzględnie przestrzegać. Podstawą rodziny jest małżeństwo, a nie dziecko. Dziecko jest w domu jednak przejściowo i tylko małżeństwo trwa do śmierci.

*Janusz Wardak – od 21 lat mąż Anny i ojciec dziesięciorga dzieci. Wardakowie są liderami Akademii Familijnej w Polsce, autorami licznych wykładów i prelekcji, a także artykułów prasowych, poświęconych wychowaniu dzieci, miłości małżeńskiej i życiu rodzinnemu. Prowadzą działalność pod nazwą Akademia Wardakowie.pl, w ramach której organizują wykłady i warsztaty nt. małżeństwa i rodziny.
...


Dzieci sa powierzone nie dane rodzicom. Juz 14-5 latki ,,buntuja sie" czyli juz chca byc samodzielne. Od razu trzeba o tym pamietac... To szybko zleci...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 89107
Przeczytał: 125 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 13:12, 23 Cze 2017    Temat postu:

Najtwardszy ojciec świata. Przebiegł 72 maratony z niepełnosprawnym synem
Dominika Cicha | Czer 23, 2017

ASSOCIATED PRESS/FOTOLINK
Udostępnij
Komentuj
Drukuj
Dick i Rick przeszli do historii jako Team Hoyt. Choć syn urodził się z porażeniem mózgowym, nie chodzi i nie mówi, wziął udział w zawodach sportowych ponad tysiąc razy.

Zawody Ironman, 1989 r. Najpierw pływanie – 3,8 kilometra. Rick Hoyt leży w pontonie przyczepionym liną do ojca. Potem 180 km rowerem. Chłopak siedzi w koszyku przed kierownicą. I w końcu morderczy bieg, 42 km. Dick pcha przed sobą wózek z synem. Na pokonanie całego dystansu mają 16 godzin. Dokonują niemożliwego – zegar na mecie wskazuje 14:26:04. To jednak nie wszystko. Team Hoyt (Drużyna Hoytów) wystartuje łącznie w 1 130 zawodach.


Jakim warzywem jestem?

W 1962 r. Richard Eugene (Dick) i Judy Hoytowie czekali na narodziny pierwszego syna. Wydawało się, że wszystko będzie w porządku, ale podczas porodu pępowina owinęła się wokół szyi chłopca. Skutek? Niedotlenienie i porażenie mózgu. Lekarz zasugerował umieszczenie Ricka w specjalnej placówce. „Powiedzieli nam, że Rick będzie warzywem przez resztę życia – mówi Dick. – Po latach razem z Rickiem nadal próbujemy wykombinować, jakim jest rodzajem warzywa” – śmieje się.

Dick wiedział, że wychowa syna najlepiej, jak będzie potrafił. Mimo że ten nie chodził, nie mówił i nie kontaktował się ze światem.







Judy Hoyt poświęcała wiele godzin dziennie, żeby nauczyć syna alfabetu. W końcu Rick nauczył się liter i zaskoczył wszystkich pierwszymi słowami. Nie napisał wcale: „Cześć mamo” albo „Hej tato”, ale „Go, Bruins!” – ulubione hasło kibiców drużyny hokejowej Boston Bruins, która akurat rozgrywała ważne mecze.
Czytaj także: Konrad Kruczkowski: Nie chcę być tatą na pokaz [wywiad]

Rick dostał specjalny komputer, który ułatwił mu porozumiewanie się z bliskimi. Gdy miał 13 lat, rodzice zapisali go do szkoły, w której chłopiec starał się być jak pozostałe dzieci. „Wiele osób zastanawia się, czy ludzie gapili się na mnie. Cóż, robili to. Ale mam nadzieję, że z powodu mojego oszałamiającego wyglądu”, śmieje się.


Pierwszy bieg

W 1977 roku Rick usłyszał o charytatywnym biegu (8,05 km), który miał wesprzeć sparaliżowanego sportowca. Postanowił wziąć w nim udział, razem z tatą. Dick nie dał się długo namawiać, choć nie miał większych doświadczeń z bieganiem. Przez wiele lat służył w armii, więc nie bał się wysiłku.
Czytaj także: Dobry ojciec… Niech będzie prawdziwie obecny!

Po biegu Rick powiedział: „Tato, kiedy biegam, nie czuję się niepełnosprawny”. Dick wspomina, że on – wręcz przeciwnie – czuł się po wyścigu jak niepełnosprawny. „Przez tydzień sikałem krwią. Ale wiedzieliśmy, że byliśmy na dobrym tropie. Uszczęśliwienie Ricka było najwspanialszym uczuciem na świecie” – opowiada.



Kilka lat później zapisali się na maraton w Bostonie i ukończyli go z lepszym wynikiem niż ¾ zawodników. W 1985 r. podnieśli poprzeczkę, zgłaszając się na triatlon. Mimo że Dick nie potrafił pływać i od kilkudziesięciu lat nie siedział na rowerze! Obaj udowodnili, że chcieć to móc i wystartowali, na specjalnie zbudowanym sprzęcie. Co ciekawe, akurat wtedy przypadał Dzień Ojca.


Dasz radę!

Trenowali wiele godzin dziennie, zapisywali się na kolejne zawody i wymyślali nowe wyzwania. Postanowili np. przejechać na rowerze 6 tys. km., co zajęło im 45 dni. Rick nie zaniedbał przy tym edukacji i w 1993 r. ukończył uniwersytet w Bostonie.

Przez pond 30 lat Rick i Dick wzięli udział w 257 triatlonach (w tym 6 zawodach Ironman), 22 duathlonach, 72 maratonach i setkach biegów na krótsze dystanse. Łącznie: 1 130.

Mimo niepełnosprawności, Rick nie traci poczucia humoru. Zapytany o to, czy kiedykolwiek miał zły wyścig, odpowiedział: „Tak, kiedy było zimno i kobiety były za bardzo przykryte”.

W 2005 r. Hoytowie założyli fundację (The Hoyt Foundation), która pomaga niepełnosprawnym w udziale w zawodach sportowych i szerzy świadomość o niepełnosprawnościach. Jej motto brzmi: „Yes You Can” (ang. Tak, możesz/potrafisz). Bo, jak przekonują Hoytowie, ograniczenia są tylko w naszych głowach.
Czytaj także: Tata jak z filmu. 3 wizerunki ojca w kinowych produkcjach

Dick i Rick często otrzymują listy od ludzi zainspirowanych ich historią. Dick wspomina, że dostał raz wiadomość od kobiety planującej samobójstwo. Kiedy usłyszała o Team Hoyt, zmieniła swoje życie i teraz bierze udział w triatlonach.



Dziś Rick ma 55 lat, a jego ojciec 77. Z uwagi na pogarszające się zdrowie Dicka (przeżył atak serca), nie biegają już razem.

Rick zapytany o to, co chciałby dać swojemu ojcu, odpowiada, że marzy, by choć raz zamienić się z nim miejscami. Tata siedziałby na wózku, a on by biegł.

PS Jeśli zainspirowaliście się historią Hoytów i macie ochotę filmowo uczcić Dzień Ojca, obejrzyjcie podobną opowieść pt. Ze wszystkich sił.


Źródło: triathloninspires.com, huffingtonpost.com, triathlete.com

...

Piekno wynikle z dramatu...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 89107
Przeczytał: 125 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 20:07, 23 Cze 2017    Temat postu:

Szymon Majewski: Na Dzień Ojca polecam… bycie ojcem
Szymon Majewski | Czer 22, 2017

Udostępnij
Komentuj

Drukuj

Nic bardziej nie mobilizowało mnie do pracy niż fakt, że jestem tatą, mam żonę i dzieci. Najlepszy motywator.

Dziś dzień Ojca, więc siebie powspominam jako ojca. Pozwolicie?

Wszystkim panom to polecam! Bądźcie tatusiami! To cudowne, większej radości na świecie nie ma!
Bycie ojcem, bycie tatą – zwłaszcza na samym początku – to cudowne, słodkie zmęczenie.

Tak, najbardziej pamiętam stan ciągłego niewyspania. Antoś urodził się, kiedy Zosia miała półtora roku. Zosia od razu wyczuła, że ktoś jeszcze dołączył do naszej rodzinki, i zaczęła się też domagać uwagi, szczególnie w nocy.

Mijaliśmy się z żoną, jak zombie, raz ona niosła na rękach Zosię, raz Antka, pół godziny później zmiana, w te i z powrotem. Małe mieszkanko na Ursynowie nie dawało specjalnie możliwości manewru, mijaliśmy się w półśnie, na trasie kuchnia – pokój – łazienka. Potem rano, nieprzytomny jechałem do radia autobusem. Nie zawsze trafiałem tam, gdzie trzeba, parę razy przespałem przystanek i przyklejony do szyby budziłem się na pętli. Cztery godziny dyżuru dj-skiego był czasem ponad siły, pamiętam, jak zasnąłem między piosenkami – „Wild Horses” Rolling Stonesów dobiegły do celu, już spałem na pulpicie, wbiegł wtedy mój kolega, krzycząc, że gram ciszę w Radiu ZET.
Czytaj także: Szymon Majewski: Najpiękniejszy dzień w życiu






Co ciekawe, nic bardziej nie mobilizowało mnie do pracy niż fakt, że jestem tatą, mam żonę i dzieci. Najlepszy motywator. Każdy z moich nowych pomysłów dedykowałem im. Tylko im.

Byłem z klubu „naznaczonych”, herbu „mleczny rycerz”, wszystkie moje koszule można było rozpoznać po białej plamie na ramieniu, tam gdzie po karmieniu „ulewało się” Antkowi albo Zosi. Przez długi czas moje koszule nosiły ten stempel młodego tatusia. Będąc w radiu, telewizji czy prowadząc imprezę, gdy zdejmowałem marynarkę, zawsze widziałem znak, który łączył mnie z domem.

Oczywiście, byłem przy porodzie Antka i Zosi, jak niektórzy koledzy pytali mnie dlaczego, mówiłem: „byłem przy poczęciu, to jestem i przy porodzie”. Schemat typu „żona rodzi – mąż, pije i klepie się po plecach z kolegami” był mi obcy.

Pamiętam, jak trzymałem w ręku pępowinę, a lekarz pozwolił mi ją przeciąć… ten cudowny moment pamiętam do dziś… pulsowanie tętna w pępowinie…

Oczywiście, nie byłbym facetem, gdybym w czasie porodu nie spytał lekarza o wynik wczorajszego meczu i moje wyniki krwi, bo dopiero zrobiłem badania. Moja żona wspomina to do dziś:

„No i wyobraźcie sobie, że przy maksymalnym rozwarciu słyszę, jak mój mąż pyta pana doktora, czy ma dobrą morfologię!?”.
Czytaj także: Szymon Majewski: „A ja mam szesnaście lat, nie wiem sam, kto serce mi skradł“






Nauczyłem się pracować przy dzieciach, Antek i Zosia skakali na kanapie, Magda robiła obiad, a ja, pomiędzy nimi, pisałem w kuchni na małym stoliku.

Do dziś tak lubię, mimo że mam swój gabinet – uwielbiam pracować z „rodziną na karku”.

Gdy przeprowadzaliśmy się do większego mieszkania, moja żona została robić remont, a ja pojechałem z maluchami nad morze, byliśmy sami we trójkę w małym pokoiku bez łazienki. Kaszubka widząc mnie, samotnego tatusia, nie wierzyła, że w moim małżeństwie jest OK. Jak to? Facet sam, z dziećmi? Żona w domu? Chciała mi stawiać pomniki, codziennie dawała mi kieliszek wiśniówki i pytała: „Nakarmione, przewinięte, śpią?”.

Były nakarmione i przewinięte, i powiem, że takiego wzięcia na plaży nie miałem już nigdy potem, nawet za czasów Szymon Majewski Show. Gdy bawiłem się albo usypiałem dzieci na plaży, okoliczne panie patrzyły na mnie z podziwem, który nigdy nie spotkał Brada Pitta.

Chciałem być tatą „uczestniczącym” i chyba się to udało. Oczywiście, zawód, który wykonuję, jest zawodem marynarza, ale jak nawet prowadziłem coś w innym mieście, od razu najbliższym porannym pociągiem pędziłem do domu, żeby łapać każdą wspólną chwilę.

To są chwile, których nikt mi i nam nie zabierze. Często o tym myślę, gdy widzę w garderobie buty naszych dzieci: Zosi w rozmiarze 39, a zwłaszcza długie jak kajak 46 synka…

...

Ojcostwo sluzy dobru dziecka ALE I OJCA!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 89107
Przeczytał: 125 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 8:38, 24 Cze 2017    Temat postu:

Relacja córki z ojcem – jak wpływa na życie?
Małgorzata Kwiecińska | Czer 23, 2017

Shutterstock
Udostępnij
Komentuj
Drukuj
To od ojca w dużej mierze zależy, czy córka stanie się pewną siebie, samodzielną kobietą, świadomą nie tylko swojej urody, ale ogólnej wartości, czy też będzie w siebie wątpić.

Gdy rodzi się dziewczynka, jej silna więź z matką jest oczywista i niezaprzeczalna. Po pierwsze – ze względu na nieprzerwane biologiczne współistnienie przez ostatnie dziewięć miesięcy, po drugie – na podobieństwo fizyczne i psychiczne wynikające z tożsamości płci.

Ojciec ma więc na wstępie co najmniej dwie przeszkody do pokonania. Do tego nierzadko dochodzą dodatkowe bariery, jak na przykład niespełnione pragnienie posiadania syna czy niezweryfikowane ograniczające przekonania na temat kobiet.
Czytaj także: Jak być dobrym ojcem?

O ile więc wychowanie dziecka dla każdego rodzica stanowi wyzwanie, o tyle wychowanie córki jest dla ojca wyzwaniem w pewnym sensie szczególnym. Tymczasem psychologowie są zgodni, że relacja córki z ojcem tak samo, jeśli nie bardziej, wpływa na to, jak później widzimy siebie jako kobiety i jakie relacje z mężczyznami tworzymy.


Wzór do naśladowania?

Będąc pierwszym i do pewnego momentu najważniejszym mężczyzną w życiu córki, ojciec ma duży wpływ na kształtowanie jej postaw, poglądów i poczucia wartości, a wręcz całej osobowości. To od niego w ogromnej mierze zależy, czy stanie się ona pewną siebie, samodzielną kobietą, świadomą nie tylko swojej urody, ale ogólnej wartości, czy też będzie w siebie wątpić.

Relacja córki z ojcem ma również szczególne znaczenie dla tworzonych przez nią w dorosłości relacji damsko-męskich, bo pierwsza tego rodzaju relacja stanowi swego rodzaju punkt odniesienia dla kolejnych.

Nie musi to oczywiście oznaczać bezpośredniego przełożenia – nieprawdą jest popularny pogląd, że kobiety szukają „tatusia”. A przynajmniej nie zawsze. Doświadczenia w relacji z ojcem mogą bowiem być zarówno pociągające jak i odpychające (choć zdarza się, że i te bywają nieuchronne). W dużej mierze kształtują one natomiast ogólną postawę wobec mężczyzn (od lęku i zależności poprzez samodzielność i partnerstwo po dominację czy wykorzystywanie).


Ojciec nieobecny

Jeśli relacja między ojcem a córką nie jest dobra lub nie istnieje, często skutkuje to licznymi problemami w dorosłym życiu – zarówno w sferze wewnętrznej (problemy emocjonalne, niestabilne poczucie wartości), jak i relacyjnej (szczególnie w kontaktach z mężczyznami).

Przykładowo: gdy ojciec jest dominujący i autorytarny, z jednej strony może budować w córce fascynację mężczyznami i ich możliwościami, a z drugiej strony – wzbudzać zazdrość, nienawiść i chęć ich ukarania, co przejawiać się będzie w niestabilnych i pełnych skrajnych emocji relacjach.

Z kolei dziewczynka, która w dzieciństwie została wręcz zalana nadmiernymi uczuciami taty, może uwewnętrznić nieświadomy przekaz, że wszyscy mężczyźni są słabi i ulegli, co uniemożliwi jej zaufanie i stworzenie symetrycznego partnerskiego związku.
Czytaj także: Jak pomóc mężczyźnie być lepszym tatą

Może być też tak, że ojciec był niedostępny (fizycznie lub uczuciowo). Córka takiego taty z dużym prawdopodobieństwem, pragnąc bliskości i miłości, której nie otrzymała, będzie zabiegała o mężczyzn (często wykorzystując do tego swoją seksualność) wierząc, że na uczucie musi dopiero zasłużyć. Może angażować się w relację tylko dlatego, że mężczyzna okazał jej choćby najmniejsze zainteresowanie, przez co związki, które stworzy, nie będą oparte na wzajemności.

To oczywiście tylko niektóre z możliwych scenariuszy.

Nie zapominajmy przy tym, że relacja ojciec-córka nigdy (poza wyjątkowymi przypadkami) nie jest wyłączną relacją dwóch osób, ale raczej jednym z boków trójkąta, którego trzecim wierzchołkiem jest matka.

Jest to niezwykle ważne z dwóch powodów. Po pierwsze, to przede wszystkim z obserwacji relacji pomiędzy ojcem i matką dziewczynka (a później kobieta) tworzy wizję związku kobiety i mężczyzny. Dlatego dobry ojciec to taki, który pokazuje poprzez swoją relację, jak należy traktować kobietę.
Czytaj także: Bycie ojcem to sposób na nieśmiertelność. Umierasz kilka razy dziennie. I powstajesz!

Po drugie, córka w pewnym momencie (zwykle dzieje się to ok. 3 roku życia) musi zrozumieć, że to jednak jej matka, a nie ona, jest dla ojca najważniejszą kobietą. Tata, który „wybiera” córkę, a co gorsza tworzy z nią koalicję przeciw matce, w rzeczywistości wyrządza jej dużą krzywdę – dopiero „przegranie” rywalizacji z matką o ojca umożliwia dziewczynce prawidłową identyfikację z rodzicem tej samej płci, co stanowi niezbędny etap rozwojowy.


Jeśli jesteś ojcem…

Niezależnie od tego, w jakim wieku jest Twoja córka, staraj się wspierać jej samoocenę poprzez okazywanie jej miłości i szacunku. Bądź obecny, gdy Cię potrzebuje i znajduj czas na słuchanie jej przemyśleń. Okazuj zainteresowanie jej aktywnościami i pasjami, ale też uczuciami, pragnieniami czy obawami.
Czytaj także: Chcesz być lepszym mężczyzną niż Twój ojciec? Przeczytaj, od czego powinieneś zacząć

Z drugiej strony zadbaj o to, by miała własną przestrzeń, poprzez wycofanie w odpowiednich momentach i pozwolenie na samodzielność. Zachęcaj ją przede wszystkim do tego, by wyrażała siebie (a nie Ciebie) i akceptuj ją taką, jaka jest.

Pamiętaj też, że niezależnie od tego, czy nadal jesteś mężem jej matki czy też rozstaliście się, warto byś okazywał jej (matce) życzliwość i szacunek. Twoja córka potrzebuje tego, by móc zbudować obraz siebie jako kobiety wartościowej i zasługującej na dobre traktowanie.


Jeśli jesteś córką…

Oczywiście, nie zmienisz przeszłości i nie napiszesz scenariusza relacji z ojcem na nowo, ale jest coś, co możesz zrobić w dorosłości. Pierwszym krokiem powinno być rozpoznanie śladów doświadczeń zapisanych w relacji z ojcem i odkrycie jak wpływają one na Twoją obecną postawę, przekonania, myślenie o sobie i nastawienie do płci przeciwnej.

Następnie warto zastanowić się, czy te przekazy Ci służą, czy też przeszkadzają w budowaniu poczucia własnej wartości i tworzeniu bliskich relacji. Jeśli pomagają – to świetnie! Możesz być za to wdzięczna swojemu tacie. Natomiast jeśli nie – to nic straconego.
Czytaj także: Mam fajnego tatę. Oto czego nauczyły mnie jego zakochane we mnie oczy

Wiedz, że teraz, jako dojrzała i świadoma siebie kobieta, możesz podważyć te przekazy, które kiedyś wydawały się oczywiste (co nie było możliwe w dzieciństwie). Nie zawsze potrzebna jest do tego profesjonalna pomoc. Czasem wystarczy odwołać się do takich relacji, w których nauczyłaś się czegoś odmiennego (np. z mamą, dziadkiem czy starszym bratem).

Pamiętaj też, że relacje, które tworzymy w dorosłości, potrafią nieco zatrzeć ślady destrukcyjnych doświadczeń z dzieciństwa, pod warunkiem, że są konstruktywne i wspierające. I takich relacji Ci życzę.

...

Kolejny uklad rodzinny ojciec-corka. Inny niz z synem. Bo inna płeć. Zatem nie ma tu prostego wzorca bo dziewczynka nie bedzie nasladowac zachowan ojca wprost. Tak jak chlopiec. Bedzie to bardziej posrednie i ogolne. Dla dziewczynki wzorem bedzie oczywiscie kobieta najlepiej oczywiscie Maryja...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Religia,Polityka,Gospodarka Strona Główna -> Wiedza i Nauka / Co się kryje we wnętrzu człowieka. Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony 1, 2, 3, 4  Następny
Strona 1 z 4

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
cbx v1.2 // Theme created by Sopel & Programy