Forum Religia,Polityka,Gospodarka Strona Główna
Pokora.

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Religia,Polityka,Gospodarka Strona Główna -> Wiedza i Nauka / Co się kryje we wnętrzu człowieka.
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 85703
Przeczytał: 194 tematy

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 12:56, 06 Lip 2017    Temat postu: Pokora.

Jola Szymańska: Pokora – wygodnictwo czy dowód na życiową mądrość?
Jola Szymańska | Lip 06, 2017

fot. Marek Straszewski
Udostępnij
Komentuj

Drukuj

Psycholodzy ogłosili, że ludzi inteligentnych cechuje intelektualna pokora. Czy to nie wygodne stanowisko?

„Wie, że nic nie wie? I to wszystko? Dosyć wygodne stanowisko” – odpowiada na sokratesowskie „Wiem, że nic nie wiem” bohater jednej z piosenek Jerzego Wasowskiego. Często ją sobie nucę. Ubrany w mundur Krzysztof Wakuliński śpiewa kolejne wersy z rozbrajającą wyższością i wielkim, wewnętrznym „phi!”.

Podczas dumnego refrenu zwykle wybucham śmiechem, ale gdyby rzeczywiście wejść w podobną polemikę, można by powołać się na spory argument. Ostatnio do greckiego filozofa przyłączyli się bowiem amerykańscy psychologowie.
Czytaj także: 10 cech inteligencji… duchowej
Uczciwa analiza argumentów

Według ich badań, pokora intelektualna to ważna cecha ludzi inteligentnych i… dobrych. Polega na wewnętrznej zgodzie na błąd i własną omylność.

To dzięki niej człowiek jest w stanie rozmawiać, a nie tylko komunikować. Umożliwia ona rzetelną analizę argumentów, dzieki której w zderzeniu poglądów i oczekiwań, pokorni wygrywają wolność wewnętrzną i życie w zgodzie z samodzielnie wybranym systemem wartości. Nie dają się zmanipulować pozorom, pytają za to o głębszy sens.


Drobne kłótnie

Ma to także odbicie w ich relacjach. Dzięki pokorze nie oceniamy książki po okładce, a człowieka wyłącznie po jego poglądach. I mniej się kłócimy.

„Kłótnie z przyjaciółmi, małżonkami i współpracownikami dotyczą często trywialnych spraw, w których jesteśmy przekonani, że nasz pogląd na świat jest poprawny, a ich poglądy są złe”, podkreśla prof. Mark Leary, który stał na czele badań. Osoby świadome tego, że mogą się mylić, nie popełniają tego błędu.
Czytaj także: „Jak ktoś nie ma dystansu do siebie, to ja czuję siarkę”. 80. urodziny o. Kłoczowskiego


Erystyczna świadomość

Skoro zatem dowiedziono naukowo, że zarozumiałości i arogancji powinniśmy się wstydzić, możemy odetchnąć z ulgą. A jednak… pojęcie pokory (a także nie do końca analogicznej skromności) niejednemu z nas wyrządziło krzywdę.

W dużej mierze dlatego, że je przeakcentowano. Miały być odpowiedzią chrześcijan na blichtr, pychę i egocentryzm świeckiego świata, ale jak każda skrajność – okazywały się często ślepą przesadą.

O ironio, na ratunek przychodzi nam właśnie pokora intelektualna. Skuteczny lek na uproszczenia, nie tylko ideowe. To dzięki niej przetwarzamy zebrane informacje, weryfikujemy je ze stanem własnej wiedzy, konfrontujemy z osobistymi przekonaniami i… dochodzimy do wniosków, które mogą być inne, niż oczekiwane.

Na przyjęciu takiej możności polega właśnie prawdziwa i wartościowa pokora.


Trzy typy uczciwych osób

Pokorę intelektualną, a nawet filozoficzno-duchową, ciekawie ujął w książce „Noc ognia” Eric-Emmanuel Schmitt. Na przykładzie pytań o istnienie Boga wyróżnił trzy typy uczciwych osób: „Wierzący, który mówi: Nie wiem, ale wierzę, że tak, ateista, który mówi: Nie wiem, ale uważam że nie, i obojętny, który mówi: Nie wiem i guzik mnie to obchodzi”.

To, co wiem, nie jest tym, w co wierzę. A to, w co wierzę, nigdy nie stanie się tym, co wiem – Eric-Emmanuel Schmitt, Noc ognia

Pisarz pyta, kiedy pomyliła nam się wiedza z wiarą i od kiedy jesteśmy pewni absolutnie wszystkiego, przy okazji zwracając uwagę na drobny, a kluczowy detal. Na uczciwość, bez której żadna pokora nie ma sensu.

Uczciwy człowiek zawsze dopuszcza możliwość swojego błędu. Uczciwe spojrzenie na drugiego nigdy nie jest jednoznaczne. Uczciwa przyjaźń z kolei nie wymaga ani pochlebstw, ani jednomyślności.


Sens, prawda i inne nudne słowa

Takie postawienie sprawy wymaga pokory, o której trudno mówić bez odwagi. W końcu zawsze może się okazać, że jesteśmy w błędzie. A wtedy… tym, których celem dyskusji jest zwycięstwo w dyskusji, może być przykro.

Za to Ci, którzy szukają Prawdy, za każdym razem zbliżą się do celu. I nie staną się raczej bohaterami żadnej parodii.

...

Na Uczelniach sa załamani jak to uslysza bo pokory to akurat tam brak... I MĄDROŚCI! Nie ma madrosci bez pokory. Istotnie nikt nie wymysli lepiej niz Sokrates najwiekszy filozof Starozytnosci.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 85703
Przeczytał: 194 tematy

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 14:32, 13 Wrz 2017    Temat postu:

RMF 24
Fakty
Nauka
Nie mów dziecku, że jest mądre
Nie mów dziecku, że jest mądre

Dzisiaj, 13 września (12:30)

Dzieci, które chwali się, mówiąc, że są mądre, czy też mają opiniĘ mądrych, częściej oszukują - twierdzą na łamach czasopisma "Psychological Science" naukowcy z Kanady, USA i Chin. Wyniki ich badań pokazują, że tego typu pochwały zwiększają u dzieci wrażenie presji i skłaniają je do nieuczciwych zachowań. Zdaniem autorów pracy, chwaląc dziecko lepiej koncentrować się na jego konkretnym osiągnięciu, mówić, że świetnie sobie poradziło i nie uogólniać. Wtedy zachowuje zdrową motywację do wysiłku.
zdj. ilustracyjne
/ Andrew Matthews /PAP/EPA

Zdaniem szefa grupy badaczy, prof. Kanga Lee z Ontario Institute for Studies in Education przy University of Toronto choć pochwała jest jedną z najczęściej używanych wobec dzieci form nagrody, jej nieprawidłowe stosowanie może przynieść więcej szkody, niż pożytku. Chwalenie dzieci w nieprawidłowy sposób skłania je do nieuczciwości - twierdzi Lee.

Opisany eksperyment prowadzono w grupie przedszkolaków w wieku 3 i 5 lat, którym zaproponowano zgadywankę. Dzieci, które osiągały dobre wyniki chwalono na dwa różne sposoby. Mówiono im, że są mądre albo mówiono im, że znakomicie się tym razem sprawiły. W drugiej części eksperymentu te same dzieci kontynuowały zabawę, ale już bez obecności badaczy. Naukowcy poprosili je tylko, by nie oszukiwały i nie podglądały odpowiedzi. Nagrania wykonane ukrytą kamerą pokazały, że dzieci chwalone za to, że są mądre częściej potem oszukiwały, niż te chwalone za konkretny sukces. I dotyczyło to zarówno trzy- jak i pięciolatków. Doświadczenie to potwierdziło wcześniejsze obserwacje tych samych autorów, którzy na łamach czasopisma "Developmental Science" pisali, że skłonność do oszukiwania zwiększa u dzieci uwaga o tym, że "uważa się je za mądre".

Proces chwalenia jest bardziej skomplikowany, niż się wydaje - mówi prof. Lee - Pochwała zdolności dziecka sugeruje, że dane zachowanie wynika z jego stałych cech, na przykład dużych zdolności. To co innego, niż pochwała samego sukcesu czy starań, które do niego doprowadziły.

Kiedy dzieci słyszą opinię, że są mądre, czują potem presję, by sprostać oczekiwaniom innych nawet za cenę oszukiwania - tłumaczy współautorka pracy, prof. Li Zhao z Hangzhou Normal University. Pochwała dotycząca tylko konkretnego sukcesu dziecka nie sugeruje, że zawsze oczekuje się od niego podobnych osiągnięć, nie nakłada nadmiernej presji i nie przynosi niekorzystnych skutków.

Zdaniem profesora Lee, te obserwacje powinny dać do myślenia nam, dorosłym. Chcemy motywować dzieci, sprawiać, że będą myślały o sobie dobrze - podkreśla Lee - Musimy jednak nauczyć się chwalić je w odpowiedni sposób, za konkretne zachowania, wtedy pochwały przyniosą korzystne skutki.
Grzegorz Jasiński

...

Dziecko moze wpasc w samouwielbienie. Pokora to jest podstawa!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 85703
Przeczytał: 194 tematy

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 22:38, 17 Wrz 2017    Temat postu:

Przerywasz innym, gdy mówią? Nie możesz się skupić? Posłuchaj rad św. Benedykta
Michael Rennier | Wrz 17, 2017
AFP Photo
Komentuj


Udostępnij
Komentuj


Idealne rady dla tych, którzy dyskutują o drażliwych kwestiach podczas spotkań twarzą w twarz lub w internecie.


C
zy macie czasem poczucie podczas rozmowy, że tak naprawdę toczycie z interlokutorem dwie konwersacje? Nawet rozmawiając z przyjaciółmi zdarza mi się wyłącznie czekać na dogodną chwilę, by rozpocząć nowy temat i móc nieco „popłynąć” w swojej opowieści.

Innymi słowy, zainteresowany wyłącznie własnym przekazem, nie zwracam uwagi na to, co mówią do mnie inni ludzie. Jest jeszcze gorzej, gdy rozmawiam z osobami postronnymi czy dyskutuję z kimś na sporny temat. W takich sytuacjach mówimy „sobie”, a nie ze sobą, a dodatkowym obciążeniem w dyskusji są nasze uprzedzenia.

Jak lepiej koncentrować się, jak być bardziej uważnym po to, aby móc z otwartym umysłem okazywać więcej zainteresowania dla opinii i obaw naszych rozmówców?
Czytaj także: Klucz do udanej rozmowy, czyli krótki poradnik nie tylko dla nieśmiałych


Słuchaj

Św. Benedykt zadawał sobie dokładnie te same pytania. Starał się przecież stworzyć środowisko ułatwiające skupienie, pełne pokoju i prawdziwie rodzinne dla sporej grupy mnichów, o skrajnie różnych charakterach, którzy wstąpiwszy do klasztoru borykali się z różnego rodzaju problemami życia wspólnotowego. „Regułę życia” napisaną dla mnichów założonego przez siebie klasztoru, św. Benedykt tak naprawdę zaczyna właśnie od tego tematu.

Oto pierwsze słowo Reguły św. Benedykta: Słuchaj.

Święty pisze:

Słuchaj i nakłoń ucho swego serca.

Przed rozpoczęciem rozmowy czy jakiegokolwiek działania, zanim otworzymy usta czy zakaszemy rękawy, powinniśmy móc w spokoju zasłuchać się.

Możemy posłuchać innych, poprosić o radę lub też usłyszeć słowa, które okażą się dla nas ważne, choć niewygodne. Możemy także wsłuchać się w głos Boga, wyciszyć się wewnętrznie, rozważyć wszelkie możliwe rozwiązania danej sytuacji lub po prostu przespać się przed podjęciem jakiejś przełomowej decyzji.
Czytaj także: Chcesz lepiej rozumieć bliskich? Zostań żyrafą!


Rezygnacja w własnego ego

Tak naprawdę słuchanie jest ofiarowaniem sobie czasu na słyszenie w konkretny sposób, w duchu otwartości, oddając się tej czynności całkowicie, czyli właśnie jak pisze święty Benedykt, „nakłaniając ucho serca”.

Jest to kapitalna rada; ponieważ wokół nas piętrzą się przeszkody, musimy w sposób świadomy radzić sobie z nimi. Na przykład, kiedy piszę teraz te słowa, słucham muzyki na swoim komputerze, sprawdzam telefon, czy ktoś nie napisał mi SMS-a i przełączam się na skrzynkę mailową (no dobrze, wszystko właśnie pozamykałem!). Nawet w trakcie rozmowy z przyjacielem odczuwam przemożną pokusę dyskretnego zerknięcia na ekran telefonu – a nuż otrzymałem nową wiadomość?

Uwaga nasza jest rozpraszana dwadzieścia cztery godziny na dobę. Niestety, nawet wówczas, gdy uda nam się w pełni skoncentrować na rozmowie, może się zdarzyć, że usłyszymy słowa, które nie do końca będą się nam podobać, jak choćby przedstawiające inny od naszego punkt widzenia.
Czytaj także: Jola Szymańska: Rozmawiać jak Jezus? Krótki przewodnik


Postawa otwartości

Może też pojawić się w naszym sercu przekonanie, że musimy robić to, co do nas należy, nawet jeśli nie przyniesie to nam wymiernych korzyści. Dlatego właśnie św. Benedykt wspomina o wsłuchiwaniu się „z posłuszeństwem”. W kontekście życia monastycznego, autor „Reguły życia”, podkreśla wagę słuchania „Ojca”. Innymi słowy, pierwszym istotnym krokiem jest rezygnacja z własnego ego.

Kiedy zapomnimy o własnym ego, poświęcenie się drugiemu człowiekowi całym sercem oznacza nie tylko koncentrację na tych, którzy zasłużyli na nasz szacunek, lecz także generalną postawę otwartości. Św. Benedykt radzi swoim mnichom, aby w momentach, kiedy stoją przed istotną dla nich decyzją, spotkali się z innymi:

Niechaj opat zwoła całą wspólnotę… Wszystkich należy wzywać na radę, gdyż Pan często właśnie komuś młodszemu objawia to, co jest lepsze.

Nie osądzajcie autora pomysłu. Św. Benedykt radził wysłuchiwać nawet osoby spoza danej wspólnoty, zauważając:

Gdy rozumnie i z pokorną miłością coś zgani lub coś zaproponuje, niechaj opat rozważy starannie jego słowa, bo może Pan przysłał go właśnie w tym celu.

Powyższe rady winienem sam wziąć do serca – muszę przecież uważniej słuchać i eliminować to, co mnie dekoncentruje, aby w pełni rozpoznać kolejny krok, który mam w życiu postawić. Zastosowanie się do tych rad będzie z pewnością z korzyścią dla wielu, którzy angażują się w debatę publiczną na temat spraw trudnych, drażliwych. Czyż nie byłoby dobrze, żebyśmy wszyscy przestali wyłącznie wypowiadać swoje kwestie, a zaczęli prowadzić ze sobą dialog, który wymaga wsłuchiwania się w to, co mamy sobie nawzajem do powiedzenia?

Nie wiemy, czy udałoby się zmienić myślenie innych lub wypracować trwałe kompromisy, jednak nawet przy braku natychmiastowych rezultatów naszych działań będziemy mieli przynajmniej poczucie wysłuchania siebie nawzajem, być może po raz pierwszy.
Czytaj także: Czy da się budować dialog w podzielonym społeczeństwie?

Artykuł został opublikowany w angielskiej wersji portalu Aleteia

..

Wlasnie to jest pokora a nie jak ludzie mysla ponizanie sie.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 85703
Przeczytał: 194 tematy

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 22:01, 22 Gru 2017    Temat postu:

Jak pokochać samego siebie? Św. Augustyn to wiedział!
Jola Szymańska | 20/12/2017
Joshua Earle / Unsplash
Komentuj



Udostępnij




Komentuj



„Pokorą” łatwo usprawiedliwić brak aktywności, wycofanie, lęki, zamknięcie i nieśmiałość. Bardzo to wygodne i miłe – cicho i niepozornie zniknąć. Tylko czy takie podejście ma cokolwiek wspólnego z chrześcijańską pokorą?


W
ostatnim tygodniu Adwentu mamy dla Was cytat św. Augustyna. Ojca Kościoła, Doktora Kościoła i człowieka, którego nawrócenie szokuje wielu współczesnych chrześcijan. Nie był typem „pobożnego młodzieńca”, żył tak jak podpowiadał mu rozum i ludzka natura.

Kiedy spotkał Boga, nie od razu całkowicie się Mu poświęcił. W końcu jednak jako 32-latek przyjął chrzest, przestał myśleć o małżeństwie, zrezygnował z naukowych zaszczytów i rozpoczął życie ascety. 10 lat później zaczął spisywać „Wyznania”.

Kto kocha siebie a nie Boga, nie kocha siebie. Kto natomiast kocha Boga a nie siebie, siebie kocha – św. Augustyn.


Czytaj także: Czy św. Augustyn mógłby pisać teksty do piosenek disco polo?

Św. Augustyn doświadczył przeróżnych rodzajów miłości, po czym stwierdził, że miłość do siebie samego musi wypływać z miłości do Boga. To mogłoby brzmieć dziwnie gdyby nie fakt, że on naprawdę wiedział, o czym mówi. Zresztą, dla osób wierzących pierwsza część jego wypowiedzi może być jasna – skupienie na własnej wspaniałości nie jest prawdziwą miłością, zbudowaną na prawdzie i wolności. Ale czy drugie zdanie nie wytrąca nas trochę z dobrego samopoczucia?
Święty stwierdził „kto kocha Boga, a nie siebie, siebie kocha”. Jak można jednocześnie kochać i nie kochać siebie samego?
Waga na wdzięczność

W myśleniu o sobie często chodzi o akcenty. To nie ja jestem przyczyną swoich zalet czy wad. Do mnie – tak jak w przypowieści o talentach – należy ich rozwijanie albo ograniczanie. Św. Augustynowi nie chodziło o gardzenie sobą i niedocenianie siebie. Nie miał też na myśli umniejszania naszej wartości. Jesteśmy ukochanymi dziełami Boga, któremu należy się chwała.

Kochać siebie to uwierzyć w bycie kochanym, chcianym, oczekiwanym. Kochać siebie to uwierzyć, że Ktoś chce dla mnie najlepiej, chce mojego szczęścia. Kochać siebie to szanować Boże dzieło, złożone z serca, duszy, ciała i osobowości. To właśnie jest „chrześcijańska pokora”.

...

Od razu widac wielki umysl. Wszystko wylozone klarownie.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 85703
Przeczytał: 194 tematy

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 14:24, 06 Lut 2018    Temat postu:

sobą przeszłości raz na zawsze
Michael Rennier | 06/02/2018

Shutterstock
Udostępnij 30 Komentuj 0
To naprawdę jest możliwe: wziąć gumkę i zmazać tabliczkę naszych dawnych win do czysta.

Kłamstwo kontra rzeczywistość
Jestem naprawdę niezły w oszukiwaniu samego siebie. To jedna z tych rzeczy, które robię najlepiej. Kiedy patrzę w przeszłość, jestem jak artysta przemalowujący moje czyny i zachowania, dopóki nie zalśnią jak nieskazitelne arcydzieło. Każdy włosek na swoim miejscu, każdy czyn idealnie usprawiedliwiony, każdy błąd łatwo wytłumaczalny albo wina za niego przerzucona na kogoś innego. W moim umyśle profesjonalny zespół PR-owy pracuje niestrudzenie nad tym, aby moja przeszłość jawiła się jako nieustająca parada triumfu. Jestem szlachetny. Jestem przystojny. Nigdy nie popełniam błędów.

A potem przychodzi rzeczywistość. To zabawne, jak kłamstwom, które sobie wmawiamy, nieważne jak dobrze skonstruowanym, zawsze pęka skorupka i prawda wychodzi na jaw. Możemy chwilę poudawać, że ona nie istnieje, ale w głębi serca wiemy, że może, ale tylko może, zrobiliśmy coś w przeszłości nie tak.

Powiedziałem i zrobiłem wiele rzeczy, z których nie jestem dumny. Podałbym przykłady, ale nie osiągnąłem jeszcze poziomu publicznego stawania w prawdzie św. Augustyna. Mimo to, nie mogę udawać przed samym sobą i te kłamstwa, które praktykuję w swojej głowie, nie pomagają złagodzić wstydu i poczucia winy z powodu moich błędów. U każdego z nas te głęboko zakopane wpadki wsączają się w naszą podświadomość jak trucizna, wpływając na nasze obecne postępowanie na sposoby, których do końca nie rozumiemy.

Czytaj także: 6 rzeczy, których możemy nauczyć się od ludzi sukcesu


Wstyd z powodu przeszłości
Św. Franciszek Salezy ma rozwiązanie. W 1609 r. opublikował ponadczasową książkę zatytułowaną „Wprowadzenie do życia pobożnego”, która zawiera cenny skarb praktycznych porad i refleksji nad tym, jak całym sobą przeżyć uduchowione, zdrowe, szczęśliwe życie. Rozdział 19: „Jak podchodzić do spowiedzi z całego życia” opisuje sposób na poradzenie sobie ze wstydem, który ciągnie się za nami z przeszłości.

Dawne błędy, mówi, są jak „skorpion, który nas żądli”. Ale najlepszym lekarstwem na jego żądlenie jest odsączyć truciznę poprzez bezpośrednie skonfrontowanie się z ukrytym wstydem, żeby w pełni zbadać i przyznać się do naszych czynów. Wzięcie odpowiedzialności za swoje życie, zarówno za to, co w nim dobre i co złe, jest pierwszym krokiem do uzdrowienia.

Najważniejsze, żeby uczciwie stwierdzić, że popełniliśmy błędy i nie starać się ich usprawiedliwić. Uczciwość i pokora są warunkami koniecznymi. Św. Franciszek mówi, że jeśli rozliczymy się z przeszłością, to to przemieni nasz wstyd w godność, ponieważ szczery żal jest tak piękny, że wymazuje brzydotę przeszłości. To tak, jakby wziąć gumkę i zmazać wszystko do czysta. To pierwszy krok do celowego wyboru nie tylko pójścia „do przodu”, ale dobrego przeżywania życia.



Spowiedź generalna
Jakie są więc praktyczne wskazówki na spojrzenie w przeszłość i przygotowanie się do spowiedzi generalnej?

Czytaj także: Czego kryzys nauczył mnie o szczęściu


Po pierwsze, znajdź trochę czasu tylko dla siebie i zastanów się nad całym swoim życiem
Podziel je na dekady lub etapy, które pomogą odświeżyć pamięć. Na przykład zapytaj siebie, jaki byłeś w szkole średniej i na studiach. Jaki byłeś jako młody dorosły lub świeżo upieczony rodzic? Czy przechodziłeś fazę buntu, z której teraz nie jesteś dumny? Zrób listę wszystkich złych postępowań czy złych nawyków, które Ci się przypomną. Dla niektórych z nich, jeśli masz tak jak ja, będziesz musiał sformułować dłuższe zdania, np. „Kiedy byłem w liceum, byłem straszny dla moich rodziców”. Streść je jeśli trzeba, ale niczego nie pomijaj.



Po drugie, znajdź spowiednika albo zaufaną osobę
Dla tych, dla których sakrament spowiedzi jest dostępny w ich tradycji religijnej, poleciłbym księdza. A tym, dla których nie jest, radzę spotkać się z pastorem, wyszkolonym duchowym przewodnikiem lub po prostu z kimś, komu ufasz. Znajdźcie czas, żeby posiedzieć ze sobą, żebyś mógł przejść przez całą swoją listę. Św. Franciszek mówi: „Powiedz wszystko prosto i bezpośrednio, by całkowicie zaspokoić w tym swoje sumienie”. Ważne, żeby się nie wstydzić – trzeba z tym zawalczyć, ponieważ nigdy nie pogodzimy się ze sobą, jeśli nie przyznamy się do naszych błędów na głos i przed drugą osobą. Aby pozbyć się wstydu, niezbędna jest pokora w wyznaniu wszystkiego.

Czytaj także: 5 warunków dobrej spowiedzi. Jak je rozumieć, by uruchomić proces przemiany życia?


Po trzecie, słuchaj
Słuchaj, co odpowie Ci ta zaufana osoba. Czasem inni zauważają wzory zachowań, których my nie jesteśmy świadomi i mogą mieć ciekawe spostrzeżenia. Samo doświadczenie reakcji drugiej osoby pomaga. Często to, co ja uważam za wyjątkowy grzech, którym tylko ktoś tak zepsuty jak ja mógł się skalać, okazuje się całkiem powszechny. Kiedy mój spowiednik nie ucieka w przerażeniu na wieść o tym, do czego się przyznałem, to jest to dla mnie pocieszające, że nie jestem sam w moich zmaganiach.

Co więcej, słuchaj wszystkiego, co Bóg może Ci powiedzieć w Twoim sumieniu, kiedy już wyznasz wszystko, co miałeś wyznać i Twój umysł jest oczyszczony. Tym, co usłyszysz, będzie dźwięk wolności, ponieważ kiedy jesteśmy szczerzy i uczciwi z samymi sobą, czujemy, jakby ktoś zdjął z nas ogromny ciężar i nas uwolnił.

..

Oszukiwanke siebie to jedna z najwiekszych glupot...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 85703
Przeczytał: 194 tematy

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 9:06, 13 Mar 2018    Temat postu:

Księga Biblii, która pomaga mi stawić czoła złym newsom
Jennifer Grant | 12/03/2018
TELEFON W RĘKACH KOBIETY
Tara Moore/Getty Images
Biblię możesz czytać w każdym miejscu, wystarczy smartfon...
Udostępnij Komentuj
Wszystko ma swój czas, pisze Kohelet. Jest to bardzo uspokajające przesłanie, skłaniające do refleksji szczególnie w świecie, w którym ciągle towarzyszą nam krzykliwe nagłówki i złe wiadomości.

Każdego dnia jesteśmy atakowani złymi wiadomościami. Budzimy się z niespokojnego snu, spoglądamy na telefon i dowiadujemy się, że w Jemenie miało miejsce bombardowanie. Albo że zanotowano kolejne zachorowania spowodowane przez wirus Zika.

Czytamy kolejną porcję dziwnych czy wręcz złowieszczych newsów zza oceanu o ludziach przebierających się za clowny i czających się za drzewami, żeby straszyć dzieci.

To wszystko zanim jeszcze dojdziemy do reportaży, w których świat jawi się jako brzydkie, niemoralne i pełne przemocy miejsce. Łatwo jest ulec wrażeniu, że nie ma dla nas nadziei, że współczesny świat jest gorszy niż kiedykolwiek.

Po raz czwarty w tym miesiącu słyszę od kolejnej przyjaciółki, że „będzie teraz offline”. W śmiałej próbie, by nie stracić resztek otuchy, moi przyjaciele robią sobie wakacje od mediów społecznościowych, wyłączają powiadomienia w telefonach i odłączają telewizory.

Jakbyśmy wszyscy tkwili w szponach łagodnej depresji – jeśli można jeszcze ten stan określić mianem łagodnego. Wieści o losie syryjskich uchodźców łamią serce. Następstwa huraganu Matthew są szokujące. Strach przed atakami terrorystycznymi, w kraju czy za granicą, towarzyszy nam nieustannie, jak natrętne brzęczenie zepsutej świetlówki, tworzy muzykę tła.

Ale, jak pisze Kohelet, ucisk biednych, skorumpowani przywódcy motywowani chciwością, szok i bezcelowa przemoc czy nieszczęście nie są niczym nowym pod słońcem . – Nie mów: „Jak to się dzieje, że dawne dni były lepsze niż obecne” – ostrzega mędrzec. – Bo nieroztropnie o to pytasz (Koh 7,10).
Czytaj także: Nie możesz usiedzieć na miejscu… Pomedytuj


Daleko od ciszy, czyli jak znaleźć spokój
Pamiętam, że kiedy byłam młodsza, nie potrafiłam zrozumieć tej księgi Biblii, ignorowałam powtarzaną w niej mantrę „wszystko to marność”.

Cóż dobrego może przynieść poddanie się? – zastanawiałam się. Czy Pismo Święte naprawdę popycha nas w kierunku nihilizmu? Ale w ostatnich latach raz po raz wracam właśnie do Księgi Koheleta. Na jej stronach odnajduję spokojny, dodający otuchy głos, który prowadzi mnie w kierunku radzenia sobie z lękami, rozczarowaniami i niemocą w mniej nerwowy sposób.

Kohelet uczy, by powierzyć wściekłość, strach i smutek Bogu, który poprzez tajemnicę „uczynił wszystko piękne w swoim czasie, dał im nawet wyobrażenie o dziejach świata” (Koh, 3,11).
W niekończących się kolumnach wiadomości liczy się tylko teraźniejszość. Przestajemy dostrzegać to, co jest odważne, silne czy piękne wokół nas.

Czytaj także: Jak odnaleźć równowagę w codziennym życiu? 40 sprawdzonych sposobów


Wszystko ma swój czas
Prezentowane w mediach historie przedstawiane są jednocześnie jako lokalne i reprezentatywne dla natury ludzkiej. Daleko temu do ciszy i refleksyjności. W wiadomościach donoszą – a głos z odbiorników jest głośny i krzykliwy – o wszystkim, co jest na świecie skrzywione czy smutne.

Rzadko słyszy się o wysiłkach, by uczynić świat lepszym miejscem. O drobnych aktach życzliwości. Festiwalach, które łączą społeczności i wypełnione są śmiechem i śpiewem. Miejscach, w których ludzie spotykają się, by razem biesiadować i cieszyć się życiem. Projektach, które pomagają wyrwać się z biedy poprzez zapewnianie opieki medycznej, jedzenia i perspektyw ekonomicznych. Częstotliwość, z jaką słyszymy o katastrofach i nieszczęściach sprawia, że zaczynamy wierzyć, że życie w istocie jest brutalne i okrutne.

Czytaj także: Nie ogarniasz codziennych obowiązków? Przeczytaj!


Co uczyniliście najmniejszym z braci
Oczywiście, nie ma sensu zaprzeczać, że wiele rzeczy na świecie nie działa jak powinno, ale są też dobre wiadomości, o których warto pisać.

Przykład: liczba ludzi żyjących w warunkach skrajnego ubóstwa spadła od lat 90. z 36 do 18 procent. Chociaż w Stanach Zjednoczonych pomoc zagraniczna to mniej niż 1% budżetu federalnego, fundusze te przyczyniły się znacząco do redukowania światowego poziomu ubóstwa. Projekt, o którym miałam szczęście dowiedzieć się podczas mojej niedawnej podróży na Haiti, koncentruje się na pomocy dzieciom do lat dwóch. Dzięki inicjatywie CARE’s „Window of Opportunity” udzielono pomocy wielu niedożywionym dzieciom – i to są dobre wiadomości!

W skali światowej rośnie liczba dziewczynek, które chodzą do szkoły. Szczepienia na choroby takie jak ospa, odra czy polio ratują każdego roku miliony istnień. W kwestiach bezpieczeństwa notuje się podobne trendy: na przestrzeni ostatniej dekady o jedną piątą spadła liczba przestępstw, warto również dodać, że w tym samym okresie wskaźnik wykrywalności ogólnej wzrósł o niemal 15%. Oczywiście nie odniesiemy takiego wrażenia, jeśli będziemy czytać tylko nasz feed na Facebooku. Więcej dobrych wiadomości!

Kohelet przypomina mi, że bez względu na to czy na świecie dzieje się dobrze czy nie, nie jestem w stanie kontrolować rzeczywistości, bo „wszystko ma swój czas” (Koh, 3, 1).

Jest czas rodzenia i czas umierania
Jest czas sadzenia i czas wyrywania tego, co zasadzono.

Czas płaczu i czas śmiechu.
Czas zawodzenia i czas pląsów.

Czas szukania i czas tracenia.
Czas zachowania i czas wyrzucania.

Czas rozdzierania i czas zszywania.
Czas milczenia i czas mówienia.
Czytaj także: Sztuka kochania dziecka


Akceptacja to nie rezygnacja
Zaakceptowanie tego, że wszystko ma swój czas nie oznacza jednak zamknięcia oczu na cierpienie bliźnich. Wiemy, że witając obcego, karmiąc głodnego, odwiedzając samotnego czy w jeszcze inny sposób pomagając tym najbardziej bezbronnym z nas – zarówno w sensie mistycznym jak i dosłownym – służymy Chrystusowi.

Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko co uczynicie jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili – mówi Jezus w Ewangelii według św. Mateusza (Mt, 25, 40).
Ma więc znaczenie dokładanie się do wysiłku, by zmniejszyć fizyczne cierpienia, samotność czy niesprawiedliwość na świecie.

Jednak mieć oczy szeroko otwarte nie musi znaczyć osuwania się w rozpacz. Kohelet przypomina mi, że Bóg jest tajemnicą, kochającym stwórcą, któremu mogę zawierzyć.

Jak nie wiesz, którą drogą duch wstępuje w kości, co są w łonie brzemiennej, tak też nie możesz poznać działania Boga, który sprawuje wszystko – pisze (Koh, 11, 5).
Odpuszczając moim strachom, smutkom i resentymentom, otwieram się na łaskę, która jest wokół mnie. Piękno jesiennych liści, zasypujących trawniki żółciami i czerwieniami. Śmiech podekscytowanych dzieci wbiegających w kałuże w drodze do domu ze szkoły. Spokój, jaki przychodzi do mnie w sposób zupełnie dla mnie niepojęty, kiedy patrzę na świat dookoła, doceniam jego piękno oraz to, co zostało mi dane.

I tak, czasami warto jest zrobić sobie przerwę od krzykliwych nagłówków i depresyjnych wiadomości.

Odłączyć się na tydzień czy dwa, żeby móc głębiej odetchnąć i znowu zaufać.

...

Biblia uczy rownowagi czyli wlasciwie pokory.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Religia,Polityka,Gospodarka Strona Główna -> Wiedza i Nauka / Co się kryje we wnętrzu człowieka. Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
cbx v1.2 // Theme created by Sopel & Programy