Forum Religia,Polityka,Gospodarka Strona Główna
Euro może zabić EUropę ?! Scenriusze upadku Euro!
Idź do strony Poprzedni  1, 2
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Religia,Polityka,Gospodarka Strona Główna -> Aktualności dżunglowe
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 80236
Przeczytał: 187 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 23:36, 13 Sty 2013    Temat postu:

Strefa euro to pułapka bez wyjścia
Prof. Wilhelm Nölling, Uniwersytet w Hamburgu
Niemcy nie powinny były rezygnować z własnej waluty i przystępować do unii monetarnej. Od samego początku było jasne, że kraje z południa Europy nie spełniają warunków członkostwa. Błędem było nawet przyjęcie Włoch.


prof. Wilhelm Nölling, Uniwersytet w Hamburgu

Obserwator Finansowy: Historia się powtarza. W 1993 roku złożył Pan wspólnie z trzema innymi profesorami skargę do niemieckiego trybunału konstytucyjnego na rząd, przeciwko wstąpieniu Niemiec do strefy euro. Teraz ponownie skarżycie rząd, który zgodził się na pomoc finansową dla strefy euro. Na co Pan liczy?

Wilhelm Nölling: Chcemy wreszcie zatrzymać to długoletnie wykrwawianie się Niemiec i całej strefy euro. 750 miliardów, które zostaną przeznaczone na finansowanie eksplodujących deficytów w eurolandzie, wystarczą najwyżej na rok. Interwencja na rynku finansowym jest kosztowna, a już wkrótce wszyscy się przekonają, że i tak deficyty zamiast maleć, będą rosły.

Dlatego zdenerwował się Pan, kiedy w czasie warszawskiej konferencji NBP z sali padło pytanie, dlaczego Niemcy nie chcą ograniczyć uzależnienia swojej gospodarki od eksportu, osłabiając w ten sposób resztę strefy euro?

No bo ile można cierpliwie słuchać, że to Niemcy są winne kłopotom, z którymi zmaga się obecnie strefa euro. To niesprawiedliwa i niczym nieuzasadniona ocena. Odkąd powstała europejska unia monetarna, Niemcy zrobiły naprawdę wiele, żeby dotrzymać wymagań stawianych członkom. Nasza sytuacja gospodarcza i fiskalna jest całkiem niezła, jeśli porównać ją do innych krajów „szesnastki”. W ubiegłym roku, po dwóch latach kryzysu, deficyt budżetowy wyniósł 3,1 proc. W ciągu tych 12 lat staliśmy się jeszcze bardziej konkurencyjni. Inne kraje wręcz przeciwnie. W takim razie kto jest winien? Niemcy?

Niemcy czują się podobno oszukani, ale przecież strefa euro nie powstała wbrew waszej woli.

Na początku mówiono nam, że EBC pozostanie niezależny i nie będzie żadnych wykupów, bez względu na sytuację gospodarczą członków. Przekonywano nas, że nikt nie sięgnie do naszej kasy. Chociaż to prawda, że niemieccy politycy sami chcieli ograniczyć dominację Bundesbanku. Trzeba uczciwie przyznać, że Bundesbank miał dominującą pozycję w Europie, co oczywiście kłóciło się z ideą większej integracji. Nasi politycy uważali, że unia monetarna niejako zwiąże niemieckie ambicje, bo „kiedy nie dysponuje się własną walutą, nie da się już nigdy władać Europą”. Podobnie myślała wówczas większość europejskich liderów. Oni się obawiali, że Niemcy po zjednoczeniu znów mogą się stać zbyt silne w Europie.

A Pan, będąc przez wiele lat członkiem rady Deutsche Bundesbanku, nie widział takiego zagrożenia?

Wystarczyło je tylko ograniczyć. Wcale nie trzeba było rezygnować z własnej waluty. Ja wtedy proponowałem, żeby umiędzynarodowić Bundesbank. Dopuścić do zarządu np. Francuzów i Brytyjczyków, którzy wspólnie z Niemcami kształtowaliby politykę monetarną banku. W podobny sposób jest przecież dziś zarządzany Europejski Bank Centralny. Oczywiście moja propozycja nie została wzięta pod uwagę.

Niemcy zachowały jednak dominującą pozycję w gronie „szesnastki”. Żadna gospodarka strefy euro nie może konkurować z niemiecką, a korzyści Niemiec z przystąpienia do unii są ewidentne.

Wbrew pozorom wcale dobrze na tym nie wyszliśmy. Niemcy zostały najpierw osłabione kosztami zjednoczenia, a później przystąpieniem do unii monetarnej. Świadczy o tym choćby statystyka. Pod koniec 1999 roku Niemcy były klasyfikowane na 3. miejscu pod względem wielkości realnych dochodów, dziś na 17.

Co czeka w takim razie strefę euro?

Najprawdopodobniej niebezpieczeństwo inflacji. EBC może stracić kontrolę nad pieniędzmi, które drukuje. Na tych 16 miliardach, za które kupił greckie obligacje, przecież się nie skończy. EBC będzie jeszcze musiał wydać setki miliardów, żeby wykupić kraje, które nie są w stanie zapanować nad swoim deficytem. Przy okazji niemiecka gospodarka pogrąży się w stagnacji. To będzie sukces, jeśli stagnacja będzie trwała tak jak w Japonii 10 lat, ale grozić nam może nawet długotrwała recesja.

Jeśli jest tak źle, to dlaczego niemiecki rząd, chyba nawet trochę wbrew opinii publicznej, chce za wszelką cenę ratować strefę euro?

Bo nie ma już z tej sytuacji żadnego innego wyjścia. Jeszcze kilka miesięcy temu radziłem, żeby pozwolić Grecji opuścić strefę euro. Odzyskałaby pole manewru w polityce monetarnej. Dewaluacja własnej waluty prowadzi do tego, że płacisz wprawdzie więcej za import, ale mniej za eksport i stajesz się konkurencyjny. Byłem za te rady ostro krytykowany. A przecież Grecja nie będzie nigdy w stanie spłacić swoich należności i zredukować swojego deficytu budżetowego. Jest zbyt słaba, za mało produkuje i brakuje jej woli politycznej, żeby przedsięwziąć potrzebne reformy. To kwestia mentalności. Wielki kapitał już uciekł z Grecji, zabierając ze sobą dziesiątki miliardów dolarów. W tej sytuacji Grecy oglądają się na Niemców, żeby to oni sfinansowali ten odpływ kapitału.

Politycy europejscy, w tym niemieccy, znali przecież słabości Grecji i innych członków eurolandu, kiedy powoływali strefę euro do życia. Teraz muszą chyba wziąć odpowiedzialność za swoje decyzje?

Nie wiem, czy rzeczywiście wszyscy byli wtedy świadomi, że Grecja nie spełnia warunków członkostwa. Być może myśleli, że tak mały kraj nie będzie miał aż takiego znaczenia. Zresztą w Grecji już wcześniej utopiono dziesiątki miliardów euro pomocy, a zanim powstała unia monetarna, miliardy niemieckich marek. Nawet nie wiadomo, co z tymi pieniędzmi zrobiono. Dlatego jestem przekonany, że nawet teraz, w obliczu katastrofy nie są w stanie zmienić swojej mentalności i zwyczajów. Zresztą nie tylko Grecy.

W 1993 roku napisałem książkę, w której postawiłem tezę, że Pakt Stabilizacji i Rozwoju nie zadziała z powodu wbudowanego w gospodarki poszczególnych członków strefy euro strukturalnego deficytu. Przecież do eurolandu wepchnięto diametralnie różne gospodarki. Między nimi nigdy nie było ekonomicznej konwergencji. Myślę, że członkostwo w unii monetarnej wręcz pogłębiło różnice. Parasol ochronny unii sprawił, że kraje takie jak Grecja czy Portugalia pozwoliły sobie, wbrew zasadom, na dwucyfrowe deficyty! Błędem było nawet przyjęcie Włoch. Pamiętam posiedzenie rady Bundesbanku w latach 90., na którym niemiecki minister finansów miał mówić o sytuacji gospodarczej krajów aspirujących do członkostwa w strefie euro. Przyznał, że Włochy się nie kwalifikują. Ta informacja natychmiast przeciekła do mediów w formie hasła, że Niemcy nie chcą Włoch w eurolandzie.

Dziś trzeba reformować i zmniejszać te różnice. Grekom może się udać przynajmniej wprowadzić plan oszczędnościowy. Obciąć trzynaste i czternaste pensje urzędników, wydłużyć wiek emerytalny powyżej 60 lat.

Załóżmy więc, że zmusimy Greków do reform. Co zrobią, żeby zdusić deficyt budżetowy? Będą musieli zwiększyć przychody do budżetu. Jak? Nawet jeśli podwyższą podatki, to w Grecji nie ma działających według nowoczesnych standardów instytucji, które je ściągną.

Pod koniec bieżącego roku będzie już pewne, że to się nie uda. Poza tym trzeba pamiętać, że podwyżka podatków wpłynie negatywnie na popyt i produkcję. Cięcia w wydatkach również obniżą popyt, a w konsekwencji skurczą się podstawy gospodarki, dlatego zamiast zmniejszania, będziemy mieli do czynienia z powiększaniem deficytu.

Cięcia wydatków wcale nie są tak oczywiste. Administracja publiczna w Grecji zatrudnia dwumilionową armię. To dobrze opłacana armia. Kilkakrotnie większa - zachowując wszystkie proporcje - niż administracja publiczna w Niemczech. Czy myśli Pani, że ci ludzie zgodzą się na 30-40 -procentowe redukcje płac? To się tylko skończy krwawymi protestami na ulicach.

Dlatego, powtarzam, jedyny sposób na ocalenie Grecji to wyjąć ją spod parasola ochronnego unii monetarnej. W strefie euro powinny, moim zdaniem, zostać tylko kraje, które spełniają warunki członkostwa: Niemcy, Francja, Belgia, Austria, Finlandia i Luksemburg.

Doświadczenie uczy, że tylko poważny kryzys zmusza polityków do reform. Może nadszedł w Europie właśnie taki moment?

Sęk w tym, że nie ma już czasu na reformy. Przygotowania do powstania unii monetarnej trwały przecież osiemnaście lat i nawet tak długi okres nie wystarczył, żeby tych kilka zmagających się obecnie z kryzysem krajów spełniło warunki członkostwa.

Są też inne kraje, które nadal mają nadzieję, że zostaną wpuszczone w przyszłości do strefy euro. Powinny do tego dążyć?

Radziłbym najpierw przyjrzeć się sytuacji Danii i Szwecji. Pozostają poza eurolandem, dzięki czemu mają większe pole manewru w sytuacjach kryzysowych. Są panami swojego losu, co wcale nie oznacza, że nie dbają o zdrowe fundamenty swoich gospodarek.

Rozmawiała Anna Gwozdowska

Wilhelm Nölling, profesor nauk ekonomicznych Uniwersytetu w Hamburgu, emerytowany senator, były prezes Em, oddziału Deutsche Bundesbanku, właściciel agencji doradczej Ost-West-Beratungsagentur, w latach 1982-1992 członek Rady Deutsche Bundesbanku z ramienia SPD, współautor publikacji pt. „Die-Euro Illusion. Ist Europa nocht zu retten?” .W 1993 roku, wspólnie z trzema innymi profesorami, Wilhelmem Nakelem, Karlem Albrechtem Schachtschneiderem i Joachimem Starbattym, złożyli w niemieckim trybunale konstytucyjnym skargę na rząd za decyzję o przystąpieniu Niemiec do unii monetarnej. prof. Wilhelm Nölling, ekonomista z Uniwersytetu w Hamburgu, zdeklarowany przeciwnik powstania strefy euro. Jeden z panelistów warszawskiej konferencji NBP pt. „Kształtowanie przyszłości międzynarodowego systemu walutowego”.

[link widoczny dla zalogowanych]

Kolejna madra wypowiedz i znowu Niemiec ! Tam naprawde sa szczerzy naukowcy . U nas holota . Nie ma z kim rozmawiac . Swolocz ktora pokazuja media ma tylko jedno do powiedzenia . Kiedy w koncu Polske Tusk wpieprzy w euro . Stad z obrzydzeniem odwracam sie od tego szamba . I wole sie zajmowac takimi madrymi wypowiedziami z Niemiec .
Jak widzicie Niemcy zostali oszukani przez Bruksele . Najpierw zapewnili ich ze wszystko w porzadku . A jak sie okazalo ze nic nie bylo w porzadku to teraz im mowia ze nie maja wyjscia musza bulic . A w Grecji itp i tak demonstranci nosza podobizny Merkel jako Hitlera itp . I tak sa winni bo to latwe . Maja brudna historie i bardzo latwo wywiesic swastyke i juz wiadomo kto winny . Bruksela tez wykorzystala ich wine by zbudowac europotwora . Zlo moze wykorzystywac wyrzuty sumienia . Diabel czyni to ciagle .
Sprawa winy za hitleryzm a sprawa euro to zupelnie rozlaczne kwestie . A sprawa jest nadzwyczaj prosta ..
Kraj ktory uczynil tyle zla nie ma prawa czynic go jeszcze wiecej popierajc bestialski system euro . Euro to ludobojstwo jak widac . I trzeba jes zlikeidowac tak jak hitleryzm .


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 80236
Przeczytał: 187 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 0:04, 04 Lut 2013    Temat postu:

Cytat:
Niemcy w kleszczach unii walutowej (część 1)
Autor: Tomasz Gabiś

Wstęp

W wywiadzie udzielonym w grudniu 1995 roku tygodnikowi „Der Spiegel” brytyjsko-niemiecki socjolog Ralf Dahrendorf powiedział: ”Unia walutowa jest wielkim błędem, celem awanturniczym, ryzykownym i chybionym, który nie jednoczy Europy, lecz ją rozbija”. Po 17 latach, w momencie kryzysu europejskiej unii monetarnej, przepowiednia Dahrendorfa spełnia się także i w tym sensie, że odżywa tradycyjna niechęć do Niemiec i Niemców, wobec których wysuwa się najrozmaitsze oskarżenia, uaktywniając stereotyp „brzydkiego Niemca”, tuczącego się kosztem innych Europejczyków.

W lawinie artykułów i komentarzy dotyczących kryzysu wspólnej waluty europejskiej niczym refren powtarza się opinia, że na euro najbardziej skorzystali Niemcy, że to oni są największymi beneficjentami europejskiej unii monetarnej etc. etc. Pogląd ten głosi niemal cała polska klasa polityczno-ideologiczno-publicystyczna, od „Krytyki Politycznej” przez „Rzeczpospolitą” „Gazetę Wyborczą” i „Gazetę Polską” do „Naszego Dziennika”; wszyscy jak jeden mąż powtarzają, że dla Niemiec euro to istne dobrodziejstwo, za które powinni być wdzięczni europejskim przyjaciołom. Nie pokazują, jaki jest mechanizm odnoszenia tych korzyści; nie tłumaczą związków przyczynowo-skutkowych, a jedynie powtarzają w kółko te same slogany, co najwyżej wskazują na korelację pewnych zjawisk, błędnie biorąc ją za związek przyczynowo-skutkowy.

Rzecz prosta, dyskusja z poglądem, że Niemcy odnoszą specjalne korzyści z uczestnictwa w unii walutowej, jest już od samego początku bardzo trudna, jego zwolennicy wychodzą bowiem z dziwacznego założenia, że dobrobyt narodu i siła gospodarki zależą od tego, jakie nadruki widnieją na kolorowych papierkach nazywanych pieniądzem. Wobec kompletnej irracjonalności takiego założenia, zdradzającej propagandowo-perswazyjny, a nie merytoryczny charakter poglądu o dobrodziejstwach euro dla Niemców, racjonalne argumenty są raczej bezsilne. Niemniej jednak należy się nim zająć, ponieważ jego upowszechnianie jest ze wszech miar szkodliwe zarówno na płaszczyźnie czysto intelektualnej, jak i, by tak rzec, pedagogiczno-psychologicznej, fałszuje bowiem i błędnie identyfikuje prawdziwe warunki i przyczyny sukcesów gospodarczych. W tym miejscu warto zwrócić uwagę na zdumiewający i zagadkowy fakt, że w Polsce ukazały się tylko dwie książki analizujące historię wprowadzenia i funkcjonowanie wspólnej waluty, mianowicie świetna praca Philippa Bagusa Tragedia euro (przeł. J. Wozinski, Instytut Misesa, Warszawa 2011, oraz, utrzymana w bardziej publicystycznym stylu, Ostatnie lata euro Bruno Banduleta (przeł. T.Gabiś, Wektory Wrocław 2011).

Mimo iż problematyka unii walutowej jest niezwykle ważna dla przyszłości Europy, a zatem i Polski, nie opublikowano w naszym kraju – a przynajmniej ja nic o tym nie wiem, choć od kilku lat staram się śledzić tę problematykę – tekstów na temat unii walutowej i pokrewnych problemów autorstwa takich naukowców i publicystów jak Hans-Werner Sinn, Charles Wyplosz, Wilhelm Hankel, Thorsten Polleit, Ambrose Evans-Pritchard, David Marsh, Thilo Sarrazin, Walter Eichelburg, Dieter Spaethmann, Hans-Olaf Henkel, Götz Zeddies, Bernd-Thomas Ramb, Max Otte, Peter Bohley, Philip Plickert, Markus C. Kerber, Aaron Tornell, Frank Westermann, Fritz Wilhelm Scharpf, Winand von Petersdorff, Dirk Meyer, Matthias Elbers, Michael Grandt, Michael Brueckner, Renate Ohr, Michael von Prollius, Gunnar Beck, Werner Plumpe, Gary North, Stefan Homburg, Wolfgang Münchau, Karl Albrecht Schachtschneider, Nial Fergusson, Gerhard Radnitzky, Holger Görg, Gérard Bökenkamp, Kenneth Dyson, Kevin Featherstone, Joachim Starbatty, Günter Hanich, Wilhelm Nölling, Matthias Kullas, Charles Hugh Smith, Gabriel Felbermayr, Ansgar Belke, Otto Steiger, Gunnar Heinsohn.

Poniższy tekst jest rozwinięciem tez zaprezentowanych po raz pierwszy w prelekcji wygłoszonej na X Sympozjonie Europejskim w Długopolu-Zdrój w październiku 2011 roku, a następnie przedstawionych w kwartalniku „Rzeczy Wspólne” (2012 nr 2). Przy jego pisaniu obficie korzystałem z prac i artykułów wielu z wymienionych wyżej autorów. Nie muszę dodawać, że wszystkie błędy i mylne opinie, jakie się doń wkradły, obciążają wyłącznie autora.

Większość danych statystycznych na temat gospodarki Niemiec zaczerpnąłem z strony Federalnego Urzędu Statystycznego (Statistisches Bundesamt)

************


[link widoczny dla zalogowanych]

Coz za uczta dla intelektu ten tekst . Zwlaszcza na tle debilnego belkotu medialnego z udzialem roznych prof dr i red o umyslach imbecyli .
Wspaniale sie czyta !


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez BRMTvonUngern dnia Pon 0:19, 04 Lut 2013, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 80236
Przeczytał: 187 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 21:40, 02 Cze 2013    Temat postu:

Brytyjczycy wieszczą eurokatastrofę

Brytyjskie ministerstwo spraw zagranicznych szykuje plany awaryjne na wypadek rozpadu strefy euro - twierdzi brytyjski dziennik "Daily Telegraph". Dotyczyć mają ewentualnej pomocy dla obywateli Zjednoczonego Królestwa, którzy w momencie załamania będą przebywali bądź będą prowadzić interesy za granicą.

Anonimowe źródło brytyjskiej gazety w londyńskim Foreign Office ujawniło dziennikowi, że rząd JKM zakłada, iż w związku z zagrożeniem bankructwem Włoch, upadek strefy euro jest tylko kwestią czasu.

Obecnie wysiłki dyplomacji brytyjskiej podobno skupiają się na dwóch kwestiach: zyskać na czasie, tak by odwlec „godzinę zero” i jednocześnie jak najlepiej przygotować się instytucje państwa na najgorsze. – W naszym interesie jest teraz gra na czas – przekonuje informator gazety.

Oficjalnie brytyjski resort skarbu zdradził, że rząd przygotowuje „plany ewentualnościowe” na każdą sytuację.

Planowanie kryzysowe w brytyjskim odpowiedniku naszego MSZ ma dotyczyć pomocy brytyjskich placówek za granicą, zwłaszcza w krajach strefy euro, dla brytyjskich obywateli, którzy znajdą się w trudnej sytuacji po ewentualnym krachu. „Daily Telegraph” jako główne przewidywane zagrożenia wymienia upadki banków, zagrożenia bezpieczeństwa osobistego i własności prywatnej w wyniku zamieszek i innych niepokojów.

„Niektórzy analitycy mówią, że takie wydarzenie (załamanie euro – rebelya.pl) wywoła falę, która niesie ryzyko upadku całego system finansowego i paraliż banków, które nie będą w stanie zwrócić depozytów klientom i wypłacać kredytów, niszcząc w ten sposób wiele firm zależnych od kredytów bankowych.” – pisze londyński dziennik.

Prasa brytyjska, i nie tylko prasa, pełna jest w ostatnich dniach katastroficznych przepowiedni upadku eurowaluty i jego konsekwencji. „The Economist” pisał, że strefie euro być może pozostało jeszcze kilka tygodni, „Financial Times”, że upadek może zacząć się już 10 grudnia, po szczycie Unii Europejskiej, jeśli nie przyniesie zadowalających rynków efektów. Jako alternatywę brytyjscy dziennikarze, ekonomiści i politycy domagają się od Niemiec zwłaszcza zgody na poluźnienie dyscypliny finansowej w strefie euro, co miałoby zwiększyć płynność na rynku europejskim, ale grozi inflacją i spadkiem wartości euro.

W kontrowersyjnym berlińskim przemówieniu szefa polskiego MSZ Radosława Sikorskiego, obok poparcia dla budowy federacji europejskiej z sercem "bijącym w Berlinie” (co mogło podobać się niemieckim gospodarzom, bo, jak mówi prof. Staniszkis, to odbicie pomysłów krążących od lat wśród niemieckich elit) znalazły się też słowa o dwóch demonach z niemieckiej przeszłości: inflacja i wojna. Sikorski uzasadniał, że lepsza jest inflacja.

O groźbie wojny z powodu rozpadu strefy euro mówił też latem w Parlamencie Europejskim minister finansów Jacek Rostowski.

Zarówno Sikorski, jak i Rostowski nie ukrywają swoich związków z Wielką Brytanią, gdzie mieszkali przez wiele lat. Dodatkowo, przemówienie Sikorskiego, potraktowane zostało krótkimi wzmiankami w większości mediów w Europie i w USA. Z jednym ważnym wyjątkiem: „The Economist”. W ciągu kilku dni ukazało się kilka niezwykle entuzjastycznych artykułów autorstwa dziennikarza, który przedstawia się uczciwie jako „bliski przyjaciel” Radosława Sikorskiego („The Economist” nie podpisuje tekstów, ale chodzi o Edwarda Lucasa, byłego korespondenta w Polsce, obecnie szefa działu zagranicznego tego tygodnika). Sikorski jest przedstawiany wręcz jako nadzieja Europy i symbol wejścia Polski do pierwszej ligi Europy.

Z kolei portal „Kampania na żywo” napisał, iż autorem przemówienia Sikorskiego mógł być były ambasador Wielkiej Brytanii w Polsce Charles Crawford. Crawford temu zaprzecza, ale faktem jest, iż plik z tekstem na stronie MSZ we właściwościach miał nazwisko Crawforda jako autora.

Natomiast prestiżowy amerykański think-tank German Marshall Fund, który stawia sobie za cel promowanie idei transatlantyckich w Europie, również poświęcił wystąpieniu Sikorskiego najnowszą analizę. Podobnie jak „The Economist” skrytykował pomysły wzmocnienia instytucji UE prowadzące do budowy federacji, ale entuzjastycznie odniósł się do nacisków Sikorskiego na Niemcy w celu podjęcia natychmiastowych kroków w celu ożywienia w strefie euro. Czy chodzi jednak rzeczywiście o ożywienie, czy zgodnie z tym, co mówi informator „Daily Telegraph”, zyskanie na czasie?

Nie sposób więc nie odnieść wrażenia, że przed ważnym szczytem UE w dniach 8-9 grudnia Londyn i być może Waszyngton prowadzą niejasną piarową i polityczną ofensywę. Pytanie, czy to dobrze, iż biorą w niej udział czołowi polscy politycy, i na jakich zasadach?

Marcin Herman

[link widoczny dla zalogowanych]

Ci sie przygotowuja do upadku euro a Tuski do wpieprzenia nas w to szambo . Takich cwokow wybieracie .


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Religia,Polityka,Gospodarka Strona Główna -> Aktualności dżunglowe Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2
Strona 2 z 2

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
cbx v1.2 // Theme created by Sopel & Programy