Forum Religia,Polityka,Gospodarka Strona Główna
Euro-Irlandczycy uciekają z Irlandii!To jest apokalipsa!
Idź do strony 1, 2  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Religia,Polityka,Gospodarka Strona Główna -> Aktualności dżunglowe
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 80236
Przeczytał: 187 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 15:32, 14 Gru 2010    Temat postu: Euro-Irlandczycy uciekają z Irlandii!To jest apokalipsa!

Tymczasem z Irlandii uciekaja Irlandczycy:

Irlandia stanęła w obliczu nowej fali emigracji. Wszystko z powodu kryzysu ekonomicznego, jaki przetacza się przez ten kraj z powodu wprowadzenia Euro. W ciągu ostatnich dwóch lat sytuacja finansowa wielu Irlandczyków znacznie się pogorszyła.


Dodatkowo, upadające banki zmusiły rząd do ogłoszonych właśnie drastycznych cięć w budżecie i do zaciągnięcia gigantycznej pożyczki w Międzynarodowym Funduszu Walutowym.

40-letnia Kathleen jest genetykiem i pracuje na jednej z uczelni w Dublinie. Kolejne rządowe oszczędności i obniżki pensji sprawiły, że zaczyna zastanawiać się nad znalezieniem pracy poza Irlandią. „W moim środowisku 40 procent ludzi walczy o przeżycie. Większość rozgląda się za pracą gdzie indziej i wyprowadza się” - dodaje.

!!!!!!!

Walka o przeżycie!

!!!!!!!

Prawdziwą falę emigracji widać jednak przede wszystkim wśród młodych Irlandczyków, którzy dopiero rozpoczynają dorosłe życie. Wielu z nich wyjeżdża do Wielkiej Brytanii, Kanady czy Australii czyli poza strefę Euro. Na emigrację decydują się zwłaszcza ci, którzy nie mają jeszcze rodziny i nie są związani kredytami mieszkaniowymi.

No tak bo ci sa niewolnikami bankow...


Tylko w pierwszych czterech miesiącach tego roku w Irlandii emigracja zwiększyła się o 40 procent, z czego ponad połowa to właśnie Irlandczycy wyjeżdżający za chlebem. Ocenia się, że do 2015 roku z Irlandii wyjedzie kolejnych 200 tysięcy ludzi.

>>>>>

W tam 200 tys. - 2 miliony!

Przypatrzmy sie dobrze bo Tusk grozil budowa drugiej Irlandii a mimo ze jest klamca to akurat jesli czyms grozi to akurat slowa dotrzymuje!A wiec i w Polsce to bedzie!

Euro zadzialalo wbrew oszczercom ! - powodujac EUtanzje kolejnych krajow.Dzieki EUro EUropa bedzie EUkologiczna i nie ocieplona bo BEZLUDNA!

[/img]


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez BRMTvonUngern dnia Wto 15:35, 14 Gru 2010, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 80236
Przeczytał: 187 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 2:37, 25 Sty 2011    Temat postu:

Glodujacy Irladczycy wyzbierali z ulic nawet 1 i 2 centowki ktore jeszcze niedawno jasniepanskim gestem rozrzucali:

Dzień dobry Państwu albo dobry wieczór. Tak, to były czasy, moi drodzy. Boom w Irlandii był ponad wszelką wątpliwość wydarzeniem historycznym, o którym już za kilkanaście lat minstrele z Dun Laoghaire będą ryczeli rzewne songi na banjo i grzebyk, w irlandzkich barach od Paryża aż po Tokio. Dawno, dawno temu, w krainie Bajobongo zapanowała wielka radość, właściwa tylko zwycięzcom loterii oraz Kopciuszkom, które napatoczyły się na dobrą wróżkę. Każdemu krajowi życzę takiego balu, nawet jeśli ma trwać tylko do rana, gdy kareta okaże się zaledwie dynią na czterech kółkach, pantofelek trampkiem, szampan jabolem, a książę niemieckim bankierem, który wykupił cały majdan za pięć zeta.

Ja sam nigdy nie zapomnę tej radości, jaka mnie ogarnęła, kiedy żem w towarzystwie walizki maszerował po raz pierwszy w życiu przez centrum Dublina i napotykał pięcio- i dwucentówki średnio co 20 metrów. Uznałem się wtedy za największego szczęściarza, jakiego wydała ziemia. Byłem uzbrojony w szczęście jak Rambo i wszystkie role Schwarzeneggera razem wzięte. Po przejściu całego O’Connella, który jest miejscowym odpowiednikiem Marszałkowskiej, skrzyżowanej z Champs-Élysées i ulicą Tadeusza Kościuszki w Garwolinie, uzbierałem całą kieszeń drobniaków o łącznej wartości 0,75 euro. Od chuchania bolał mnie już aparat gębowy, a w miarę jak zbierałem pieniądze, zaczynałem dostrzegać zdegustowane miny tubylców, odwracających się w moją stronę. Dopiero po dotarciu pod miejscowy uniwersytet, gdzie urzędują turyści, radarowcy z drogówki i nieliczni studenci, zorientowałem się, że nikt oprócz mnie tych miedziaków nie zbiera. Dołożyłem drugie tyle i kupiłem sobie w kiosku mineralną, uznawszy mimo wszystko, że nie mam nic przeciwko temu, jak przywitała mnie ta intrygująca kraina.

Nie wiem jak sprawy wyglądały w czasach biedy i saksów u Anglika, ale kiedy w Irlandii sypnęło groszem, pieniądze w tym kraju naprawdę zaczęły leżeć na ulicy. Drobne poniżej 10 centów przestały mieć dla krajowców jakąkolwiek wartość i miałem czasami wrażenie, że wyrzuca się je na chodnik wraz ze zmiętym rachunkiem oraz gumą do żucia, bo tam właśnie mieszkańcy tego miasta tradycyjnie wyrzucali gumy do żucia oraz zmięte rachunki. W kasach nie wydawano reszty, kiedy chodziło o dwa albo trzy centy i każdy, kto czekał, aż je dostanie, był uznawany za dowcipnisia, który wyżywa się na steranych ludziach pracy. Działało to na szczęście też i w drugą stronę - nikt nie miał większych obiekcji z wydaniem towaru, do którego pełnej ceny brakowało kilku centów kupującemu. Chodniki przed automatami, w których kupuje się wszelkiej maści badziewie od gazowanych konserwantów w płynie aż po zbyt drogie bilety na tramwaj, były usłane drobniakami jak wejścia do pubów petami i podobnie jak w przypadku petów, nikt nie kwapił się po nie schylać.

Uliczni grajkowie, narkomani oraz menele prosząc o drobne mieli na myśli nominały o sile nabywczej jednego cidera wzwyż i nawet przybycie zawodowych żebraków bałkańskich w te strony nie zdołało wymieść drobnych pieniędzy z ulic Dublina. Ponieważ złote zęby kosztują i nie ma sensu fundować ich, do usranej śmierci zbierając z ziemi dwucentówki. Natomiast Irole zawodowo żyjący z zasiłków w ogóle nie prosili o pieniądze, tylko od razu wyciągali kosy i tak zostało im do dziś.

Jedyni ludzie, którzy podnosili drobniaki z chodników, przyjechali z Polski. Był to zresztą jeden z najbardziej skutecznych sposobów, by sprawdzić kto jest Polakiem, a kto reprezentuje lokalną brać - ten pierwszy podnosił monetę, chuchał, wsadzał do kieszeni i odchodził z uśmiechem na twarzy. Ten drugi mijał ją bez większej uwagi i tylko uśmiech na jego licu był permanentnej natury.

Zawsze kiedy wspominam Polaków podnoszących miedziaki z dublińskiego chodnika, w tym siebie samego, przypomina mi się pudelek jednej koleżanki, który był tak kudłaty, że nie było wiadomo gdzie ma głowę, a gdzie przeciwległą końcówkę przewodu pokarmowego. By to ustalić, należało wyciągnąć parówkę i pomachać pudelkowi, który nastawiał się wówczas właściwą końcówką. To samo było z Polakami, zbierającymi w Dublinie monety. Prawdziwi Polacy jak nikt na świecie potrafili też radować się ze znaleziska. Na ulicach słyszało się więc rzewne "O ku**a, Stasiek, znowu dwa centy!". Pudelek koleżanki nie potrafił się tak cieszyć.

Wypytałem kiedyś znajomych i-Ludzi, dlaczego właściwie nie chce im się schylać po te drobne. Podejrzewałem, że naprawdę zapadli na syndrom zwycięzcy loterii i są tak opieszali, że szkoda im na te centy kręgosłupa, a ich podnoszenie uważają za przejaw dziadostwa i powód do wstydu. Otóż okazało się, że niekoniecznie. W przeciwieństwie do Polaków, dla których każdy grosz napotkany w ten sposób jest oznaką szczęścia, mieszkańcy Irlandii uważają takie grosze za źródło pecha. "Podniesiesz jednego centa, będziesz miał jednego centa przez całe życie" - wyjaśniono mi esencję tej wiary. W jej myśl, jak rozumiem, tylko podnoszenie z ziemi 100-eurowych banknotów może zapewnić godny poziom egzystencji, a najlepiej żeby leżały w paczkach po 10 tysięcy. Usiłowałem dowodzić, że podniósłszy jednego centa, można przecież podnieść drugiego i trzeciego, a w myśl staropolskiej zasady, ziarnko do ziarnka, a zbierze się miarka i z czasem z tych centów uskłada się całe euro. Oni jednak byli nieprzejednani i powtarzali, że jeden cent to pech i że każdy kto go podniesie, jest głupi.

Byłem więc głupi, ponieważ zawsze zabierałem miedziaki na dublińskich ulicach. Ostentacyjnie chuchałem na każdą monetę, nie bacząc na ironiczne spojrzenia autochtonów i wkładając ją do tylnej kieszeni spodni. W domu zaś składowałem wszystkie znalezione centy w pamiątkowej puszce po kawie, zdobiącej parapet. Najwyraźniej, mimo zmiany położenia geograficznego, dalej obowiązywał mnie polski system przesądów, ponieważ to kolekcjonerstwo nigdy nie przyniosło mi pecha. Wprost przeciwnie, kiedy puszka się wypełniała, średnio raz na dwa miesiące przynosiła dochód sięgający 20 euro, które przejadałem u osiedlowego Chińczyka. Tłumaczyłem sobie wtedy, że Irlandia płaci mi daninę, chociaż nie byłem w stanie sprecyzować za co dokładnie się tak wykosztowuje.

Mimo zupełnie normalnej pracy, która w zasadzie mogłaby mi pozwolić na wyrzucanie drobnych pod siebie, nie porzuciłem tego nawyku. Zbierałem miedziaki przy kasie w Tesco i na przystanku Luasa. Schylałem się po nie na chodniku i przed wejściem do kiosku. Nie wiedziałem, że z każdym centem przynoszę Irlandii pecha i że w wiadomościach, których nie słucham z założenia, mówi się coraz więcej o narastającym narodowym kryzysie.

Pewnego dnia wyzbierałem wszystkie irlandzkie drobne i Irlandia zbankrutowała. Na ulicy nie ma już ani jednej miedzianej monety, a jeżeli zdarzają się pojedyncze przypadki, to tylko dlatego, że jeszcze nie przechodziłem tamtędy albo że było za ciemno. Płacz i zgrzytanie zębów rozległo się w tej krainie. Niemcy musieli wyciągnąć pieniądze z materaca i pożyczyć Irlandii, by na dublińskich ulicach znów można było rozsypać jednocentówki. Podobno z Niemiec płyną trzy tankowce pełne jednocentówek, które zostaną rozsypane w większych miastach republiki.

Wiadomość ta dotarła do mnie dzisiaj rano i przygwoździła do ziemi. Naprawdę nie wiedziałem, że to wszystko przeze mnie. Przeliczając po jednym cencie za pecha, fundowałem Irlandii 12 tysięcy pechów rocznie, przez pięć lat z rzędu. To okropne.

Dziś już nie ma boomu.

Piotr Czerwiński

>>>>>

Ale jest aszansa na powrot do Boga.Bo jesli Iralndia miala by byc bogata ale sodomska masonska plugawa to lepsza biedna a porzadna. Dusza jest bezcenna!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 80236
Przeczytał: 187 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 1:21, 10 Lut 2011    Temat postu:

I dalsze wiesci z oszalamiajacego sukcesu ekonomii Irlandii dziekie Unii Europejskiej a zwlaszcza Euro:

Kiedyś Irlandię obrastał las dźwigów budowlanych, dzisiaj las tabliczek z napisem "do sprzedania" - pisze z Dublina dla Wirtualnej Polski Piotr Czerwiński. Irlandczycy uciekają do Australii, zaś Polacy wykupują ich domy, które staniały o połowę. I które niejednokrotnie sami zbudowali. Jednocześnie Irlandczycy wzięli się za wykonywanie prac, które dotąd były zarezerwowane tylko dla obcokrajowców.

Dzień dobry państwu albo dobry wieczór. Na początku chciałbym zeznać, że owszem, to prawda co mówią o Irlandii, balanga się skończyła, ale powiadam wam, nie taki diabeł straszny, jak mu zagrają. Czy jak to tam leciało. Z doniesień prasowych wynika, że my tu umieramy stojąc oraz leżymy kwicząc, tymczasem życie płynie zupełnie normalnie. Nie wyłączono prądu, nie zabrakło benzyny ani nic z tych rzeczy, zaś U.S. Marines nie przyjechali tu ratować swoich ziomali i ewakuować ambasady.

>>>>>

Spoko to dopiero poczatek!Nie boj nic!Irlandia miala najwyzszy poziom ekonomii i szybki wzrost zanim uszczesliwili ja Euro.Maja z czego spadac...Ale poczekamy i zobaczymy!

>>>>>>

Z mojej perspektywy więcej słychać o tym kryzysie, niż go czuć,

>>>>>>

Jak sie siedzi na posadzie korespondenta to nawet glodu sie nie czuje gdy pensja wplywa na konto...

>>>>>>

jednakowoż jest kilka symptomów, które przypominają o nim na żywo, bez korzystania z prasy. Jednym z nich jest kolorowa tabliczka "na sprzedaż", którą widać na każdej ulicy. Są takie rejony Dublina, gdzie mniej więcej co drugi dom jest przyozdobiony w ten sposób, ale mistrzostwo świata osiągnęła dzielnica o nazwie Tallaght: jeśli wierzyć ogłoszeniom, całe Tallaght jest do sprzedania.Są takie rejony Dublina, gdzie mniej więcej co drugi dom jest przyozdobiony w ten sposób, ale mistrzostwo świata osiągnęła dzielnica o nazwie Tallaght: jeśli wierzyć ogłoszeniom, całe Tallaght jest do sprzedania. Oprócz domów występują też w Irlandii puściusieńkie apartamentowce i kompleksy biurowe - na nich tabliczka jest wielką płachtą, co świetnie rekompensuje brak neonu.

Chore ceny nieruchomości spadły w Irlandii o połowę i zaczynają przypominać europejską normę, toteż Polacy, którzy paradoksalnie wciąż rezydują tutaj w dużych ilościach, zaczęli te nieruchomości kupować. Pieniądze, które uciułali od czasu inwazji na wyspy w dwa tysiące czwartym nagle zrobiły się coś warte, a ich pensje na tyle duże, aby przekonać bankierów do udzielenia bezbolesnego kredytu. I tak oto coraz więcej Polaków zostaje posiadaczami.

>>>>>

Zobaczymy co bedzie jak trzeba bedzie splacac kredyty a pracy nie bedzie w bezrobotnej Irlandii...Straca nawet ta nedzna kase co uciułali...

>>>>>

Dla odmiany coraz więcej Irlandczyków ucieka z Irlandii, ponieważ potracili pracę; to właśnie oni wyprzedają swoje na wpół spłacone hacjendy. Najmodniejszym kierunkiem ich ewakuacji jest Australia, gdzie mogą przekonać się na własne oczy, jak wygląda słońce oraz dowiedzieć się, że w innych częściach świata słońce świeci dłużej niż przez godzinę dziennie.

>>>>>

I NIE MA TAM EURO!!!!
Ale dopadna ich powodzie i cyklony!
Materialisci zawsze majo pecha...

>>>>>

Praca już nie dla Polaka

Innym objawem recesji jest duża liczba bezrobotnych budowlańców, którzy znajdują sobie zajęcie w innych ciekawych zawodach, takich jak rozwożenie pizzy albo kserowanie papierów. Irlandczycy wzięli się za wykonywanie prac, które dotąd były zarezerwowane tylko dla Chińczyków, Polaków i innych egzotycznych gości, i to jest kolejny znak czasu. Coraz częściej widzi się tubylca za kasą w sklepie albo na stacji benzynowej, co niewątpliwie pozwoliło wielu tubylcom powrócić na ziemię z christian diorowo – kanaryjskiej orbity. Tylko pucowanie kibelków wciąż jest niechcianym zajęciem i aktualnie przeszło w domenę towarzyszy z Rumunii i Bułgarii oraz krajów tropikalnych.

>>>>>>

Czyli imigranci spadli o pietro nizej na samo dno!

>>>>>

Niestety kryzys ma również i taki skutek uboczny, że coraz trudniej załapać się do pracy Polakom. A także Chińczykom, oczywiście. Dotyczy to zresztą jakichkolwiek prac – po prostu nie ma ich za wiele, a do każdej ustawia się kolejka. Niewiele firm w ogóle prowadzi jakąkolwiek rekrutację, co stwarza niejakie pozory, że kraina bajobongo faktycznie cienko przędzie. Naród nieprzywykły do takiej niewygody, to i dramatyzuje. Przez ostatnie dziesięć lat było w tym kraju tak absurdalnie dobrze, że takie załamanie wydaje się być końcem świata.

>>>>>

A nie jest?Kto ich z tego wyciagnie?Mumia Europejska?

:O))))))))))


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 80236
Przeczytał: 187 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 23:11, 04 Maj 2011    Temat postu:

Polak jednakowoż nie takie cyrki już przeżył, więc nasi radzą sobie doskonale. Wielu wypracowało zasiłki, siedzą więc na bezrobociu i oddają się kulturze i sztuce oraz degustacji trunkówPolak jednakowoż nie takie cyrki już przeżył, więc nasi radzą sobie doskonale. Wielu wypracowało zasiłki, siedzą więc na bezrobociu i oddają się kulturze i sztuce oraz degustacji trunków, ponieważ oprócz tygodniowej zapomogi w wysokości 196 euro, bo tyle wynosi maksymalna stawka, państwo irlandzkie oferuje dopłaty do czynszu, rachunków i dzieci. Przy dobrych wiatrach podobno można urządzić się lepiej niż na etacie, zwłaszcza jeśli da się dorobić na czarno, a to przecież stara polonijna tradycja. Rozmawiałem przeto z takimi, którzy niemal błogosławili kryzys, twierdząc, że na socjalu żyją znacznie powyżej normy światowej, co oczywiście bije na głowę ogólnie przyjęte normy z Mateńki Ojczyzny. Niestety, taka zabawa nie trwa wiecznie i po dziewięciu, góra dwunastu miesiącach się kończy. Są też więc i tacy w tej krainie, którym się nie udało, niestety. Wylądowali w noclegowni, dostają miskę od księży i to akurat w ogóle nie jest śmieszne.

Kolejnym symptomem kryzysu jest nadmierna obecność polityki w telewizji. Zaczęli pojawiać się w niej gadający krawaciarze o aparycji dorodnej betoniarki, których tak dobrze znamy znad Wisły, a którzy tutaj przez lata byli praktycznie nieobecni. Do tej pory polityka nie obchodziła nikogo w krainie bajobongo. Nikt nie wiedział, jaka partia rządzi i jak właściwie to robi, i po co. Nawet niesławne referendum w intencji unijnej konstytucji nie wykrzesało specjalnego zainteresowania z dzielnych konsumentów guinnessa. No bo kto potrzebuje bredzących krawaciarzy, kiedy masz wszystko i nikt nie musi ci niczego obiecywać? To by może rajcowało chyba tylko sfrustrowane narody ze Wschodniej Europy.

Paradoksalnie widzę kilka dobrych stron irlandzkiego kryzysu. Niemożność kontynuowania kariery sprawiła, że tak zwani "k...polacy" w dużej części odpłynęli stąd do Holandii, Norwegii oraz innych ciepłych krajów, przez co może miejscowi przestaną widzieć mnie przez ich k...polacki pryzmat. Wraz ze spadkiem cen irlandzkich nieruchomości również wynajem przestał być abstrakcyjnie wysokim wydatkiem. Potaniało wiele produktów i usług, a pensja wciąż ta sama. Całkiem niedrogie zrobiły się też samochody. Irlandczycy znormalnieli, co uważam za bardzo cenne, ponieważ do tej pory niektórym naprawdę odbijała woda sodowa. Dzisiaj sami się do tego przyznają.

W całej tej historii żal mi tylko naszych architektów, inżynierów i całej reszty zawodowych budowlańców, którzy naprawdę są najlepszymi fachowcami, jakich wydała ziemia, i których ta fala również miała nieszczęście pochłonąć. Ale wierzę, że i oni odbiją się wkrótce od dna. Przez jakiś czas budować się tu raczej już nie będzie, ale irlandzkie lepianki sypią się od spodu, a nasi rządzą w wykończeniówce.

Próbuję nie martwić się o Irlandię. Unia nie da nam zginąć, bo to by za wiele kosztowało pozostałe kraje strefy euro. Trochę to działa jak mieszkanie, wynajmowane przez paczkę kolegów, z których jeden przetracił całą wypłatę: jeśli go wykopią, będzie za drogo, a jeżeli zostanie, muszą składać się na jego utrzymanie dopóki nie znów nie zarobi. Przewodniczący Komisji Europejskiej, niejaki José Manuel Barroso oświadczył publicznie, że jego firma ma zaskórniaki, przygotowane na taką ewentualność. Podobno Irlandię stać tylko na pół roku utrzymania, ale miejscowi giganci ekonomii od miesiąca ogłaszają magiczny plan wykrojenia z budżetu dodatkowych sześciu miliardów. Zamierzają osiągnąć to przez cięcia w sferze publicznej. Wciąż nie wyjaśnili jednak co dokładnie obetną i komu. Podobno mają wprowadzić podatek od nieruchomości, przez co ceny spadną jeszcze bardziej, jeszcze więcej Iroli wyjedzie na antypody i jeszcze więcej domów będzie na sprzedaż. Niewykluczone, że już niedługo naprawdę zrobią się wolne całe dzielnice. Najlepszym tego przykładem jest rzeczone Tallaght, gdzie podaż bije popyt jednym chuchnięciem, więc zupełnie dobre domy są jeszcze tańsze niż gdziekolwiek indziej. Cała nadzieja w naszych, którzy zaczęli zasiedlać ten rejon. Pewnego dnia, gdy ostatni rdzenny mieszkaniec Tallaght ucieknie do Australii, wykupimy całą dzielnicę i ogłosimy niepodległość. Tylko nazwę trza będzie zmienić. Z taką nazwą to my nie zajedziemy daleko.

Oczywiście zawsze istnieje możliwość, że się mylę, Irlandia się rozsypie, Bill Gates kupi ją na części i będziemy musieli się katapultować. Cóż. Errare humanum est. Pojedziemy na Tonga albo do Zimbabwe, albo w kosmos. Bo tylko tam jeszcze nie szukaliśmy szczęścia. Ale to już jest, jak mówią, temat na zupełnie inny telefon.

Dobranoc Państwu.

Piotr Czerwiński

>>>>

Zdecydiowanie Euro-Zimbabwe ! Podobni przy - wodcy sa i tam i w Brukseli...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 80236
Przeczytał: 187 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 22:01, 07 Maj 2011    Temat postu:

Irlandczycy uciekają z Zielonej Wyspy

Co tydzień ponad tysiąc osób decyduje się opuścić Irlandię. W ciągu dwóch lat z Zielonej Wyspy wyjedzie ponad 100 tys. osób.

Decyzja o wyjeździe z kraju jest przede wszystkim motywowana ciężką sytuacją finansową. Przeciągający się w Irlandii kryzys oraz perspektywa zwolnień jest głównym powodem wyjazdów. Eksperci szacują, że Zieloną Wyspę w ciągu dwóch lat opuści 100 tys. osób. Jest to więcej niż w 1989 roku, kiedy w punkcie kulminacyjnym recesji z Irlandii wyjechało 44 tys. osób.

Instytut Badań Ekonomicznych i Społecznych uważa jednak, że Irlandia będzie miała w tym roku wzrost gospodarczy na poziomie 1.6%. Pozytywnie na gospodarkę wpłynie także zwiększenie eksportu o 6%. Szacuje się jednak, że w związku z cięciami budżetowymi w tym roku zwolnionych zostanie 25 tys. osób. Obecnie bezrobocie wynosi ponad 13% i jest na rekordowo wysokim poziomie. Cztery lata temu wynosiło ono zaledwie 4.5%.

Specjaliści obawiają się jednak, że w perspektywie długofalowej tak wielka migracja młodych, wykształconych ludzi będzie miała tragiczne konsekwencje dla gospodarki. Młodzi absolwenci najczęściej decydują się na wyjazd do Kanady, Australii i Nowej Zelandii.

>>>>>

To jest destrukcja Irlandii ! Powtarza sie XIX wiek ! tym razem to jednak Irlandczycy sami sobie zgotowali ten los wchodzac do UE i rzucajac sie na kase ktora stala sie najwazniejsza a nie Bóg ...
TO REZULTAT nie kryzys ...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 80236
Przeczytał: 187 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 16:07, 08 Maj 2011    Temat postu:

Teraz jest czas na kupno domu w Irlandii

Domy w Irlandii straciły najwięcej na wartości spośród 50 krajów, w których eksperci przeanalizowali rynki nieruchomości. To dobra wiadomość dla osób, które chcą mieć w Irlandii swoje cztery kąty.

Tylko w 2010 roku ceny tamtejszych mieszkań spadły o 11%. Okazuje się jednak, że to nie koniec i irlandzki rynek nieruchomości powinien się przygotować na kolejne spadki. Jeżeli sprawdzą się kalkulacje Banku Centralnego, to do końca 2012 roku domy mogą być tańsze o dodatkowe 26%.

Niektórzy eksperci twierdzą, że sytuacja rynku nieruchomości na Zielonej Wyspie doprowadziła do tego, że można znaleźć dom, który na wartości mógł stracić nawet połowę.

Trend obserwowany na rynku globalnym mówi o 2,8% wzroście cen mieszkań na świecie. Największy, bo aż 20-procentowy wzrost cen odnotowały nieruchomości w Hong Kongu. Ceny poszły w górę także na Łotwie i w Izraelu (po 14 proc.). W Polsce mieszkania podrożały o 8.1%.

>>>>>

Jednym slowem Irlandia DOŁUJE !!! Generalnie euro to DENNA waluta...To i sprowadza na dno jak Titanika...



Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 80236
Przeczytał: 187 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 11:39, 08 Lip 2011    Temat postu:

Upadła europejska potęga - oto, co zostało

Hiper WC pewnością trafiłoby do mediów jako apogeum irlandzkiej przedsiębiorczości,

Piotr Czerwiński
Jedną z widocznych pozostałości irlandzkiego imperium, które, jak wiemy, aktualnie zajmuje się sępieniem unijnych miliardów, są puste bloki i biurowce, zwane "osiedlami duchów”. Nikt ich nie zamieszkuje i nie zamieszka, ponieważ Polacy, którzy je budowali, zdążyli pozbawić Irlandię swojego towarzystwa i udali się na podbój innych regionów Europy, zaś miejscowi, których już nie kręci życie na kredyt, nie kwapią się z ich kupnem lub uciekli na antypody - pisze Piotr Czerwiński w Wirtualnej Polsce.

Dzień dobry Państwu albo dobry wieczór. Budownictwo, moi Państwo, to prawdziwa pięta achillesowa Irlandii, która ponosi winę za wszystkie jej kłopoty, jeśli nie liczyć kłopotów z okupantami zza morza, choć i oni zbudowali tutaj to i owo. Cała najnowsza historia tego kraju na swój sposób jest jednocześnie historią jego budownictwa. To ono wpędziło Irlandię w dobrobyt, a następnie w brutalnym akcie sadyzmu z tego dobrobytu ją wypędziło.

A najgorsze, że i-Ludzie nigdy nie byli mistrzami w tej branży. Jak ustaliłem, miejscowa myśl techniczna nie zna pojęcia kątownika ani poziomnicy, zaś w dziedzinie spawania największe sukcesy odnosi w spożyciu cydru. Jeżeli wierzyć naszym spawaczom, którzy przecież nie takie domy stawiali po rozpracowaniu flaszki.

Zresztą, wszyscy polscy budowlańcy, z którymi rozmawiałem na temat wznoszenia jakichkolwiek irlandzkich budowli, nie kryli łez wzruszenia, kiedy przychodziło im opisać wszystkie niedoróbki i niedorzeczności, jakie zastali na miejscowych budowach po przyjeździe w te strony. Z tych historii wynikało, że gdyby nie my, stawiano by tutaj wyłącznie namioty, bo każda inna konstrukcja zawaliłaby się przed ukończeniem robót, ja zaś słuchając miałem wrażenie, że ktoś czyta mi scenariusz "Alternatywy 4”, lub przypomina pierwsze dni marca 1979, spędzone przeze mnie wraz z rodzicami na świeżo postawionym warszawskim blokowisku. W ścianie naszego mieszkania znajdowała się gwiaździsta dziura, przez którą można było wyrzucić małego fiata.

Na szczęście czasy się zmieniły, a nasi spece słyną z tego, że nigdy nie partaczą za dewizy, przeto ruszyli tłumnie na drugi koniec Europy, gdzie i-Ludzie słusznie uznali, że Porsche Cayenne źle wygląda zaparkowane przed parterową lepianką i że natychmiast należy zmienić ten wizerunek na dużo bardziej multi-kulti. Zaczęto więc budować i budowano w dzikim szale, przy którym nawet polsko-irlandzkie picie jest umiarkowaną degustacją. Banki udzielały kredytów komu tylko popadło, zaś kto tylko popadł, brał je garściami. I-Ludzie kupowali po cztery mieszkania na raz, licząc na natychmiastowy wynajem, zaś cały interes potrzebował coraz więcej biuralistów i biur, budowano więc coraz więcej biurowców. Rząd liczył mamonę, od każdej budowy inkasując niezłe wpływy z podatków i tak po kilku latach Irlandia udławiła się własną chciwością: postawiono więcej domów, niż ktokolwiek był w stanie zaludnić.

Dziś stoją puste i pozują do zdjęć fotoreporterom zagranicznych gazet, jako największa ciekawostka przyrodnicza Irlandii. Nikt nie chce ich kupić, nikt nie ma pieniędzy, by je zburzyć. Nikt nie wie co z nimi zrobić, ośmielam się więc zaproponować kilka rozwiązań, które jeśli nie dźwigną irlandzkiej gospodarki, to przynajmniej nadadzą jej ożywczego kolorytu.

W mojej okolicy straszy co najmniej pięć takich "osiedli duchów” i tyleż samo pustych nowych biurowców, które przedstawiają się wielkimi tablicami z napisem "to let”. Nie mogę się nadziwić, dlaczego żaden Irlandczyk nie wpadł jeszcze na pomysł, by między tymi słowami wstawić rozpylaczem brakujące "i”, co niewątpliwie nadałoby tym przybytkom elementu komicznego, a być może nawet rozwiązało problem z ich bezużytecznością, ponieważ jak wiadomo, w Dublinie nie ma toalet publicznych i z pewnością taki biurowiec w roli mega-kibelka mógłby lokalnie położyć kres temu deficytowi.

Właściciel posesji, o ile jeszcze nie uciekł do Gwatemali przed fiskusem, mógłby nawet udostępniać swój pusty biurowiec za opłatą każdemu, kto chciałby wysikać się w warunkach panoramicznych, zaś osobne pomieszczenia budowane z myślą o prezesach służyłyby chętnym na większy download. Hiper WC pewnością trafiłoby do mediów jako apogeum irlandzkiej przedsiębiorczości. Interes kręciłby się na całego i jak nic inni właściciele strasznych osiedli lub syndykaty masy upadłościowej w przypadku syndromu gwatemalskiego, zaczęliby przerabiać swoje pustostany na podobne kopyto. Masa ludzi znalazłaby wreszcie zatrudnienie w roli dziadków i babć klozetowych, a także przewodników, fachowo objaśniających, w której alejce i na którym piętrze są jeszcze wolne stanowiska. Irlandia rosłaby w siłę, a ludziom się żyło dostatniej. To takie proste. Wystarczy dopisać brakujące "i”.

Innym genialnym ruchem z pewnością będzie wynajęcie pustych biurowców na korporacyjny paintball. Wysyłanie krawaciarzy do lasu w tym celu wydaje mi się nielogiczne, ponieważ uważam, że powinni strzelać do siebie w swoim naturalnym środowisku. Z pewnością czuliby się też lepiej w garniturach i żakietach, zamiast tych głupich pseudoamerykańskich mundurów z demobilu. Opuszczony biurowiec nadawałby się do tego idealnie, zwłaszcza, że dla spotęgowania realizmu developerzy mogliby zainscenizować wewnątrz prawdziwe biura z partycjami, biurkami i komputerami, które z pewnością można otrzymać za darmo od dowolnej zbankrutowanej instytucji w mieście. W przypadku większych firm, cierpiących na nadwyżki kadrowe, uczestnikom można by było wydawać granaty i broń z ostrą amunicją. A kamery przemysłowe od razu przekierowywać na youtube. Natomiast gdyby paintball nie szedł za dobrze, biuro można zawsze wynająć anarchistom, którzy za opłatą będą mogli je zdemolować albo spalić, co w zasadzie rozwiąże częściowo problem zburzenia posesji.

Skoro już o burzeniu mowa, to zamiast wydawać pieniądze na kosztowną demolkę, włodarze miasta mogliby też oddać lub za niewielką opłatą sprzedać "osiedla duchów” dowolnie wybranej wytwórni hollywoodzkiej, w roli pleneru, w którym można by było nakręcić tak zwany film amerykański. Jak wiadomo, gatunek ten polega na tym, by Bruce Willis rozwalał wieżowce przy pomocy jednego chuchnięcia, Steven Seagal wysadzał je w powietrze siłą woli. Dublin mógłby mieć to wszystko na zawołanie; miasto zyskałoby popularność jako tanie plenery, a męczące pustostany szybko przestałyby istnieć. Na gruzach natomiast polscy filmowcy mogliby nakręcić remake serialu "Dom” lub wymowną ostatnią scenę serialu "M jak Miłość”, jeśli ten kiedykolwiek się skończy.

Końcem końców, skoro nazywa się już te miejsca "osiedlami duchów”, czemuż by nie miały służyć jako osiedla duchów właśnie? Jak wspomniałem nie raz, Irlandia ma dryg do zachwalania się w roli atrakcji turystycznej, dlaczego więc nie rozgłoszą po prostu, że w tych blokowiskach straszy?

Tak, moi drodzy. Z osiedlami duchów bezzwłocznie należy zrobić coś pożytecznego. Choć z drugiej strony, jeśli zostawimy je sobie-a-muzom, za 200 lat będą pokazywane jako zabytki klasy zero, z czasów gdy imperator Bertie Ahern na własnych nogach chodził do osiedlowego pubu, gdzie nikt nie chciał mu przyfasolić na tle ekonomicznym. Japońscy turyści będą pstrykali fotki jak najęci.

Dobranoc Państwu.

Z Dublina specjalnie dla Wirtualnej Polski Piotr Czerwiński

Ps. Słownik wyrazów obco brzmiących:

To let - do wynajęcia
Download - odłamkowym ładuj
Bertie Ahern - irlandzki Tusk

>>>>>>

Widzimy tutaj obled gospodarki w Irlandii ... Budowali domy na wynajem dla robotnikow ktorzy budowali domy na wynajem dla robotnikow ktorzy budowali domy ...
Ciagle przybywali nowi pracownicy do budowy kolejnych domow ...
Irladczycy mieli po 4 domy bo chcieli zarabiac nie [racujac tylko wynajmujac...
Az przyszedl kryzys i upadek euro ... Wszystko padlo na twarz i maja ,,osiedla duchow'' dla nikogo :O)))

Puste domy i biurowce straszą w Irlandii na każdym kroku(fot. wp.pl / Piotr Czerwiński)


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 80236
Przeczytał: 187 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 23:31, 09 Lip 2011    Temat postu:

Niskoopłacani pracownicy w Irlandii stają w obliczu cięć zarobków

W świetle czwartkowego orzeczenia irlandzkiego Sądu Najwyższego, który uznał, że system ustalania zarobków obejmujący ponad 200 tysięcy osób jest niezgodny z konstytucją, irlandzcy niskoopłacani pracownicy stanęli w obliczu możliwej obniżki wynagrodzeń.

Decyzja sądu pozwala pracodawcom zredukować pensje sprzątaczy, kelnerów, fryzjerów, obsługi hotelowej i ochroniarzy.

Według sędziego Kevina Feeneya obecne prawo daje sądowi pracy (Labour Court) i niezależnym komitetom, tzw. Joint Labour Committees, zbyt wielką władzę.

„Sąd pracy dysponuje w rzeczywistości pełną swobodą w kwestii tego, co należy wziąć pod uwagę przy rozważaniu i ustalaniu wysokości zarobków oraz warunków zatrudnienia”, powiedział Fenney.

„Ustawodawstwo, na mocy którego działają Joint Labour Committees, milczy w sprawie tego, jak mają one wykonywać swoje funkcje jako organy wydające postanowienia”.

Związki zawodowe mówią, że to orzeczenie to dla pracowników katastrofa i wzywają rząd, by jak najszybciej wprowadził prawo chroniące mechanizm ustalania płac.

„Dzisiejszy wyrok Sądu Najwyższego znosi jedyne zabezpieczenie płac i warunków pracy pracowników niskopłatnych. To dla nich druzgocąca nowina”, powiedziała Patricia King, wiceprzewodnicząca związku zawodowego SIPTU.

„Dla najbardziej bezwzględnych pracodawców w kraju to tak, jakby nagle nadeszły naraz wszystkie ich urodziny. Teraz mogą bez przeszkód grabić kiepsko płatnych pracowników”.

Stanowisko w sprawie zajęły John Grace, Fried Chicken oraz Quick Service Food Alliance, reprezentujące grupę barów szybkiej obsługi, która obejmuje Burger Kinga i Subway – stwierdziły, że nie obetną pensji obecnym pracownikom.

„Decyzja Sądu Najwyższego otwiera drogę wzrostowi zatrudnienia w wielu sektorach, nie tylko w gastronomii”, powiedział John Grace z John Grace Fried Chicken.

Irlandzki rząd, pod presją zwiększenia konkurencyjności, której wzrost stanowi warunek subwencji ze strony Unii Europejskiej i Międzynarodowego Funduszu Walutowego, rozważa propozycje reformy systemu ustalania wynagrodzeń.

Propozycje te, obejmujące możliwość obcięcia rekompensat za pracę w niedzielę, zamierza przedyskutować z przedstawicielami Unii, MFW i Europejskiego Banku Centralnego, którzy w tym tygodniu są obecni w Dublinie w związku z kwartalną kontrolą realizacji warunków programu pomocowego.

Sarah O’Connor, redakcja: Carmel Crimmins, Michael Roddy

>>>>>

Trzeba po prostu bestialsko ciać dochody ludnosci bo tego chce Bruksela zdolna do kazdej zbrodni byle ratowac stolki...
Ktos moze powiedziec o maja z czego schodzic ... Pomijajac juz ze przzwyczaili sie do wysokich dochodow i nie potrafia sobie bez nich poradzic ... Jak ktos od dziecka mial sprzataczke w domu to teraz gdy ja zwolni NIE MA POJECIA JAK SPRZATAC !!! Toz przeciez trzeba wiedziec jakich playnow uzyc do czego na mokro sucho... Nie mowiac o praniu... Po drugie jak zaczna tak schodzic z dochodow w dol to niedlugo nie bedzie z czego schodzic ...
A po trzecie to niby miala byc UE ? Dobrobyt ! To miala byc ta Irlandia ,,swietnie wykorzystujca fundusze UE na inwestycje a nie jak Grecja ' :O))) I sytuacja taka jak w Grecji ! Bo gadka o ,,dobrym'' lub ,,zlym'' wykorzystaniu funduszy to klamstwo dla debili...
Irlandia moga zyc sobie w dostatku ale wybrala zwiazek euro-radziecki no to maja schodzenie w dol ... Chcieli system radziecki to maja wszak na tym on polega ze w imie ideologii schodzimy coraz nizej az do glodu - Jak Korea Polnocna ktora byla dosc bogata w chwili zainstalowania tam przez radzieckich i pekinczykow komuny...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 80236
Przeczytał: 187 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 17:44, 22 Sty 2012    Temat postu:

Irlandczycy uciekają przed euro za granicę

Ok. 70 tys. Irlandczyków wyemigrowało w roku finansowym 2010-11 do Australii, Nowej Zelandii, Kanady, W. Brytanii, USA i Niemiec - wobec 46 tys. w roku 2009-10 - wynika z wyliczeń "The Irish Independent".

Stosunkowo najwyższy przyrost odnotowano w grupie osób emigrujących do W. Brytanii (ogółem 16 tys.), co z roku na rok oznacza przyrost o 56 proc. i o blisko 100 proc. w porównaniu z rokiem 2000-01. Rok finansowy w Irlandii, tak samo jak w W. Brytanii liczy się od początku kwietnia do końca marca. Z danych brytyjskiego resortu ds. pracy i emerytur wynika, że ok. 300 Irlandczyków na tydzień występuje o przyznanie im numerów ubezpieczenia społecznego niezbędnego do legalnej pracy. Ogromna większość jest w wieku 18-34 lat.

Imigrantów przyciąga też Australia. W roku finansowym 2010-11 wyjechało tam 27 tys. 995 Irlandczyków, co stanowi przyrost o 15 proc. rdr. Wprawdzie większość Irlandczyków przyjeżdża na podstawie krótkookresowej wizy uprawniającej do pracy, ale 3 tys. spośród nich w 2011 r. wystąpiło o prawo stałego pobytu, z czego połowa to osoby przebywające od niedawna.

Na trzecim miejscu jest Nowa Zelandia, dokąd w roku obrachunkowym 2010-11 przyjechało 4 tys. 586 Irlandczyków, trzy razy więcej niż 10 lat wcześniej. Dalsze miejsca zajmują Kanada (4 tys. irlandzkich imigrantów w pierwszym półroczu 2011 r. według danych kanadyjskich władz imigracyjnych) oraz USA (14 tys. 288 osób w 2010 r., o 7 proc. więcej niż w 2009 r.).

Z sondażu przeprowadzonego wśród 1,2 tys. irlandzkich studentów przez Student Marketing Network wynika, że blisko 2/3 planuje wyemigrować po studiach w poszukiwaniu lepszych możliwości zatrudnienia. 37 proc. zamierza to zrobić zaraz po ukończeniu studiów, a reszta w ciągu pięciu lat.

>>>>

A wiec niby wzorcowa Irlandia przezywa istny Armageddon . Koniec swego istnienia ... Dzieku UE oczywiscie ...



Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 80236
Przeczytał: 187 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 15:38, 11 Lut 2012    Temat postu:

"Podobało nam się, ale wracamy do Polski".

Przyjechali z Polski, Łotwy, Słowacji i innych krajów Europy Wschodniej. Szukali pracy i lepszego życia, ale dla dziesiątek tysięcy "nowych Irlandczyków" celtycki sen dobiegł końca - twierdzi "Irish Independent". Imigranci wracają do domów.

Zdaniem popularnego dziennika, wielu imigrantów odczuło na własnej skórze wzrost bezrobocia i tęskniło za rodzinnym krajem, co zmusiło ich do powrotu. Gazeta opisuje losy polskiej pary, Sylwestra Brzozowskiego i Joanny Słoty, którzy postanowili wyjechać z Irlandii.

- Przyjechałam do Bray w hrabstwie Wicklow w 2006 roku, bo był tu już mój brat, który miał bardzo dobrą pracę. Z początku czułam się zagubiona, nie wiedziałam nawet, gdzie leży Dublin. Irlandczycy okazali się jednak bardzo przyjaznymi ludźmi i szybko znalazłam pracę, pomimo tego, iż nie znałam języka - opowiada Joanna, która wróciła do rodzinnych Ząbkowic Śląskich 2 tygodnie temu.

Polka poznała swojego chłopaka w fabryce, gdzie oboje pracowali. W 2009 roku zmarł ojciec Joanny i wówczas dotarło do niej, że pieniądze nie są tak ważne jak rodzina. Myśli o powrocie do ojczystego kraju pojawiały się odtąd coraz częściej.

Tęskniłam, więc wracam

- Kilku moich przyjaciół już wyjechało, a mój brat wrócił już 4 lata temu. Jestem wdzięczna Irlandii za wszystko: za pracę, za to, co zobaczyłam i czego doświadczyłam - zapamiętam to na zawsze. Myślę, że będzie mi brakować Guinnessa i naprawdę polubiłam miasteczko, w którym mieszkałam. Zostawiłam tam wielu irlandzkich przyjaciół i zamierzam przyjeżdżać do Bray na wakacje - wyznaje bohaterka artykułu.

Jej partner, Sylwester Brzozowski, przybył na "zieloną wyspę" we wrześniu 2006 roku, także z Ząbkowic Śląskich. Z zawodu jest mechanikiem i przyznaje, że w Polsce miał dobrą pracę. Postanowił jednak wyemigrować z powodu dziewczyny, która przeprowadziła się do Irlandii. Zdobycie pracy zajęło mu zaledwie jeden dzień, bo szukał ofert jeszcze przed przyjazdem.

- Moje pierwsze wrażenia z pobytu były bardzo pozytywne, szczególnie jeśli chodzi o otwartość Irlandczyków. Bardzo lubię też swoją pracę i jestem tu szczęśliwy, ale tęsknię za rodziną. Dlatego wkrótce wracam do Polski, choć obawiam się trochę o znalezienie tam pracy - przyznaje Polak.

Pomiędzy 2004 a 2010 rokiem do pracy w Irlandii przyjechał prawie milion imigrantów, ale ok. 600 tys. zdążyło już opuścić ten kraj. - Najbardziej widoczną grupą obcokrajowców byli właśnie Polacy, ale pomimo to niewiele o nich wiedzieliśmy - pisze "Irish Independent". Sytuację zmieniły dopiero wyniki badań pod nazwą "Polonia in Dublin", przeprowadzonych przez Trinity College w Dublinie. Okazało się, że większość Polonii irlandzkiej to ludzie młodzi (ponad połowa ma poniżej 30 lat) i jedynie znikomy procent stanowią osoby z dziećmi. Większość posiada średnie lub wyższe wykształcenie i przyjechała do Irlandii pomiędzy 2005 a 2007 rokiem.

>>>>>

Oczywiscie Irlandia jest dla Polkow fajna ze wzgledu na bliskosc cywilizacyjna. Ale jednak to nie jest dla nich kraj . Euro ktoe zniszczylo ten kraj wymusilo powroty . A oczywiscie dziala tu Bóg i Nasza Matka . Zawracja oni otumanionych propaganda Polaków spowrotem do kraju . Ale delikatnie - jada tam pobeda . Musza sie ,,najesc'' tego zachodu az wreszcie dochodza do wniosku ze to nie to i wracaja . Oczywiscie zawsze sa tacy dla ktorych emigracja jest czyms wlasciwym no ale nie takim masom . To patologia wynikla z bestialstwa ekonomicznego po 89 roku ...
Gdyby byla praca takiej fali by nie bylo !


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 80236
Przeczytał: 187 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 22:33, 02 Lip 2012    Temat postu:

Cudzoziemcy do pracy, Irlandczycy na bezrobocie

Od ostatniego spisu ludności liczba zatrudnionych w Irlandii imigrantów wzrosła o prawie 10 procent, a jednocześnie liczba zatrudnionych Irlandczyków spadła o 9 procent.

W sumie na początku 2011 na irlandzkim rynku pracowało ćwierć miliona cudzoziemców. Od tego momentu liczba ta wzrosła o kolejne 24 tysiące, z czego cztery piąte stanowią Polacy. Dwukrotnie wzrosła liczba pracujących Polek, które stanowią teraz 80 procent wszystkich obywateli naszego kraju zatrudnionych w Irlandii. W tym samym okresie liczba zatrudnionych mężczyzn z Polski wzrosła zaledwie o 10 procent.

Te różnice wynikają ze wzrostu zatrudnienia cudzoziemców w sektorze handlu hurtowego i detalicznego, gdzie pracuje jedna czwarta Polaków. Natomiast przemysł i budownictwo zanotowały spadek liczby pracowników z zagranicy, co wiąże się z zapaścią tych gałęzi gospodarki.

Anna B.

>>>>

Widzimy tutaj horror UE . Kraje zaczynaj przypominac reprezentacje . To znaczy sa w nich wszyscy poza miejscowymi . W Iralndii niedlugo bedzie mozna znalezc wszelkie narody poza Iraldczykami . Koszmarny jednolity swiat o jednej rasie bez kultury na poziomie zwierzat . Ktory tylko zrabia i wydaje ... Tego chcecie ???


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 80236
Przeczytał: 187 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 16:25, 21 Lip 2012    Temat postu:

Irlandia burzy widmowe osiedla pozostałe po pęknięciu bańki mieszkaniowej

Irlandia stawia na buldożery a nie na banki, jeśli chodzi o posprzątanie pozostałości po boomie mieszkaniowym, którego załamanie rzuciło gospodarkę tego kraju na kolana.

Pusty dom w Irlandii -

Jak wynika z oficjalnych statystyk, irlandzki pejzaż szpeci 1850 niedokończonych obiektów budownictwa mieszkaniowego, opuszczonych po krachu 2008 r. W tym roku Krajowa agencja ds. zarządzania aktywami powołana przez państwo w 2009 r., aby oczyścić banki z najbardziej toksycznych kredytów nieruchomościowych, zaczęła pierwszą rozbiórkę bloku.

- Są miejsca, gdzie najsensowniejszą decyzją będzie rozebranie domu. Jeśli nikt nie chce w nim mieszkać, to najbardziej praktyczną rzeczą będzie pozbycie się tego, co jeszcze stoi – powiedziała w wywiadzie minister ds. mieszkalnictwa Jan O’Sullivan.

Tak zwane osiedla-widma to najwidoczniejsze piętno pozostawione przez największy krach na rynku nieruchomości w Europie zachodniej. Z jego powodu Irlandia musiała pójść w ślady Grecji i starać się o międzynarodową pomoc. Ogółem ok. 15% irlandzkich mieszkań stoi pustych, jak szacuje urząd statystyczny.

Śmierć dwulatka, który w lutym wałęsał się po nieukończonej budowie, uwypuklił problemy, jakie wiążą się z pozostawieniem pustych obiektów. Budynek w Longford w środkowej części Irlandii został zburzony we środę ze względów bezpieczeństwa po tym, jak w tym roku doszło tam do eksplozji w instalacji kanalizacyjnej.

- Ludzie, którzy dali się zwieść marzeniom, odziedziczyli koszmar. Podatnicy i tak już dość zapłacili, powiem tylko jedno: hańba tym deweloperom – stwierdziła Peggy Nolan, radna z Longford.

W ciągu dziesięciolecia 1995-2005 w kraju liczącym 4,5 mln mieszkańców powstało ok. 553 tys. mieszkań a budownictwo rozwijało się dwa razy szybciej niż w reszcie Europy. Po tym, jak ceny spadły o połowę, nadal 294 tys. mieszkań stoi pustych. W Dublinie ceny spadły aż o 64% w porównaniu z apogeum w 2007 r., jak podaje agencja nieruchomości Lisney w raporcie ogłoszonym w tym tygodniu.

- Nie było ani właściwego planowania, ani właściwej kontroli, ani właściwej regulacji instytycji kredytujących. Odebraliśmy bardzo twardą ale ozdrowieńczą lekcję – stwierdziła O’Sullivan, która objęła tekę ministra w grudniu.

Agencja ds. aktywów kontroluje albo jest związana w inny sposób z 10% obiektów.

W tym tygodniu zleciła ona zburzenie 12-mieszkaniowego bloku w Gleann Riada ok. 115 km od Dublina. Na tamtejszym osiedlu planowano zbudować 220 domów i trzy bloki, ale udało się dokończyć tylko ok. 90 domów i częściowo jeden blok.

- Dobrze było patrzeć na tę rozbiórkę, bo blok stanowił okropny widok i skłaniał do antyspołecznych zachowań. Wolałbym, żebyśmy pozdejmowali sobie z szyi te stryczki – mówił Alan Hogan, który wynajmuje swój dom na tym osiedlu, aby spłacić kredyt.

Obawy o bezpieczeństwo na niewykończonych osiedlach wzrosłuy po tym, jak w tym roku małe dziecko utonęło w jednym z nich wpadając do niecki wypełnionej wodą.

Rząd i agencja ds. zarządzania aktywami zarezerwowały ok. 8 mln euro na rozwiązanie najbardziej pilnych problemów z bezpieczeństwem. Na liście priorytetowych zadań znalazło się 128 obiektów.

O’Sullivan organizuje spotkania deweloperów, władz lokalnych, banków i mieszkańców w celu opracowania planu działania dla każdego osiedla. Jal dodała, rząd liczy, że obiekty zrealizowane w znacznym stopniu zostaną ukończone i sprzedane albo wykorzystane na mieszkania socjalne. Inne zostaną zburzone a działki przeznaczone z powrotem na cele rolne. - Chodzi o to, by pozbyć się tej skazy na naszym krajobrazie i na naszych wspólnotach – dodała.

Finbarr Flynn

>>>>

Tak jest ! Logika euro jest NIEUBLAGANA na jeden dom zbudowany musi byc 10 zburzonych . Aby nie bylo ze Ue przyniosla jakies korzysci . Tylko ruiny ! Dzis Irlandia jutro reszta ! Do wyburzenia ! Ale optymizmem napawa fakt ze jak nie bedzie ludzi nie bedzie ocieplenia . A to najwazniejsze !!!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 80236
Przeczytał: 187 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 18:50, 06 Wrz 2012    Temat postu:

Sarah Lyall | The New York Times

"Osiedla duchów" - symbol upadku Irlandii

Po spek­ta­ku­lar­nym suk­ce­sie przy­szedł bar­dzo bo­le­sny upa­dek – oto naj­now­sza hi­sto­ria Ir­lan­dii. Do­sko­na­le ilu­stru­ją ją opu­sto­sza­łe, roz­sy­pu­ją­ce się osie­dla i apar­ta­men­tow­ce, ku­po­wa­ne po za­wy­żo­nych ce­nach w okre­sie boomu, bu­do­wa­ne bez za­cho­wa­nia norm ja­ko­ści i bez­pie­czeń­stwa, a potem opusz­czo­ne przez nie­bę­dą­cych w sta­nie spła­cić kre­dy­tu lo­ka­to­rów.

Apar­ta­ment ma­rzeń Gra­ha­ma Ushe­ra w Prio­ry Hall, naj­słyn­niej­szym ir­landz­kim"”osie­dlu du­chów", to do­sko­na­ła ilu­stra­cja tego, czym chcia­ła być Ir­lan­dia – i czym się stała.

Apar­ta­ment, ku­pio­ny na po­cząt­ku 2006 r. za rów­no­war­tość 315 ty­się­cy do­la­rów (ok. mi­lio­na zło­tych), znaj­du­je się w bu­dyn­ku, któ­re­go ce­gla­na fa­sa­da wy­glą­da tak, jakby jakiś ol­brzy­mi po­twór po­dra­pał ją wiel­ki­mi pa­zu­ra­mi, a potem znu­dził się i od­szedł. W kuch­ni stoi do po­ło­wy opróż­nio­na bu­tel­ka po winie.

Cały kom­pleks miesz­ka­nio­wy stoi pusty od paź­dzier­ni­ka ubie­głe­go roku, kiedy wła­dze ku za­sko­cze­niu wła­ści­cie­li ogło­si­ły, że sta­no­wi on po­waż­ne za­gro­że­nie po­ża­ro­we. 256 osób miesz­ka­ją­cych w 187 apar­ta­men­tach do­sta­ło dwie doby na wy­pro­wadz­kę.

Miesz­kań­cy nie­mo­gą­cy wró­cić do domów, które wciąż spła­ca­ją, prze­ży­li nie­mal rok w sta­nie praw­ne­go za­wie­sze­nia. Stali się ofia­ra­mi ko­rup­cji i bez­tro­ski to­wa­rzy­szą­cych ir­landz­kie­mu bo­omo­wi go­spo­dar­cze­mu z po­cząt­ku XXI w.

– Prio­ry Hall to wręcz ucie­le­śnie­nie sza­leń­stwa całej de­ka­dy – mówi De­ar­bha­il McDo­nald, re­dak­tor­ka dzia­łu praw­ne­go dzien­ni­ka "Irish In­de­pen­dent" i au­tor­ka książ­ki "Bust: How the Co­urts Expo­sed the Rot­ten Heart of the Irish Eco­no­my" ("Klapa: Jak sądy ob­na­ży­ły zbu­twia­łe serce ir­landz­kiej eko­no­mii"). – Bar­dzo tanie kre­dy­ty spra­wia­ły, że domy i apar­ta­men­ty bu­do­wa­no nie­mal z dnia na dzień, czę­sto na kom­plet­nie nie­na­da­ją­cych się do tego te­re­nach, zwy­kle bez żad­nej dba­ło­ści o ja­kość.

Suk­ces Ir­lan­dii wy­da­wał się jed­nym z naj­bar­dziej spek­ta­ku­lar­nych w hi­sto­rii Eu­ro­py, ale też jej upa­dek na­le­żał to naj­bar­dziej gwał­tow­nych. Boom, który za­czął się w la­tach 90. XX w., do­pro­wa­dził na po­cząt­ku XXI wieku do po­wsta­nia "bańki nie­ru­cho­mo­ścio­wej". Bańki, która efek­tow­nie pękła, kiedy fi­nan­su­ją­ce ją banki za­czę­ły mieć kło­po­ty. W 2008 r. wła­dze pod­ję­ły roz­pacz­li­wą de­cy­zję o daniu ban­kom gwa­ran­cji pań­stwo­wych, co zmu­si­ło cały kraj do wpro­wa­dze­nia pro­gra­mu dra­stycz­nych oszczęd­no­ści. Ir­lan­dia wy­szła z tego kry­zy­su znacz­nie bied­niej­sza i z wiel­kim dłu­giem pu­blicz­nym.

Prio­ry Hall był jed­nym z naj­gor­szych przy­kła­dów tego me­cha­ni­zmu. Ponad 2000 róż­ne­go ro­dza­ju apar­ta­men­tow­ców i osie­dli, któ­rych bu­do­wę roz­po­czę­to w okre­sie pro­spe­ri­ty, za­mie­ni­ły się w "mia­sta du­chów". Osie­dla i domy po­zo­sta­ły nie­do­koń­czo­ne albo nie­za­miesz­ka­ne – i do dziś stoją w takim sta­nie, nisz­cze­jąc i po­wo­li się roz­sy­pu­jąc.

Inne, zbu­do­wa­ne w sys­te­mie umoż­li­wia­ją­cym de­we­lo­pe­rom "au­to-cer­ty­fi­ka­cję" (co po­le­ga­ło na jed­no­stron­nych de­kla­ra­cjach, że ich bu­dyn­ki speł­nia­ją normy bu­dow­la­ne), sta­no­wią jesz­cze więk­szy pro­blem: one także się roz­pa­da­ją, tyle że miesz­ka­ją w nich lu­dzie.

Ale nawet na tle tych wszyst­kich pro­ble­mów Prio­ry Hall jest pro­ble­mem szcze­gól­nym ze wzglę­du na po­ło­że­nie, w jakim zna­leź­li się jego miesz­kań­cy.

Osoby, które ku­pi­ły miesz­ka­nia na tym osie­dlu, miesz­ka­ją obec­nie w do­mach, które udo­stęp­ni­ły im wła­dze Du­bli­na, ale nadal zmu­szo­ne są do spła­ca­nia kre­dy­tów za­cią­gnię­tych na kupno swo­ich roz­sy­pu­ją­cych się obec­nie apar­ta­men­tów. Tym­cza­sem rada mia­sta, zo­bo­wią­za­na wy­ro­kiem sądu do za­opie­ko­wa­nia się lo­ka­to­ra­mi, wy­da­ła już na ten cel rów­no­war­tość ponad 2 mi­lio­nów do­la­rów – i wła­śnie wnio­sła spra­wę do sądu, bo nie chce pła­cić wię­cej.

Tym­cza­sem de­ve­lo­per Prio­ry Hall, Tom McFe­ely – dawny bo­jow­nik IRA i uczest­nik straj­ków gło­do­wych, który stał się po­ten­ta­tem w bran­ży nie­ru­cho­mo­ści – sam stra­cił nie­daw­no wart 12 mi­lio­nów do­la­rów dom w Du­bli­nie, bo nie spła­cał kre­dy­tu. Sąd ogło­sił ban­kruc­two jego firmy (wbrew jego woli), po tym jak mimo kar i ko­lej­nych na­ka­zów są­do­wych nie za­czął re­mon­tu Prio­ry Hall.

McFe­ely na­zwał swo­ich lo­ka­to­rów "skąp­ca­mi", "za­zdro­śni­ka­mi" i "pod­ska­ku­ją­cy­mi Hi­tler­ka­mi". Oni także za nim nie prze­pa­da­ją: wio­sną tego roku w cza­sie kon­fron­ta­cji przed bu­dyn­kiem sądu jeden z miesz­kań­ców Prio­ry Hall krzyk­nął, że McFe­ely "nie po­tra­fił­by nawet ule­pić po­rząd­ne­go bał­wa­na".

Ani pan McFe­ely ani jego praw­ni­cy nie od­po­wie­dzie­li na naszą proś­bę o spo­tka­nie. Ale w wy­wia­dach, któ­rych udzie­lał ir­landz­kim i bry­tyj­skim ga­ze­tom, McFe­ely mówił, że jest ofia­rą sno­bi­zmu skie­ro­wa­ne­go prze­ciw­ko Ir­land­czy­kom z Ir­lan­dii Pół­noc­nej, i pod­kre­ślał, że jego dzia­ła­nia nie róż­ni­ły się ni­czym od dzia­łań in­nych de­ve­lo­pe­rów. "Wielu in­nych de­ve­lo­pe­rów mówi o mnie źle, bo myślą że psuję im opi­nię", mówił dzien­ni­ka­rzom "Gu­ar­dia­na".

Obie stro­ny się­ga­ją po różne ar­gu­men­ty, ale jedno jest pewne: spra­wy w opusz­czo­nym Prio­ry Hall mają się fa­tal­nie. Z pęk­nięć w chod­ni­kach wy­ra­sta­ją chwa­sty się­ga­ją­ce pasa, w ścia­nach zieją dziu­ry, po­dar­te plan­de­ki przy­kry­wa­ją­ce nie­do­koń­czo­ne miesz­ka­nia ło­po­czą na wie­trze. Jakiś ochro­niarz roz­ma­wia przez krót­ko­fa­lów­kę, a potem ostrze­ga wcho­dzą­cych na teren osie­dla, żeby uwa­ża­li na szczu­ry.

W 2005 r. Gra­ham Usher, 33-let­ni dziś księ­go­wy, za­chwy­cił się błysz­czą­cą bro­szur­ką, a potem atrak­cyj­nym po­ka­zem wy­god­ne­go apar­ta­men­tu. Za­pła­cił za­licz­kę, zanim w ogóle ru­szy­ła bu­do­wa osie­dla. – To był wtedy stan­dard – mówi po­ka­zu­jąc nam drogę do swo­je­go miesz­ka­nia, dziś pu­ste­go, wil­got­ne­go i ciem­ne­go (nie ma prądu). W przed­sion­ku leży gruz, w ła­zien­ce stoi po­obi­ja­na wanna, a w drzwiach wej­ścio­wych wid­nie­je duża dziu­ra.

W 2007 r. Usher wpro­wa­dził się, choć cały kom­pleks był jesz­cze w bu­do­wie i za­czy­na­ły się pierw­sze pro­ble­my. – Wszyst­ko było po pro­stu pa­skud­ne – opo­wia­da. – Mie­li­śmy kło­po­ty z ru­ra­mi, ogrze­wa­niem, cie­płą wodą… Nikt nie spo­dzie­wa się cze­goś ta­kie­go, kiedy wpro­wa­dza się do no­we­go domu.

Któ­re­goś ranka ro­dzi­na miesz­ka­ją­ca pię­tro niżej obu­dzi­ła go wście­kłym ło­mo­ta­niem do drzwi. Z su­fi­tu w po­ko­ju ich ma­łe­go dziec­ka stru­mie­nia­mi lała się woda. Inna miesz­kan­ka, Ste­pha­nie Me­ehan, szyb­ko zo­rien­to­wa­ła się że w jej dwu­po­zio­mo­wym apar­ta­men­cie wszyst­kie okna zo­sta­ły źle za­mon­to­wa­ne: prze­cie­ka­ły przy każ­dym desz­czu.

Choć na te­re­nie osie­dla wciąż krę­ci­ło się mnó­stwo ro­bot­ni­ków, wszy­scy zwa­la­li pro­ble­my na in­nych. – Mó­wi­li, że to czy tamto ktoś zro­bił "na skró­ty" – wspo­mi­na Usher. – Tylko że całe to osie­dle to był jeden wiel­ki "skrót". A my wzię­li­śmy wiel­ki kre­dyt na to miesz­ka­nie i nie mie­li­śmy dokąd pójść…

W 2009 r. rada miej­ska, która ku­pi­ła w Prio­ry Hall 26 nie­wiel­kich lo­ka­li z prze­zna­cze­niem na miesz­ka­nia ko­mu­nal­ne, zor­ga­ni­zo­wa­ła wy­pro­wadz­kę swo­ich lo­ka­to­rów ogła­sza­jąc, że miesz­ka­nia nie są bez­piecz­ne – cho­dzi­ło o za­bez­pie­cze­nia prze­ciw­po­ża­ro­we. Dwa lata póź­niej firma ubez­pie­cze­nio­wa od­mó­wi­ła prze­dłu­że­nia po­li­sy. – Pro­ble­mów było mnó­stwo – opo­wia­da Gra­ham Usher. – Kwe­stie bez­pie­czeń­stwa prze­ciw­po­ża­ro­we­go, kiep­skie ma­te­ria­ły do po­kry­cia dachu, grzyb… Nikt nie chciał tego ubez­pie­czyć.

W paź­dzier­ni­ku ubie­głe­go roku rada mia­sta za­de­cy­do­wa­ła o ewa­ku­acji wszyst­kich miesz­kań­ców – oka­za­ło się, że miesz­ka­nia McFe­ely’ego nie speł­nia­ły norm prze­ciw­po­ża­ro­wych. Ktoś po­wie­dział, że cały Prio­ry Hall to miej­sce pro­szą­ce się o po­waż­ny pożar.

Rzecz­nik rady miej­skiej na­pi­sał nam, że za­pew­nie­nie zgod­no­ści in­we­sty­cji z nor­ma­mi bu­dow­la­ny­mi i prze­pi­sa­mi prze­ciw­po­ża­ro­wy­mi nie leży w kom­pe­ten­cji rady. "W Ir­lan­dii od­po­wie­dzial­ność za bez­pie­czeń­stwo no­wych bu­dyn­ków spo­czy­wa na de­ve­lo­pe­rze", tłu­ma­czył. "De­ve­lo­pe­rzy otrzy­mu­ją sto­sow­ne cer­ty­fi­ka­ty. Jeśli bu­dy­nek zo­sta­je zbu­do­wa­ny zgod­nie z in­for­ma­cja­mi za­war­ty­mi w po­zwo­le­niu na bu­do­wę, to na pewno od­po­wia­da wszyst­kim nor­mom".

Banku Gra­ha­ma Ushe­ra nie ob­cho­dzi fakt, że jego klient nie może ani miesz­kać w swoim apar­ta­men­cie, ani go sprze­dać. Zgod­nie z pra­wem po­wi­nien on spła­cać swój kre­dyt. – Nie wiem co robić – mówi Usher, kiedy wra­ca­my do jego sa­mo­cho­du, a ochro­niarz za­my­ka za nami bramę. – Mó­wiąc szcze­rze, to miej­sce do ni­cze­go się nie na­da­je. To pętla na szyi, a nie dom.

>>>>

Bo ,,sukces'' byl falszywy ... Oparty na materializmie i w UE to musialo pasc... Zreszta gdyby nie weszli w euro to by nie padli . Byliby na pewno duzo wyzej niz obecnie Brytania ktora jest duzo wyzej niz strefa euro...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 80236
Przeczytał: 187 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 20:50, 14 Wrz 2012    Temat postu:

Irlandia może wprowadzić podatek katastralny

Rząd Republiki Irlandii spodziewa się, że podatek katastralny od wartości nieruchomości przyniósłby mu dodatkowy przychód w wysokości 500 mln euro rocznie. Informacje o wprowadzeniu podatku i jego stawce ma ogłosić w grudniu br.

Minister finansów Michael Noonan potwierdził, że podatek będzie obowiązywał od połowy 2013 r. Plany skonsultował też z trojką (Komisją Europejską, EBC i MFW), ponieważ Irlandia realizuje pod jej nadzorem program uzdrowienia finansów publicznych.

Według piątkowego "Irish Independent", w ramach przygotowań do wprowadzenia podatku katastralnego rząd zainauguruje w marcu 2013 r. społeczną akcję informacyjną, a 1 lipca roześle gospodarstwom domowym formularze, by same oceniły rynkową wartość nieruchomości.

Osoby zaniżające wartość domu lub mieszkania muszą liczyć się z wysoką grzywną. By dopomóc w wycenie nieruchomości Stowarzyszenie Lokalnych Samorządów opublikuje w internecie pomocne do tego informacje.

Nieprawidłowości w wycenie będą ujawniane m. in. przez porównanie rynkowej ceny nieruchomości w okolicy. Przewidziane są także lotne kontrole ze strony inspektorów urzędu podatkowego.

Właściciele nieruchomości będą mogli zdecydować, jak zapłacą podatek, czy kartą debetową lub kredytową, czekiem, czy też zgodzą się, by potrącano go im bezpośrednio z pensji. Podatek będą mogli uiścić jednorazowo lub na raty.

W oparciu o dostarczone przez nich dane urząd podatkowy stworzy bazę danych dla nieruchomości w całym kraju.

Nieoficjalnie mówi się, że stawka podatku wyniesie 0,5 proc. rynkowej wartości nieruchomości. Średni podatek od typowego domu z trzema sypialniami szacowany jest na 300 euro rocznie.

Mieszkańcy miast, zwłaszcza stołecznego Dublina muszą liczyć się z wyższą stawką podatku. Niewykluczone, że właściciele dużych i drogich nieruchomości zapłacą dodatkowy podatek (tzw. super property tax).


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 80236
Przeczytał: 187 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 20:57, 14 Wrz 2012    Temat postu:

Irlandia może wprowadzić podatek katastralny

Rząd Republiki Irlandii spodziewa się, że podatek katastralny od wartości nieruchomości przyniósłby mu dodatkowy przychód w wysokości 500 mln euro rocznie. Informacje o wprowadzeniu podatku i jego stawce ma ogłosić w grudniu br.

Minister finansów Michael Noonan potwierdził, że podatek będzie obowiązywał od połowy 2013 r. Plany skonsultował też z trojką (Komisją Europejską, EBC i MFW), ponieważ Irlandia realizuje pod jej nadzorem program uzdrowienia finansów publicznych.

Według piątkowego "Irish Independent", w ramach przygotowań do wprowadzenia podatku katastralnego rząd zainauguruje w marcu 2013 r. społeczną akcję informacyjną, a 1 lipca roześle gospodarstwom domowym formularze, by same oceniły rynkową wartość nieruchomości.

Osoby zaniżające wartość domu lub mieszkania muszą liczyć się z wysoką grzywną. By dopomóc w wycenie nieruchomości Stowarzyszenie Lokalnych Samorządów opublikuje w internecie pomocne do tego informacje.

Nieprawidłowości w wycenie będą ujawniane m. in. przez porównanie rynkowej ceny nieruchomości w okolicy. Przewidziane są także lotne kontrole ze strony inspektorów urzędu podatkowego.

Właściciele nieruchomości będą mogli zdecydować, jak zapłacą podatek, czy kartą debetową lub kredytową, czekiem, czy też zgodzą się, by potrącano go im bezpośrednio z pensji. Podatek będą mogli uiścić jednorazowo lub na raty.

W oparciu o dostarczone przez nich dane urząd podatkowy stworzy bazę danych dla nieruchomości w całym kraju.

Nieoficjalnie mówi się, że stawka podatku wyniesie 0,5 proc. rynkowej wartości nieruchomości. Średni podatek od typowego domu z trzema sypialniami szacowany jest na 300 euro rocznie.

Mieszkańcy miast, zwłaszcza stołecznego Dublina muszą liczyć się z wyższą stawką podatku. Niewykluczone, że właściciele dużych i drogich nieruchomości zapłacą dodatkowy podatek (tzw. super property tax).

>>>>

Ta jasne od tych poustaoszalych i pustostanow z ktorych uciekli . Majacza tak samo jak w Hiszpanii ...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Religia,Polityka,Gospodarka Strona Główna -> Aktualności dżunglowe Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony 1, 2  Następny
Strona 1 z 2

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
cbx v1.2 // Theme created by Sopel & Programy