Forum Religia,Polityka,Gospodarka Strona Główna
Największa jest Miłość.

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Religia,Polityka,Gospodarka Strona Główna -> Wiara Ojców Naszych
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 82337
Przeczytał: 199 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 12:36, 17 Sty 2018    Temat postu: Największa jest Miłość.

Studio Firma/Stocksy United
Udostępnij 0 Komentuj 0
„Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący”. Tak zaczyna się najbardziej znany fragment Listu św. Pawła do Koryntian, najpiękniejszy na świecie tekst o miłości.

Jak mnie ten „cymbał” śmieszył w dzieciństwie, za każdym razem… Wiadomo przecież, że najbardziej chce się śmiać wtedy, kiedy nie wypada. Dzisiaj zasilam raczej szeregi szlochających na ślubach ciotek, pierwsza łza pojawia się już przy „miłość łaskawa jest”, a przy „wszystko przetrzyma” brakuje mi już suchych chusteczek.

Ale odłóżmy na bok afekty, których utrzymać na wodzy nie sposób. List do Koryntian św. Pawła jest absolutnie niezrównanym, najmądrzejszym i najpiękniejszym na świecie tekstem o miłości. Najlepszym do wysłuchania na ślubie, najważniejszym dla państwa młodych, a właściwie – dla wszystkich obecnych.





Hymn o miłości z muzyką Jana Kantego Pawluśkiewicza śpiewa Grzegorz Turnau



Przecież bez miłości to wszystko nie miałoby sensu… Tylko że dzieciarnia chichocze, a ciotki płaczą. Nie-ciotki może sprawdzają, czy nie poleciało im oczko w rajstopach, dziadek drzemie, a szwagier ukradkiem przegląda internet. Przesadzam? Pewnie tak. Ale przypuśćmy, że nie wszyscy weselni goście (z takiej czy innej przyczyny) usłyszą Pawłowy hymn.

Na pomoc przychodzi papież Franciszek ze swoją adhortacją „Amoris laetitia” – „Radość miłości”. Jeśli naprawdę na ślubie poniosły was – żono, mężu, mamo, wuju – emocje nie do pokonania, warto zajrzeć do tego tekstu.

Adresowany jest „do biskupów, do kapłanów i diakonów, do osób konsekrowanych, do małżonków chrześcijańskich i do wszystkich wiernych świeckich”. Franciszek komentuje tam między innymi, zdanie po zdaniu, słowa św. Pawła. Przytacza greckie pojęcia w oryginale i wyjaśnia, co powinny dla nas znaczyć. Oto kilka cytatów.



Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest
Uzbrojenie się w cierpliwość nie oznacza pozwalania, aby nas nieustannie maltretowano, ani też tolerowania agresji fizycznej czy zgody na to, by nas traktowano jak przedmioty. Problem rodzi się wówczas, gdy żądamy, aby relacje były idylliczne czy też, aby ludzie byli doskonali, albo gdy stawiamy siebie w centrum i oczekujemy wyłącznie, aby działo się tak, jak chcemy. (…). Jeśli nie dbamy o cierpliwość, to zawsze będziemy mieli wymówki, aby reagować gniewem i w końcu staniemy się ludźmi, którzy nie potrafią żyć z innymi, typami aspołecznymi, niezdolnymi do opanowania impulsów, a rodzina stanie się polem bitwy.



Miłość nie zazdrości
Zazdrość to smutek z powodu dobra innych, ukazujący, że nie jesteśmy zainteresowani szczęściem innych, ponieważ skoncentrowaliśmy się wyłącznie na własnej pomyślności. (…) Prawdziwa miłość docenia osiągnięcia innych, nie odczuwa ich jako zagrożenia i uwalnia się od gorzkiego smaku zazdrości.

(…) Miłość prowadzi nas do szczerego docenienia każdego człowieka, uznając jego prawo do szczęścia.



Nie szuka poklasku, nie unosi się pychą
Ten, kto kocha, nie tylko unika mówienia zbyt wiele o sobie, ale potrafi się znaleźć na swoim miejscu, nie usiłując stawiać siebie w centrum, także dlatego, że koncentruje się na innych. (…) W życiu rodzinnym nie może dominować logika panowania jednych nad drugimi czy współzawodnictwo, by dostrzec, kto jest bardziej inteligentny i możny, ponieważ ta logika kładzie kres miłości.



Nie szuka swego
(…) aby kochać innych, trzeba najpierw pokochać samego siebie. (…) kto nie potrafi kochać samego siebie napotyka trudności w miłowaniu innych: „Kto jest zły dla siebie, czyż będzie dobry dla innych? […] Nie ma gorszego człowieka niż ten, który jest sknerą dla siebie samego” (Syr 14, 5-6).



Nie unosi się gniewem
Oburzenie jest zdrowe, gdy prowadzi nas do reagowania w obliczu poważnej niesprawiedliwości, ale jest szkodliwe, gdy ma skłonność do przenikania wszelkich naszych postaw wobec innych. (…) Czym innym jest poczucie siły wybuchającej agresji, a czym innym jest zgoda na nią, pozwolenie, aby stała się postawą trwałą: „Gniewajcie się, a nie grzeszcie: niech nad waszym gniewem nie zachodzi słońce!” (Ef 4, 26). Dlatego nigdy nie należy kończyć dnia bez pojednania w rodzinie.



Nie pamięta złego
Gdy zostaliśmy obrażeni lub rozczarowani, przebaczenie jest możliwe i pożądane, ale nikt nie mówi, że jest ono łatwe. (…) Dziś wiemy, że abyśmy mogli przebaczyć, trzeba przejść przez wyzwalające doświadczenie zrozumienia i wybaczenia sobie samym. (…) Trzeba się modlić z naszą własną historią, zaakceptować siebie, umieć żyć z własnymi ograniczeniami, a także przebaczyć sobie, abyśmy mogli mieć tę samą postawę wobec innych.



Nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą
Jeżeli osoba, która kocha, może uczynić dobro dla drugiego lub gdy widzi, że drugiemu się powodzi, przeżywa to z radością, to tym samym oddaje chwałę Bogu, ponieważ „radosnego dawcę” miłuje Bóg (2 Kor 9, 7) (…) Rodzina powinna być zawsze miejscem, w którym każdy, kto uczyni w życiu coś dobrego, wie, że tam będą się z tego cieszyć wraz z nim.



Wszystko znosi
Wszyscy jesteśmy złożoną mieszaniną światła i cienia. Drugi jest nie tylko tym, który mnie denerwuje. Jest czymś znacznie więcej. Z tego samego powodu nie wymagam, aby jego miłość była idealna, aby go docenić. Kocha mnie takim, jakim jest i jak potrafi, ze swoimi ograniczeniami, ale fakt, że jego miłość jest niedoskonała, nie oznacza, że jest fałszywa, czy też że nie jest rzeczywista. Jest rzeczywista, ale ograniczona i doczesna. (…) Miłość współistnieje z niedoskonałością, wybaczeniem i potrafi zamilczeć w obliczu ograniczeń umiłowanej osoby.



Wszystkiemu wierzy
Nie trzeba kontrolować drugiego, drobiazgowo śledzić jego kroków, aby zapobiec ucieczce z naszych ramion. Miłość żywi zaufanie, pozostawia wolność, wyrzeka się kontrolowania wszystkiego, posiadania, dominacji (…) Ktoś, kto wie, że zawsze jest podejrzewany, że jest osądzany bez litości, że nie jest kochany bezwarunkowo, będzie wolał zachować swoje sekrety, ukryć swoje upadki i słabości, udawać kogoś, kim nie jest. Natomiast rodzina, w której panuje solidne i miłujące zaufanie, i gdzie zawsze powraca zaufanie mimo wszystko, pozwala, aby ujawniała się prawdziwa tożsamość jej członków i sprawia, że spontanicznie odrzucane jest oszustwo, fałsz i kłamstwo.



We wszystkim pokłada nadzieję
To nie znaczy, że wszystko w tym życiu się zmieni. Pociąga za sobą akceptację, że niektóre rzeczy nie wypadną tak, jakbyśmy chcieli, ale być może Bóg pisze prosto po krzywych liniach tej osoby i wyciągnie jakieś dobro ze zła, jakiego nie udaje się jej przezwyciężyć na tej ziemi.



Wszystko przetrzyma
Oznacza nie tylko tolerowanie pewnych rzeczy irytujących, ale coś szerszego: dynamiczną i stałą odporność, zdolną do pokonywania wszelkich wyzwań. Jest to miłość mimo wszystko, nawet wtedy, gdy wszystko wokół zachęca do czegoś innego. (…) Miłość nie daje się opanować urazami, pogardą dla ludzi, pragnieniem zranienia lub obciążania drugiego. Ideałem chrześcijańskim, zwłaszcza w rodzinie, jest miłość mimo wszystko. Czasami podziwiam na przykład postawę ludzi, którzy musieli rozejść się ze swoim małżonkiem, aby chronić się przed przemocą fizyczną, ale jednak ze względu na miłość małżeńską, która potrafi wyjść poza uczucia, byli w stanie działać na rzecz ich dobra, choć za pośrednictwem innych, w czasie choroby, cierpienia lub trudności. To także miłość mimo wszystko.

...

W tym wszytkim chodzi wlasnie o miłość. A zwlaszcza o Miłość! Bo to Bóg.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 82337
Przeczytał: 199 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 9:21, 09 Kwi 2018    Temat postu:

Bądź dotykiem Zmartwychwstałego: dziś, tu i teraz. Komentarz do Ewangelii
Ks. Łukasz Kachnowicz | 08/04/2018
MĘŻCZYZNA PATRZY W OKNO
Laurenz Kleinheider/Unsplash | CC0
Udostępnij 65 Komentuj 1
Dotykanie Zmartwychwstałego to nie jakaś oderwana od rzeczywistości egzaltacja religijna. To dotknięcie konkretnych miejsc, osób, które potrzebują naszego serdecznego miłosierdzia, dobroci, cierpliwości, przebaczenia, miłości. Zmartwychwstały wchodzi dzisiaj mimo drzwi zamkniętych, po to, żebyśmy my, mimo zamkniętych drzwi naszych serc mogli wyjść na zewnątrz - z miłością do drugiego człowieka.

Nie wiem jak Wy, ale ja chciałbym mieć taką okazję jak Tomasz, żeby dotknąć Jezusa. Czy to jest możliwe dzisiaj, w 2018 roku?

Dzisiejsze pierwsze czytanie z Dziejów Apostolskich pokazuje pierwszą wspólnotę chrześcijan. Świadectwo o zmartwychwstaniu Jezusa splata się tam z doświadczeniem jedności i miłości braterskiej. Nikt nie cierpiał niedostatku wśród chrześcijan, bo jedni dzielili się z drugimi tym, co mieli.

Zmartwychwstanie objawia się w życiu chrześcijan. Świadectwo o Zmartwychwstałym jest tu tak konkretne, że można go dotykać, tak jak Tomasz dotykał Chrystusa.

Czytaj także: Czy po zmartwychwstaniu Jezus jako pierwszą odwiedził swoją matkę?
Św. Paweł w Liście do Kolosan mówiąc o tym, że razem z Chrystusem powstaliśmy z martwych, pokazuje także tego konsekwencje:

Jako więc wybrańcy Boży – święci i umiłowani – obleczcie się w serdeczne miłosierdzie, dobroć, pokorę, cichość, cierpliwość, znosząc jedni drugich i wybaczając sobie nawzajem, jeśliby miał ktoś zarzut przeciw drugiemu: jak Pan wybaczył wam, tak i wy! Na to zaś wszystko przyobleczcie miłość, która jest więzią doskonałości (Kol 3, 12-14).
Dotykanie Zmartwychwstałego to nie jakaś oderwana od rzeczywistości egzaltacja religijna. To dotknięcie konkretnych miejsc, osób, które potrzebują naszego serdecznego miłosierdzia, dobroci, cierpliwości, przebaczenia, miłości. Zmartwychwstały wchodzi dzisiaj mimo drzwi zamkniętych, po to, żebyśmy my, mimo zamkniętych drzwi naszych serc mogli wyjść na zewnątrz – z miłością do drugiego człowieka.

Po tym można rozpoznać, że przyszedł do nas Zmartwychwstały. Jak mówi jedna z popularnych pieśni: „Radujmy się, radujmy się bracia. Jeśli dzisiaj się miłujemy, to dlatego, że On zmartwychwstał”. Zmartwychwstały udziela swoim uczniom Ducha Świętego, a św. Paweł mówi, jakie są tego owoce: „Owocem zaś ducha jest: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie” (Ga 5, 22-23).

Kilka dni temu, już w czasie Oktawy Zmartwychwstania, jechałem autobusem miejskim i byłem świadkiem takiej sytuacji. Dziewczyna stała przy biletomacie i szukała przez dłuższą chwilę drobnych w portfelu. Obok siedziała starsza pani, która po chwili powiedziała: Potrzebuje pani drobnych? Proszę, ja mam jakieś drobne. Dziewczyna speszona udawała, że nie. Na co starsza pani odpowiedziała: Ależ proszę skorzystać.

Uprzejmość, dobroć. Dla mnie to było bardzo realne dotykanie Zmartwychwstania w jednym z miejskich autobusów w Lublinie. Naprawdę nie trzeba wiele, żeby On się objawił. „Gdzie miłość wzajemna i dobroć, tam znajdziesz Boga Żywego”.

I czytanie: Dz 4, 32-35
II czytanie: 1 J 5, 1-6
Ewangelia: J 20, 19-31

...

Dotknac Jezusa mozna z niewiary ale mozna tez przeciwnie bo wierzymy mocno. Trzymamy Go i juz nigdy nie wypuszczamy!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 82337
Przeczytał: 199 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 22:39, 12 Kwi 2018    Temat postu:

Dobre niedowiarstwo. Pytajmy o wiarę, nawet jeżeli wydaje się oczywista
Jola Szymańska | 12/04/2018
JOLA SZYMAŃSKA
fot. Anna Nycz
Udostępnij 61 Komentuj 1
Bywam niedowiarkiem. W różnych kwestiach i tematach. Nie wierzę na słowo, niezależnie od tego, czy teza brzmi „tak, bo tak” czy „nie, bo nie”. Za każdym razem zastanawiam się: „dlaczego?”, „czy na pewno?” albo „na jakiej podstawie?”.

Pytania przełamują konwenanse, ale też budzą nieufność. Niewinnie grożą drugim dnem. Z takim pytającym elementem nigdy nic nie wiadomo. Skoro pyta, pewnie jest przeciw. Albo szuka dziury w całym. Nie rozumie, że „białe jest białe, a czarne jest czarne”.

To jeden z powodów, dla których czasem nieswojo mi w Kościele. Zaczynam bać się, że nie jestem tu mile widziana. Że coś ze mną nie tak. Że nikt mnie tu nie chce.



Niedowiarstwo, które ma sens
Niedowierzać można magazynom plotkarskim. Wścibskiej sąsiadce. Politykom. Nauce. Faktom. Bogu. Dzieciom. Rodzicom. Wszystkiemu i wszystkim. Nasz mózg podpowiada nam więc rewiry, w których niedowierzać warto oraz takie, którym niedowierzać nie wypada. Wiele zależy więc od naszych celów, priorytetów i doświadczeń. Nie bez znaczenia są nasze emocje.

Ale dopóki uczciwie możemy przyznać, że kieruje nami pragnienie szukania prawdy o rzeczywistości lub czegoś, co będzie jej najbliższe, niedowiarstwo ma chyba spory sens. Jeżeli nie chodzi wyłącznie o nasze emocje, przekonania czy poglądy, ale o prawdę, pytania do tez, które serwują nam inni ludzie, wydają się więcej niż wartościowe.

A może nie? Ciekawą perspektywę proponuje nam Biblia. A dokładnie historia niewiernego Tomasza z Ewangelii św. Jana.

Czytaj także: Albo wiara, albo nauka? To fałszywe założenie


Panowie, nie uwierzę
Wyobraźmy sobie tę scenę. Grupa dumnych gości w jasnych szatach. Nagle wchodzi główny bohater. Pyta: „- O co chodzi, koledzy? – Widzieliśmy Jezusa! – No, jasne. A ja potrafię latać. – Ale serio Go widzieliśmy, On żyje! – Sorry, panowie. Póki nie zobaczę, nie uwierzę”.

Mniej więcej tak wyglądała wymiana zdań niewiernego Tomasza z pozostałymi apostołami. Niby oczywista sprawa, a jednak zastanawiają mnie tu trzy rzeczy.



1. Jego rozsądek
Tomasz wychylił się, zamiast siedzieć cicho i udawać, że rozumie. Był szczery. Spontaniczny. Ale czy nie macie wrażenia, że był też najzwyczajniej w świecie rozsądny?

Niedowiarkiem można być na wiele sposobów. Tomasz to niedowiarek klasyczny. Chłopiec do bicia. Człowiek, którego przytacza się jako antyprzykład. Niby chodził z Jezusem, a tu taki wstyd! Nie uwierzył na słowo kolegów. Chciał dotknąć.

Tymczasem jego reakcja była absolutnie racjonalną odpowiedzią na nieracjonalną opowieść, jaką usłyszał.



2. To, jak łatwo osądzić jednostkę
„Nie uwierzę, jeśli nie ujrzę” – odpowiedział przyjaciołom, którzy twierdzili, że „zobaczyli Pana”. Mimo że Jezus nie żył. A przecież chwilę wcześniej apostołowie sami zamknęli się w domu w obawie przed Żydami. Mimo że Maria Magdalena powiedziała im: „Zobaczyłam Pana”.

Do dziś mówimy, że to Tomasz był niedowiarkiem. Ale czy niedowiarkami nie byli wszyscy apostołowie?

Pamiętajmy, że pozostali byli w dużo lepszej sytuacji niż Tomasz. Po pierwsze, byli w grupie. Po drugie, zobaczyli Jezusa. Osobiście i bezpośrednio przekonali się, że żyje. A przecież każdy z nich mógł być na jego miejscu.

Czytaj także: Jola Szymańska: Pokora – wygodnictwo czy dowód na życiową mądrość?


3. Jego pokora
Osiem dni później Jezus powiedział Tomaszowi: „Przestań być niedowiarkiem, a bądź wierzącym”. Wyobrażamy sobie tę scenę jak dywanik u szefa. Surowy ton Jezusa. Zgroza, wieczne potępienie i groźba rozwiązania umowy. Ale to chyba słaby trop. Jezus nie straszy go. On go zaprasza.

Tomasz nie był chrześcijaninem z 2018 roku, któremu o zmartwychwstaniu trąbią na prawo i lewo. Nie szedł z koszykiem, nie malował jajek, nie znał papieskich traktatów. Nie czytał Biblii. A jednak z automatu odpowiada Nauczycielowi: „Pan mój i Bóg mój” (J 20, 2Cool. Nie ma żadnych „ale”. Nie dopytuje, czy to na pewno On. Przyznaje się do błędu i wierzy Jezusowi.



Tomasz – patron szukania Boga?
Może to dziwne, ale Tomasz nie jest dla mnie antyprzykładem. Jest za to wzorem „dobrego niedowiarstwa”. Niedowiarstwa, które prowadzi do rozwoju wiary. Które przełamuje nasze bariery. Niedowiarstwa, które zdarza się prawie każdemu wierzącemu. Które uczy zadawania pytań. Szczerości. Ciekawości Boga. Wreszcie – pokory wobec Jego wszechmocy.

Bywam niedowiarkiem. Uczy mnie to wielu rzeczy o sobie, o ludziach, o życiu w mniej czy bardziej zorganizowanej wspólnocie oraz o kształtowaniu się ludzkiego światopoglądu. Uczy też uczciwości. Może to nie najbardziej popularna, ale moja własna i autentyczna droga wiary.

...

Tomasz nie byl rozsadny tylko nie wierzyl. Bylo to naganne bo Jezus wiele razy mowil ze zmartwychwstanie a ten nic. Powinien od razu sobie przypomniec. Jesli Jezus mowi nie badz niedowiarkiem to jest ocena jego stanu duszy bezbledna. Gdyby sie upewnial bylby pochwalony. On nie wierzyl! Apostol!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Religia,Polityka,Gospodarka Strona Główna -> Wiara Ojców Naszych Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
cbx v1.2 // Theme created by Sopel & Programy