Forum Religia,Polityka,Gospodarka Strona Główna
Stanisława Leszczyńska .

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Religia,Polityka,Gospodarka Strona Główna -> Wiara Ojców Naszych
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91136
Przeczytał: 196 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 19:13, 28 Sty 2015    Temat postu: Stanisława Leszczyńska .

Sługa Boża i Anioł Śmierci
Anna Popek
dziennikarka i prezenterka telewizyjna

Stanisława Leszczyńska była położną w Oświęcimiu. Jej inteligentny, spokojny i pełen wiary sprzeciw uratował życie dziesiątkom dzieci. Innym pozwolił godnie umrzeć.

Moim sąsiadem jest Stanisław Leszczyński, wybitny radiolog, emerytowany profesor, który mimo wieku- ma ponad 90 lat -codziennie wykonuje swoje obowiązki w Szpitalu Zakaźnym w Warszawie. Często spotykam go rano przy furtce, gdy tuż po 6 wychodzi do pracy. Nagrałam z panem profesorem, byłym więźniem obozu w Mauthausen i Gusen wywiad radiowy w którym opowiadał mi o swoim niebywale bogatym życiu. Wielokrotnie uciekał śmierci spod kosy w zupełnie nieprawdopodobnych okolicznościach. Czasem obce osoby ratowały go w - wydawało by się- beznadziejnej sytuacji. Do obozu, jako młody chłopak trafił za pomoc w ucieczce swojemu bratu, który należał do Związku Jaszczurczego w Łodzi. Zresztą za do obozów trafiła niemal cała jego rodzina- matka z siostrą do obozu w Oświęcimiu a on i jego młodszy brat do wyjątkowo ciężkiego obozu w Mauthausen. Po wojnie cała czwórka spotkała się w Łodzi- co samo w sobie było wydarzeniem niezwykłym. Jego matka- Stanisława Leszczyńska przed wojną była bardzo cenioną położną. Czasem budzona w środku nocy biegła do rodzącej nie zdążywszy nawet założyć butów, ale zawsze pamiętała o modlitwie do Matki Bożej. Mówią o tym jej wspomnienia. Gdy wybuchła wojna nadal pracowała jako położna Łodzi, która wówczas była częścią Rzeszy. Jedyna rzecz, którą Stanisława Leszczyńska zabrała ze sobą w momencie wywózki obozu było zaświadczenie o możliwości uprawiania swojego zawodu. Dokument, napisany szczęśliwie w języku niemieckim schowała zwinięty w rulonik w tubce pasty do zębów. Po przyjeździe do Oświęcimia skierowano ją do typowych dla kobiecego obozu prac.

Po niedługim czasie Stanisława Leszczyńska zrozumiała, że jeżeli nie przeniosą jej do innej, lżejszej pracy- umrze z wycieńczenia. Postanowiła wówczas podejść do doktora Mengele, który był głównym lekarzem w obozie kobiecym i poprosić, by mogła wykonywać swój zawód( mówiła biegle po niemiecku). Zanim powiedziała, o co chodzi została pobita, gdyż nie było przyjęte, aby więźniowie oddzywali się niepytani. Ale miała szczęście, bo akurat niemiecka położna pracująca dotąd w Oświęcimiu została pozbawiona prawa wykonywania zawodu za aborcje, których dokonywała w Rzeszy. Mengele przyjął ją więc do pracy. Warunki, w których rodziły kobiety były straszne- położnice leżały na „łóżku” porodowym zaaranżowanym na starym piecu. Czasem rodziły po dwie lub trzy naraz. Kiedy odbywał się poród dwie inne więźniarki stały przy łóżku rodzącej z kijami i odganiały szczury, które zwabione zapachem krwi przybiegały do „sali porodowej. Stanisława Leszczyńska mówiła, że mimo takich warunków nigdy nie było zakażeń porodowych, ręce myła starannie tym,co było dostępne a najczęściej był to ług. Były więc przesuszone i popękane, ale czyste. Mówiła też, że dzieci, choć miały nieco niższą wagę urodzeniową przychodziły na świat zdrowe i różowiutkie. Natura potrafiła nawet w takich warunkach dać im to, co najlepsze. Po kilku odebranych porodach dr Mengele kazał Leszczyńskiej rzucać noworodki na pożarcie szczurom lub topić je.

Wtedy nastąpiła prawdziwa godzina próby. Położna wiedziała, że jeśli mu odmówi wprost - zginie, a następna na tym stanowisku posłusznie wykona jego polecenie. Wykonać rozkazu nie mogła- była wierząca. Po chwili namysłu odpowiedziała lekarzowi (cytat z pamięci)

„Panie doktorze, nie chcę i nie mogę swoimi rękoma brukać przysięgi Hipokratesa, która Pan składał. Jest pan lekarzem, nie mogę swoją osobą szargać etosu niemieckiego lekarza, dla którego ratowanie życia jest najważniejsze. Proszę pozwolić mi zostawiać te dzieci matkom". Ponoć Mengele spuścił wzrok i pozwolił jej robić to, co chciała. Dzieci zostawały z matkami, zazwyczaj umierały z głodu, bo kobiety nie miały pokarmu, ale mogły towarzyszyć swoim dzieciom do końca. Profesor Leszczyński przekazując wspomnienia mamy opowiedział też o przypadku, gdy na rodząca właśnie kobietę przyszedł wyrok śmierci. SS-man wszedł na porodówkę z nakazem. Leszczyńska próbowała go zatrzymać mówiła, że kobieta dopiero co urodziła, że j jeszcze krwawi, że dziecko dopiero chwilę temu pojawiło się na świecie. Niemiec był nieugięty. Kazał kobiecie wstać, wziąć dziecko na ręce i zaprowadził do komory gazowej. Imieniem Stanisławy Leszczyńskiej nazwano jedną z ulic w okolicach obozu w Oświęcimiu, od 1983 roku jest patronką Krakowskiej Szkoły Położnych. Stanisława Leszczyńska jest Służebnica Bożą tzn. trwa jej proces beatyfikacyjny.

...

Tak wielka swieta czasu szczytowego bestialstwa . Gdzie maksymalne zlo tam ujawnia sie jeszcze wieksze dobro . Tak uczy Kościół ...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91136
Przeczytał: 196 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 19:12, 01 Wrz 2017    Temat postu:

Położna z Auschwitz. Historia kobiety, która przyjęła w obozie ponad 3 tys. porodów
Dominika Cicha | Mar 20, 2017

Komentuj


Udostępnij
Komentuj


Do porodu biegła z modlitwą do Maryi na ustach. I często w jednym pantoflu… Opowieść o Stanisławie Leszczyńskiej, służebnicy Bożej.


„J
ak się człowiek przebudzi, to zwykle udaje mu się trafić nogą tylko do jednego pantofla. Jak mamę wzywano w nocy, to często właśnie w jednym pantoflu wybiegała” – wspomina syn Stanisławy Leszczyńskiej, Bronisław. „I tak się też modliła do Matki Bożej: załóż chociaż jeden pantofelek, ale przybądź z pomocą. Mama mówiła, że się nigdy nie zawiodła” – dodaje.


Dokumenty w pasiaku

Stanisława Leszczyńska urodziła się w 1896 r. w Łodzi. Gdy miała 12 lat, jej rodzice postanowili przeprowadzić się do Rio de Janeiro. W 1916 r. poślubiła łódzkiego drukarza, Bronisława Leszczyńskiego. Cztery lata później małżonkowie przenieśli się do Warszawy, gdzie Stanisława podjęła naukę w Szkole Położniczej. Wychowali razem czworo dzieci: Sylwię, Bronisława, Stanisława i Henryka. Po wybuchu II wojny światowej zaangażowali się w pomoc Żydom, co doprowadziło wkrótce do aresztowania całej rodziny przez gestapo. Dwaj synowie trafili do Mauthausen-Gusen, a Stanisława z córką zostały wysłane do Auschwitz-Birkenau. Mąż położnej zginął w powstaniu warszawskim.





Stanisława przemyciła do obozu niemieckie papiery potwierdzające zawód. Na początku pobytu w Auschwitz trzymała je – jakimś cudem – cały czas przy sobie. Kiedy dowiedziała się, że niemiecka położna zachorowała, poszła do lekarza obozowego i zaoferowała swoją pomoc dla rodzących. Niemiec nie rozstrzelał jej za tę zuchwałość, ale skierował do pracy.
Jak napisała w Raporcie położnej z Oświęcimia: „Do maja 1943 r. dzieci urodzone w obozie były w okrutny sposób mordowane: topiono je w beczułce (…). Po każdym porodzie (…) dochodził do uszu położnic głośny bulgot i długo się niekiedy utrzymujący plusk wody. Wkrótce po tym matka mogła ujrzeć ciało swojego dziecka rzucone przed blok i szarpane przez szczury”.

Stanisława usłyszała rozkaz: noworodki mają umrzeć. Była niskiego wzrostu, ale potrafiła przeciwstawić się Niemcom. Odpowiedziała: „Nie! Dzieci zabijać nie wolno!” I… przyjęła ok. trzech tysięcy porodów. Ani jedno dziecko nie urodziło się martwe. Nie umarła też żadna rodząca. Takimi statystykami nie mogły się wówczas poszczycić nawet najlepsze kliniki na świecie.


Dzieci z komina

Położna przyjmowała porody w przewodzie kominowym biegnącym wzdłuż baraku. Zamiast opatrunków do dyspozycji miała brudny koc, który aż trząsł się od wszy. Kobiety suszyły pieluszki na brzuchu lub udach – wieszanie ich w baraku karane było śmiercią.

Stanisława Leszczyńska wspominała: „W bloku panowały ogólnie: zakażenia, smród i pełno było wszelkiego rodzaju robactwa. Roiło się od szczurów, które odgryzały nosy, uszy palce czy pięty opadłym z sił i nie mogącym się poruszać ciężko chorym kobietom. (…) Szczury, wypasione na zwłokach, wyrosły jak potężne koty. (…) lgnęły one do cuchnącego zapachu ciężko chorych kobiet, których nie było czym umyć i dla których nie miałyśmy świeżej odzieży. O wodę niezbędną do obmycia rodzącej matki i noworodka musiałam starać się sama, przy czym przyniesienie jednego wiadra wody pochłaniało około dwudziestu minut”.

W obozie koncentracyjnym wszystkie dzieci – wbrew wszelkim przewidywaniom – rodziły się żywe, śliczne i tłuściutkie. Natura przeciwstawiając się nienawiści, walczyła o swoje prawa uparcie, niezłomnymi rezerwami żywotności.
„Wśród tych koszmarnych wspomnień snuje się w mej świadomości jedna myśl. Mianowicie wszystkie dzieci urodziły się żywe. Ich celem było – żyć. Przeżyło obóz zaledwie trzydzieści. Kilkaset dzieci wywieziono do Nakła w celu wynarodowienia, przeszło 1500 utopiły Klara i Pfani [niemiecka położna i jej pomocnica – przyp. D.C.], z górą 1000 dzieci zmarło wskutek zimna i głodu”.


Maryja w pasiaku

Więźniarki nazywały Stanisławę Leszczyńską „mateczką” i „aniołem dobroci”, który – jak napisała potem w wierszu Elżbieta Salomon, jedna z oświęcimskich mam – zstąpił, żeby dać „wieść przyszłym wiekom, że tam, pośród śmierci, w nędzy i brudzie, tam też powiła Jezusa – Maryja w pasiaku”.





Jak opowiadał Bronisław Leszczyński, pewnego razu w Wigilię położna dostała od rodziców paczkę z chlebem. Pokroiła go, położyła na kawałku tektury i rozdała więźniarkom jak opłatek. Nagle do baraku wszedł dr Mengele – „anioł śmierci”. „Matka szukała jego wzroku, on opuścił oczy i powiedział, że przez mały moment wydawało mu się, że jest człowiekiem. I komu to mówił, więźniowi, Polce. Odszedł, nie było prześladowań. Ludzie wiedzieli, że ona miała nad nimi przewagę”.
Czytaj także: Mamy, które zostały świętymi dzięki… swoim dzieciom

Każde dziecko położna natychmiast chrzciła z wody. Gdy nie wiedziała co robić, śpiewała. Tam, gdzie się znajdowała, była muzyka. Jak wspominał jej syn, „w domu (…) była piosenka, śpiew, dowcip, pocałunek, patrzenie w oczy, kwiaty. Małe niebo”. Gdy zmarła, bliscy włożyli jej do trumny strunę cytry.
Lubiłam i ceniłam swoją pracę, ponieważ bardzo kochałam małe dzieci. Może właśnie dlatego miałam tak wiele pacjentek, że nieraz musiałam pracować po trzy doby bez snu.

Stanisława była też bardzo pobożna. Modliła się rano, wieczorem, przed posiłkami i pracą. Zazwyczaj do Matki Bożej. Zawsze kreśliła też znak krzyża nad rodzącą i noworodkiem.





Któregoś dnia Leszczyńska przyjęła poród Wilnianki skazanej za pomoc partyzantom. „Bezpośrednio po urodzeniu przez nią dziecka przywołano jej numer. Poszłam ją wytłumaczyć, lecz to nic nie pomogło, spotęgowało tylko gniew. Zorientowałam się, że wzywają ją do krematorium. Owinęła dziecko w brudny papier i przycisnęła do piersi. Usta jej poruszały się bezgłośnie, widocznie chciała zaśpiewać maleństwu piosenkę, jak to nieraz czyniły tam matki, nucąc przeróżne kołysanki, którymi pragnęły wynagrodzić dzieciom dręczące je zimno, głód i niedolę. Wilnianka nie miała sił i nie mogła wydobyć głosu, tylko łzy cisnęły się jej spod powiek, padając na główkę małego skazańca”. To wydarzenie na chwilę osłabiło jej nadzieję. Nigdy nie straciła jednak poczucia sensu swojej pracy.
W niej była ogromna siła moralna. Była delikatna i mocna zarazem. Nigdy nie widziałem jej bezradnej. Prostymi słowami potrafiła dotrzeć do człowieka. Po jej śmierci jedna kobieta opowiedziała mi, że mama przez dwie noce i dwa dni pomagała jej rodzić. Ta kobieta wspominała, jak mama plotła jej warkocze, jak jej pomagała w bólu.



Stanisława Leszczyńska zmarła 11 marca 1974 r. na nowotwór jelit. W 1992 r. rozpoczął się jej proces beatyfikacyjny.

...

Trudno znalezc slowa. Wspaniala postac.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 91136
Przeczytał: 196 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 1:59, 25 Wrz 2017    Temat postu:

Powstaje film o Położnej z Auschwitz. Mengele kazał jej zabijać dzieci. Ona nie posłuchała…
Dominika Cicha | Wrz 24, 2017
Pinterest | Archiwum prywatne
Komentuj


Udostępnij
Komentuj


O swojej cioci Stanisławie Leszczyńskiej, położnej, która przyjęła w Auschwitz ponad 3 tys. porodów, opowiada Maria Stachurska — reżyser filmu „Położna”, a prywatnie mama Anny Lewandowskiej.

Premiera filmu dokumentalnego „Położna” odbędzie się 11 marca 2018 roku, w rocznicę śmierci Stanisławy Leszczyńskiej.



Dominika Cicha: To dobry moment na filmową opowieść o Stanisławie Leszczyńskiej?

Maria Stachurska: Myślę, że to jest ten czas. Teraz, kiedy żyjemy w przedziwnych czasach negowania wartości naszych przodków, wartości wynikających z nauczania Ewangelii, kiedy brak jest autorytetów, brak bohaterów, następuje jakieś przesilenie i człowiek instynktownie poszukuje czegoś budującego… Ludzie są chaosem zmęczeni, potrzebują wzorów do naśladowania. Obecnie człowiek stawia siebie i swoją wygodę na pierwszym miejscu, wpajane jest przekonanie, że aby innym pomagać, najpierw należy zająć się sobą, zadbać o swoje sprawy. Jestem przekonana, że Stanisława Leszczyńska nigdy nie myślała w podobny sposób.

Jej postawa może dziś szokować. Opowiadała, co przeżyła w obozie?

Rozmawiała o tym ze swoimi synami. Napisała też suchy raport, w którym nie opisała żadnych emocji. Wykonywała to, co do niej należało i swoje cierpienia ofiarowywała Bogu.


Kobieta z krwi i kości

Na co dzień była tak samo konkretna, jak w Raporcie położnej z Oświęcimia?

Pamiętam ją jako osobę surową, ale to spojrzenie zmienia się z upływem czasu. Kiedy powiedziałam moim wujkom, że wydawała mi się ostra i że się jej bałam, zrobili wielkie oczy. Może przed wojną była bardziej otwarta. Synowie mówili, że była uosobieniem dobra, cudowna, radosna. Przyznam, że trochę niesprawiedliwie ją oceniałam. Poznając jej życiorys, jej przeżycia zaczynam odkrywać jej osobę od nowa i rozumieć. Wiem, że ona po takim piekle, jakim był obóz zagłady Auschwitz-Birkenau, nie mogła być taka jak przed wojną, nie mogła się inaczej zachowywać. I tak się zastanawiam, kiedy obraz człowieka jest najbardziej wiarygodny, jeśli nie wtedy, kiedy jest widziany sercem. To miłość ukazuje prawdziwy obraz człowieka. Choć na pewno miała swoje wady, to moi wujkowie, miało się wrażenie, nie widzieli w swojej matce wad, a przynajmniej nigdy o nich nie mówili. Oni ją nieprawdopodobnie kochali, była dla nich autorytetem.

Słowa „Dobrze widzi się tylko sercem” nabierają szczególnego znaczenia.

Każdy ma zalety i wady, natomiast ludzie, którzy kochają, będą opowiadać o człowieku patrząc na niego przez pryzmat miłości. Ci, którzy kogoś nie lubią, będą wyszukiwać jego wady, błędy i upadki. Który obraz jest bardziej prawdziwy? Dla mnie ten przedstawiający człowieka z miłością. A jeśli ktoś chce szukać wad, zawsze może je znaleźć. Niewątpliwie Stanisława Leszczyńska była prawym, szlachetnym, porządnym człowiekiem, kobietą z krwi i kości.

Synowie Leszczyńskiej mieli wpływ na to, że powstanie film „Położna”. Długo chodziła Pani z myślą o jego zrobieniu?

Po śmierci wujka Bronka (najstarszego syna Leszczyńskiej), który miał ogromny wpływ na moje życie, jego synowie przekazali mi wszystkie jego rękopisy, zapiski. Całe sterty. Powiedzieli: „Ty będziesz wiedziała, co z tym zrobić”. Potem umarł drugi wujek, Henryk. Moje kuzynki likwidowały mieszkanie i powiedziały: „Weź to, przejrzyj, może ty coś z tego zrobisz”. Więc oprócz materiałów pisanych dostałam mnóstwo kaset, także szpulowych, z ich rozmowami na temat mamy. Nagrywałam też wiele wywiadów z najmłodszym synem Stanisławy. Powiedział mi: „Masz wszystkie materiały, pora coś z tym zrobić”. I zaczęłam. Na początku właściwie na własny koszt. Prosiłam jednego kolegę, żeby pojechał ze mną na zdjęcia, potem drugiego, żeby coś ze mną nagrał. I tak przez 3 czy 4 lata nagrywałam różne rzeczy. W końcu przyjaciele powiedzieli: „Słuchaj, dlaczego nie złożysz scenariusza do PISFu?”. Zrobiłam to i ku mojej olbrzymiej radości scenariusz został od razu przyjęty. Film jest współfinansowany przez PISF. Kooproducentami są Narodowe Centrum Filmowe i „EC 1 Łódź -Miasto Kultury”. Producentem wiodącym jest SQUARE Film Studio. Wszystkie drzwi zaczęły się otwierać.
Czytaj także: Położna z Auschwitz. Historia kobiety, która przyjęła w obozie ponad 3 tys. porodów


Nie wolno zabijać dzieci!

Nie wiadomo, jak potoczyłaby się historia Leszczyńskiej, gdyby nie wzięła do Auschwitz niemieckiego dokumentu potwierdzającego zawód. Przeczuwała intuicyjnie, że może jej się przydać?

Myślę, że zabierając ze sobą podczas aresztowania torebkę, miała w niej dokument. Jeżeli wzięła go Opatrznościowo, to wiedziała, że po coś go ma. Była osobą głębokiej wiary i zawierzenia. Potem ukryła go w pasiaku i musiała mieć go cały czas przy sobie. Na początku w obozie wywoziła glinę na taczkach. Któregoś dnia dowiedziała się, że położna schwester Klara zachorowała. Szedł lekarz obozowy, Leszczyńska zagrodziła mu drogę. Powiedziała po niemiecku, że jest położną i wyciągnęła dokument. A on jej nie zastrzelił, tylko skierował na sztubę. Wtedy schwester Klara powiedziała jej, że ma wszystkie dzieci traktować jako nieżywe, a sposób, w jaki będzie pozbawiała je życia, zostawia jej. Czy będzie wyrzucała je od razu z łożyskiem, czy inaczej – nie ma to znaczenia. Stanisława powiedziała wtedy: „Nie! Nigdy nie wolno zabijać dzieci”.

A Niemka doniosła o jej sprzeciwie „aniołowi śmierci”.

Mengele powiedział: „Masz zabijać!”. A ona powołała się na przysięgę Hipokratesa. „Nie mogę zabijać dzieci ze względu na przysięgę, którą pan złożył. Muszę szanować pana słowa”. On wtedy powiedział: „Rozkaz to rozkaz” i odszedł. O dziwo, nie zabił jej.
Czytaj także: „Małe Auschwitz”. Potworne miejsce dla dzieci w okupowanej Łodzi, o którym mało kto wie

Ale Leszczyńska ten rozkaz miała za nic. Wiedziała, że nie zabije żadnego dziecka, choć jej samej groziła za to śmierć.

Tak, nie zrobiła tego ani razu, choć za niewykonanie rozkazu groziła jej śmierć. Czyli ponad 3000 razy, bo tyle przyjęła tam porodów, narażała swoje życie. Mniej więcej w tym czasie również zniesiono bezwzględny nakaz mordowania wszystkich noworodków. Nadal zabijane były dzieci romskie i żydowskie. Wszystkie inne mogły zostać przy życiu. Oczywiście, potem większość z nich umierała najczęściej z głodu, część była selekcjonowana do badań lub przeznaczona do wynarodowienia i wywożona do Nakła. Stanisława znaczyła te dzieci. Ale już były szanse na przeżycie.

Świętość w codzienności

Próbowała je chronić?

Leszczyńska matkom – Rosjankom, Jugosłowiankom czy innym, które traciły dzieci, dawała żydowskie noworodki do piersi. Żydówka natychmiast byłaby rozstrzelana. Te dzieci i tak potem umierały, najczęściej z głodu, ale podejmowano próbę ich ratowania. Warto tu zaznaczyć, że nigdy nie było żadnego zakażenia okołopołogowego ani gorączki poporodowej. Do każdego porodu przystępowała ze znakiem krzyża i modlitwą na ustach. Leszczyńska również wszystkie dzieci chrzciła. Uznawała to za swój obowiązek.

Jak to, chrzciła żydowskie dzieci?

Żydówki, które tam były, prosiły o chrzest. Stanisława od początku swojego pobytu w obozie modliła się. Robiła z resztek chleba różańce. Dołączały do niej inne kobiety, różnej narodowości i różnych wyznań. Żydówki przychodziły i uczyły się Ojcze nasz, Zdrowaś Maryjo. A jak przychodził moment porodu, prosiły: „Ochrzcij moje dziecko” albo wyrażały zgodę, gdy Leszczyńska pytała, czy może je ochrzcić. Ona nie robiła tego gwałtem ani bez zgody matki. Choć przypuszczam, że i tak by to zrobiła. Będąc katoliczką wiedziała, że chrzest otwiera nam drogę do zbawienia, a życie tych dzieci było cały czas zagrożone.

Myśli Pani, że Leszczyńska będzie ogłoszona świętą?

Każdy z nas jest powołany do świętości. Czy Stanisława będzie ogłoszona świętą, czy nie, tego nie wiem. Ale przypuszczam, że tak, bo jest potrzeba orędownictwa i świadectwa dla ludzi. Pan Bóg posługuje się osobami mu wiernymi wywyższając je do godności świętych ołtarza, żeby inni mieli kogo naśladować. Dzisiaj o niej zaczyna być głośno, wzbudza duże zainteresowanie, jest odkrywana.

Jej przykład pokazuje, że do świętości możemy dążyć wypełniając codzienne obowiązki.

Świętość sprawdza się w codzienności, nie tylko w sytuacjach ekstremalnych. Ale świętości nie możemy mylić z humanizmem. Świętość to relacja człowieka z Bogiem. A z tej relacji wypływa relacja z ludźmi. Leszczyńska miała bardzo bliską relację z Panem Bogiem. Czasami relacja z ludźmi doprowadza też do zbliżenia z Bogiem. I myślę, że jest niejedna osoba, która przez relacje z ciocią zbliżyła się czy wręcz zaprzyjaźniła się z Panem Bogiem.
Czytaj także: Uratował ją z Auschwitz. Spędzili razem ponad 70 szczęśliwych lat


Stokrotka w wazonie Maryi

Poznała Pani wiele historii związanych z niezwykłym wstawiennictwem Leszczyńskiej?

Pisały do mnie osoby, które chciały złożyć świadectwa. Pomijam już Kerry Ryan, która przyjechała w 2011 do Polski. Weszła do kościoła Najświętszego Zbawiciela w Warszawie. Przygotowywaliśmy akurat wystawę o Stanisławie Leszczyńskiej. To też było bardzo ciekawe. Jedna z kobiet we Wspólnocie powiedziała: „Słuchajcie, czytałam o takiej niesamowitej kobiecie. Mam potrzebę zrobienia wystawy o Stanisławie Leszczyńskiej”. I pyta mnie: „Co o tym myślisz? Przemyśl to”. Nie mówiłam, że jestem jej krewną. W takim razie to było pukanie z Góry. Dziewczyny zrobiły wystawę, przyjechałam ją zobaczyć. I w tym momencie weszła do kościoła okrąglutka, niewysoka dziewczyna z plecaczkiem. Klęka przed planszą ze zdjęciem Leszczyńskiej, składa kwiaty. Po czym się podnosi, podchodzi do mnie i po angielsku mówi, że przyjechała z Ameryki i poszukuje osób z rodziny Leszczyńskiej. Mówię: jestem.

Skąd znała historię polskiej położnej?

Była ochrzczona w Kościele katolickim w Stanach, ale odeszła. W jakiejś gazecie amerykańskiej przeczytała historię Leszczyńskiej. I tak ją to poruszyło, że wróciła do Kościoła, przystąpiła do bierzmowania, przyjęła imię Stanislawa i poszła na studia położnicze. Skończyła je i została położną w Nowym Jorku. Potem mi napisała, że jej przyjaciółka chciała dokonać aborcji. Bardzo ją prosiła, żeby tego nie robiła, ale nic nie pomogło i przyjaciółka poszła do kliniki. Kerry poszła za nią z różańcem w dłoni i zdjęciem Leszczyńskiej. Usiadła pod kliniką i zaczęła się modlić. Po godzinie dziewczyna wyszła i powiedziała, że nie dała rady i że jest w ciąży. Pięć dni później klinika została zamknięta.

Leszczyńska modliła się: „Maryjo, w jednym pantofelku przybywaj”. Czuje Pani szczególną opiekę Matki Bożej także nad sobą?

Moja mama przed moim urodzeniem miała sen, że przed 8 grudnia urodzi dziewczynkę, której da na imię Maria, bo 8 grudnia jest Niepokalanego Poczęcia NMP. Ponieważ urodziłam się tak, jak mamie się przyśniło, zostałam Marią. To gdzieś we mnie pracowało i dawało poczucie bezpieczeństwa. A potem babcia dała mi obrazek z Maryją i dwa kryształowe wazoniki. Prosiła: „Dbaj o to, żeby Matka Boża miała zawsze świeże kwiatki, szczególnie w maju”. Chodziłam na łąki i zbierałam Matce Bożej stokrotki. Patrzyłam na nie i myślałam: „Panie Boże chcę być taką stokrotką w Twoim bukiecie”. Wujek Bronek opowiadał mi od dziecka o jednym pantofelku MB i tym pięknym akcie strzelistym jego mamy. Ta modlitwa stała się moją. Już jako dorosła osoba przeżywałam rekolekcje w kaplicy zakonnej. Przyjechał ksiądz misjonarz. Po modlitwie podeszłam do niego, uścisnął mi dłoń i powiedział: „A wiesz, że jesteś stokrotką w bukiecie Pana Boga?”. Przyjęłam to jako szczególny dar, odpowiedź na moją dziecięcą prośbę i utwierdzenie w miłości Maryi. Później przyjęłam szkaplerz Niepokalanego Poczęcia i funkcję świeckiego promotora Bractwa Niepokalanego Poczęcia pod auspicjami Księży Marianów. Jest to dla mnie wielki zaszczyt.

....

Warto zawsze przypominac te swieta. Jej historia jest naprawde wstrzasajaca. Dzis co szokuje te praktyki sa powszechne na Zachodzie! Ktory tak rzekomo brzydzi sie nazizmem!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Religia,Polityka,Gospodarka Strona Główna -> Wiara Ojców Naszych Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
cbx v1.2 // Theme created by Sopel & Programy