Forum Religia,Polityka,Gospodarka Strona Główna
Szczęście

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Religia,Polityka,Gospodarka Strona Główna -> Wiedza i Nauka / Co się kryje we wnętrzu człowieka.
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 79228
Przeczytał: 165 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 16:43, 25 Lip 2017    Temat postu: Szczęście

RMF 24
Fakty
Nauka
Szczęście na 16 sposobów
Szczęście na 16 sposobów

Dzisiaj, 25 lipca (12:12)

Według uczonych z Weill Cornell Medicine, odczuwanie przez nas szczęścia ma pozytywny wpływ na nasz system immunologiczny i może złagodzić stany zapalne. Naukowcy wyróżnili też 16 rodzajów szczęścia, a także udowodnili, że negatywne emocje nie muszą pogarszać naszego stanu zdrowia.
Zdjęcie ilustracyjne
/Bartłomiej Zborowski /PAP


Jak twierdzi główny autor badań Anthony Ong, istnieje wiele rodzajów szczęścia i doświadczenie różnych stanów emocjonalnych może zmniejszyć podatność na choroby.

Naukowcy wyróżnili 16 rodzajów szczęścia:

Entuzjazm

Zainteresowanie

Determinacja

Podekscytowanie

Rozbawienie

Inspiracja

Gotowość

Aktywność

Moc, wytrzymałość

Duma

Troskliwość

Szczęście

Relaks

Wesołość

Beztroska

Spokój

Dodatkowo, naukowcy zajęli się też negatywnymi uczuciami. Stwierdzili, że odczuwanie negatywnych emocji wcale nie pogłębia chorób, które mogą być hamowane przez te pozytywne. To nowość w porównaniu z poprzednimi badaniami, które mówiły, że odczuwanie negatywnych emocji ma wpływ na rozwój stanów zapalnych i chorób.

Badania były przeprowadzone na 175 osobach w wieku od 40 do 65 lat. Opierały się na analizie pamiętników. Każda z osób pod koniec dnia określała stopień doświadczania pozytywnych emocji. Uczestnicy oceniali też emocje negatywne, takie jak zdenerwowanie, niepokój, wstyd, rozpacz, czy stres. Po 6 miesiącach naukowcy pobrali próbki krwi i oceniali stan zdrowia.

(ag)
Bogdan Frymorgen

...

Szczescie generalnie jest dobre Smile


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 79228
Przeczytał: 165 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 13:58, 11 Sie 2017    Temat postu:

Szymon Majewski: Mój syn pije!
Szymon Majewski | Kwi 28, 2017

Komentuj

0

Udostępnij    

Komentuj

0
 




Czyli mój pierwszy powrót „na rauszu”.


T
ak długo byłem w harcerstwie, że musiałem się w pewnym momencie „odharcerzyć”. Miałem już dziewiętnaście lat i w końcówce liceum zacząłem wirować towarzysko.

Na drodze to pełnego „zbaciarzenia” stała jednak moja Mama! Oj, niewinny ci ja byłem, jak jakiś łabądek. Jak tylko impreza zaczynała toczyć z górki i budziły się demony, Szymek brał nogi za pas albo strategicznie unikał alkoholu.

Mama kochała mnie bezkrytycznie, bezstresowo i nadwrażliwie. Miała gołębie serce, które po rozwodzie jeszcze się nadwątliło, pracowała ciężko w służbie zdrowia – i jak z tym wszystkim miałby synuś pójść imprezowym szlakiem! Nigdy! Wystarczyło, że się nie uczyłem…

Do dziś, a stuknie mi już w czerwcu okrągła pięćdziesiątka mam na swoim koncie dwa upicia się: jedno w okolicach dwudziestki, drugie pięć lat później! I to tyle! Więcej grzechów nie pamiętam…

Nie dawało rady. Nawet dzieci moich nie opiłem z teściem jak należało, a namawiał bardzo.

Prawdą jest, że alkoholu nie lubię. Niech nikt mi nie mówi, że wódka jest pyszna (znam takich), wina to dla mnie jakieś „kwasigruchy”, po piwie chce się spać. Cenię sobie odlot wewnętrzny wynikający z mojej energii i chęci zabawy. Cóż, a może po prostu siedzi we mnie wciąż ten skaut?
Czytaj także: Szymon Majewski: Wszystkie słoiki mojej Mamy

I tak zresztą w związku z tym, że śmigam w szołbiznesie ciągle jeszcze jestem podejrzewany o bycie zakładnikiem różnych substancji.

I ta moja Mama!!!

Kochani, jak ja miałem się upijać, gdy w domu czekała na mnie wylękniona mama i reagowała nadwrażliwie, jak się spóźniałem nawet o trzy minuty. A jak raz przyszedłem do domu „zawiany”, „na cyku”, „na rauszu” i po zajrzeniu do kieliszka, to do dziś pamiętam Mamy reakcję!

Zresztą, co to było za napicie się?! Jakieś dwa lub trzy kieliszki paździerzowego wina z Rafałem i Tulczykiem! Ot, co.

Pamiętam ten dzień, stanąłem w przedpokoju, musiałem mieć coś w oczach albo raczej mój oddech przedarł się z przedpokoju do kuchni i zaniepokoił Mamę. Moje ciało próbowało przyjść mi na ratunek i pilnowało chwiejnie swoich granic. Mama wysunęła głowę z kuchni, spojrzała na mnie, po czym cofnęła się, usiadła na krzesełku chowając twarz w ręce i powiedziała:

– Mój syn pije.

Koniec! To był wyrok! Wolałbym, żeby w moją stronę poleciała ścierka, wałek albo weki ze śliwkami.

– Mój syn pije.

To brzmiało jak diagnoza choroby alkoholowej w ostatnim „mysim” już stadium.

To była cała moja Mama, kochająco-katastrofizująca. Pamiętam, że potem starałem się z reguły nie narażać jej na „załamania kuchenne” i wybiegać te mikre procenty, zanim wróciłem do domu…

...

Tez nie lubie alkoholu jako takiego. Musi miec smak. Np. miód pitny czy wina. Zupelnie nie rozumiem picia czystej... To chyba tylko do szybkiego urżnięcia się... Jesli cos jest pite TYLKO dla przyjemnosci to musi miec smak. A juz ,,alkoholowe szczescie" to jest obled... Przyjemnosc wymaga kontroli rozumu.

A obecnie mamy sierpien czyli zacheta do abstynencji zwlaszcza za alkoholikow.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 79228
Przeczytał: 165 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 2:19, 25 Wrz 2017    Temat postu:

Krótka instrukcja radosnego chrześcijańskiego życia
Iwona Jabłońska | Wrz 24, 2017
Michael Dam/Unsplash | CC0
Komentuj

Udostępnij
Komentuj

Za oknem coraz bardziej ponuro, żegnamy lato, sezon urlopowy w większości przypadków już za nami, za to sezon przeziębień w pełni. Można powiedzieć, że coraz mniej powodów do radości. Ale czy na pewno?


P
ismo Święte jest prawdziwą skarbnicą fragmentów, które temu zaprzeczają. Ten tekst piszę też dla siebie, żeby nie zapominać o wdzięczności i o tym, że radość tak na prawdę jest moim codziennym wyborem. Poniżej krótka instrukcja radosnego chrześcijańskiego życia.


Szukaj radości w Bogu

Nie bądźcie przygnębieni, gdyż radość w Panu jest waszą ostoją (Neh 8,10b).

Może spotkaliście się z przekonaniem, że katolik to ten, który musi być smutnym pokutnikiem. Nic bardziej mylnego. Jesteśmy wezwani do tego, żeby nie poddawać się przygnębieniu i nieść radość tam, gdzie jesteśmy posłani – w naszych rodzinach, miejscach pracy, wśród przyjaciół i „nieprzyjaciół”.


Uwierz w Boże obietnice

Płacz nadchodzi wieczorem, a rankiem — okrzyki radości (Ps 30,6b).

Pismo Święte obfituje w Boże obietnice, które nigdy nie pozostają bez pokrycia. Kolokwialnie rzecz ujmując, Pan Bóg zapewnia, że po każdej burzy wychodzi słońce. Płacz wieczorem to tylko przenośnia. Po okresie smutku, który zdarza się każdemu na skutek różnych trudności, przychodzi czas radości. Warto zapamiętać ten fragment i wracać do niego, kiedy nie wszystko układa się tak, jakbyśmy tego chcieli.


Czytaj Biblię

Ilekroć otrzymywałem Twoje słowa, chłonąłem je, a Twoje słowo stawało się dla mnie rozkoszą i radością serca mego (Jer 15,16).

Słowo Boże ma ogromną moc! Nie raz doświadczyłam tego o czym mówi Jeremiasz i śmiało mogę się pod tym podpisać. Wraz z mężem należymy do wspólnoty i wiele razy na naszą liturgię słowa chodziłam z „milionem” pytań do Pana, z jakimiś trudnościami, które odbierały mi radość. Wtedy działy się wielkie rzeczy! Czytano słowo, które odpowiadało na moje wątpliwości, które stawało się pocieszeniem i wreszcie „rozkoszą i radością serca mego”. Warto więc wziąć czasem do ręki Biblię i tego zakosztować.


Ufaj Bogu

Za pełną radość poczytujcie sobie, bracia moi, ilekroć spadają na was różne doświadczenia (Jakub 1,2).

Jak się radować, kiedy dowiadujemy się o ciężkiej chorobie, o zdradzie, utracie pracy czy innych okolicznościach, które nie sprzyjają euforii? Naturalnie przeżywamy zawód, smutek.
Przez ten fragment Bóg mówi jednak konkretnie: mamy się radować z różnych doświadczeń, czyli nie tylko wtedy, gdy wszystko jest ok.

Myślę, że chodzi tu bardziej o ufność w Bożą pomoc i Jego doskonały plan. Wszyscy zapewne znamy odpowiedź archanioła Gabriela na wątpliwości Maryi podczas zwiastowania. Zapewnia Ją, że „dla Boga nie ma nic niemożliwego„. No właśnie, stąd nawołanie do nadziei w Bogu, która jest źródłem radości, bo On może przemienić każdą trudność w dobro.
Czytaj także: Franciszek: Chrześcijaninowi, który nie byłby radosny, czegoś brakuje, albo nie jest on chrześcijaninem


Ciesz się z tego, co robisz!

Dalej więc! W weselu chleb swój spożywaj i w radości pij swoje wino. Już bowiem Bóg przyjął twe czyny (Koh 9,7).

Pan Bóg stawia przed nami pewne wyzwania. Nieraz może widzimy, że posługuje się nami, żeby dotrzeć do kogoś, kto Go potrzebuje, a być może Go nie zna. Można pomyśleć, że tu trzeba zachować pokorę. Owszem trzeba, ale pokora nie ma nic wspólnego z brakiem radości z powodu dokonanych czynów.

Postawa pokorna w tym przypadku to świadomość tego, że wielkość naszych czynów nie jest naszą zasługą. To dzieło Pana, który wybiera nas i uzdalnia do pewnych rzeczy. Jedyne, co nasze, to „fiat” na Jego wezwanie. Nie przeszkadza to jednak w tym, aby radować się z faktu, że możemy mieć udział w dziele zbawienia drugiego człowieka.
Czytaj także: 60 powodów do szczęścia – sprawdź, czy umiesz cieszyć się drobnymi radościami


Uśmiechnij się do Boga

Radujcie się zawsze w Panu; jeszcze raz powtarzam: radujcie się! (Flp, 4,4).

Nie wiem, Drogi Czytelniku, w jakiej sytuacji jesteś dziś. Czy przepełnia Cię radość? Jeśli tak, to pięknie! Zanieś ją dalej, tyle osób tego potrzebuje. Jeśli jednak jesteś dziś z różnych przyczyn smutny, wiedz, że każde z powyższych słów Bóg kieruje bezpośrednio do Ciebie. Zatem nie pozostaje Ci nic innego, jak uśmiechnąć się teraz do Niego i zrobić pierwszy, malutki kroczek ku swojemu uzdrowieniu.
Raduj się, kto może!

...

Radosc ma wynikac ze swiadomosci Boga a nie z pieniedzy rzeczy czy powodzenia. Nie ma zadnej lepszej przyczyny niz Bóg!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 79228
Przeczytał: 165 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 17:31, 30 Paź 2017    Temat postu:

Ks. „Malina” Maliński: Nie musi się nic zdarzyć, żebyś był szczęśliwy. Ale musisz wyjść z siebie
Katarzyna Matusz-Braniecka | 28/10/2017

YouTube
Udostępnij
Komentuj

Drukuj

O te dwie rzeczy możemy się modlić. O to, żeby wiedzieć jaka jest wola Boża i jak wejść w harmonię, współpracę z wolą Bożą. Wtedy dochodzimy do przepięknych rzeczy.

Katarzyna Matusz-Braniecka: Powodem naszej rozmowy stał się Księdza audiobook „O szczęściu, prościej się nie da”. Zatem, co jest niezbędne, aby być szczęśliwym?

Ks. Mirosław Maliński „Malina”*: Arystoteles twierdził, że szczęście pojawia się w działaniu. I dodawał, że są to działania podejmowane zgodnie z cnotą, tak to nazywał. Z cnotą, czyli jakimś sensem, który wydobywa dobro. Np. cnotą miecza jest jego ostrość, cnotą statku jest bezpieczeństwo i szybkość, cnotą żołnierza jest odwaga. I to jest mi bardzo bliskie. To poczucie sensownego działania, podejmowanie sensownego działania, które już daje szczęście.



Czy możemy powiedzieć, że każdy jest odpowiedzialny za własne szczęście?

Inaczej byśmy powiedzieli, że każdy jest kowalem własnego losu. W pewnym sensie tak, ale okazuje się, że stajemy się bezsilni wobec wielu sytuacji życiowych. Jesteśmy bezsilni, gdy odchodzą nasi bliscy, stajemy się bezsilni wobec naszych różnych stanów. Ktoś, kto zmaga się z uzależnieniem staje się bezsilny wobec tego uzależnienia. I wydaje mi się, że taki stan bezsilności jest nam też potrzebny, żeby dojść do szczęścia.
Czytaj także: Nick Vujicic: Nie musisz być ideałem, żeby znaleźć miłość



Bezsilność przynosi dobro?

Mogę być bezsilny wobec wielu wydarzeń czy sytuacji. Mogę być bezsilny, ale nie muszę być bezradny. Mogę sobie poradzić. Mam do wyniesienia wielki tapczan z domu i próbuję go udźwignąć. Nie jestem w stanie. Ale mogę zaprosić tych ludzi, którzy mieszkają ze mną i powiedzieć – słuchajcie, wyniesiemy razem ten tapczan, pomóżcie mi. I spokojnie wynosimy. Mimo, że sam jestem bezsilny.

Taki stan bezsilności jest dla mnie korzystny, ponieważ wtedy odkrywam, że są inni ludzie dookoła mnie, a czasami odkrywam, że muszę się zwrócić do jakiejś Siły Wyższej.



W jaki sposób opisałby Ksiądz szczęście?

Szczęście wiąże się z życiem dla… dla kogoś, życiem zgodnym z miłością. Miłość to taki stosunek do drugiego człowieka, który jest nakierowany na dobro. A największym dobrem drugiego człowieka jest jego rozwój.

Jeśli mogę zrobić coś dla drugiego człowieka, żeby on się rozwinął, to wtedy też pojawia się szczęście, satysfakcja. A to jest możliwe, gdy pojawiają się dwa czynniki miłości: jeden to afirmacja, spora afirmacja, a drugi czynnik to stawianie granic i wymagań.

Jest jeszcze jeden czynnik, który wydaje mi się bardzo ważny. To czynnik, który pochodzi od Siły Wyższej, jakkolwiek ją nazywamy. To pogoda ducha, która pozwala mi godzić się z moim życiem, moim losem, historią mojego życia, postępowaniem innych ludzi, zachowaniem innych ludzi. Daje to pewną wolność, a nawet trochę dystansu.



Często słyszymy, żeby żyć „tu i teraz”. Co to znaczy?

Inaczej się nie da. Przyszłość i przeszłość nie należą do nas. Do nas należy ta jedna chwila, która jest obecnie. Próba skoncentrowania się na tej chwili, która jest obecnie, sądzę, że jest w życiu czymś niezwykle ważnym i przede wszystkim prawdziwym.

Gdy zapytano Jana Pawła II, jakie jest najważniejsze zdanie z Pisma Świętego, odpowiedział: „Poznacie prawdę, a prawda Was wyzwoli”. Dobrze byłoby przyjąć taką prawdę, że w zasadzie jest tylko tu i teraz. I wtedy jestem w stanie żyć w sposób skoncentrowany.



Jednak żyjemy w świecie, który bardzo nas rozprasza. Co z tym zrobić?

Jeśli nie jestem skupiony, skoncentrowany, to znaczy, że nie wiem wokół czego życie się toczy i to jest trudna sytuacja życiowa. Potrzebujemy wyższego, większego celu, który nie zniknie nagle.

Podam przykład, znam kobietę, która walczyła 6 lat z rakiem. Wszystko było podporządkowane tej walce, przyszły wyniki, wszystko było dobrze, a ona popadła w depresję, zniknął sens jej życia.



Jak być szczęśliwym na co dzień?

My, chrześcijanie jesteśmy powołani do pewnej prostoty życia, to się wiąże z tym skoncentrowaniem. I to wiąże się z czymś bardzo praktycznym – jak uwierzyć, że nie musi się nic zdarzyć, żebym ja mógł być szczęśliwy, że to szczęście to jest moje podejście do świata.

We mnie może być ciemność, rozpacz, lęki, a ja muszę wyjść z siebie, muszę zanurzyć się w Boga. Zostałem stworzony na obraz i podobieństwo Boga. I tu jest ważne pytanie – jaki obraz Boga noszę w sobie? Od tego, jaki obraz Boga mam w sobie, zależy całe moje życie, ponieważ będę siebie kształtował na Jego obraz i podobieństwo.
Czytaj także: Recepta na szczęśliwe małżeństwo od błogosławionych Marii i Ludwika Quattrocchich



I pada pytanie – kim jest dla Ciebie Bóg?

I ktoś odpowiada – Bóg jest moim najlepszym przyjacielem, który zawsze mnie wysłuchuje, w każdej chwili jest gotów ze mną rozmawiać. No dobrze – pytam – ile czasu spędziłeś dzisiaj ze swoim przyjacielem? Skoro jest gotów cały czas cię słuchać, to o czym mu dziś opowiedziałeś? I słyszę – ksiądz się czepia, dziwne pytania ksiądz zadaje.

Okazuje się, że jedną rzeczą jest obraz deklaratywny, a drugą faktyczny obraz, który mamy. Warto zadać sobie pytanie – czy ja naprawdę spotkałem dobrego Boga? Czy spotkałem Boga, który naprawdę troszczy się o mnie? Czy ja naprawdę wierzę w to, że On za mnie oddał swoje życie? Czy wiem, że jest niezwykle troskliwy, że ta miłość nie ma granic?



Jeśli uwierzymy, że Bóg to nasz przyjaciel, to co się stanie?

O te dwie rzeczy możemy się modlić. O to, żeby wiedzieć jaka jest wola Boża i jak wejść w harmonię, współpracę z wolą Bożą. Prosić Boga o siłę, żeby wypełnić Jego wolę. I wtedy dochodzimy do przepięknych rzeczy.

Nie muszę wiedzieć, jak inni ludzie mają żyć, co się ma wydarzyć. Wchodzę w spokojną afirmację świata, spokojną zgodę na swój los, na życie. Wszystko nabiera sensu.







O niezwykłej Pani Wandzie, o tym co najcenniejszego możesz dać drugiemu człowiekowi. Dlaczego warto być „na zewnątrz”. I kiedy masz szansę, aby stać się szczęśliwym. Posłuchacie na audiobooku ks. Mirosława Malińskiego – „O szczęściu, prościej się nie da” wydanym przez RTCK.

* Ks. Mirosław Maliński, „Malina”, wieloletni duszpasterz akademicki. W młodości mieszkał we wspólnocie w Taize. Prowadzi Centralny Ośrodek Duszpasterstwa Akademickiego „Maciejówka”, założyciel portalu 2ryby.pl, znany z internetowych „Kazań ponad czasowych” i słynnych kursów przedmałżeńskich. Autor wielu książek. Na co dzień mieszka i żyje ze studentami.

...

Bez Boga szczescie nie jest mozliwe.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 79228
Przeczytał: 165 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 10:44, 28 Lis 2017    Temat postu:

Co sprawia, że jesteśmy szczęśliwi? 3 dobre sposoby na zły dzień
Caryn Rivadeneira i Aleksandra Kawa | 28/11/2017
Ivan Solis/Stocksy United
Komentuj


Udostępnij
Komentuj


Najnowsze badania wykazały, że niektóre osoby mają gen, który pozytywnie wpływa na poziom odczuwanego przez nich szczęścia. Jeżeli jednak do nich nie należysz, to jeszcze nie powód, aby przez całe życie pozostać nieszczęśliwą.


J
eżeli chodzi o koncepcję szczęścia, to zawsze zgadzałam się z twórcą serii komiksów „Fistaszki”, Charlesem Schulzem. Opisywał on szczęście jako „ciepłego szczeniaczka”. Uważam, że obraz ten idealnie odzwierciedla prawdziwe znaczenie tego pojęcia, ponieważ łączy dwa najważniejsze aspekty szczęścia, tj. radości podskakującego i podekscytowanego szczeniaka, który jest gotowy do zabawy oraz satysfakcji, gdy po męczącym dniu czworonożny przyjaciel układa ci się na kolanach. Schulz zwraca jednak uwagę na ulotność szczęścia – pies jest szczeniakiem tylko przez kilka miesięcy.

Pomimo inspirujących słów, siebie samego Schulz nie uważał za szczęśliwego człowieka. – Nie wydaje mi się, abym kiedykolwiek mógł być szczęśliwy – miał powiedzieć do żony.
Czytaj także: Od problemów finansowych do codziennej radości. 3 proste drogi do szczęścia


Szczęście w teorii i praktyce

Nie jest niczym niezwykłym, że artyści wiele poświęcają dla sztuki. Jednak trudno uwierzyć, że ktoś, kto tak dobrze rozumiał pojęcie szczęścia i sam dostarczył go wielu osobom, borykał się z takimi problemami.

Zainteresowałam się tą sprawą i zajrzałam do najnowszych badań dotyczących szczęścia. Natknęłam się na bardzo intrygującą hipotezę. Co, jeżeli nie wszyscy jesteśmy tak samo szczęśliwi, ponieważ nie zostało nam to „zapisane” w genach? Czy możliwe jest, że radość i szczęście mogą być wrodzone? Co, jeżeli Schulz nie był szczęśliwy, ponieważ nie miał do tego genetycznych predyspozycji?

Odczuwanie szczęścia i innych pozytywnych emocji dobrze wpływa na serce, wzmacnia system odpornościowy, pomaga walczyć ze stresem i chorobami, łagodzi ból oraz wydłuża życie.
Czytaj także: Daj się wzruszyć! 7 świątecznych reklam, które warto zobaczyć


Szczęście zapisane w genach?

Znalazłam badanie, które zdaje się potwierdzać te hipotezy. Po obserwacji niemalże 300 000 ludzi oraz po przeprowadzeniu na nich odpowiednich badań, naukowcom udało się wyizolować gen, który wpływa na sposób, w jaki ludzie doświadczają szczęścia i dobrego samopoczucia, podobnie zresztą, jak i depresji.

„Jesteśmy teraz pewni, że geny mają wpływ na poziom odczuwanego szczęścia” – mówi autor badania, Meike Bartels, profesor genetyki Wolnego Uniwersytetu w Amsterdamie – Vrije Universiteit Amsterdam.

Wyniki te otwierają drogę do przeprowadzenia kolejnych ważnych badań, dotyczących walki z depresją. Mogą pomóc także nam wszystkim.
Czytaj także: Trzy nieoczywiste postanowienia, które uratują twój Adwent. To już za tydzień!


Szczęście a wychowanie

Zanim jednak zaczniemy obwiniać geny za ciągłe narzekanie, pamiętajmy, że to nie wszystko! Bartels sugeruje, że na nasze samopoczucie ma wpływ zarówno natura, jak i wychowanie: „Za to, w jaki sposób doświadczamy szczęścia do pewnego stopnia odpowiedzialne jest bez wątpienia także środowisko, w którym się wychowujemy”.

Niektórzy eksperci są zdania, że szczęście to tylko i wyłącznie nasz wybór. Musimy codziennie do niego sami dążyć, nawet jeśli samo poczucie dobrostanu wydaje się ulotne.



Mimo że prawdopodobnie nigdy nie dowiem się, czy jestem genetycznie uwarunkowana do bycia szczęśliwą, to jednak nie wszystko stracone. Wystarczy, że będę cieszyła się z najdrobniejszych wesołych chwil w moim życiu.

Radość, szczęście i pozytywne nastawienie są niezmiernie ważne, ponieważ ich odczuwanie dobrze wpływa na serce, wzmacnia system odpornościowy, pomaga walczyć ze stresem i chorobami, łagodzi ból oraz wydłuża życie.

Podobne wnioski wysunął polski psycholog prof. Janusz Czapiński, który dogłębnie badał temat szczęścia:

Ludzie szczęśliwsi efektywniej od mniej szczęśliwych zabiegają o poprawę warunków bytowania, mogą zwiększać swoje dochody lub minimalizować stres życiowy – mówi profesor.

Jedyne, co musimy zrobić, to pomóc sobie znaleźć tego „wesołego szczeniaczka” w codziennym życiu.
Czytaj także: Siła pozytywnego myślenia, czyli jak przestać się zamartwiać


Podstawa to radośni, szczęśliwi przyjaciele

Gdy byliśmy dziećmi, mamy zawsze ostrzegały nas, aby dobrze dobierać sobie przyjaciół. Ta sama zasada dotyczy dorosłego życia. Autorka i redaktorka książek dla dzieci Carla Barnhill, która w amerykańskim programie telewizyjnym „Twin Cities Live” udziela „rad dotyczących wszystkiego, zaczynając od ślubnej etykiety, poprzez przyjaźń, aż do problemów w pracy”, komentuje:

Ludzie pozytywnie nastawieni do życia przyciągają innych pozytywnych ludzi, jak i wydarzenia. Można to określić swojego rodzaju samospełniającą się przepowiednią. Radośni ludzie łatwo odnajdują siebie nawzajem, a takie znajomości mają ogromny wpływ na jakość życia.

Jeżeli więc ktoś poszukuje szczęścia, warto przyjrzeć się otaczającym nas ludziom i środowisku. Czy nasi przyjaciele sprawiają, że czujemy się dobrze? Czy są raczej powodem naszego złego samopoczucia? Niekoniecznie musimy od razu pozbywać się wszystkich negatywnych znajomych, ale warto przekonać się, którzy ludzie w naszym życiu utrudniają nam osiągnięcie szczęścia.
Czytaj także: Jak sobie radzić z toksycznymi ludźmi – przykład św. Tereski


Rozchmurz się

Szczęście to twoja decyzja. Nawet jeżeli jesteś genetycznie uwarunkowana do bycia szczęśliwą, to i tak odnalezienie radości i dobra w życiu oraz skupienie na nich swojej uwagi ostatecznie leży w twoich rękach – mówi Barnhill.

Istnieje wiele prostych sposobów na podjęcie decyzji i świadome szukanie szczęścia. Nawet w najsmutniejszych momentach można dostrzec cień radości. Wystarczy tylko być bardzo uważnym.

Jednym z najlepszych sposobów jest uchwycenie piękna. Dosłownie, poprzez zrobienie zdjęcia lub zapisanie radosnej chwili, której doświadczyliśmy w ciągu dnia.

Chwile te mogą być najróżniejsze, zaczynając od widoku małej dziewczynki, która biegnie, aby uściskać swoją babcię, aż po wynotowanie pięknie napisanego zdania z książki, którą właśnie czytamy. To może być też dostrzeżenie malowniczego ułożenia chmur na niebie albo posłuchanie muzyki w letni wieczór. Cokolwiek nas urzeknie, zanotujmy to. Gdy nastrój się pogorszy, po prostu spójrzmy na swoją listę niezapomnianych, bo zauważonych i zanotowanych chwil.

Nie musimy jednak bezczynnie czekać, aż coś radosnego się wydarzy. Sami możemy stworzyć takie chwile. Ruch i aktywność, która sprawia, że serce bije szybciej ma pozytywny wpływ na duszę. Zacznij słuchać radosnej dominikańskiej muzyki merengue. Jej rytm sam porywa do tańca. Może nawet sprawi, że zapiszesz się na kurs tańca? Możliwości są nieskończone.
Czytaj także: Jola Szymańska: Krótki poradnik jak obrócić kryzys na lepszą stronę


Idź w stronę śmiechu

Idąc podobnym tokiem myślenia jak Barnhill, zaprzyjaźnienie się z zabawnymi ludźmi również może pomóc. Nawet oglądanie śmiesznych filmów na YouTube’ie może mieć na nas dobry wpływ.

Śmiech to zdecydowanie najlepsze lekarstwo dla duszy, która potrzebuje trochę pozytywnej energii. Gdy życie wydaje się zbyt poważne, trudne lub smutne, warto poszukać czegoś zabawnego wokół nas.

Powinniśmy zwracać uwagę na te osoby albo te rzeczy, które sprawiają, że się uśmiechamy. Nieważne czy jest to długo- czy krótkotrwałe szczęście. Badania potwierdzają, że śmiech, który zwiększa dopływ tlenu oraz wspomaga wytwarzanie endorfin, obniża poziom stresu, łagodzi napięcie i wspomaga nasz system odpornościowy. Warto pamiętać słowa prof. Czapińskiego:

Szczęśliwym nie tylko chce się bardziej, ale także więcej mogą, ponieważ szerzej patrzą, mądrzej myślą i mają lepszy kontakt ze swoim ciałem.

Już samo to powinno sprawić, że będziemy chcieli być szczęśliwsi.

...

Szczescie jest mylone z fizycznym odczuwaniem radosci stad mowienie o genach co jest absurdem bo to stan ducha.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 79228
Przeczytał: 165 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 11:09, 10 Sty 2018    Temat postu:

Co sprawia, że czujesz, że żyjesz? Spełnij te marzenia!
Katarzyna Wyszyńska | 10/01/2018

Pexels | CC0
Udostępnij





Komentuj

Drukuj

Od miesiąca jesteśmy po drugiej stronie globu, na nieco szalonej, ale fantastycznej wyprawie. Traktuję to jako prezent z samej „góry”, bo jeszcze trzy miesiące temu nie planowaliśmy tej wyprawy.

O czym marzysz, w skrytości swego serca? Liczą się zarówno te małe, jak i te wielkie rzeczy, byle szczerze i uczciwie je przed sobą nazwać. Nowy rok sprzyja tworzeniu postanowień, ale nie chodzi mi o coś wymyślonego na siłę. Pytam o to, co przyspiesza bicie Twego serca, co sprawia, że czujesz, że żyjesz?

Nie ma złych lub dobrych odpowiedzi. Może to szybkie samochody, a może górskie szlaki? Może lot balonem, a może miłość życia? Co by to nie było, ważne, żeby… było.


Uważaj na pułapki

Swoją listę „gdyby nic mnie nie ograniczało, chciałabym…” zrobiłam w liceum i przez ubiegłe lata wiele punktów stało się już dla mnie nieatrakcyjnych. Niektóre mogłam wykreślić bez żalu, inne czasem dopisuję. Mam tam między innymi nauczenie się szycia na maszynie, kurs tańca i podróże, podróże i jeszcze raz podróże. Zamiast znaczków czy kamieni, uwielbiam kolekcjonować doświadczenia i wspomnienia.

Wszystkie wielkie plany na niezapomniane przygody odeszły na dalszy tor, gdy zaszłam w pierwszą ciążę.

A po niej w dwie kolejne. Gdy jest się na przemian w stanie błogosławionym lub z małym dzieckiem, i to kilka lat z rzędu… Sami wiecie. Marzenia, szczególnie te kosmiczne, wydają się wtedy równie kosmicznie odległe. Po cichu i prawie niezauważalnie wpadamy w pułapkę.

Zaczynamy widzieć małżeństwo i dzieci przez pryzmat tego, jak bardzo ograniczają, a nie tego, co wnoszą w nasze życie. Stąd już prosta droga do rozczarowania, a na dłuższą metę zgorzknienia – niczym jad węża (skądś go przecież znamy…), trucizna sączona w najbliższe i przecież wciąż najcenniejsze relacje.
Czytaj także: Pozwól sobie na marzenia


Naucz się czekać

Nie ułatwiają sprawy modne i poniekąd słuszne hasła „żyj chwilą”, „liczy się tylko tu i teraz”. O nie! Oprócz tego, parafrazując klasyka, „ważne są także te dni, których jeszcze nie znamy”. Gdy urodziłam pierwsze dziecko, miałam wrażenie, że już NIGDY nie wyjdę z domu.

Jednak w końcu wyszłam, a nawet okazało się, że po roku jestem bardziej na bieżąco z repertuarem kinowym, niż wiele moich znajomych (dzięki seansom dla mam z niemowlakami, serdecznie polecam!). Nie pomaga też Facebook – ta ułuda idealnego świata, w którym zdaje się wszyscy, oprócz nas, wylatują na cudowne wakacje pod palmami, gdzie zawsze świeci słońce, a ich idealnie czyste i uśmiechnięte dzieci chętnie pozują do zdjęć.

A ja?! Ja NIGDY nie pojadę do Indii, bo nie chcę zarazić dzieci wstrętnym pasożytem, bo oszczędzamy kasę (a nie jesteśmy w tym zbyt dobrzy), bo wyprawa z progeniturą to takie wyzwanie, bo… Wpisz tu każdą inną wymówkę, choćby najbardziej realną.
Czytaj także: Samotność w domu pełnym miłości, śmiechu i ludzi


Odważ się pragnąć

A teraz wszystkie te wymówki skreśl. Odważ się i przepisz to jeszcze raz, tym razem inaczej. Jeszcze wyjdę z domu. Jeszcze polecę do Indii. Jeszcze napiszę książkę. Jestem tego pewna, bo doświadczam na własnej skórze, że to możliwe. Choćby teraz, będąc prawie 9 tysięcy kilometrów od domu. Dzieci śpią w pokoju obok, a ja piszę o tym, że Pan Bóg jest dobry!

Nie odziedziczyliśmy fortuny, nie odkładaliśmy przez wiele lat. Nie zrobiliśmy nic i zarazem robimy wszystko cały czas – ciężko pracujemy na co dzień, żyjąc naszą czasem słodką, czasem gorzką rutyną. Za to nie przestajemy pragnąć więcej. I od miesiąca jesteśmy po drugiej stronie globu, na nieco szalonej, ale fantastycznej wyprawie. Traktuję to jako prezent z samej „góry”, bo jeszcze trzy miesiące temu nie planowaliśmy tej wyprawy. Po prostu dostaliśmy zaproszenie od starych znajomych, mieszkających za granicą, by spędzić razem z nimi święta.

Mieliśmy zapewniony nocleg, a lot pokryły punkty z mil lotniczych. Tym sposobem największe marzenie mojego męża – rodzinna podróż za ocean – właśnie trwa, a ja zobaczyłam dwa miejsca z kategorii „must see przed śmiercią”.

Do tego przez „przypadek” załatwiliśmy też kilka mniejszych marzeń. Na przykład, gdy okazało się, że na trasie, którą jechaliśmy, znajduje się obserwatorium, dzięki czemu przez teleskop zobaczyliśmy inną planetę – kolejny punkt z listy, i wiele innych, naszych małych-wielkich cudów.


Spójrz w niebo

Najważniejsze w całej tej wyprawie jest jednak coś innego. To cudowne uczucie, że Bóg zna moje serce i troszczy się, by mi dać nawet te małe, głupie z pozoru prezenty. On chce, bym miała swoją listę, choćby po to, by mógł ją zrealizować i pokazać mi tym samym, jak bardzo Mu na mnie zależy.

Na koniec fragment homilii papieża Franciszka z uroczystości Trzech Króli:

„Zobaczyć gwiazdę. To jest punkt wyjścia. Możemy zadać sobie pytanie: ale dlaczego tylko Mędrcy zobaczyli gwiazdę? Może dlatego, że niewielu ludzi spojrzało w niebo. Często bowiem w życiu zadowalamy się patrzeniem w ziemię: wystarczy zdrowie, trochę pieniędzy i nieco rozrywki. I zastanawiam się: czy nadal potrafimy patrzeć w niebo? Czy potrafimy marzyć, pragnąć Boga, czekać na Jego nowość albo też pozwalamy ponieść się życiu, jak sucha gałąź wiatrowi? Mędrcy nie zadowalali się wegetowaniem, dryfowaniem. Wyczuli, że aby żyć naprawdę, potrzebny jest cel wzniosły i dlatego trzeba wznieść głowę do góry”.

...

Nie mozna miec wszystkiego zaplanowanego na 100% w zyciu!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 79228
Przeczytał: 165 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 9:29, 18 Sty 2018    Temat postu:

Instagramowe szczęście – ile prawdy jest w naszych zdjęciach?
Agata Sulińska | 18/01/2018

ian dooley/Unsplash | CC0
Udostępnij 0 Komentuj 0
Ile razy patrząc na wrzucone do sieci zdjęcia znajomych pomyśleliście, jakież to oni mają wspaniałe życie? Przypuszczam, że wiele. Nic dziwnego. Szczęście wymalowane na twarzy, urokliwe miejsca dają obraz ideału, do którego każdy w jakimś stopniu dąży.

Słoneczna Teneryfa. Uśmiechnięta Justyna w gustownej niebieskiej bluzce pozuje do zdjęcia. Świetnie wygląda – myślę sobie i klikam dalej. Na Facebooku przeglądam jej nowe fotki z urlopu. Robię to z czystej ciekawości. Od miesięcy nie miałyśmy ze sobą kontaktu. Chciałam zerknąć, co u niej. Zwracam uwagę na dopisek: w cudownym nastroju z użytkownikiem (imię i nazwisko jej chłopaka). Kolejna moja myśl: jest szczęśliwa. Kilka tygodni później dowiedziałam się, że ma depresję.



Szczęście na Facebooku i Instagramie
Ile razy patrząc na wrzucone do sieci zdjęcia znajomych pomyśleliście, jakież to oni mają wspaniałe życie? Przypuszczam, że wiele. Nic dziwnego. Szczęście wymalowane na twarzy, urokliwe miejsce, ładne stroje, dają obraz pewnego ideału, do którego każdy w jakimś stopniu dąży.

Niestety, często dajemy się na to zwyczajnie nabrać. Okazuje się, że rzeczywistość właścicieli owych fotek, wcale nie jest taka kolorowa. Dlaczego więc cykają je na potęgę i chwalą się nimi? A bo łatwiej jest wykreować nowy, lepszy świat, niż mierzyć się z problemami tego prawdziwego.

Miło dostawać lajki, pozytywne komentarze. Po prostu fajnie jest być fajniejszym, niż się jest. Niestety, to wciąż tylko internet. Komórkę czy komputer w końcu trzeba odłożyć, a wtedy rozgrywa się dramat. Tak jak u Justyny. Kiedy się z nią spotkałam, zobaczyłam bardzo smutną, przygnębioną osobę.

Walczy z chorobą. Jest na silnych lekach. Zapytałam o jej urlop. Usłyszałam, że to był najgorszy wyjazd w jej życiu. Co z tymi wszystkimi pięknymi zdjęciami, które wstawiła na Facebooka? Cóż… Może to też jakaś forma terapii.

Czytaj także: Pokaż mi swojego Instagrama. A powiem Ci, czy masz depresję


Sukcesy z butelką wina w tle
Ponad 100 tysięcy obserwujących, mnóstwo komentarzy i udostępnień. Louise Delage, dzięki swoim pięknym fotkom i ciekawym wpisom zyskała dużą popularność w Instagramowym świecie. Internetowi „przyjaciele” zachwycali się jej urodą, stylem, zawodowymi oraz prywatnymi sukcesami.

Dawali upust swoim emocjom wstawiając „lajka” pod każdym nowym zdjęciem. I może nie byłoby nic w tym złego, gdyby nie fakt, że wielu umknął pewien szczegół. Oto Louise na jednej z fotek siedzi z rodziną przy obiedzie, obok niej kieliszek wina. Taki rodzinny klimacik. Kolejna fotka, dziewczyna wygrzewa się na plaży i popija w kubeczku piwo. Pełna kulturka, dobry relaks.

Idźmy dalej, ta sama osoba uśmiechnięta na statku z puszeczką procentowego napoju. Każdy jej obrazek ma element wspólny: alkohol. Jak się okazuje, Louise Delage w rzeczywistości nie istnieje. To fikcyjny profil na Instagramie. Stworzony na zlecenie Addict Aide, która walczy między innymi z uzależnieniem od alkoholu. Akcja ma zwracać uwagę na to, jak często w mediach społecznościowych zupełnie nie zauważamy problemów innych.

Zamiast tego zachwycamy się zdjęciami alkoholiczki, która opanowała funkcje Photoshopa do perfekcji. W jej sielankowe życie uwierzyło wielu.

Czytaj także: W Nowym Roku instagramowe filtry zamieniam na… bezinteresowność i autentyzm


Zdjęcia jedno, życie drugie
Zdjęciami można manipulować, nie od dziś wiadomo. Dobrze zestawione, zliftingowane, dają taki efekt, jaki chcemy osiągnąć. Jeśli zamierzamy udowodnić światu i sobie, że mamy cudowne, beztroskie życie, a nasz wygląd jest bez zastrzeżeń, ba, często bez skazy – w mediach społecznościowych sukces mamy murowany.

Tylko życie jest życiem. Konfrontacja z innymi twarzą w twarz jest nieunikniona. Prędzej czy później nasze problemy, zmartwienia, troski ujrzą światło dzienne. I nie chodzi o to, żeby wrzucać do sieci zdjęcia kipiące grozą czy bijące po oczach ludzkim dramatem. Tylko jaki ma sens usilne zaklinanie rzeczywistości? Może lepiej zrobić coś, co tę rzeczywistość faktycznie odmieni na lepsze?

Wyrazy uznania dla wszystkich (a jest ich na szczęście wielu) użytkowników Instagrama i Facebooka, których fotka prawdę Ci powie.

...

Wazne aby nie rpbic sobie fikcyjnego swiata pseudoszczescia opartego najczesciej na pokazowce dla innych...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 79228
Przeczytał: 165 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 12:18, 21 Sty 2018    Temat postu:

FOR HER

DOBRE ŻYCIE
Czym jest szczęście i co Ci daje w życiu radość?
Beata Tarasiuk | 21/01/2018

JoelValve/Unsplash | CC0
Udostępnij 1 Komentuj 0
Szczęście nie jest żadną tajemnicą ani ukrytą prawdą dostępną tylko dla nielicznych. To codzienne wybory.

Oszczęściu napisano już tyle książek, że ciężko je wszystkie zliczyć. Od zarania dziejów ludzie próbują odpowiedzieć na jedno, bardzo ważne pytanie: „Jak być szczęśliwym?”.

Szukamy odpowiedzi w mądrych książkach, poradnikach, horoskopach, filmach, a nawet u buddyjskich mnichów. Wydajemy słone pieniądze na sesje u coachów, próbujemy znaleźć szczęście w rzeczach materialnych.

Tymczasem odpowiedź jest dużo prostsza, niż mogłoby się wydać.



Szczęście, czyli wybór
Szczęście nie jest żadną tajemnicą ani ukrytą prawdą dostępną tylko dla nielicznych. Szczęście to wybory, których dokonujesz każdego dnia. To kwestia tego, jak widzisz dany dzień i jak przyjmujesz to, co Cię spotyka.

To TY jesteś osobą odpowiedzialną za swoje szczęście i ani twoi rodzice, ani praca, ani chłopak, ani przyjaciółka nie są w stanie Cię uszczęśliwić. Dopóki Ty sama nie odnajdziesz szczęścia w sobie, nikt inny tego za Ciebie nie zrobi.
Proste, co? Brzmi jak banał, ale czy rzeczywiście tak jest?



Wbrew schematom
Przez wiele lat żyłam w przekonaniu, że na szczęście muszę zapracować. Że najpierw muszę dobrze zdać maturę, skończyć studia, później znaleźć dobrze płatną pracę i chłopaka. Najlepiej jeszcze wyjść za mąż i urodzić trójkę dzieci. Wszystko szło zgodnie z planem. Skończyłam studia, dostałam fajną pracę w korpo i znalazłam jeszcze fajniejszego chłopaka. Ale czy byłam szczęśliwa?

No, nie do końca… I problem nie leżał w studiach, pracy czy moim chłopaku. Problem tkwił w tym, że żyłam utartymi schematami i nie miałam odwagi iść własną drogą. Ciągle próbowałam sprostać oczekiwaniom rodziny czy znajomych. A tymczasem okazało się, że moje pragnienia zupełnie nie pokrywają się z tym, co narzuca mi środowisko.

Wiedziałam, że żeby znów być szczęśliwą, muszę dokonać radykalnych zmian, ale nie miałam na to ani odwagi, ani ochoty. Bo zmiany to nie jest wcale taka prosta sprawa. To niepewność związana z tym, co będzie później, to nieustanne wychodzenie poza strefę komfortu, to narażenie się na krytykę, ale przede wszystkim, setki pytań, na które nie znasz odpowiedzi.
A czy nie prościej jest siedzieć na kanapie i czekać na ten właściwy moment, wmawiając sobie, że kiedyś na pewno będziemy odważniejsi, mądrzejsi lub bogatsi?



Wygórowane oczekiwania
Na drodze do mojego szczęścia stal jeszcze jeden ważny problem, chyba najważniejszy – zupełnie nie potrafiłam docenić tego, co mam. Zamiast skupiać się na tym, co posiadam, poświęcałam moją uwagę na rzeczy, których jeszcze mi brakuje.

Miałam dobrą pracę, ale rozglądałam się za kolejną, jeszcze lepiej płatną. Moja szafa była wypchana po brzegi ubraniami, ale zawsze znalazło się coś, co mogłabym jeszcze dokupić, to samo tyczyło się kosmetyków.

Miałam całkiem fajny pokój w jednej z najlepszych lokalizacji w Krakowie, ale kiedy coraz więcej znajomych brało kredyty na mieszkania, ja też zaczęłam rozglądać się za własnym kątem, nawet nie myśląc o tym, czy rzeczywiście tego chcę. Jeździłam kilka razy w roku na wakacje, ale zamiast to docenić, chciałam jeździć coraz częściej i coraz dalej.

Tak więc żyłam w sidłach moich wygórowanych oczekiwań, zadręczając innych, ale przede wszystkim siebie. Naprawdę wiele sytuacji musiało się w moim życiu wydarzyć, żebym zrozumiała, że ta postawa prowadzi mnie donikąd.
Od jakiegoś czasu bardzo usilnie pracuję nad moim sposobem myślenia i uważam, że zrobiłam milowy krok naprzód. Bardzo pomogło mi zrobienie listy rzeczy, które sprawiają mi radość. Nagle okazało się, że jest ich mnóstwo, i co więcej – większość z nich jest dostępna na wyciągnięcie ręki.

Polecam Ci zrobienie podobnej listy. W końcu tak wiele mówimy o tym, co nas denerwuje, a tak mało o tym, co sprawia nam radość. Najwyższa pora, żeby to zmienić!



Szczęście to…
Szczęście to dobra książka.

Filiżanka espresso o poranku.

To szum morza.

Spotkanie z przyjaciółmi.

Czerwona szminka.

Karmelowe latte.

To mieć się do kogo przytulić.

Świeżo zerwane kwiaty.

Widok kołyszących się palm na wietrze.

Sukienka z falbankami.

Uśmiech przechodnia.

Leżenie godzinami na hamaku.

Spacery z aparatem w dłoni.

Kolorowe liście jesienią.

Widok Bieszczad.

Tańczenie boso na łące.

Umiejętność przyznania się do błędów.

Lekcja jogi.

Woda kokosowa.

Rozmowa z rodziną przez Skype’a, kiedy jesteś na drugim końcu świata.

Pogodzenie się z porażką.

Roczna wiza do Australii.

Dawanie prezentów.

Pójście spać bez ustawiania budzika.

Zapach świeżo upieczonego chleba.

Gorąca czekolada.

Śpiew ptaków o poranku.

Pieczenie szarlotki.

Radość z sukcesów innych.

Słuchanie godzinami ulubionej piosenki.

Czas na modlitwę i medytację.

Oczekiwanie na pierwszą gwiazdkę w Wigilię.

Dzielenie się z innymi.

Kolory zachodzącego słońca.

Górska wspinaczka.

Próbowanie nowych smaków.

Inspirujące spotkanie.


Możesz doszukiwać się rzeczy, których Ci jeszcze brakuje, mówić, że jeśli będziesz miała męża, dziecko, lepsze ubrania, więcej pieniędzy to będziesz szczęśliwsza. Możesz też wybrać celebrowanie każdego dnia, cieszyć się z najmniejszych rzeczy, postawić czas ponad pieniądze. Żyć tu i teraz.

...


Szczescie to dobro a to mozna wybrac nawet w obozie koncentracyjnym jak Maksymilian.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 79228
Przeczytał: 165 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 17:01, 22 Sty 2018    Temat postu:

być radosnym? 3 wskazówki od najszczęśliwszej kobiety na świecie
Sophia Swinford | 22/01/2018

Soulpancake via Facebook | Fair Use
Udostępnij 28 Komentuj 0
Ta niezwykła kobieta dzieli się tym, jak odnajdywać radość w codzienności.

Czy szczęście można zbadać? Soul pancake, grupa medialna, która promuje pozytywne i inspirujące wiadomości udowadnia, że tak. Prowadzony przez nią projekt Science of Happiness ma na celu przeanalizować kwestię szczęścia w sposób naukowy.

We wszystkich przeprowadzonych do tej pory badaniach i ankietach w sposób szczególny wyróżniła się pewna kobieta, osiągając wynik, który czyni ją „prawdopodobnie najszczęśliwszą kobietą wszystkich czasów”.

Co sprawia, że jest tak szczęśliwa? Oto trzy sposoby, które pozwalają jej odnaleźć radość w życiu codziennym.



1. Bądź wdzięczny
Codziennie rano dziękuje Bogu za to, że dane było jej się obudzić, że właśnie otrzymała kolejny dzień. Potem, jak mówi, dziękuje Mu za wodę, za mydło, za pastę do zębów, za jedzenie.

Czasem budzimy się z myślą: Dzisiaj to już naprawdę nie dam rady, ale powinniśmy umieć dostrzec, że naprawdę jesteśmy błogosławieni – stwierdziła.


2. Bądź pomocny i usłużny
W naszym życiu codziennym służenie innym nie sprowadza się do jakichś nadzwyczajnych akcji. Jest nie tyle zaplanowanym działaniem, co postawą serca.

Kiedy już się pomodlę, mówię Bogu tylko: Ok, Boże, co mogę dzisiaj dla Ciebie zrobić? I komu mogę pomóc?


3. Bądź jak dziecko
Kreskówki, dodaje znienacka, są jej zdaniem niezbędne do szczęścia. Wzbudzanie w sobie ducha prostoty i dziecięctwa jeszcze przed rozpoczęciem dnia pomaga jej w pokoju oczekiwać odpowiedzi od Boga na zadane pytania.

Czasem to małe rzeczy zmieniają wszystko. Jeśli budzisz się przytłoczony i niezadowolony, spróbuj wprowadzić pokój i prostotę do porannej rutyny.

Zamiast od razu sprawdzać telefon i odpowiadać na maile, pomyśl przez chwilę o tym, za co jesteś lub możesz być wdzięczny.
Obejrzenie kreskówki też nie zaszkodzi!

...

Warto badac to zagadnienie.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Religia,Polityka,Gospodarka Strona Główna -> Wiedza i Nauka / Co się kryje we wnętrzu człowieka. Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
cbx v1.2 // Theme created by Sopel & Programy