Forum Religia,Polityka,Gospodarka Strona Główna
Egoizm.

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Religia,Polityka,Gospodarka Strona Główna -> Wiedza i Nauka / Co się kryje we wnętrzu człowieka.
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 79263
Przeczytał: 167 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 7:50, 27 Paź 2017    Temat postu: Egoizm.

Sologamia, czyli ślub z samym sobą. Smutna parodia małżeństwa?
Małgorzata Rybak | 26/10/2017

Laura Mesi/Facebook
Udostępnij
Komentuj
Drukuj
Laura Mesi, włoska trenerka fitnessu, zyskała rozgłos z powodu wspaniałego wesela z piękną suknią i przyjęciem, które ukoronowało ceremonię poślubienia… samej siebie. Sologamia staje się coraz popularniejsza.

Na udostępnionych w sieci przez Laurę Mesi zdjęciach widać prezenty, tańce, szampana oraz imponujący tort – z samotną panną młodą na jego ostatnim piętrze. Jak tłumaczyła, pomysł na taki ślub zrodził się z rozstania z mężczyzną przed kilkunastu laty i postanowienia, że jeśli do czterdziestego roku życia nie znajdzie kandydata na męża, poślubi samą siebie. „Chciałam mieć pewność, że nikt mnie nie zrani i będę szczęśliwa”, powiedziała.

Sologamia – nowy trend społeczny

Ceremonia z Włoszką w roli głównej nie jest jednak odosobnionym wydarzeniem. Sologamia, czyli ślub z samą lub samym sobą, jest nowym trendem społecznym, który zyskuje coraz większą popularność i doczekał się już całego przemysłu usługowego z kompleksową ofertą, poczynając od projektu zaproszeń, poprzez wystrój sali i choreografię pierwszego tańca, który, siłą rzeczy, musi wyglądać inaczej niż podczas tradycyjnego wesela.

Mimo że od strony prawnej sologamia nie ma żadnych konsekwencji, ponieważ małżeństwo pozostaje zarezerwowane jedynie dla związku dwóch osób, akt taki, podobnie jak tradycyjny ślub, ma wydźwięk społecznej deklaracji. Ogłaszam decyzję ważną dla mnie z punktu widzenia mojego życia osobistego, ale i przekazuję informację otoczeniu o tym, kto jest wybranką/wybrankiem mojego serca. W przypadku sologamii wysyłam nieco inny sygnał: że do szczęścia nie jest mi potrzebna druga osoba.
Czytaj także: A co, jeśli mój współmałżonek zmieni się po ślubie?


Przyczyny sologamii

Przyczyny rosnącej popularności tego trendu zapewne są złożone, ale te, które najłatwiej zidentyfikować, podzieliłabym z grubsza na społeczne i psychologiczne.

Sologamia, na którą decydują się częściej kobiety, na pewno próbuje w jakiś sposób zawetować społeczną presję, która każe udowadniać, że „potrafię znaleźć męża”. Dzisiaj ta presja jest już znacznie mniejsza niż przed laty i raniące piętno „starej panny”, które odbierało wartość kobiecie pozostawającej niezamężną, ustąpiło sformułowaniu „singiel” – mającemu znaczenie zdecydowanie neutralne czy wręcz pozytywne.

Kobiety, poślubiając siebie, wchodzą jednak w zaczepny dialog z konwencją. Pytanie, jakie się nasuwa, to czy ją podważają, czy tak naprawdę potwierdzają, skoro potrzebne są wszystkie elementy prawdziwego ślubu do tego, by zadeklarować radość z bycia zależną tylko od siebie samej.

Sologamia może być także przerysowaną formą emancypacji, która doczekawszy się pełni praw publicznych dla kobiet, zaczęła wylewać dziecko z kąpielą i doprowadza do systematycznego wykreślania mężczyzny z perspektywy życia kobiety.

Choć dla poszczególnych osób taki wybór – jak było w przypadku Laury Mesi – może być podyktowany pragnieniem bezpieczeństwa, jakie wiąże się z pewnością, że nikt mnie nie skrzywdzi ani nie odrzuci. Nie wynaleziono lepszej metody przeciw odrzuceniu, jak niewchodzenie w związek z drugą osobą.
Czytaj także: Odrzucenie nie odbiera Ci wartości


Miłość do samego siebie

Jest w sologamii właśnie jakieś wielkie przerysowanie – także założenie, które w punkcie wyjścia jest dobre: trzeba siebie kochać, bo innych generalnie traktujemy w taki sposób, w jaki odnosimy się do siebie samych. Nie da się scedować na drugiego człowieka miłości do mnie: jeśli ja nie kocham samej siebie, żaden mężczyzna, choćby stanął na głowie, nie dowiedzie, że jestem kimś godnym miłości.

Bez samoakceptacji będę na wiecznym głodzie szacunku, czułości i dobroci. Ów chorobliwy głód miłości miewa bardzo dramatyczne konsekwencje w postaci wiązania się z osobami, od których wystarczą okruchy sympatii – nawet jeśli będą tylko przerywnikami działań nieodpowiedzialnych czy wręcz brutalnych.
Czytaj także: Patrząc na jej synka pytali, czemu nie dokonała aborcji. Postanowiła odpowiedzieć


Stworzeni do relacji

Pytanie jednak, czy miłość i szacunek do siebie wymaga tak radykalnej manifestacji i uczynienia z siebie samej/siebie samego celu własnego życia?

Konstytucja duszpasterska o Kościele w świecie współczesnym Gaudium et spes odsłania paradoks ludzkiego szczęścia, które mnoży się wtedy, gdy jest dawane:

Człowiek, będąc jedynym na ziemi stworzeniem, którego Bóg chciał dla niego samego, nie może odnaleźć się w pełni inaczej jak tylko poprzez bezinteresowny dar z siebie samego.

Dlaczego? Bo jesteśmy podobni do Boga. A On od początku istnieje jako relacja osób: Ojca, Syna i Ducha Świętego.

Karol Wojtyła w Miłości i odpowiedzialności pokazuje właśnie naszą relacyjność jako wyróżnik osoby: obok rozumu i wolnej woli posiadamy z jednej strony zdolność, a z drugiej – wielkie pragnienie bycia w relacji z drugim.

Pewnie, że relację da się sprowadzić do egoistycznego zaspokajania swojego emocjonalnego głodu przy użyciu drugiego człowieka. Ale przecież relacje oparte na takich zasadach rozpadają się. Nikt nie chce być używany. Używanie wypala i niszczy związek. Dopiero miłość otwiera przed nim nieskończone perspektywy.
Czytaj także: Ciała w miłosnym dialogu. Jak zbudujecie udaną małżeńską intymność


Bezinteresowny dar z siebie

I są to perspektywy naprawdę porywające. To szansa dla mojego rozwoju, który jest możliwy dopiero poza strefą komfortu ego. To ten moment, gdy uczę się budować codzienność, w którą wplata się inność drugiej osoby. I to inność kompletna i absolutna, nie tylko dlatego, że kobieta i mężczyzna tak bardzo różnią się od siebie. W małżeństwie inność odsłania się na każdym kroku, bo każdy wnosi ze sobą swoją unikalną historię, świat wewnętrzny i sposób jego wyrażania, marzenia, przyzwyczajenia, talenty i… wady.

To wszystko przyjmuję do mojego życia jako bogactwo wraz z dniem ślubu. Przyrzeczenie miłości i wierności drugiej osobie wyrywa mnie z zaścianka mojego egoizmu i umożliwia szczyt samorealizacji, jakim jest bezinteresowny dar z siebie: pragnę twojego szczęścia tak, jak mojego.

Jasne, że jest w tym ryzyko zranień. Będziemy wielokrotnie ranieni, nawet przy całkowitym założeniu dobrych intencji po drugiej stronie, ale także sami wielokrotnie zranimy. I razem dojrzejemy.

Nie umożliwia tego dojrzewania sologamia. Jako w pewnym sensie parodia prawdziwego ślubu – ostatecznie może nawet być smutnym znakiem zanikania zdolności do wchodzenia w związki.

...

Jest to niszczenie pojecia malzenstwa, Dwoch zbokow to ,,malzenstwo". Facet z kozą, dwu facetow z kwiaykiem. W koncu z samym soba. Szatan sieje zniszczenie na Zachodzie.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 79263
Przeczytał: 167 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 15:29, 08 Lis 2017    Temat postu:

Narcyzm to wielkie cierpienie. Nie tylko dla otoczenia!
Katarzyna Solka-Dąbrowska | 08/11/2017

Benjaminrobyn Jespersen/Unsplash | CC0
Udostępnij
Komentuj

Drukuj

Narcyz potrzebuje być widziany i podziwiany przez innych, źle znosi porażki, czuje się wtedy zawstydzony i upokorzony. Często chowa się przed ludźmi, dosłownie – np. zaszywa się w domu.
Ktoś, kto nie potrzebuje innych? To pozory!

Wszyscy znamy mit o Narcyzie, skupionym na sobie, zainteresowanym sobą i nie dostrzegającym innych wokół siebie, (pozornie) nie potrzebującym innych.

Niezwykła popularność pojęcia „narcyzm” i wręcz jego nadużywanie w dużej mierze pozbawiło je wagi i znaczenia. Ciekawe, że w naszym społeczeństwie, tak bardzo skupionym na jednostce i wszystkim, co się wiąże z Ja, powiedzenie o kimś, że jest narcyzem, jest na ogół obraźliwe, ma dotknąć, zranić. Na pewno znajdą się osoby, które potraktują to jako komplement, bo czują się „lepsze” od innych, wyróżnione z jakichś powodów (sukces zawodowy, pieniądze, uroda, popularność). Dla nich słowo „narcyz” oznacza umiejętność zadbania o własne sprawy, asertywność, odnoszenie sukcesów i wzbudzanie tym zazdrości innych.

Od razu zaznaczam, że nie odnoszę się tu do klinicznej definicji narcyzmu i osób, które zgodnie z kryteriami Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego (DSM-IV) mogą być zdiagnozowane jako cierpiące na narcystyczne zaburzenie osobowości (ok. 1% populacji).

Wykazują one 5 lub więcej następujących cech: mogą mieć wyolbrzymione poczucie własnej wartości, potrzebują podziwu ze strony otoczenia, fantazjują o własnym nieograniczonym powodzeniu, są przekonane o własnej wyjątkowości, bezpodstawnie oczekują specjalnego traktowania, brak im (prawdziwej) empatii wobec innych, wykorzystują innych do swoich celów bez poczucia winy, często zazdroszczą, swą postawą okazują arogancję lub wyższość.
Czytaj także: Długotrwałe szczęście nie zależy od zewnętrznych zdarzeń. Trzeba znaleźć je w sobie

Tutaj piszę o osobach, które nie spełniają tych kryteriów; wykazują jednakże niektóre z ww. cech, w różnym natężeniu. W społeczeństwie istnieje wiele różnorodnych postaci narcyzmu, o różnym nasileniu i ujawniających się zależnie od okoliczności. Zresztą, obecne czasy z ich pośpiechem, globalizacją, dążeniem do szybkich i spektakularnych sukcesów, pewną powierzchownością sprzyjają występowaniu takich cech.


Narcyz jest w każdym z nas

Każdy z nas jest po trosze narcyzem. Dobrze jest mieć zdrowe poczucie własnej wartości, doceniać siebie za osiągnięcia, dbać o swoje potrzeby, a nawet być czasem trochę próżnym czy zarozumiałym, podkarmić się podziwem czy uznaniem innych.

Na końcu tego kontinuum znajdują się jednostki o wybujałym poczuciu własnej wartości, „po trupach” dążące do realizacji własnych celów, potrzebujące nieustających i spektakularnych sukcesów i podziwu innych, bez empatii i prawdziwego zainteresowania innymi, i wręcz niebezpieczne, gdy ktoś zagrozi ich dobremu samopoczuciu.

Taka osoba, np. zadaje pytanie o czyjeś samopoczucie lub pyta, co się u kogoś dzieje i robi to nie dlatego, że rzeczywiście chce się dowiedzieć. Taka rozmowa jest raczej pretekstem, by zacząć mówić o sobie (np. „Jak już wspominasz, że byłaś w G., to gdy ja tam byłem, to….”, „To miałeś naprawdę wypadek, ale mówię ci, ja to dopiero miałem kłopoty w ubiegłym tygodniu!” itp. itd). Pośrodku tej skali jest miejsce dla całej reszty. Obok zainteresowania sobą, jest też troska o drugą osobę, umiejętność odroczenia gratyfikacji (np. matka opiekująca się dzieckiem), widzenie siebie i innych w szerszym kontekście społecznym, który czasem wskazuje, że nie sobą mamy się zająć, a drugim człowiekiem.


Wyolbrzymione poczucie własnej wartości

Osoba o nasilonych cechach narcystycznych ma wyolbrzymione poczucie własnej wartości (i – choć wydaje się to paradoksem, jednocześnie pilnie ukrywane niskie poczucie własnej wartości!). Brakuje jej jednak empatii. Nawet gdyby chciała, nie potrafi prawdziwie współczuć, nie jest w stanie skupić się na kimś innym poza sobą. Będzie się często uważała za kogoś wyjątkowego, przeznaczonego do rzeczy wielkich, będzie się czuła uprawniona do specjalnego traktowania, okazując arogancję lub wyniosłość, oczekując od innych podziwu. Nie zawaha się użyć innych, by coś zdobyć, będzie skłonna do zazdrości lub niszczącej zawiści, jeśli inni będą mieć to, czego ona chce lub uważa, że jej się „należy”.
Czytaj także: Masz niskie poczucie własnej wartości? Postaw na wrażliwość i autentyczność


Jestem najgorszy!

Istnieje też inna, bardziej ukryta i może nieco zaskakująca forma narcyzmu: narcyz zdewaluowany; czyli „jak nie mogę mieć wszystkiego, to będę najgorszy, najbardziej cierpiący” itp. – i taką postawą skutecznie skupiający na sobie uwagę.

Narcyz będzie porządkował wszystkie sprawy, porównywał i wartościował: lepsze – gorsze, będzie nieustannie tworzył rankingi, i według tego wzorca będzie dokonywał wyborów, np. lepsze miejsce do odpoczynku – gorsze, lepiej się pokazać w modnej kawiarni – w innej gorzej, lepiej nosić ubrania z tego markowego i drogiego sklepu (nawet jeśli go na to nie za bardzo stać), niż z innego (bo wstyd i upokarzające, że go nie stać).

Jeśli to dotyczy rzeczy związanych z nim samym, z byciem widzianym i podziwianym przez innych, można to przyjąć, nawet zaakceptować, gdyż przy tym wszystkim taki narcyz potrafi być hojny i uroczy dla innych. W końcu trochę próżności nie zaszkodzi. Natomiast na ogół na tym się nie kończy i robi się nieprzyjemnie, jeśli robiąc takie rankingi, domaga się od najbliższych spełniania jego oczekiwań i bycia w tym perfekcyjnym. Jeśli syn np. zamiast wyboru oczekiwanych studiów na prestiżowej uczelni, wybierze inne studia na mniej wg rodzica prestiżowej, rodzic może – zły za naruszenie jego wizerunku osoby pełnej sukcesów, który ma dzieci świadczące o jego statusie – wycofać nawet wsparcie finansowe lub je znacznie ograniczyć.


Spełniaj moje oczekiwania!

Może nawet zerwać kontakty z takim „niewdzięcznym” dzieckiem. Często zresztą taki rodzic wywiera już wcześniej na dzieci presję: kochając swoich rodziców, właściwie nie mają wyboru i podporządkowują się ich wymaganiom i oczekiwaniom. Jeśli współmałżonek takiej osoby nie dość dobrze wygląda, ubiera się lub ma nieodpowiednią pracę, potrafią – szukając obiektów idealnych, porzucić prawie bez słowa lub nieustająco domagać się spełnienia swoich wygórowanych oczekiwań.

Narcyz potrzebuje być widziany i podziwiany przez innych, źle znosi porażki, czuje się wtedy zawstydzony i upokorzony, często chowa się przed ludźmi; dosłownie – np. zaszywa się w domu. Często nawet na pytania bliskich odpowiada: „Ach, zmęczyli mnie w tej pracy. Dobrze, że mnie zwolnili. Zrobię sobie przerwę, odpocznę”. Albo potrafi się wściekać, odgrażać, podejmować próby odwetu za doznane – w swoim poczuciu – krzywdy. Może być wtedy nawet niebezpieczny.

Narcyz potrafi być bardzo uwodzący i skuteczny, gdy mu na czymś lub na kimś zależy. Często potrafi zawalczyć o uczucia, nawet otoczenie potrafi komentować: „Ale jest zakochany! Tyle kwiatów przysyła! Ale ma pomysły!”.

Tymczasem narcyz często walczy o uczucia, by potwierdzić własną wartość. To (prawie) nigdy nie ma nic wspólnego z osobą, o której uczucia walczy. Gdy zdobędzie daną osobę, na ogół niepostrzeżenie przerzuca zainteresowanie na coś lub kogoś innego. Nawet najbliżsi często nie rozumieją skarg osoby będącej w relacji z narcyzem. „Co ty mówisz? Czujesz się niekochana? Ale on tak o ciebie dba! Co? Nie słucha tego, co do niego mówisz? Pewnie jest zmęczony”, „Rzadko bywa w domu? Ale za to zobacz, ile zarabia i jak wam się dobrze żyje!”. Narcyz potrafi uwieść wszystkich wokół i trudno zobaczyć pod maską to, co widzą bliscy.


Życie z narcyzem

Nasilenie tych cech sprawia, że życie z narcyzem może być niełatwe. Większość z nas zresztą, kiedy ktoś podważa naszą tożsamość, atakuje i krytykuje, może wykazywać takie zachowania, jak np. przechwalać się, wygłaszać niepodważalne stwierdzenia, przesadnie krytyczne komentarze, idealizować autorytety. Jeśli ustępują czynniki sytuacyjne, które wywołały naszą obronną reakcję – na ogół wracamy do zwykłego trybu funkcjonowania.

A co zrobić, jak widzimy w naszym najbliższym otoczeniu osobę, która wg nas ma cechy narcyza? Warto pójść wtedy do psychologa, skonsultować się i poradzić, a później namawiać na podjęcie terapii. Narcyz często sprawia wrażenie niewzruszonego i niezainteresowanego, ale pod tą maską ukrywa duże cierpienie i kruche poczucie własnej wartości. Sam by na terapię nie poszedł, ale namawiany, zachęcany (nawet przymuszany) idzie, i to często jest jedna z najlepszych decyzji w jego życiu – i oczywiście życiu jego rodziny!

...

Egoista niszczy samego siebie.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 79263
Przeczytał: 167 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 17:14, 27 Lis 2017    Temat postu:

Chcesz, żeby Twoje życie było piękniejsze? Najpierw zobacz, jakie jest naprawdę
Zyta Rudzka | 27/11/2017
Pexels | CC0
Komentuj


Udostępnij
Komentuj


Czasami warto zdjąć różowe okulary i zobaczyć tę subtelną różnicę między kochaniem siebie bezwarunkowo, a szkodzeniem sobie.


O
to czterdziestoletnia Dorota. Znowu bez pracy. Ale do tego już się zdążyła przyzwyczaić. Zmienia firmy. Nawet trzy w ciągu roku. Tak wygląda jej życie.

Ale nadal mocno wierzy w siebie. Uważa, że jest wybitną i nowatorską specjalistką od marketingu. Ale zawsze ma pecha – trafia na pracodawców, którzy wolą gorsze, ale za to bezpieczne pomysły.
Czytaj także: Chcesz być zdrowsza? Zadbaj o przyjaźń


Bezkrytyczna ocena siebie, czyli nikt mnie nie rozumie

„Sama odeszłam! – deklaruje w emocjonalnym wzburzeniu. – Nie moja to wina, że innym brakuje biznesowej odwagi! Wolą być planktonem, niż śmiało rozwijać firmę. Mam dość pracy z miernotami!” – krzyczy z pasją.

No, jest pięknie! Ale dlaczego Dorota znowu szuka pracy, a jej córka siedzi zamknięta sama w pokoju, bo miała gdzieś wyjść, ale znowu z kimś się pokłóciła.

„Mała ma mój niewyparzony język – mówi z zadowoleniem Dorota. – Nie będzie nikt jej w kaszę dmuchał. Rogata dusza po mamusi” – śmieje się. Ale ten się śmieje, kto się śmieje ostatni.

Dopiero, kiedy Dorota zaczyna szczegółowo opowiadać o swojej drodze zawodowej, łatwo zobaczyć, że postrzega siebie bezkrytycznie. Zawsze ma najlepsze pomysły, których inni jej zazdroszczą.
Czytaj także: Szukasz klucza do udanego małżeństwa? Popracuj nad samooceną!


Bezgraniczna wiara we własne zalety może być potężną wadą

Najłatwiej uwierzyć w bajkę, którą się samemu wymyśliło. Dorota ma całkiem sprawny system samookłamywania się. Nie ma pracy – bo jest wybitna w zawodzie. Nawet do głowy jej nie przyjdzie, że może brakuje jej podstawowych umiejętności pracy w zespole.

Wychwala siedemnastoletnią córkę za silną osobowość, która przejawia się najbardziej w braku przyjaciół i kłótniach z nauczycielami.

Ja chyba śnię. W tym domu to, co brzydkie – zawsze jest ładne. Takie wybiórcze postrzeganie siebie i świata, łatwo staje się autoagresywne czy przemocowe.

Czasami tak dużo złego się dzieje, że wolimy czegoś nie dostrzegać. Jak dzieci. Zasłonię sobie twarz rączkami i po kłopocie. W tym sensie – idealizacja jest niedojrzałym mechanizmem obronnym.

Optymistyczne upieranie się, że szklanka jest do połowy pełna nie zawsze wychodzi nam na dobre. Filtr różowych okularów uniemożliwia korektę złej sytuacji. Pozwala przetrwać trudne chwile, ale stosowany chronicznie – staje się niedojrzałą obroną. Lukrujesz świat? Możesz nie odebrać komunikatu: Mam problem!
Czytaj także: Czym tak naprawdę jest uczciwość? O pułapkach bycia „kimś”


Kompetencje społeczne

Dorota chroni się przed nieprzyjemnymi emocjami i jednocześnie zamyka sobie szansę na wyjście z kłopotów. Gdyby chciała się dowiedzieć o sobie czegoś, co jest niewygodne – to mógłby być dobry przełom. Woli czuć się niedocenioną, niż podjąć jakieś działania, które dałyby jej zadowolenie w pracy i pieniądze, których potrzebuje.

Skoro zawsze wchodzę w konflikt w pracy – to może mam w tym swój udział. Co mogę z tym zrobić? Może brakuje mi kompetencji społecznych. Powinnam nauczyć się lepiej komunikować, a więc również współpracować?

Możemy żyć w bajce pod warunkiem, że zdajemy sobie sprawę z naszych iluzji. Ale Dorota swoją bajeczkę bierze za rzeczywistość. Każdy śmieć ładnie zamiecie pod dywan, ale śmieci pod dywanem często zachowują się jak trup w szafie – wypadają w niespodziewanych momentach. Kiedy na przykład trzeba zapłacić rachunki. Czy wtedy, kiedy widzi w córce tylko odważną, bezkompromisową dziewczynę, a nie dostrzega, że dzieciak odgradza się od świata. Mowę obronną czy laudację na cześć córki chyba powinna zastąpić szczera, zatem i bolesna rozmowa.
Czytaj także: Co daje wewnętrzną siłę? 10 odpowiedzi, które pomogą Ci zrozumieć siebie


Hurra optymizm a realne problemy

Zamiast pielęgnować hura optymizm chyba lepiej działać, ustawić się zadaniowo. Wyjść ze sztucznych dekoracji, w te prawdziwe. Rozejrzeć się i zastanowić, co by tu poprzestawiać. Jak inaczej się urządzić, żeby było wygodniej. Dorota pielęgnuje swoje kły i pazury, dumna z silnej osobowości. Ale jaka jest prawdziwa moc tej wewnętrznej siły?

Dorota odpala papierosa od papierosa i cierpi na bezsenność, a jej córce wyraźnie dokucza samotność sobotniego wieczoru. Czasami trudno przyznać, że to my nawalamy.

Nie chcemy wobec samych siebie uchodzić za gorsze, mniej zaradne, potrzebujące pomocy. Lukrowanie świata pomaga zamaskować poczucie, że coś się nie udaje. Można grać w iluzję, jeżeli nas to bawi, ale nie oczekujmy, że wygrana w matrixie przeniesie się w realny świat.
Czytaj także: Codzienna dawka duchowej inspiracji na Instagramie. Polecamy!


Jak zdjąć opaskę z oczu?

Najpierw trzeba uznać, że może jednak ją mam. Przyznać się, że zabrnęłam w ślepą uliczkę i przez lata fałszywie zachwycam się, że tak tu uroczo. Przyznaj się do porażki, wtedy szybciej znajdziesz drogę ewakuacji. Oczywiście, poczujesz niezadowolenie, frustrację i te wszystkie uczucia, które może nie są przyjemne, ale za to motywacyjne, twórcze, uwalniające.

Jeżeli chcemy zmienić coś, co nam przeszkadza lepiej żyć – najpierw musimy to zobaczyć. Billboardem z uśmiechniętą buźką nie da się zmienić bałaganu na zapleczu. Zamiast podkolorowywać rzeczywistość, może warto ją zmieniać w bardziej sprawczy sposób. Idealizacja mało ma wspólnego z idealnym życiem.

Czasami warto zdjąć różowe okulary, a założyć te korekcyjne i wreszcie zobaczyć tę subtelną różnicę między kochaniem siebie bezwarunkowo, a szkodzeniem sobie.

...

Prawda o sobie tak ale w swietla Słowa Bożego. Bo jak ludzie ,,powiedzà wam prawdę o was" to wam zaszkodza.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 79263
Przeczytał: 167 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 14:21, 15 Gru 2017    Temat postu:

Recepta Matki Teresy na zdrowe… ego
Jola Szymańska | 15/12/2017
SplitShire
Komentuj



Udostępnij




Komentuj



Zauważyliście, że wyniosłość jest często odbierana jako siła? Kompletnie tego nie rozumiem. Jak się okazuje, Matka Teresa też.

Wszyscy chcemy być szanowani i odbierani poważnie. Ale czasem ze strachu, że ktoś nas źle potraktuje, udajemy kogoś, kim nie jesteśmy. Robimy srogą minę, przechwalamy się i pokazujemy, że nam nie zależy. Nie trzeba doświadczonego psychoterapeuty, żeby widzieć, że w ten sposób stroszy piórka nasze przestraszone ego.
Czytaj także: Jak sobie radzić z toksycznymi ludźmi – przykład św. Tereski



Łatwo być pysznym, surowym i egoistycznym – tak łatwo. Ale stworzono nas do większych rzeczy. – Matka Teresa

Łatwo wpaść w wyniosło-nonszalancki styl bycia. Co gorsza, panuje przedziwne przekonanie, że taka postawa jest fajna, modna i atrakcyjna. Nie wiadomo tylko, dla kogo. Według Matki Teresy stworzono nas do większych rzeczy niż nieustanne chronienie swojego ego.

Poczucie własnej wartości lepiej budować na miłości i prawdzie, niż na sztucznych minach.


Eldorado w Twoim domu

Wyobrażacie sobie świat, w którym ludzie są naturalni i nie skupiają się zbytnio na samych sobie, tylko wspierają innych? Może to idylla, może raj, może jakieś Eldorado, ale czujecie jak mogłyby wyglądać wtedy relacje międzyludzkie? Byłoby wspaniale! Może więc warto zacząć tak żyć?

To na pewno zwiększy nasze szanse na szczęście doczesne. I nie tylko!

...

Wyniosly egoizm to czesto strach.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 79263
Przeczytał: 167 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 17:15, 05 Sty 2018    Temat postu:

Jak się bronić przed próżnością i narcyzmem? Odpowiedź Franciszka daje do myślenia
Ary Waldir Ramos Diaz | 05/01/2018
Antoine Mekary - Aleteia
Komentuj



Udostępnij




Komentuj



„Pamiętam aktorkę Annę Magnani. Pewnego razu, gdy nie była już młoda, powiedzieli jej, że aby mogła odnosić większe sukcesy w kinie, powinna usunąć zmarszczki” – świetną odpowiedź aktorki papież pamięta do dziś.


J
aki obraz samego siebie ma Franciszek? Oto niezwykłe pytanie skierowane do papieża, a jego odpowiedź zasługuje na głęboką refleksję. Wyjaśnił przy okazji, jaki ma sposób na to, by nie popaść w próżność i narcyzm oraz ostrzegł przed niebezpieczeństwem „oceny lustrzanej”.
Czytaj także: Podchodzi Franciszek do grupy licealistek i opowiada anegdotę o św. Antonim
Lustro

„Wiele osób postrzega cię bardzo dobrze. A ty, jaki masz obraz samego siebie?” – spytała Franciszka Michiko, studentka na Uniwersytecie Sophia w Tokio, 18 grudnia 2017 roku podczas transmisji na żywo z Watykanem. „To pytanie, którego można oczekiwać od kosmetologa, a nie studentki angielskiego, która chce studiować socjologię. Ale podoba mi się” – odpowiedział papież.

„W radzeniu sobie z problemem własnego wizerunku jest zawsze pewien rodzaj pomieszania” – zaczął następca św. Piotra. „Odpowiem ci jednym słowem: lustro. Kiedy przeczesujemy włosy i myjemy twarz, patrzymy w lustro. Mamy obraz samych siebie. Ale kiedy zwierciadło zaczyna być częścią twojego życia, zaczynasz dialogować z lustrem w postawie, która jest prawie – lub całkowicie – narcystyczna i kończysz patologią samoodniesienia. Uważam, że musimy bardzo uważać, kiedy chcemy osądzić lub ocenić siebie – myśleć bardzo ostrożnie, aby nie popaść w ocenę lustrzaną. Ono nas oszuka, zawsze nas oszuka!”.

„Zapytałaś mnie – kontynuował – jaki mam obraz samego siebie. Staram się nie patrzeć na siebie w lustrze, ponieważ jest to coś, na co musimy nieustannie uważać, bo próżność może do nas przylgnąć ze wszystkich stron. Raz czy dwa razy dziennie staram się zajrzeć w głąb samego siebie. Aby przyjrzeć się temu, co odczuwałem w ciągu dnia, temu co działo się we mnie.

A potem – to słowo brzmi mocno, ale zrozumiesz, o co mi chodzi – w oparciu o to, osądzam siebie. To znaczy decyduję, na jaką opinię o samym sobie zasługuję za to, co zrobiłem, za decyzję, którą podjąłem, za nastawienie jakie miałem. Ot, wracając do obrazu tego, co zrobiłem w tym dniu”.
Jestem grzesznikiem

W podobny sposób papież położył nacisk na pytanie, co myśli o sobie z bardziej ogólnego punktu widzenia. „Myślę… i powiem to z perspektywy mojej wiary – myślę, że jestem grzesznikiem, którego Bóg bardzo kochał i nadal kocha.

Ale mój kompletny i konkretny obraz [samego siebie] jest czymś, co znajduję dzień po dniu, patrząc na to, jak się zachowuję, na decyzje, które podejmuję, na błędy, które popełniam… I to jest obraz, który zmienia się, w miarę jak życie postępuje”.

Ojciec Święty przestrzegł następnie, że „zawsze istnieje niebezpieczeństwo oszukiwania samego siebie zewnętrznym wizerunkiem lub ukrywania swojego wizerunku. Oczywiście, nie jestem przeciwny makijażowi. Ale są sposoby użycia makijażu, które deformują rzeczywistość”.
Czytaj także: Franciszek: Z zaniedbań trzeba się spowiadać. Nie wystarcza nie czynić bliźniemu nic złego
Aktorka, od której papież czegoś się nauczył

Następnie papież – który uwielbia włoski neorealizm, kierunek w sztuce filmowej, który zrodził się z popiołów drugiej wojny światowej – mówił o pewnej charakterystycznej aktorce tamtych czasów.

„Pamiętam aktorkę Annę Magnani (1908-1973). Pewnego razu, gdy nie była już młoda, powiedzieli jej, że aby mogła odnosić większe sukcesy w kinie, powinna usunąć zmarszczki. A ona powiedziała: «Co to, to nie! Pozyskanie tych zmarszczek zajęło mi wiele lat. Nie zamierzam ich tknąć…». Były dla niej jak skarb” – opowiadał Franciszek.

W ten sposób papież zachęcił nas byśmy akceptowali zmarszczki, które pojawiają się na naszych twarzach. Powinniśmy „codziennie akceptować nasz wizerunek: obraz naszych sukcesów, naszych niepowodzeń, obraz naszego zdrowia i choroby, obraz krótkiego życia i długiego życia. Zaakceptujmy ten wizerunek każdego dnia, a poprawiajmy to, co potrafimy. Ale nigdy nie ukrywajmy tego wizerunku ani nie popadajmy w ocenę lustrzaną. Obraz samego siebie, jaki mam, jest obrazem grzesznika, którego Bóg miłuje i ukochał bardzo. Bardzo mnie to cieszy. Dziękuję!” – zakończył.
Codzienny rachunek sumienia

Papieska metoda walki z narcyzmem i próżnością to codzienny rachunek sumienia, codzienne badanie sumienia. Jest to medytacja praktykowana szczególnie w zakonie Ojca Świętego, u jezuitów, ale także przez wielu innych chrześcijan. Istnieje wiele wersji rachunku sumienia, ale zwykle składa się on z pięciu kroków. Oto prosty sposób tej duchowej metody stworzonej przez św. Ignacego Loyolę, założyciela jezuitów:
Stań w obecności Bożej. Podziękuj za ogromną miłość, jaką Bóg ma dla nas.
Módl się o łaskę zrozumienia, w jaki sposób Bóg działa w twoim życiu.
Obejmij refleksją to, co wydarzyło się w ciągu dnia. Przypomnij sobie konkretne chwile i swoje uczucia, które im towarzyszyły.
Zastanów się nad tym, co zrobiłeś, powiedziałeś i myślałeś w tych chwilach. Niektórzy sugerują ocenianie tych czynów w kategoriach zbliżania się do Boga lub oddalania od Niego.
Pomyśl o nadchodzących wydarzeniach i o tym, jak możesz skuteczniej współpracować z Bożym planem. Możesz podjąć konkretne postanowienie i zakończyć modlitwą „Ojcze nasz”.


Czytaj także: Sposób na codzienny rachunek sumienia. W 5 prostych krokach

Tekst opublikowany w angielskiej edycji portalu Aleteia

...

Zagrozenie egoizmem zawsze jest duze.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Religia,Polityka,Gospodarka Strona Główna -> Wiedza i Nauka / Co się kryje we wnętrzu człowieka. Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
cbx v1.2 // Theme created by Sopel & Programy