Forum Religia,Polityka,Gospodarka Strona Główna
Upadek demokracji w Polsce .
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Religia,Polityka,Gospodarka Strona Główna -> Aktualności dżunglowe
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91136
Przeczytał: 196 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 20:36, 04 Lis 2015    Temat postu:

Do Sądu Najwyższego wpłynęło 28 protestów wyborczych
4 listopada 2015, 17:25
28 protestów przeciwko ważności wyborów do Sejmu i Senatu wpłynęło do Sądu Najwyższego. Najczęściej wyborcy wskazują, że podczas liczenia nie uwzględniono ich głosów oddanych na wskazanego kandydata. W środę upłynął termin na składanie protestów.

- Największa grupa protestów - aż 12 - dotyczy liczenia głosów - powiedział Krzysztof Michałowski z biura prasowego SN. Według niego protestujący wyborcy deklarują oddanie głosu na wskazanego kandydata, tymczasem w protokole przy nazwisku tego kandydata widnieje zero głosów. - Podobne zastrzeżenia mają sami kandydaci, którzy jednocześnie byli wyborcami i też wnieśli protesty wyborcze; głosując na siebie, otrzymali zero głosów, a powinni co najmniej jeden - tłumaczył Michałowski.

Jak mówił, w środę wpłynął też protest dotyczący ustalania wyniku głosowania w całym kraju. Według wnioskodawcy stosowanie progów wyborczych w wyborach do Sejmu jest niezgodne z konstytucyjną zasadą równości i proporcjonalności wyborów. Do Sejmu wchodzą komitety wyborcze, które uzyskały 5 proc. głosów; komitety koalicyjne muszą uzyskać co najmniej 8 proc. głosów.

W ocenie Michałowskiego SN najpierw rozstrzygnie, czy w ogóle będzie taki protest rozpatrywać. - Pamiętajmy, że protesty wyborcze można wnieść do SN z powodu dopuszczenia się przestępstwa przeciwko wyborom określonym w Kodeksie karnym albo naruszenia przepisów Kodeksu wyborczego dotyczących głosowania i ustalenia wyników wyborów. Pytanie, czy SN uzna niekonstytucyjność przepisów Kodeksu wyborczego za naruszenie tych przepisów i stwierdzi, że protest jest zasadny - mówił Michałowski.

Pięć spośród wniesionych protestów wniesiono przed terminem, co oznacza, że sąd pozostawi je bez dalszego biegu.

- Sąd Najwyższy będzie teraz czekał na stanowiska PKW i Prokuratora Generalnego. Dopiero po wpłynięciu stanowisk SN zacznie się bliżej przyglądać protestom i podejmie decyzje, czy skierować w ramach pomocy sądowej wniosek o ponowne przeliczenie głosów w odniesieniu do niektórych protestów - podkreślił Michałowski.

Michałowski podkreślił, że termin na składanie protestów wyborczych upływa co prawda w środę, ale po tym dniu mogą jeszcze wpłynąć do sądu protesty nadane pocztą w terminie. Według niego ostatnie protesty sąd może otrzymać jeszcze nawet na początku przyszłego tygodnia.

Protesty wyborcze w poprzednich latach

Protest przeciwko ważności wyborów w okręgu wyborczym lub przeciwko wyborowi posła lub senatora może wnieść wyborca, którego nazwisko w dniu wyborów było umieszczone w spisie wyborców. Protest może wnieść także przewodniczący właściwej obwodowej lub okręgowej komisji wyborczej, a także pełnomocnik wyborczy.

SN rozpatruje protesty w składzie trzech sędziów, w postępowaniu nieprocesowym, i wydaje opinię w formie postanowienia w sprawie protestu. Na podstawie sprawozdania z wyborów przedstawionego przez PKW oraz opinii wydanych w wyniku rozpoznania protestów SN rozstrzyga o ważności wyborów oraz o ważności wyboru posła, przeciwko któremu wniesiono protest.

Uchwałę ws. ważności wyborów SN musi podjąć nie później niż w 90 dniu po dniu wyborów; czyli najpóźniej 23 stycznia 2016 r.

SN poinformował w komunikacie, że po wyborach parlamentarnych w 2011 r. wpłynęło 157 protestów wyborczych, z czego za zasadne w całości lub części sąd uznał 20 spośród nich. Żadne ze stwierdzonych nieprawidłowości nie miały wpływu na wynik wyborów. W 2007 r. do SN wpłynęło 112 protestów, z czego 13 uznano za zasadne.

Po wyborach do Sejmu i Senatu w 2005 r. sąd rozpoznał 136 protestów; zarzuty okazały się zasadne w przypadku 20 protestów. "Sąd Najwyższy uznał, że w odniesieniu do jednego z zarzutów, który był podnoszony w pięciu protestach, naruszenie miało lub mogło mieć wpływ na wynik wyborów i unieważnił wybory do Senatu przeprowadzone w okręgu częstochowskim" - podano. Naruszenie polegało na tym, że na kartach do głosowania do Senatu nie wydrukowano nazw komitetów wyborczych kandydatów na senatorów. "Sąd nakazał przeprowadzenie powtórnego głosowania, które odbyło się 22 stycznia 2006 r".

...

Kolejne.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91136
Przeczytał: 196 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 21:56, 06 Lis 2015    Temat postu:

Sąd Najwyższy otrzymał 51 protestów wyborczych
6 listopada 2015, 16:20
51 protestów przeciwko ważności wyborów do Sejmu i Senatu wpłynęło do Sądu Najwyższego. Termin na składanie protestów minął w środę, jednak do sądu wpływają wciąż protesty nadane pocztą.

Według biura prasowego Sądu Najwyższego (SN) największa grupa protestów dotyczy liczenia głosów: protestujący wyborcy deklarują oddanie głosu na wskazanego kandydata, tymczasem w protokole przy nazwisku tego kandydata widnieje zero głosów.

Pięć spośród wniesionych protestów wniesiono przed terminem, co oznacza, że sąd pozostawi je bez dalszego biegu.

Sąd Najwyższy po otrzymaniu stanowiska PKW i Prokuratora Generalnego zacznie badać protesty i podejmie decyzje, czy skierować wniosek o ponowne przeliczenie głosów w przypadku poszczególnych protestów.

Termin na składanie protestów wyborczych upłynął w środę, ale do SN wpływają protesty nadane pocztą w terminie.

Protest przeciwko ważności wyborów w okręgu wyborczym lub przeciwko wyborowi posła lub senatora może wnieść wyborca, którego nazwisko w dniu wyborów było umieszczone w spisie wyborców. Protest może wnieść także przewodniczący właściwej obwodowej lub okręgowej komisji wyborczej, a także pełnomocnik wyborczy.

SN rozpatruje protesty w składzie trzech sędziów, w postępowaniu nieprocesowym, i wydaje opinię w formie postanowienia w sprawie protestu. Na podstawie sprawozdania z wyborów przedstawionego przez PKW oraz opinii wydanych w wyniku rozpoznania protestów SN rozstrzyga o ważności wyborów oraz o ważności wyboru posła, przeciwko któremu wniesiono protest.

Uchwałę ws. ważności wyborów SN musi podjąć nie później niż w 90 dniu po dniu wyborów; czyli najpóźniej 23 stycznia 2016 r.

Protesty wyborcze w poprzednich latach

SN poinformował w komunikacie, że po wyborach parlamentarnych w 2011 r. wpłynęło 157 protestów wyborczych, z czego za zasadne w całości lub części sąd uznał 20 spośród nich. Żadne ze stwierdzonych nieprawidłowości nie miały wpływu na wynik wyborów. W 2007 r. do SN wpłynęło 112 protestów, z czego 13 uznano za zasadne.

Po wyborach do Sejmu i Senatu w 2005 r. sąd rozpoznał 136 protestów; zarzuty okazały się zasadne w przypadku 20 protestów.

"Sąd Najwyższy uznał, że w odniesieniu do jednego z zarzutów, który był podnoszony w pięciu protestach, naruszenie miało lub mogło mieć wpływ na wynik wyborów i unieważnił wybory do Senatu przeprowadzone w okręgu częstochowskim" - podano. Naruszenie polegało na tym, że na kartach do głosowania do Senatu nie wydrukowano nazw komitetów wyborczych kandydatów na senatorów. Sąd nakazał wówczas przeprowadzenie powtórnego głosowania, które odbyło się 22 stycznia 2006 roku.

...

A te samorzadowe przyklepane.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91136
Przeczytał: 196 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 0:48, 26 Lis 2015    Temat postu:

CBOS o braku udziału w wyborach: przyczyny obiektywne, sprzeciw wobec polityki

CBOS o braku udziału w wyborach: przyczyny obiektywne, sprzeciw wobec polityki - istock

Nieobecność przy urnie wyborczej Polacy najczęściej uzasadniają przyczynami obiektywnymi lub sprzeciwem wobec rzeczywistości politycznej - wynika z sondażu CBOS. W dniu głosowania w domach pozostała też znaczna część wyborców określających swoje poglądy jako lewicowe lub centrowe.

W ostatnich wyborach parlamentarnych nie głosowało 49,08 proc. Polek i Polaków. Jednak w badaniach przeprowadzonych przez CBOS dwa tygodnie później do absencji wyborczej przyznało się jedynie 32 proc. respondentów.
REKLAMA


Tego rodzaju zjawisko, polegające na wyższym poziomie deklaracji udziału w wyborach zarówno przed głosowaniem, jaki i po nim w porównaniu z danymi rzeczywistymi jest zauważalne w przypadku każdych wyborów. Niechęć do przyznawania się do braku udziału w wyborach może wynikać z przekonania, że głosowanie jest obowiązkiem każdego obywatela.

Absencji wyborczej sprzyja przede wszystkim brak wyrazistych poglądów politycznych w kategoriach lewica–prawica. Aż dwie trzecie osób, które nie potrafią sprecyzować swoich poglądów, zadeklarowała, że nie wzięła udziału w głosowaniu.

25 października do urn wyborczych udali się przede wszystkim wyborcy identyfikujący się z prawicą - brak udziału w głosowaniu zadeklarowało 19 proc. z nich. Natomiast znaczna część wyborców określających swoje poglądy jako lewicowe (28 proc.) lub centrowe (31 proc.) pozostała tego dnia w domu.

Najwięcej deklaracji braku udziału w wyborach znajdujemy wśród najmłodszych wyborców - przyznało się do tego 41 proc. osób pomiędzy 18. a 24. rokiem życia. Do absencji wyborczej przyznało się też 28 proc. mieszkańców wsi i 39 proc. mieszkańców najmniejszych miast. W wyborach rzadziej biorą też udział osoby z niższym wykształceniem - przyznało się do tego 44 proc. osób z wykształceniem podstawowym i 46 proc. osób z wykształceniem zasadniczym zawodowym.

Absencja wyborcza powiązana jest również z materialnymi warunkami życia: nie głosowało jedynie 13 proc. wyborców o najwyższym deklarowanym dochodzie na osobę w rodzinie (2000 zł i więcej), podczas gdy w grupie respondentów deklarujących najniższy dochód na osobę w rodzinie (do 649 zł) nie głosował co drugi.

Spośród trzech najczęściej wymienianych motywów absencji wyborczej dwa mają charakter niezwiązany kontekstowo z wyborami. 15,1 proc. niegłosujących usprawiedliwia się niedyspozycją zdrowotną, a 11,1 proc. nie głosowało z powodu pobytu poza miejscem zamieszkania.

Niektórym głosowanie uniemożliwiła praca zawodowa, przyczyny formalne (brak dowodu osobistego), wyznanie (świadkowie Jehowy) lub brak możliwości dotarcia do lokalu wyborczego. Można więc stwierdzić, że 39,4 proc. niegłosujących nie stawiło się 25 października przy urnach z przyczyn obiektywnych.

Drugą pod względem liczebności grupę (32,2 proc.) stanowią osoby, których absencja wyborcza ma bezpośredni związek z oceną sytuacji na scenie politycznej. Wśród nich najliczniej reprezentowana jest opinia, że "nie było, na kogo głosować" (15,5 proc. ogółu niegłosujących).

Do tej kategorii można zaliczyć też osoby, które nie potrafiły podjąć decyzji wyborczej ("nie byłem pewien, na kogo głosować"), nie wierzyły w pozytywne skutki tych wyborów ("i tak nic się nie zmieni"), kwestionowały motywacje kandydatów ("karierowicze dbający o własną kasę") lub uczciwość wyborów.

Uzasadnienia o charakterze kontestacyjnym obejmują również deklarowane rozczarowanie rządami koalicji PO-PSL oraz niechęć do udziału w wyborach ze względu na przewidywane zwycięstwo PiS.

Trzecią grupę stanowią motywacje o charakterze alienacyjnym w stosunku do polityki. Tego rodzaju uzasadnienia wymienia łącznie 15,5 proc. respondentów, którzy nie głosowali. Osoby te wskazywały m.in. że nie mają kompetencji wyborczych ("nie znam się"), nie interesują się polityką lub wynik głosowania jest im obojętny.

Co dziesiąta osoba spośród niegłosujących nie potrafi wyjaśnić powodów swojej absencji, usprawiedliwiając się ogólnikowo, głównie brakiem czasu. 4 proc. badanych wskazało, że nie mieli dostatecznej motywacji i po prostu "nie chciało" im się głosować.

Sondaż Centrum Badania Opinii Publicznej "Aktualne problemy i wydarzenia" został przeprowadzony w dniach 5–11 listopada na liczącej 951 osób reprezentatywnej próbie losowej dorosłych mieszkańców Polski.

...

Ja nie bylem ze wzgledu na ohyde partii. I jak widac slusznie.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91136
Przeczytał: 196 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 16:49, 23 Cze 2015
PRZENIESIONY
Sob 23:51, 12 Gru 2015    Temat postu:

Kary za kupowanie głosów wyborczych w Złotoryi
Tomasz Pajączek
Dziennikarz Onetu

Kary za kupowanie głosów wyborczych w Złotoryi - Shutterstock

Prokuratura Rejonowa w Złotoryi skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko 18 osobom, które kupczyły głosami wyborczymi podczas listopadowych wyborów samorządowych. Ponadto pięcioro oskarżonych przyznało, że także w czasie wyborów samorządowych w 2010 roku zapłacono im w zamian za głosowanie na byłego burmistrza.

Zawiadomienie o przestępstwie jeszcze w dniu wyborów złożył Rafał Miara, jeden z kandydatów w wyborach na burmistrza Złotoryi. – Podał, że od godziny 8 rano mieszkaniec Złotoryi Janusz K. pod jedną z komisji wyborczych płacił po 30 złotych za oddanie głosu na jednego z kandydatów ubiegających się o urząd burmistrza – mówiła wówczas Liliana Łukasiewicz, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Legnicy.
REKLAMA


Wiadomo, że na dowód wyborczego oszustwa, kandydat na burmistrza przedstawił policji nagranie zrobione przy pomocy ukrytej w okularach kamery.

– W toku śledztwa ustalono, iż osobą, która zleciła Januszowi K. kupowanie głosów wyborczych, był 37-letni złotoryjski przedsiębiorca Sławomir T. To on przekazał współoskarżonemu gotówkę i środek transportu polecając, aby namawiał znane mu osoby do głosowania na byłego już burmistrza Złotoryi – przekonuje Łukasiewicz.

W ten sposób Janusz K. miał wręczyć po 20 lub 30 zł 19 osobom. Został oskarżony o udzielanie korzyści majątkowych w zamian za głosowanie w określony sposób. Z kolei Sławomira T. prokuratura oskarżyła o kierowanie całym korupcyjnym procederem. Pozostałym osobom, w tym sześciu kobietom, śledczy zarzucają przyjmowanie korzyści majątkowej.

Wszyscy oskarżeni przyznali się do popełnienia zarzuconych im czynów, złożyli wyjaśnienia i wyrazili chęć dobrowolnego poddania się karze. – Pięcioro z nich przyznało, że także w czasie wyborów samorządowych w 2010 roku otrzymali po 20 zł w zamian za głosowanie na byłego burmistrza – przyznaje Łukasiewicz.

Jak uzgodnili prokuratorzy – Sławomir T. będzie musiał zapłacić 18 tys. zł grzywny, Janusz K. ma natomiast otrzymać karę roku i dwóch miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata, dodatkowo ma mieć w tym czasie dozór kuratora sądowego.

Z pozostałymi oskarżonymi, którzy przyjęli korzyści majątkowe, uzgodniono kary od trzech do sześciu miesięcy więzienia w zawieszeniu na dwa lata.

– W najbliższym czasie dodatkowym aktem oskarżenia objęci zostaną jeszcze trzej mężczyźni, z którymi nie uzgodniono dobrowolnego poddania się karze – tłumaczy Łukasiewicz.

Przypomnijmy, za przestępstwo korupcji wyborczej grozi od trzech miesięcy do pięciu lat pozbawienia wolności.

...

Typowa patologia demokracji.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91136
Przeczytał: 196 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 14:33, 14 Lip 2015
PRZENIESIONY
Sob 23:53, 12 Gru 2015    Temat postu:

Na cztery referenda w Polsce po '89 r. ani jednego z inicjatywy obywateli

Referendum wprowadzono do polskiego prawa na fali odzyskanej w 1989 roku wolności, jednak nie dość dobrze wkomponowano je w system rządzenia - mówi konstytucjonalista. W efekcie ogólnopolskie referendum odbyło się jedynie cztery razy, ani razu z inicjatywy obywateli.

Po zmianach w 1989 roku referendum zostało wprowadzone do polskiego systemu prawnego tzw. małą konstytucją z 1992 roku. Już wówczas zdecydowano, że prawo zarządzenia referendum ma Sejm oraz prezydent za zgodą Senatu, a próg ważności głosowania wynosi 50 procent. Przepisy te zostały wpisane do obowiązującej ustawy zasadniczej z 1997 roku.

Jak mówił w wywiadzie dla PAP konstytucjonalista dr Ryszard Balicki, po zmianach w 1989 roku we wszystkich krajach, które wybijały się na suwerenność, akcentowano bardzo mocno wolę suwerena i mimo że kraje te przyjmowały zasady demokracji przedstawicielskiej, to oprócz tego wprowadzano tam możliwości podejmowania decyzji przez suwerena. "Ale to wyglądało bardziej jak deklaracja ze strony ustrojodawcy, który chciał podkreślić, że suweren jest ważny. Referendum nie jest dobrze wkomponowane w system rządzenia państwem. To, że my mamy w tej chwili kłopoty z referendum zarządzonym przez prezydenta, właśnie o tym świadczy - mieliśmy instytucję referendum, ale ona zawsze gdzieś tam była z boku i nie byliśmy na nią przygotowani" - uważa prawnik.

O słuszności takiej oceny może świadczyć fakt, że w ciągu 25 lat ogólnopolskie referendum zostało przeprowadzone jedynie cztery razy, ani jedno nie odbyło się z inicjatywy obywateli, choć takie wnioski wpływały do Sejmu. Spośród czterech ważne okazały się tylko dwa głosowania: dotyczące nowej konstytucji oraz wejścia Polski do UE, przy tym w referendum konstytucyjnym nie obowiązywał próg frekwencji.

- Referenda są świetnym mechanizmem na poziomie samorządowym - mówi Balicki. - Tutaj sprawy poruszane w referendum dotyczą bezpośrednio wszystkich i każdy jest zainteresowany rozstrzygnięciem. Na poziomie ogólnopolskim obywatele często nie czują się związani z tematem referendum i to rodzi pewne problemy - ocenił.

Według niego, warto przemyśleć koncepcję referendum, bo może dojść do rozchwiania systemu prawnego. - Bardzo zła sytuacja nastąpiłaby wtedy, gdybyśmy w referendum opowiedzieli się za jakimś rozstrzygnięciem, a następnie nie zostałoby ono zrealizowane przez parlamentarzystów. Ale przecież można sobie wyobrazić, że parlamentarzyści mieliby rację, bo mając dostęp do dokumentów wiedzieliby, że to rozstrzygnięcie jest złe. Ale suweren zdecydował. To jest ogromny kłopot - mówi Balicki.

Dotychczas w głosowaniu powszechnym rozstrzygano kwestie: uwłaszczeniowe, prywatyzacyjne, przyjęcie nowej Konstytucji RP oraz przystąpienie Polski do Unii Europejskiej. W referendum zarządzonym przez prezydenta Bronisława Komorowskiego na 6 września br. Polacy będą mogli ustosunkować się do kwestii wprowadzenia jednomandatowych okręgów wyborczych w wyborach do Sejmu, finansowania partii z budżetu państwa oraz rozstrzygania wątpliwości co do wykładni przepisów prawa podatkowego na korzyść podatnika.

Po raz pierwszy sięgnięto po ten instrument w 1996 roku. Zgodnie z wolą prezydenta Lecha Wałęsy Polacy odpowiadali na pytanie: "Czy jesteś za przeprowadzeniem powszechnego uwłaszczenia obywateli?" .

Na ten sam dzień Sejm, w którym większość miała koalicja SLD-PSL zarządził tak zwane referendum prywatyzacyjne. Zadano w nim cztery pytania: "Czy jesteś za tym, aby zobowiązania wobec emerytów i rencistów oraz pracowników sfery budżetowej, wynikające z orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego, były zaspokojone z prywatyzowanego majątku państwowego? Czy jesteś za tym, aby część prywatyzowanego majątku państwowego zasiliła powszechne fundusze emerytalne? Czy jesteś za tym, aby zwiększyć wartość świadectw udziałowych Narodowych Funduszy Inwestycyjnych przez objęcie tym programem dalszych przedsiębiorstw? Czy jesteś za uwzględnieniem w programie uwłaszczeniowym bonów prywatyzacyjnych?".

Sprawa uwłaszczenia Polaków była osią sporu między prezydentem a rządzącą koalicją. Przy czym także wewnątrz obozu rządzącego nie było zgody. "Solidarność", opozycyjne partie prawicowe oraz Kościół katolicki wzywały do udziału w głosowaniu i oddanie głosu "tak" na wszystkie postawione w nich pytania, poza rozszerzeniem NFI. Za objęciem tym programem dalszych przedsiębiorstw było SLD i Unia Wolności. Z kolei koalicyjne PSL nawoływało do takiego samego zachowania, jak ugrupowania solidarnościowe.

Ostatecznie jednak wyniki głosowania były niewiążące z uwagi na niską frekwencję. W referendum "uwłaszczeniowym" wzięło udział 32,40 proc. uprawnionych do głosowania. Jeśli chodzi referendum w sprawie kierunków wykorzystania majątku państwowego głosowało 32,44 proc. uprawnionych.

Niezwykłe emocje towarzyszyły głosowaniu, które dotyczyło przyjęcia przez Polskę nowej konstytucji. Ustawa zasadnicza została uchwalona 2 kwietnia 1997 r. Po ogłoszeniu wyników głosowania czekająca w kuluarach orkiestra wojskowa zagrała hymn. Członkowie Zgromadzenia Narodowego wstali i zaśpiewali "Jeszcze Polska nie zginęła…”.

Nie wszyscy jednak podzielali ten entuzjazm. "Solidarność", która nie zasiadała w Sejmie, przestrzegała, że uchwalona ustawa zasadnicza nie będzie konstytucją całego narodu. Związek lansował obywatelski projekt ustawy zasadniczej i chciał, by w referendum Polacy mogli decydować, który z projektów powinien być przyjęty. Tak się jednak nie stało.

25 maja 1997 roku zadano tylko jedno pytanie: "Czy jesteś za przyjęciem Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej uchwalonej przez Zgromadzenie Narodowe w dniu 2 kwietnia 1997 roku". Do urn poszło wówczas 42,86 proc. uprawnionych, ale wynik głosowania był wiążący bez względu na frekwencję (taka sytuacja dot. tylko referendum konstytucyjnego). Za przyjęciem konstytucji odpowiedziało się 52,71 proc., odpowiedź negatywną zaznaczyło 45,89 proc. głosujących.

Kluczowe w najnowszych dziejach Polski było referendum, które zarządzono na 7-8 czerwca 2003 roku. Dotyczyło ono przystąpienia Polski do Unii Europejskiej. Po raz pierwszy zdecydowano się na to, by głosować można było przez dwa dni, a nie tylko w niedzielę - jak było w poprzednich wypadkach. Obawiano się bowiem, że niska frekwencja spowoduje, że wynik głosowania nie będzie wiążący. Zadano wówczas jedno pytanie: "Czy wyraża Pani/Pan zgodę na przystąpienie Rzeczypospolitej Polskiej do Unii Europejskiej?”.

W wielkim napięciu oczekiwano na zamkniecie lokali. Jeszcze w niedzielę po południu zaczęły krążyć nieoficjalne informacje, że frekwencja wynosi zaledwie 40 procent. Nie łamiąc ciszy wyborczej starano się mobilizować Polaków, by poszli i oddali swój głos. Aż wreszcie wieczorem ówczesny prezydent Aleksander Kwaśniewski ogłosił: "Dokonała się rzecz wielka. Wracamy do wielkiej europejskiej rodziny. Wracamy na miejsce, które się Polsce i Polakom należy".

Za akcesją opowiedziało się 77,45 proc. głosujących, przeciwko było 22,55 proc. z nich. Frekwencja wyniosła 58,85 proc.

W Sejmie w obecnej kadencji kwestia rozpisania referendum była aktualna na przykład za sprawą akcji "Ratuj maluchy”, która miała na celu zablokowanie rządowej reformy zakładającej posyłanie do szkół sześciolatków. Pod obywatelskim projektem w tej sprawie podpisało się około 1 miliona osób. W Sejmie inicjatywa ta była wspierana przez opozycję. Kiedy jednak doszło do rozstrzygającego głosowania, koalicja zablokowała pomysł.

Wniosek o przeprowadzenie referendum poparło 222 posłów, 232 było przeciw, nikt nie wstrzymał się od głosu. Bezwzględna większość głosów konieczna do przyjęcia wniosku wynosiła 228 posłów.

Już po głosowaniu inicjatorka wniosku Karolina Elbanowska ze Stowarzyszenia Rzecznik Praw Rodziców oraz goście na galerii sejmowej zaczęli skandować: "Hańba, wstydźcie się!".

W Polsce coraz popularniejsze są referenda lokalne. Mieszkańcy mogą w nich decydować o wielu istotnych kwestiach z punktu widzenia jednostki samorządu terytorialnego, choć najczęstszą przyczyną rozpisywania plebiscytu jest chęć odwołania, przed upływem kadencji, władz terenowych.

W ostatniej kadencji samorządu terytorialnego (2010-2014) mieszkańcom udało się w drodze referendum odwołać dziewięciu wójtów, burmistrzów i prezydentów miast oraz cztery rady gmin. W poprzedniej kadencji (2006–2010) skrócono w ten sposób rządy sześciu wójtów, dwóch burmistrzów, pięciu prezydentów miast i jednej rady gminy.

Duże emocje polityczne wywołało referendum w Warszawie, które odbyło się 13 października 2013. Do głosowania za odwołaniem prezydent miasta Hanny Gronkiewicz-Waltz nawoływała lokalna opozycja, a także PiS. PO przekonywała mieszkańców stolicy, by nie brali udziału w głosowaniu. Ostatecznie do urn poszło 25,66 procent uprawnionych, z czego 93 procent chciało zmian na stanowisku prezydenta Warszawy. Referendum byłoby ważne, gdyby wzięło w nim udział minimum 29,1 proc. - czyli 3/5 liczby wyborców, którzy uczestniczyli w wyborach prezydenta Warszawy w 2010 roku.

>>>>

Psudodemokracja. Jedyne sensowne eferendum wymusila Solidarnosc ale klika rzadzaca to wyciszyla. A poza tym manipulacja i oszustwo. Szczytem bylo ohydne euroreferendum przy zmasowanej prostytucji medioli OHYDA! Dlatego ,,ten kraj" tak mie brzydzi. Ta cala pseudodemokracja. Juz jawna dyktatura bylba przynajmniej mniej obludna.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91136
Przeczytał: 196 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 18:03, 16 Lip 2015
PRZENIESIONY
Nie 0:00, 13 Gru 2015    Temat postu:

Milionerzy w Sejmiku Województwa Podkarpackiego. Radny Bieszczad najbogatszy

Stefan Bieszczad to zdecydowanie najbogatszy radny w Sejmiku Województwa Podkarpackiego. Ma majątek wart ponad 12 mln zł. - Nowiny 24

Ośmioro radnych Sejmiku Województwa Podkarpackiego to milionerzy. Najbogatszy z nich jest Stefan Bieszczad, który ma ponad 12 milionów złotych.

Redakcja "Nowin24" zajrzała do oświadczeń majątkowych radnych Sejmiku Województwa Podkarpackiego za rok 2014. Wniosek nasuwa się jeden - do biednych nie należą. Nawet ci najmłodsi - zarówno wiekiem, jak i sejmikowym stażem - nie muszą się martwić o byt. Generalnie: nasi radni to ludzie majętni, a ośmioro spośród nich to milionerzy, którzy zgromadzili majątki warte od miliona do nawet dwunastu milionów złotych. Nie braliśmy tutaj pod uwagę zarządu województwa, bo majątki członków zarządu prezentowaliśmy w ubiegłym tygodniu.
REKLAMA


Dla przypomnienia dodajmy tylko, że w zarządzie najbogatszy jest jego członek Lucjan Kuźniar, którego majątek wart jest ponad 6 mln zł, i Władysław Ortyl, marszałek województwa podkarpackiego, którego majątek szacuje się na ponad milion zł. Razem z członkami zarządu milionerów w sejmiku mamy zatem dziesięcioro.

Milionerzy w podkarpackim sejmiku

Najbogatszym radnym wojewódzkim jest zdecydowanie radny Stefan Bieszczad (Prawo i Sprawiedliwość), który jest radnym od grudnia ubiegłego roku. Jego majątek wart jest ponad 12 mln zł. Samych oszczędności radny ma ponad 3 mln zł. Do tego - polisy na 250 tys. zł. Radny ma też dom (600 mkw.), który wycenia na 2 mln zł, działki warte ponad 2 mln zł i udziały w spółkach na kwotę 3,5 mln zł. W ubiegłym roku zarobił 270 tys. zł. Diety jako radny dostał ponad 8 tys. zł. Ma jaguara, mercedesa i porsche. Stefan Bieszczad był człowiekiem majętnym, zanim został radnym wojewódzkim.

Mieczysław Miazga (PiS) to właściciel Zakładów Mięsnych "Smak" w Górnie. Swój majątek wycenił na ponad 2,5 mln zł. Samych oszczędności radny Miazga ma 860 tys. zł, do tego papiery wartościowe na kwotę 650 tys. zł. Ma też dom o powierzchni 300 mkw., który wycenia na 600 tys. zł, i działki oraz garaż warte 200 tys. zł. Za ubiegły rok dostał 150 tys. zł dywidendy oraz 61 tys. zł pensji z zakładu, którego jest właścicielem i prezesem, oraz 28 tys. zł z diet, które stanowią znikomą kwotę w jego finansowym dorobku.

Kolejnym milionerem na liście radnych wojewódzkich jest Stanisław Bartman (PSL), prezes Podkarpackiej Izby Rolniczej, członek rady krajowej tej organizacji. Jego majątek ma wartość ponad 2,5 mln zł. Radny ma 160 tys. zł oszczędności. Dom o powierzchni 250 mkw. wycenił na 300 tys. zł.

Ma też gospodarstwo sadownicze warte prawie dwa miliony, a dochód z tego gospodarstwa wyniósł w ubiegłym roku 40 tys. zł. Ma też 30 akcji rzeszowskiej giełdy, ale nie wiadomo, ile są one warte, bo radny tego nie napisał. Jako prezes PIR zarobił w ubiegłym roku 63 tys. zł, jako członek rady krajowej dostał 50 tys. zł, do tego dochodzą diety radnego (w wysokości 25 tys. zł). Bartman ma dwa samochody i pięć traktorów. Ma też ponad 500 tys. zł kredytu.

Do grupy milionerów trzeba także zaliczyć Macieja Lewickiego (Platforma Obywatelska). Swój majątek oszacował on na prawie 2 mln zł. Radny Lewicki ma 770 tys. zł oszczędności, ma też dom o powierzchni 240 mkw., który jest wart 700 tys. zł. Posiada też działki warte 120 tys. zł. W roku ubiegłym jako lekarz i radny zarobił ponad 379 tys. zł, w tej kwocie jest także emerytura.

Majątek wart prawie 1,5 mln zł ma Iwona Kołek (PO). Samych oszczędności radna zgromadziła 370 tys. zł. Ma też dom wyceniony na 200 tys. zł. Do tego - mieszkanie warte 380 tys. zł. Radna Kołek prowadzi działalność gospodarczą i z tego tytułu zarobiła w ubiegłym roku 405 tys. zł. Ma dwa samochody marki Lexus, a w rubryce "rzeczy o wartości powyżej 10 tys. zł" wpisała futro z norek i torebkę Chanel.

Ponadmilionowe majątki zgromadzili także: Teresa Kubas-Hul (PO), Lidia Błądek (PiS) i Jerzy Borcz (PiS).

...

Jeszcze tylko JOWy i będzie jak na Ukrainie.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91136
Przeczytał: 196 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 20:25, 01 Gru 2015
PRZENIESIONY
Nie 0:04, 13 Gru 2015    Temat postu:

Fundacja Batorego o głosach nieważnych: część wyborców zmylona kartą w formie broszury

Fundacja Batorego o głosach nieważnych: część wyborców zmylona kartą w formie broszury - istock

Przynajmniej 500 tys. wyborców w wyborach do sejmików wojewódzkich oddało nieważny głos, gdyż zmyliła ich karta do głosowania w formie broszury - uważają eksperci Fundacji Batorego, którzy badali przyczyny dużej liczby głosów nieważnych w wyborach samorządowych w 2014 r.

Dr Adam Gendźwiłł przypomniał, że w 2010 r. w wyborach do sejmików wojewódzkich oddano ok. 1,7 mln głosów nieważnych, a w 2014 r. ok. 2,5 mln głosów nieważnych. Podkreślił, że z danych z protokołów z wyborów z 2010 r. a także z badania głosów nieważnych Fundacji Batorego wynika, że w tych wyborach nie zmieniała się istotnie liczba "głosów pustych", natomiast niemal trzykrotnie wzrosła liczba głosów z wieloma krzyżykami.
REKLAMA


Brak krzyżyka przy nazwisku kandydata lub postawienie go na więcej niż na jednej liście komitetu powoduje, że głos jest nieważny. W wyborach do sejmików wojewódzkich wyborca w 2014 r. otrzymał kartę do głosowania w formie broszury; na każdej kolejnej kartce broszury umieszczona była lista danego komitetu wyborczego.

Ekspert powiedział, że "głosy puste" stanowiły ok. 8 proc. wszystkich głosów, "głosy wielokrzyżykowe" także ok. 8 proc. wszystkich głosów, a pozostałe ok. 1 proc. "Głosów wielokrzyżykowych" w skali kraju było ok. 1,2 mln - ocenia Gendźwiłł, z czego na ok. 218 tys. kart postawiono dwa krzyżyki, a na ok. 480 tys. tyle krzyżyków, ile było list w broszurze do głosowania, czyli po jednym na każdej stronie. Na kolejnych 470 tys. kart wyborcy postawili więcej niż dwa krzyżyki na różnych listach, ale nie na wszystkich.

Gendźwiłł dodał, że na kartach, na których oddano dwa krzyżyki, w ok. 70 proc. krzyżyk był postawiony na pierwszej stronie broszury do głosowania. - Wyborca stawiał krzyżyk na pierwszej stronie, a potem zwykle na drugiej stronie - powiedział.

Eksperci uważają, że na podstawie wyników badań można przypuszczać, że przyczyną wzrostu liczby głosów nieważnych w wyborach samorządowych w 2014 r. nie były fałszerstwa, ale dezorientacja wyborców dotycząca sposobu głosowania.

- Materiał przekonuje, że z fałszerstwami - jeśli idzie o wybory do sejmików wojewódzkich - mieliśmy do czynienia na skalę nikłą, a głosy nieważne pochodziły z innych źródeł - powiedział dr hab. Mikołaj Cześnik.

Prof. Jacek Raciborski powiedział, że wynik badania uprawdopodobnia hipotezę, że dezorientujący dla wyborców był komunikat PKW, jak głosować.

- To oczywiście hipoteza, jeśli przyjmiemy, że prawie pół miliona ludzi stawiało konsekwentnie krzyżyki od początku do końca na każdej karcie, to założenie, że głosowali ludzie bez preferencji wyborczych, jest znacznie mniej prawdopodobne, niż że ludzie ci myśleli, że zachowywali się zgodnie z zasadami gry - powiedział dr Tomasz Żukowski.

Gendźwiłł zaznaczył, że materiał badań bardziej uprawnia do mówienia, jakie były powody nieważności głosów. - Trudno powiedzieć, jakie były wzorce fałszerstw - dodał. Zaznaczył, że fałszerstwa zazwyczaj odbywają się na poziomie pojedynczych obwodów głosowania i w wyborach niższego rzędu, w których łatwiej jest doprowadzić do zmiany wyników.

Wzrost liczby głosów nieważnych - spowodowany wzrostem odsetka głosów wielokrzyżykowych - potwierdza zdaniem ekspertów Fundacji Batorego hipotezy dotyczące "efektu książeczki". - Badając nastroje przedwyborcze, obserwowano bardzo niskie zainteresowanie obywateli wyborami do sejmików. Można przypuszczać, że część wyborców nie czytała wnikliwie zbroszurowanych kart wyborczych - zaznaczono. Eksperci uważają, że w efekcie użycia zbroszurowanej karty, wyborcy niemający jasno określonych preferencji wyborczych albo wybierali dowolnego kandydata z pierwszej strony broszury, albo stawiali po jednym krzyżyku na każdej stronie broszury, powodując, że głos był nieważny.

W ramach projektu zabezpieczono karty wyborcze z losowo wybranej próby 1 tys. obwodów głosowania (z ponad 27 tys. obwodów w Polsce). Z próby wylosowano 100 obwodów, z których przebadano materiał. Eksperci badali m.in. dlaczego znaczący odsetek głosów oddanych w wyborach do sejmików wojewódzkich - 17,47 proc. - był nieważny. Ponieważ 4 lata wcześniej głosów nieważnych w wyborach do sejmików było o ponad 5 pkt procentowych mniej, pojawiły się głosy m.in. o możliwości sfałszowania wyborów. Wątpliwości budziły również rozbieżności pomiędzy badaniami exit poll a wynikami.

W badaniu losowo wybranych kart eksperci starali się m.in. dociec, jaki był tzw. efekt książeczki - karty wyborczej w formie broszury. Karta w formie spiętych kartek - jak wówczas przypuszczano - mogła wprowadzić w błąd część wyborców, którzy stawiali krzyżyk na wielu stronach karty, zamiast na jednej, przy nazwisku swojego kandydata. Eksperci mówili też o tzw. "efekcie książeczki" tłumacząc wynik PSL, które zdobyło 23,68 proc. głosów; ten komitet został umieszczony w książeczce jako pierwszy. Badanie exit poll z dnia wyborów dawało PSL 17 proc.

Pełen raport z badań ma być opublikowany w pierwszym kwartale 2016 r.

Wybory samorządowe odbyły się 16 listopada 2014 roku; druga tura wyborów wójta, burmistrza, prezydenta miasta - 30 listopada 2014 roku.

...
na ok. 1200 tys. kart pustych
na ok. 218 tys. kart postawiono dwa krzyżyki
na ok. 480 tys. tyle krzyżyków, ile było list w broszurze do głosowania, czyli po na ok. 470 tys. kart wyborcy postawili więcej niż dwa krzyżyki na różnych listach, ale nie na wszystkich.
na ok. 150 tys. innych
Wszystkie policzyli?
Niestety pozwolili liczyc tylko swoim. I musimy wierzyc lub nie.
Czyli wyborcy sie zgubili i doszlo do sfalszowania wyniku. Przez system glosowania.
Nadal nie wiadomo jak PSL dostal 23% a teraz 5%?
W sumie nadal nie wiemy co bylo. Wiemy ze falszywie.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91136
Przeczytał: 196 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 17:41, 19 Gru 2015    Temat postu:

Chciał zjeść kartę wyborczą, został oskarżony
Piotr Ogórek
Dziennikarz Onetu

Kraków: chciał zjeść kartę wyborczą, został oskarżony - istock

Choć wybory parlamentarne i prezydenckie dawno za nami, to śledczy wciąż pracują nad incydentami, do jakich dochodziło podczas dni wyborczych. Na przykład w Krakowie mężczyzna próbował zjeść kartę wyborczą. Teraz może mu grozić za to kara pozbawienia wolności do lat trzech.

Do zdarzenia doszło podczas wyborów prezydenckich 10 maja. W jednym z lokali wyborczych w Krakowie Marcin P. usiłował ukryć kartę do głosowania, co według kodeksu karnego jest czynem zabronionym.
REKLAMA


Mężczyzna próbował specyficznie ukryć kartę poprzez... jej zjedzenie. Marcin P. po przyjściu do komisji wyborczej wziął kartę do głosowania, a następnie zaczął ją fotografować, po czym próbował z nią wyjść. Gdy członkowie komisji zwrócili mu uwagę, mężczyzna zaczął krzyczeć, więc członkowie komisji próbowali mu odebrać kartę. Ten wtedy ją zmiął i wsadził do ust.

Mężczyzna wyszedł w końcu z komisji i sam zadzwonił policję. Gdy ta przyjechała, zabezpieczyła kartę w jego samochodzie. - Przesłuchany w charakterze podejrzanego Marcin P. nie przyznał się do popełnienia zarzucanego mu czynu i skorzystał z przysługującego mu prawa do odmowy składania wyjaśnień – relacjonuje Bogusława Marcinkowska, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Krakowie.

Teraz przeciwko mężczyźnie został skierowany do sądu akt oskarżenia. Za niszczenie, ukrywanie czy przerabianie protokołów lub innych dokumentów wyborczych grozi kara pozbawienia wolności do lat trzech.

...

To raczej dla psychiatry.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91136
Przeczytał: 196 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 18:49, 31 Gru 2015    Temat postu:

Platformo, przeproś za nielegalne podsłuchy
31 grudnia 2015, 00:27
• Platformo, teraz przeproś za nielegalne podsłuchy • Za rządów PO w KG Policji powstała specgrupa do rozpracowania prawników i dziennikarzy? • Inwigilacja bez zgody sądu pachnie kodeksem karnym • PO doszła do władzy na fali krytyki pod adresem PiS za takie właśnie metody • Okazuje się, że szef MSW Bartłomiej Sienkiewicz (PO) inwigilował wszystkich dookoła, w tym podległych sobie szefów służb specjalnych

Jeśli te doniesienia okażą się prawdziwe, to politycy Platformy powinni przestać gardłować na manifestacjach Komitetu Obrony Demokracji - pisze Andrzej Stankiewicz w "Rzeczpospolitej".

Wszystko wskazuje na to, że w Komendzie Głównej Policji podczas zeszłorocznej afery taśmowej powstała nielegalna specgrupa do rozpracowania kilkudziesięciu prawników i dziennikarzy, którzy zajmowali się sprawą. Dla niepoznaki specgrupę umieszczono w Biurze Spraw Wewnętrznych KGP, które służy do tropienia nieuczciwych policjantów.

Działania te ukrywane były przed prokuraturą i sądami, a część zebranych materiałów mogła zostać zniszczona. Nie ma się co dziwić takiemu sprzątaniu - prawników i dziennikarzy chroni tajemnica zawodowa, więc ich inwigilacja bez zgody sądu, i to przez policyjną bezpiekę, pachnie kodeksem karnym.

Nie mam złudzeń: każdą władzę, bez względu na to, jak często zapewnia o umiłowaniu demokracji i praw człowieka, ciągnie do takich metod. Za poprzednich rządów Zbigniewa Ziobry w resorcie sprawiedliwości znalazłem się w grupie dziennikarzy inwigilowanych w ramach afery gruntowej. Nie wiedzieć czemu, agenci ABW w moim telefonie szukali odpowiedzi na pytanie o jej przebieg.

Platforma doszła do władzy na fali krytyki pod adresem PiS za takie właśnie metody. Dziś okazuje się, że - oczywiście - wcale nie była lepsza. I nie jest to tylko kwestia byłego szefa MSW Bartłomieja Sienkiewicza, któremu afera taśmowa przetrąciła błyskotliwą karierę. To, że Sienkiewicz po wybuchu afery oszalał - inwigilując wszystkich dookoła, w tym podległych sobie szefów służb specjalnych - niczego nie usprawiedliwia. Szalonego ministra trzymał na stanowisku hegemon PO Donald Tusk, wbrew regułom zdrowego rozsądku i zasadom prawa. Dziś Platforma powinna zamilknąć w krytyce nowych pomysłów PiS na kontrolowanie obywateli. Ja mam do tego prawo, politycy PO je stracili w dniu podpięcia pierwszego nielegalnego podsłuchu.

Gdy Platforma rozpętała awanturę o Trybunał Konstytucyjny, wybierając w bezprawny sposób ponadwymiarowych sędziów, potrafiła za to przeprosić. Platformo, teraz przeproś za nielegalne podsłuchy, nadużywanie władzy oraz niszczenie dowodów. I nie broń swych funkcjonariuszy, gdy upomni się o nich prawo. I sprawiedliwość.

Andrzej Stankiewicz

...

Rok sie konczy to przypomnijmy ta ,,utracona demokracje" wg. Wyborczej.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91136
Przeczytał: 196 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 17:22, 05 Sty 2016    Temat postu:

Bartłomiej Sienkiewicz: nie zlecałem podsłuchów dziennikarzy

Były szef MSWiA Bartłomiej Sienkiewicz - Fot. Przemek Wierzchowski / Agencja Gazeta

Bartłomiej Sienkiewicz skomentował w programie "Fakty po Faktach" w TVN24 kontrowersje związane z możliwym podsłuchem dziennikarzy, którzy ujawnili "aferę taśmową". Szef MSWiA w rządzie Platformy Obywatelskiej zaprzeczył, jakoby miał zlecić tego typu działania. Skrytykował również rządy Prawa i Sprawiedliwości. - Czeka nas w Polce bardzo gorący czas. Efekt tego będzie dla Polaków w finale smutny - podsumował były minister spraw wewnętrznych.

Były szef MSW w rządzie Platformy Obywatelskiej, Bartłomiej Sienkiewicz, zdementował na antenie TVN24 informacje o zleceniu przez niego podsłuchów wobec dziennikarzy związanych z tzw. "aferą taśmową".
REKLAMA


- W lutym zeszłego roku, kiedy pojawiały się pierwsze pogłoski o tego typu działaniach, osobiście złożyłem zawiadomienie do prokuratury z prośbą o wyjaśnienie sprawy. Postępowanie trwało kilka miesięcy i umorzono je z braku dowodów - powiedział Sienkiewicz w programie "Fakty po Faktach".

Były minister spraw wewnętrznych i administracji dodał, że w czasach, kiedy sprawował urząd, "z mocy prawa był odcięty od informacji operacyjnych". - Ani nie zlecałem, ani nie uczestniczyłem, ani nie wykonywałem żadnych czynności, które mogłyby być przekroczeniem prawa - stwierdził.

Zdaniem Sienkiewicza informacje o nielegalnych działania PO wypływają z obozu Prawa i Sprawiedliwości.

- Dziwnym trafem zdarza się, że kiedy PiS zaczyna lansować projekt o rozszerzeniu możliwości inwigilacyjnych, pojawiają się takie informacje. Im brzydziej się PiS bawi, tym głośniej krzyczy o zbrodniach poprzedników - zauważył. Dodał również, że "jeśli były prowadzone nielegalne działania, to osoby, które je prowadziły, powinny za to odpowiedzieć".

Sienkiewicz o PiS: efekt tego będzie dla Polaków w finale smutny

Bartłomiej Sienkiewicz skrytykował działania Prawa i Sprawiedliwości. Jego zdaniem partia Jarosława Kaczyńskiego zwyciężyła w wyborach, ponieważ "oszukała Polaków". - PiS wygrał wybory m.in. dlatego, że twarzą tych wyborów byli Beata Szydło i Andrzej Duda. Mieli być "lepszą Platformą" - stwierdził.

Oskarżenia płynące z obozu rządzącego były minister spraw wewnętrznych nazwał "szukaniem pretekstu do głębokiego przekształcenia ustroju Polski".

- To jest wypisanie Polski z pewnej kultury kompromisu. Efektem tego będzie wyrzucenie Polski na kompletny margines świata, który dał nam niezwykły skok cywilizacyjny - skomentował Sienkiewicz. Działania PiS nazwał "końcem Polski w Unii Europejskiej".

- Orban to robił zupełnie inaczej. Waga Węgier na mapie Europy jest zupełnie inna niż mapa Polski. Jeśli chcemy być na własne życzenie kompletnym marginesem Unii to konsekwencje będą bardzo poważne - dodał.

Sienkiewicz stwierdził, że "czeka nas w Polce bardzo gorący czas". - Efekt tego będzie dla Polaków w finale smutny - podsumował były szef MSW.

Policja podsłuchiwała dziennikarzy i prawników? Znane są wyniki audytu

Znane są wyniki audytu, jaki przeprowadzono w Biurze Spraw Wewnętrznych Policji. Jak nieoficjalnie dowiedział się reporter śledczy Radia Zet Roman Osica, z raportu wynika, że policjanci podsłuchiwali dziennikarzy i prawników. W sumie 80 osób.

Z audytu można się dowiedzieć, że w Komendzie Głównej Policji działała specgrupa do rozpracowania osób biorących udział w podsłuchiwaniu polityków w restauracji Sowa i Przyjaciele. Wyniki audytu, jak informuje Radio Zet, pozna dziś minister spraw wewnętrznych i administracji Mariusz Błaszczak.

Radio Zet podaje, iż przez rok inwigilowano kilkadziesiąt osób, zakładając podsłuchy na rzekomo osoby nieznane. Same nagrania rozmów zostały skasowane. Ślady inwigilacji pozostały jednak w notatkach służbowych.

KGP: kontrola w BSW w zakresie podsłuchiwania dziennikarzy

Komendant główny policji insp. Zbigniew Maj powołał specjalną grupę, która miała sprawdzić, czy funkcjonariusze Biura Spraw Wewnętrznych, czyli tzw. policji w policji, podsłuchiwali dziennikarzy.

Jak podało RMF FM, specgrupa miała sprawdzić, czy policjanci z BSW w ciągu ostatniego półtora roku podsłuchiwali dziennikarzy zaangażowanych w ujawnienie taśm w aferze podsłuchowej.

– Będziemy przede wszystkim przyglądali się pracy operacyjnej BSW, jak bardzo zasadne było wykorzystywanie różnego rodzaju technik operacyjnych i czy nie doszło do podsłuchiwania dziennikarzy – mówił p.o. rzecznik komendanta głównego policji mł. insp. Marcin Szyndler.

– W szczególności sprawdzimy, czy uprawnienia dotyczące stosowania technik operacyjnych przez BSW w zakresie podsłuchów były stosowane zgodnie z przepisami i czy nie doszło do nadużyć – doprecyzował rzecznik KGP. Nie ujawnił innych szczegółów sprawy.

Wcześniej minister spraw wewnętrznych Mariusz Błaszczak komentował m.in. informacje portalu "Kulisy24", że przez pół roku po wybuchu "afery taśmowej" w 2014 roku autorzy publikacji w tygodniku "Wprost" i ujawnienia nielegalnych nagrań byli inwigilowani przez policję.

– Jeżeli potwierdzą się te fakty, jeżeli rzeczywiście byli inwigilowani dziennikarze, to by świadczyło o złamaniu prawa – podkreślił Błaszczak. – Rozmawiałem z komendantem głównym policji i oczekuję wyjaśnień w tej sprawie – dodał szef MSWiA.

Komendant główny ma też, jak zaznaczył szef MSWiA, przygotować generalny audyt, co zastał w KGP. Miałby on być gotowy w styczniu.

...

Takiej to demokracji broni Wyborcza i UE.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91136
Przeczytał: 196 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 17:55, 11 Sty 2016    Temat postu:

Ryszard Terlecki: Jacek Kurski jest rozwiązaniem doraźnym

Ryszard Terlecki - Franciszek Mazur / Agencja Gazeta

Jacek Kurski jako prezes mediów publicznych "jest rozwiązaniem doraźnym" – ocenił Ryszard Terlecki w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej". Szef klubu PiS przyznał, że "może wyobrazić sobie sytuację", w której Kurski zostanie odwołany z funkcji po wejściu w życie dużej reformy medialnej autorstwa PiS.

– TVP drastycznie naruszały elementarne zasady funkcjonowania rzetelnych mediów. Trzeba to było przeciąć – stwierdził poseł. – Mieliśmy do czynienia z wydarzeniem bezprecedensowym, telewizja publiczna stanęła na czele opozycji antyrządowej – dodał polityk PiS.
REKLAMA


– Jacek Kurski jest silnym człowiekiem, który zna się na mediach i poradzi sobie z komplikacjami, które tam napotka – ocenił Terlecki.

Zdaniem posła PiS, "dobra zmiana jest jeszcze przed nami", a "pierwszym" zadaniem nowej władzy jest "przekonanie dotychczasowego obozu, że przegrał wybory".

Ryszard Terlecki ocenił też, że jego partii wciąż daleko do osiągnięć Viktora Orbana. – Jeśli wygramy kolejne wybory i będziemy mieć większość konstytucyjną, to będziemy mogli powiedzieć, że osiągnęliśmy to, co osiągnął Orban – mówił szef klubu PiS.

Cały wywiad w dzisiejszym wydaniu "Rzeczpospolitej".

...

Juz strasza Kurskiego odejsciem. Widzicie jakie beda naciski. Ja to bym sie bynajmniej nie bal Kurskiego tylko tego bagna co otacza prezesa.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91136
Przeczytał: 196 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 16:09, 13 Sty 2016    Temat postu:

Rząd Platformy Obywatelskiej uderzył w demokrację
13 stycznia 2016, 00:05
Nawet jeden sygnał o nielegalnym podsłuchiwaniu dziennikarzy przez służby mógłby stanowić ostrzeżenie o zagrożeniu dla demokracji. Niestety, nie mamy do czynienia z jednym sygnałem, ale całą serią sygnałów, które powinny wywołać alarm. I nie chodzi tym razem o zagrożenie ze strony PiS, ale Platformy - pisze Michał Szułdrzyński w "Rzeczpospolitej".

Z audytu przygotowanego przez Biuro Kontroli Policji wynika, że po wybuchu afery podsłuchowej powołano dwie specgrupy, które zajmowały się jej wyjaśnieniem, a część metod, jakie stosowały, była bezprawna. Inwigilowano piszących o aferze taśmowej dziennikarzy, a nawet ich rodziny. Jeśli te informacje się potwierdzą, będziemy mieli do czynienia ze skandalem niezwykłych rozmiarów.

Wszystko bowiem wskazuje na to, że zanim afera taśmowa pozbawiła Platformę władzy, pozbawiła ją wszelkich hamulców. Po tym, gdy okazało się, że u Sowy bezprawnie nagrywano najważniejsze osoby w państwie, ludzie ówczesnej władzy postanowili działać także poza granicami prawa. Gdy zagrożone zostały interesy PO, partia ta dopuściła się działań, za które kilka lat wcześniej krytykowała Prawo i Sprawiedliwość.

Dziennikarze nie są świętymi krowami. Podlegają prawu jak wszyscy. Ze względu jednak na to, że pełnią funkcję kontrolną wobec władzy, mają prawo do zachowywania swoich źródeł w tajemnicy. Tajemnica dziennikarska, podobnie jak adwokacka, to jeden z filarów praworządności. Nie przywilej pracowników mediów, ale gwarancja bezpieczeństwa dla ich informatorów, gotowych przekazać dziennikarzom często niewygodne dla władzy informacje. Próba obejścia tajemnicy dziennikarskiej za pomocą nielegalnej inwigilacji przez policję to uderzenie w demokrację, które powinno zostać napiętnowane i ukarane.

Zapewne każda władza ma czasem pokusę złamania lub obejścia prawa, gdy uważa, że zagrożony jest ważny interes państwa (choć często to tylko interes tej władzy). Warto jednak pamiętać, że wszystkich śladów takich działań nie da się zatrzeć. PO zachowywała się, jakby miała rządzić wiecznie, a jej nadużycia nigdy nie ujrzeć światła dziennego. Okazało się jednak, że władzę szybko można stracić, a wówczas grzechy wychodzą na jaw. To przestroga dla PiS, który w najbliższych latach stanie zapewne przed rozmaitymi pokusami.

Natomiast Platforma, która dziś krytykuje PiS za zamach na demokrację i media, najpierw powinna się rozliczyć z własnych win, a dopiero potem pouczać innych.

Michał Szułdrzyński

...

Robili sie coraz bezczelniejsi. Dobrze ze wylecieli.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91136
Przeczytał: 196 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 15:03, 15 Sty 2016    Temat postu:

Prokuratura: jest akt oskarżenia ws. wyborów samorządowych z 2014 r.

Prokuratura: jest akt oskarżenia ws. wyborów samorządowych z 2014 r. - Thinkstock

Warszawska prokuratura skierował do sądu akt oskarżenia wobec byłego wiceszefa Krajowego Biura Wyborczego Romualda D. Mężczyzna usłyszał zarzuty niedopełnienia obowiązków w związku z systemem informatycznym do obsługi wyborów samorządowych w 2014 r.; grozi mu do 2 lat więzienia.

Jak poinformował dziś rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie Przemysław Nowak, akt oskarżenia trafił do Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieście.
REKLAMA


W czasie wyborów samorządowych z jesieni 2014 r. nie zadziałał prawidłowo system informatyczny, w wyniku czego większość komisji musiała ręcznie sumować wyniki, co znacznie wydłużyło czas ich pracy i podanie ostatecznych wyników.

W kwietniu 2015 r. prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie niedopełnienia obowiązków przez pracowników KBW w związku z realizacją umowy na zaprojektowanie i wykonanie systemu informatycznego do obsługi wyborów samorządowych 2014 r.; zainicjowane ono było zawiadomieniem Najwyższej Izby Kontroli.

Romuald D. był wicedyrektorem w Krajowym Biurze Wyborczym odpowiedzialnym za organizację obsługi informatycznej wyborów samorządowych z roku 2014, a w szczególności za zapewnienie prawidłowego funkcjonowania oprogramowania i systemu przekazywania danych. Zarzucono mu, że 14 listopada 2014 r. rekomendował Państwowej Komisji Wyborczej użycie systemu informatycznego do obsługi wyborów samorządowych, mimo iż był on niekompletny i nie funkcjonował w sposób prawidłowy. Mężczyzna odpowie za nieumyślne niedopełnienia obowiązków i "wyrządzenia istotnej szkody". Nie przyznał się on do winy i odmówił składania wyjaśnień.

W marcu br. NIK zawiadomiła prokuraturę i Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego ws. "poważnych nieprawidłowości" w przetargu KBW na organizację wyborów samorządowych. Według NIK przetarg stwarzał ryzyko korupcji.

Jak mówił prezes NIK Krzysztof Kwiatkowski, podczas kontroli badano wykorzystanie środków z budżetu państwa na obsługę informatyczną wyborów samorządowych w 2014 r. KBW miało obowiązek zapewnić sprawnie funkcjonujący system informatyczny do obsługi wyborów. System ten miał wspomagać organizację i przeprowadzenie wyborów. Od jego funkcjonowania zależało m.in. sprawne ustalenie i ogłoszenie wyników głosowania. Kwiatkowski podkreślił, że dotyczyła ona wyłącznie KBW, którego zadaniem jest obsługa obwodowych i krajowych organów wyborczych.

Szef PKW Wojciech Hermeliński informował wtedy, że wewnętrzny audyt, zlecony jeszcze w grudniu, "w zasadzie jest zbliżony albo nawet potwierdza" zastrzeżenia pod adresem KBW dotyczące systemu informatycznego sformułowane przez NIK.

Oceniając organizację wyborów samorządowych w 2014 r., NIK uznała, że w pracach KBW brakowało systematycznych i długofalowych działań w zakresie informatyzacji wyborów. Wskazano, że nie została opracowana wieloletnia, docelowa strategia zapewnienia wsparcia informatycznego dla różnego typu wyborów - i z tego powodu ogłaszano odrębne przetargi na systemy informatyczne do obsługi każdych kolejnych wyborów.

- KBW podjęło co prawda pod koniec 2013 r. próbę zamówienia kompleksowej platformy wyborczej do obsługi różnego rodzaju wyborów, ale przetarg z winy KBW nie powiódł się i w styczniu 2014 r. został formalnie unieważniony z uwagi na brak możliwości usunięcia przez KBW wszystkich sprzeczności prawnych i proceduralnych - oceniła NIK. Niepowodzenie tego przedsięwzięcia Izba uznała za jedną z ważniejszych przyczyn, dla których kolejne odrębne przetargi na moduły informatyczne do wyborów do Parlamentu Europejskiego oraz do wyborów samorządowych w 2014 r. realizowano pospiesznie i nierzetelnie.

Z ustaleń NIK wynika, że w lutym 2014 r. KBW ogłosiło przetarg na moduły do wyborów do PE, a dopiero 11 lipca 2014 r. rozpisało przetarg na moduł samorządowy - zaledwie na cztery miesiące przed tymi wyborami. Przetarg rozstrzygnięto na początku sierpnia, umowę podpisano 19 sierpnia, a firma, która zwyciężyła w przetargu, dostarczyła wykonane moduły 17 października 2014 - niespełna miesiąc przed głosowaniem.

W czasie wyborów samorządowych szefem KBW był Kazimierz Czaplicki, sprawujący też funkcję sekretarza Państwowej Komisji Wyborczej. Podał się on do dymisji po zakończeniu wyborów samorządowych. Do dymisji podał się też niemal cały skład PKW. PiS twierdziło wówczas, że wybory samorządowe sfałszowano.

...

Czy to byly ,,niedopatrzenia"? Wynik byl dziwnie zgodny z interesami wladzy. Podobno to ta ksiazeczka? Bo tu nie chodzi o opoznienia...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91136
Przeczytał: 196 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 15:58, 16 Sty 2016    Temat postu:

Gazeta Wyborcza
Sienkiewicz: argument podsłuchiwania dziennikarzy PiS wykorzysta w europarlamencie

Bartłomiej Sienkiewicz - Bartłomiej Mazur / Agencja Gazeta

- Obawiam się, że argument "nielegalnego podsłuchiwania dziennikarzy przez rząd PO-PSL" będzie wykorzystywany przez PiS podczas debaty w Parlamencie Europejskim 19 stycznia. Gdzie są dowody? - mówi Bartłomiej Sienkiewicz w "Gazecie Wyborczej". Były minister spraw wewnętrznych zaznacza, że nie mogły one zostać zniszczone, bo ich rejestry pozostały w policji i u operatorów telekomunikacyjnych.

Sienkiewicz twierdzi w rozmowie z "GW", że nie zlecał podsłuchiwania dziennikarzy, ani nie był informowany o takich czynnościach. Jego zdaniem doniesienia o podsłuchach to argument PiS na debatę w Parlamencie Europejskim, która odbędzie się 19 stycznia. - Równocześnie przegłosowano nowelizację ustawy o policji wprowadzającą inwigilację obywateli. Dziwnym trafem w czasie dyskusji w Sejmie na merytoryczne pytanie posłowie PiS mieli jedną odpowiedź: "Właśnie ujawniono aferę waszego podsłuchiwania i ich rodzin" i "W tej chwili trwa audyt, czy dochodziło do nadużyć - mówi. - W ten sposób władza usprawiedliwia tworzenie inwigilacyjnego prawa - dodaje.
REKLAMA


Pytany o audyt, były minister zwraca uwagę, że "komendant główny policji powiedział, że gdyby miał informację o tym, że złamano prawo, niezwłocznie poinformowałby prokuraturę". - Co to oznacza? Że nowa władza nie znalazła owej "porażającej prawdy" - uważa. - Dowody nie mogły zostać zniszczone, bo nawet jeśli treść podsłuchów jest niszczona w nakazanym prawem terminie, to pozostają ich rejestry: i w policji, i u operatorów telekomunikacyjnych - dodaje.

Sienkiewicz mówi też, że sprawia trafia "w bardzo czuły punkt" środowiska dziennikarskiego. - Dziennikarze, co zrozumiałe, bronią niezależności i prawa do dyskrecji, i nerwowo reagują na prawdziwe lub domniemane sygnały o ich naruszeniu. Przypuszczam też, że niektórzy chętnie widzą się w roli prześladowanych przez władzę - ocenia.

Audyt ws. podsłuchów

Postępowania dyscyplinarne wobec 7 policjantów i zmiana kierownictwa Biura Spraw Wewnętrznych KGP to efekt audytu prowadzonego w Komendzie Głównej Policji w związku z publikacjami medialnymi ws. domniemanego podsłuchiwania dziennikarzy w związku z "aferą taśmową".

Pod koniec ubiegłego roku nowy komendant główny policji insp. Zbigniew Maj powołał grupę, która ma sprawdzić, czy funkcjonariusze Biura Spraw Wewnętrznych, czyli tzw. policji w policji, podsłuchiwali dziennikarzy. Jak poinformował p.o. rzecznika KGP mł. insp. Marcin Szyndler, przez dwa tygodnie funkcjonariusze Biura Kontroli KGP sprawdzali prawidłowość stosowania kontroli operacyjnej przez policjantów Centralnego Biura Śledczego Policji, Biura Służby Kryminalnej i Biura Spraw Wewnętrznych.

Podczas prowadzonego audytu okazało się, że w KGP działały dwie grupy, które zajmowały się sprawą tzw. afery taśmowej. Pierwsza powołana została w czerwcu 2014 roku, a jej zadaniem było wsparcie Prokuratury Okręgowej Warszawa–Praga w prowadzonym śledztwie dotyczącym nagrywania funkcjonariuszy publicznych w warszawskich restauracjach.

O szczegółach sprawy, ponad to, co wynika z informacji KGP, nie chciał ostatnio mówić dziennikarzom w Białymstoku komendant główny policji insp. Zbigniew Maj. Poinformował, że tego dnia do szefa MSWiA trafił poufny raport w tej sprawie. - Dysponujemy materiałami świadczącymi, że były czynności wykonywane w stosunku do dziennikarzy i ich rodzin – podkreślił Maj.

Druga "grupa specjalna" powołana została niespełna miesiąc później, w lipcu 2014 roku, w jej skład weszli tylko funkcjonariusze Biura Spraw Wewnętrznych i miała ona za zadanie "ustalenie ewentualnego udziału funkcjonariuszy organów ścigania w rozpowszechnianiu nagrań ze spotkań funkcjonariuszy publicznych w warszawskich restauracjach" – wynika z informacji KGP. W sumie w skład obu grup wchodziło 29 policjantów.

Z audytu wynika również, że prace drugiego zespołu zakończyły się po roku, a ich efektem było zatrzymanie jednego policjanta, który dokonywał nieuprawnionego sprawdzania w policyjnych systemach informatycznych oraz kilkudziesięcioma rozpoczętymi "formami pracy operacyjnej". Biuro Kontroli KGP podczas prowadzonego audytu zbadało dokumentację prowadzonych kontroli operacyjnych przez obie działające w KGP grupy. Z kontroli wynika m.in., że do nieprawidłowości dochodziło w dwóch obszarach: były błędy w dokumentowaniu pracy operacyjnej i w prowadzeniu rejestru kontroli operacyjnej.

...

Logika wskazuje na to ze Sienkiewicz odgrywal OLBRZYMIA ROLE zakulisowa. Chocby ujawnione podsluchy. I byly tam dzialania bezprawne. Chocby z Wiplerem. Jedyne na jego dobro to mozna powiedziec ,,chcial dobrze" bo z tej rozmowy wynika ze nie podobala mu sie bezradnosc rzadu. Brak mozliwosci rzadzenia. Chcial zatem cos tu ,,na lewo" poprawic.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91136
Przeczytał: 196 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 17:40, 22 Sty 2016    Temat postu:

TNS Polska: 38 proc. chcących głosować popiera PiS, 16 proc. - PO
22 stycznia 2016, 14:05
• PiS cieszy się największym poparciem wśród chcących głosować
• Na dalszych miejscach PO, Nowoczesna i Kukiz'15
• PSL, KORWiN, Razem i Zjednoczona Lewica znalazłyby się poza Sejmem
• Maleje poparcie dla PiS, rośnie - dla Nowoczesnej
• Sondaż TNS Polska był przeprowadzony w dniach 15-20 stycznia 2016 r.

38 proc. badanych, którzy zadeklarowali chęć udziału w wyborach parlamentarnych, chce głosować na PiS, 16 proc. na PO, 15 proc. na Nowoczesną, a 11 proc. na formację Kukiz'15 - wynika z sondażu TNS Polska. Do Sejmu, według badania, nie weszłoby PSL, które ma obecnie swoich posłów.

W badaniu zrealizowanym w połowie stycznia swój głos na PSL chciało oddać 3 proc. ankietowanych (próg wyborczy dla partii politycznych to 5 proc.). Swoich przedstawicieli do parlamentu nie wprowadziłyby też partie KORWiN i Razem, na które chce głosować odpowiednio 3 proc. i 2 proc. respondentów. Na koalicję Zjednoczona Lewica gotowych było oddać swój głos 2 proc. ankietowanych (próg wyborczy dla koalicji wyborczych wynosi 8 proc.).

Spośród ogółu osób, które zapowiedziały zamiar głosowania, co jedenasty nie był zdecydowany, komu przekazałby poparcie.

TNS Polska podaje, że w porównaniu z badaniem sprzed miesiąca, o 4 punkty procentowe obniżyły się notowania PiS. O 1 punkt procentowy gorsze są notowania PO i formacji Kukiz'15. O 5 punktów procentowych polepszyły się notowania Nowoczesnej. Poparcie dla PSL było na takim samym poziomie, koalicja Zjednoczona Lewica straciła 2 punkty procentowe, a partie KORWiN i Razem zyskały po 1 punkcie procentowym.

W styczniowym badaniu na pytanie o gotowość wzięcia udziału w wyborach do Sejmu 27 proc. badanych zdecydowanie, a 37 proc. z wahaniem potwierdziło gotowość pójścia do urn. Wśród pozostałych - 14 proc. mówiło, że raczej nie pójdzie, 16 proc., że na pewno nie pójdzie; 6 proc. nie miało zdania.

Odsetki dotyczące gotowości głosowania, kształtują się na podobnym poziomie, co w badaniu zrealizowanym przed miesiącem - napisano w sondażu. Wówczas 28 proc. badanych zdecydowanie, a 34 proc. z wahaniem potwierdzało chęć pójścia do urn.

TNS Polska zaznacza, że większość badania była zrealizowana jeszcze przed debatą na temat Polski w Parlamencie Europejskim.

TNS Polska przeprowadził sondaż w dniach 15-20 stycznia 2016 r. na ogólnopolskiej reprezentatywnej próbie 968 mieszkańców Polski w wieku 18 i więcej lat.

...

Okazuje sie ze ,,prowadzacy ponad 30%" Petru to powazne oszustwo sondazowe. Winni powinni poniesc kare. Oszustwa sondazowe to niszczenie demokracji


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91136
Przeczytał: 196 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 22:26, 26 Sty 2016    Temat postu:

Policjanci, którzy mieli podsłuchiwać dziennikarzy, wysłani na patrole
Piotr Halicki
Dziennikarz Onetu

Policjanci pilnują porządku w metrze, na dworcach i wokół placówek dyplomatycznych - Shutterstock

Pilnowanie porządku w warszawskim metrze, na dworcach kolejowych i wokół placówek dyplomatycznych - takie obowiązki mają teraz oficerowie zarządzający do tej pory Biurem Spraw Wewnętrznych Komendy Głównej Policji. Jego funkcjonariusze są podejrzewani o nielegalne inwigilowanie dziennikarzy. – Proszę nie wiązać tego z tą sprawą. To decyzja nowego dyrektora biura – tłumaczy KGP.

O sprawie dowiedział się reporter Radia Zet Mariusz Gierszewski. Udało nam się potwierdzić te informacje. – Dwóch zastępców dyrektora Biura Spraw Wewnętrznych Komendy Głównej Policji oraz naczelnik zarządu i naczelnik wydziału zostali odwołani ze swoich stanowisk. Tak postanowił nowy dyrektor BSW, który ma prawo sam dobierać sobie współpracowników. To są zwykłe decyzje kadrowe, niewymagające aprobaty komendanta głównego – mówi Onetowi młodszy inspektor Marcin Szyndler, rzecznik KGP.

Tak się składa, że akurat funkcjonariusze BSW KGP są podejrzewani o nielegalne inwigilowanie dziennikarzy za czasów poprzedniego rządu. Miała się tym zajmować specjalna grupa w obrębie tej jednostki. Podsłuchy miały zostać zakładane u tych reporterów, którzy informowali m.in. o tzw. aferze podsłuchowej oraz u ich rodzin.

- Proszę nie wiązać tych decyzji kadrowych z trwającym wciąż audytem dotyczącym inwigilacji dziennikarzy. Wymienieni funkcjonariusze pozostają w dyspozycji komendanta głównego przez sześć miesięcy. Zostali na ten okres przeniesieni do czasowej służby w garnizonie warszawskim, ze względu na miejsce swego zamieszkania. Oczywiście, jeżeli wspomniany audyt wykaże, że są jakieś zastrzeżenia co do pełnienia ich dotychczasowych obowiązków, ich status może ulec zmianie – mówi nam Marcin Szyndler.

Po przeniesieniu do Komendy Stołecznej Policji, ci czterej funkcjonariusze nie będą już pełnić stanowisk kierowniczych, tylko tzw. wykonawcze. Trafili do komisariatu w warszawskim metrze, do komisariatu kolejowego oraz do jednostki zajmującej się pilnowaniem placówek dyplomatycznych. Innymi słowy, do ich nowych obowiązków należą m.in. patrole na ulicach stolicy oraz na peronach metra i dworców kolejowych. Co istotne, są wciąż zatrudnieni na etatach w KGP i przez pół roku nie będą mieli obniżonych zarobków.

Nieoficjalnie wiadomo, że audyt dotyczący nielegalnego inwigilowania dziennikarzy przez funkcjonariuszy BSW KGP, a także z Centralnego Biura Śledczego Policji, jest już na ukończeniu. W ciągu najbliższych dni ma zostać przekazany prokuraturze.

...

Oni dostali rozkaz. Niestety ogol nie ma pojecia o zasadach zycia w mundurze. O ile rozkaz nie dotyczy zbrodni lub przestepstwa trzeba go wykonac.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91136
Przeczytał: 196 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 21:14, 29 Sty 2016    Temat postu:

Nowy sondaż CBOS. 36 proc. chce głosować na PiS, 18 proc. na Nowoczesną, 14 proc. na PO, a 11 proc. na Kukiz'15. Inne ugrupowania nie weszłyby do Sejmu
akt. 29 stycznia 2016, 17:31
• Największym poparciem cieszy się Prawo i Sprawiedliwość - 36 proc.
• Za PiS znajdują się Nowoczesna (18 proc.) i Platforma Obywatelska (14 proc.)
• W Sejmie znalazłoby się też ugrupowanie Kukiz'15 z poparciem 11 proc.
• Sondaż CBOS przeprowadzony został w dniach 21-28 stycznia 2016 r.

W trzeciej dekadzie stycznia 36 proc. badanych zadeklarowało chęć głosowania na Prawo i Sprawiedliwość, 18 proc. na Nowoczesną, 14 proc. na Platformę Obywatelską, a 11 proc. na ugrupowanie Kukiz'15 - wynika z sondażu CBOS.

Jak podaje CBOS, od poprzedniego badania nie zmieniła się kolejność partii zajmujących czołowe miejsca w rankingu poparcia.

Gdyby wybory parlamentarne odbywały się w trzeciej dekadzie stycznia, w Sejmie znalazłyby się tylko cztery ugrupowania i, tak jak w ostatnich wyborach, najwięcej głosów (36 proc., od poprzedniego pomiaru spadek o 3 punkty procentowe) zdobyłoby Prawo i Sprawiedliwość (wraz z Polską Razem i Solidarną Polską) - podkreśla CBOS.

Na drugim miejscu pod względem społecznego poparcia znalazła się Nowoczesna Ryszarda Petru (18 proc., spadek o 4 punkty), trzecie miejsce zajęła Platforma Obywatelska (14 proc., wzrost o 1 punkt), a miejsce czwarte - ugrupowanie Kukiz'15 (11 proc., wzrost o 2 punkty procentowe).

Zdecydowanie mniejsze poparcie niż czterej liderzy rankingu uzyskały - i plasują się poniżej progu wyborczego - pozostałe partie.

Czterech na stu zamierzających głosować w wyborach parlamentarnych poparłoby obecnie Koalicję Odnowy Rzeczypospolitej Wolność i Nadzieja (4 proc., wzrost o 1 punkt). Następne miejsce zajmuje Sojusz Lewicy Demokratycznej (3 proc., wzrost o 1 punkt).

Po 2 proc. badanych zagłosowałoby natomiast na Polskie Stronnictwo Ludowe (bez zmian) oraz Partię Razem (spadek o 1 punkt). Poparcie dla Twojego Ruchu spadło poniżej 1 proc.

"Od poprzedniego styczniowego badania spadło zainteresowanie udziałem w głosowaniu, natomiast wśród zamierzających głosować poparcie dla partii politycznych zmieniło się w niewielkim zakresie. Największą zmianą jest czteropunktowy spadek poparcia dla Nowoczesnej Ryszarda Petru, która jednak nadal w sondażu wyprzedza, dysponującą drugą siłą w parlamencie, Platformę Obywatelską" - podkreśla CBOS.

Jak wynika z sondażu, w trzeciej dekadzie stycznia zamiar głosowania w wyborach do Sejmu i Senatu zadeklarowało 63 proc. dorosłych Polaków, czyli o 4 punkty procentowe mniej niż dwa tygodnie wcześniej.

Jednocześnie o 4 punkty procentowe zwiększył się odsetek badanych wahających się, czy iść na wybory parlamentarne, gdyby miały się odbyć w najbliższą niedzielę po badaniu (17 proc.). Absencję w tych wyborach zapowiedział co piąty badany (20 proc.).

Sondaż dotyczący preferencji partyjnych w trzeciej dekadzie stycznia CBOS przeprowadził w dniach 21-28 stycznia 2016 r. na liczącej 992 osoby reprezentatywnej próbie losowej dorosłych mieszkańców Polski.
PAP

...

Kolejny nieco bardziej obiektywny sondaz.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91136
Przeczytał: 196 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 16:11, 03 Lut 2016    Temat postu:

Nowy sondaż TNS Polska: wśród zdeklarowanych wyborców - 37 proc. zagłosuje na PiS, 17 proc. na PO
3 lutego 2016, 11:35
• Gdyby wybory odbyły się pod koniec stycznia na PiS zagłosowałoby 37 proc. Polaków
• To o 1 pkt procentowy mniej niż przed debatą o Polsce w PE
• O 1 pkt proc. wzrosło poparcie dla PO
• Mniej osób chce głosować na Nowoczesną i Kukiz'15

Wśród osób deklarujących w drugiej połowie stycznia gotowość udziału w wyborach do Sejmu, 37 proc. chce głosować na PiS, 17 proc. na PO, 13 proc. na Nowoczesną, a 10 proc. na formację Kukiz'15 - wynika z sondażu TNS Polska.

W porównaniu z wynikami badania zrealizowanego kilka dni wcześniej (15-20 stycznia), przed debatą w Parlamencie Europejskim na temat sytuacji w Polsce, poparcie dla Prawa i Sprawiedliwości spadło o jeden punkt procentowy.

W tym samym czasie o jeden punkt procentowy wzrosło poparcie dla Platformy Obywatelskiej. Nowoczesna straciła w tym czasie dwa punkty procentowe poparcia, a formacja Kukiz'15 - jeden punkt procentowy.

Poparcie dla Zjednoczonej Lewicy, PSL i KORWiN zgłosiło po 4 proc. badanych, a dla Partii Razem - jeden procent. W porównaniu do badania przeprowadzonego przed debatą w PE poparcie dla Zjednoczonej Lewicy wzrosło o dwa punkty procentowe, w przypadku Polskiego Stronnictwa Ludowego i KORWiN poparcie wzrosło po jednym punkcie procentowym. Poparcie dla Partii Razem spadło o jeden punkt procentowy.

Spośród ogółu osób, które zapowiedziały zamiar głosowania, 10 proc. nie było zdecydowanych, komu przekazałby poparcie (wzrost o jeden punkt procentowy).

Na pytanie o gotowość wzięcia udziału w wyborach do Sejmu w badaniu przeprowadzonym po debacie w PE 25 proc. badanych odpowiedziało, że zdecydowanie wzięłoby udział w wyborach; a 35 proc. z wahaniem potwierdziło gotowość pójścia do urn. Wśród pozostały ankietowanych 13 proc. mówiło, że raczej by nie poszli, 19 proc., że na pewno by nie poszli a 8 proc. wahało się czy iść, czy nie iść do głosowania.

TNS Polska przeprowadził sondaż w dniach 22-27 stycznia 2016 r. na ogólnopolskiej reprezentatywnej próbie 1004 mieszkańców Polski w wieku 18 i więcej lat. Preferencje partyjne zostały wyliczona dla 600-osobowej grupy respondentów deklarujących "zdecydowanie" lub "raczej" zamiar uczestniczenia w wyborach.
PAP

...

Wreszcie realny sondaz . Petru ma 13 nie 31. Tymi 31% to powinien zajac sie prokurator. Tu mamy probe oszustwa.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91136
Przeczytał: 196 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 18:28, 11 Lut 2016    Temat postu:

CBOS: 34 proc. - PiS, 19 proc. - Nowoczesna, 14 proc. - PO, 11 proc. - Kukiz'15
PiS, z poparciem 34 procent, prowadzi w najnowszym badaniu CBOS
PiS, z poparciem 34 procent, prowadzi w najnowszym badaniu CBOS - Jacek Turczyk / PAP

W lutym 34 procent badanych zadeklarowało chęć głosowania na Prawo i Sprawiedliwość, 19 proc. na Nowoczesną, 14 proc. na Platformę Obywatelską; na czwartym miejscu znalazłoby się ugrupowanie Kukiz’15 z 11 proc. poparciem - wynika z sondażu CBOS.

>>>

CBOS przypusczalnie przesadza z Nowoczesna. Jak PO i ich obdzielimy po rowno to maja po 16-17.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91136
Przeczytał: 196 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 13:48, 12 Lut 2016    Temat postu:

Nie było podsłuchów dziennikarzy. Audyt Komendanta Głównego nie wskazuje na takie działania
12 lutego 2016, 11:09
• Jest raport z działań grupy wyjaśniającej aferę podsłuchową w rządzie PO
• Zabrakło dowodów na inwigilację dziennikarzy
• Prokuratorzy zdecydowali, że nie będzie śledztwa w sprawie
• Konsekwencją raportu mogą być postępowania dyscyplinarne, a nie karne

Z materiałów przesłanych przez Komendę Główną Policji Prokuraturze Okręgowej w Warszawie wynika, że nie było podsłuchów dziennikarzy. Audyt Komendanta Głównego przekazany śledczym nie wskazuje na takie działania - informuje Radio ZET.

Policja przekazała prokuratorom raport z działań specjalnej grupy wyjaśniającej tzw. aferę podsłuchową w rządzie Platformy Obywatelskiej. Znalazły się w nim wskazania dotyczące złamania policyjnych procedur. Zabrakło jednak dowodów na to, by policjanci inwigilowali dziennikarzy.

Jedyną konsekwencją raportu mogą być postępowania dyscyplinarne, a nie karne. Dlatego prokuratorzy zdecydowali, że nie będzie śledztwa w tej sprawie.

W piątek prokuratura ma oficjalnie wypowiedzieć się na ten temat.

Odchodzący Komendant Główny wysłał też prokuratorom zawiadomienie dotyczące niegospodarności w związku z remontem swojego gabinetu.
Radio Zet

...

Czy to ma zwiazek z odejsciem komendanta?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91136
Przeczytał: 196 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 9:24, 18 Mar 2016    Temat postu:

Mówi o sobie: pierwszy skazany w aferze taśmowej. Ruszyła akcja "Ułaskawić Marcina"
17 marca 2016, 09:27
• Na pół roku więzienia skazał sąd 34-letniego Marcina Falkowskiego, uczestnika demonstracji z 2014 r.
• Nielegalny - zdaniem sądu - protest odbył się po upublicznieniu nagrań z tzw. "afery taśmowej"
• Falkowskiemu zarzucono naruszenie nietykalności cielesnej policjanta
• Oskarżony, jego adwokat i świadkowie twierdzą, że to "sprawa polityczna"
• Do prezydenta Dudy trafił wniosek o zastosowanie prawa łaski
• W internecie zorganizowano również akcję "Ułaskawić Marcina"

Do zdarzenia miało dojść 16 czerwca 2014 r., podczas demonstracji po upublicznieniu nagrań z tzw. "afery taśmowej". Protestujący chcieli pokonać trasę spod Ministerstwa Spraw Wewnętrznych do Kancelarii Premiera. W okolicach al. Szucha zostali zatrzymani przez policjantów. Według relacji świadków, funkcjonariusze użyli wobec demonstrantów środków przymusu bezpośredniego, w tym pałek.

- Jest to sprawa polityczna - komentuje poseł Kukiz'15, Robert Winnicki. Wspomina również, że wspólnie z Krzysztofem Bosakiem brał udział we wspomnianym proteście. Kojarzeni ze środowiskiem narodowców politycy spotkali się z tymi samymi zarzutami, co Marcin Falkowski, jednak postępowanie wobec nich zostało umorzone. Jak twierdzi Winnicki, stało się tak, ponieważ są znani jako osoby publiczne.

Taką ocenę sprawy Winnicki uzasadnia nieścisłościami, do których miało dojść podczas rozprawy, gdzie on sam występował jako oskarżony. - Inni policjanci występowali jako poszkodowani na komendzie, inni na sali sądowej - wytykał podczas konferencji prasowej, która kilka dni temu odbyła się w Sejmie.

W spotkaniu brał udział również sam Falkowski - Od lat uczęszczam na demonstracje patriotyczne, jednak wcześniej nie rodziło to żadnych problemów - wyznał podczas briefingu. - Skazano mnie na podstawie zeznań trzech policjantów, którzy na rozprawie nie potrafili podać dokładnego czasu i miejsca zajścia - dopowiada.

Wymierzenie Falkowskiemu kary bezwzględnego więzienia tłumaczy się faktem, iż kilkanaście lat temu został on skazany za znieważenie funkcjonariuszy. Sędzia I instancji Wojciech Łączewski, ogłaszając w sprawie Falkowskiego wyrok skazujący orzekł: "Mimo że nie widać nóg oskarżonego, to układ ciała wskazuje na to, że musiał on kopać".

Zarówno sąd pierwszej, jak i drugiej instancji stwierdził, że demonstracja, w której brał udział Falkowski była nielegalna. Zarzut ten odpiera adwokat skazanego, mec. Marcin Iwanowski. - Trybunał Konstytucyjny w wyroku sprzed dwóch lat stwierdził dopuszczalność tzw. "zgromadzeń spontanicznych" - uważa. Zarzuca też sądowi stosowanie "hierarchii dowodów", mającej objawiać się rzekomym postrzeganiem przez sędziów zeznań policjantów jako bardziej wiarygodnych niż słów oskarżonego.

Adwokat wystosował do prezydenta Andrzeja Dudy prośbę o zastosowanie prawa łaski wobec Falkowskiego. Pod wnioskiem zbierane są podpisy w ramach internetowej akcji "Ułaskawić Marcina". Petycję podpisali też niektórzy posłowie i samorządowcy, wśród nich warszawski radny Marek Borkowski.

- Wniosek o ułaskawienie pana Marcina poparłem po analizie dokumentów i rozmowie z nim oraz jego pełnomocnikiem. W moim odczuciu stopień kary nie odpowiada zarzucanym mu czynom. Uważam też, że stawiane mu zarzuty budzą wątpliwości - mówi Borkowski w rozmowie z Wirtualną Polską.


Pikieta pod Pałacem Prezydenckim w sprawie #UłaskawićMarcina - przemawia @RobertWinnicki. A gdzie jest #Amnesty? pic.twitter.com/CdQZiIXX8q
— Wojtek Podhajski (@W_Podhajski) 17 marca 2016


W czwartek pod Pałacem Prezydenckim zorganizowano pikietę. Jej uczestnicy liczą, że nad sprawą Falkowskiego pochyli się prezydent Andrzej Duda. Liczą, że stanie się to jeszcze przed 23 marca, kiedy to Falkowski zobowiązany jest zgłosić się do więzienia, w celu odbycia kary.

Zofia Wodzinowska

...

To ta demokracja co jej broni KOD.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91136
Przeczytał: 196 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 22:14, 21 Mar 2016    Temat postu:

Akcja "Ułaskawić Marcina". Zbigniew Ziobro podjął decyzję
21 marca 2016, 20:28
• Prokurator Generalny zdecydował wstrzymać wykonanie kary wobec Marcina F.
• O decyzji Zbigniewa Ziobry informuje Ministerstwo Sprawiedliwości
• Marcin F. skazany był za naruszenie nietykalności cielesnej policjanta

Jak poinformowało w komunikacie Ministerstwo Sprawiedliwości prokurator generalny Zbigniew Ziobro zdecydował z urzędu wstrzymać wykonanie kary pozbawienia wolności wobec Marcina F., skazanego w związku z proteście przeciwko rządowi w kontekście tzw. afery taśmowej.

Zobacz także: Ruszyła akcja 'Ułaskawić Marcina'

Do zdarzenia miało dojść 16 czerwca 2014 r., podczas demonstracji po upublicznieniu nagrań z tzw. "afery taśmowej". Protestujący chcieli pokonać trasę spod Ministerstwa Spraw Wewnętrznych do Kancelarii Premiera.

W okolicach al. Szucha zostali zatrzymani przez policjantów. Według relacji świadków, funkcjonariusze użyli wobec demonstrantów środków przymusu bezpośredniego, w tym pałek. Marcinowi F. zarzucono naruszenie nietykalności cielesnej policjanta.

Jeden z uczestników demonstracji, Marcin F. został skazany na pół roku bezwzględnego pozbawienia wolności. Sprawa zrobiła się głośna, gdy internetową petycję pod hasłem "Ułaskawić Marcina" podpisali niektórzy posłowie i samorządowcy. W obronę Marcina F. zaangażowało się środowisko związane z Ruchem Narodowym, którego niektórzy członkowie brali udział w tamtej uznanej przez policję za nielegalną manifestacji i zostali zatrzymani, również za naruszenie nietykalności policjanta.

Zadowolenie z decyzji Ziobry wyraził Marcin Bosak z Ruchu Narodowego. - Marcin F. brał udział w manifestacji, w pewnym momencie postanowili zatrzymać ją policjanci; zaczęli spychać uczestników, w pewnym momencie bić pałkami. Marcin nawet się specjalnie nie bronił, a ponoć kopał w brzuch, za co został oskarżony o naruszenie nietykalności - mówił Bosak. Według niego, prowadzący sprawę sędzia był nieobiektywny, jak mówił, "uprzedzony" był też sąd drugiej instancji, który miał wskazywać na to, że mężczyzna był już skazany za znieważenie funkcjonariuszy w 2002 i 2008 r. Zdaniem Bosaka kara dla Falkowskiego była zbyt surowa w stosunku do zarzucanego mu czynu, a "okoliczności zdarzenia, agresywna postawa policji wobec demonstrantów i brak konfliktu z prawem od wielu lat" powinny przemawiać na jego korzyść i "skłonić sąd do zastosowania mniej uciążliwej kary".

Adwokat Marcina F. wystosował do prezydenta Andrzeja Dudy prośbę o zastosowanie prawa łaski. Karę wstrzymano właśnie do czasu zbadania zasadności tej prośby.

23 marca Marcin F. zobowiązany był zgłosić się do więzienia w celu odbycia kary.


Pikieta pod Pałacem Prezydenckim w sprawie #UłaskawićMarcina - przemawia @RobertWinnicki. A gdzie jest #Amnesty? pic.twitter.com/CdQZiIXX8q
— Wojtek Podhajski (@W_Podhajski) 17 marca 2016
PAP

...

Podejrzana sprawa.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91136
Przeczytał: 196 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 14:59, 26 Kwi 2016    Temat postu:

Liroy-Marzec pisze do Ziobry. Chce śledztwa ws. rozmów Grasia z Kulczykiem
ml/
2016-04-26, 14:13
Skomentuj
0
Poseł Kukiz'15 Piotr Liroy-Marzec w interpelacji do ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry zwraca się z wnioskiem o wszczęcie z urzędu postępowania w sprawie rozmowy b. rzecznika rządu Pawła Grasia z biznesmenem Janem Kulczykiem na temat odwołania redaktora naczelnego dziennika "Fakt".
Polsat News

Kraj
Rozmowy Graś-Kulczyk. Premier zwróciła się do...

Kraj
Nowy wątek afery podsłuchowej. Ujawniono...

W poniedziałek tygodnik "Do Rzeczy" napisał, że dotarł do niepublikowanych nagrań z tzw. afery podsłuchowej - rozmowy nieżyjącego już biznesmena Jana Kulczyka z Grasiem z kwietnia 2014 roku.



Według stenogramów, Graś mówił, że "Fakt" zajmuje się nieustannym atakowaniem rządu i premiera Donalda Tuska, a ówczesny naczelny tego dziennika Grzegorz Jankowski jest po stronie PiS. Biznesmen miał oferować interwencję w tej sprawie u wdowy po właścicielu niemieckiego koncernu Axel Springer, którego częścią jest "Fakt".



Chce śledztwa z urzędu



Liroy-Marzec napisał interpelację do ministra Ziobry, w której pyta, czy w sprawie rozmowy Graś-Kulczyk zostało wszczęte śledztwo z urzędu. Poseł zaznaczył, że jeżeli tak się nie stało, to on zwraca się z wnioskiem o wszczęcie z urzędu postępowania w tej sprawie.



"Podobnie jak wielu uczestników i obserwatorów życia politycznego oraz ludzi mediów, jestem wstrząśnięty treścią ujawnionego fragmentu rozmowy pomiędzy byłym rzecznikiem prasowym rządu a znanym biznesmanem (...) polskie prawo przewiduje odpowiedzialność karną za utrudnienie lub tłumienie krytyki prasowej zgodnie z ustawą Prawo prasowe" - napisał Liroy-Marzec w interpelacji.



"Tłumiono krytykę prasową, doprowadzono do zwolnienia red. naczelnego"



Jak zauważył, według ustawy Prawo Prasowe, każdy, kto utrudnia lub tłumi krytykę prasową, podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności. Tej samej karze podlega ten, kto nadużywając swego stanowiska lub funkcji, działa na szkodę innej osoby z powodu krytyki prasowej, opublikowanej w społecznie uzasadnionym interesie.



"W przedmiotowej sytuacji popełnione zostały moim zdaniem oba przewidziane ustawą czyny zabronione. Nie tylko tłumiono krytykę prasową, ale także doprowadzono do zwolnienia z pracy red. Grzegorza Jankowskiego, naczelnego dziennika krytykującego rząd Tuska. Wobec powyższego, proszę o odpowiedź na pytanie, czy w tej sprawie zostało wszczęte śledztwo z urzędu? Jeżeli nie, zwracam się do pana jako do Prokuratora Generalnego z wnioskiem o wszczęcie z urzędu postępowania w tej sprawie" - czytamy w interpelacji posła.



Budka: nie doszło do żadnego przestępstwa



O sprawę nagrania rozmowy Grasia z Kulczykiem, w tym m.in. o możliwość popełnienia przestępstwa przez b. rzecznika rządu, był pytany we wtorek w Sejmie Borys Budka.



- Od tego, by stwierdzić, czy coś było z naruszeniem prawa czy nie, są odpowiednie organy. Jak na razie mamy do czynienia z rozmową dwóch osób, z których jedna niestety nie żyje, a druga nie pełni żadnej funkcji w moim ugrupowaniu - powiedział b. minister.



- Żałuję, że prokuratura w tej chwili jest pod nadzorem polityka z krwi i kości, ministra Zbigniewa Ziobry, dlatego że to może budzić bardzo duże wątpliwości, co do tego, w jaki sposób tego typu postępowania będą prowadzone - dodał.



Jak mówił wiceprzewodniczący PO, jak dotąd w sprawie tzw. afery taśmowej nie postawiono nikomu zarzutów w związku z treścią nagrań.



- Zarzuty przedstawiane są tylko osobom, które doprowadziły do tych nielegalnych nagrań, natomiast o ile można ganić polityków za język, o ile można ganić za styl, o tyle z mojej wiedzy wynika, że nie doszło do żadnego przestępstwa - powiedział. Jednocześnie polityk zaznaczył, że "praktycznie wszystkie osoby, które zostały nagrane" poniosły "odpowiedzialność polityczną".



Ziobro rozważa



Premier Beata Szydło w poniedziałek zwróciła się do ministra Ziobry o zbadanie szczegółów dot. rozmowy Grasia z Kulczykiem nt. odwołania redaktora naczelnego dziennika "Fakt".



Ziobro powiedział, że rozważa osobne śledztwo ws. zastraszania redakcji, które decydowały się na krytyczne materiały wobec poprzedniego rządu. Ringier Axel Springer Polska, wydawca "Faktu", oświadczył, że nie było nacisków polityków w sprawach dotyczących członków czy szefów redakcji.



PAP

...

Bronmy demokracji! Nie mozna dopuscic aby PO i Agora wrocili do koryta.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91136
Przeczytał: 196 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 19:45, 11 Paź 2016    Temat postu:

RMF 24
Opinie
Danie do myślenia
Jak poprawić sposób głosowania?
Jak poprawić sposób głosowania?

Dzisiaj, 11 października (11:22)

"Nie znaleźliśmy dowodów na masowe fałszerstwa" - powiedział o wyborach samorządowych w 2014 roku prof. Mikołaj Cześnik, z grupy badaczy, którzy sprawdzali wyborcze nieprawidłowości sprzed 2 lat. Gość Tomasza Skorego w "Daniu do Myślenia" mówił, że w 2014 roku liczba głosów nieważnych pustych była bardzo podobna jak cztery lata wcześniej, natomiast liczba głosów nieważnych z wieloma krzyżykami na karcie była trzy razy większa niż w poprzednich wyborach. Powody takiej sytuacji gość programu wskazywał głównie w braku edukacji wyborców i jasnych instrukcji dla głosujących.
Głosowanie w wyborach samorządowych
/Lech Muszyński /PAP

Tomasz Skory: Mijają dwa lata od wyborów samorządowych w 2014 roku, które przebiegły - przypomnijmy sobie wszyscy - aż tak źle, że doszło do okupacji Państwowej Komisji Wyborczej, dymisji jej członków, postawienia zarzutów głównemu informatykowi PKW i powszechnego zwątpienia w wynik wyborów. Czy te wybory były lub mogły być sfałszowane, a ich wyniki zmanipulowane?

Prof. Mikołaj Cześnik: Robiliśmy to długo, dlatego że my - jako empirycy - chcieliśmy wygłosić coś pewniejszego, tezy z pełnym przekonaniem - to wymaga czasu. Ci, którzy wygłaszają stwierdzenia na temat tamtych wyborów - a nie widzieli tego materiału, który my widzieliśmy - są trochę w gorszej sytuacji. To są ich domniemania. Mamy co do niektórych rzeczy pewność albo przekonanie graniczące z pewnością. Nie znaleźliśmy żadnych dowodów na masowe fałszerstwa. Przede wszystkim chcieliśmy się dowiedzieć, dlaczego było tak dużo nieważnych głosów. Odpowiedź jest taka - liczba głosów, które były nieważne, na których wyborcy nic nie zostawili - była bardzo podobna do tej w 2010 roku. Dramatycznie wzrosła liczba głosów tzw. wielokrzyżykowych. Mówimy o wyborach do sejmików samorządowych - to najprawdopodobniej był efekt tzw. broszury czy karty do głosowania broszurowanej.

Taka jest tego przyczyna? Trzy razy więcej głosów, w których wyborcy zakreślili więcej niż trzeba?
Poranny gość Dania do Myślenia
/Kamil Młodawski /RMF FM

Są dosyć mocne dowody empiryczne na to. Liczba tych głosów przyrosła bardzo dużo. Przypominam - w 2010 roku karta broszurowana była wyłącznie na Mazowszu czy w województwie mazowieckim. Teraz była we wszystkich województwach.

Broszurowość kart do głosowania to nie żadna nowość. To się zdarzało i w poprzednich wyborach. Nagle wszystkim - nie chcę powiedzieć - mózg odjęło, że przestali rozróżniać...

To byłoby za daleko idące stwierdzenie. Mówimy o specyficznych wyborach. Wybory do sejmików są wyborami, które dla bardzo wielu wyborców są mało ważne, odległe.
Skandal podczas wyborów samorządowych w 2014 roku. NABINO pokryje koszty awarii?

To nie jest mój burmistrz, którego znam - to jest gdzieś daleko w województwie.

To nie jest ktoś, kogo widziałem, kto ma bezpośredni wpływ na moje życie. Liczba pustych głosów jest prawie taka sama - to pokazuje, że jest cała masa wyborców, którzy wrzucając je, nawet do nich nie zaglądali. Są tacy, którzy chcieli zagłosować - wiele wskazuje na to, że się pomylili. Pomylili się prawdopodobnie także z tego powodu, że PKW bardzo wyraźnie nawoływała do tego, żeby stawiać krzyżyk na każdej karcie.

Broszura była kartą, ale tego oficjalnie nie powiedziano.

Było wiele kart - rozumianych w takim potocznym sensie. Wygląda na to, że bardzo wielu wyborców miało poczucie, że oddało ważny głos - tymczasem on się później okazywał nieważny.

Mamy pewność, że ta wielokrzyżykowość nie powstała w sposób zamierzony? Tak jak pokazywał jeden z polityków ówczesnej opozycji, że można sobie namazać na kciuku krzyżyk i następnie dociskając ten kciuk na kolejnych kartach z wynikami głosowań - powielać go.

To jest możliwe działanie. Musielibyśmy sobie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego część z tych fałszujących stawiało te krzyżyki... Przypominam, że do unieważnienia głosów wystarczy jeden dodatkowy krzyżyk na karcie, na której już jeden stoi. Tych głosów wielokrzyżykowych - liczba tych skreśleń była znacznie większa. To nie jest tak, że były tam wyłącznie karty unieważnione - przyjmując ten tryb myślenia za logiczny. Unieważnione w taki sposób, że dostawiono tylko jeden krzyżyk. Tych krzyżyków było znacznie więcej - to osłabiałoby ten sposób myślenia.

Trudno mi zaakceptować przykry fakt, że wszystkie wybory planowane i realizowane do tej pory były robione niejako instynktownie. Dopiero grupa naukowców - takich jak pan - przyjrzała się sposobi prowadzenia wyborów i wskazała gdzie są błędy. Nie należy robić broszurowanych kart do głosowania itd. Jak się zdaje wszystko to było robione w oparciu o wyobrażenie urzędnicze, polityczne - takich krawaciarzy, a nie zwykłych ludzi. To jest ten błąd?

To jeden z błędów. Nie korzystano także z wiedzy, która jest na temat. Na przykład komunikowania się z obywatelem w XXI wieku - któremu jak się przygotowuje kartę do głosowania - należy przyrządzić instrukcje. Należy przyrządzić ją w taki sposób, aby on zrozumiał o co chodzi.

Wyjmę to panu z ust - z analizy językoznawczej wynika, że komunikat dla wyborców zawarty na karcie do głosowania jest zrozumiały po 17 latach edukacji, czyli dopiero po studiach.

Czy członkowie Komisji też bywają niedouczeni? Przeczytaj całą rozmowę na [link widoczny dla zalogowanych]



Tomasz Skory

...

Co oni wlasciwie wyjasnili? Dlaczego PSL mial astronomiczne wyniki? Przeliczyl ktos glosy na PSL?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91136
Przeczytał: 196 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 18:41, 07 Gru 2016    Temat postu:

RMF 24
Fakty
Polska
Ruszył pierwszy proces ws. wyborczego skandalu z 2014 roku
Ruszył pierwszy proces ws. wyborczego skandalu z 2014 roku

28 minut temu

Rozpoczął się pierwszy proces w sprawie skandalu podczas wyborów samorządowych w 2014 roku - dowiedział się reporter RMF FM Paweł Balinowski. Pracownicy Najwyższej Izby Kontroli, którzy prowadzili kontrolę w Krajowym Biurze Wyborczym, zeznawali dziś podczas pierwszej rozprawy w procesie przeciwko Romualdowi D., byłemu wicedyrektorowi Krajowego Biura Wyborczego. Pełnił on tę funkcję podczas wyborów samorządowych w 2014 roku. Przez krytyczne błędy w wyborczym systemie informatycznym wyniki podano z dużym opóźnieniem.
Zdj. ilustracyjne
/ PAP/Adam Warżawa /PAP


Prokuratura zarzuca Romualdowi D., że jako osoba odpowiedzialna za organizację informatycznej obsługi wyborów nie zachował ostrożności i nieumyślnie nie dopełnił swoich obowiązków. W wyniku tego niesprawdzony i niefunkcjonalny system miał zostać dopuszczony do obsługi wyborów. Grozi za to do 2 lat więzienia.

Według śledczych, były wicedyrektor rekomendował użycie systemu podczas głosowania w listopadzie 2014 roku, mimo że program był niekompletny i nie działał poprawnie. Miał też odebrać system od wykonawcy bez wcześniejszych testów oraz podpisać fakturę, na podstawie której twórcom - firmie Nabino - wypłacono 306 tysięcy złotych (całkowity koszt systemu to 427 tysięcy).

Testy systemu informatycznego zostały przeprowadzone później, praktycznie w ostatniej chwili przed wyborami. Wykazały one szereg poważnych błędów, które próbowano szybko naprawić. Przed samym głosowaniem zapewniano, że problemy zostały wyeliminowane - na zapewnieniach jednak się skończyło.

Pierwsza tura wyborów była informatyczną katastrofą - komisje obwodowe miały problemy m.in. z drukowaniem i wysyłaniem protokołów, nie działał kalkulator wyborczy. W rezultacie wyniki poznaliśmy z ponad tygodniowym opóźnieniem.

Oskarżycielem posiłkowym w procesie jest były pracodawca Romualda D. - Krajowe Biuro Wyborcze. KBW będzie żądało od niego naprawienia szkody powstałej w wyniku zarzucanych mu czynów - szkodę tę wyceniono na ok 300 tysięcy złotych, czyli mniej więcej tyle, ile ostatecznie zapłacono za niekompletny system.
Wśród świadków kontrolerzy NIK

Pierwsza rozprawa w tym procesie odbyła się w Sądzie Rejonowym Warszawa-Śródmieście. Romuald D, który zasiadł na ławie oskarżonych nie przyznał się do winy, odmówił składania wyjaśnień a także poinformował, że na razie nie będzie odpowiadał na pytania.

Jako świadkowie zeznawali pracownicy Najwyższej Izby Kontroli, którzy już po krachu systemu podczas listopadowego głosowania przeprowadzili kontrolę w Krajowym Biurze Wyborczym. To właśnie po tej inspekcji do prokuratury trafiło zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez Romualda D.

Wezwanie kontrolerów NIK w charakterze świadków budziło wątpliwości obrony - wskazywano, że ze względu, iż nie byli oni bezpośrednimi uczestnikami ani obserwatorami wydarzeń, nie powinni występować jako świadkowie, a raczej jako biegli. Pojawił się wniosek o nieuwzględnienie wniosków o przesłuchania wskazanych przez prokuraturę świadków - sąd się do niego jednak nie przychylił.

Świadkowie byli pytani o szczegóły prowadzonej przez nich kontroli, zwłaszcza pod kątem roli Romualda D. w całej sprawie. Chodziło m.in. o kwestie odbioru systemu informatycznego, wystawionej za niego faktury oraz podpisów i ewentualnych adnotacji złożonych na dokumentach.

Po wysłuchaniu zeznań świadków sąd zadecydował, że Krajowe Biuro Wyborcze ma udostępnić na potrzeby procesu oryginał protokołu odbioru systemu informatycznego. Oskarżenie złożyło z kolei wniosek, by udostępniona została też druga kopia tego samego dokumentu, będąca obecnie w posiadaniu firmy Nabino - twórców systemu. Kolejna rozprawa w tym procesie odbędzie się 4 stycznia.
Sądowej batalii ciąg dalszy

To nie jedyny proces, jaki będzie się toczył w związku z skandalem wyborczym z 2014 roku. Krajowe Biuro Wyborcze złożyło też pozew cywilny o odszkodowanie właśnie od firmy Nabino. Proces rozpocznie się 14 grudnia w Łodzi - biuro chce zaproponować twórcom systemu ugodę.

Wysokość odszkodowania, którego żąda KBW sięga w tym przypadku 728 tysięcy złotych. Wyliczono je na podstawie wynagrodzenia, jakie firma Nabino dostała za stworzenie wadliwego systemu, a także wydatków, które musiały ponieść w związku z tym delegatury biura w całej Polsce.
Paweł Balinowski

...

Nie opoznienie bylo problemem a dziwaczny wynik.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91136
Przeczytał: 196 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 21:52, 19 Kwi 2017    Temat postu:

RMF 24
Fakty
Polska
Opolskie: Wójt i sekretarz gminy oskarżeni o manipulacje wyborcze
Opolskie: Wójt i sekretarz gminy oskarżeni o manipulacje wyborcze

Dzisiaj, 19 kwietnia (13:13)

Prokuratura rejonowa w Kluczborku oskarżyła wójta i sekretarz gminy Domaszowice o manipulacje związane z wyborami samorządowymi - poinformowała zastępca prokuratora rejonowego Anna Jastrzębska.
Zdj. ilustracyjne
/Lech Muszyński /PAP


Śledztwo dotyczyło przebiegu wyborów samorządowych w gminie Domaszowice w 2014 roku. W drugiej turze, przewagą zaledwie 56 głosów, wygrał je kierujący gminą od 1994 roku Zenon K. Akt oskarżenia, który został skierowany do sądu rejonowego w Kluczborku, obejmuje także działania Alicji P., sekretarz gminy Domaszowice.

Nieprawidłowości w przebiegu wyborów wykrył jednej z radnych, który ujawnił listę kilkudziesięciu osób wpisanych na gminne listy wyborcze, choć nie mieszkały na jej terenie. Zastrzeżenia do list zgłosił także opolski komisarz wyborczy, jednak protest w tej sprawie został oddalony przez sąd administracyjny. Zenon K. po raz kolejny został wójtem. Wtedy sprawą zajęła się prokuratura.

Jak ustalili śledczy, zarówno wójt, jak i sekretarz manipulowali listami wyborczymi, nadużywając pełnionych stanowisk i zmuszali wyborców do głosowania na wskazane przez nich osoby. Rezultatem śledztwa jest akt oskarżenia, w którym samorządowcom zarzucono popełnienie przestępstw przeciwko wyborom i referendom oraz o przekroczenie uprawnień. Za zarzucane im czyny grozi kara do pięciu lat pozbawienia wolności.

Prokuratura próbowała odsunąć oskarżonych od kierowania gminą. Wydała postanowienie o zawieszeniu wójta i sekretarz gminy w obowiązkach, jednak sąd uznał zasadność zażalenia złożonego przez Zenona K. i oboje nadal pracują na swoich stanowiskach. Żadne z oskarżonych nie przyznaje się do winy.

..

To te oslawione ,,wybory"...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91136
Przeczytał: 196 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 16:35, 23 Lis 2017    Temat postu:

RMF 24
Fakty
Polska
Kolejny spór na linii PiS - opozycja. PSL mówi o "zbójeckich" zmianach
Kolejny spór na linii PiS - opozycja. PSL mówi o "zbójeckich" zmianach

Dzisiaj, 23 listopada (10:14)
Aktualizacja: Dzisiaj, 23 listopada (12:56)

​Prawo i Sprawiedliwość otwiera w Sejmie kolejny front sporu z opozycją, dotyczący zmian w kodeksie wyborczym. Propozycje, które zdaniem członków PiS mają zwiększyć transparentność głosowania przed przyszłorocznymi wyborami samorządowymi, są krytykowane również przez Państwową Komisję Wyborczą. Przewodniczący Państwowej Komisji Wyborczej Wojciech Hermeliński za godzinę spotka się z marszałkiem Sejmu Markiem Kuchcińskim i przedstawi uwagi PKW do proponowanych zmian.
Budynek Sejmu
/Kamil Młodawski /RMF24.pl


Pierwsze czytanie projektu ustawy ma rozpocząć się przed godz. 15:00.

Zdaniem Wojciecha Hermelińskiego, propozycje PiS mogą zdestabilizować proces wyborczy i wydłużyć czas liczenia głosów.

Także partie opozycyjne mają liczne zastrzeżenia, jeśli chodzi o zmiany postulowane przez Prawo i Sprawiedliwość.

Opozycja mówi o skrajnym upartyjnieniu samorządów. Ostrzega też przed komisarzami wyborczymi z partyjnego nadania, którzy będą decydowali o kształtowaniu okręgów wyborczych.

PSL zmiany nazywa "zbójeckimi" i zapowiada wniosek o odrzucenie projektu. Według przewodniczącego PKW Wojciecha Hermelińskiego, niektóre przepisy mogą wydłużyć liczenie głosów i zdestabilizować cały system wyborczy.

Mam takie wrażenie, jakby te przepisy układał taki - przepraszam mały Kazio, który tak sobie myśli, jak to mogą takie wybory parlamentarne czy samorządowe wyglądać - mówił tydzień temu szef Państwowej Komisji Wyborczej.

Hermeliński stwierdził również, że zmiany spowodują znaczący wzrost kosztów, a przyszłoroczne wybory będą kosztowały ponad 600 mln złotych.

(ph)
Patryk Michalski
RMF24.pl
...

Widzimy juz ze wybory beda sfalszowane jak tylko sie da. Oczywiscie nie zamierzam uczestniczyc w farsie. Z gory mowie ze nie uznaje wyniku.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91136
Przeczytał: 196 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 18:50, 23 Lis 2017    Temat postu:

PiS zgłosi poprawkę do projektu zmieniającego kodeks wyborczy

Dzisiaj, 23 listopada (13:55)

Prawo i Sprawiedliwość zgłosi poprawkę do projektu zmieniającego kodeks wyborczy, która zagwarantuje apolityczność komisarzy wyborczych - dowiedział się reporter RMF FM Patryk Michalski. W Sejmie zaplanowano spotkanie przewodniczącego PKW z marszałkiem Sejmu. Wojciech Hermeliński i Marek Kuchciński mają rozmawiać właśnie o wobec projektu ustawy.
Marszałek Sejmu Marek Kuchciński
/Bartłomiej Zborowski /PAP

Z informacji reportera RMF FM wynika, że PiS jest gotowe pójść na drobne ustępstwa i taka oferta ma się pojawić podczas spotkania.

Jedna z poprawek ma wprost określać, że komisarze wyborczy nie będą mogli przynależeć do partii i prowadzić działalności politycznej. Według według nowych przepisów do objęcia funkcji wystarczy wyższe wykształcenie prawnicze, a dotychczas komisarzami byli sędziowie.

PiS rozważa również przeniesienie części obowiązków z PKW do Krajowego Biura Wyborczego.

PiS zaproponuje również, żeby komitety obywatelskie były rejestrowane w powiatach, a nie w województwach.

Te pomysły nie są jednak odpowiedzią na wszystkie zastrzeżenia PKW, która alarmuje, że projekt nowej ustawy może zdestabilizować cały system wyborczy.
Patryk Michalski

...

Nie ma zadnych szans na uczciwe wybory.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91136
Przeczytał: 196 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 10:40, 24 Lis 2017    Temat postu:

RMF 24
Fakty
Polska
I czytanie projektu zmian w kodeksie wyborczym. "Chodzi o to, żeby nie było jak w Zimbabwe"
I czytanie projektu zmian w kodeksie wyborczym. "Chodzi o to, żeby nie było jak w Zimbabwe"

Wczoraj, 23 listopada (16:33)
Aktualizacja: Wczoraj, 23 listopada (19:11)

Sejm przeprowadził w czwartek pierwsze czytanie projektu zmian w kodeksie wyborczym, który wprowadza dwukadencyjność wójtów, burmistrzów i prezydentów miast oraz likwiduje JOW-y w wyborach do rad gmin. Projekt krytykuje Państwowa Komisja Wyborcza.
Poseł PiS Łukasz Schreiber
/Jacek Turczyk /PAP


Proobywatelski pakiet demokratyczny - tak projektowane zmiany w prawie wyborczym podsumował przemawiający w imieniu Prawa i Sprawiedliwości poseł Łukasz Schreiber. Podkreślił, że chodzi o to, by w Polsce nie było tak jak w Zimbabwe.

Tam by orzec wynik wyborów w 2008 roku, czekano 3 dni . U nas trzeba było czekać 6 dni - przypomniał, nawiązując do wyborów z 2014 roku.

Scheiber przedstawiając projekt mówił, że zwiększa on możliwości obywateli w udziale w samorządach. Można powiedzieć, że to jest taki proobywatelski pakiet demokratyczny - powiedział.

Jak zaznaczył polityk PiS, projektowane przepisy zwiększają też możliwości radnych, zwiększają rolę radnych, zwiększają także rolę klubów radnych opozycyjnych. Podkreślił, że zwiększają też jawność i transparentność procesu wyborczego.

Poseł PiS Marcin Horała zaznaczył, że projekt zmian ma jedną część, której nikt nie krytykuje.

Bardzo się cieszę, że udało się nam, posłom PiS, stworzyć projekt ustawy, którego w znaczącej części nie da się zaatakować. Mówię o części, która dotyczy zwiększenia uprawnień obywateli już po procesie wyborczym - mówił. Podkreślił, że są to rozwiązania wynikające z praktyki samorządowej. Z tej bolączki, z jaką mamy w Polsce w samorządach, problemu ogromnego występującego szczególnie na poziomie gmin i miast na prawach powiatu, to znaczy absolutnej dominacji i wszechwładzy jednoosobowo sprawowanej władzy wykonawczej - tłumaczył. Według niego polskie samorządy w znaczącej części stały się "udzielnymi księstwami wójtów, burmistrzów, prezydentów". Pojawiło się określnie "radny bezradny". Ludzie mają odczucie, że radny nic nie może w tym samorządzie - powiedział poseł PiS.
Paweł Kukiz
/Jacek Turczyk /PAP

Paweł Kukiz ocenił, że projekt PiS był przygotowywany w skandaliczny sposób, ponieważ nie było konsultacji ani wysłuchania publicznego. W ogóle obywateli nie słuchaliście w tym temacie, chyba, że były na Nowogrodzkiej jakieś tajne spotkania z obywatelami albo w Toruniu, albo gdzieś tam - mówił lider Kukiz'15. Dodał, że podczas rozmów w kuluarach posłowie PiS mówili, że chcą zmienić ordynację, bo nie wygrywają wyborów.

Kukiz powiedział, że PiS chce ordynacji, dzięki której powstanie dualizm. Powstanie PO-PiS, oczywiście z większością PiS-owską, chcą tak sobie podzielić te okręgi, żeby zabrać wszystko - ocenił. Stwierdził też, że w myśl projektu PiS, kandydaci na radnych mogą być przywożeni z innego miasta. Tylko jeden jest warunek, muszą być z jednego województwa (...). Radnym lokalnym może zostać każdy mieszkaniec województwa, czyli mogą być przywożeni w teczkach - mówił lider Kukiz'15.
Kukiz: Skandaliczny sposób procedowania ustawy
/Sejm/x-news

Poseł Marek Sowa ocenił, że proponowane zmiany w kodeksie wyborczym są nie do przyjęcia".

Nie zgadzamy się na likwidację okręgów jednomandatowych w gminach. Po '89 roku w gminach nigdy radni nie byli wybierani z list partyjnych, zawsze głosowało się na konkretną osobę. Radnymi zostawali ludzie z największym społecznym poparciem - stwierdził. PiS chce nam zgotować chaos, bo w chaosie czuje się najlepiej, a jak wiadomo w zamieszaniu można zrobić wszystko - dodał. Jego zdaniem "tu chodzi o przejęcie samorządu przez PiS, to typowy pisowski skok na samorządy".

Mówicie, że robicie to dla obywateli. Owszem, robicie to dla jednego obywatela - dla obywatela Kaczyńskiego i obywateli mocno związanych z PiS-em, kosztem innych Polaków, bo PiS woli Polaków dzielić zamiast łączyć - ocenił. Zdaniem posła proponowane przez PiS zmiany wprowadzą "taki system, który premiuje duże partie kosztem mniejszych i realnie podnosi próg wyborczy do 20 procent".
Kosiniak-Kamysz: Ta ordynacja to jest zbójecki projekt
/Sejm/x-news



Lider PSL Władysław Kosiniak-Kamysz ocenił, że propozycje PiS to "projekt zbójeckiej ordynacji", który jest wyrazem lęków i obaw formacji rządzącej o to, że "kolos jest tak naprawdę na glinianych nogach".

Jak przyjdzie do wyborów, to prawda, jak oliwa, wypłynie na wierzch - dodał polityk. Boicie się tych wyborów, więc skroiliście ordynację pod siebie; uszyliście ją tak, żeby ona była wygodna dla jednej partii - dla partii PiS - ocenił szef Stronnictwa, zwracając się do posłów Prawa i Sprawiedliwości.

Jego zdaniem proponowana przez PiS ordynacja "nie jest na miarę Polski i Polaków". To nie jest ordynacja na miarę obywateli, to nie jest ordynacja na miarę małych ojczyzn - wskazywał Kosiniak-Kamysz. Chcecie skroić wybory Polaków, to jest zbójecka ordynacja i to jest złodziejska ordynacja. Chcecie ukraść wybory Polakom - mówił prezes ludowców. Autorom projektowanych rozwiązań zarzucił chęć likwidacji PKW.

Nie podobają wam się sędziowie, mają być prawnicy. Wiecie, kiedy była Państwowa Komisja Wyborcza w kształcie, który proponujecie? W 1947 roku, kiedy były najbardziej sfałszowane wybory w historii Polski. Wtedy było dwóch sędziów i sześć osób z parlamentu. Dzisiaj ma być dwóch sędziów i siedem osób z parlamentu - powiedział szef PSL. Ironizował przy tym, że wówczas było o tyle lepiej, że każdy klub parlamentarny miał po jednej osobie. A teraz największy klub ma mieć trzy osoby - dodał.

Szef Państwowej Komisji Wyborczej Wojciech Hermeliński pytany, czy jeśli proponowane przez PiS rozwiązania wejdą w życie, to przyszłoroczne wybory samorządowe będą zagrożone, odpowiedział: "Cały czas twierdzimy, że mogą być zdestabilizowane i zagrożone". Według niego "nierealne" jest, aby w tak krótkim czasie zrealizować założenia zawarte w projekcie PiS.

Dopytywany, czy będzie przekonywał marszałka Sejmu, że należy przerwać prace nad nowymi przepisami, szef PKW powiedział: "Będę podkreślał, że gdyby te przepisy zostały uchwalone rok temu, czy najpóźniej wiosną (tego roku), to wtedy byśmy byli w stanie podołać tym wszystkim zadaniom i bylibyśmy w stanie zmieścić się w czasie".

Propozycja PiS dotyczy zmian m.in. w kodeksie wyborczym i w ustawach regulujących działanie samorządów wszystkich szczebli. Zakłada wprowadzenie dwukadencyjności wójtów, burmistrzów i prezydentów miast, likwidację jednomandatowych okręgów wyborczych (JOW-ów) w wyborach do rad gmin, zmniejszenie liczebności mandatów w okręgach wyborczych do rad powiatów i sejmików województw. Przewiduje ponadto reformę Państwowej Komisji Wyborczej.

PiS chce, by 7 na 9 jej członków wybierał Sejm (obecnie 9-osobowy skład tworzy po 3 sędziów delegowanych tam przez TK, Sąd Najwyższy i Naczelny Sąd Administracyjny). Ponadto - zgodnie z projektem PiS - wybory do rad gmin mają być proporcjonalne w gminach do 20 tys. mieszkańców nie obowiązywałby próg wyborczy.

W poprzednich wyborach samorządowych, w 2014 r., po raz pierwszy radni gmin (z wyjątkiem radnych w miastach na prawach powiatu) wybierani byli w okręgach jednomandatowych, w systemie większościowym. Jeszcze wcześniej, wybory do rad gmin liczących do 20 tys. były większościowe, a w większych gminach, liczących ponad 20 tys. mieszkańców - proporcjonalne. Proporcjonalne są wybory do rad powiatów i sejmików województw.

Zgodnie z projektem, w wyborach do rady gminy i sejmiku województwa w każdym okręgu wyborczym wybieranych ma być od 3 do 7 radnych. Obecnie w okręgu wyborczym wybiera się od 5 do 15 radnych sejmiku. Ponadto - zgodnie z projektem - z 10 do 7 zmniejszona miałaby być maksymalna liczba radnych powiatowych wybieranych w okręgu wyborczym. Zgodnie z obecnymi przepisami w okręgu wyborczym wybiera się od 3 do 10 radnych powiatowych w zależności od liczby mieszkańców powiatu.

Kandydat na wójta, burmistrza i prezydenta będzie mógł się ubiegać o mandat radnego w swojej gminie, ale nie będzie mógł kandydować do rady powiatu i sejmiku wojewódzkiego.

Projekt PiS zakłada również zmiany w sposobie ustalania składu PKW. Obecnie w skład PKW wchodzi 3 sędziów Trybunału Konstytucyjnego, wskazanych przez prezesa TK, 3 sędziów Sądu Najwyższego, wskazanych przez Pierwszego Prezesa SN oraz 3 sędziów Naczelnego Sądu Administracyjnego, wskazanych przez Prezesa NSA.

Według propozycji PiS w skład PKW nadal ma wchodzić 9 osób, ale TK i SN wskażą po 1 sędzim, natomiast 7 wybranych zostanie w Sejmie.

Prawie wszystkie przepisy miałyby wejść w życie po 14 dniach od ich uchwalenia i podpisania przez prezydenta, z wyjątkiem reformy PKW, która miałyby być wprowadzona w ciągu 100 dni od wyboru posłów nowej kadencji Sejmu.

Z obecnych przepisów prawa wyborczego wynika, że wybory samorządowe 2018 r. mogą się odbyć tylko 11 listopada 2018 r. W tym samym terminie - zgodnie z propozycją prezydenta Andrzeja Dudy - miałoby się odbyć postulowane przez niego referendum konsultacyjne w sprawie zmian w konstytucji.

Projekt PiS, oprócz zmian w Kodeksie wyborczym, wprowadza także zmiany w ustawach regulujących działania samorządu różnych szczebli.

Projekt zakłada m.in. obowiązek utworzenia budżetu obywatelskiego w miastach na prawach powiatu z określoną minimalną wysokością, wprowadzenie obywatelskiej inicjatywy uchwałodawczej we wszystkich samorządach, obowiązek transmisji obrad wszelkich szczebli rad, sejmików samorządowych, obowiązek rejestracji głosowań radnych.

Ponadto projekt przewiduje także umocowanie ustawowo interpelacji i zapytań radnych, wprowadzenie instytucji debaty o stanie samorządu, która miałaby odbywać się raz do roku, przyznanie każdemu z klubów prawa do wniesienia jednego punktu porządku obrad na sesję, nadanie uprawnień kontrolnych indywidualnym radnym.

Razem z punktem dot. projektu PiS, posłowie rozpatrzą propozycję klubu Kukiz'15. Projekt tego klubu przewiduje wprowadzenie JOW-ów w wyborach do wszystkich szczebli samorządu, ograniczenie do dwóch liczby kadencji wójtów, burmistrzów i prezydentów oraz limity wydatków komitetów wyborczych i zmianę zasad tworzenia okręgów.

RMF FM/PAP

...

Chodzi o to zeby byko drugie Zimbabwe. Nieodwolywalny oblesny dziad na czele i klika wokol niego czerpiaca korzysci.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91136
Przeczytał: 196 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 18:26, 24 Lis 2017    Temat postu:

RMF 24
Fakty
Polska
Będzie możliwość dotkliwego ukarania posła za naruszenie "powagi Sejmu"
Będzie możliwość dotkliwego ukarania posła za naruszenie "powagi Sejmu"

Dzisiaj, 24 listopada (12:55)

​Możliwość obniżenia uposażenia parlamentarzystom w przypadku naruszenia powagi Sejmu przewiduje uchwalona przez izbę nowela ustawy o wykonywaniu mandatu posła i senatora. Opozycja twierdzi, że nowela "knebluje jej usta" i ogranicza debatę. Za nowelą głosowało 238 posłów, przeciw było 185, a od głosu wstrzymało się 16 osób. Wcześniej Sejm nie zgodził się na odrzucenie noweli, o co wnioskowała opozycja.
Sejm. Zdjęcie ilustracyjne
/Kamil Młodawski /RMF24


Projekt noweli dotyczy dwóch artykułów w obecnie obowiązującej ustawie. Jak mówił podczas posiedzenia sejmowej komisji regulaminowej i spraw poselskich przedstawiciel wnioskodawców Andrzej Matusiewicz (PiS), do tej pory przepisy przewidują obniżenie uposażenia posłów i senatorów na podstawie dwóch przesłanek.

Pierwsza dotyczy sytuacji, gdy parlamentarzyści swoim "zachowaniem uniemożliwiają i stosują rażące naruszenie przepisów odpowiednich regulaminów", druga przesłanka dot. nieuczestniczenia bez usprawiedliwienia w posiedzeniach Sejmu, Senatu i Zgromadzenia Narodowego.

Nowela wprowadza trzecią przesłankę umożliwiającą obniżenie uposażenia oraz obniżenie lub utratę diety - chodzi o naruszenie swoim zachowaniem na sali posiedzeń "powagi Sejmu". Matusiewicz zauważył, że są m.in. zapisy o naruszeniu powagi sądu. Jak podkreślał, adresatem noweli nie jest sama opozycja, tylko wszyscy posłowie.

Propozycje nowych przepisów krytykują posłowie opozycji, twierdzą, że nowe przepisy to kolejne zwiększenie uznaniowego prawa marszałka Sejmu do nakładania kar na posłów i prowadzi do "kneblowania ust" opozycji i ograniczenia debaty w Sejmie.

Na posiedzeniu komisji jej przewodniczący Włodzimierz Bernacki (PiS) powiedział, że propozycje zmian pojawiły się w następstwie "bardzo poważnych naruszeń zasad" regulaminu Sejmu.

Te zmiany są zmianami koniecznymi, one wynikają z obecnej sytuacji. Jeśli nie zdecydujemy się przyjąć tych zmian, sytuacja destrukcji kultury politycznej w obrębie parlamentu będzie się pogłębiała - przekonywał.

Przypomniał wydarzenia z kryzysu sejmowego z grudnia 2016 roku, kiedy posłowie opozycji blokowali mównicę sejmową. Bernacki przekonywał, że nowe przepisy powinny być wprowadzone dużo wcześniej, zaraz po "wypadkach grudniowych". Podkreślił, że zmiany nie ograniczają w najmniejszym stopniu mandaty poselskiego i wolności wypowiedzi.

Nowela ma pociągnąć za sobą zmiany Regulaminu Sejmu. Zgodnie z przygotowanymi zmianami marszałek Sejmu będzie mógł stwierdzić, że poseł swoim zachowaniem na sali posiedzeń naruszył powagę Sejmu.

Według Matusiewicza jedna z kolejnych zmian stanowi, że marszałek Sejmu może, ale nie musi dopuścić przed głosowaniem do zadawania pytań. W przypadku dopuszczenia do zadawania pytań przed głosowaniem pytanie będzie mógł zadać tylko jeden poseł z danego klubu lub koła.

Według projektu marszałek Sejmu będzie mógł odmówić poddania pod głosowanie wniosku formalnego, jeżeli uzna, że nie spełnia on wynikających z regulaminu wymogów. Matusiewicz powiedział, że często zgłaszane są wnioski formalne, które nie dotyczą przedmiotu obrad.

Zgodnie z projektem zmian w Regulaminie Sejmu marszałek będzie miał uprawnienie do żądania składania wniosków formalnych na piśmie; przewidziano też mechanizm pozwalający na nierozpatrywanie zdublowanych (tożsamych) wniosków formalnych oraz ograniczenie czasu sprostowania do jednej minuty.

(ph)

...

Sejm Niemy. Zimbabwe juz pewnie nas wyprzedza standardami. Znalezlismy sie przymusowo w szpitalu psychiatrycznym. Prezio chce nam narzucic swoj swiat w ktorym on jest Napoleonem i TRZEBA ZACHOWAC POWAGE BO JAK NIE TO KARA!



Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Religia,Polityka,Gospodarka Strona Główna -> Aktualności dżunglowe Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Następny
Strona 8 z 9

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
cbx v1.2 // Theme created by Sopel & Programy