Forum Religia,Polityka,Gospodarka Strona Główna
Nawiązywanie relacji...

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Religia,Polityka,Gospodarka Strona Główna -> Wiedza i Nauka / Co się kryje we wnętrzu człowieka.
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 77303
Przeczytał: 169 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 8:34, 19 Sie 2017    Temat postu: Nawiązywanie relacji...

Jak zbudować bliską relację?
Marzena Święcicka | Sier 18, 2017

Komentuj


Udostępnij
Komentuj


Możemy być inni – wyjątkowi, odrębni, tak, jak zostaliśmy stworzeni, i jednocześnie być w relacji, być blisko. Tak rodzi się jedność, która nie oznacza jednolitości.
Poznaj i zaakceptuj

Przede wszystkim potrzebujesz poznać i zaakceptować siebie oraz osobę, z którą chcesz zbudować bliską relację. Poznając siebie, zaczynasz dostrzegać to, co posiadasz, następnie potrzebujesz to docenić i pragnąć ofiarować bliskiej osobie.

Z drugiej strony znajomość siebie pozwoli Ci zobaczyć to, czego nie masz. Jeżeli to zaakceptujesz, pojawi się w Tobie przestrzeń na przyjęcie tego od bliskiej osoby. Być może będzie Ci w stanie to dać. Bliskość z drugą osobą nie jest wówczas przeżywana jako strata, lecz jako ubogacenie.

Bez akceptacji tego, czego nie masz, jesteś zamknięty na to, co możesz otrzymać. Przeżywasz zazdrość w stosunku do osób, które mają coś, czego Ty nie posiadasz. Kierując się tym uczuciem, pragniesz zniszczyć to, co dobre u tej osoby – w ten sposób obie strony doświadczają braku. A miłość polega na wzajemnym dzieleniu się obdarowaniem, które każdy z nas ma, mimo że czasami trudno nam je dostrzec. Miłość to bycie wdzięcznym. Poprzez miłość każdy może posiadać to, czego potrzebuje.
Czytaj także: Ciała w miłosnym dialogu. Jak zbudujecie udaną małżeńską intymność


Być sobą to być blisko

Jeżeli dostrzegamy i akceptujemy u siebie zarówno mocne jak i słabe strony, podobnie postępujemy w stosunku do drugiej osoby. Pozwalamy jej wówczas być sobą, a to umożliwia bycie blisko. Jeżeli druga osoba otrzymuje od nas akceptację, pozwala nam poznać się taką, jaka jest naprawdę. To, że może być przy nas taka jaka jest, sprawia, że chce się do nas zbliżać – być przy nas, spędzać z nami czas, odkrywać przed nami coraz bardziej intymne cząstki siebie.

Z drugiej strony my też powinniśmy mieć na to przestrzeń. Pozwolić poznać się drugiej osobie i doświadczyć od niej akceptacji. Tak kocha nas Bóg. Jego nieskończona miłość oznacza przyjęcie nas w całości. Możemy być do niego podobni, gdyż zostaliśmy stworzeni na Jego obraz.

Poznanie i akceptacja siebie nie jest jednak łatwym zadaniem. Niekiedy wymaga to od nas wieloletniej pracy nad sobą. Wynika to z tego, że już od najmłodszych lat jesteśmy ranieni przez różne osoby, nie potrafiące nas kochać prawdziwą, zdrową miłością.

Być może będziemy w stanie sami uczyć się miłości, wchodząc w relacje i na zasadzie prób i błędów uczyć się tego, jak kochać. Dla niektórych z nas jest to jednak bardzo trudne, niekiedy niemożliwe. Warto zwrócić się wówczas o pomoc do specjalisty. Pomocna może okazać się psychoterapia lub inne formy pomocy psychologicznej. Wchodząc w relację z psychoterapeutą, możesz skorzystać z jego wiedzy i doświadczenia, które pomoże Ci w budowaniu bliskich relacji w Twoim życiu.


Buduj bliskość

Miłość może urzeczywistnić się nie tylko w relacji do siebie i do innych, ale również w szeroko rozumianej relacji do świata. A zatem trudności w budowaniu bliskości możemy rozważać w wymiarze szerszym niż jednostkowy.
Czytaj także: Dlaczego nie mogę się z nikim związać?

Możemy zadać sobie pytanie, ile jest w nas miłości do odmiennych kultur, ras, narodowości, religii czy w węższym zakresie do odmiennych wspólnot czy grup? Czy to, co inne staramy się poznać, zrozumieć i zaakceptować, nie tracąc wartości tego, w co sami wierzymy lub do czego należymy? Czy jednak jest inaczej – to, co inne odbieramy jako zagrażające? Jesteśmy przekonani, że akceptując to, co odmienne musimy zanegować swoją wartość, odrzucić to, co jest naszą częścią, z czym się utożsamiamy?


Różnorodność jest dobra

Bliskość nie oznacza bycia takimi samymi, pozbycia się tego, kim jesteśmy. Możemy być tym, kim jesteśmy, jednocześnie tolerując odmienność wokół nas. Coś obok mnie, co jest inne, nie musi być zagrażające. Wręcz przeciwnie – może mnie wzbogacić – poszerzyć moje myślenie, sposób odczuwania, spektrum reakcji i zachowań.

Nie musimy wówczas tworzyć sztucznych podziałów. Budować swoje JA na zasadzie – mamy inaczej niż WY. Wskazywać wyłącznie na to, czym się różnimy z jednoczesnym poczuciem, że coś mojego jest lepsze, a wobec tego to, co odmienne musi stać się gorsze. To rodzi konkretne działania – dyskryminację, konflikty, wojny.

A miłość polega na tym, że możemy być inni – wyjątkowi, odrębni, tak, jak zostaliśmy stworzeni, i jednocześnie być w relacji, być blisko, czerpać i dawać, aby wzajemnie się ubogacać, być lepszymi, szczęśliwszymi – do tego jesteśmy stworzeni, powołani. Tak rodzi się jedność, która nie oznacza jednolitości. Tak zaplanował to sam Bóg.

...

Kazdy jest inny bo produkacja ludzi wedlug sztancy bylaby potworna.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 77303
Przeczytał: 169 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 16:49, 29 Sie 2017    Temat postu:

Zanim znowu zapełnisz swój kalendarz
Małgorzata Rybak | Sier 29, 2017
Shutterstock
Komentuj


Udostępnij
Komentuj


Wakacje dobiegają końca. Dla przeciętnej rodziny z dziećmi oznacza to koniec epoki późniejszego wstawania i wolności od zadań domowych, sprawdzianów i zajęć pozalekcyjnych. To dobry moment, żeby zdecydować, jakie wakacyjne odkrycia i rytuały warto wnieść w codzienność.


D
la przeciętnej rodziny z dziećmi koniec wakacji to koniec epoki beztroski: wysypiania się, leniuchowania, ekscytujących podróży i rekreacji. Wraz z piaskiem plaży, wysypywanym z toreb i kieszeni spodni wsadzanych do pralki, mija okres wolności od napiętego grafiku. Czas powoli przyspiesza.


Zachować dobre rytuały

Za moment już wejdziemy w rytm wyznaczany – poza pracą rodziców – planem lekcji i zajęć dodatkowych, sprawdzianami, wywiadówkami, wizytami u dentysty i wszystkimi urokami roku szkolnego. W gronie naszych znajomych utarło się słowo „kierat”, którego osobiście bardzo nie lubię, bo sugeruje odebranie wolności. A przecież wolność odebrać nam może coś zupełnie innego niż codzienne obowiązki: założenie, że w życiu trzeba „więcej robić” niż „bardziej być”.

Jeśli podczas wakacji urodziło się w nas cokolwiek, co ubogaca świat naszych relacji, trzeba to zdecydowanie zaprosić do codzienności, zanim zacznie się nasz bieg przez płotki.

Dla mnie była to na pewno stojąca papierowa lampa koło łóżka w apartamencie w Ustce, przy której mogłam wieczorem czytać. Pozostanie dla mnie symbolem wyłączenia się z krzątaniny po domu (którego tam ze mną nie było w sensie niekończącej się listy zadań) i jasnego określenia czasu wieczornego wyciszenia. Druga rzecz – młynek do kawy i filiżanki z fajansu na wsi, które miały kilkadziesiąt lat – a które wyciągaliśmy z mężem, by usiąść razem i pobyć ze sobą. Do kolekcji dołożę rozmowy z dziećmi o tym, co im leży na sercu. Wszystkie te rzeczy chciałabym przenieść w zwykłe dni.
Czytaj także: Daj sobie czas. 5 zasad koczownika, które pozwolą Ci zwolnić


Czas na budowanie więzi między ludźmi

Miewamy tak absurdalne wyobrażenia o efektywności. Często wynika z nich, że kto więcej biega, ten więcej osiąga. Kto nie odpoczywa, ten więcej zrobi. Kto robi coś nieustannie, jest człowiekiem sukcesu. To iluzje, które z obszaru samorealizacji wyłączają jej najważniejszy obszar – więzi między ludźmi.

Nie mogę ich budować, jeśli nie mam czasu na budowanie relacji, w tym również tej z samym sobą. Mogę nawet nie mieć pojęcia, co u mnie słychać, bo ciągle jestem zajęty.

„Co u ciebie?” „A, wiesz, ciągle w biegu” (i tu co najwyżej następuje wymiana wszystkich projektów i zajęć, które są w trakcie realizacji lub na nią właśnie czekają).

Na wakacje na wsi nasze dzieci zabrały ze sobą trzy świnki morskie i chomika, który dzięki przeprowadzce zyskał znalezioną na tamtejszym strychu klatkę – a właściwie pałac, w porównaniu z tym, w czym mieszkał wcześniej. Trzy piętra, zjeżdżalnia i oczywiście kołowrotek, którego w swoim pierwszym lokum nie posiadał. Wieczorem słyszeliśmy, jak w nim biega. „Ale nasz chomik się tutaj rozkręcił!”, rzucił kiedyś mój mąż, gdy zastanawialiśmy się, co to za dźwięk. Choć jednocześnie słowo „kołowrotek” odsłoniło dla mnie literalnie swoje pułapki. Można się w codziennym biegu tak rozkręcić, że nie wiadomo już wcale, dokąd się zmierza i co z tego wynika. Czy ta bieganina przybliża mnie do najważniejszych życiowych celów?
Czytaj także: Zadbaj o relacje – będziesz szczęśliwszy!


Najważniejsze życiowe cele

Jeśli wśród nich znajduje się tworzenie relacji z innymi ludźmi, od tych najbliższych poczynając, pękający w szwach kalendarz z setkami rzeczy do zrobienia – a potem bieg przez wszystkie punkty dnia – jest fatalną strategią.

„Kto przez życie biegnie, ten po innych depcze” – usłyszałam kilka lat temu na mszy, także w nadmorskiej Ustce. Nie da się budować wokół siebie rzeczywistości opartej na głębokim porozumieniu z innymi i szacunku, jeśli koncentrujemy się tylko na udowadnianiu własnej sprawczości poprzez odhaczanie kolejnych zadań.

I to nieważne, czy będą one wyznaczały kolejne szczeble kariery, czy kamienie milowe w nawet jakimś pobożnym dziele, czy zwykły grafik obowiązków domowych.

Nie da się „mnóstwo robić” i jednocześnie w pełni być: człowiekiem, żoną/mężem, mamą/tatą, przyjacielem. Nawet jako zalatany pracownik czy szef w końcu włączę sobie już tylko tryb „na przetrwanie” i zacznę używać innych ludzi, chodzić na skróty, zapominać, że ludzie są ważni.

Zwariowane tempo życia i głębia relacji z innymi ludźmi wzajemnie się wykluczają. Warto o tym pamiętać, gdy dopiero zaczynamy zapełniać nasze kalendarze. Może lepiej zacząć od znalezienia w nich stałego miejsca dla lampy koło łóżka i książki, filiżanek z kawą wypijaną z mężem czy żoną, spacer i rozmowę z dziećmi o tym, co w głębinach ich serc.

Może nie warto życia zamieniać w „kierat” ani kołowrotek – ale czynić z niego ścieżkę świadomych wyborów, co chcę zrobić, a z czego zrezygnuję, by „mieć czas” na wszystkie ważne sprawy pod słońcem.

...

Szybko i duzo nie znaczy wiecej szczescia.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 77303
Przeczytał: 169 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 5:33, 22 Wrz 2017    Temat postu:

Jak mówić „nie”, nie krzywdząc siebie i innych
Marzena Święcicka | Wrz 21, 2017
Shutterstock
Komentuj


Udostępnij
Komentuj


Dlaczego tak trudno jest nam powiedzieć „nie”? Często zgadzamy się na spełnienie czyjejś prośby, bo uważamy, że musimy się zgodzić, nie mamy innego wyjścia. W dłuższej perspektywie ta „unikowa” strategia może nie wyjść Ci na zdrowie.

Być może zdarzyło Ci się kiedyś robić coś, na co zupełnie nie miałeś/aś ochoty, tylko dlatego, że bezrefleksyjnie zgodziłeś/aś się na spełnienie czyjejś prośby? Zabrakło asertywności, spontanicznie powiedziałeś/aś „tak”, a potem złościłeś/aś się na siebie lub nadawcę prośby, gdyż czas poświęcony na jej spełnienie chciałeś/aś przeznaczyć na istotniejsze dla Ciebie sprawy? Czy ten scenariusz brzmi dla ciebie znajomo?


Co inni powiedzą?

Dlaczego tak trudno jest nam powiedzieć „nie”? Możemy obawiać się negatywnych reakcji ze strony otoczenia – niezrozumienia, złości, krytycznych słów, pretensji, odrzucenia, rozluźnienia relacji. Chcemy uniknąć nieprzyjemnych uczuć, które wywołują nasz dyskomfort np. poczucia winy. Często nie jesteśmy świadomi swoich obaw.

Zgadzamy się na spełnienie czyjejś prośby, będąc przekonanym, że musimy się zgodzić, nie mamy innego wyjścia. Niestety ta „unikowa” strategia w dłuższej perspektywie może nie służyć twojemu szczęściu. Po jakimś czasie zauważysz, że twoje życie polega na spełnianiu oczekiwań innych osób. Nie robisz tego co chcesz, lecz to co dyktuje ci otoczenie. Nie realizujesz swoich planów i marzeń. Przestajesz być sobą. Narasta w tobie frustracja i rozgoryczenie, poczucie rozżalenia i pustki. Mogą pojawić się myśli typu: „lepiej być samemu – relacje z ludźmi zbyt dużo mnie kosztują”, „mam dość ludzi i ich potrzeb”, „po raz kolejny karzą mi zrobić coś na co nie mam ochoty” itd.
Czytaj także: Jesteś asertywny, agresywny czy uległy? Sprawdź!
Nasza odpowiedzialność

Bardzo często zdarza się tak, że nie chcemy uznać, że to my sami jesteśmy odpowiedzialni za to, jak wygląda nasze życie. Wolimy obwiniać innych za nasze trudności. Jesteśmy przekonani o nadmiernych wymaganiach i oczekiwaniach wobec nas. Żyjemy iluzją, że coś „musimy”. Czujemy się wykorzystywani. Tymczasem to ty dokonujesz wyboru, czy chcesz coś zrobić czy nie. Inni ludzie mogą prosić cię o różne sprawy, ale to ty decydujesz, czy chcesz spełnić ich prośbę. Zawsze jest tak, że powiedzenie „nie” lub „tak” ma swoje plusy i minusy. Najważniejsze, to być tego świadomym. Łatwiej jest nam wówczas pogodzić się z negatywnymi konsekwencjami naszej decyzji. Doświadczając ich, mamy przed oczami to, co zyskaliśmy.

Zgadzając się na coś, na co nie chcemy się zgodzić, tak naprawdę oszukujemy drugą stronę. Wprowadzamy innych w błąd, ponieważ nasza zgoda jest odbierana jako chęć spełnienia czyjejś prośby. Inni ludzie zakładają, że sprawi nam to radość, a tymczasem w nas narasta złość. Po jakimś czasie nagle „wybuchamy” lub rezygnujemy z relacji, zostawiając ukochaną osobę. Ona zaskoczona nie wie, co się stało…


Masz prawo do odmowy

Aby nauczyć się mówić „nie” wtedy gdy, czegoś nie chcesz zrobić potrzebujesz uznać swoje prawo do odmowy. Każdy człowiek może decydować o tym, na co się nie zgadza, na co przyzwala, a co wybiera, biorąc za to odpowiedzialność. Najważniejsze jest to, że uznając swoje prawo do powiedzenia „nie”, pozwalamy korzystać z tego prawa innym. Tak jak ja mogę odmówić bez poczucia winy, tak samo może odmówić mi osoba, którą proszę o spełnienie mojej prośby.

Zazwyczaj osoby, którym trudno jest odmówić, odbierają odmowy innych jako odrzucenie, nie jako informację, że ktoś nie może dla nas czegoś zrobić. Taka postawa obciąża naszą prośbę aspektem pretensji psychologicznej – w ten sposób niejako „wymuszamy” spełnienie naszej prośby. Budzi to niechęć ze strony drugiej osoby. Nawet jeśli do pewnego momentu ktoś postępuje zgodnie z naszymi oczekiwaniami, to po jakimś czasie zorientuje się, że jego prawa nie są szanowane i mniej lub bardziej świadomie zdecyduje się na zerwanie relacji z nami lub jej rozluźnienie.


„Nie” jest OK

To, co może ułatwić Ci odmawianie, to przekazywanie klarownego komunikatu dotyczącego odmowy. Przede wszystkim potrzebujesz w nim zawrzeć słowo „NIE” oraz informację o tym, jak zamierzasz postąpić np. „Nie, nie będę jutro na spotkaniu”. Wyrażenie odmowy wprost pozwoli Ci uniknąć zbędnych nieporozumień.
Czytaj także: Kolejny kieliszek wódki – potrafisz odmówić?

Aby zadbać o relację z rozmówcą warto też dodać krótkie wyjaśnienie przyczyny naszej odmowy, np. „ Nie, nie będę jutro na spotkaniu. Niedziela to czas, który spędzam z rodziną”. Zmniejszamy wówczas szansę na przypisanie nam negatywnych intencji. Słysząc naszą odmowę, ktoś mógłby pomyśleć, że nie chce nam się iść na spotkanie, że nam nie zależy albo jest to wyraz naszej złości czy niezadowolenia. Tymczasem zależy nam po prostu na spędzeniu czasu z rodziną.

Rozmówca jest wówczas bardziej skłonny do empatii – zrozumienia motywów naszego działania – a co za tym idzie przyjęcia bez żalu naszej odmowy. Pamiętajmy jednak, że wyjaśnienie nie jest formą „wymówki” – przykrywką na to, czego nie chcemy ujawnić. Wówczas nasze zachowanie jest próbą manipulacji otoczeniem. Jeżeli faktycznie nie chce nam się iść na spotkanie, powinniśmy ujawnić prawdziwy powód. W przeciwnym razie nasz komunikat nie będzie uczciwy, co jest podstawą budowania trwałych i bliskich relacji. W wyjaśnianiu nie chodzi również o usprawiedliwianie się. Pamiętajmy, że mamy prawo do odmowy!


Innym razem

Często bywa tak, że w danym momencie nie możemy spełnić czyjejś prośby, jednak jest to możliwe w innym czasie. Warto przekazać taką informację rozmówcy np. mogę przyjść na spotkanie w przyszłym tygodniu. Zwiększymy wówczas prawdopodobieństwo podtrzymania pozytywnych stosunków z daną osobą.

Drugą stroną medalu odmawiania jest proszenie. Tutaj również warto przyjąć kilka wskazówek. Przede wszystkich potrzebujesz tzw. zaplecza, zanim skierujesz do kogoś prośbę. Polega to na tym, że przygotowujesz plan B, z którego będziesz mógł skorzystać, jeżeli ktoś zdecyduje się na odmowę. Zadaj sobie pytania – co, jeśli nie uzyskam tego, co chcę? Co wtedy zrobię? Jeżeli nie umiesz odpowiedzieć na te pytania, Twoja prośba będzie zbyt obciążająca dla drugiej strony. Stanie się żądaniem. W ten sposób możesz odebrać komuś prawo do odmowy, a tym samym wolność w decydowaniu o swoim życiu.


Komunikat „Ja”

Gdy masz już zaplecze, możesz przejść do przedstawienia swojej prośby. Użyj w tym celu komunikatu JA. Możesz też krótko uzasadnić swoją prośbę np. chciałabym pożyczyć od Ciebie książkę, o której ostatnio mi opowiadałaś. Bardzo zaciekawiła mnie jej treść. Zapleczem dla tej prośby mogłoby by być możliwość zakupienia jej w księgarni. Powinieneś sprawdzić jej dostępność i upewnić się czy na pewno w danym momencie możesz pozwolić sobie na jej zakup. Prośbę warto zawsze dokończyć pytaniem o gotowość czy decyzję, np. czy możesz to dla mnie zrobić?
Czytaj także: Fascynująca podróż w głąb siebie – podejmij wyzwanie!

W sytuacji niejasnej odpowiedzi rozmówcy np. hmm, no nie wiem, warto dodać pytanie klaryfikujące – czy to znaczy, że nie zrobisz tego? Po otrzymaniu odpowiedzi cenne dla obu stron będzie również dokonanie konkretnych ustaleń, m.in. sprecyzowanie terminu wykonania prośby lub terminu, w którym uzyskamy odpowiedź np. czy możesz pożyczyć mi tą książkę już w ten weekend? Kiedy będziesz mógł dać mi odpowiedź?

A zatem zachęcam Cię do wzięcia odpowiedzialności za swoje życie i skorzystania ze swojego prawa do odmowy, jak również umożliwienia korzystania z tego prawa innym osobom. Pomoże ci to w zachowaniu zdrowych granic z otoczeniem. Zwiększysz swoje szansę na satysfakcjonujące relacje z innymi. Jeżeli mimo zastosowania wszelkich wskazówek okaże się, że odmawianie lub proszenie nadal sprawia ci dużą trudność, możesz skorzystać z różnych form pomocy psychologicznej. W tej sytuacji cenne mogą okazać się warsztaty w temacie asertywność, jak również pomoc terapeuty lub coacha.

...

Gdy ludzie zobacza ze jestescie gotowi do pomocy zwalą na was swoje problemy! Nie wolno do tego dopuscic! Oni maja je zalatwiac bo sa dla nich! Nie mozna wspierac wygodnictwa i egoizmu. Trzeba madrego wyczucia potrzeb blizniego. W wiekszosci nie sa to problemy osoby przykutej do łóżka wiec musi je przezyc sam.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 77303
Przeczytał: 169 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 17:56, 22 Wrz 2017    Temat postu:

Dlaczego powinniśmy mieć „niewygodnych” przyjaciół
Michael Rennier | Wrz 22, 2017
Westend61/Getty Images
Komentuj


Udostępnij
Komentuj


Najprościej jest szukać azylu wśród myślących podobnie, ale to też najbardziej sprzyja podziałom.


Z
auważyliście, że jesteśmy coraz bardziej podzieleni? Mamy lewicę i prawicę, tych, co chodzą do kościoła i tych, co nie chodzą, ludzi, którzy określają się jako „pro-jedno” albo „anty-drugie”, tych, co piją kawę czarną, jak Bóg przykazał i tych, co błądzą, mieszając ją z mlekiem. Ale zbaczam z tematu.

Dzięki internetowym forom i grupom dyskusyjnym łatwo jest dziś znaleźć podobnie myślących przyjaciół, możemy więc tworzyć więzi w oparciu o wspólne zainteresowania albo hobby. Dobrze jest znaleźć takie oazy na pustyni – grupy, w których można być sobą i budować przyjaźnie na bazie tego, co łączy. (Może jakaś grupa dla snobów kawowych, co?). Wiemy, o co chodzi.

Świat jest męczącym miejscem, kusi więc perspektywa ucieczki do swoich. Ciągłe spory o politykę i religię nie służą przyjaźniom, więc potrzeba nam więzi z podobnie myślącymi, schronienia przed oszalałym światem.
Czytaj także: Czego uczą mnie moi niewierzący przyjaciele?


Jak hobbici albo strusie

Kiedy dość mam nowin ze świata polityki albo historii o tym, że świat zmierza prosto do piekła, wycofuję się do mojej strefy komfortu i zakreślam obronny krąg wokół siebie. Bezpiecznie obwarowany, jestem jak hobbit radośnie spożywający drugie śniadanie w przytulnym domu w Shire, podczas gdy świat płonie wokół mnie. To działa; daje komfort i bezpieczeństwo, ale czy lepiej mi z tym? A wam?

Weźmy na przykład taką wieść: oto Facebook opracował algorytm, który szufladkuje nas według sympatii politycznych. Jakiekolwiek wiadomości czy historie sprzeczne z naszymi preferencjami przestaną być dla nas widoczne. Mówiąc wprost, Facebook uważa nas za strusie, chowające głowy w piasek, żeby nie widzieć, co robią ci wszyscy paskudni ludzie i ustrzec się załamania nerwowego z powodu przedawkowania faktów. Zapewne dzięki temu zyskamy przyjazne, bezstresowe media społecznościowe, ale ta izolacja działa w obie strony: my nie słuchamy innych, inni nie słuchają nas.
Czytaj także: Bądź przyjacielem, nie dręczycielem! „Przyjacielskie ławki” powinny się znaleźć w każdej szkole


Warto spojrzeć głębiej

Kiedy pali mnie potrzeba refleksji na ważny temat, mówię tylko do swoich. Nikt, kto się ze mną nie zgadza, nie zobaczy, co piszę i nie będzie miał okazji podyskutować. Moje życie jest uboższe z tego powodu, tracę okazję usłyszenia, co mogliby powiedzieć inni znajomi.

Znika szansa na zakwestionowanie moich poglądów. W rezultacie ucierpi moja zdolność empatii, bo poglądy różne od moich nie będą już przedstawiane mi przez kogoś, kogo znam i szanuję, a tylko przez jakąś abstrakcyjną grupę „innych”, których łatwo zlekceważyć.

Podtrzymywanie tylko tych przyjaźni, które są dla nas wygodne, pozbawia nas szans na rozwój.

Nie trzeba przyjaźnić się ze wszystkimi, ale gdzie jest granica? Na jaki poziom niewygody jesteśmy gotowi, żeby zaprzyjaźnić się z kimś o odmiennych poglądach? Co z sąsiadem, z którym nie mam nic wspólnego, który wyznaje inną religię, ma inny status społeczny, może nie podziela moich przekonań moralnych? Mam go ignorować, bo pochodzimy z innych światów?

Wszyscy zasługujemy na szacunek i o ile umiemy darzyć się nim nawzajem, przyjaźń jest możliwa.
Czytaj także: Najlepszym prezentem, jaki można dać przyjacielowi, jest modlitwa za niego.


Wszyscy zasługujemy na szacunek

Unikanie niezręcznych spotkań jest z pewnością łatwiejsze, ale nikt nie zasługuje na to, by go ignorować. Nawet jeśli nie mam pojęcia, co miałoby mnie łączyć ze wspomnianym sąsiadem, niewidzianym od lat znajomym albo którymś z milczących krewnych, warto spojrzeć głębiej. Nie muszą nas łączyć sprawy zewnętrzne, ale może wspólne spojrzenie na życie, doświadczenie, jakieś cechy osobowości. Jeśli nawet nie to, łączy nas przecież jedno – wszyscy zasługujemy na szacunek i o ile umiemy darzyć się nim nawzajem, przyjaźń jest możliwa.

Wyobraź sobie choćby tego gościa z pracy, którego nie znasz. Zamiast udawać, że patrzysz w telefon, kiedy go mijasz, zatrzymaj się na chwilę i zagadaj, o byle czym. Taka rozmowa może przerodzić się w coś istotnego.

Zaproś sąsiadów na kolację, żeby ich lepiej poznać. Jeśli nawet nie zostaniecie najlepszymi przyjaciółmi, nigdy nie wiadomo, może uda się nawiązać niespodziewanie dobrą znajomość. Nie martw się, ile to ciebie kosztuje, ludzie są tego warci.

Rozmaite bywają związki międzyludzkie, ja sam ciągle zastanawiam się, ile jestem gotów poświęcić dla przyjaźni z ludźmi, z którymi wiele mnie różni. Chcę chronić siebie i moją rodzinę przed przysłowiowymi „chuliganami z osiedla”, ale na taką postawę też trzeba uważać.

Może będę mógł jakoś na nich wpłynąć, ofiarować radę i pomoc. Albo pokorniej – może dowiem się czegoś, o czym nie miałem pojęcia, zobaczę świat z innej perspektywy, coś zyskam, a najważniejsze: przypomnę sobie, że nieważne, jaką częścią tej szalonej ludzkiej układanki jesteśmy, przez to życie idziemy razem.

...

Faktycznie. Zaciesnianie sie do wlasnego grona to sekciarstwo. Ale i nie nalezy za wszelka cene pchac sie do srodowisk patologicznych.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 77303
Przeczytał: 169 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 19:30, 29 Wrz 2017    Temat postu:

Jesteś z kimś w konflikcie? Zobacz, jak rozmawiać
Zuzanna Górska-Kanabus | Wrz 29, 2017
Shutterstock
Komentuj


Udostępnij
Komentuj


Jeżeli wybuchasz, bo Twoja żona zapomniała kupić chleb albo Twój mąż zabłocił podłogę, to Twoje reakcje są nieproporcjonalne do problemu. A to może oddalić drugą osobę emocjonalnie od Ciebie i zniechęcić ją do podejmowania jakichkolwiek prób zmiany.


K
onflikty są nieodzownym elementem każdej relacji. To ich brak, a nie występowanie powinny Cię martwić. Dobrze poprowadzona i rozwiązana kłótnia może przyczynić się do rozwoju związku. Jednak aby tak się stało, spór trzeba prowadzić mądrze, bez oskarżeń, z użyciem komunikatów Ja, w duchu szukania rozwiązania, a nie wygranej.

W poprzednich artykułach opisałam sześć zasad dobrej kłótni oraz jakich zachowań unikać w konflikcie. Są tam wskazane zachowania i strategie, które pomagają przejść przez spór w sposób nieraniący i zwiększający szansę na znalezienie pozytywnego rozwiązania. Jednak są to tylko wskazówki, które sprawdzają się w większości wypadków, ale nie zawsze. Jak wskazują wyniki badań Nikoli Overall i Jamesa McNulty’ego, nie ma jednego idealnego stylu komunikacyjnego, który będzie się sprawdzał w każdej sytuacji konfliktowej.
Czytaj także: Zmień perspektywę z “ty” na “ja” – zasady skutecznej komunikacji cz. 2

Overall i McNulty wyróżnili dwa wymiary, które tworzą cztery style komunikacji w konflikcie. Pierwszy z nich zakłada, że komunikat może być bezpośredni lub niebezpośredni. Drugi zakłada, że w trakcie sporu może wystąpić współpraca lub opór. Te dwa wymiary tworzą cztery style komunikacji w konflikcie.


Bezpośrednia współpraca

Zakłada przeanalizowanie problemu i szukanie rozwiązania na drodze negocjacji. Na przykład w małżeństwie nie zgadzacie się na istniejący podział obowiązków, więc szukacie takiego wyjścia, które będzie dla Was kompromisem. Lub martwicie się zbyt dużymi wydatkami i decydujecie, że ograniczycie wyjścia na miasto.
Czytaj także: 6 zasad dobrej kłótni

Według Overall i McNulty’ego jest to dobra strategia do rozwiązywania kłopotów dnia codziennego. Nie sprawdza się za to w przypadku poważnych problemów, które zagrażają relacji. Dodatkowo aby zadziałała, obie strony muszą być otwarte na współpracę. Jeżeli jedna z osób wykazuje duży opór lub jest depresyjna, to z dużym prawdopodobieństwem ten styl komunikacji się nie sprawdzi.


Niebezpośrednia współpraca

W tym stylu najważniejsze jest poczucie humoru i okazywanie uczuć. Na przykład, jeżeli Twój mąż nie rozstaje się ze swoim telefonem, możesz zażartować i powiedzieć, że czujesz się jak w trójkącie. A także dodać, że wolałabyś mieć go całkowicie dla siebie. Jeżeli powiesz to z miłością i humorem, możesz osiągnąć bardzo dobry efekt. Uważaj jednak, aby w Twojej wypowiedzi nie było krytyki, oskarżenia, żalu czy ataku.

Nie używaj tej strategii w odniesieniu do poważnych problemów. Żartując ze spraw naprawdę dla Ciebie istotnych, możesz spowodować, że druga strona nie zauważy, że jest to dla Ciebie ważna kwestia.


Niebezpośredni opór

Badacze wskazują, że styl ten często wykorzystują osoby lękowe, ponieważ daje im on chwilowe poczucie bezpieczeństwa. Najogólniej mówiąc polega on na tym, że jedna osoba bierze na siebie całą winę i błaga o współczucie. Taki sposób zachowania jest najbardziej niszczący dla relacji, ponieważ rodzi niechęć jednej strony do drugiej.
Czytaj także: Jak się nie kłócić?


Bezpośredni opór

Osoby stosujące ten styl komunikacji pozwalają, aby ton ich głosu oddawał emocje gniewu czy złości, które czują. Dodatkowo oskarżają i obwiniają drugą stronę za problem oraz żądają zmiany. Prowadzi on do poważnej kłótni i jest dość ryzykowny. Jednak Overall i McNulty wskazują, że jest to najbardziej efektywny styl w sytuacji, gdy związek jest na granicy, czyli w poważnym kryzysie. Zastosowanie tej strategii może przynieść nieoczekiwany przełom. Siła przekazu może uświadomić drugiej stronie wagę problemu i konieczność jego rozwiązania.

W każdej innej sytuacji ten styl komunikacji przynosi więcej złego niż dobrego. Jeżeli wybuchasz, bo Twoja żona zapomniała kupić chleb albo Twój mąż zabłocił podłogę, to Twoje reakcje są nieproporcjonalne do problemu. A to może oddalić drugą osobę emocjonalnie od Ciebie i zniechęcić ją do podejmowania jakichkolwiek prób zmiany, czy wyjścia Ci naprzeciw.

Overall i McNulty w podsumowaniu swoich badań piszą, że efektywna komunikacja w konflikcie wymaga od Ciebie dużej samoświadomości, a także rozumienia tego, jaki Twój partner jest. Nie ma jednego, idealnego stylu komunikacji, który sprawdza się w każdej sytuacji. Raczej za każdym razem musisz tak się komunikować, aby odpowiadało to Twoim potrzebom i uwzględniało wrażliwość drugiej strony. Jeżeli jakaś strategia nie działa, to po prostu spróbuj innej.
Czytaj także: Chcesz mieć udane małżeństwo? Nie idź na kompromis

Jeśli zainteresował Cię ten tekst, odsyłam Cię do artykułu Nikoli Overall i Jamesa McNulty’eg „What type of communication during conflict is beneficial for intimate relationships?”, który ukazał się w czasopiśmie Current Opinion in Psychology nr 13/2017.

...

Trudno w tym zyciu przejsc je bez konfliktow chocby dlatego, ze grzech...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 77303
Przeczytał: 169 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 12:42, 20 Paź 2017    Temat postu:

Bóg patrzy na Ciebie z miłością, która wyzwala. Ty też tak możesz. Porozumienie bez przemocy
Małgorzata Bilska | 20/10/2017
Shutterstock
Komentuj


Udostępnij
Komentuj


Z dr Joanną Barcik, filozofem religii, żoną i mamą, o programie Marshalla B. Rosenberga Porozumienie Bez Przemocy (PBP, ang. NVC), rozmawia Małgorzata Bilska


M
ałgorzata Bilska: Jak długo zajmujesz się Porozumieniem Bez Przemocy? I skąd ta fascynacja?

Dr Joanna Barcik: Razem z mężem jesteśmy związani z NVC od jakichś 5 lat. Zaczęło się od warsztatów dla rodziców w przedszkolu córki. Ten sposób budowania wzajemnych relacji okazał się zgodny z naszymi intuicjami, więc postanowiliśmy iść w tym kierunku dalej. Jeździmy na obozy rodzinne, uczestniczymy w warsztatach. Cały czas się uczymy. Paradoksalnie im dłużej to trwa, tym więcej wysiłku nas to kosztuje, ale też dostrzegamy w tej metodzie wielką wartość.

O co chodzi w NVC? Rosenberg rozróżnia empatyczny język żyrafy od języka szakala – oceniającego, zawierającego czasem elementy przemocy emocjonalnej.

Na pewno nie odpowiem tutaj na pytanie, czym „tak naprawdę” jest NVC. Dla mnie jest metodą komunikacji, ale też pewnym sposobem myślenia o relacji z drugim. I przede wszystkim jest praktyką dialogu. NVC to też krytyka kultury: sposobu, w jaki zostaliśmy wychowani do komunikowania się. Zwykle rządzi nim pytanie: kto ma rację? Kiedy walczymy o rację, oceniamy, osądzamy i obwiniamy siebie i innych, a przy tym tracimy z oczu drugą osobę. To Rosenberg nazywa językiem szakala. W języku żyrafy zaś skupiamy się na wyrażaniu własnych uczuć i stojących za nimi potrzeb, tak, by utrzymać kontakt.

Można przestać oceniać? Czym innym jest ocena osoby, a czym innym – zachowania lub słów. Każda kultura ma jednak etykę, odniesienie do doba i zła. Jakiś system ocen.

Oceniamy automatycznie, to pozwala nam zorientować się w świecie, poczuć bezpieczniej. Ale kiedy mówię drugiemu, co powinien zrobić, siebie ustawiam w pozycji tego, kto wie lepiej. Kto jednak ustanowił mnie sędzią drugiego?

Gdy dokonuję oceny drugiego, zakładam, że sam z siebie nie ma on zasobów, żeby postępować „właściwie” – potrzebuje wskazówek, wyznaczania drogi, stawiania granic, bez tego mógłby się kompletnie pogubić, a nasza cywilizacja uległaby zagładzie! Tymczasem Rosenberg uważa, że mamy w sobie potrzebę wzbogacania świata i siebie nawzajem, obdarzania się dobrem. Tym chętniej je realizujemy, im mniej jesteśmy do tego zmuszani. Kluczowa jest tu wolność i własny wybór.
Czytaj także: Czy wrażliwość może być siłą?

Jak wyrażać empatię i miłość bliźniego na co dzień? Lubimy szukać winnych, wytykamy grzechy. Krytykujemy, potępiamy.

I nic dobrego to nie przynosi, jedynie pogłębia konflikt. Rosenberg definiuje empatię inaczej niż czynimy to potocznie. To nie jest wczuwanie się w drugiego – tego realnie nie jesteśmy w stanie zrobić. Empatia to raczej zostawianie drugiej osobie przestrzeni, aby mogła bezpiecznie wyrazić swoje potrzeby i prośby o ich zaspokojenie. A potrzeby (współpracy, sensu, wolności, autonomii) są uniwersalne, niezależne od kultury i religii, zatem na ich poziomie otwiera się przestrzeń spotkania.

Dla mnie jest to perspektywa wyzwalająca. Rosenberg proponuje spojrzeć na drugiego człowieka jako na tego, który nie działa przeciwko mnie, ale próbuje zrealizować swoje potrzeby. Może niedoskonale, w sposób dla mnie nieakceptowalny. Kiedy jednak próbuję przebić się przez jego nieudolny język, usłyszeć uczucia i potrzeby, jakie za nimi stoją, pojawia się miejsce na relację.

Dla mnie najbardziej radykalnym zaprzeczeniem oceniania ludzi „z góry”, z wysokości bycia lepszym, jest wcielenie Boga.

Wcielenie jest najdoskonalszym wyrazem miłości Boga, stanięciem w autentycznym dialogu z człowiekiem. Jezus nie ocenia ludzi, z którymi się spotyka. Nawet przez najgorsze (z punktu widzenia żydowskiego Prawa) zachowania dostrzega konkretnego człowieka. Spojrzenie Jezusa nie jest spojrzeniem oceniającym, ale przyjmującym. Nie widzę u Jezusa moralizowania, tylko miłość i empatię. Żaden grzech nie jest w stanie zablokować tej miłości. Zbyt często patrzymy na chrześcijaństwo w kategoriach moralności, tymczasem u jego źródeł jest doświadczenie spotkania z żywym Bogiem.

Spotykam coraz więcej ludzi, którzy nie czują się już związani z Kościołem. Kiedy pytam o przyczyny tego zerwania zwykle słyszę: „zawsze czułem/am się oceniany/a”, „ciągle coś mi się każe lub czegoś zabrania”, „nie patrzy się na mnie jak na dojrzałą, mogąca decydować o sobie osobę”. Jeśli w Kościele zaczniemy od moralizowania, donikąd nie dojdziemy. Życie chrześcijańskie wyrasta z relacji, bez niej prawo może być postrzegane jedynie jako ograniczające. Jak kajdany.
Czytaj także: Jak zacząć rozmawiać z mężem? Przepis na sukces domowego dialogu

W czym pomaga Ci Rosenberg? Na przykładzie.

Wracam z pracy do domu w sobotę. Mąż i dziecko bawią się na podłodze, jest bałagan, obiad nieugotowany, jestem potwornie głodna. Przez kilka lat reagowałam złością. Myślałam sobie: nie liczę się dla nich. Teraz w takiej sytuacji robię wdech i… widzę Łukasza i Lolkę, którzy realizują swoje potrzeby zabawy, bycia razem. Nie działają przeciwko mnie. Wtedy jestem w stanie wspólnie z nimi poszukać strategii, która pozwoli zaspokoić moją potrzebę jedzenia, uwzględniając ich potrzebę zabawy. Bo, jak mówi Rosenberg, nasze potrzeby nie są w konflikcie. W konflikcie mogą być sposoby, w jakie chcielibyśmy je zaspokoić. Kiedy uda mi się dotrzeć do moich potrzeb, mogę poszukać różnorodnych strategii na ich zaspokojenie. Zdarza się, że jem, zanim wrócę do domu, czasem gotujemy coś wspólnie.

Gdy patrzę na innych poprzez pryzmat potrzeb, nie odczytuję działań innych jako raniących. Mogę dostrzec, że – mówiąc językiem religijnym – druga osoba jest tak samo kochana przez Boga, jak ja. Nie do mnie należy jej ocenianie i zmienianie. Jedyne, co mogę zmienić, to siebie.

Czyli zamiast pouczać i zmieniać innych, zaczynać od siebie? Inni pójdą za nami, jeśli nie będziemy ich do tego zmuszać?

Zazwyczaj chcemy zmieniać innych, na przykład wychowując przez kary i nagrody. To bywa doraźnie skuteczne, ale nie uczy dojrzałości. W komunikacji empatycznej rezygnuję z wywierania wpływu na rzecz prośby, mając świadomość, że gdy wypowiadam prośbę, pozostawiam drugiemu przestrzeń wolności.

Rosenberg twierdzi, że wszyscy chcemy żyć w pokoju, w miłości, w bezpieczeństwie, tylko czasem wybieramy strategie niemożliwe do zaakceptowania przez innych. To optymistyczne spojrzenie na człowieka, momentami brakuje mi dramatyzmu św. Pawła, który mówi „Widzę dobro, ale idę za złem”.

Rozumiem jednak, że gdy patrzę na drugiego przez pryzmat jego dążenia do dobra (tego zresztą uczy również np. św. Tomasz z Akwinu), pamiętając, że realizuje on swoje potrzeby w sposób najlepszy, w jaki umie, łatwiej jest mi otworzyć na niego serce niż wtedy, gdy zakładam, że w złośliwości chce mi zaszkodzić.

Jezus powiedział dość jasno: „Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni”.

Bóg nie ocenia. Nie patrzy na człowieka przez pryzmat grzechu, ale od niego uwalnia. Wrzuca w głębokości morskie wszystkie nasze grzechy, jak mówi proroctwo Micheasza (Mi 7,19). Nie chce o nich pamiętać. Patrzy z miłością, która wyzwala.

...

Relacje z innym to tez orka na ugorze. Trzeba i umiejetnosci i wytrwalosci.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Religia,Polityka,Gospodarka Strona Główna -> Wiedza i Nauka / Co się kryje we wnętrzu człowieka. Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
cbx v1.2 // Theme created by Sopel & Programy