Forum Religia,Polityka,Gospodarka Strona Główna
Miłość nieprzyjaciół.

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Religia,Polityka,Gospodarka Strona Główna -> Wiedza i Nauka / Co się kryje we wnętrzu człowieka.
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 75569
Przeczytał: 173 tematy

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 19:03, 23 Sie 2017    Temat postu: Miłość nieprzyjaciół.

Jak radzić sobie z ludźmi, których nie lubimy?
Michael Rennier | Sier 23, 2017

Komentuj

0

Udostępnij 21    

Komentuj

0
 




Wciąż mam ochotę zniszczyć swoich wrogów. Ale teraz robię to inaczej: staram się, by zostali moimi przyjaciółmi.
Nie lubiłem Cię

„Tak naprawdę nie lubiłem Cię na studiach” – usłyszałem w ciągu ostatnich lat od wielu ludzi (podejrzewam, że mieli dobre intencje). Jestem pewien, że gdybyś spotkał mnie w tamtych czasach, też byś mnie nie polubił.

Pamiętam, jak walczyłem wtedy, żeby zdefiniować samego siebie, byłem zły na świat i podatny na napady depresji. Wszystkie te przeciwności połączone z naturalnie trudną osobowością doprowadziły do koszmarnej kombinacji. Byłem skłonny do jej okazywania nie tyle w formie furii czy jawnej podłości, co raczej lekceważenia i bezmyślności. Obawiam się, że zdobyłem w przeszłości mnóstwo wrogów. Dzisiaj nic nie uszczęśliwia mnie bardziej niż szansa na pogodzenie się i rozpoczęcie nowej, przyjacielskiej relacji.

Wiele dla mnie znaczy, gdy ludzie otwarcie rozmawiają o problemach, jakich im przysporzyłem. Zwłaszcza, jeśli jest to sposób, żeby o nich zapomnieć. To działanie, które naprawdę podziwiam i staram się naśladować.
Czytaj także: Najważniejszy wybór mężczyzny

Nie ma nic trudnego w byciu miłym i uprzejmym dla ludzi, których lubimy. Ale jeżeli nasza wielkoduszność ogranicza się do przyjaciół, czy możemy powiedzieć, że robimy więcej, niż się od nas oczekuje, aby uczynić świat lepszym?


Życzliwie do wroga

O wiele trudniej traktować naszych wrogów z życzliwością: niesprawiedliwego szefa w biurze, współpracownika, który podważa twoje zdanie, sąsiada, który jest niemiły dla twoich dzieci, osobę, która zajeżdża ci drogę na światłach, członka rodziny, który psuje świąteczne spotkania. Ci wszyscy ludzie łatwo mogą zostać zdehumanizowani w naszych głowach, gdy tylko przyczepimy im łatkę wrogów i zaczniemy traktować ich inaczej.

Społecznie akceptowalnym i popularnym rozwiązaniem jest pójście naprzód i zniszczenie naszych wrogów, ponieważ na to zasługują. Możemy na zawsze wyrzucić ich z naszego życia, trzymać w sobie urazę tak długo, jak potrzeba albo utrzeć komuś nosa plotkując o nim. Robiąc takie rzeczy możemy być nawet dopingowani przez naszych przyjaciół i zostać uznani za silnych, jak gdyby większe atakowanie innych oznaczało dla nas większe zwycięstwo.

Widok pokonanego wroga może być satysfakcjonujący. Ale kto naprawdę wygrywa? Jako dorośli jesteśmy lepsi w usprawiedliwianiu siebie – i wiem, że moim pierwszym impulsem jest przyznanie, że oni pierwsi mnie zranili, dlatego zasługują na rewanż. W końcu jednak to pragnienie niszczenia wrogów nie prowadzi do zwycięstwa. Osoba, którą atakuję jest zakłopotana i zawstydzona, a ja – po początkowej ekscytacji zemstą – zostaję z poczuciem winy (niezależnie od tego, jak staram się siebie usprawiedliwić). I straciłem osobę, z którą mógłbym się zaprzyjaźnić.


Bez dzielenia

Nie wiem, czy masz podobnie, ale ja potrzebuję tych wszystkich przyjaciół, których mógłbym mieć. Staram się zwolnić i przemyśleć sposób, w jaki traktuję ludzi, których mam po złej stronie. Z cenną radą przychodzi mi teolog John Henry Newman, który mówi: „Powinniśmy zawsze kierować się w stronę naszych wrogów. Tak, jakby pewnego dnia mieli stać się naszymi przyjaciółmi”. Więc zamiast dzielić ludzi na przyjaciół i wrogów, myślmy o nich jak o przyjaciołach i przyszłych przyjaciołach.
Czytaj także: Nowenna o przebaczenie, czyli 9 dni prowadzących do wewnętrznego uzdrowienia

Zmiana tej perspektywy patrzenia wprowadziła ogromną różnicę w moim życiu. Po pierwsze, postrzeganie kogoś jako przyjaciela, nawet zanim odwzajemni naszą uprzejmość, może być samospełniającą się przepowiednią. Kiedy podejmuję wysiłek bycia życzliwym dla drugiego człowieka, jego podejście gwałtownie się zmienia. Zupełnie niespodziewanie osoba, którą uważałem za okropną, staje się (zazwyczaj) wspaniałą i interesującą.

Muszę przyznać, że uczyłem się tego najczęściej na sobie, gdy inni ludzie byli mili dla mnie i rozmrażali moje oschłe podejście do nich. Nawet jeśli inicjatywa nie należała do mnie, wciąż mogłem zyskać nowego przyjaciela.


Ulga

Po drugie, jeśli wychodzę naprzeciw drugiej osobie, mimo że ona postanawia pozostać moim wrogiem, czuję psychiczną ulgę. Kiedy przestajemy widzieć wrogów dookoła, to tak, jakby otwierała się przestrzeń do oddychania i cieszenia się życiem. Ważne jest, żeby się nie poddawać. Czasami ludzie potrzebują trochę czasu, by otrząsnąć się z szoku, przebaczyć i zyskać pewność, że jesteś szczery.

Ostatnią myśl kieruję do tych, którzy wierzą w Niebo: nasi wrogowie mogą znaleźć się tam z nami, więc po co czekać? Ludzie, których mamy w głębokim poważaniu, mogą siedzieć w kościelnej ławce za nami. Bóg ich kocha, nawet jeśli my nie. Jakimś sposobem możemy stać się przyjaciółmi; Bóg jest tego pewny. Żadne urazy ani wrogowie nie będą dozwoleni w Niebie – ta świadomość daje mi ogromną motywację do właściwego działania, póki wciąż tu jestem.

Nie zrozumcie mnie źle. Wciąż mam ochotę zniszczyć swoich wrogów. Ale teraz robię to inaczej: staram się, by zostali moimi przyjaciółmi.

....

Akurat swiezo po incydencie. Widac pod ten artykul. Facet z pieskiem 15 cm na smyczy rozciagowej czyli piesek 10 m dalej przez caly chodnik. Typowe. Nie zauwazylem bo nie patrze nosem w ziemia a raczej przed siebie i najechalem na te smycz bo to żyłka przy ziemi. A tam.

JAK JEZDZISZ BARANIE! Czy cos tak. SZOK! PO CHODNIKU SIE NIE JEZDZI!
A ja:
TO JEST ULICZKA OSIEDLOWA NIE CHODNIK! Chodnik jest przy trasie dla samochodow a po osiedlu to sa tzw. uliczki ktorymi sie chodzi jezdzi itd. Innej nie ma. Przeciez nikt nie bedzie szedl majac rower, wszyscy jezdza rowerami.
A on :
BO JAK CIE KOPNĘ!
To ja:
TRZYMAJ PSA PRZY SOBIE!
Dawno takiego nie spotkalem! O najechanie na smycz! Zreszta powoli jezdze bo ludzie chodza to tylko napialem i sie cofnalem.
Normalnie by krzyknal uwaga! Bym powiedzial. O przepraszam nie zauwazylem. Mimo ze nie powinni zastawiac szerokosci chodnika dlugimi smyczami... Ale juz tam.

Czy to wrog? Jakis straszny facet. On tak normalnie reaguje jak ktos go nadepnie to nie wiem wyciaga nóż? Skoro o smycz wrzask?

Trudno powiedziec kto to ale na pewno nie jest to dobry czlowiek. Czuc jakis problem. Nie jestem w stanie nawet nienawidziec. To drobiazg ale jak widac nie dla kazdego.

Inna sprawa. Robotnicy przychodza robic w piwnicy wspolnego budynku i NIE RACZĄ ZGASIĆ SWIATLA PO! Palilo by sie 24 godziny wszystkie zarowki! NA NASZ KOSZT! To jest kradziez. Ja musze pilnowac i gasic choc nie korzystam bo instaluja kabel wszystkim. My nie bierzemy tego ale mamy zajecie jak widac. Sowiecka robota a firma prywatna.

Co dopiero gdy ktos zabije bliskiego? Nie jest latwo przebaczyc. Ale zasklepienie w nienawisci szkodzi nam samym. To dla naszego dobra. Mi jest łatwiej bo znam historie, duchowosc jak boli zło tego kto je czyni. Nie jestem w stanie nienawidzic np. kogos kto pojdzie do piekla bo wiem co to znaczy. A tacy nas skrzywdzili mocno. Ale oczywiscie jestem czlowiekiem i odruchy mam...

I pamietajmy modlic sie za takich. To jest wplyw duchowy...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 75569
Przeczytał: 173 tematy

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 22:01, 31 Sie 2017    Temat postu:

Jak Pan Jezus radził sobie z trudnymi ludźmi? Poradnik
S. Theresa Aletheia Noble | Wrz 15, 2016
Shutterstock
Komentuj


Udostępnij
Komentuj


Oto krótki poradnik, jak zaakceptować osoby niewygodne, odmienne i natrętne.


N
iektóre osoby uważamy za trudne. Zawsze wypowiadają się w kontrze do nas albo są po prostu inne niż my. Drugich uważamy za kłopotliwych czasem tylko dlatego, że mieszkamy z nimi pod jednym dachem. Codzienna bliskość sprawia, że jesteśmy mniej tolerancyjni dla ich dziwactw. Jeszcze innych postrzegamy jako trudnych tylko dlatego, że sami tacy jesteśmy.

Ale niektórzy ludzie naprawdę są trudni.

Wzrastanie w świętości polega jednak na uczeniu się akceptacji osób i sytuacji niewygodnych, sprawiających nam trudności. Nie jako zło konieczne, ale jako dar.

„Kiedy otwieramy się na wszystko, czego uczy nas świat, otrzymujemy światło. Dzięki niemu dostrzegamy, że to doświadczenie jest elementem poszukiwania piękna i ładu. Wszystko, co zostało postawione na naszej drodze, jest do tego nieodzowne: stare zabawki, pożółkłe pamiętniki, guziki od nienoszonych ubrań. Trudni ludzie także” – twierdzi Heather King.

Postrzeganie innych jako zadanego dobra wydaje się nie lada wyzwaniem. Spójrzmy więc, jak Jezus traktował osoby, które nazwalibyśmy trudnymi.
Czytaj także: Czy Jezus może być wzorem dobrego męża?
1. Jezus zadaje pytania.

Poproszony o rozstrzygnięcie rodzinnej kłótni, Jezus zadaje pytanie: „Za kogo mnie uważacie?”. Ewangeliści odnotowali wiele pytań Jezusa. Czasem retorycznych, innym razem prowokujących lub wymagających konkretnej odpowiedzi. Stawiając rozmówcom pytania, Jezus podkreśla swoją otwartość na nich.

To dziwne, ale na ogół nie zadajemy zbyt wielu pytań. Zamiast nich przedstawiamy swoje poglądy, pouczamy, obserwujemy, przerywamy innym, osądzamy. Jezus zadając pytania, uczy nas dobrej komunikacji. Zależy Mu na drugim człowieku, więc wchodzi z nim w dialog, a nawet prowokuje (tym bardziej, jeśli ten jest dla niego wyzwaniem).
2. Jezus nie boi się tych, którzy źle mu życzą.

Kiedy Jezus przechadza się z uczniami w szabat, pojawiają się w faryzeusze i oskarżają całą grupę o złamanie przepisów (zrywanie kłosów zboża). Jezus nie przejmuje się oskarżeniami. Nie odczuwa lęku przed tymi, którzy chcą zastawić na Niego pułapkę. W ogóle nie zajmuje Go to, co myślą o Nim inni!

Postrzegamy innych przez pryzmat swoich przypuszczeń i osądów. A jednocześnie jest nam ciężko, gdy inni nas nie rozumieją albo osądzają bez bliższego poznania. Ale tak jak Jezus nie musimy poddawać się fałszywym osądom innych. Nasza autentyczna tożsamość ma oparcie w Bogu, nie w tym, co próbuje się nam wmówić.
3. Jezus wie, kiedy nie reagować.

Pamiętacie, jak Jezus potraktował sąsiadów i przyjaciół w rodzinnym Nazarecie? Wzburzyli się tak bardzo, że chcieli zrzucić Go ze zbocza góry. Jezus wiedział, że ich nie przekona, więc przeszedł przez tłum nie reagując na jego gniew.
Czytaj także: Jezus mnie skarcił, gdy odprawiałem mszę

Trudne osoby miewają napady złości, są obcesowe, udają, że nas nie widzą. To sygnał, by odpuścić. Jezus wiedział, że nie trzeba się denerwować, aby nie stracić z oczu tego, co najistotniejsze. Dobrym rozwiązaniem jest rozmowa w cztery oczy z taką osobą, ale za jakiś czas, kiedy opadną emocje.
4. Jezus wie, kiedy powiedzieć „nie”.

„Nauczycielu, chcemy, żebyś nam uczynił to, o co Cię poprosimy” – oznajmiają Jakub i Jan. To się nazywa tupet! Ale dla Jezusa to nie problem – On nie jest na tyle potulny, by spełniać absurdalne żądania. Wie, kiedy powiedzieć „nie”, nie zgadzać się na coś. I nie ma wyrzutów sumienia, kiedy nie może sprostać fałszywym wyobrażeniom o szczęściu.

Ludzie czasem wymagają od nas o wiele więcej, niż jesteśmy w stanie im dać. Próbują wywołać w nas poczucie winy i zanim się zorientujemy, staramy się sprostać wymaganiom chciwych i agresywnych osób, które rzadko udaje się w pełni zadowolić. Jezus nigdy nie próbuje zadowolić innych. Boża wola jest wystarczającą tarczą i źródłem Jego nieuległości.
5. Jezus dostosowuje się do okoliczności.

Jezus początkowo odmawia Kananejce, która prosi o uzdrowienie córki. Wzrusza Go jednak pełna wiary odpowiedź kobiety i uzdrawia jej córkę. Jezus jest otwarty na każdego. Nawet wówczas, gdy początkowo miał inne zdanie, pozwalał działać Duchowi Świętemu i zmieniał decyzję.

Gdy przychodzi do nas trudna osoba, od razu nastawiamy się na coś konkretnego. Mamy już w głowie scenariusz sytuacji. Jezus był otwarty na wszystkich, których spotykał. Nie zawsze jest tak, jak przewidujemy. Duch święty może nas poruszyć, a osoba, która zwykle bywa wielkim wyzwaniem może zachować się w inny, nieoczekiwany sposób. Zamykanie się na innych zamyka nas na Ducha Świętego działającego zarówno w nas, jak i w innych.

Modlitwa
Panie Jezu, pomóż mi odnaleźć Ciebie we wszystkich. Nawet w ludziach, których uważam za trudnych. Oświeć mnie swoją miłością, bym mógł widzieć Twoje oblicze nawet w tych, którzy stanowią dla mnie największe wyzwanie. Każdy człowiek stworzony jest na Twój obraz, pomóż mi więc odnaleźć ten obraz w innych i Ciebie w nich ukochać.
Czytaj także: Jezu, Ty się tym zajmij! Komu Jezus zostawił tę potężną modlitwę?

Tekst opublikowany w angielskiej edycji portalu Aleteia.

...

Oraz Jezus milczy gdy stoi przed nim monstrum. Herod. Nie opowiadajmy ze wszystkimi mamy dialogowac. Owszem nieprzyjaciel, wrog trudny charakter tym bardziej ale nie bestia w ludzkiej skorze.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 75569
Przeczytał: 173 tematy

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 9:19, 11 Wrz 2017    Temat postu:

Prawda pozbawiona miłości to śmiercionośna broń. Komentarz do Ewangelii
Ks. Łukasz Kachnowicz | Wrz 10, 2017

Courtney Clayton | Unsplash CC0
Udostępnij
Komentuj

Drukuj

Jeśli nie podchodzę do drugiego człowieka z miłością, to moje braterskie upomnienie będzie mniej lub bardziej zakamuflowaną, choć przy użyciu szczytnych haseł, próbą dokopania komuś.

Widzieliście kiedyś „katolickie zadymy” w internecie? Nie jest trudno się na nie natknąć. Praktycznie każda strona czy profil w mediach społecznościowych, w których pojawiają się treści związane z wiarą ma w swojej historii doświadczenie mniejszych lub większych „świętych wojen”.

Zawsze trafi się jakaś informacja, post, zdjęcie, filmik, który wywołuje bardzo gwałtowne reakcje. Ktoś się oburza, ktoś jest zgorszony, ktoś uważa, że to nie tak, jak powinno być i zaczyna się… Czasem ktoś specjalnie udostępnia coś tylko po to, żeby pokazać: „Patrzcie, jakie to jest złe”, a po chwili pojawiają się pod tym dziesiątki komentarzy, w których każdy musi wyrazić swoje oburzenie, okazać się mądrzejszym, wykazać błąd, itp.
Czytaj także: „Uwiodłeś mnie, Panie”, ale z tym krzyżem to bez przesady… Komentarz do Ewangelii

Co jakiś czas napotykam na podobne publikacje, które mają pokazać jakieś nadużycie, wypaczenie, czy coś w tym stylu. W sumie nie tylko w kwestiach wiary tak jest, także w kwestiach społecznych. Często zastanawiam się, po co ktoś to wstawia. Publikujący twierdzą zazwyczaj, że trzeba wykazywać błędy, że to w imię prawdy, dla obrony wartości, itp. Ks. Józef Tischner powiedział kiedyś takie mądre zdanie: „Może i masz rację, ale jakie z tego dobro?”.

W dzisiejszej Ewangelii Jezus mówi o upomnieniu braterskim. Jeśli ktoś zgrzeszy, trzeba go upomnieć. Chrześcijanin nie powinien pozostawać obojętny wobec zła. Jednak upomnienie braterskie jest wówczas ewangeliczne, kiedy wypływa z miłości do drugiego człowieka, tego upominanego.

Czytania poprzedzające Ewangelię pokazują to bardzo jasno. Bóg mówi w Księdze Proroka Ezechiela, że wierzący ma sprowadzać występnego ze złej drogi po to, żeby uratować jego życie. Święty Paweł doda: „Nikomu nie bądźcie nic dłużni poza wzajemną miłością. Kto bowiem miłuje drugiego, wypełnił Prawo”.

Jeśli nie podchodzę do drugiego człowieka z miłością, to moje braterskie upomnienie będzie mniej lub bardziej zakamuflowaną, choć przy użyciu szczytnych haseł, próbą dokopania komuś.

Można pod pozorem upomnienia wyrazić po prostu swoją niechęć, można kogoś ośmieszyć, udowodnić, że jest głupi, wyciągnąć cudze grzechy, słabości, zło jak miecz, którym się uderza w drugiego człowieka. Można też chcieć pokazać, że jest się lepszym, wie się lepiej i walczyć w ten sposób w obronie wyższości swoich własnych przekonań.

To jednak nie jest upomnienie chrześcijańskie. Jezus nigdy nie używał niczyjej słabości, żeby kogoś poniżyć. Kiedy staje wobec kobiety złapanej na cudzołóstwie nie udaje, że nie było grzechu. Jednak faryzeusze chcą wykorzystać grzech tej kobiety, żeby ją ukamienować, a Jezus wręcz przeciwnie, ratuje jej życie. Owszem, mówi jej: „nie grzesz więcej”, ale mówi to z miłością, która nie zabija, jak kamienie, którymi chcieli rzucić w imię Prawa faryzeusze, ale podnosi tę kobietę, daje jej nadzieję, pomaga zacząć nowe życie.
Czytaj także: Nie ma jednego sposobu na przeżywanie wiary. Komentarz do Ewangelii

Prawda pozbawiona miłości staje się narzędziem walki z innymi, śmiercionośną bronią jak nóż czy karabin. Prawdą bez miłości można kogoś zamordować. Najgorsze, że można być jeszcze z tego dumnym, że wypełniło się „chrześcijański” obowiązek. Jako chrześcijanie nie jesteśmy dłużni nikomu nic poza miłością. Chrześcijanin patrzy na Chrystusa, który na zło i grzech odpowiedział najwyższą formą miłości objawioną na krzyżu.

Chrystus z wysokości krzyża nie udowadnia grzechu tych, którzy stoją pod nim, nie wykazuje ich błędu. On umiera za nich, z miłości, bierze ich grzech na siebie. Widząc tę miłość, setnik rzymski, poganin, który stał pod krzyżem nawraca się. Istotą chrześcijańskiego upomnienia jest miłość, która nie tyle upomina drugiego, ale upomina się o niego, o jego dobro.

I czytanie: Ez 33, 7-9
II czytanie: Rz 13, 8-10
Ewangelia: Mt 18, 15-20

...

Istotnie. Wynajdywanie wad i bledow ludziom ktorych maja oni duzo! Czy to jest prawda? Jak ktos niecierpliwie wyczekuje na pomylke aby wytknac? Jest to forma wrogosci.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Religia,Polityka,Gospodarka Strona Główna -> Wiedza i Nauka / Co się kryje we wnętrzu człowieka. Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
cbx v1.2 // Theme created by Sopel & Programy