Forum Religia,Polityka,Gospodarka Strona Główna
Cannes - ,,Grand Prix''; dla filmu;Bogowie i ludzie !!!!
Idź do strony Poprzedni  1, 2
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Religia,Polityka,Gospodarka Strona Główna -> Wiara Ojców Naszych
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 79176
Przeczytał: 176 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 12:29, 30 Lis 2017    Temat postu:

Natalie Saracco – „kobieta od chrystusowych spraw”
Louise Alméras | 30/11/2017

Natalie Saracco © Philippe Leroux
Udostępnij
Komentuj
Drukuj
„Reżyserka filmowa zakochana w Jezusie” – tak mówi o sobie Natalie Saracco. Jej najnowszy film „Gdyby świat wiedział…” opowiada o Najświętszym Sercu Jezusa.

Po sukcesie filmu „La mante religieuse” („Religijna modliszka”) i wydaniu książki, która w katolickim środowisku stała się bestsellerem – „Pour ses beaux yeux” („Na piękne oczy”) – Natalie Saracco, która uważa się za „kobietę od chrystusowych spraw”, zrobiła sobie przerwę dla Serca Jezusa.

Porzuciła dwa inne projekty filmowe (w tym jeden o życiu Jezusa), żeby odpowiedzieć na prośbę matki przełożonej klasztoru w Paray-le-Monial, która przewodzi Straży Honorowej Najświętszego Serca Jezusa, i nakręcić o Nim film. Krótki metraż, zrealizowany pod koniec maja w paryskiej dzielnicy Montmartre, można oglądać na YouTube.

„Si le monde savait…” („Gdyby świat wiedział…”) to film radosny, nowoczesny, dynamiczny, przesłanie miłości, prawdziwe antidotum na smutek, zniechęcenie i samotność zindywidualizowanego i ateistycznego społeczeństwa.
Czytaj także: Jola Szymańska: „Twój Vincent”. Film o odwadze bycia „nikim”


Zakochana w Sercu Jezusa

Louise Alméras: Należy Pani do Straży Honorowej. Czy może Pani o niej opowiedzieć?

Natalie Saracco: Straż Honorowa polega na poświęceniu codziennie jednej godziny na modlitwę do Najświętszego Serca Jezusa, żeby pocieszyć Go i wyznać Mu miłość, za tych, którzy z Niego drwią lub lekceważą Go – tak samo, jak pocieszamy kogoś bliskiego, który cierpi. Zaproponowano mi wstąpienie do Straży, gdy pojechałam do Paray-Le-Monial, żeby spotkać się z potencjalnym sponsorem mojego filmu (kiedy kręciłam „Modliszkę”). Pojechałam po pieniądze, a wyjechałam z wielką miłością.

Dlaczego Serce Jezusa tak Panią pociąga?

Mam szczególne nabożeństwo do Najświętszego Serca Pana Jezusa, ponieważ On cierpi, płacze. Ta wiedza zmieniła moje życie. Dlaczego cierpi? Oddał za nas życie, a w zamian dostaje pogardę, chłód i obojętność. Nie chodzi tylko o nasze grzechy. Szczególnie nas, wierzących – czy mamy naprawdę żywe, bijące serca? Czy przekazujemy światu Jego miłość?

Bo przecież chodzi o miłość, którą mamy przekazywać braciom. Niemal umarłam, i to doświadczenie zmieniło moje życie. Śpieszę się, nie mam czasu do stracenia. Naprawdę spotkałam się z Sercem Jezusa, które cierpi przez naszą obojętność i grzechy. Trzeba rozpalić ogień, a do tego potrzebna jest płonąca zapałka. Nie chodzi o to, by urządzać krucjatę – każdy z nas może się z Nim spotkać na swój sposób, a owocami spotkania będą radość i miłość, które przyciągną do Jezusa nowych ludzi.

Muszę mówić o tym spotkaniu, z miłości do Niego i miłości dla moich braci. Nie chcę prawić morałów, które nic nikomu nie dadzą. Więcej wart jest grzesznik, który kocha, niż „prymus” o oschłym sercu, skłonny do osądzania całego świata. Pan nas potrzebuje, bo ma niewielu przyjaciół. Jezus mówi, że przyszedł rozpalić ogień. Jeśli nie chcemy, by zgasł, trzeba wypełnić nasze kościoły, trzeba obecności. „Jesteśmy solą ziemi”. Zakochani nie są „poprawni politycznie”.
Czytaj także: Najwyższa ofiara Heleny Kmieć. Mocne świadectwo pokazane w nowym filmie dokumentalnym


Gdyby świat wiedział, jak jest kochany przez Boga

Jak powstawał scenariusz i co chciała Pani przekazać w tym filmie?

Wiele mówi już sam tytuł: „Gdyby świat wiedział …” – jak bardzo Bóg nas kocha. Wykorzystałam wiele świadectw, objeżdżając Francję przy okazji promocji książki, spotkałam się z wieloma osobami. To wszystko przypomina trochę nieudane spotkanie zakochanych: z jednej strony Pan, który nas kocha do szaleństwa, nie wie, co jeszcze mógłby dla nas zrobić i płonie z miłości do nas, a drugiej – my sami, nieświadomi Jego miłości.

Jak mamy się o niej dowiedzieć?

Właśnie o to chodzi, sens mojego filmu jest w tym, żeby pokazać, że świat umiera, bo nie wie o Bożej miłości. Chcę o tym mówić, chcę być swatką, zaangażować się w zorganizowanie tego spotkania. W jaki sposób? Dla każdego po swojemu. Jestem reżyserką, więc chcę robić filmy dla Boga, to moje narzędzie pracy. Gdybym była piekarzem, piekłabym chleby w kształcie serca, żeby powiedzieć Bogu: „Kocham Cię”. Niech to się dzieje tu, gdzie jesteśmy, dla każdego na jego własny sposób, nie poprzez kazania z ambony. Bóg w nas mieszka.

Trzeba się z Nim spotkać osobiście, powiedzieć Mu: „Panie, czuję, że jesteś, ale czasami ogarnia mnie zniechęcenie, mam wątpliwości, nie wiem, co robić”. Trzeba mówić szczerze. Prawdziwa relacja z Bogiem to modlitwa i sakramenty. Dziękuję Bogu, że jestem katoliczką, bo Eucharystia jest czymś wyjątkowym: obecnością wcielonego Jezusa. On tam naprawdę jest. Mam nadzieję, że mój film obudzi ludzi, że Go zobaczą.

To pilne, czeka nas śmierć, a Bóg cierpi, bo Jego miłość jest nieznana, a my jesteśmy w tej relacji jakby oderwani od rzeczywistości. Miłość jest zaraźliwa jak radość, to właśnie chciałam przekazać. Ożywić serca moich braci chrześcijan. Pierwszy dzień zdjęciowy przypadł na święto Joanny d’Arc. To piękny znak, prawda?

Tekst pochodzi z francuskiej edycji portalu Aleteia

....

Widze ze warto!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 79176
Przeczytał: 176 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 11:13, 10 Sty 2018    Temat postu:

Jim Caviezel: Musimy być wojownikami gotowymi zaryzykować życie dla Ewangelii
Marta Brzezińska-Waleszczyk | 10/01/2018

YouTube
Udostępnij
Komentuj
Drukuj
Wkrótce w kinach zobaczymy film o św. Pawle z Tarsu. W rolę św. Łukasza wcieli się znany z „Pasji” Jim Caviezel. Aktor wystąpił ostatnio z przejmującym przemówieniem do chrześcijańskich liderów.

We wrześniu 2018 roku do kin wejdzie film „Paweł, Apostoł Chrystusa” w reżyserii Andrew Hyatt’a. W roli św. Łukasza w produkcji zobaczymy Jima Caviezela. Aktor już włącza się w działania promocyjne i z tej okazji na początku stycznia wystąpił w Chicago na SLS18 – forum adresowanym do chrześcijańskich liderów.

W swoim przejmującym przemówieniu Caviezel nawiązał oczywiście do nowego filmu z jego udziałem, ale skupił się przede wszystkim na sylwetce głównego bohatera. Przedstawił ciekawą interpretację imienia (starego i nowego) Apostoła Narodów. „Imię Szaweł oznacza kogoś wielkiego, imię Paul – kogoś malutkiego. Robiąc ten film nauczyłem się jednej, ważnej rzeczy – w oczach Boga możemy być kimś wielkim. Ale jeśli będziemy dążyli do wielkości, pozostaniemy mali. Taka jest droga świętych. To też droga od Szawła do Pawła. Przychodzi, kiedy najmniej się tego spodziewamy. To też moje doświadczenie” – wyznał aktor.
Czytaj także: Zagrał w „Pasji” Jezusa, teraz zagra św. Pawła. Nowa rola Jima Caviezela


Jim Caviezel: Bóg wierzy w nas, nawet kiedy my już w siebie nie wierzymy

Caviezel opowiedział chrześcijańskim liderom podczas SLS18 o swoim powołaniu do aktorstwa. Poczuł je, kiedy miał 19 lat i siedział w kinie. Film się skończył, było ciemno. A on poczuł w sercu taką myśl: „Może powinienem zostać aktorem”. Zastanawiał się, czy to jest to, czego Bóg od niego oczekuje. Jego plan dla niego.

Wtedy nie miałem pojęcia o aktorstwie, nie znałem żadnych agentów, nie miałem kontaktów do managerów. Ale miałem przekonanie, że zostałem wezwany

– zapewnił.

W następnej części przemówienia Caviezel nawiązał do swojej roli w adaptacji powieści Aleksandra Dumasa „Hrabia Monte Christo” (2002). Aktor wcielił się tam w główną rolę Edmunda Dantesa. W pamięci szczególnie utkwił mu jeden z dialogów:

Nie wierzę w Boga.
To nieważne. On wierzy w ciebie.

To zdanie na długo utkwiło w głowie i sercu Caviezela. „Bóg kocha każdego z nas osobiście i jest z nami nawet w najciemniejszych momentach naszego życia” – powiedział aktor, podkreślając, że On wierzy w nas, nawet kiedy my sami przestajemy w siebie wierzyć.
Czytaj także: Amerykański aktor, Jim Caviezel, odwiedził Sanktuarium w Łagiewnikach


Świat potrzebuje dumnych wojowników – jak św. Paweł

Wkrótce po roli w „Hrabi Monte Christo” Caviezel otrzymał propozycję od Mela Gibsona, która na zawsze odmieniła jego życie, nie tylko aktorskie. W przemówieniu podczas spotkania z liderami chrześcijańskimi nawiązał do przejmujących scen drogi krzyżowej i śmierci Chrystusa w „Pasji”.

Podkreślił, że każdy z nas jest powołany do niesienia swojego krzyża, a cierpienie jest czynnikiem, który w dużej mierze kształtuje nasze życie.

„Bóg potrzebuje Twojego świadectwa w tym świecie. Weź swój krzyż i idź. On potrzebuje dumnych wojowników. Takich, jak św. Paweł czy św. Łukasz, gotowych poświęcić swoje imię, reputację, by nieść wiarę i miłość Jezusa światu. Bóg wzywa każdego z nas do wielkich rzeczy każdego dnia. To czas, żeby odpowiedzieć na Jego wezwanie. Jak często je ignorujemy” – pytał łamiącym się głosem aktor.
Czytaj także: Dlaczego emocjonujemy się, gdy słyszymy o sławnych katolikach?


Caviezel o św. Kolbe i wolności, za którą można umierać

Caviezel przypomniał też postać wielkiego polskiego świętego – Maksymiliana Kolbe – i jego opinię, że największym grzechem XX wieku jest obojętność. „To także największy grzech XXI wieku. Musimy przerwać tę obojętność, bo prowadzi ona do destrukcyjnej tolerancji zła” – apelował gorąco.

Aktor na koniec wystąpienia, odwołując się do innego świetnego filmu Gibsona, „Braveheart – Waleczne Serce” – powiedział o prawdziwej wolności, której nic nie jest w stanie człowiekowi odebrać.

Wolność od grzechów, wolność od słabości i wolność od bycia niewolnikiem. To wolność, jakiej wam życzę. To wolność, za którą można umierać. Każdy człowiek umrze. Ale czy każdy prawdziwie żyje? Wszyscy musimy walczyć o naszą autentyczną wolność

– niemal krzyczał Caviezel.

Na koniec pożegnał się z rozentuzjazmowanymi słuchaczami słowami, że chce się z nimi wszystkimi zobaczyć w niebie.

...

Madrze mowi! Szok! Zupelnie jakby nie aktor bo wiemy jakie tam srednie IQ.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 79176
Przeczytał: 176 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 14:50, 10 Sty 2018    Temat postu:

Pamiętacie film „Ludzie Boga”? Zamordowani trapiści mają być błogosławionymi
Łukasz Kobeszko | 10/01/2018
EAST NEWS
Kadr z filmu "Ludzie Boga"
Komentuj



Udostępnij




Komentuj



W nocy z 26 na 27 marca 1996 roku kilkudziesięciu uzbrojonych mężczyzn porwało 7 mieszkających tam zakonników. W maju władze znalazły szczątki mnichów, a islamiści potwierdzili później, iż dokonali ich egzekucji.


D
ekret o męczeństwie 19 duchownych (zakonników, zakonnic i biskupa) – ofiar prześladowań chrześcijan podczas wojny domowej w Algierii przed dwudziestoma laty – zostanie ogłoszony w styczniu br. Wśród nich znajdzie się siedmiu trapistów z klasztoru Notre-Dame de l’Atlas. Świat poznał ich historię dzięki głośnemu, francuskiemu filmowi „Ludzie Boga”, zrealizowanemu w 2010 roku.
Czytaj także: Muzułmanin napisał książkę w hołdzie dla zamordowanego przez islamistów księdza

O zbliżającym się ogłoszeniu dekretu, który umożliwi beatyfikację algierskich męczenników poinformował w noworocznym numerze internetowego, włoskiego czasopisma misyjnego „Mondo e Missione” („Świat i misje”) o. Thomas Georgeon – trapista, pełniący funkcję postulatora procesu beatyfikacyjnego ofiar algierskiej wojny domowej w latach 1992-2000. Dekret oficjalnie stwierdzi, że duchowni różnych narodowości zamordowani podczas tego konfliktu padli ofiarą nienawiści do wiary (łac. „in odium fidei”), a swoją radykalną postawą dali świadectwo nie tylko przywiązania do Chrystusa, ale również miłości bliźniego oraz otwartości na ludzi o innym światopoglądzie, odmiennej kulturze i wyznaniu.
W beczce prochu

Genezy bratobójczego konfliktu zbrojnego w Algierii doszukiwać się należy w przemianach społeczno-politycznych, jakie trwały w tym kraju od końca lat osiemdziesiątych. Przyniosły one równoczesny wzrost popularności ugrupowań o charakterze fundamentalistyczno-islamskim.

Armia, nie chcąc doprowadzić do demontażu świeckiego ustroju państwa, nie uznała wyniku pierwszych, demokratycznych wyborów parlamentarnych i w 1992 roku dokonała zamachu stanu. Ugrupowania islamskie odpowiedziały walką zbrojną.

Mimowolnymi ofiarami wojny stali się mieszkający w kraju chrześcijanie oraz duchowni z zagranicy, oskarżani przez bojowników islamskich o zamiar podporządkowania Algierii Zachodowi. Wyznawcy Chrystusa nie mogli cieszyć się także szczególnymi względami ze strony rządu, traktującego ich często jako jedną z wielu kart przetargowych w toczonej wojnie.
Galeria zdjęć


Algieria: doskonałe miejsce do życia monastycznego

Jak nieprawdziwe były oskarżenia wobec algierskich chrześcijan widać na przykładzie losów siedmiu zakonników, którzy w momencie wybuchu wojny domowej znajdowali się w niewielkim klasztorze Notre-Dame de l’Atlas, działającym od 1938 roku we wsi Tibhirine w północnej części kraju. Historia obecności rzymskokatolickich zakonów kontemplacyjnych w Algierii sięga zresztą jeszcze czasów kolonialnych, gdy francuscy cystersi otwierali pierwsze, małe klasztory na tamtejszych terenach, tak bardzo przypominających krajobraz, w którym niegdyś działali Ojcowie Pustyni.

Powstały na początku XX wieku zakon trapistów, kontynuujący w nowych warunkach zewnętrznych znaczną część dawnej tradycji cysterskiej, znalazł więc w Algierii doskonałe miejsce do życia monastycznego.

Przebywający w Notre-Dame de l’Atlas zakonnicy od samego początku obecności w Algierii przyjęli zasadę, że nie będą prowadzić bezpośredniej działalności misyjnej wśród muzułmanów. Co więcej, pragnęli zaprzyjaźnić się z modlącymi się do Allacha sąsiadami, wspólnie uprawiać rolę oraz prowadzić pogłębione studia nad islamem i kulturą arabską.

W latach siedemdziesiątych, rząd znacjonalizował część gruntów należących do zakonników. Utworzyli wtedy z miejscową ludnością spółdzielnię produkcyjną, zajmującą się hodowlą i przetwarzaniem owoców cytrusowych, warzyw oraz ziół i produktów leczniczych. Jednocześnie, zachowali surową regułę życia monastycznego, opartego na nieustannej modlitwie Liturgią Godzin, poście oraz medytacji. Pod koniec lat osiemdziesiątych Notre-Dame de l’Atlas wydawało się doskonale rozwijać i nie doświadczało żadnych konfliktów z muzułmańskim otoczeniem.
Czytaj także: Przyjaciółka zamordowanej misjonarki: Helenka kochała ludzi
Czas próby

Sytuacja zdecydowanie odmieniła się wraz z wybuchem wojny. Okolice klasztoru stały się terenem walk pomiędzy armią rządową a największym ugrupowaniem opozycji – Zbrojną Grupą Islamską (GIA). W nocy z 26 na 27 marca 1996 roku kilkudziesięciu uzbrojonych mężczyzn porwało 7 mieszkających tam zakonników, śpiących we wspólnej sali. Dwóm mnichom przebywającym wówczas w innym miejscu klasztoru udało się zbiec i zaalarmować policję.

Już po kilku dniach do władz zgłosili się telefonicznie ludzie, którzy zażądali okupu za porwanych duchownych. Po kilku dniach organizacja GIA przyznała się do uprowadzenia zakonników i zaproponowała ich wymianę (wraz z innymi jeńcami) na jednego z przywódców organizacji więzionego przez siły rządowe. Negocjacje z porywaczami nie przyniosły efektu. W maju 1996 roku władze znalazły szczątki mnichów, a islamiści potwierdzili później, iż dokonali ich egzekucji.
Zamordowany biskup

Rzymskokatolicki biskup Oranu Pierre Claverie, na którego terenie diecezji znajdował się klasztor podejrzewał jednak, że zabójstwa mogli dokonać przekupieni przez władze bandyci, aby doprowadzić do jeszcze większego zaostrzenia konfliktu i skłonić kraje zachodnie do większej pomocy siłom rządowym walczącym z radykalnymi islamistami. Kilka miesięcy po zbrodni w Tibhirine, hierarcha został zamordowany. W ataku bombowym zginął także jego muzułmański kierowca.

Okoliczności zbrodni na trapistach nie zostały do końca wyjaśnione po dziś dzień, pomimo ogłoszenia przez władze kraju już po zakończeniu wojny programu pojednania narodowego, który miał wyjaśnić nierozwikłane przestępstwa wojenne. Specjalną komisję powołał również prezydent Francji Nicolas Sarkozy (większość zakonników posiadała obywatelstwo francuskie), ale również ona nie ogłosiła wiążących ustaleń.

Bp Claverie zostanie beatyfikowany wraz z 7 trapistami oraz 11 zakonnikami i zakonnicami zamordowanymi w czasie algierskiej wojny.
Czytaj także: Dramatyczna historia o chrześcijance zamordowanej na oczach męża i dzieci
Ludzie Boga

Być może zbrodnia w Tibhirine stałaby się jedną z wielu na długiej liście martyrologii chrześcijan w XX wieku, gdyby nie film „Ludzie Boga” (franc. „Des hommes et des dieux”) nakręcony w 2010 roku przez Xaviera Beauvois. Fabularny zapis losów trapistów stał się jednym z najpopularniejszych na świecie filmów z początków obecnej dekady.

Otrzymał on liczne nagrody, m. in. Grand Prix Jury Ekumenicznego na Festiwalu w Cannes oraz Cezara za najlepszy film francuski w 2010 roku. W ubiegłym roku ukazała się także we Francji książka „Tibhirine l’héritage” („Tibhirine dziedzictwo”), do której przedmowę napisał papież Franciszek.

O ile popularność obrazu Beauvois w takich krajach jak Polska nie dziwi, to zaskakujące okazało się uznanie filmu we Francji i wielu krajach zachodnich, także wśród krytyków dalekich od wiary. Ci ostatni podkreślali, że postacie zakonników zatopionych w modlitwie, ale jednocześnie żyjących w symbiozie i pełnych chrześcijańskiego ducha otwartości wobec muzułmanów mają ogromną siłę oddziaływania i nie dają się zlekceważyć.

Istotnie, trapiści z Tibhirine pokazali dobitnie współczesnej cywilizacji, że modlitwa, asceza i kontemplacja przynoszą zawsze owoce bezgranicznej miłości do każdego człowieka i uświęcenia całego świata. W dzisiejszej epoce konfliktów używających religii jako paliwa są szczególnym znakiem Pana będącego Bogiem pokoju, a nie wojny.

...

Sa oczywiscie wielkim wzorem. Bóg dal meczenstwo.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 79176
Przeczytał: 176 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 16:52, 12 Sty 2018    Temat postu:

Film o Ignacym Loyoli w kinach! Rozmawiamy z Andreasem Muñozem, odtwórcą roli świętego
José Luis Panero | 12/01/2018

Jesuit Communications
Udostępnij 0 Komentuj 0
Przeszedł drogę od hulaki i podrywacza zanurzonego w grzechu, po jednego z największych świętych w dziejach Kościoła. Historia Ignacego Loyoli w reżyserii Paolo Dy w kinach!

12 stycznia do kin wchodzi film o św. Ignacym Loyoli – jednym z największych świętych w historii Kościoła, człowieku, z którego „szkoły duchowości” do dziś korzystają tysiące ludzi na całym świecie.

„Ignacy Loyola” w reżyserii Paolo Dy to film produkcji filipińskiej, w którym występuje cała plejada hiszpańskich aktorów, na czele z Andreasem Muñozem w roli tytułowej. To rodowity madrytczyk, ma 27 lat i niedawno promował film o założycielu zakonu jezuitów w swojej ojczyźnie. Miłośnik sportów, jest jednym z najpopularniejszych aktorów hiszpańskiego młodego pokolenia. Zadebiutował w kinie w filmie „Kręgosłup diabła” (Guillermo del Toro, 2001), a na swoim koncie ma również bogaty i różnorodny dorobek teatralny – grał na wielu scenach w kraju i za granicą, może poszczycić się m.in. rolą Hamleta.



Andreas Muñoz: Jestem katolikiem i nie mam z tym problemu
José Luis Panero: Jesteś młodym człowiekiem i to raczej nietypowe, aby ktoś taki, niezależnie od religijności czy wyznawanej wiary, interesował się filmami lub osobowościami związanymi z Kościołem.

Andreas Muñoz: Nie mam problemu z przyznawaniem się do tego, że jestem katolikiem i że moja praca polega na graniu w filmach.

Dlaczego zgodziłeś się zagrać św. Ignacego Loyolę?

To nie tylko wybitna postać historyczna. To był światowy człowiek, który przeżył nawrócenie i pozostawił po sobie bardzo ważną spuściznę. Jakże nie podjąć się interpretacji tak fascynującej postaci?!

Czy scenariusz zawierał klucz do kreacji tak szczególnej osobowości?

Tak, w dużej mierze dostarczył mi wystarczających wskazówek do tego, abym mógł spotkać się tak z Íñigo[1], jak i z Ignacym.

Czytaj także: Czy „Milczenie” to wartościowy film dla wierzących? O czym się nie mówi…


Proces nawrócenia Ignacego Loyoli jest emocjonujący
Zarówno jeśli chodzi o człowieka, jak i świętego, czyż tak?

Właśnie tak. To, co mnie najbardziej pociągało w scenariuszu i co wydawało się najważniejsze, to konstruowanie postaci. Spodobało mi się, że nie zjawia się ona od razu cała i gotowa. To był całkiem skomplikowany proces, jednak tym bardziej emocjonujący. Zanurzyć się całkowicie w życiu innego człowieka – to dotyka nas nie tylko jako zawodowców, lecz również dużo głębiej, jako ludzi. Poza tym, odczuwałem już wtedy w stosunku do mojego bohatera szczególny podziw.

Jak odróżniłeś jednego od drugiego?

Ci dwaj to był przecież jeden, ten sam człowiek. Choć w pierwszej części chciałem, by stało się jasne i oczywiste, że mamy do czynienia z człowiekiem nieokrzesanym, wojowniczym, zawziętym, bez większych dylematów moralnych, bardzo zdeterminowanym, perfekcjonistycznym i próżnym. W następnej części filmowej historii starałem się ukazać różne odcienie i aspekty świętości, które stopniowo zawładnęły moim bohaterem – stawał się coraz bardziej uduchowiony i pielgrzymujący. Reżyser Paolo Dy i ja chcieliśmy dać poznać Íñigo w jego egoizmie i w jego ogniu, a gdy zbudowaliśmy obraz świętego, to tak, jakbyśmy zanurzyli się w wodzie. Na koniec film ukazuje, że Ignacy zdołał odnaleźć równowagę między ogniem i wodą. To było wielkie wyzwanie.

Czytaj także: Jak św. Filip Neri wyprzedził o 500 lat papieża Franciszka


Co mają wspólnego „Ćwiczenia duchowe” i teatr?
Co wiedziałeś o tej postaci przed kręceniem filmu?

Nic. Dopiero wtedy zacząłem go poznawać – czytałem jego biografie, chodziłem po muzeach i analizowałem obrazy. Robiłem wszystko to, co mi mogło pomóc w nim się zanurzyć. To było bardzo interesujące. Znajdowałem wiele informacji na temat Ignacego Loyoli w wieku około 35 lat, jednak nic z czasów wcześniejszych, a to jest najważniejszy okres z życia Loyoli w filmie.

Ile jest obecnie św. Ignacego Loyoli w Tobie? Odkrywasz go w sobie?

Całkiem sporo. Szczególnie w tym, co znaczy dla współczesnego świata. Już wyjaśniam. W dzisiejszych czasach wszystko dzieje się bardzo szybko, nie zatrzymujemy się, aby pomyśleć albo wysłuchać kogoś, kto jest obok nas. To w przeszłości znajduje się klucz do naszego życia i do naszej przyszłości. W tym sensie czytanie „Ćwiczeń duchownych” bardzo mi pomogło. Warto przypomnieć, że stosowana w teatrze metoda Stanisławskiego opiera się na „Ćwiczeniach” Loyoli.

Jakie przesłanie chciałbyś pozostawić widzom filmu?

Że ciężka praca popłaca i że nie jesteśmy sami. Każdy z nas ma swoje marzenia, swój cel. Jeśli starasz się z całych sił do niego dotrzeć, to na pewno Ci się uda.

Czytaj także: Od młodzieńczego ateizmu do świętości. Itala Mela: nowa błogosławiona


Jeśli nie widzisz wideo kliknij TUTAJ



*Lista polskich kin, w których od 12 stycznia można oglądać film TUTAJ
**Portal Aleteia Polska objął film patronatem medialnym

[1] Baskijskie imię, jakie otrzymał na cześć świętego Íñigo de Oña, opata klasztoru benedyktyńskiego. W późniejszych latach, 1537-1542, zmienił je na „bardziej uniwersalne” – Ignacy.

Tekst ukazał się w hiszpańskiej edycji portalu Aleteia

...

Interesujace tez ze Filipinczycy sa liderami takiego kina.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Religia,Polityka,Gospodarka Strona Główna -> Wiara Ojców Naszych Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2
Strona 2 z 2

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
cbx v1.2 // Theme created by Sopel & Programy