Forum Religia,Polityka,Gospodarka Strona Główna
Bój o Kurdystan !
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Religia,Polityka,Gospodarka Strona Główna -> Aktualności dżunglowe
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 90936
Przeczytał: 189 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 14:27, 11 Wrz 2015    Temat postu:

"FT": eskalacja konfliktu z Kurdami grozi Turcji destabilizacją

"FT": eskalacja konfliktu z Kurdami grozi Turcji destabilizacją - Dorota Dunicz / Onet

Rozgorzały na nowo konflikt między władzami w Ankarze a Partią Pracujących Kurdystanu (PKK) grozi destabilizacją Turcji, która "znajduje się w centrum politycznego i społecznego trzęsienia ziemi" - pisze "Financial Times" w komentarzu redakcyjnym.

Jak przypomina "FT" w kraju odbyły się niedawno wybory parlamentarne bez jednoznacznych zwycięzców, gospodarka trzeszczy w szwach, a prezydent Recep Tayyip Erdogan próbuje w kontrowersyjny sposób zapewnić sobie więcej władzy konstytucyjnej. W takich okolicznościach doszło do eskalacji napięcia w konflikcie między władzami tureckimi a separatystyczną PKK, co grozi krajowi destabilizacją - uważa londyński dziennik.

Po dojściu do władzy w 2003 roku Erdogan, wówczas premier, zrobił wiele na rzecz zakończenia konfliktu, m.in. przyznając prawa polityczne Kurdom stanowiącym ok. 15 proc. ludności Turcji. Jednak w czerwcu znów doszło do aktów wrogości, co podważa najważniejsze osiągnięcie tureckiego przywódcy.

Zdaniem "FT" powrót konfliktu na linii Kurdowie-Ankara jest związany z działaniami tureckiego rządu. "Kurdyjskich bojowników od dawna oburza niechęć Erdogana do konfrontacji z siłami Państwa Islamskiego (IS) w Syrii. (...) (Turecki przywódca) za większe zagrożenie pod każdym niemal względem uważa tamtejszych Kurdów" - podkreśla gazeta.

"Tureckiego prezydenta podejrzewa się również o to, że rozdmuchał konflikt z PKK na użytek wewnętrzny" - pisze "FT", przypominając, że w czerwcowych wyborach partia AKP, z której Erdogan się wywodzi, utraciła większość parlamentarną, za to zaskakująco dobry wynik uzyskała prokurdyjska HDP. Z tego powodu militarna ofensywa przeciw PKK "wygląda jak cyniczna akcja obliczona na łowienie głosów nacjonalistycznego elektoratu".

"Erdogan ma prawo do zdecydowanej odpowiedzi na akty terroru dokonywane na tureckiej ziemi. Jednak odwet z jego strony może się okazać się tak brutalny (...), że pogrzebie wszelkie szanse na wznowienie rozmów z PKK" - ocenia "FT". Zdaniem gazety "powodem do szczególnego niepokoju" jest w tym kontekście postawienie bardzo ogólnych zarzutów przywódcy HDP, Selahattinowi Demirtasowi.

Z punktu widzenia sojuszników Turcji w NATO, m.in. USA, droga wybrana przez Erdogana "powinna wywołać przerażenie": "wojna przeciw Kurdom tylko szkodzi najskuteczniejszym bojownikom walczącym obecnie z IS, a pogłębiające się wrażenie politycznego i gospodarczego chaosu w samej Turcji to nie jest coś, na co mogą pozwolić USA na wschodniej flance Sojuszu" - podkreśla dziennik.

"Erdogan musi znaleźć sposób na złagodzenie napięcia w konflikcie z PKK. Jego odpowiedzią nie może być wojna totalna" - konkluduje "Financial Times".

...

Glupota czesto jest motorem ludzkich dzialan.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 90936
Przeczytał: 189 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 16:08, 11 Wrz 2015    Temat postu:

Witold Repetowicz: Turcja chce zmienić kształt etniczny północnej Syrii
10 września 2015, 11:54
- Władze tureckie zainteresowane są tym, by Kurdowie syryjscy, których ponad pół miliona znalazło się w Turcji, emigrowali do Europy. Dzięki temu dokonują się czystki etniczne w północnej Syrii - takie ciche, perfidne czystki etniczne, które spotykają się z aprobatą czy wręcz aplauzem części opinii publicznej w Europie - mówi w wywiadzie z Grzegorzem Lindenbergiem z portalu euroislam.pl Witold Repetowicz, dziennikarz i podróżnik. Repetowicz ocenia także politykę Turcji wobec ISIS i działania UE wobec wzbierającej fali migracyjnej.

Czytaj również: Muzułmański burmistrz nie chce uchodźców.

Grzegorz Lindenberg, euroislam.pl: Ostatnia twoja podróż była dokąd?

Witold Repetowicz: W czerwcu tego roku do Iraku, zarówno do Kurdystanu irackiego, jak i Bagdadu, Nadżafu i Salahudin, a także do Kurdystanu tureckiego. To była moja trzecia podróż do tego regionu w ciągu ostatnich dwóch lat, ale jeżdżę tam regularnie od jakichś 10 lat.

Jaką rolę mogą odgrywać Kurdowie w rozwiązaniu problemu uchodźców? Co Zachód powinien robić z uchodźcami tam, na miejscu? Byłeś tam, widziałeś.

- Konieczne jest zwiększenie pomocy dla uchodźców, zarówno w krajach ościennych Syrii, jak i dla czterech milionów uchodźców wewnętrznych w Iraku, którzy jeszcze nie ruszyli do Europy. Na pewno należy pomóc odbudować tereny wyzwolone przez Kurdów w Syrii. O tym się w ogóle nie mówi, o odbudowie Rożawy.

Bardzo interesujące jest, dlaczego nagle ci uchodźcy ruszyli z Turcji, a z Iraku nie. Jest rzeczą oczywistą, że władze tureckie zainteresowane są tym, żeby Kurdowie syryjscy, których ponad pół miliona znalazło się w Turcji, emigrowali do Europy. Dzięki temu dokonują się czystki etniczne w północnej Syrii - takie ciche, perfidne czystki etniczne, które spotykają się z aprobatą czy wręcz aplauzem części opinii publicznej w Europie. Turcja chce zmienić kształt etniczny północnej Syrii, pozbyć się stamtąd Kurdów, osiedlić Arabów lub sprowadzonych z Chin Ujgurów, którym masowo wydaje paszporty i potem prawdopodobnie anektować te tereny.

Jak ten plan się powiedzie, (Ankra - red.) zrobi to samo w Kurdystanie tureckim. Ci, którzy kreują się na obrońców uchodźców, wyrządzają im tak naprawdę ogromną krzywdę, bo niszczą ich ojczyznę, Rożawę, pomagają w czystkach etnicznych w tym rejonie. Uważam, że cała ta akcja jest wspomagana, może nawet koordynowana przez tureckie służby specjalne.

Jest jeszcze druga przyczyna, dlaczego do Europy ruszyła teraz taka fala (uciekinierów - red.). Ci, którzy w zeszłym roku docierali Lampedusę, mieli zupełnie inne motywacje. W większości byli to imigranci ekonomiczni z Afryki, a nie uchodźcy z Syrii. Natomiast w propagandzie nazywano ich "uchodźcami syryjskimi". Gdy więc prawdziwi syryjscy uchodźcy, którzy nigdzie jeszcze wtedy masowo nie uciekali, usłyszeli, że się w Europie nad przybyszami litują, a w dodatku w obozach odbiera się im pomoc, bo jest ona przekazywana Afrykańczykom uznawanym za "uchodźców syryjskich", to stwierdzili, że też muszą ruszyć.

Wracając do działań Turcji, to jest jeszcze jeden ich aspekt. Chaos w Europie, starcia z uchodźcami na granicach, na dworcach, powodują, że Europa zajęta jest sobą i nie patrzy na to, co tureckie wojsko robi w Kurdystanie tureckim. A zachowuje się tam obecnie jak wojsko okupacyjne. Jeżeli Europa dalej będzie tak zaślepiona, to wojsko tureckie zacznie palić wioski kurdyjskie, a na jakikolwiek głos protestu Erdogan powie: "Wy bijecie biednych uchodźców, jak śmiecie mi zwracać uwagę".

Czy Europa jest w stanie skutecznie pomóc uchodźcom tam, na Bliskim Wschodzie, na tyle skutecznie, żeby nie chcieli tu przyjeżdżać?

- Moim zdaniem działania muszą być prowadzone dwutorowo. Z jednej strony potrzebne jest poważne zwiększenie finansowania humanitarnego, ale również rozwojowego - na odbudowę wyzwolonych terenów północnej Syrii. Ale temu elementowi musi towarzyszyć uczciwy, jasny i czytelny komunikat do tych ludzi, że nie ma dla nich zielonego światła w Europie. Granice muszą być chronione. Deklaracje zachęcające do przybywania do Europy są oszustwem, są szkodliwe i dla Europy, i dla przybyszy, oraz powiększają falę migracyjną. Ci ludzie idą do Europy i spodziewają się, że będą powitani z otwartymi ramionami, że dostaną mieszkanie i pracę. Nie idą tu po to, żeby mieszkać w namiotach, w obozach dla imigrantów. Idą, żeby mieć takie życie, jak widzą w telewizji czy internecie.

Zakładając, że Unia nadal będzie przyjmować wszystkich z Syrii, czy myślisz, że te 4 miliony syryjskich uchodźców, którzy są w tej chwili w państwach ościennych, przeniosą się do Europy?

- Myślę, że znacznie więcej niż 4 miliony, bo w tych falach nie są wyłącznie Syryjczycy. Oni nie będą pewnie stanowili nawet połowy osób, którzy będą ciągnąć do Europy. Natomiast im więcej ludzi będzie przybywało do Europy, tym mniej pieniędzy i uwagi będzie poświęcane na to, co się dzieje tam (na Bliskim Wschodzie - red.). Ludzie pozostawieni tam samym sobie i zagrożeni śmiercią głodową też ruszą (ku Europie - red.). Wszyscy ruszą. Wtedy okaże się, że to zielone światło było oszustwem, bo czy to Niemcy, czy to Szwedzi zaczną zamykać granice. Niemcy mogą przyjąć jeszcze milion, dwa miliony, trzy miliony, ale nie przyjmą dziesięciu milionów. Uchodźców i IDP-sów - uchodźców wewnętrznych - tylko z Syrii, Iraku i Jemenu jest obecnie 17 mln, a oni są i będą tylko niewielką częścią tej fali.

Porozmawiajmy o Kurdach, którzy są jednymi z głównych aktorów wydarzeń na Bliskim Wschodzie, nadzieją na pokonanie Państwa Islamskiego. Kobiety kurdyjskie się zasłaniają?

- To zależy. W miastach jest większa swoboda obyczajowa i wszystko zależy od danej rodziny. Bardzo dużo kobiet się nie zasłania, chrześcijańskie kobiety mieszkające w Kurdystanie też się nie zasłaniają. Natomiast w górach kurdyjskich stosunki społeczne są bardziej konserwatywne, ale kobiety nie noszą burek, jak w Afganistanie, tylko chusty. Jednak generalnie w tych konserwatywnych górskich obszarach nie ma zwyczaju, żeby dochodziło do interakcji między nieznajomą kobietą a mężczyzną.

A w Erbilu?

- Tak, w Erbilu można rozmawiać z nieznajomą kobietą, ale to też zależy od konkretnego przypadku. Na uczelniach kobiety studiują razem z mężczyznami.

A kobiece oddziały peszmergów?

- W Kurdystanie irackim nie ma zbyt wiele kobiet w wojsku, to pojedyncze przypadki, takie oddziały są w PKK (oddziałach Kurdów tureckich) i YPG (Kurdowie syryjscy). Kurdowie syryjscy i duża część, zwłaszcza młode pokolenie, Kurdów tureckich, są zdecydowanie mniej konserwatywni.

Czy to tradycja lewicowa PKK?

- Tak, to w dużej mierze wynik działań PKK. Ale oni nigdy nie starali się zburzyć tradycyjnych relacji społecznych w Kurdystanie. PKK zdemontowało strukturę plemienną. Natomiast w Kurdystanie irackim ona wciąż funkcjonuje, w tych górskich częściach. W Kurdystanie syryjskim została zlikwidowana, w tureckim zmarginalizowana. Natomiast jeśli chodzi o młode pokolenie Kurdów, we wszystkich częściach Kurdystanu, to ono jest zdecydowanie bardziej, można powiedzieć, liberalne.

Bardziej konserwatywni to bardziej religijni czy tradycyjni?

- Jeśli chodzi o Kurdów irackich to zarówno bardziej tradycyjni, jak i religijni. To nie znaczy, że Kurdowie tureccy nie są religijni. Przez wiele lat partią, która zdobywała najwięcej głosów w Kurdystanie tureckim, było ugrupowanie Recepa Tayyipa Erdogana, AKP (Partia Sprawiedliwości i Rozwoju), która bazowała na tym elektoracie tradycyjnym. Dopiero w ostatnich wyborach to się zmieniło. Innym powodem popularności AKP było to, że poluzowała ucisk narodowościowy wobec Kurdów, ale przede wszystkim miała agendę islamistyczną, która przemawiała do części Kurdów. Erdogan myślał, że tak będzie zawsze. Pomylił się. Ostatnie wybory pokazały, że nastroje nacjonalistyczne, lewicowe i nacjonalistyczno-lewicowe przeważyły w Kurdystanie tureckim i głosowano na HDP (Ludowa Partia Demokratyczna).

I to jest trwały trend?

- Zdecydowanie tak. Kurdyjskie społeczeństwo jest młodsze niż tureckie, Kurdowie mają wyższy przyrost naturalny. Chyba że Turcy zastosują jakiś wybieg, np. będą chcieli wyrzucać Kurdów tureckich z Turcji do Europy. Raz już udało im się wywołać falę migracyjną wśród Kurdów, tylko że była to fala migracyjna wewnątrz Turcji. To było na początku wojny Turcji z PKK w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku, kiedy wojsko tureckie masowo paliło wsie kurdyjskie i Kurdowie ruszyli na zachód Turcji - w Stambule jest 4 miliony Kurdów, jest ich bardzo dużo we wszystkich większych miastach. Nie można wykluczyć, że teraz taka kampania terrorystyczna, przy odrobinie złej woli tureckich służb specjalnych oraz głupoty europejskiej, mogłaby doprowadzić do czystek etnicznych w Kurdystanie tureckim.

Dlaczego Turcja rozpętała nie tylko kampanię zbrojną, ale i publiczną nagonkę na PKK?

- Przyczyna jest bardzo prosta - niekorzystny dla Erdogana wynik wyborów parlamentarnych w czerwcu, chęć pozyskania elektoratu nacjonalistycznego. W tych rachubach Erdogan może się przeliczyć, ponieważ może nastąpić dalszy odpływ elektoratu kurdyjskiego do HDP. W ostatnich wyborach nawet jedna trzecia Kurdów mogła głosować na AKP, więc jest jeszcze potencjał paru milionów głosów, które mogą przepłynąć z AKP do HDP.

Skąd się wzięła długotrwała wstrzemięźliwość Turcji w atakowaniu ISIS, pozwalanie na wykorzystywanie swojego terytorium do nielegalnego handlu ropą, do uzupełniania zapasów, leczenia rannych, do przechodzenia europejskich ochotników do ISIS? Wiara Turcji, że najważniejsze jest obalenie prezydenta Syrii Baszara al-Asada, a nie walka z ISIS?

Jeszcze przed powstaniem AKP, gdy istniały jej poprzednie wcielenia, jak Partia Dobrobytu, jej lider Necmettin Erbakan jako premier próbował odtwarzać coś w rodzaju tureckiego kalifatu. Erdogan zaczynał swoją karierę właśnie tam, a Erbakan był przez lata jego mentorem. Gdy zaczęła się Arabska Wiosna, to Erdogan myślał, że Turcja przejmie coś w rodzaju przywództwa w bliskowschodnim muzułmańskim świecie tzw. umiarkowanego islamizmu. Rzeczywistość Imperium Otomańskiego była rzeczywistością federalną, nie narodową, ze spoiwem islamskim. Dlatego Erdogan może sobie wyobrażać, że da się ją odbudować.

Generalnie nie udawało mu się to od początku, bo Arabowie niespecjalnie byli zainteresowani przywództwem tureckim. Niemniej Turcja zaczęła mocno wspierać Bractwo Muzułmańskie i jeżeli chodzi o zaangażowanie w Syrii, to wynikało ono dokładnie z tych samych względów - kalifackiego, neo-otomańskiego imperializmu. Asad nie jest islamistą, nie jest nawet sunnitą.

Teraz to stanowisko Turcji wobec ISIS zaczyna się zmieniać? Pozwolili Amerykanom na użycie bazy lotniczej do nalotów na ISIS i sami zdaje się jakiś nalot przeprowadzili?

- Na razie wygląda to na totalną szopkę. Miesiąc po ogłoszeniu zamiaru stworzenia w Syrii, przy granicy z Turcją, strefy wolnej od Państwa Islamskiego nie tylko żadne tereny nie zostały zajęte, ale to Państwo Islamskie przeszło w tym rejonie do ofensywy i jest bliskie wyparcia z niego rebeliantów Frontu Islamskiego (Ahrar al Szam), innych dżihadystów. Jednak uważam, że zwycięstwa ISIS nad Frontem Islamskim to dobra wiadomość.

Dobra wiadomość?!

- Cały ten miesiąc, który upłynął od tureckiej deklaracji Turcja spędziła na intrygach, by nie dopuścić do tego rejonu Burkan al Firat, koalicji, w której są odziały YPG, są odziały asyryjskie, arabskie, plemion takich jak Shemmar, są również oddziały związane poprzednio z FSA (Wolna Armia Syrii). Amerykanie chcieli tam wprowadzić oddział umiarkowanych rebeliantów, na których szkolenia, na terytorium Turcji, chcą wydać 500 milionów dolarów. Kiedy pierwszy oddział tych rebeliantów został doprowadzony do tego regionu, to został natychmiast wyłapany przez Al Nusrę, czyli lokalną Al.-Kaidę, i pojawiły się dość wiarygodne informacje, że tak szybka akcja Al Nusry była możliwa dzięki temu, że to Turcja sprzedała im informacje o tych ludziach.

W ten sposób pozostał tylko Front Islamski. Przyszłość Syrii, jaką widzi Front Islamski nie jest przyszłością świecką, tylko jest przyszłością opartą na sądach szariackich, czyli niewiele się to różni od ISIS. Gdyby Front Islamski zajął tereny między dwoma kantonami kurdyjskimi, to powstałby tam silny salaficki reżim zdolny do zajęcia również Aleppo, wielkiego miasta, w którym są też chrześcijanie i alawici. Doszłoby tam do rzezi, na którą świat przymknąłby oczy, ponieważ dokonywaliby jej ci dobrzy, umiarkowani islamistyczni rebelianci. Natomiast jeśli pokona ich Państwo Islamskie, to sytuacja będzie jednoznaczna i powstanie front między Burkan al Firat z Kurdami a Państwem Islamskim.

Głównym wrogiem Turcji w Syrii w tej chwili nie jest zatem ani Asad, ani ISIS tylko Kurdowie?

- Tak. Granica między Turcją a Syrią jest całkowicie zamknięta tam, gdzie po syryjskiej stronie kontrolują ją Kurdowie. Tam gdzie, kontroluje granicę reżim Asada, są restrykcje, ale nie jest całkowicie zamknięta. Tam, gdzie są dżihadyści z Frontu Islamskiego, granica jest otwarta. Tamtędy właśnie przechodzą ochotnicy trafiający później do ISIS.

Czego Turcja się boi? Wspólnego ogłoszenia niepodległości przez Kurdów? Kurdowie iraccy mieli pomysł na referendum niepodległościowe.

- Kurdowie nie planują ogłoszenia niepodległości państwa, które obejmowałoby Kurdystan iracki i syryjski, i tym bardziej turecki, a ogłoszenie niepodległości przez Kurdystan iracki byłoby korzystne dla Turcji, bo uderzałoby w Bagdad i Teheran.

Co do Rożawy, czyli Kurdystanu syryjskiego, to Erdogan nie chce rozmawiać z YPG, ponieważ to nie są islamiści. Dla niego to jest obca ideologia, bo oni są świeccy. Gdyby Kurdystan syryjski odłączał się od Syrii z agendą islamistyczną, to z całą pewnością AKP prowadziłaby rozmowy z takim konserwatywnym kurdyjskim ruchem północnej Syrii.

Z punktu widzenia zarówno Kurdów, jak i Turków bardzo korzystnym projektem byłoby stworzenie czegoś w rodzaju federacji kurdyjsko-tureckiej. Jeżeli Turcja zaanektowałaby Kurdystan syryjski i iracki plus Mosul, Aleppo, to dla niej byłoby to bardzo korzystne - zyskałaby złoża ropy, szlaki tranzytowe i tak dalej. Taka aneksja musiałaby się wiązać z jakąś formą autonomii lub federalizacji. To z kolei byłby bardzo duży plus dla Kurdów, ponieważ doszłoby do zjednoczenia trzech części Kurdystanu. Taki plan istniał w latach dziewięćdziesiątych, miał go prezydent Turgut Ozal. Dlatego został otruty w 1993 roku. W tej chwili nie mówi się o tym planie, ponieważ barierą jest to, że Kurdystan turecki i syryjski są zdominowane przez ideologię, która jest obca Erdoganowi. Gdyby spoiwem federacji kurdyjsko-tureckiej mógł być islam, to Erdogan zapewne realizowałby ten scenariusz.

A dlaczego Kurdowie iraccy i pozostali niespecjalnie się dogadują?

- W Rożawie, oprócz YPG, które tam rządzi, są też zwolennicy Barzaniego z Iraku (KDP syryjskie), kontestujący politykę YPG. To z kolei prowadzi do napięć między YPG a Kurdystanem irackim. Chodzi o inną wizję ustrojową i ideologiczną. Zwolennicy Barzaniego są nastawieni bardziej tradycjonalistycznie i nacjonalistycznie, chcą zjednoczenia Kurdystanu, podczas gdy w oficjalnej ideologii zwolenników Ocalana, czyli YPG, nie ma w ogóle mowy o zjednoczeniu wszystkich części Kurdystanu w jedno państwo. Jest mowa o wielonarodowych kantonach i przekształceniu całego Bliskiego Wschodu w taki konglomerat wielonarodościowych kantonów. Sprawy niepodległości, nacjonalizmu i zmiany granic są odsuwane na bok.

Kurdowie są sunnitami. Co sprawia, że są tak wyraźnie bardziej prozachodni i tolerancyjni? Kobiety mają dużo więcej swobody. Sunniccy sąsiedzi wydawali terrorystom z ISIS jazydów, sunniccy, Kurdowie ich bronią. PKK jest właściwie świeckie, to bardzo rzadko spotykana sytuacja w krajach arabskich. Skąd to się wzięło i czy to jest trwałe? Czy za chwilę Kurdami też zawładną brodaci mułłowie?

- Tak, zdecydowana większość to sunnici, ale nie wszyscy, są też szyici, chrześcijanie, inne wyznania. Wśród PKK łatwo byłoby spotkać też ateistów, ale nie jest prawdą to, co propaganda erdoganowska im zarzuca, że to sami "bezbożnicy".

Myślę, że te różnice są trwałe. Wśród Kurdów też jest pewien margines - kilkanaście procent fundamentalistów islamskich w irackim i irańskim Kurdystanie. Ale dla większości ważniejsze jest bycie Kurdem - podstawowa tożsamość to jest tożsamość kurdyjska, nie muzułmańska. Wiedzą, że na tych terenach żyją i zawsze żyły obok siebie różne grupy religijne. Dlatego nie chcą nikogo nawracać, toczyć wojen religijnych. Zasady islamu odnoszą do samych siebie i nie chcą ich narzucać tym, którzy muzułmanami nie są.

Czy Kurdowie są gotowi walczyć z ISIS do całkowitego jego zniszczenia?

- Zupełnie inne podejście jest w Iraku i Syrii. W Iraku idea walki peszmergów poza terenami etnicznie kurdyjskimi jest skrajnie niepopularna, Kurdowie całkowicie ją odrzucają, chociaż w przypadku jakiegoś dealu politycznego są gotowi to rozważyć i wykonać rozkazy swojego zwierzchnika, czyli teraz Barzaniego. Do momentu, kiedy ich tereny zaatakowało Państwo Islamskie w sierpniu zeszłego roku, Kurdowie głosili, że te nie jest ich wojna. Gdyby Państwo Islamskie ich nie zaatakowało wtedy, to być może zdobyłoby Bagdad. Nie na pewno, bo jeszcze doszedł jeden czynnik, fatwa Alego al Sistaniego, najważniejszego z duchownych irackich, który wezwał do świętej wojny obronnej i która doprowadziła do powstania szyickich milicji. Więc los Państwa Islamskiego w Iraku jest przypieczętowany, prędzej czy później zostanie pokonane.

Natomiast w Syrii sytuacja jest bardziej złożona. Już teraz oddziały YPG w ramach Burkan al Firat walczą na terenach niekurdyjskich. Na pewno YPG będzie dążyć do zajęcia całej prowincji Hasaka na północnym wschodzie Syrii. Gdyby Kurdowie mieli większe wsparcie, mogliby zająć Rakkę, "stolicę" Państwa Islamskiego i być może Aleppo, częściowo zamieszkane przez Kurdów.

Praktycznie mogliby pokonać Państwo Islamskie?

- Nie, ponieważ Państwo Islamskie się coraz bardziej przesuwa w kierunku zachodnim. Rakka nie jest jakimś gigantycznym miastem, a Państwo Islamskie podeszło bardzo blisko do Homs, Hamy i Aleppo. Zdobycie jednego z tych miast byłoby zdecydowanie apetyczniejszym kąskiem niż Rakka.

Ostatnio Salih Muslim, przywódca Kurdów syryjskich zaproponował USA, żeby założyły na terenie Rożawy bazy, w których mogliby trenować umiarkowanych rebeliantów syryjskich i przeprowadzać operacje lotnicze. Wątpię, żeby Amerykanie zareagowali pozytywnie.

Dlaczego?

- Bo Amerykanie nie są zdolni pod tym przywództwem do podejmowania zdecydowanych i odważnych decyzji. Kurdowie bardzo intensywnie zabiegają teraz o kontakty ze Stanami Zjednoczonymi. PKK zaproponowała, żeby Stany były mediatorem w konflikcie z Turcją.

I co na to USA?

- Przynajmniej oficjalnie – nic.

.....

ZBRODNIARZ ERDOGAN PROWADZI CZYSTKI ETNICZNE W SYRII!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 90936
Przeczytał: 189 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 17:22, 12 Wrz 2015    Temat postu:

Kurdowie wyparli Państwo Islamskie z dziewięciu miejscowości w Iraku

Kurdyjskie oddziały w okolicy Kirkuku - PAP

Oddziały kurdyjskich bojowników podjęły ofensywę przeciwko państwu Islamskiemu (IS) w prowincji Kirkuk, 180 kilometrów na północ od Bagdadu, i wyparły dżihadystów z dziewięciu miejscowości, po raz pierwszy od paru miesięcy przesuwając linię frontu.

W rejonie Dakuku zabito 40 przeciwników, podczas gdy wśród peszmergów było 4 zabitych. W operacji wzięło udział półtora tysiąca kurdyjskich bojowników.
REKLAMA


Najważniejszym strategicznym osiągnieciem operacji jest przejęcie przez Kurdów kontroli nad wzgórzami Dusera i przełęczą, przez którą biegnie strategiczna droga między Kirkukiem a Bagdadem.

Lotnictwo koalicyjne, które koordynowało swe działania z lokalną ofensywą kurdyjską, zniszczyło magazyn bomb używanych przez islamistów do ataków samobójczych.

...

To sa Peszmergowie! NIKT NIE POWSTRZYMA POWSTANIA KURDYSTANU! Po upadku Assada i na łajnie islamistycznym wyrosnie wspaniale zniwo!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 90936
Przeczytał: 189 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 23:34, 14 Wrz 2015    Temat postu:

Syria: co najmniej 20 ofiar śmiertelnych zamachu na wschodzie kraju


Co najmniej 20 osób zginęło w wyniku dwóch eksplozji samochodów pułapek w mieście Hasaka na wschodzie Syrii - poinformowała państwowa telewizja. Doniesienia o zamachach potwierdziło Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka.

Syryjska telewizja podała, że jedna z eksplozji miała miejsce w centrum Hasaki.

Do drugiej eksplozji doszło na północy miasta, a celem zamachu były stacjonujące tam kurdyjskie oddziały - poinformowało Obserwatorium, dodając, że w zamachu zginęło sześciu bojowników. Organizacja potwierdziła także doniesienia państwowej telewizji o wybuchu w centrum miasta, jednak podała mniejszą liczbę ofiar śmiertelnych - jej zdaniem w obu zamachach zginęło co najmniej 10 osób.

Hasaka jest w kontrolowana prawie w całości przez siły Kurdów, które zdobyły znaczne obszary w kraju podczas tegorocznej ofensywy.

...

To walka o Kurdystan.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 90936
Przeczytał: 189 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 14:47, 19 Wrz 2015    Temat postu:

Turcja: siły powietrzne zbombardowały pozycje Kurdów


Co najmniej 55 osób zginęło w nalotach tureckich sił powietrznych na pozycje bojowników kurdyjskich w północnym Iraku - poinformowały źródła w tureckich siłach bezpieczeństwa.

Jak pisze agencja Reutera, samoloty wystartowały z bazy Diyarbakir, w południowo-wschodniej Turcji, gdzie po zakończonej misji wróciły bez uszkodzeń i strat własnych.
REKLAMA


Tureckie siły powietrzne kontynuują bombardowanie pozycji bojowników kurdyjskich w północnym Iraku. Naloty - jak ocenił kilka dni temu premier Turcji Ahmet Davutoglu - są "bardzo skuteczne".

Pod koniec lipca tureckie lotnictwo rozpoczęło naloty na pozycje separatystycznej Partii Pracujących Kurdystanu (PKK) w północnym Iraku, po tym jak rebelianci oświadczyli, że rozejm z władzami w Ankarze "nie ma sensu". Rząd w Ankarze uznał za niemożliwe kontynuowanie procesu pokojowego w konflikcie kurdyjskim, dopóki PKK dokonuje ataków na siły bezpieczeństwa.

Jak zapewnia Ankara, ostrzałom na pozycje PKK towarzyszą ataki na cele Państwa Islamskiego (IS) w Iraku.

PKK jest uważana za organizację terrorystyczną przez Turcję, Unię Europejską i USA. W 2013 roku ogłosiła rozejm, który miał położyć kres powstaniu kurdyjskich bojowników walczących początkowo o utworzenie w południowo-wschodniej Turcji własnego państwa, a później - po złagodzeniu żądań - o zwiększenie praw politycznych i kulturowych ludności kurdyjskiej.

Według władz tureckich w operacji przeciw PKK zginęło blisko 800 kurdyjskich rebeliantów. W atakach PKK na wojsko i policję poniosło śmierć od końca lipca kilkudziesięciu żołnierzy i funkcjonariuszy.

...

I jak ma nie byc uchodzcow?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 90936
Przeczytał: 189 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 19:48, 22 Wrz 2015    Temat postu:

Turcja: rezygnacja dwóch ministrów z partii prokurdyjskiej

Turcja: rezygnacja dwóch ministrów z partii prokurdyjskiej - Shutterstock

Dwaj ministrowie z prokurdyjskiej lewicowej Ludowej Partii Demokratycznej (HDP) ustąpili z tymczasowego rządu Turcji, co sygnalizuje napięcia między tym ugrupowaniem a rządzącą Partią Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) przed przedterminowymi wyborami.

Premier i przywódca mającej islamistyczne korzenie AKP Ahmet Davutoglu przyjął rezygnację obu ministrów. Ali Haydar Konca był ministrem do spraw Unii Europejskiej, a Muslum Dogan ministrem do spraw rozwoju.
REKLAMA


Kierujący obecnie Turcją rząd tymczasowy powstał pod koniec sierpnia w efekcie czerwcowych wyborów, w których AKP po raz pierwszy od 13 lat utraciła parlamentarną większość. Dwa resorty objęli w nim członkowie HDP. W okresie po wyborach przestało funkcjonować zawieszenie broni między bojownikami kurdyjskimi i tureckimi siłami bezpieczeństwa.

W swym oświadczeniu HDP nie ujawniła powodów rezygnacji jej ministrów. Natomiast Konca powiedział dziennikarzom w Ankarze, że wraz z Doganem starali się wykonywać swe ministerialne funkcje, ale okazało się to niemożliwe.

Konca wielokrotnie zwracał się do reprezentującego AKP ministra spraw wewnętrznych Selamiego Altinoka o zniesienie wprowadzonej 4 września blokady miasta Cizre. Mimo międzynarodowej krytyki utrzymywano ją przez dziewięć dni.

Według tureckiego MSW w trakcie obowiązywania blokady w walkach w Cizre zginęło od 30 do 32 bojowników Partii Pracujących Kurdystanu (PKK). Natomiast HDP oskarża rząd o zabicie w tym mieście 23 cywilów.

Przedterminowe wybory parlamentarne odbędą się w Turcji 1 listopada.

...

Bezsensowny konflikt.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 90936
Przeczytał: 189 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 13:38, 25 Wrz 2015    Temat postu:

Turcja: w walkach zginęło dwóch żołnierzy i 34 bojowników PKK

Turcja: w walkach zginęło dwóch żołnierzy i 34 bojowników PKK - Copyright 2015 Thomson Reuters

Dwóch tureckich żołnierzy i 34 bojowników Partii Pracujących Kurdystanu (PKK) zginęło w ciągu ostatniej doby w walkach na południowym wschodzie Turcji - poinformowały dzisiaj tureckie siły bezpieczeństwa.

Wojskowi zginęli w dwóch atakach przeprowadzonych przez bojowników PKK w pobliżu miejscowości Beytussebap w prowincji Sirnak - napisano w komunikacie. Ataki dokonane w tym regionie przez tureckie lotnictwo "unieszkodliwiły 34 terrorystów" - dodano. Liczby tej nie udało się potwierdzić w niezależnych źródłach.
REKLAMA


Blisko dwa miesiące temu doszło do wznowienia walk między siłami tureckimi a bojownikami z PKK, głównie na południowym wschodzie Turcji, gdzie przeważa ludność kurdyjska. Bojownicy zwiększyli liczbę ataków na tureckie siły bezpieczeństwa, a te odpowiedziały atakami na kurdyjskie obozy, także w północnym Iraku.

Według bilansu opracowanego przez prorządową prasę w Turcji od końca lipca w wyniku rozgorzałego na nowo konfliktu zginęło blisko 150 żołnierzy i policjantów oraz ok. 1,1 tys. rebeliantów.

Eskalacja konfliktu doprowadziła do zerwania rozmów pokojowych prowadzonych od końca 2012 roku przez rząd i PKK. Szacuje się, że od 1984 roku konflikt kurdyjsko-turecki pociągnął za sobą ok. 40 tys. ofiar śmiertelnych.

PKK jest uważana za organizację terrorystyczną przez Turcję, Unię Europejską i USA. Kurdyjscy bojownicy walczyli początkowo o utworzenie w południowo-wschodniej Turcji własnego państwa, a później - po złagodzeniu żądań - o zwiększenie praw politycznych i kulturowych ludności kurdyjskiej.

...

Ci zalatwiaja swoje biznesy.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 90936
Przeczytał: 189 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 14:42, 25 Wrz 2015    Temat postu:

Turecka gra na dwa fronty. Tak Ankara rozprawia się z Kurdami
Aneta Wawrzyńczak
24 września 2015, 12:12
Turcja prowadzi grę na dwa fronty - pod pretekstem walki z Państwem Islamskim, rozprawia się z kurdyjską opozycją. Kurdowie grożą, że tym razem będzie to wojna domowa na całego. Krew niewinnych już została przelana.

10-letnia Cemile była ponoć małym aniołkiem. Wyszła z domu tylko na chwilę, przed bramę. Wtedy padł strzał, snajper - może policjant, może żołnierz tureckiej armii, trafił precyzyjnie. Cemile najpierw upadła, później powiedziała "mama". Później umarła.

Emine całą noc trzymała ją za rękę. Czuła, jak jej ciało stygnie. Rano nie było już wyjścia, trzeba było Cemile pochować. Ale jak? 100-tysięczne, zamieszkane głównie przez Kurdów Cizre stało się areną operacji antyterrorystycznej, którą Ankara prowadzi od końca lipca w południowo-wschodniej Turcji.

By zapewnić sobie swobodę polowania na kryjących się w okolicy rebeliantów z Partii Pracujących Kurdystanu i jej sympatyków, władze wprowadziły 4 września w Cizre godzinę policyjną. Teoretycznie nie można było wychodzić z domów od zmierzchu do świtu, w praktyce - choćby wyściubienie nosa za drzwi mogło się skończyć tragicznie. Sieć telekomunikacyjna została odłączona, woda i prąd też, zaczynało brakować jedzenia. Kanonady trwały bez ustanku, pamiątki po nich w postaci podziurawionych jak sito domów i samochodów można obejrzeć do dzisiaj. Zorganizowanie pogrzebu byłoby po prostu samobójstwem. Dwa dni więc ciało dziewczynki spoczywało w lodówce.

Według Ankary w operacji antyterrorystycznej zginął przypadkowo tylko jeden cywil (może była to Cemile?), według mieszkańców miasta - ofiar jest co najmniej 21.

- Jak rząd może sprawiać tyle bólu matkom? Na Boga, czego od nas chcecie? - pytała później Emine w reportażu BBC, a jej głos poniósł się przez całą południowo-wschodnią Turcję. Ale chyba nie dotarł do Ankary. A nawet jeśli dotarł - wątpliwe, by Emine dostała zadowalającą odpowiedź.

Bo Turcja, jeszcze do niedawna przynajmniej oficjalnie neutralna wobec wojennej zawieruchy w regionie, obecnie prowadzi już nie jedną, ale dwie wojny: z jednej strony przystąpiła do koalicji sformowanej przeciwko Daesz (Państwu Islamskiemu), z drugiej - na własnym terenie po 29-miesięcznym zawieszeniu broni znów walczy z kurdyjskimi separatystami.

A może tak naprawdę jest to wciąż jedna i ta sama wojna?

Ku wojnie z ISIS

Mimo nacisków ze strony opinii publicznej - tak rodzimej, jak i międzynarodowej - władze kraju nie kwapiły się do interwencji przeciwko szalejącemu za południową granicą demonowi dżihadu, choć ISIS drażniło Ankarę jeszcze przed ogłoszeniem samozwańczego kalifatu.

Gdy w maju 2013 roku w Reyhanlı eksplodowały dwa samochody pułapki, zabijając 51 osób i raniąc kolejne 140, pretendentów do tytułu reżysera najbardziej krwawego zamachu w historii najnowszej Turcji nie brakowało, począwszy od rodzimych terrorystów z Partii Pracujących Kurdystanu, po właśnie dżihadystów zza południowej granicy.

Dopiero cztery miesiące później ISIS ogłosiła, że rzeź w Reyhanlı była jej dziełem - i jednocześnie zagroziła Turcji kolejnymi zamachami, tym razem w Stambule i Ankarze, jeśli Turcja nie otworzy przejść granicznych Bab al-Hawa i Bab al-Salameh. Tajemnicą poliszynela już wtedy bowiem było, że główny szlak przerzutowy broni i ludzi do tworzącego się w Iraku zalążka XXI-wiecznego kalifatu wiedzie właśnie przez Turcję.

(fot. WP)



Władze Turcji jednak wciąż twardo stały na mocno zachowawczym stanowisku, zasłaniając się trwającymi z Waszyngtonem negocjacjami. Ankara bowiem upierała się, że bazę lotniczą Incirlik udostępni Jankesom tylko wtedy, gdy Waszyngton zdecyduje się na zaatakowanie nie tylko ISIS, ale i wojsk Baszara al-Asada. I nie mogła to być jedynie pusta deklaracja, Turcy bowiem już udowodnili, że potrafią bardzo skrupulatnie egzekwować warunki tego typu układów. Dość wspomnieć o pierwszej wojnie w Zatoce Perskiej, kiedy to amerykańskim lotnikom za każdym razem na pokładzie samolotu bojowego na ręce patrzył przedstawiciel armii tureckiej w stopniu co najmniej podpułkownika.

Sytuacja zmieniła się diametralnie 20 lipca, w samo południe, gdy w Suruç przebrany za kobietę 20-letni zamachowiec-samobójca wysadził się przed Centrum Kultury Amara. W zamachu zginęło ponad 30 osób, w większości - młodzi aktywiści partii socjalistycznej, którzy szykowali się właśnie do wyjazdu z pomocą humanitarną dla mieszkańców Kobanî, oddalonego o 10 kilometrów syryjskiego miasta, które wciąż dźwiga się po półrocznym oblężeniu ISIS i odbiciu go przez oddziały peszmergów w styczniu tego roku.

Tym razem dżihadyści z samozwańczego kalifatu nie trzymali opinii publicznej w niepewności: już następnego dnia ogłosili, że krwawa jatka na pograniczu turecko-syryjskim to ich sprawka. Cztery dni później w Elbeyli w prowincji Kilis doszło do zbrojnego starcia wojsk tureckich z dżihadystami. Odpowiedź armii tureckiej była krótka i konkretna: w ramach operacji Męczennik Yalçın (od imienia zabitego w walkach w Elbeyli żołnierza) w ciągu 72 pierwszych minut bombardowań zginęło 35 dżihadystów.

Ale po dwóch dniach ryk silników bojowych samolotów ucichł - przynajmniej tych, które były skierowane na pozycje Państwa Islamskiego. Na ich ponowne odpalenie trzeba było czekać ponad miesiąc, kiedy to Ankara oficjalnie przystąpiła do koalicji przeciwko ISIS (po wcześniejszym dogadaniu się z Waszyngtonem co do strefy zakazu lotów po stronie syryjskiej wzdłuż granicy z Turcją i udostępnienia baz Diyarbakır i Incirlik). O otwarciu nowego wojennego frontu poinformował 29 sierpnia rzecznik prasowy tureckiego ministerstwa spraw zagranicznych. Z jego ust padły wtedy znamienne słowa: - Walka z organizacją terrorystyczną jest priorytetem Turcji.

To jedno zdanie zrodziło całą masę pytań. W tym jedno, za sto punktów: o którą tak naprawdę organizację terrorystyczną chodzi?

Kurdowie na celowniku

Według niektórych obserwatorów i ekspertów walka z dżihadystami to tylko dla Ankary pretekst do (być może ostatecznej) rozprawy z Partią Pracujących Kurdystanu. Co do tego są przekonani, z oczywistych względów, i sami przywódcy organizacji (uznawanej nota bene za terrorystyczną przez Turcję, Unię Europejską i Stany Zjednoczone), i deputowani wspierającej Kurdów Ludowej Partii Demokratycznej (HDP), która po czerwcowych wyborach zajęła w Meclisie (parlamencie) 80 stołków. Ale ich, delikatnie mówiąc, podejrzenia nie wydają się bezpodstawne. Bo znaków zapytania w tym skomplikowanym wojennym równaniu jest aż nadto.

Z jednej strony w listopadzie 2014 roku tureckie oddziały rozpoczęły szkolenie irackich peszmergów (kurd. - "ci, którzy patrzą w oczy śmierci"), którzy chcąc nie chcąc wzięli na siebie ciężar walki z Państwem Islamskim - przynajmniej na lądzie. Z drugiej - Ankara konsekwentnie blokowała ochotnikom z Turcji możliwość dołączenia do swych pobratymców z Iraku i Rodżawy (kurdyjskiego, de facto autonomicznego regionu wykrojonego w Syrii), by wspomóc ich w walce z ISIS i przełamać oblężenie Kobane.

Teraz wątpliwości co do rzeczywistych (a nie deklarowanych) celów Ankary budzi chociażby sam zakres operacji Męczennik Yalçın: podczas gdy uderzenie w dżihadystów było okrojone i w miejscu (zaledwie kilka pozycji), i czasie (niespełna dwa dni), operacja skierowana przeciwko Kurdom miała znacznie większy zasięg - na przestrzeni 300 kilometrów zbombardowano około 400 obiektów, głównie obozy treningowe i magazyny PKK. Równocześnie w ramach świeżo ogłoszonej wielkiej operacji antyterrorystycznej policja i żandarmeria w ponad 20 prowincjach rozpoczęły polowanie na czarownice. W ciągu dwóch tygodni do aresztów z paragrafu terrorystycznego trafiło ponad 1300 członków i sympatyków (rzeczywistych lub domniemanych) PKK.

Gwoli sprawiedliwości - kurdyjscy rebelianci mają swoje za uszami. Zamach w Suruç mógł być dla nich tylko pretekstem do ponownego sięgnięcia po broń (którą musieli odłożyć 29 miesięcy wcześniej, gdy rząd i dowództwo PKK podpisały zawieszenie broni), a mógł po prostu przelać czarę goryczy, w której od dawna już buzowały podejrzenia, że Ankara po cichu finansuje, a nawet dozbraja dżihadystów. Tak czy owak fakty mówią same za siebie: w ramach odwetu za śmierć 32 młodych aktywistów oddział PKK zamordował w Ceylanpınar dwóch tureckich policjantów, a kolejny zaatakował bazę wojskową w Adıyaman, w wyniku czego zginął turecki żołnierz.

Tym samym, być może zupełnie nieświadomie, PKK dała Ankarze doskonały pretekst do kolejnego uderzenia. A i Stany Zjednoczone oficjalnie oceniły, że Ankara ma pełne prawo, by "bronić się przed terrorem PKK", co właściwie jest cichym przyzwoleniem na wewnętrzną rozgrywkę władz Turcji z Kurdami - priorytetem Waszyngtonu jest bowiem unicestwienie Daesz, a o to, co będzie dalej, tradycyjnie amerykańska administracja będzie martwić się później.

Zrozumieć turecką grę

By zrozumieć grę, jaką obecnie prowadzi Ankara, trzeba się cofnąć w czasie - ale wcale nie tak daleko, jak mogłoby się wydawać, bo tylko do czerwcowych wyborów parlamentarnych. Ku zaskoczeniu rządzącej nieprzerwanie od 2002 roku Partii Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) ich największym zwycięzcą okazała się Ludowa Partia Demokratyczna, która zdołała pokonać wysoki 10-procentowy próg wyborczy i obsadzić w parlamencie 80 deputowanych (13 proc. głosów).

Tym samym prezydent Recep Tayyip Erdogan, który miał apetyt na jeszcze większą władzę pod postacią quasi-autorytarnych rządów owiniętych w demokratyczny celofan systemu prezydenckiego (co miała mu zagwarantować łatwo przegłosowana poprawka do konstytucji), musiał obejść się smakiem. Samej AKP do samodzielnych rządów zabrakło 18 miejsc w Meclisie, jedyną więc, na pozór, opcją było powołanie rządu koalicyjnego.

Nawet jednak średnio rozgarnięty obserwator tureckiej sceny politycznej mógł zauważyć, że "rozpaczliwe" próby jej sformowania były tylko grą pod publiczkę. Nikogo więc raczej nie zdziwiło, że gdy 45-dniowy termin utworzenia rządu koalicyjnego wygasł, to z dwóch opcji - przedłużenia go o kolejne półtora miesiąca bądź rozpisania nowych wyborów - Erdogan wybrał tę drugą. Turcy pójdą więc ponownie do urn 1 listopada, by - jak liczy najwyraźniej urzędujący prezydent - naprawić swój czerwcowy błąd i znów dać AKP pełnię władzy.

Harde podejście do kwestii kurdyjskiej może więc być niczym innym jak cyniczną rozgrywką polityczną, obliczoną na uszczknięcie paru procent głosów nacjonalistycznej Partii Ruchu Narodowego (MHP), która w czerwcu wprowadziła do parlamentu 80 deputowanych. - Rozpętując wojnę, Erdogan próbuje przyspieszyć wybory w nadziei, że wyborcy odwrócą się od HDP i uda się nas zepchnąć poniżej 10-procentowego progu wyborczego - ocenił Fikri Elmas z Ludowej Partii Demokratycznej.

Niewykluczone, że ten plan się powiedzie, bo demony już się przebudziły - 20 września na demonstracji tysięcy przeciwników PKK w Stambule premier Ahmet Davutoglu zaklinał się: - Ci, którzy chcą podzielić ten kraj, którzy chcą go rozerwać (...) z Bożą pomocą zostaną potępieni!

A stołeczni nacjonaliści już nie owijali w bawełnę, skandując: "nie chcemy operacji wojskowej, chcemy ludobójstwa!"

...

W Syrii szaleja bestie!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 90936
Przeczytał: 189 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 18:38, 29 Wrz 2015    Temat postu:

Erdogan: w nocy wojsko zabiło ponad 30 bojowników PKK

Recep Tayyip Erdogan - AFP

Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan oświadczył, że tureckie wojsko zabiło ponad 30 bojowników Partii Pracujących Kurdystanu (PKK) w transgranicznych operacjach przeprowadzonych w piątek. Szef państwa twierdzi, że była to ostatnia bitwa rebeliantów.

Zwracając się do przedstawicieli władz lokalnych zebranych w pałacu prezydenckim, Erdogan nie wyjaśnił, gdzie znajdowały się atakowane cele. Jednak od załamania się rozejmu w lipcu armia prowadzi naloty na cele PKK w górach na północy Iraku oraz na zamieszkanym głównie przez Kudrów południowym wschodzie Turcji.
REKLAMA


- Nasze siły bezpieczeństwa kontynuują operacje zarówno na terenie kraju jak i poza granicami - powiedział Erdogan.

- W nocy przeprowadziliśmy operacje transgraniczne i zabitych zostało ponad 30 bojowników PKK. Operacje będą trwały, ale powinniście wiedzieć, że to ich ostatnia bitwa - dodał.

We wtorkowym oświadczeniu tureckie wojsko podało, że sześciu kurdyjskich bojowników zginęło w nocnych operacjach w południowo-wschodniej prowincji Hakkari. Armia poinformowała też, że w ubiegły piątek przeprowadziła naloty w północnym Iraku. Śmierć poniosło wówczas 19 członków PKK.

Jak podały siły bezpieczeństwa, w zamieszkanej w większości przez Kurdów miejscowości Bismil, na południowym wschodzie, wprowadzono godzinę policyjną. W niedzielę w Bismil zginęła 9-letnia dziewczynka, gdy rakieta wystrzelona przez kurdyjskich bojowników trafiła w dom.

Według lokalnych mediów w południowej prowincji Adana, gdzie również mieszka sporo Kurdów, w poniedziałek wieczorem zabitych zostało dwóch policjantów. O atak podejrzewani są bojownicy PKK.

Blisko dwa miesiące temu doszło do wznowienia walk między siłami tureckimi a bojownikami z PKK. Bojownicy zwiększyli liczbę ataków na tureckie siły bezpieczeństwa, a te odpowiedziały atakami na kurdyjskie obozy, także w północnym Iraku.

Według bilansu opracowanego przez prorządową prasę w Turcji od końca lipca w wyniku rozgorzałego na nowo konfliktu zginęło blisko 150 żołnierzy i policjantów oraz ok. 1,1 tys. rebeliantów.

Eskalacja konfliktu doprowadziła do zerwania rozmów pokojowych prowadzonych od końca 2012 roku przez rząd i PKK. Szacuje się, że od 1984 roku konflikt kurdyjsko-turecki pociągnął za sobą ok. 40 tys. ofiar śmiertelnych.

W związku z rozlewem krwi w Turcji wzrosły napięcia polityczne przez wyborami parlamentarnymi zaplanowanymi na 1 listopada. Erdogan i Partia Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP), której jest założycielem, oskarża prokurdyjskich deputowanych o to, że są sympatykami PKK, czemu ci zaprzeczają.

Wznowienie konfliktu komplikuje też stosunki między należącą do NATO Turcją a USA, które traktują powiązane z PKK kurdyjskie bojówki jako głównego sojusznika w walce z dżihadystami z Państwa Islamskiego.

Rząd w Ankarze oskarża PKK o to, że wykorzystał 2,5-letni rozejm, by zgromadzić broń. Z kolei opozycja uważa, że rząd zakończył proces pokojowy, gdyż w czerwcowych wyborach partia prokurdyjska zdobyła wystarczającą liczbę głosów, by wejść do parlamentu i pozbawić AKP większości, którą dysponowała od 2002 roku.

...

Juz Erdogan ,,pomaga" Zachodowi. ALE BARANOM MAO! CHCO JESZCZE POMOCY PUTINA! EKSTERMINACJA SYRII!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 90936
Przeczytał: 189 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 16:28, 30 Wrz 2015    Temat postu:

Kurdowie atakują IS w rejonie Kirkuku


Siły kurdyjskie zaatakowały bojowników Państwa Islamskiego (IS) na północy Iraku. Jest to najnowsze z kilku działań ofensywnych, mających na celu odepchnięcie dżihadystów dalej od Kirkuku - informują kurdyjskie źródła wojskowe.

Kurdowie przejęli pełną kontrolę nad Kirkukiem latem zeszłego roku, kiedy żołnierze iraccy porzucili swe bazy w mieście i wokół niego w obliczu zbliżających się dżihadystów, którzy opanowali jedną trzecią terytorium kraju.
REKLAMA


W ciągu minionych sześciu miesięcy peszmergowie (bojownicy kurdyjscy) poszerzyli strefę buforową wokół Kirkuku, zajmując obszar o powierzchni ponad 500 km kwadratowych i kontynuują ataki. Podkreślają, że nigdy nie oddadzą tego miasta.

Poza rejonem Kirkuku linia frontu między Kurdami a dżihadystami praktycznie nie przesunęła się od miesięcy. Państwo Islamskie nie jest w stanie zajmować kolejnych terenów kurdyjskich, od kiedy koalicja pod wodzą USA atakuje jego pozycje z powietrza.

Kurdowie kontrolują już większość terytorium, które - jak twierdzą - należy do nich i nie są skorzy zapuszczać się głębiej w zdominowane przez sunnickich Arabów rejony, chyba że dostrzegają tam zagrożenie dla swojego obszaru.

lll

To sa peszmergowie CO INNEGO NIZ PKK!!!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 90936
Przeczytał: 189 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 20:10, 02 Paź 2015    Temat postu:

Lwy Rożawy - jak zachodni ochotnicy dołączają do Kurdów, by walczyć z ISIS
Małgorzata Gorol
2 października 2015, 14:44
Ściągają z całego świata, by przyłączyć się do walk na Bliskim Wschodzie. Nie chodzi wcale o dżihadystów, których kusi Państwo Islamskie. Lwy Rożawy, bo to o nich mowa, stoją po drugiej stronie barykady - chcą razem z Kurdami stawiać opór kalifatowi. Rekrutacja ochotników trwa na portalach społecznościowych. A Lwy twierdzą nawet, że są wśród nich Polacy, choć informacji tej nie sposób potwierdzić.

"Jestem za młody, by jechać do Syrii. Ale przez następny rok będę trenować, przygotuję się na to, przejdę przeszkolenie partyzanckie i medyczne, by móc wyjechać do Rożawy (region w północnej Syrii kontrolowany przez Kurdów - red.) i zrobić coś dla Syryjczyków, Kurdów i YPG. Wiem, że wielu z was będzie mnie próbowało od tego odwieść, ale podjąłem decyzję już kilka miesięcy temu.(...) Daesz (ISIS) należy powstrzymać" - mówi w opublikowanym w sieci wideo mieszkający w Wielkiej Brytanii Carl. Ma 17 lat, ale wygląda na młodszego. Chłopak przekonuje, że gdy tylko będzie pełnoletni, wyruszy na Bliski Wschód, by przyłączyć się do kurdyjskich sił walczących z Państwem Islamskim.

Dlaczego nastolatek z Wysp chce porzucić bezpieczny dom i jechać na wojnę? - Długo o tym myślałem, jechać czy nie jechać, ale widziałem, jak inni zagraniczni bojownicy poświęcają swoje życia, ryzykują tak wiele dla kurdyjskiej ludności i świata. A kiedy zginął (Australijczyk - red.) Ashley Johnson, pierwszy zagraniczny bojownik, który został męczennikiem, pomyślałem: wow, dlaczego australijski rząd nie reaguje. (…) Miałem dość tego, że nikt nic nie robi - wyjaśnia swoje powody Wirtualnej Polsce Carl. Nastolatek twierdzi, że jego rodzice "martwią się" jego planami, ale "pomagają mu jak mogą". Chłopak nie zraża się ani tym, że nie ma konkretnego wyobrażenia, co w ogóle będzie robił w Rożawie, ani tym, że mógłby paść ofiarą prowokacji ISIS i zostać porwanym. - Śledzę Lwy Rożawy, za które ręczą YPG (kurdyjskie Powszechne Jednostki Ochrony - red.), ale nigdy nie można być pewnym - przyznaje młody Carl.

Mimo to wcale nie brakuje chętnych do walki. Bo tak jak ISIS ściąga do Syrii i Iraku sunnickich fanatyków z całego świata, tak walczące z nimi oddziały Kurdów werbują swoich ochotników. A za rozpropagowanie ich sprawy i werbunek odpowiedzialne są m.in. Lwy Rożawy, które mają co najmniej dwa konta na Facebooku pod własną nazwą i kilka innych powiązanych z nimi profili oraz swoją stronę internetową, gdzie zachęcają: "potrzebujemy wszystkich, nie tylko żołnierzy". Prowadzą je i odpisują na wiadomości na zmianę różni bojownicy i trenerzy - jak odpowiedziano Wirtualnej Polsce na maila wysłanego pod adres podawany przez grupę.

"Mamy tutaj Polaków"

Ilu właściwie zagranicznych bojowników walczy w Syrii wspierając YPG? Serwis International Business Times szacuje, że jest w tej grupie co najmniej 100 obywateli państw zachodnich, choć inne źródła mówią nawet o 500 Europejczykach w szeregach YPG. Ale nawet Lwy Rożawy nie były w stanie dokładnie odpowiedzieć na to pytanie. Przyznały jednak, że każdego dnia zgłasza się do nich 30-40 osób. "80 proc. z nich chce być żołnierzami" - napisano w przesłanej WP wiadomości. Połowa ze zgłaszających, według Lwów Rożawy, ma jakieś doświadczenie militarne.


USA / British Valley Special Ops. veterans joining #YPG for the battle against #ISIS in #Rojava, Syria, (More soon) pic.twitter.com/R0ZhRoX2jR
— The lions of Rojava (@Thelionsofrojav) listopad 5, 2014


"Połowa, a nawet większość to osoby poniżej 30. roku życia". Kurdowie nie chcą jednak przyjmować w swoje szeregi niepełnoletnich zagranicznych bojowników. Właśnie dlatego 17-letni Carl nie miałby czego wśród nich na razie szukać. "Dziękujemy za twoje wsparcie bracie, bardzo je doceniamy, ale nie możemy cię przyjąć. Jesteś za młody" - tak grupa skomentowała na jednym ze swoich kont na Facebooku wideo nastolatka. Kogo jeszcze Lwy Rożawy nie chcą widzieć w swoich szeregach? "Nie chcemy rasistów, homofobów, faszystów" - twierdzą.

Na pytanie WP, czy do oddziałów Kurdów zgłaszali się też jacyś Polacy, którzy chcieli walczyć lub wspierać je w inny sposób, Lwy Rożawy odpisały jedynie: "tak, mamy tutaj Polaków". Informacje te trudno jednak zweryfikować, bo popierająca Kurdów grupa nie potrafiła już powiedzieć ani ile jest takich osób i czym się dokładnie zajmują, ani skontaktować z "polskimi bojownikami". Choć na kontach Lwów w mediach społecznościowych faktycznie widać komentarze i słowa poparcia od polskich internautów.

- Oficjalnie żadna instytucja w Polsce odpowiedzialna za bezpieczeństwo, służby i ministerstwa, nie podaje takich przypadków. Natomiast w mediach zachodnich pojawiały się takie informacje, że w tych szeregach znajdują się również Polacy, ale nie są to potwierdzone przez nasze służby wiadomości, należy je traktować raczej w kategoriach plotki - mówi WP Krzysztof Lidel, szef Centrum Badań nad Terroryzmem i były pracownik Biura Bezpieczeństwa Narodowego.

Wojskowi i niewojskowi, mężczyźni i kobiety

Jednak niektórzy obywatele Zachodu, którzy walczyli w Rożawie, sami zdecydowali się o tym otwarcie opowiedzieć. Ich historie opisywały najczęściej rodzime media z Wielkiej Brytanii, Australii czy USA. Twarzą zagranicznych bojowników walczących u boku YPG z ISIS stał się 28-letni Amerykanin Jordan Matson. To były wojskowy, który postanowił przyłączyć się do Kurdów w ubiegłym roku, po tym jak dżihadyści przeprowadzili błyskawiczną ofensywę w Iraku i ogłosili na zajętych terenach kalifat. Choć Matson służył wcześniej w armii, nie był nigdy na zagranicznej misji i nie miał doświadczenia bojowego, w Syrii szybko jednak wylądował na polu bitwy. I równie szybko - co przyznał w rozmowie z CNN - został ranny. Gdy się leczył, zaczął zajmować się rekrutacją przez media społecznościowe. To właśnie Matsonowi przypisuje się założenie facebookowego profilu Lwów Rożawy. Amerykanin udzielił też kilku wywiadów dla międzynarodowych mediów, nagłaśniając sprawę Kurdów.

Przypadków weteranów, z mniejszym lub większym doświadczeniem w walce, którzy pojechali do Rożawy, jest zresztą dużo więcej. Ale media pisały też o innych ochotnikach, jak zbliżający się do 50. instruktor surfingu z Florydy czy członkowie holenderskiego gangu motocyklowego, którzy wyruszyli na Bliski Wschód, by rozprawić się z Państwem Islamskim. Głośno było również o 46-letniej Kanadyjce, byłej modelce, Hannie Bohman, która przez kilka miesięcy była pomocnikiem kurdyjskich snajperów. Widok żołnierki w kurdyjskich siłach nie jest zresztą niczym nadzwyczajnym, bo mają one nawet specjalny oddział - YPJ (Kobiece Jednostki Obrony).

Czytaj więcej: Kurdyjki kontra Państwo Islamskie. Jak armia kobiet walczy z dżihadystami?

W radiowym wywiadzie z kanadyjską stacją CKNW Bohman wyjaśniła, że miała w Syrii jedynie czterogodzinne szkolenie na temat broni. - Więcej można nauczyć się z YouTube’a - przyznała. Mimo to kobieta została z Kurdami przez kilka kolejnych miesięcy. Wróciła do Kanady, gdy stwierdziła, że jej organizm jest już zbyt słaby na dalszą walkę z powodu kiepskich racji żywieniowych. Teraz jednak z powrotem jest na Bliskim Wschodzie, gdzie chce dokumentować ich walkę.

"Będziecie walczyć za rewolucję"

Nie wszystkim jednak, którzy postanowili dołączyć do YPG, spodobało się to, co zastali na miejscu. Niektórzy po powrocie skarżyli się mediom, że nie wykorzystywano dostatecznie ich doświadczenia albo w ogóle nie wysyłano ich do walki. Innym z kolei dopiero na miejscu otworzyły się oczy i zdali sobie sprawę, że wojna i partyzanckie życie nie są wcale tak cool, jak na zdjęciach w internecie.

Także amerykański weteran Jamie Lane przyznał w rozmowie z "Wall Street Journal", że nie poleca zachodnim ochotnikom wyjazdu na Bliski Wschód. Choć sam, jak stwierdził, "może teraz spojrzeć na siebie w lustrze", bo kontynuował walkę tam, gdzie zginęło wcześniej wielu innych żołnierzy USA. Skąd więc krytyka? - To nie tak jak myślicie. Nie będziecie walczyć z ISIS. Będziecie walczyć na rzecz rewolucji w Rożawie - wyznał w rozmowie.

Z kolei w czerwcu tego roku brytyjski "Times" oskarżał Lwy Rożawy, że za pomocą konta na Facebooku namówiły do przyjazdu do Iraku i przyłączenia się do walk autystycznego Brytyjczyka. Zapytani o to administratorzy strony grupy odpowiedzieli jedynie, że mają wystarczająco zgłoszeń od ochotników i nie muszą kusić do przyłączenia się do ich szeregów osób bez wojskowego doświadczenia.

Powrót ryzykowany jak wyjazd

Wyjazd w ogarnięty wojną region i przyłączenie się do walk, niezależnie od doświadczenia ani strony konfliktu, to jednak niebezpieczna gra. Pomijając oczywiste ryzyko śmierci na polu bitwy czy porwanie przez ISIS, które najpewniej chętnie obcięłoby głowę takiemu bojownikami przed obiektywami kamery, zginąć można nim w ogóle dotrze się do Syrii. Część zachodnich ochotników dostaje się bowiem do YPG przez Turcję i Irak, a Ankara od kilku tygodni przeprowadza naloty na bazy Partii Pracujących Kurdystanu w północnym Iraku. Coraz więcej zachodnich ochotników postanawia zresztą zostać w Iraku i walczyć w oddziałach peszmergów. Na jednej z internetowych platform finansowania społecznego znaleźć można historię 22-letniego Brytyjczyka, który przez kilka miesięcy walczył z YPG, a teraz jest w Iraku i przez internet (z niezbyt dużym skutkiem) zbiera fundusze.

Ale nawet jeśli ochotnikom uda się przeżyć starcia, spokojny powrót do ojczyzny też nie zawsze jest pewnikiem. Zależy bowiem od prawodawstwa danego państwa, które może zakazywać przyłączania się do zagranicznych formacji zbrojnych. I podczas gdy Amerykanie, o ile nie walczyli po stronie organizacji terrorystycznej, nie muszą się specjalnie martwić, Australijczycy mogą mieć już poważne kłopoty po przyjeździe do kraju.

Walkę wśród Kurdów komplikuje jeszcze jedno: rozsiane po regionie siły, choć wzajemnie powiązane, mają różne legalne statusy. Waszyngton uznaje np. syryjskie oddziały YPG, ale - podobnie jak Ankara - uważa, działające w Turcji i Iraku PKK za organizację terrorystyczną. Tymczasem YPG, jak mówi WP Tomasz Otłowski, ekspert ds. Bliskiego Wschodu, "to organizacja siostrzana PKK". - Nie byłoby YPG, gdyby nie PKK. Wielu bojowników kurdyjskich w Syrii, którzy obecnie tworzą kadry ludowych oddziałów samoobrony wcześniej przewijała się przez szeregi PKK. Spora część z nich walczyła nawet w Turcji - wyjaśnia.

A jak wygląda walka takiego ochotnika z polskiej perspektywy? Według Krzysztofa Liedla na Polaka, który przyłączyłby się do sił kurdyjskich na Bliskim Wschodzie, znalazłby się paragraf. - Taki udział w walkach nie ma charakteru legalnego - komentuje ekspert. Inaczej jest z samą rekrutacją w internecie bojowników. O ile grupy werbujące ochotników nie zachęcają do przemocy i zabijania, nie sposób zabronić ich działalności, zwłaszcza - co zauważa Liedel - że często działają one na zagranicznych serwerach.

Czy ochotnicy mogą coś zmienić?

Czy jednak zachodni bojownicy, którzy wyjeżdżają do Syrii, ale też Iraku, mają szansę znacząco wpłynąć na toczący się tam konflikt? Tomasz Otłowski podkreśla, że liczeni w setkach ochotnicy to tylko "ułamek sił kurdyjskich". Ale nie znaczy to, że nie mają znaczenia. - Weterani armii państw zachodnich są dobrze wyszkoleni, bo walczyli już w samym Iraku czy Afganistanie, i tę wiedzę przekazują kurdyjskim towarzyszom, ucząc ich podstawowych zasad taktyki walki. To jest wartość dodana. Warto też wspomnieć o aspekcie propagandowym - oni przyczyniają się do nagłośniania walki z kalifatem, ale też sprawy kurdyjskiej, czyli dążeń tej ludności do autonomii czy nawet niepodległości - ocenia ekspert.

Co więc same Lwy Rożawy chciałyby przekazać rządom państw, które są częścią koalicji przeciwko ISIS? "Choć raz stańcie po stronie wartości, które twierdzicie, że wyznajecie, i poprzyjcie jedyną demokratyczną siłę na Bliskim Wschodzie. Przestańcie wspierać Turcję, która jest rządzona przez islamistę Erdogana, popierającego ISIS. Pomóżcie Kurdom, ich kulturze równości płci i wolności, która jest najbliższa duchem ludziom na Zachodzie" - napisano w mailu do WP.

Męczennicy

Na kontach Lwów Rożawy można jednak znaleźć nie tylko posty zachęcające do poparcia walki Kurdów czy gorąco opiewające heroizm bojowników. Są tam też wpisy o "męczennikach", czyli tych, którzy przyjechali walczyć o Rożawę i oddali za nią życie. Nie jest ich mało. Lwy nazywają ich bohaterami i obiecują, że historia ich zapamięta. Jak zaledwie 22-letniego Niemca, którego przyjął partyzanckie imię Dilsoz Bahar. Na stronach prokurdyjskiej grupy można znaleźć wideo, w którym opowiada on, jak był zafascynowany marksizmem-leninizmem, ale dzięki rewolucji w Syrii poznał ideologię Abdullaha Öcalana, siedzącego od lat w tureckim więzieniu lidera PKK. Przekonujący do idei "demokratycznego konfederalizmu" Niemiec zginął niemal miesiąc temu "podczas walk o połączenie Kobane i Cizire", jak głosi podpis przy nagraniu.

Tymczasem pod wideo 17-letniego Carla pełno jest komentarzy gratulujących mu jego postawy i planów wyjazdu do Syrii. "Trenuj ciężko, czytaj książki, naucz się języka i dasz sobie radę" - głosi jeden z nich, a jego autor wydaje się sam być zagranicznym bojownikiem w szeregach YPG.

Na wideo Carla zareagowała też matka jednego z męczenników Lwów Rożawy - pochodzącego z Australii Reece’a Hardinga. Po śmierci syna cała jego rodzina mocno zaangażowała się w promowanie kurdyjskiej sprawy w mediach społecznościowych. Ale do nastolatka z Wielkiej Brytanii matka Australijczyka napisała: "Kochany, jesteś taki młody i podziwiam Twoją pasję i zrozumienie dla sytuacji. Proszę, zostań jednak w domu z rodzicami. Jesteś takim elokwentnym mówcą, a słowa mogą być równie skuteczne co broń. (…) Tak bardzo chciałabym, by Reece był "tchórzem" i żył, a teraz pozostały mi tylko wspomnienia. Patrząc z szerszej perspektywy, należy przekonać rządy do pomocy, to najefektywniejsze rozwiązanie, bo (ISIS) stanie się światowym zagrożeniem."

...

Brawo! To lubie! Odnalezli ideal! Trzeba dokonczyc Rok 1920! Bij bolszewika! Czyli Ruskich Assada Teherancow islamistow i wszelkie szatanstwo! Za Wolna Syrie i Wolny Kurdystan! SmileSmileSmile Ja sie tak wychowalem to jest moj zywiol!



Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 90936
Przeczytał: 189 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 19:56, 07 Paź 2015    Temat postu:

"Biały dym i czarna ciecz". Państwo Islamskie stosuje iperyt?
7 października 2015, 19:15
Siły Państwa Islamskiego ostrzelały pociskami moździerzowymi z gazem musztardowym pozycje bojowników kurdyjskich podczas walk, do których doszło w sierpniu br. w północnym Iraku - poinformowało kurdyjskie ministerstwo ds. peszmergów.

W komunikacie podano, że próbki krwi pobrano z ciał ok. 35 bojowników walczących na południowy wschód od miasta Irbil - stolicy Kurdyjskiego Okręgu Autonomicznego. Wykryto w nich "ślady iperytu siarkowego". W dokumencie nie poinformowano jednak, czy użycie broni chemicznej było bezpośrednią przyczyną śmierci któregoś z bojowników, których ciała poddano analizie.

Peszmergowie poinformowali, że w rejonie walk zaobserwowano "biały dym i czarną ciecz" wydobywająca się z ok. 37 pocisków moździerzowych wystrzelonych przez IS.

Władze Kurdów zaapelowały jednocześnie do państw walczących z dżihadystami o wsparcie oddziałów peszmergów niezbędnym sprzętem do ochrony przed tego typu zagrożeniem. Agencja Reutera przypomina, że jednym z państw wspierających materialnie oddziały kurdyjskie w Iraku są Stany Zjednoczone.

Zebrane przez Kurdów próbki zostały wysłane na badanie laboratoryjne poza terytorium Iraku - podano również w komunikacie.

Reuters podkreśla, że komunikat władz kurdyjskich jest kolejnym sygnałem, że dżihadyści z IS dysponują w Iraku arsenałem broni chemicznej. W styczniu br. IS przeprowadziło atak z wykorzystaniem "gazu chlorowego" i sięgało po broń chemiczną w co najmniej czterech innych przypadkach - podali Kurdowie.

W ostatnim czasie peszmergowie przeprowadzili kilka działań ofensywnych mających na celu odepchnięcie dżihadystów dalej od Kirkuku, na północy Iraku. Kurdowie przejęli pełną kontrolę nad tym miastem latem zeszłego roku, kiedy żołnierze iraccy porzucili swe bazy w mieście i wokół niego w obliczu zbliżających się dżihadystów, którzy opanowali jedną trzecią terytorium kraju.

Gaz musztardowy pali skórę i błony śluzowe, powoduje też zaburzenia oddechu u osób narażonych na kontakt z tą bronią. Jego wykorzystanie jest zabronione przez konwencję o zakazie broni chemicznej.

...

MASKI NATYCHMIAST! Uczniowie Assada. Pomiot szatana.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 90936
Przeczytał: 189 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 19:06, 11 Paź 2015    Temat postu:

Turcja: wojsko zbombardowało pozycje bojowników PKK


Tureckie siły powietrzne zbombardowały pozycje bojowników Partii Pracujących Kurdystanu (PKK) na południowym wschodzie kraju, a także w północnym Iraku - poinformowało w niedzielę wojsko. Do ataku doszło mimo ogłoszenia przez Kurdów zawieszenia broni.

W oświadczeniu wojsko podkreśliło, że zniszczono schrony PKK i pozycje obronne na północy Iraku. Dzień wcześniej podczas nalotu na południowym wschodzie Turcji zabito 14 bojowników PKK - poinformowano.

Dzień wcześniej PKK, której bojownicy trzy miesiące temu wznowili ataki na tureckie siły bezpieczeństwa, wezwała rebeliantów, by zawiesili operacje na okres trzech tygodni przed wyborami parlamentarnymi, chyba że zostaną zaatakowani.

Liderzy organizacji zrzeszającej PKK i inne grupy rebelianckie poinformowali, że decyzję podjęto w odpowiedzi na apele z Turcji i spoza jej granic. Bojownicy mają unikać działań, które mogłyby uniemożliwić przeprowadzenie "sprawiedliwych wyborów" 1 listopada - napisano w komunikacie.

Pojawił się on kilka godzin po dwóch eksplozjach przed dworcem kolejowym w Ankarze, w których, według oficjalnych danych władz, zginęło co najmniej co najmniej 95 osób. W niedzielę przedstawiciele prokurdyjskiej partii HDP poinformowali, że zginęło 120 osób, a zwłoki kolejnych ośmiu osób nie zostały do tej pory rozpoznane.

Według władz był to atak terrorystyczny. Do zamachu doszło tuż przed początkiem demonstracji, w której miały wziąć setki działaczy prokurdyjskich i lewicowych.

Turcja: w zamachu w Ankarze zginęło 128 osób

Prokurdyjska Ludowa Partia Demokratyczna HDP poinformowała w niedzielę, że w sobotnim zamachu przed dworcem kolejowym w stolicy Turcji, Ankarze, zginęło 128 osób, z czego do tej pory zidentyfikowano 120 z nich. Ciał ośmiu osób do tej pory nie rozpoznano.

Według sobotniego bilansu tureckich władz w zamachu zginęło co najmniej 95 osób. W niedzielę rano rząd w Ankarze poinformował, że w szpitalach przebywa ponad 160 osób, z czego 65 jest na intensywnej terapii.

...

Tu zamach a tu naloty. Podejrzane.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 90936
Przeczytał: 189 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 20:35, 13 Paź 2015    Temat postu:

Turcja ostrzega Rosję i USA przed popieraniem Kurdów w Syrii

Bojownicy kurdyjscy - AFP

Turcja ostrzegła Rosję i Stany Zjednoczone, że nie będzie tolerować zdobyczy terytorialnych kurdyjskich bojowników w pobliżu swojej granicy na północnym zachodzie Syrii - poinformowała dziś agencja Reutera.

Władze w Ankarze obawiają się, że kolejne zdobycze terytorialne wspieranych przez USA kurdyjskich bojowników z Ludowych Jednostek Samoobrony (YPG) powiązanych z kurdyjską Partią Unii Demokratycznej (PYD) mogą wzmóc nastroje separatystyczne wśród Kurdów na terytorium Turcji.
REKLAMA


Przedstawiciele tureckich władz przewidują, że Kurdowie będą posuwać się na zachód wzdłuż turecko-syryjskiej granicy w stronę Morza Śródziemnego, i obawiają się, że będą oni chcieli stworzyć niezależne państwo kurdyjskie zajmujące tereny należące obecnie do Turcji, Syrii i Iraku.

Jednocześnie Waszyngton wspiera kurdyjskie siły w północnej Syrii jako skuteczne oddziały w walce z dżihadystami z Państwa Islamskiego (IS). - W naszych oczach PYD jest ugrupowaniem terrorystycznym i chcemy, by wszystkie kraje brały pod uwagę możliwe konsekwencje współpracy (z Kurdami - red.) - powiedział wysoki rangą turecki urzędnik.

Turcy podejrzewają, że także Rosja, która od 30 września prowadzi ataki lotnicze na terytorium Syrii, wspiera kurdyjskie milicje. - Przy wsparciu Rosji PYD stara się zająć tereny między (miastami) Dżarabulus i Azaz i kieruje się dalej na zachód od Eufratu. Nigdy tego nie zaakceptujemy - powiedział urzędnik.

Jak pisze agencja Reutera, Turcja nie poinformowała, jakie kroki może przedsięwziąć, gdyby kurdyjskie siły rzeczywiście przekroczyły Eufrat. Ankara we wrześniu ostrzelała pozycje Partii Pracujących Kurdystanu (PKK) w północnym Iraku, jednak naloty na Kurdów syryjskich byłyby bardziej ryzykowne, ponieważ mogłyby doprowadzić do konfliktu między Turcją a Stanami Zjednoczonymi i Rosją.

...

ERDOGAN SZKODZI SPRAWIE I PRZEDLUZA CIERPIENIA SYRII!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 90936
Przeczytał: 189 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 17:38, 22 Paź 2015    Temat postu:

Żołnierz USA zginął przy uwalnianiu zakładników w Iraku
Żołnierz USA zginął przy uwalnianiu zakładników w Iraku
Żołnierz USA zginął przy uwalnianiu zakładników w Iraku - Tauseef Mustafa / AFP

Żołnierz sił specjalnych USA zginął w Iraku w trakcie misji uwalniania zakładników – poinformowały dziś amerykańskie władze.

Już wcześniej telewizja CNN podała, że w ramach przeprowadzonej w północnym Iraku operacji uwolniono około 70 kurdyjskich zakładników, ale jeden Amerykanin został przy tym zabity. Wiadomość tę uzyskała od anonimowego przedstawiciela władz.
REKLAMA

Według CNN jest to pierwszy żołnierz USA, który poległ w lądowym starciu z Państwem Islamskim na terenie Iraku bądź Syrii.

>>

Na polu chwaly.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 90936
Przeczytał: 189 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 19:52, 24 Paź 2015    Temat postu:

Turcja. Erdogan: Ankara nie pozwoli Kurdom na przejęcie północy Syrii


Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan oskarżył w sobotę kurdyjskie ugrupowania o próbę przejęcia kontroli nad północną Syrią i powiedział, że Ankara do tego nie dopuści.

W przemówieniu wygłoszonym w południowo-wschodniej Turcji Erdogan skrytykował przekształcenie syryjskiego miasta Tall Abjad w muhafazie Ar-Rakka przy granicy z Turcją w autonomiczną strukturę polityczną stworzoną przez Kurdów.
REKLAMA


- Chcą tylko jednego: całkowicie opanować północną Syrię - powiedział Erdogan. - W żadnym wypadku nie pozwolimy, by północna Syria padła ofiarą ich planów. Ponieważ stwarza to dla nas groźbę i niemożliwe jest, abyśmy jako Turcja powiedzieli "tak" na to zagrożenie - dodał.

Wzrost znaczenia syryjskich Kurdów budzi coraz większe zaniepokojenie w Turcji, która od dawna zwalcza na swoim terytorium nastroje separatystyczne wśród tej mniejszości.

Tall Abjad zostało w czerwcu odbite z rąk dżihadystów przez Ludowe Jednostki Samoobrony (YPG) syryjskich Kurdów walczących z oddziałami Państwa Islamskiego (IS). W zeszłym tygodniu lokalna kurdyjska rada ogłosiła miasto częścią autonomicznych samorządnych władz kurdyjskich.

Syryjscy Kurdowie ustanowili po wybuchu wojny domowej w Syrii w 2011 roku trzy strefy czy też "kantony" na północy kraju. Zaprzeczają jednak, jakoby chcieli ustanowić tam własne państwo.

Zdobycie Tall Abjad pozwoliło na połączenie kontrolowanego przez Kurdów "kantonu" Kobane, oblężonego w zeszłym roku przez IS, z położonym dalej na wschód i graniczącym z Irakiem większym kantonem Dżazira.

Turcja w ubiegłych trzech dziesięcioleciach usiłowała położyć kres insurekcji bojowników Partii Pracujących Kurdystanu (PKK), którą USA i Unia Europejska uznają za organizacje terrorystyczną. PKK od lipca, kiedy zerwano rozejm, niemal codziennie przeprowadza ataki na południowym wschodzie Turcji.

Ankara oskarża ramię polityczne syryjskich Kurdów, Partię Unii Demokratycznej (PYD), o głębokie powiązania z PKK.

Erdogan skrytykował również kraje dostarczające PYD uzbrojenie, ale ich nie wymienił.

- Obecnie w PYD jest 1400 członków PKK. Nie ma co tego ignorować, to fakt - powiedział Erdogan. - Ale wszystkie te kraje, które jak się wydaje traktują nas jak przyjaciół, starają się, by wyglądało to na odwrót. Cała pomoc zbrojeniowa otrzymywana przez PYD pochodzi z tych krajów. Bardzo dobrze wiemy, czyja to broń".

Wcześniej w tym miesiącu kurdyjska milicja YPG ogłosiła nowy sojusz z niewielkimi ugrupowaniami arabskich bojowników i otrzymała niewielkie zrzuty broni i amunicji od sił amerykańskich w północno-wschodniej Syrii.

Waszyngton wskazuje, że może bezpośrednio skierować finanse i broń do arabskich dowódców, którzy współpracują z YPG.

...

Przez Edogana koszmar sie wydluza. Kurdowie musza ruszyc do przodu jesli to ma sie skonczyc. Jak beda tkwili w miejscu to wrog nie zniknie. To maja byc sily Kurdow nie komunistow.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 90936
Przeczytał: 189 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 16:27, 28 Paź 2015    Temat postu:

"Czekałem na egzekucję, gdy nas odbili". Bohaterska akcja kurdyjskich i amerykańskich komandosów


Spisywaliśmy już swoje testamenty, a bojownicy z Państwa Islamskiego szykowali się do rozpoczęcia egzekucji - tak brzmi emocjonalna relacja jednego z ocalonych jeńców, odbitych tydzień temu z więzienia ISIL w północnym Iraku. W ryzykownej akcji amerykańskich i kurdyjskich komandosów w północnym Iraku życie stracił żołnierz armii Stanów Zjednoczonych. To pierwszy Amerykanin zabity w walce w Iraku od 2011 roku.

- Nie potrafię oddać słowami tego, co czułem. Rano miałem stracić życie. Ale Bóg zesłał tych komandosów: kurdyjskich i amerykańskich - wspomina wzruszony jeniec.

...

Na wojnie tez jest duze pole do czynienia dobra.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 90936
Przeczytał: 189 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 19:23, 05 Lis 2015    Temat postu:

Kurdowie ogłaszają koniec jednostronnego zawieszenia broni

Bojownicy Partii Pracujących Kurdystanu (PKK) zerwali w Turcji jednostronne zawieszenie broni, które ogłosili w październiku - poinformowała kurdyjska agencja prasowa Firat. Dzień wcześniej prezydent Turcji wzywał do likwidacji PKK.

- Jednostronne powstrzymanie się od wrogich działań zostało przerwane ze względu na prowadzoną przez AKP (rządzącą w Turcji Partię Sprawiedliwości i Rozwoju) politykę wojenną i ich ostatnie ataki - podała agencja Firat, mająca siedzibę w Amsterdamie, cytując oświadczenie PKK.

W środę w pierwszym przemówieniu od niedzielnych wygranych przez AKP wyborów prezydent Recep Tayyip Erdogan zapowiedział, że "nie będzie żadnej przerwy" w walce z bojownikami z PKK. - Operacje przeciwko organizacji terrorystycznej wewnątrz i poza granicami Turcji będą prowadzone w sposób zdeterminowany - podkreślił.

Doszło do walk głównie na zdominowanym przez Kurdów południowym wschodzie Turcji. W wyniku starć z wojskami tureckimi zginęło tam 18 osób, co podniosło bilans ofiar w tym tygodniu do prawie 40 - wylicza agencja Reutera.

PKK ogłosiła w październiku jednostronne zawieszenie broni, by oddać hołd zabitym w zamachu bombowym w Ankarze.

Eskalacja konfliktu między siłami rządowymi w Turcji a PKK doprowadziła do zerwania przed trzema miesiącami rozmów pokojowych prowadzonych od końca 2012 r. Szacuje się, że od 1984 roku konflikt kurdyjsko-turecki pociągnął za sobą ok. 40 tys. ofiar śmiertelnych.

Rząd w Ankarze oskarża PKK o to, że wykorzystała 2,5-letni rozejm, by zgromadzić broń. Z kolei opozycja uważa, że rząd zakończył proces pokojowy, gdyż w czerwcowych wyborach partia prokurdyjska zdobyła wystarczającą liczbę głosów, by wejść do parlamentu i pozbawić AKP większości, którą dysponowała od 2002 roku.

>>>

I co teraz?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 90936
Przeczytał: 189 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 19:45, 10 Lis 2015    Temat postu:

Premier Turcji: nie poświęcimy walki z terroryzmem za pokój z Kurdami

Ahmet Davutoglu - OZAN KOSE / AFP

"Nie poświęcimy walki z terroryzmem" dla pokoju z Kurdami - oświadczył premier Turcji Ahmet Davutoglu. Prezydent Recep Tayyip Erdogan wezwał do reform i zapowiedział, że nowa konstytucja powinna powstać w ciągu czterech lat jednopartyjnego rządu AKP.

W ciągu następnych sześciu miesięcy Turcja zaangażuje się w proces przeprowadzenia głównych reform w sferze gospodarczej, społecznej i wymiaru sprawiedliwości - powiedział Davutoglu w wywiadzie dla tureckiej telewizji państwowej TRT.
REKLAMA


Wezwał do wprowadzenia systemu prezydenckiego opartego na zrównoważonym rozdziale władzy. Zaznaczył, że obecny system powodował napięcia między prezydentem a premierem rządu.

Davutoglu powiedział, że rząd może omawiać kwestię nowej konstytucji i "walki z terroryzmem" z ugrupowaniami opozycyjnymi.

Jak podkreślił, Turcja odpowie z powietrza i ziemi każdemu, kto będzie jej zagrażał z terytorium Syrii. Dodał, że omawiał z prezydentem USA Barackiem Obamą potrzebę wypracowania nowej strategii przeciwko Państwu Islamskiemu (IS). Wskazał, że Turcja powinna odgrywać większą rolę w międzynarodowej koalicji zwalczającej ekstremistów w Syrii i Iraku.

- Wybory z 1 listopada zapoczątkowały cztery lata stabilizacji i zaufania. Sprawmy, aby był to czas reform i traktowania priorytetowo nowej konstytucji - mówił Erdogan podczas uroczystości upamiętniającej 77. rocznicę śmierci ojca-założyciela współczesnej Turcji Mustafa Kemala Ataturka. Obawy dotyczące sprawowania władzy w Turcji powinny zostać odłożone na bok, by kraj mógł skupić się na przyszłości - dodał.

Erdogan wielokrotnie otwarcie dawał do zrozumienia, że chce zmienić konstytucję i przeprowadzić zmiany ustrojowe w kraju, wprowadzając system prezydencki.

Ugrupowanie Erdogana, rządząca konserwatywno-islamistyczna Partia Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP), odzyskało większość absolutną w przedterminowych wyborach parlamentarnych 1 listopada, po tym jak straciła je po 13 latach rządów w czerwcowych wyborach. AKP uzyskała 317 mandatów w liczącym 550 miejsc parlamencie. Niewiele zabrakło jej do 330 mandatów wymaganych do tego, aby móc zdecydować o rozpisaniu referendum na temat zmiany konstytucji.

Komisja Europejska wytknęła Turcji "ogólnie negatywne tendencje" w dziedzinie ochrony praw człowieka i rządów prawa. Dotyczy to przede wszystkim sądownictwa, poszanowania wolności słowa i zgromadzeń.

Zdaniem Brukseli niezawisłość sądów w Turcji jest ograniczana od 2014 r., gdy sędziowie i prokuratorzy zostali poddani politycznym naciskom. KE wezwała też Turcję do skuteczniejszej walki z korupcją, a także dyskryminacją, w tym mniejszości seksualnych.

KE liczy na zakończenie eskalacji przemocy w Turcji i powrót do rozmów o rozwiązaniu kwestii kurdyjskiej. Po rozpoczęciu przez tureckie władze operacji antyterrorystycznej, wymierzonej w Państwo Islamskie, a także Partię Pracujących Kurdystanu (PKK), proces pokojowy został wstrzymany - wskazuje Komisja.

...

Czyli co? Bezsensowna wojenka z Kurdami?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 90936
Przeczytał: 189 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 14:30, 13 Lis 2015    Temat postu:

Kurdowie informują odbiciu miasta Sindżar z rąk dżihadystów

Kurdowie informują odbiciu miasta Sindżar z rąk dżihadystów - AFP

Peszmergowie, bojownicy kurdyjscy, opanowali centrum strategicznie ważnego miasta Sindżar w północnym Iraku, kontrolowanego dotąd przez dżihadystów z Państwa Islamskiego (IS) - informują świadkowie.

Koło Sindżaru przebiega szosa nr 47 łącząca bastiony IS - iracki Mosul i syryjską Ar-Rakkę. Ta strategiczna droga jest dla dżihadystów ważnym szlakiem zaopatrzeniowym. Państwo Islamskie zajęło Sindżar w sierpniu zeszłego roku, zabijając i porywając tysiące mieszkających tam jazydów.
REKLAMA


Kurdyjską ofensywę, nazwaną operacją "Uwolnić Sindżar", wspiera lotnictwo państw koalicji pod wodzą USA.

Dziennikarze agencji Asociated Press widzieli peszmergów umieszczających w centrum miasta kurdyjską flagę i strzelających na wiwat. Przedstawiciele sił kurdyjskich informują, że w Sindżarze dżihadyści "są pokonani i uciekają". Kurdowie przejęli kontrolę nad centrum miasta, cementownią, szpitalem i kilkoma gmachami publicznymi.

Ofensywę osobiście nadzoruje prezydent irackiego Kurdystanu Masud Barzani. Jest on też przywódcą Demokratycznej Partii Kurdystanu (DPK), którą inne ugrupowania w regionie oskarżają o dążenie do monopolizacji władzy.

Wielu jazydów odwróciło się od DPK, gdy jej siłom nie udało się w zeszłym roku obronić ich przed dżihadystami. Państwo Islamskie uważa jazydów za heretyków.

Syryjscy partnerzy Partii Pracujących Kurdystanu (PKK) pomogli jazydom i ewakuowali tysiące ludzi uwięzionych na górzystych terenach wokół Sindżaru. Większość jazydów trafiła do obozów w regionie Kurdystanu, ale kilka tysięcy wciąż jest więzionych przez IS.

Zezwalając na pierwsze naloty przeciwko IS w sierpniu 2014 roku, prezydent USA Barack Obama uzasadniał je m.in. tym, że nie można dopuścić do ludobójstwa jazydów.

...

Brawo! To sa Kurdowie!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 90936
Przeczytał: 189 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 15:15, 13 Lis 2015    Temat postu:

Chrześcijańscy bojownicy

W północno-wschodniej Syrii swoje oddziały zbrojne powołali tamtejsi chrześcijanie - Asyryjczycy, których spora część uważa się za odrębny autochtoniczny naród (w przeciwieństwie do wyznawców wielu innych Kościołów, którzy mają się za chrześcijańskich Arabów).

Noszą nazwę Sotoro, co jest skrótem od asyryjskiej nazwy Siły Ochrony i Obrony. - Liczą one w tym regionie kilkuset bojowników - powiedział niedawno portalowi Al-Monitor jeden z dowódców Ahikar Isa. Jako największy sukces wymienił wyzwolenie przez Sotoro Hasaki, miasta na północnym wschodzie. W tej niezauważonej przez światowe media operacji, do której doszło w połowie czerwca, słabo uzbrojeni chrześcijańscy bojownicy mieli pokonać liczniejszych dżihadystów.

- Te oddziały bronią swoich terenów, są przygotowane do odpierania ataków z różnych stron, również Kurdów, którzy w tym regionie chcą wprowadzać swoje porządki. Jest to ważne psychologicznie: wreszcie ktoś nas może bronić. Znam osobiście kilku członków Sotoro, pilnują naszych osiedli, biorą udział w odbijaniu zakładników - opowiada „Rz" Michael Abdala, Asyryjczyk pochodzący z tego regionu Syrii, orientalista z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Bojownicy Sotoro wspierają też chrześcijan na drugim końcu Syrii, w miasteczku Sadad koło Homs, otoczonym przez ISIS, które zdobyło już pobliską chrześcijańską miejscowość. Dolecieli na miejsce samolotami, odwiedził ich na miejscu patriarcha Ignacy Efrem II (głowa Syryjskiego Ortodoksyjnego Patriarchatu Antiochii i Całego Wschodu, Asyryjczyk), który pochodzi z Kamiszli, miasta, w którym Michael Abdalla chodził do szkoły.

Kamiszli, 180-tysięczne miasto położone niedaleko granic Turcji i Iraku, teoretycznie kontroluje rząd z Damaszku, który ma tam swoje koszary. Ale faktycznie przekazał on władzę Kurdom.

- Kamiszli to miasto od zera utworzone przez chrześcijan, Asyryjczyków i Ormian, którzy uciekli sto lat temu przed rzezią w Turcji. Tam nic nie było, tylko bagna. Dziadek mi opowiadał o Francuzie, który projektował miasto i linię kolejową - mówi Michael Abdalla.

- Ale tak to z nami, chrześcijanami, jest, my budujemy, doprowadzamy do rozkwitu, a potem nas stamtąd rugują. Teraz robią to Kurdowie, którzy dominują w regionie i są wspomagani przez iracki Kurdystan. Okupują szkoły asyryjskie, na siłę chcą wprowadzać do nich język kurdyjski, chcą wywłaszczać chrześcijan, a w prowincji 35 proc. ziemi należało do chrześcijan. Gdy ja byłem dzieckiem, w latach 60., w Kamiszli były tylko prywatne szkoły asyryjskie. A we wsi, w której się urodziłem, 50 km od Kamiszli, byli sami chrześcijanie, podobnie w sąsiednich. Do siódmego roku życia znałem tylko asyryjski, zwany też syriackim, w ogóle nie wiedziałem, że istnieje język arabski. Wszyscy mówili po naszemu, dopiero gdy rodzina przeniosła się do Kamiszli, to usłyszałem arabski. Co to za język? - zapytałem, trochę podobny do naszego - wspomina orientalista.

Jerzy Haszczyński

...

JESLI KURDOWIE BEDA PRZESLADOWAC TO KONIEC Z POPIERANIEM ICH! ZADNYCH PRZESLADOWCOW NIE POPIERAMY!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 90936
Przeczytał: 189 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 19:59, 13 Lis 2015    Temat postu:

Odbito strategiczne miasto z rąk dżihadystów z Państwa Islamskiego


Peszmergowie, bojownicy kurdyjscy, opanowali centrum strategicznie ważnego miasta Sindżar w północnym Iraku, kontrolowanego dotąd przez dżihadystów z Państwa Islamskiego (IS) - informują świadkowie.


Koło Sindżaru przebiega szosa nr 47 łącząca bastiony IS - iracki Mosul i syryjską Ar-Rakkę. Ta strategiczna droga jest dla dżihadystów ważnym szlakiem zaopatrzeniowym. Państwo Islamskie zajęło Sindżar w sierpniu zeszłego roku, zabijając i porywając tysiące mieszkających tam jazydów.

W piątek rano dziennikarze agencji Asociated Press widzieli peszmergów umieszczających w centrum miasta kurdyjską flagę i strzelających na wiwat. Przedstawiciele sił kurdyjskich informują, że w Sindżarze dżihadyści "są pokonani i uciekają". Kurdowie przejęli kontrolę nad centrum miasta, cementownią, szpitalem i kilkoma gmachami publicznymi.

Ofensywę osobiście nadzoruje prezydent irackiego Kurdystanu Masud Barzani. Jest on też przywódcą Demokratycznej Partii Kurdystanu (DPK), którą inne ugrupowania w regionie oskarżają o dążenie do monopolizacji władzy.

Wielu jazydów odwróciło się od DPK, gdy jej siłom nie udało się w zeszłym roku obronić ich przed dżihadystami. Państwo Islamskie uważa jazydów za heretyków.

Syryjscy partnerzy Partii Pracujących Kurdystanu (PKK) pomogli jazydom i ewakuowali tysiące ludzi uwięzionych na górzystych terenach wokół Sindżaru. Większość jazydów trafiła do obozów w regionie Kurdystanu, ale kilka tysięcy wciąż jest więzionych przez IS.

Kurdyjską ofensywę, nazwaną operacją "Uwolnić Sindżar", wspiera lotnictwo państw koalicji pod wodzą USA. Zezwalając na pierwsze naloty przeciwko IS w sierpniu 2014 roku, prezydent USA Barack Obama uzasadniał je m.in. tym, że nie można dopuścić do ludobójstwa jazydów.

Zobaczcie, jak wyglądała operacja odbicia miasta Sindżar z rąk dżihadystów z Państwa Islamskiego.

...

Brawo Peszmergowie! SmileSmileSmile To jest wojsko!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 90936
Przeczytał: 189 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 0:47, 15 Lis 2015    Temat postu:

Siły kurdyjskie odkryły w Iraku w ciągu ostatniej doby zwłoki 120 bojowników IS
14 listopada 2015, 20:50
Bojownicy kurdyjscy, peszmergowie, natrafili w ciągu ostatniej doby na zwłoki 120 dżihadystów z oddziałów bojowych Państwa Islamskiego (IS), którzy zginęli podczas walk zakończonych wyzwoleniem Sindżaru, miasta w północnym Iraku.

Gubernator Sindżaru, Mohama Dżalil, podając tę informację dodał, że wśród zabitych odkryto zwłoki zagranicznych bojowników, w tym obywateli krajów zachodnich.

Pod gruzami zbombardowanych budynków i umocnień znajduje się prawdopodobnie jeszcze znaczna liczba zabitych.

Siły kurdyjskie ogłosiły Sindżar "strefą wojskową", ponieważ dżihadyści porzucili tam setki ton pocisków artyleryjskich, min i materiałów wybuchowych, które rozbrajają obecnie kurdyjscy saperzy.

W walkach toczonych w ciągu soboty Kurdowie odbili z rąk bojowników IS trzy miejscowości położone na południowy zachód od Sindżaru, zabijając 22 terrorystów.

Ofensywę, podczas której peszmergowie odbili po 15 miesiącach miasto Sindżar, poprzedziły bombardowania lotnicze przeprowadzone przez koalicję pod wodzą Stanów Zjednoczonych.

Dzięki odbiciu miasta udało się przeciąć komunikację między syryjską prowincją Ar-Rakka kontrolowaną przez IS, a drugim co do wielkości miastem irackim Mosulem, który pozostaje w rękach dżihadystów.

...

Poniesli kleske.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 90936
Przeczytał: 189 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 17:54, 20 Lis 2015    Temat postu:

Jazydzi nie chcą wracać do swoich domów. Rosną obawy o bezpieczeństwo


Wielu przebywających w Turcji jazydów nie zamierza wracać do Sindżaru i okolic na północy Iraku, odbitych z rąk Państwa Islamskiego w zeszłym tygodniu - podają tureckie media. Jak pisze brytyjski dziennik "The Telegraph" znaleziono tam masowe groby.

9Zobacz zdjęcia




Prywatna agencja informacyjna Dogan podała, że około połowy uchodźców z 5-tysięcznego obozu w południowo-wschodniej Turcji już wyruszyła stamtąd w nadziei dotarcia do Europy. Ci, którzy w obozie pozostali, nie chcą wracać do Sindżaru, nadal obawiając się o swoje bezpieczeństwo.

Kurdyjskie siły wspomagane z powietrza przez samoloty koalicji pod dowództwem USA odbiły Sindżar opanowany od roku przez bojowników IS. Ekstremiści islamscy wymordowali tam tysiące jazydów, a młode kobiety zamienili w swoje niewolnice seksualne.

Brytyjski dziennik "The Telegraph" pisze o odkryciu w mieście i okolicy masowych grobów pomordowanych jazydzkich kobiet, za starych, aby uczynić z nich seksualne niewolnice. Jazydki, którym udało się uniknąć pojmania przez IS, wskazały miejsca zbiorowych mogił.

W zeszłym tygodniu Peszmergowie opanowali centrum strategicznie ważnego miasta Sindżar w północnym Iraku, kontrolowanego dotąd przez dżihadystów z Państwa Islamskiego. To jeden z największych sukcesów Kurdów od czasu pojawienia się tzw. Państwa Islamskiego.

Miasto Sindżar pojawiało się w czołówkach doniesień medialnych w sierpniu ubiegłego roku, kiedy kontrolę nad nim przejęli fanatycy. Spowodowało to masowy eksodus jazydów, z których część utknęła w górach. To właśnie zdobycie Sindżar było bezpośrednim powodem rozpoczęcia nalotów w Iraku przez Amerykanów. Stany Zjednoczone wspierały kurdyjskie wojska w zakończonej właśnie operacji.

Kurdowie przejęli kontrolę nad centrum miasta, cementownią, szpitalem i kilkoma gmachami publicznymi. Ofensywę osobiście nadzorował prezydent irackiego Kurdystanu Masud Barzani. Jest on też przywódcą Demokratycznej Partii Kurdystanu (DPK), którą inne ugrupowania w regionie oskarżają o dążenie do monopolizacji władzy.

W mediach pojawiły się zdjęcia miasta wykonane po odbiciu go z rąk dżihadystów z Państwa Islamskiego. Miejsce zostało zdewastowane przez bojowników. Większość domów i świątyń zostało całkowicie zniszczone. Zobaczcie, jak wygląda obecnie miasto Sindżar.

...

Za wczesnie na powroty.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 90936
Przeczytał: 189 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 22:22, 23 Lis 2015    Temat postu:

Ostrzelano samochód przywódcy prokurdyjskiej opozycji
22 listopada 2015, 23:15
W niedzielę wieczorem ostrzelano samochód jednego z przywódców prokurdyjskiej Ludowej Partii Demokratycznej (HDP) Selahattina Demirtasa. Politykowi nic się nie stało - poinformował rzecznik partii HDP.

Według rzecznika jeden z pocisków trafił w tylną kuloodporną szybę samochodu, którym jechał Demirtas w położonym na południowym wschodzie Turcji mieście Diyarbakir. Rejon ten zamieszkały jest głównie przez Kurdów.

"Śmierć następuje z woli Boga" - skomentował po incydencie Demirtas na Twitterze.

Turecka policja zatrzymała Belga pochodzenia marokańskiego pod zarzutem pomocy zamachowcom w atakach terrorystycznych w Paryżu 13 listopada, w których zginęło 130 osób - poinformowała w sobotę agencja Dogan. Doniesienia potwierdził przedstawiciel władz Turcji.

26-letni Ahmet Dahmani został zatrzymany w luksusowym hotelu w kurorcie Antalya.

Przedstawiciel tureckich władz powiedział, że 14 listopada mężczyzna ten przyleciał do Turcji z Amsterdamu. Zatrzymano też dwóch jego współpracowników.

Według agencji Dogan Dahmani miał w Paryżu robić dla Państwa Islamskiego (IS) rozpoznanie miejsc, w których ostatecznie doszło do zamachów. Dwaj pozostali mężczyźni, zatrzymani na autostradzie w pobliżu Antalyi, mieli być wysłani przez IS w celu zapewnienia bezpiecznego przedostania się Dahmaniego przez granicę. Są to obywatele Syrii.

Władze Turcji szacują, że ok. 1,3 tys. obywateli kraju walczy w szeregach dżihadystów w Syrii. Niektórzy dyplomaci są zdania, że dane te są zaniżone.

...

CO TO MA ZNACZYC!


"Śmierć następuje z woli Boga" - skomentował.
!!!!

Co za odpowiedz! Bez woli Biga wlos z glowy wam nie spadnie. Kurdowie mi sie zdecydowanie podobaja SmileSmileSmile


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 90936
Przeczytał: 189 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 0:36, 29 Lis 2015    Temat postu:

Turcja: zginął prominentny kurdyjski prawnik i obrońca praw człowieka

Tahir Elci - Reuters

Prominentny kurdyjski adwokat i obrońca praw człowieka Tahir Elci został zastrzelony w Diyarbakirze na południowym wschodzie Turcji, gdy apelował o zakończenie turecko-kurdyjskiego konfliktu - poinformował szef MSW w Ankarze Efkan Ala.

Do zajścia doszło, gdy Elci wraz z innymi przedstawicielami miejscowej palestry apelował o pokój w regionie, zamieszkanym głównie przez ludność kurdyjską i będącym sceną częstych starć między bojownikami organizacji Partia Pracujących Kurdystanu (PKK) a tureckimi siłami bezpieczeństwa. Elci przemawiał przed historycznym meczetem, który został uszkodzony podczas niedawnych walk.

Według ministra spraw wewnętrznych dwaj napastnicy ostrzelali policjantów z odległości ok. 100 metrów od Elciego, zabijając jednego funkcjonariusza, a kurdyjski działacz zginął podczas wymiany ognia. Według świadków prawnik został trafiony pojedynczym strzałem w głowę.

Premier Ahmet Davutoglu nie wykluczył, że mógł to być zamach, taką wersję wydarzeń przedstawiła również izba adwokacka w Diyarbakirze, której Elci był przewodniczącym.

Władze ogłosiły godzinę policyjną w dzielnicy Sur, gdzie doszło do ataku, a rząd zapowiedział wyjaśnienie sprawy w przejrzysty sposób.

Prokurdyjska partia HDP twierdzi, że prawnik był celem rządzącej Partii Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) oraz kontrolowanych przez nią mediów. Ugrupowanie zaapelowało do partii politycznych, organizacji obywatelskich i stowarzyszeń zawodowych do protestów. Zostały one zorganizowane w Diyarbakirze, Stambule i innych miastach.

W Stambule policja użyła gazu łzawiącego i armatek wodnych, by rozproszyć kilkuset demonstrantów krzyczących "Ramię w ramię przeciwko faszyzmowi" oraz "Tahir Elci jest nieśmiertelny". Armatek wodnych użyto także w Diyarbakirze wobec protestujących, którzy obrzucali policjantów kamieniami i petardami.

Elci był w Turcji krytykowany za wypowiedzi, że zdelegalizowana w kraju PKK nie jest, wbrew oficjalnej wykładni, organizacją terrorystyczną, choć jednocześnie potępiał stosowaną przez nią przemoc. Został oskarżony o uprawianie terrorystycznej propagandy, za co groziło mu ponad siedem lat więzienia. Na Twitterze Elci pisał, że z powodu swych wypowiedzi w obronie PKK dostaje pogróżki.

PKK, która domaga się większej autonomii dla Kurdów w Turcji, prowadzi walkę zbrojną od 1984 roku. W lipcu doszło do zerwania rozmów pokojowych między PKK a rządem Turcji, prowadzonych od końca 2012 r., a 5 listopada PKK wypowiedziała jednostronne zawieszenie broni, ogłoszone przed listopadowymi wyborami parlamentarnymi, w których zwyciężyła AKP. Wywodzący się z niej prezydent Recep Tayyip Erdogan po wyborach wezwał do likwidacji PKK. Szacuje się, że konflikt kurdyjsko-turecki spowodował dotąd śmierć ok. 40 tys. ludzi, głównie rebeliantów.

...

Meczennik za Kurdystan...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 90936
Przeczytał: 189 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 15:59, 11 Gru 2015    Temat postu:

W Turcji znów wojna z Kurdami. Tomasz Grzywaczewski: Obie strony są zawzięte
Oskar Górzyński
akt. 11 grudnia 2015, 13:42
Podczas gdy świat pochłonięty jest wojną z Państwem Islamskim, tuż za granicą Syrii, na terytorium państwa NATO rozgorzała na nowo inna krwawa wojna, konflikt między kurdyjską partyzantką PKK walczącą i rządem Turcji. O tym, jak wygląda ten konflikt z bliska i kim są kurdyjscy bojownicy, opowiada WP Tomasz Grzywaczewski, dziennikarz i reportażysta, który spędził trzy tygodnie w strefach walki w tureckim Kurdystanie.





Przed czerwcowymi wyborami w Turcji powszechna była nadzieja na to, że wejście HDP,
kurdyjskiej partii do parlamentu wymusi i przyspieszy doprowadzenie do dokończenia procesu pokojowego w toczonej od ponad dekady wojnie Turcji z Partią Pracujących Kurdystanu (PKK). Stało się jednak odwrotnie: doszło do wznowienia uśpionego konfliktu. Dlaczego?

- Od początku było wiadomo, że sprawa Kurdów będzie kluczową kwestią w listopadowych wyborach. Te wybory zostały powtórzone właśnie dlatego, że HDP dostała się do parlamentu, przekroczyła 10-procentowy próg wyborczy i odebrała w ten sposób większość partii rządzącej. Zresztą po raz pierwszy w historii partia Kurdów uzyskała legalną reprezentację w tureckim parlamencie. W noc wyborczą byliśmy w siedzibie partii. I wyniki były dużym rozczarowaniem. Jeszcze dzień wcześniej działacze liczyli na wynik w okolicach 14 procent, a skończyło się tak, że ledwo przekroczyła próg. Tymczasem AKP zdobyła swoją upragnioną większość. Natomiast mimo wszystko, oczekiwania były wówczas takie, że sytuacja w Kurdystanie się uspokoi. Od tych wyborów czerwcowych napięcie rosło, ale teraz, kiedy prezydent Erdogan uzyskał swój cel, wydawało się że ono spadnie. Kiedy dotarliśmy do Kurdystanu okazało się, że jest wręcz odwrotnie. Pojechaliśmy wtedy do Silvan, miasta ok. 70 kilometrów od Diyarbakir, nieformalnej stolicy tureckiego Kurdystanu. Tam była już wtedy wprowadzona godzina policyjna. Wyglądało to tak, że całe dzielnice miasta są zamykane przez wojsko i policję i tam trwa regularna wojna miejska, z użyciem ciężkich karabinów maszynowych, wyrzutni rakiet, wozów opancerzonych, pojawiły się nawet czołgi.



Rozmawiał Pan z kurdyjskimi bojownikami. Jakie jest ich nastawienie? Dlaczego chwycili za broń?

- Mam takie wrażenie, że Kurdowie po tych wyborach stracili nadzieję na możliwość legalnego zagwarantowania ich praw i poczuli się postawieni pod ścianą. Oni po wyborach czerwcowych mieli prawdziwą nadzieję, że będą mieć demokratyczny, pokojowy sposób walki o swoje prawa. Ale okazało się, że rozpisano nowe wybory, a w międzyczasie dochodziło do bardzo silnych napięć: ginęli ludzie, doszło do masakry w Cizre przy granicy z Syrią, do tego doszedł zamach w Suruc. Jak mówił lider HDP Selahattin Demirtas, w takich warunkach po prostu nie dało się prowadzić kampanii wyborczej. To oczywiście opinia Kurdów i to powtarzają tam wszyscy, od bojowników po zwykłych ludzi. Mówią o atmosferze zastraszania i terroru, że miesiące między wyborami były przede wszystkim walką o przetrwanie. Dlatego według nich nie da się walczyć w takich warunkach o prawa w sposób legalny i demokratyczny.



Jak powszechny to pogląd?

- Bardzo. Dla mnie szokująca była rozmowa z pewną kobietą w Sirnak. Pytaliśmy, jak ona wspomina lata 90-te, najbardziej intensywny okres wojny PKK z Turcją. Mówiła nam o strasznych rzeczach: o porwaniach ludzi, krwi na ulicach, braku jedzenia, ludziach chowających się po domach. Ale kiedy zapytaliśmy, czy w takim razie jest teraz gotowa do walki i znowu przez to wszystko przejść, w ogóle się nie zawahała i powiedziała tylko: tak. Co więcej, mówiła że wtedy nie byli przygotowani na to, co zrobią Turcy, ale teraz jest inaczej i wiedzą jak walczyć. Dlatego będą kontynuowali opór. Druga rzecz to przykład płynący z Rożawy, z syryjskiego Kurdystanu.



Tylko że zbudowanie swojej autonomii w syryjscy Kurdowie zawdzięczają głównie rozpadowi państwa. Sytuacja jest inna niż w Turcji.

- Oczywiście, tylko abstrahując od sytuacji geopolitycznej, to prosty Kurd myśli tak: skoro w Rożawie się udało, to nam też się może udać. Jak się wsiada z Kurdem do samochodu to najczęściej puszczaną w radiu piosenką jest hymn Rożawy. A obronione przed inwazją ISIS Kobane zostało wyniesione do rangi Powstania Warszawskiego, miasta-pomnika. Ten przykład jest ewidentną inspiracją dla Kurdów w Turcji.



- Ale czy rzeczywiście tak powszechne jest to nastawienie wśród Kurdów? Przecież mówi się o tym, że bardziej religijni Kurdowie głosują na Erdogana. Co więcej, prawdopodobnie sprawcy zamachów ISIS w Suruc i Ankarze, bracia Alagoz, także okazali się mieć kurdyjskie korzenie.

- Wiadomo, że społeczeństwo nigdy nie jest homogeniczne. Ale wyniki wyborów w miastach Kurdystanu, szczególnie tego właściwego Kurdystanu, wskazują na to, że tak myśli zdecydowana większość. Tam HDP zdobywała po 60, a nawet 80 procent głosów. Wyjątkiem jest Gaziantep, duże miasto na południowym wschodzie, ale to właściwie jest jeszcze Turcja, a nie Kurdystan. Ale 200 kilometrów dalej jest Diyarbakir, nieformalna stolica Kurdystanu. W Gaziantepie wygrała AKP, a w Diyarbakir HDP dużą większością. Oczywiście, że są osoby głosujące na AKP, ale to w dużej części to beneficjenci obecnej władzy – urzędnicy, pracownicy administracji itd., albo wyższa klasa średnia, która głosuje po prostu za pokojem, za tą opcją, która zagwarantuje spokojne życie. Ta grupa nie jest jednak duża.



W takiej sytuacji perspektywy na powrót do rozwiązania problemów w sposób pokojowy wydają się marne.

- Faktycznie, ja nie widzę na razie szansy na deeskalację napięcia. Zawzięty jest zarówno rząd w Ankarze, jak i Kurdowie, którzy władzy po prostu już nie ufają i nie widzą innej drogi niż przez walkę. Z jednej strony jest Abdullah Ocalan, więziony przywódca PKK, którego Kurdowie wielbią i który jest dla nich niemal koroną stworzenia, a z drugiej mamy Erdogana, który bardzo się umocnił po tych wyborach i boi się tego przykładu Rożawy.

Mówimy o „walce o prawa” Kurdów. Ale o jakie prawa? Jaki jest cel tej walki: dodatkowe prawa językowe, autonomia, a może w ogóle secesja?

Chodzi o autonomię, taką jak w Europie mają Szkoci czy Katalończycy. Uzyskanie władz autonomicznych, języka urzędowego kurdyjskiego. W prawie międzynarodowym to się nazywa „samostanowienie w aspekcie wewnętrznym”. Oficjalnie nikt nie powie, że chcą utworzyć niepodległe państwo tureckiego Kurdystanu, które połączy się z Rożawą i irackim Kurdystanem. Mówi się po prostu o autonomii. Problem w tym, że z perspektywy Ankary autonomia to pierwszy krok do niepodległości.



PKK jest uznawana za część państw Zachodu, w tym USA, NATO i Unię Europejską, jako organizacja terrorystyczna. Słusznie?

- Według mnie nie jest to słuszna klasyfikacja. W działalności PKK nie widać zastraszania na szeroką skalę ludności cywilnej – a to jest głównym wyznacznikiem terroryzmu.



Ale z drugiej strony, w przeszłości, głównie w latach 90-tych dochodziło do atakówstricte terrorystycznych, do zamachów samobójczych i innych tego typu.

- Tak, ale teraz to się zmieniło. Obecnie nie ma kierowanych ataków na ludność cywilną, są ataki na żołnierzy. Działają tak, jak działa partyzantka. Ja osobiście nie miałem kontaktu z bojownikami PKK, ale rozmawiałem z członkami innej grupy, partyzantki miejskiej. Co mnie tam uderzyło, to powszechność doświadczenia udziału w PKK. To jest tak, że siadasz z kimś do stołu, zaczynasz rozmawiać o PKK i okazuje się, że ktoś obok ma brata albo ojca w tej organizacji, albo jego matka była za te związki torturowana. Zwykle organizacje terrorystyczne nie mają takiego wpływu i takich powiązań z ogółem danej zbiorowości. Jak dla mnie pasuje to bardziej do działalności partyzanckiej. Rząd oczywiście zwalcza wszystkich, którzy nie podzielają opinii o PKK jako terrorystach . Takim kimś był też znany prawnik broniący praw człowieka Tahir Elci, któremu za kwestionowanie tej klasyfikacji groziło do 12 lat więzienia. Pod koniec listopada został zamordowany w Diyarbakirze.



Pan też miał swoje przygody z tureckimi służbami. Jak do tego doszło?

To była dziwna sytuacja, bo kiedy w Diyarbakir wsiedliśmy wraz z inną polską wolontariuszką do autobusu zmierzającego do Antep przy granicy z Syrią, za nami weszło trzech funkcjonariuszy i zabrało na posterunek dworcowy. Tam „walcowali” nas przez ponad 6 godzin. Na początku sugerowali, że jesteśmy zachodnimi rekrutami Państwa Islamskiego. Ale wtedy przeszukali nam bagaże i znaleźli chustę w kolorach kurdyjskich, którą dostałem w prezencie, oraz opublikowany niedawno raport Tahira Elci o łamaniu praw człowieka i masakrze w mieście Cizre. Powiedzieli nam, że to nielegalne, co było oczywistym absurdem. Stwierdzili wtedy, że jestem terrorystą PKK, ale w końcu nie wiedzieli, co zrobić. Ciągle gdzieś dzwonili i naradzali się. Być może rzeczywiście była to jakaś rutynowa akcja, bo policja prowadziła wówczas podobno w Antepie obławę na islamistów, którzy zabili wcześniej trzech tureckich żołnierzy. Ale kiedy zorientowali się, kim jesteśmy, to widać było, że konsultowali co robić z „górą”. Ostatecznie stanęło chyba na tym, że nie ma sensu robić międzynarodowego skandalu i nas wypuścili.



Ale z drugiej strony w innych przypadkach tureckie władze nie miały takich zahamowań. Na przykład wtedy, kiedy zatrzymali grupę amerykańskich dziennikarzy Vice News, których początkowo oskarżono o pomaganie dżihadystom. Co prawda w końcu ich wypuścili, ale ich irakijskiego przewodnika, Mohameda Rasoola, trzymają do dzisiaj.

- To prawda, jednak to była demonstracja siły, pokazanie: zobaczcie, możemy to zrobić. Ale wtedy, kiedy Ankara chciała się dogadać z Europą nie było im na rękę ryzykowanie kolejnego skandalu, a poza tym jako polscy dziennikarze jesteśmy na tyle niegroźni, że nie było sensu nas trzymać . Natomiast jestem przekonany, że wiedzieli, kim jesteśmy, gdzie byliśmy i co robiliśmy.



Kiedy mówił Pan o kulcie Ocalana wśród Kurdów, pokazał mi Pan broszkę, jaką dostał Pan od Kurdów z jego wizerunkiem, utrzymanym w komunistycznej stylistyce. PKK sama bezpośrednio odwołuje się do symboli i ideologii marksistowskiej. Jakie znaczenie ma dla Kurdów ten element?

- Ja jestem zagorzałym antykomunistą, więc to było dla mnie ciekawe doświadczenie. Ale myślę, że trzeba na to spojrzeć z perspektywy kurdyjskiej, co oni rozumieją przez marksizm. Bo to, o czym dziś mówią Kurdowie ma z komunizmem tak naprawdę niewiele wspólnego. Oni oczywiście odwołują się do tego z prostej przyczyny. Kiedy ta organizacja powstawała w latach zimnej wojny, to było jasne, że w Turcji, która była szpicą NATO przeciwko Związkowi Sowieckiemu, Ameryka nie może być sojusznikiem Kurdów, i jak w przypadku większości ruchów narodowowyzwoleńczych musiał być nim ZSRR. Ja odnoszę wrażenie że oni dziś mają bardzo umiarkowane pojęcie na temat podstawowych założeń marksizmu-leninizmu. Mówi się o tym z reguły na takim maksymalnym poziomie ogólności: o sprawiedliwości społecznej, o równości, bez wchodzenia w szczegóły. Ciekawy jest przykład Rożawy, która wypracowała rządy oparte na solidaryzmie społecznym. To zresztą jest bardzo charakterystyczne dla ruchów kurdyjskich, takie silne poczucie wspólnoty społecznej. Podkreślają to zresztą na każdym kroku kiedy się z nimi rozmawia: nacisk na braterstwo, solidaryzm. Z drugiej strony PKK jest bardzo sceptyczne wobec islamu i wznosi takie postulaty jak równouprawnienie kobiet.



Co widać choćby po tym, że zarówno w Syrii jak i Turcji istnieją też regularne kobiece bojówki kurdyjskie.

- Zgadza się. Ale nie tylko o to chodzi. Sama HDP też jest bardzo lewicującą partią, występującą w obronie wszystkich mniejszości, w tym seksualnych. Trzeba jednak przy tym wziąć pod uwagę to, w jakich oni działają warunkach. Tradycyjnie Kurdowie to bardzo zamknięte społeczeństwo, gdzie kobieta jest całkowicie zmarginalizowana, gdzie dochodzi do honorowych zabójstw i wpływ islamu jest tu bardzo silny. Celem społecznym PKK i HDP jest pewna modernizacja społeczeństwa na rzecz równych praw dla wszystkich i odejścia też od struktur rodowych, które nadal mają wielką siłę. PKK uważa to wszystko jako balast utrudniający walkę o autonomię.



Nie chodzi więc o światową rewolucję proletariuszy?

- Tak, zresztą ogólny poziom wiedzy na ten temat jest naprawdę niski. Pytaliśmy jednego chłopaka, zwolennika PKK o stosunek do Stalina. On mówi, że Stalin był chyba fajny. Pytamy więc: słyszałeś o łagrach? Nie słyszał. A o zbrodniach? Też nie. Słyszał tylko o równości i braterstwie w ZSRR. Dla niego marksizm to przede wszystkim niepodległość Kurdów i w drugiej kolejności wyjście z tych bardzo tradycyjnych struktur społecznych. Porównałbym to trochę do ochotników walczących na Ukrainie w batalionach typu OUN, którzy często zapytani o ocenę Bandery pytają „a kto to był Bandera”?



Mi to przypomina trochę Polską Partię Socjalistyczną z czasów I wojny światowej, gdzie głównym celem była niepodległość, a socjalizm był na drugim miejscu.

-Dokładnie. To jest właśnie taka postawa. Dobre porównanie.



Mówiliśmy o sojuszu Kurdów z Rosją sowiecką. Teraz ten temat powraca, bo mówi się, że właśnie wsparciem dla PKK Rosja mogłaby zrewanżować się za zestrzelenie rosyjskiego bombowca. To realistyczny scenariusz?

- Jak najbardziej. Stosunek do Rosji wśród Kurdów jest jak najbardziej pozytywny. Chociaż na pytanie, kto jest największym ich sojusznikiem: USA wspierające walkę Kurdów z ISIS w Syrii i Iraku, czy Rosja, to odpowiedź jest taka, że dogadają się z każdym kto poprze ich sprawę. Natomiast z Rosją jest dziś podobnie jak za czasów zimnej wojny. USA są sojusznikiem Turcji, która jest w NATO, dlatego oni bardzo ciepło mówią o Rosji i dobrze oceniają jej interwencję w Syrii. Ciekawe są w tym kontekście zresztą też relacje z Ormianami. Armenia jest forpocztą Rosji w regionie, Moskwa ma zresztą tam swoją dużą bazę wojskową w Giumri. Tymczasem Ormianie uważają część północno-wschodnią część tureckiego Kurdystanu za historycznie swoje ziemie, zwane „zachodnią Armenią”. Kurdowie brali też udział w ludobójstwie Ormian podczas I wojny światowej. Jednak z drugiej strony ludzie z obu stron mówią, że dziś właśnie jest ten moment, by się pojednać i zjednoczyć przeciwko wspólnemu wrogowi, czyli Turcji. To też korzystna dla Rosji dynamika.



Lider nowej kurdyjskiej partii HDP otwarcie mówi zresztą o potrzebie ochrony mniejszości ormiańskiej.

- Tak. Co ciekawe zresztą, kiedy rozmawia się z Turkami o PKK, to częsty jest pogląd, że owszem, Kurdowie walczą przeciwko rządowi i Turcji, ale tak naprawdę wrogiem numer jeden są Ormianie i to właśnie oni są siłą sprawczą stojącą za PKK i wszystkimi innymi wrogimi Turcji ruchami. Jest takie przekonanie, że Kurdowie to tzw. „Turcy górscy” i co prawda z nimi się kłócimy, ale to jednak rodzina - a Ormianie to po prostu prawdziwi wrogowie. Wracając do Rosji to Kurdowie zdecydowanie liczą na Rosję, bo nie mogą liczyć na Europę. Widać duże rozczarowanie postawą UE, a to ostatnie porozumienie UE-Turcja w sprawie uchodźców to była dla nich siekiera w plecy. To jest wstyd dla Europy abstrahując nawet od sprawy kurdyjskiej, bo w Turcji dochodzi teraz do regularnych działań przeciwko ludności cywilnej i naruszeń praw człowieka. Jeżeli Europa, kreująca się na obrońcę praw w takim momencie UE mówi o wznowieniu rozmów akcesyjnych z Turcją, to coś tu nie gra.



O jakich działaniach przeciwko cywilom Pan mówi?

- Ta walka w miastach wygląda tak, że dana dzielnica jest otaczana przez wojsko i zaczyna się wtedy próba „czyszczenia” ulic. Jednocześnie ludność cywilna nie jest ewakuowana. A zdarzało się tak, jak np. w Silvan, gdzie tureccy żołnierze potrafili strzelać także poza tym obszarem. W jednym takim przypadku oddział żołnierzy przejeżdżał przez nieobjętą godziną policyjną dzielnicę i zaczął strzelać po ulicy. Tam zginęła osoba będąca w środku kawiarni, gdzie normalnie toczyło się życie. Byliśmy tam potem i widzieliśmy jak to wyglądało. I wyglądało to nawet nie tak, że strzelali serią na oślep, ale jakby celowo strzelali do kobiety, która została tam zabita. A to nie jedyny taki przypadek. Poza tym, są masowe aresztowania, odcinanie od świata i zamykanie całych miast, tak że nie można do nich wjechać ani wyjechać.



Jaka jest intensywność tego konfliktu?

- Różna. Tam, gdzie byliśmy najpierw, czyli w Silvan, walki były bardzo intensywne. Najciężej było w centrum, w starym mieście, gdzie były ciasne, kręte uliczki. Tam nie dało się normalnie poruszać po uliacach, bo co chwila było słychać strzały. Wszędzie są barykady i osłony. Partyzanci strzelają głównie z broni maszynowej i ewentualnie wyrzutni rakiet, a wojsko ma pojazdy opancerzone z CKM-ami. Był jeden dzień, kiedy wjechały czołgi. Są też snajperzy, a mówiło się też, choć nie mogę tego potwierdzić, o ostrzeliwaniu miasta z moździerzy. W pewnym momencie widzieliśmy taki wybuch, że słup dymu wznosił się na kilkadziesiąt metrów. Walki trwają właściwie całą dobę z jednej strony partyzanci się fortyfikują, a wojsko próbuje oczyszczać poszczególne dzielnice, co chwile konflikt przenosi się z jednego miasta do drugiego. Na początku najgoręcej było w Silvan, potem także w Sirnak i Nusajbin na granicy z Syrią, ale tam już nas nie wpuszczono, bo zamknięto całe miasto. Nie kursowały marszrutki, nawet taksówkarze nie chcieli nas tam zawieźć.



Jak w takim razie przedostaliście się do Silvan?

- Tam zamknięto tylko centralną dzielnicę, a na obrzeża można było wjechać. Tam skontaktowaliśmy się z „biurem prasowym” kurdyjskim, a tam nas skontaktowali z partyzantami, którzy nas przerzucili jakimiś piwnicami, pustostanami, do tej zamkniętej strefy. Gdybyśmy tam zostali sami, to byłby dla nas koniec. Nie wiadomo, kiedy będą strzelali i które uliczki są bezpieczne, a które są ostrzeliwane z CKM-ów, dlatego można bardzo łatwo wpaść centralnie pod ostrzał. Zresztą my sami prawie oberwaliśmy od Kurdów. Tam siedzą chłopaki mający 17-19 lat, którym dano broń – a właściwie oni sami sobie ją wzięli, bo broni tam jest mnóstwo. Jednego dnia, kiedy poszliśmy w nocy na obchód z dowódcą oddziału i na jednej uliczce chłopaki zza barykady spanikowali i zaczęli do nas strzelać, myśląc że jesteśmy policją. Na szczęście nic się nie stało.

Mówił pan, że walki przenoszą się z miasta do miasta. Jaka jest sytuacja teraz?

- Teraz walki trwają w Diyarbakir. To już jest poważna sprawa, bo to bardzo duże miasto. Spędziliśmy tam trochę czasu z partyzantami, a właściwie nie partyzantami lecz taką spontanicznie zorganizowaną samoobroną. Sami młodzi chłopacy, pełen przekrój społeczny. Spotkaliśmy np. studenta medycyny, którego kumpla zabiła policja pod swoimi drzwiami. Pokazywał nam nawet zresztą nam pokazywał ślady krwi jego przyjaciela. Kiedy o tym usłyszał, to rzucił studia wziął karabin od ojca i poszedł walczyć. Tak to właśnie tam wygląda: młode chłopaki z „dzielni”: od studenta po chłopaka z „dziarami”, po którym widać, że pewnie handlował narkotykami, biorą broń i zaczynają się fortyfikować. A kobiety z dzielnicy przychodzą i przynoszą jedzenie dla nich wszystkich. Kiedy my tam byliśmy, jeszcze nie było walk, ale była już policja, która otaczała tę centralną dzielnicę. To był surrealizm. Poza dzielnicą toczy się normalne życie, widzisz spacerujących i siedzących w kawiarniach ludzi. Ale potem dochodzisz do pewnego punktu i nagle widać dwumetrową barykadę z worków z piaskiem i dalej zaczyna się obszar kontrolowany przez samoobronę. A policja to po prostu otoczyła i czekała na ewentualny rozkaz do pacyfikacji. Sytuacja wewnątrz jest nerwowa, bo co chwila pojawia się informacja, że za godzinę będzie atak. Teraz z tego co mi wiadomo trwają punktowe walki i one się rozlewają na pozostałe dzielnice Diyarbakir. Do tego są jeszcze protesty cywilne, które policja rozpędza armatkami wodnymi i gazem łzawiącym. To jest na porządku dziennym.

...

Ankara ponosi tu wine glowna.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 90936
Przeczytał: 189 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 19:37, 11 Gru 2015    Temat postu:

Syria: 22 cywilów zginęło w potrójnym zamachu samobójczym w Tall Tamer

Zniszczone domy i ulice to widok codzienny dla Syryjczyków - AFP

Co najmniej 22 osoby zginęły w potrójnym zamachu samobójczym w kontrolowanym przez Kurdów mieście Tall Tamer na północnym wschodzie Syrii - podało dziś Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka. Zamachowcy wysadzili się w powietrze w trzech ciężarówkach.

Liczba ofiar ataków, do których doszło wczoraj wieczorem, może wzrosnąć. Przedstawiciel Obserwatorium dodał, że ofiary śmiertelne są również wśród funkcjonariuszy kurdyjskich sił bezpieczeństwa, ale nie podał liczb. Chodzi o agencję bezpieczeństwa wewnętrznego o nazwie Asaisz, ustanowioną przez autonomiczną kurdyjską administrację na północy Syrii.
REKLAMA


Jedna z ciężarówek wybuchła niedaleko centrum zdrowia, a druga w pobliżu targowiska - poinformowało Obserwatorium z siedzibą w Londynie. Miasto Tall Tamer w prowincji Al-Hasaka jest kontrolowane przez kurdyjską milicję YPG (Ludowe Jednostki Samoobrony), która zwalcza dżihadystów z Państwa Islamskiego (IS) przy wsparciu z powietrza sił amerykańskich.

YPG pokazały, że są jak dotychczas najskuteczniejszym partnerem w terenie koalicji międzynarodowej pod dowództwem USA.

...

To tez walka o Kurdystan.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 90936
Przeczytał: 189 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 20:51, 12 Gru 2015    Temat postu:

Turcja znów bombarduje iracki Kurdystan
12 grudnia 2015, 17:05
Tureckie F-16 wznowiły ataki na bazy zbrojnych oddziałów Partii Pracujących Kurdystanu (PKK), która w lipcu wycofała się z zawieszenia broni na terenie Turcji trwającego od 2013 roku. Turcy dokonali nalotów w sześciu rejonach irackiego Kurdystanu.

Ataki nastąpiły w kilkanaście godzin po tym, jak rząd Iraku zaapelował do Rady Bezpieczeństwa ONZ, aby zażądała od Turcji natychmiastowego i bezwarunkowego wycofania jej wojsk z północnego Iraku wysłanych tam bez porozumienia z Bagdadem.

Z analogicznym apelem zwrócił się wcześniej do NATO iracki premier Hajdar al-Abadi. Wezwał Sojusz Północnoatlantycki, aby wywarł presję na Ankarę w sprawie bezzwłocznego wycofania wojsk tureckich z północnego Iraku.

Oddziały kurdyjskich peszmergów są tam najskuteczniejszą siłą w walce z siłami Państwa Islamskiego.

W sobotę rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow w rozmowie telefonicznej ze swym irackim odpowiednikiem Ibrahimem ad-Dżafarim omówił "bezprawne wtargnięcie" tureckich władz do północnego Iraku. Strona rosyjska zdecydowanie "poparła suwerenność i integralność terytorialną Iraku" - podał resort w oświadczeniu.

Rząd turecki uzasadnia obecność jego kontyngentu wojskowego w północnym Iraku koniecznością zapewnienia ochrony tureckim instruktorom wojskowym szkolącym w obozie pod Mosulem irackich ochotników do walki z dżihadystami.

...

Nic ich nie nauczylo. Kombinowali z IS i maja zamachy kombinowali z Ruskimi i maja syf. TAK SIE KONCZY BIZANTYJSKA CHITROŚĆ!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 90936
Przeczytał: 189 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Nie 0:09, 13 Gru 2015    Temat postu:

Turcja znów bombarduje iracki Kurdystan


Tureckie F-16 wznowiły w sobotę ataki na bazy zbrojnych oddziałów Partii Pracujących Kurdystanu (PKK), która w lipcu wycofała się z zawieszenia broni na terenie Turcji trwającego od 2013 roku. Turcy dokonali nalotów w sześciu rejonach irackiego Kurdystanu.

Ataki nastąpiły w kilkanaście godzin po tym, jak rząd Iraku zaapelował do Rady Bezpieczeństwa ONZ, aby zażądała od Turcji natychmiastowego i bezwarunkowego wycofania jej wojsk z północnego Iraku wysłanych tam bez porozumienia z Bagdadem.

Z analogicznym apelem zwrócił się wcześniej do NATO iracki premier Hajdar al-Abadi. Wezwał Sojusz Północnoatlantycki, aby wywarł presję na Ankarę w sprawie bezzwłocznego wycofania wojsk tureckich z północnego Iraku.

Oddziały kurdyjskich peszmergów są tam najskuteczniejszą siłą w walce z siłami Państwa Islamskiego.

W sobotę rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow w rozmowie telefonicznej ze swym irackim odpowiednikiem Ibrahimem ad-Dżafarim omówił "bezprawne wtargnięcie" tureckich władz do północnego Iraku. Strona rosyjska zdecydowanie "poparła suwerenność i integralność terytorialną Iraku" - podał resort w oświadczeniu.

Rząd turecki uzasadnia obecność jego kontyngentu wojskowego w północnym Iraku koniecznością zapewnienia ochrony tureckim instruktorom wojskowym szkolącym w obozie pod Mosulem irackich ochotników do walki z dżihadystami.
...

~wolny kurdystan : Życzę Kurdom uzyskania wolności ! Polacy pomni swojej historii ,powinni wspierać ten naród rozdarty jak my kiedyś między trzech zaborców :Turcję ,Iran i Irak .27 milionów Kurdów pozbawionych jest własnego państwa i nikogo to nie obchodzi , hipokrytów z NATO czy Kremla też nie. zwiń
40 minut temu | ocena: 100%

~Sobieski :

Ciekawe co się stanie jak NATO odwroci się od Turcji plecami ?

dzisiaj 21:42 | ocena: 100%

~Zenek :

Widać że Kurdowie przeszkadzają temu dyktatorowi w wspieraniu i chandlu ropą z isis !
Pracowalem kiedyś z jednym Kurdem i był naprawdę wporzadku człowiekiem !

...

Widzimy ze w Polsce Kurdowie maja pelne poparcie.
ZA KURDYSTAN!!!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Religia,Polityka,Gospodarka Strona Główna -> Aktualności dżunglowe Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Następny
Strona 5 z 8

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
cbx v1.2 // Theme created by Sopel & Programy