Forum Religia,Polityka,Gospodarka Strona Główna
Kobiety w powstaniach.

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Religia,Polityka,Gospodarka Strona Główna -> Wybić się na Niepodległość! / Powstanie to ofiarny stos ...
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 89071
Przeczytał: 127 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 11:21, 11 Lis 2017    Temat postu: Kobiety w powstaniach.

Warkocze pod maciejówką. Dziewczyny, które walczyły o niepodległość
Dominika Cicha | 11/11/2017
Agence Rol. Agence photographique 1920. - Bibliothèque nationale de France/Wikipedia | Domena publiczna
OLKi w czasie wojny polsko-bolszewickiej w 1920.
Komentuj


Udostępnij
Komentuj


Potrafiły schować pod suknią nielegalną prasę i naboje do karabinów. Te, które chciały walczyć w legionach, ścinały warkocze, zakładały spodnie i czapki maciejówki. Oczywiście - nielegalnie. Zamiast Wandy był więc w papierach Kazik, zamiast Zofii - Leszek, Marii - Alfred…


W
iele z nich wyrastało wśród opowieści o powstaniu listopadowym i styczniowym. Słuchały historii o tęsknocie za wolnością, zsyłkach na Syberię i ludziach, którzy dla ojczyzny byli wstanie poświęcić wszystko. Czytały „Trylogię”, być może znały obrazy Grottgera, Matejki czy Kossaka i marzyły, że kiedyś same wezmą do ręki broń i powalczą o niepodległość. Za mundurem – panowie sznurem?

Agence Rol. Agence photographique 1920. - Bibliothèque nationale de France/Wikipedia | Domena publiczna
Członkinie Ochotniczej Legii Kobiet w okopach na stanowiskach strzeleckich.

11 listopada wspomina się głośno o Piłsudskim i Dmowskim. Nuci się „O mój rozmarynie” i „Przybyli ułani pod okienko”. Ale mało kto pamięta o Marii Wittek, Wandzie Gertz, Zofii Trzcińskiej-Kamińskiej, Helenie Bujwidównej, Zofii Plewińskiej, Elizie Ludwice Daszkiewiczównej, Leopoldynie Staweckiej i wielu innych kobietach, które walczyły o naszą wolność. Oto historie 3 z nich.
Czytaj także: Janka Lewandowska. Jedyna kobieta zamordowana w Katyniu


Wanda Gertz. Major Wojska Polskiego

Wikipedia | Domena publiczna
Wanda Gertz ps. Lena

Od dziecka marzyła o wojsku, więc podbierała starszemu bratu żołnierzyki. „Z nim to i z jego kolegą-rówieśnikiem bawiliśmy się stale w wojsko, a czasem w podróże lub Robinsona. (…) Gdy bawiliśmy się w Robinsona – byłam przeważnie Piętaszkiem, gdy bawiliśmy się w wojsko – rekrutem, gdyż w owym czasie było nie do pomyślenia, aby dziewczynka była żołnierzem” – wspominała. Te konwenanse miała jednak za nic.

Kiedy wybuchła wojna, wyrobiła sobie dokumenty na nazwisko: Kazimierz Żuchowicz. Ścięła włosy, uszyła spodnie i poszła zaciągnąć się do wojska. Podczas lekarskich oględzin musiała powiedzieć prawdę, ale – o dziwo – nie odesłano jej do domu. Trafiła na front, razem z 2. baterią haubic 1. Pułku Artylerii II Brygady Legionów. Kiedy jeden z kolegów – zauważając, że unika wspólnego mycia – zaczepił ją przewrotnie: „Sierżant sztabowy mówi, że jesteście przebraną kobietą i dlatego nie poszłyście na oględziny”, odparła: „O was mówi to samo”.
Czytaj także: Krystyna Skarbek. Ulubiony szpieg Churchilla, Bond w spódnicy, agentka doskonała

Była wywiadowcą i posłańcem. W 1918 r. porzuciła męskie nazwisko i zorganizowała we Lwowie bataliony Ochotniczej Legii Kobiet. Razem z 400 koleżankami walczyła o obronę tego miasta. W 1920 r. zasłużyła się w wojnie polsko – bolszewickiej i w walkach o Wilno.

Kiedy wybuchła II wojna światowa, 43-letnia wówczas Wanda walczyła w obronie Warszawy. Przyłączyła się do ZWZ i AK, była organizatorką i komendantką Oddziału AK „Dysk” (Dywersja i Sabotaż Kobiet). Po upadku powstania warszawskiego była jeńcem 3 obozów. Zmarła w Londynie w 1958 r. Odznaczono ją Krzyżem Srebrnym Orderu Wojennego Virtuti Militari i pięciokrotnie Krzyżem Walecznych. Dla wielu znajomych do końca życia pozostała majorem „Kazikiem”.

Agence Rol. Agence photographique 1920. - Bibliothèque nationale de France/Wikipedia | Domena publiczna
Aleksandra Zagórska (w tle) z kobietami z OLK obsługującymi karabin maszynowy Maxim.


Zofia Trzcińska – Kamińska. Legionistka i artystka

Zapisała się w historii jako rzeźbiarka i medalierka. Studiowała sztukę w Berlinie, Paryżu i Warszawie. Tam poznała swojego przyszłego męża Zygmunta Kamińskiego, malarza i twórcę wzoru godła RP. Zakochany pisał o niej tak:

Więc przede wszystkim piękny wzrost, dobra, mocna figura zdradzająca świetny stan znakomitego odżywiania od długiego szeregu pokoleń. Proporcjonalna do wzrostu głowa zwieńczona imponującą grzywą włosów. (…) Wyczuwało się w jej zachowaniu pewność siebie, bezwzględną odwagę, porywczość, prawdomówność posuniętą aż do zadziorności i górujące ponad wszystkim namiętne zaciekawienie życiem.

Kiedy wybuchła I wojna światowa, 24-letnia Zofia nie zamierzała czekać na męża w rodzinnym majątku. Ten w końcu odkrył prawdę, gdy zaniepokojony brakiem wiadomości od żony, zaczął poszukiwania. „Spotkało mnie zdarzenie, z którym nie bardzo wiedziałem jak mam sobie poradzić. Oto moja żona najniespodziewaniej zaciągnęła się we wrześniu 1915 roku w Lublinie do II Brygady Legionów Polskich i w pełnym rynsztunku wyruszyła na front bojowy wojny światowej”.
Czytaj także: Szymon Majewski: Mój patriotyzm, czyli coś o niepodległości

Na półtora miesiąca Zofia zamieniła się w Zygmunta Tarłę. Bez jasnych loków, w wysokich butach i męskim mundurze wyglądała całkiem… ułańsko. Raczej nikt nie domyślał się prawdy – dopóki nie wyjawił jej w końcu sam pan Kamiński. W trosce o żonę chciał ukryć ją przed niebezpieczeństwem i sprowadził na powrót do domu. Jej wyczyn był dla rodziny… haniebnym wygłupem.

Podczas okupacji hitlerowskiej Trzcińska-Kamińska zaangażowała się w konspirację i wstąpiła do III zakonu dominikańskiego, przyjmując imię Gertruda. Po wojnie dalej rozwijała artystyczne zdolności. Jej prace można podziwiać do dziś. To m.in. figura św. Józefa w kościele oo. dominikanów na warszawskim Służewie, pomnik T. Kościuszki w Poznaniu, Jutrzenka w Łazienkach Królewskich czy pomnik kard. Hlonda w archikatedrze św. Jana w Warszawie. Zmarła w 1977 r.


Leopoldyna Stawecka. Legionistka i serafitka

Zdjęcie pochodzi ze zbiorów Domu Generalnego Zgromadzenia Córek Matki Bożej Bolesnej Krakowie przy ulicy Łowieckiej 3/Wikipedia | Domena publiczna
Leopoldyna Stawecka w mundurze oficera Wojska Polskiego - Lwów 15 kwietnia 1919 r.

Nie miała łatwego startu. Ojciec – alkoholik rzadko przebywał w domu. „Trzeba było się ubrać w pancerz i rękawice rycerskie i (…) poza plecami ojca pracować nad podniesieniem naszego stanu psycho-fizycznego” – wspominała. Swoje wychowanie zawdzięczała więc matce, kobiecie bardzo pobożnej. Skończyła szkołę podstawową w Bochni, uczestniczyła w zajęciach Związku Strzeleckiego „Strzelec”. W 1914 r. rozpoczęła naukę w seminarium nauczycielskim, ale przerwała ją, by walczyć w obronie ojczyzny. Także i ona – w męskim przebraniu – wstąpiła do I Brygady Legionów Polskich. Niestety – szybko została ranna i na prośbę matki wróciła do domu.

W Bochni nie wytrzymała jednak długo. Pojechała do Krakowa, żeby skończyć kurs sanitariuszek, a następnie pracowała w szpitalu wojskowym. W 1916 r. znów wróciła do rodzinnego miasta, żeby opiekować się chorą matką. Tam czuwała nad legionistami leżącymi w austriackim szpitalu.

W 1918 r. założyła w Krakowie kobiecy oddział, złożony głównie ze studentek Uniwersytetu Jagiellońskiego i wyruszyła na pomoc obrońcom Lwowa. Nie pozwolono jej walczyć z mężczyznami, dlatego wstąpiła do organizacji mjr A. Zagórskiej, przekształconej później w Ochotniczą Legię Kobiet. Za udział w trudnych walkach otrzymała stopień podporucznika.
Czytaj także: Walerian Łukasiński – prawdziwy żołnierz, prawdziwy mężczyzna!

W 1920 r. przejęła dowodzenie Lwowską OLK. Następnie walczyła w obronie Wilna, awansując na stopień porucznika. W sierpniu – mimo kolejnej poważnej rany – uczestniczyła w operacjach osłaniających bitwę warszawską. Jeszcze w tym samym roku objęła dowództwo nad Legią Warszawską. Po raz ostatni walczyła zbrojnie w 1921 r.

W 1920 r. poślubiła starszego o 12 lat kpt. Józefa Popkowskiego, ale ta decyzja nie przysporzyła im szczęścia. Oboje szybko się sobą rozczarowali i rozstali. W 1924 r. stwierdzono nieważność ich małżeństwa. Jeszcze w 1922 r. Leopoldyna wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr Felicjanek, ale w związku z przedłużającymi się procedurami w sprawie unieważnienia małżeństwa, nie została dopuszczona do obłóczyn.

Zdjęcie pochodzi ze zbiorów Domu Generalnego Zgromadzenia Córek Matki Bożej Bolesnej Krakowie przy ulicy Łowieckiej 3/Wikipedia | Domena publiczna
Leopoldyna Stawecka (s. Maria Eligia) w habicie serafitek - ok. 1929 r.

Potem ponownie wybrała drogę zakonną i wstąpiła do Zgromadzenia Córek Matki Bożej Bolesnej. Jako s. Maria Eligia pracowała w domu dziecka w Oświęcimiu. Śluby wieczyste złożyła na łożu śmierci, zmagając się z gruźlicą. Zmarła w 1933 r. Pochowano ją z wojskowymi honorami.
Czytaj także: Mała Polka, która zakpiła z Hitlera, czyli Maria Kwaśniewska-Maleszewska

Źrodła: W. Gertz, Marzenia dziecięce (za: histmag.org), M. Cieślik, „Rzeźbiarka z niezwykłym życiorysem” (niedziela.pl), M. Pałaszewska „Życie nie oszczędziło jej krzyży. Zofia Trzcińska-Kamińska”, Stanisław M. Jankowski „Dziewczęta w maciejówkach”

...

Pamietajmy jednak ze zolnierza ktos musi urodzic nauczyc mowic. A ZEBY ON CHCIAL WALCZYC ZA OJCZYZNE TO MUSI BYC NAUCZONY MILOSCI!!! Naprawde aby odzyskac niepodleglosc kobiety nie musza strzelac! Ale te co byly w mundurach oczywiscie trzeba przedstawic i pamietac.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 89071
Przeczytał: 127 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 21:08, 19 Sie 2018    Temat postu:

Zakonnice ’44. Oddawały serce, zdrowie i życie. Siostry w Powstaniu Warszawskim Obraz Jacek Borkowicz | 12/08/2018
Udostępnij
„Miałyśmy piec piekarski - opowiada s. Andrzeja. - Zrobiłyśmy trzy ekipy, po osiem godzin każda. Piekłyśmy w dzień i w nocy. Żadnych okienek nie było, po prostu na podwórzu chleb się wydawało. Ludzie mówili: Bóg zapłać! Dziękujemy! Albo i nie mówili, tylko brali. I tak, póki tylko mogłyśmy, do ostatniej chwili”.
poro już napisano o powstańczych kapelanach, a przecież do codzienności walczącej Warszawy ’44 należały też, nieco zapomniane, siostry zakonne. Przetrwały one tam do końca Powstania Warszawskiego , dzieląc z innymi jego najtrudniejsze chwile . Ich wkład we wspólny wysiłek był może mniej efektowny od udziału żołnierzy AK, ale nie mniej heroiczny. I bardzo potrzebny.
Co najmniej kilkanaście żeńskich domów zakonnych na całe dwa miesiące przekształcono wtedy w polowe kuchnie, szpitale i schroniska. W każdym wypadku stało się to dobrowolną, suwerenną decyzją matek przełożonych.
Czytaj także: Kapelani Powstania Warszawskiego. Prawdziwi dobrzy pasterze
Bohaterskie siostry sakramentki
Tak było chociażby w przypadku sakramentek z Nowego Miasta. 9 sierpnia sędziwa podprzeorysza Roma Koperska, po wysłuchaniu w rozmównicy delegacji powstańczej służby zdrowia, oznajmiła w głębokim skupieniu: „Od 250 lat nie było precedensu, aby została złamana klauzura, która jest znamieniem naszego zakonu. Ale ta chwila dla Polski jest tak osobliwa, że zgadzam się”. Do klasztoru ewakuowano wówczas dwa szpitale.
Niemcy, skoro tylko zorientowali się, co się dzieje w klasztorze, natychmiast skierowali nań miotacze min, tzw. szafy. Od tej pory klasztor sakramentek był permanentnie niszczony. Siostry początkowo czuwały na dachach i strychach gasząc ogień, ale z czasem trzeba było, razem z rannymi, bezdomnymi i głodnymi, zejść do podziemi.
Przez ten cały okres nie ustawały w pracy. Miron Białoszewski w „Pamiętniku z powstania warszawskiego” wspomina: „Sakramentki się palą – mówiło się już odtąd codziennie. A sakramentki się paliły. I latały w welonach. I biły świnie i krowy. Codziennie. I rozdawały ludziom. I przyjmowały, i opatrywały u siebie ludzi. Coraz większe gromady. Tysiące”.
31 sierpnia z potwornym hukiem zawaliła się barokowa kopuła kościoła, grzebiąc pod sobą około tysiąca cywilów. Zginęło wtedy 35 opiekujących się nimi zakonnic . Ocalało zaledwie 11.
Urszulanki w ogniu Powstania
W kilku klasztorach siostry utworzyły ze swego grona patrole sanitariuszek , które wychodziły na ulice podczas walk, aby opatrywać powstańców, a także, jeśli się trafiło, rannych żołnierzy niemieckich. Urszulanki z ul. Księdza Siemca (dziś Wiślana) na Powiślu podzieliły się na pięcioosobowe ekipy.
Jedną z nich już 1 sierpnia, koło uniwersytetu, Niemcy ostrzelali i obrzucili granatami, gdy siostry usiłowały ściągnąć z ulicy rannego cywila. Zginęły wtedy cztery zakonnice-sanitariuszki , a kierująca patrolem siostra Jana Płaska została ciężko ranna. Tego samego dnia zginął też kapelan urszulanek, ks. Tadeusz Burzyński. Niemcy zastrzelili go, gdy na ulicznym bruku udzielał ostatniego namaszczenia umierającemu cywilowi.
Urszulański szpital polowy wyspecjalizował się w operacjach oczu dzięki siostrze Wojdo, która jeszcze przed złożeniem ślubów zakonnych pracowała jako wzięta chirurg-okulistka. „Ona miała swój pokój, bardzo prymitywny zresztą, ale robiła tam operacje” – wspomina s. Andrzeja (Maria Górska), której relację nagrało w 2006 r. Muzeum Powstania Warszawskiego.
„Niestety, bardzo często ludzie zostawali z jednym okiem. Pamiętam, była bardzo dzielna łączniczka. Siostra Wojdo schyla się i mówi: słuchaj, zostanie ci tylko jedno oko. A ona na to: jak to dobrze, że to jedno zostanie!”.
Czytaj także: Dziewczyny z Powstania: „Cechowała je niesamowita dzielność”
Siostry pieką i rozdają chleb. Na trzy zmiany
Dom urszulanek służył też całej okolicy jako piekarnia. Jeszcze przed wybuchem Powstania jeden z piekarzy ofiarował zakonnicom cały zapas mąki, z którego żyło potem pół Powiśla. „Miałyśmy piec piekarski” – opowiada s. Andrzeja. „Zrobiłyśmy trzy ekipy, po osiem godzin każda. Piekłyśmy w dzień i w nocy. Żadnych okienek nie było, po prostu na podwórzu chleb się wydawało. Ludzie mówili: Bóg zapłać! Dziękujemy! Albo i nie mówili, tylko brali. I tak, póki tylko mogłyśmy, do ostatniej chwili”.
Wszystko to działo się pod ciągłym ostrzałem, i to ze wszystkich stron, gdyż dom zakonny stanowił wysuniętą placówkę powstańczą. Jedyną drogą komunikacji był tunel, wykopany pod ulicą. Na początku września, po zbombardowaniu klasztoru, Niemcy przepędzili zakonnice, wraz ze szpitalem, na Wolę.
„Już było puste miasto. Już wiele trupów tylko leżało na ulicach” – wspomina s. Andrzeja. „Siostrę, która była ciężko bardzo ranna, miała kilkadziesiąt odłamków w swoim ciele, cała była zabandażowana,
niosłyśmy na krześle, przywiązaną, na ramionach . Wtedy Niemcy chcieli ją zastrzelić: po co wy się tak męczycie? My się strasznie przejęłyśmy. Zdjęłyśmy ją, nisko skryłyśmy między nas. Tak ją doniosłyśmy do Pruszkowa”.
Ta siostra przeżyła, służąc Bogu długie lata w zakonie. Zmarła dopiero na tydzień przed tym, zanim s. Andrzeja złożyła swoją relację. Kilka dni przed nią odeszła do Pana siostra Jana, raniona 1 sierpnia koło uniwersytetu.
Służba w Powstaniu: oczywisty chrześcijański obowiązek
Szpital polowy sióstr szarytek przy Tamce, niedaleko domu urszulanek, służył powstańcom i cywilom znacznie dłużej: ewakuowano go dopiero 27 września, na kilka dni przed zaprzestaniem walk.
Służba rannym i potrzebującym cywilom była tutaj traktowana jako oczywisty chrześcijański obowiązek, ale nie wszystkie domy zakonne zgodziły się na przyjęcie powstańców. Tak na przykład uczyniła przełożona klasztoru karmelitanek bosych na ulicy Wolskiej. Jej decyzja ocaliła zgromadzone tam kilkaset kobiet i dzieci.
Gdy 5 sierpnia, w dzień rozpoczynającej się rzezi Woli, do klasztoru weszli Niemcy, jedna z sióstr, znająca niemiecki, ryzykując własnym życiem stanowczo wyperswadowała oficerowi, iż obiekt ten nie jest placówką oporu. Niemcy rozstrzelali wtedy chroniących się tam cywilnych mężczyzn i chłopców, pozostałym darowali jednak życie.
Gdy w styczniu 1945 r. do ruin Warszawy zaczęli wracać jej byli mieszkańcy, siostry znalazły się w pierwszych, pionierskich szeregach . Prawie wszystkie domy zakonne leżały w gruzach i trzeba je było od podstaw odbudować – także rękami samych zakonnic. Dziś, spacerując wiślaną skarpą i patrząc na barokowe szczyty sakramentek albo szarytek, trudno w to uwierzyć.

...

Kościół dzielił los narodu.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Religia,Polityka,Gospodarka Strona Główna -> Wybić się na Niepodległość! / Powstanie to ofiarny stos ... Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
cbx v1.2 // Theme created by Sopel & Programy