Forum Religia,Polityka,Gospodarka Strona Główna
Będziemy bronić Euro aż do śmierci Europy!
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 13, 14, 15 ... 17, 18, 19  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Religia,Polityka,Gospodarka Strona Główna -> Aktualności dżunglowe
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 89259
Przeczytał: 131 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 21:59, 21 Lut 2013    Temat postu:

ESA: Europa musi mieć zdolność wykrywania małych asteroid

- Europa, aby chronić swych miesz­kańców, musi wyposażyć się w spe­cjalną sieć obserwacyjną, zdolną do wykrywania małych asteroid za­grażających Ziemi - oceniła Europej­ska Agencja Kosmiczna (ESA), która rozpoczęła prace nad takim projektem.

- Na razie wykryto głównie najwięk­sze obiekty. Zidentyfikowanych zo­stało już około 99 proc. dużych aste­roid, o średnicy ponad 1 km - przy­pomina Nicolas Bobrinsky z ESA.

Jego zdaniem "niebezpieczeństwo nadchodzi jednak ze strony małych asteroid, zdecydowanie bardziej licznych".

- W przypadku zderzenia (z Ziemią) mogą one powodować duże szkody - podkreśla, zwracając uwagę na to, jakie spustoszenie wywołał niedaw­no meteoroid o średnicy 17 m w Czelabińsku. Wskutek deszczu me­teorytów, który spadł w ubiegły pią­tek nad Uralem, ponad 1100 osób zostało rannych.

- Jeśli mamy do czynienia z obiek­tem o średnicy 50 m i masie pomno­żonej przez 20 lub 30, otrzymuje­my olbrzymią energię - wskazał Bo­brinsky.

Asteroida oznaczona symbolem 2012 DA14, która w zeszłym tygo­dniu przeleciała w odległości 27 600 km od Ziemi, miała średnicę ok. 45 m i masę 135 tys. ton.

Według Bobrinsky'ego około milio­na asteroidów o średnicy 50 m lub większej znajduje się w naszym układzie słonecznym, a mniej niż 10 tys. to asteroidy mogące prze­ciąć orbitę Ziemi. - Oznacza to, że większość obiektów (...) nie została wykryta i jest w tej mierze do zro­bienia kolosalna praca - podkreślił Bobrinsky, który jest odpowiedzial­ny w ESA za rozpoczęty pod koniec 2008 r. program monitorowania sy­tuacji w przestrzeni kosmicznej (SSA).

Żeby lepiej obserwować i śledzić te mające przeciąć orbitę Ziemi obiek­ty, rozpoznać ich naturę, trajekto­rię lotu i ewentualne zagrożenie dla Ziemi, ESA uruchomi 22 maja w Rzymie specjalne centrum koordy­nacji.

Program SSA przede wszystkim roz­pocznie prace nad rozwijaniem pro­totypu nowatorskiego teleskopu. ESA chce również umieścić zauto­matyzowaną sieć swoich telesko­pów zdolnych obserwować niebo w celu wykrycia zagrażających aste­roid.

Jak kwituje Bobrinsky, głównym celem projektu jest "możliwość wy­krycia ponad 50-metrowych obiek­tów na trzy miesiące wcześniej", co "da czas na odpowiednie reagowa­nie", jak np. ewakuację zagrożo­nych terenów.

....

Chcialo by sie uniknac kary z grzechy ! To trzeba zyc porzadnie a nie czynic zlo i wymyslac ,,systemy ochronne" .


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 89259
Przeczytał: 131 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 21:13, 01 Kwi 2013    Temat postu:

Europejczycy zmieniają plany wakacyjne w związku z kryzysem

Trzy czwarte Europejczyków wybierają się w tym roku na wakacje, ale 34 procent musiało zmienić plany urlopowe w związku z trudną sytuacją gospodarczą. Takie są wyniki Eubarometru, badania opinii publicznej.

Najwięcej osób ze zmienionymi planami wakacyjnymi jest w Grecji i Irlandii - ponad połowa. Problemy finansowe zmusiły też do zmiany decyzji Rumunów, Włochów, Węgrów, Cypryjczyków, Hiszpanów i Portugalczyków. Takich kłopotów nie mieli natomiast w większości mieszkańcy Niemiec i Austrii - tylko 14 procent przyznało, że zdecydowało się wybrać tańszy wariant wakacyjny, czyli krótsze wakacyjne w kraju. Podobnie jak mieszkańcy Danii, Szwecji, Finlandii i Holandii.

Sondaż potwierdził więc podział Europy na bogatszą północ i biedniejsze południe. Jeśli chodzi o Polskę, to 35 procent rodaków deklarowało, że zmieniło plany wakacyjne w związku z kryzysem. Nie musiało tego robić czterech na dziesięciu Polaków, natomiast w ogóle na wakacje nie wybiera się 15 procent, reszta jeszcze nie podjęła decyzji.

....

To juz koniec . UE zamordowala Europę .


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 89259
Przeczytał: 131 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 17:23, 18 Kwi 2013    Temat postu:

Mandeng: MFW stracił swoją niezależność

Dając się wciągnąć w ratowanie strefy euro wraz z pozostałymi członkami trojki (EBC, KE) Międzynarodowy Fundusz Walutowy stracił niezależność. By się ratować, musi opuścić trojkę - pisze na łamach "Financial Times" były pracownik MFW, Ousmene Mandeng.

- Jest wiele ofiar kryzysu strefy euro, ale o jednej z nich wspomina się rzadko: MFW. Został on (...) wykorzystany jako przykrywka dla europejskich polityków i stracił niezależność - pisze Mandeng w komentarzu dla czwartkowego "FT".

MFW powstał jako instytucja technokratów i jako taki został zaangażowany w ratowanie Europy; - Uznano, że potrzebny był neutralny mediator, by rozwiązać problemy strefy euro. Zakładano, że oceniając sytuację peryferyjnych krajów eurolandu, jako instytucja z zewnątrz, MFW będzie mniej uprzedzony niż np. kanclerz Niemiec czy Komisja Europejska - wyjaśnia były ekspert MFW, który uważa, że Fundusz, który z założenia powinien pozostać apolityczny znalazł się pod presją polityków.

Niezależność Funduszu od jakiegokolwiek regionu świata czy mocarstwa była podstawą efektywnego działania tej instytucji i ma dla niej zasadnicze znaczenie. Zatem fakt, że decyzje w sprawie programów ratunkowych wspieranych finansowo przez MFW podejmowane są we Frankfurcie, Berlinie czy Brukseli powinny głęboko niepokoić członków MFW. - Tymczasem KE i Europejski Bank Centralny, które nawet nie należą do Funduszu tworzą wraz z MFW trojkę, która organizuje pakiety ratunkowe dla krajów strefy euro - pisze Mandeng.

- Fundusz nie może być postrzegany jako neutralny i zarazem służyć bezpośrednio interesom strefy euro. Ponadto istnieje ryzyko, że zaangażowanie MFW w ratowanie unii walutowej zniszczy wiarygodność Funduszu - ostrzega Mandeng i sugeruje rozwiązanie: "By się uratować, MFW musi opuścić trojkę".

Również w czwartek "New York Times" napisał, że kryzys umocnił międzynarodową pozycję MFW i jego dyrektor wykonawczej, Christine Lagarde.

...

O juz tak . Biedny wykorzystany MFW .


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 89259
Przeczytał: 131 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 17:34, 18 Kwi 2013    Temat postu:

Szef Bundesbanku ostrzega, że kryzys potrwa jeszcze 10 lat

Szef banku centralnego Niemiec Jens Weidmann ostrzegł w wywiadzie udzielonym "Wall Street Journal", że kryzys zadłużenia Europy może potrwać jeszcze dekadę, dodając, że jedynym rozwiązaniem problemów UE jest przeprowadzenie głębokich reform strukturalnych.

Trwałym rozwiązaniem problemu zadłużenia w Europie nie jest poleganie na interwencjach Europejskiego Banku Centralnego, lecz głębokie reformy strukturalne - uważa szef Bundesbanku.

- Wychodzenie z kryzysu i radzenie sobie z jego skutkami pozostanie poważnym wyzwaniem jeszcze przez dekadę - powiedział Weidmann w rozmowie z nowojorskim dziennikiem finansowym.

...

Znaczy sie UE pociagnie jeszcze 10 lat ?! Pesymista ! Nie sadze abysmy doswiadczyli tak dlugiego koszmaru !


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 89259
Przeczytał: 131 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 17:23, 02 Maj 2013    Temat postu:

Niemieccy związkowcy: nie można prowadzić w Europie polityki oszczędnościowej do upadłego


Niemieckie związki zawodowe (DGB) domagają się odejścia od kursu oszczędnościowego w Europie. Przewodniczący DGB ostro zaatakował kanclerz Merkel.

Nie można prowadzić w Europie polityki oszczędnościowej do upadłego, powiedział szef DGP Michael Sommer na pierwszomajowej manifestacji związkowców w Monachium. - Istnieje alternatywa do dyktatu oszczędnościowego a la Merkel - wyraził się dosłownie Sommer. Jednocześnie wezwał do nałożenia większych obowiązków na bogatych i zamożnych. Konstytucja wyraźnie mówi, że własność zobowiązuje. Kto więcej posiada, musi też więcej oddawać. - Bogaci i będący u władzy przestali traktować to poważnie - podkreślił szef DGB.

Sport bogaczy - machlojki podatkowe

Michael Sommer domaga się w tym kontekście wyższego opodatkowania zamożnych obywateli Niemiec. Jest niedopuszczalne, by "nasza społeczność była finansowana niemal wyłącznie z podatków od wynagrodzeń i podatków konsumenckich, podczas gdy piękni i bogaci robią, co im się podoba". Dla wielu osób ucieczka od płacenia podatków nie jest przestępstwem, tylko "sportem bogaczy" - dodał.

Frank Bsirske, szef związku zawodowego sektora usług Verdi, zarzucił kanclerz Merkel, że odmawiając wprowadzenia podatku od majątku ma zamiar "w dalszym ciągu nadawać przywileje bogatym spadkobiercom i właścicielom dużych majątków". Bsirske domaga się zdecydowanej walki z przestępcami podatkowymi. Trzeba położyć nareszcie kres zwolnieniu z kary przestępców podatkowych, którzy sami składają na siebie doniesienie, powiedział szef Verdi na majowej manifestacji w Ludwigshafen.

W całych Niemczech odbyło się kilkaset pierwszomajowych demonstracji. Wezwały do nich związki zawodowe a tegoroczne motto brzmiało: "Dobra praca. Pewne emerytury. Socjalna Europa". Według organizatorów w manifestacjach i demonstracjach uczestniczyło ponad 420 tys. osób. W centrum uwagi znalazły się żądania wprowadzenia ustawowej stawki minimalnej w wysokości 8,50 euro, tych samych płac dla pracowników tymczasowych, jak dla pracowników etatowych i opodatkowania majątków.

SPD i Zieloni zgodni ze związkowcami

Niespełna pięć miesięcy przed wyborami powszechnymi w Niemczech (22 września) partie SPD i Sojusz 90/Zieloni skorzystały z pierwszomajowej okazji, by podkreślić w jak wielu punktach ich program pokrywa się z żądaniami związkowców. Zarząd SPD, który w pierwszomajowym apelu domagał się zmiany u politycznych sterów, stwierdził, że "może się to powieść tylko przy wsparciu silnych związków zawodowych". Czołowa kandydatka partii Zielonych, Katrin Göring-Eckardt, opowiedziała się za minimalną płacą 8,50 euro na godzinę. Zasada "tej samej płacy za tę samą pracę" musi odnosić się według niej także do pracowników tymczasowych i do kobiet.

(dpa, rtr, afp) / Elżbieta Stasik

red. odp.: Bartosz Dudek

....

Mozna mozna . Wy nie wiecie co oni jeszcze zrobia ! 27 % bezrobocia to pryszcz . Liczy sie tylko euro .


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 89259
Przeczytał: 131 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 19:14, 10 Maj 2013    Temat postu:

Coraz mniej nieba dla Europejczyków

Jesz­cze jeden sku­tek kry­zy­su w Eu­ro­pie. Emi­ra­tes, Qatar Air­ways i inne linie z kra­jów Bli­skie­go Wscho­du przej­mu­ją eu­ro­pej­skich klien­tów na do­cho­do­wych tra­sach w takim tem­pie, że szy­ku­je się za­sad­ni­cza zmia­na ukła­du sił na rynku lot­ni­czych prze­wo­zów pa­sa­żer­skich.

W mie­siąc po lu­to­wej in­au­gu­ra­cji co­dzien­nych po­łą­czeń War­sza­wy z Du­ba­jem linie Emi­ra­tes po raz ko­lej­ny za­ofe­ro­wa­ły pa­sa­że­rom spe­cjal­ne ceny bi­le­tów. Tym razem na rejsy ob­słu­gi­wa­ne przez Bo­ein­ga 777-300ER. Jak po­wie­dział Ma­ciej Pyrka, szef Emi­ra­tes w Pol­sce, popyt na usłu­gi prze­woź­ni­ka był tak duży, że ko­niecz­ne było wpro­wa­dze­nie na tej tra­sie więk­sze­go sa­mo­lo­tu. B777 za­bie­ra 364 osoby, zaś dotąd la­ta­ją­cy Air­bus 330-200 o 121 mniej. Na brak pa­sa­że­rów nie na­rze­ka­ją też Qatar Air­ways, które po­ja­wi­ły się w War­sza­wie przed Emi­ra­tes i rów­nież pro­po­no­wa­ły atrak­cyj­ne ceny bi­le­tów.

Obaj prze­woź­ni­cy z miej­sca roz­po­czę­li ry­wa­li­za­cję o pa­sa­że­rów pol­skich i po­dró­żu­ją­cych przez War­sza­wę tran­zy­tem. Rzecz w tym, że ze swych nie­mal są­sia­du­ją­cych ze sobą hubów (w Ad-Dau­sze i Du­ba­ju) ofe­ru­ją rejsy na tych sa­mych tra­sach azja­tyc­kich, afry­kań­skich i au­stra­lij­skich. I to po ce­nach mocno kon­ku­ren­cyj­nych wobec ta­kich potęg jak Lu­fthan­sa, Bri­tish Air­ways czy Air Fran­ce, z bo­gat­szym ca­te­rin­giem i ser­wi­sem (roz­ryw­ką) pod­czas lotu.

Tylko pa­trzeć, jak w Pol­sce po­ja­wi się trze­ci gracz - Eti­had z Abu Zabi. Jest już bli­sko. Od końca 2011 r. ma 29-pro­cen­to­wy udział w nie­za­leż­nej od Lu­fthan­sy ta­niej linii air­ber­lin. Dzię­ki niej zy­skał do­stęp do ryn­ków Nie­miec, Au­strii, Szwaj­ca­rii i Hisz­pa­nii. Dla Emi­ra­tes i Qatar War­sza­wa była jedną z nie­wie­lu sto­lic eu­ro­pej­skich, do któ­rych nie do­cie­ra­ły.

Wy­glą­da na to, że arab­skie linie chcą prze­jąć, a w każ­dym razie zdo­mi­no­wać, eu­ro­pej­ski ruch pa­sa­żer­ski na coraz bar­dziej do­cho­do­wych tra­sach do państw Za­to­ki Per­skiej, Indii, po­łu­dnio­wo-wschod­nich Chin z Hong­kon­giem na czele, Taj­lan­dii, Ma­le­zji In­do­ne­zji, Au­stra­lii, wschod­niej i po­łu­dnio­wej Afry­ki. To tam pro­wa­dzi więk­szość 130 po­łą­czeń, jakie Emi­ra­tes uru­cho­mi­ły z Du­ba­ju, tak jak więk­szość 120 tras Qa­ta­ru z Ad-Dau­hy i Eti­ha­du z Abu Zabi. W Emi­ra­tes sądzą, że tylko co trze­ci pa­sa­żer wy­la­tu­ją­cy tą linią z War­sza­wy za­trzy­ma się w Du­ba­ju, zaś gros sko­rzy­sta z bo­ga­tej ofer­ty prze­siad­ko­wej. Bez na­kła­da­nia drogi przez Frank­furt.

Więk­sze pro­ble­my arab­scy prze­woź­ni­cy mogą jed­nak mieć z przej­mo­wa­niem klien­tów po­dró­żu­ją­cych z Eu­ro­py do Pe­ki­nu i Szan­gha­ju, Korei czy Ja­po­nii, bo trasy z za­chod­nio­eu­ro­pej­skich hubów mają po­rów­ny­wal­ną dłu­gość, a z Hel­si­nek, z któ­rych ope­ru­je Fin­na­ir, są wręcz naj­krót­sze. Ale arab­skie linie stały się groź­ną kon­ku­ren­cją dla eu­ro­pej­skich potęg, dając ich klien­tom al­ter­na­tyw­ne, czę­sto ko­rzyst­niej­sze ofer­ty.

Są coraz sku­tecz­niej­sze w zdo­by­wa­niu rynku, choć sto­su­ją różne tak­ty­ki. Eti­had in­we­stu­je w mniej­sze linie, by do­star­cza­ły pa­sa­że­rów do jego hubu w Abu Zabi, stąd jego obec­ność w air­ber­lin. Emi­ra­tes wy­bie­ra­ją bli­ską współ­pra­cę. Jej przy­kład to 10-let­nie part­ner­stwo z Qan­ta­sem. Linia z Syd­ney zy­sku­je szan­sę przy­wró­ce­nia ren­tow­no­ści swych mię­dzy­na­ro­do­wych lotów, Emi­ra­tes - dla któ­rych kie­ru­nek au­stra­lij­ski jest waż­nym źró­dłem przy­cho­dów - do­dat­ko­wych pa­sa­że­rów. Hubem Qan­ta­su w dro­dze do i z Eu­ro­py jest od kwiet­nia 2013 r. Dubaj, a nie, jak do­tych­czas, Sin­ga­pur. Ofia­rą ukła­du jest Bri­tish Air­ways, z któ­rym Au­stra­lij­czy­cy koń­czą 17-let­ni so­jusz.

Qatar dla zdo­by­cia pa­sa­że­rów po­sta­no­wił wstą­pić do so­ju­szu lot­ni­cze­go. Od je­sie­ni 2012 r. jest w one­world, w któ­rym jest obec­nie je­dy­ną linią z Azji. Temu ma­new­ro­wi ma sprzy­jać rynek, bo jak sądzą eks­per­ci UBS In­ve­st­ment Bank, ruch pa­sa­żer­ski z Eu­ro­py do Chin i Indii bę­dzie rósł, a do USA malał. Choć li­de­rem one­world jest In­ter­na­tio­nal Air­li­nes Group, czyli Bri­tish Air­ways i Ibe­ria, to uczest­ni­cy so­ju­szu cią­żyć będą z cza­sem ku Qa­ta­ro­wi, bo to on za­pew­ni im znacz­ną część przy­cho­dów. W ten spo­sób bę­dzie się zmie­niał cha­rak­ter so­ju­szy lot­ni­czych. Ich uczest­ni­ków po­łą­czy już nie wspól­na stra­te­gia mar­ke­tin­go­wa, ale prze­woź­nik ma­ją­cy klu­czo­wy hub i sieć klu­czo­wych po­łą­czeń.

- Można było są­dzić, że rynek lot­ni­czy jest po­dzie­lo­ny mię­dzy trzy po­tęż­ne so­ju­sze i trzy, czte­ry naj­więk­sze tanie linie. Wej­ście bli­skow­schod­nich prze­woź­ni­ków zmie­ni­ło ten układ. Oka­za­ło się, że alian­se nie są już wa­run­kiem prze­trwa­nia, a re­al­ną al­ter­na­ty­wą może być in­dy­wi­du­al­na współ­pra­ca z firmą znad Za­to­ki Per­skiej - mówi Da­riusz Pie­trzak, eks­pert lot­ni­czy (już po udzie­le­niu wy­po­wie­dzi zo­stał dy­rek­to­rem ds. han­dlo­wych PLL LOT).

To może ozna­czać wy­cho­dze­nie linii z alian­sów. Ich li­de­rzy będą mu­sie­li za­re­ago­wać. I to już nie po­przez prze­ję­cia mniej­szych firm, ale ści­ślej­sze part­ner­stwo z więk­szy­mi prze­woź­ni­ka­mi. Kto wie, czy w przy­pad­ku Lu­fthan­sy, li­de­ra Star Al­lian­ce i eu­ro­pej­skiej linii numer jeden, naj­lep­szą od­po­wie­dzią na eks­pan­sję bli­skow­schod­nich firm nie bę­dzie jej zwią­zek z Tur­kish Air­li­nes (TA), naj­szyb­ciej roz­wi­ja­ją­cą się linią lot­ni­czą na świe­cie.

O takim związ­ku mówi się od li­sto­pa­da ze­szłe­go roku, kiedy to kanc­lerz An­ge­la Mer­kel roz­ma­wia­ła o nim z pre­mie­rem Tur­cji Re­ce­pem Tay­y­ipem Er­do­ga­nem. Jak po­wie­dział agen­cji Reu­ters Peter Op­pit­zhau­ser, ana­li­tyk bro­ker­skiej firmy CA Cheu­vreux (z grupy Crédit Agri­co­le), tu­rec­ki prze­woź­nik to naj­lep­sza, a może i ostat­nia dla Lu­fthan­sy szan­sa na utrzy­ma­nie się w wy­ści­gu po zna­czą­cy udział w po­łą­cze­niach z Azją i tym samym na przy­ha­mo­wa­nie eks­pan­sji firm z Za­to­ki Per­skiej. Przy­naj­mniej w Eu­ro­pie Środ­ko­wej, gdzie Niem­cy są do­mi­nu­ją­cym gra­czem.

O atrak­cyj­no­ści tu­rec­kie­go prze­woź­ni­ka sta­no­wi bo­ga­ta siat­ka po­łą­czeń ze wszyst­ki­mi kon­ty­nen­ta­mi. Hubem TA jest Stam­buł, le­żą­cy na gra­ni­cy Eu­ro­py i Azji, osią­gal­ny przez mniej­sze, a więc i bar­dziej eko­no­micz­ne sa­mo­lo­ty. TA mają wię­cej miejsc pa­sa­żer­skich niż Qatar czy Eti­had, z Lu­fthan­są stwo­rzy­ły­by grupę dys­po­nu­ją­cą pra­wie 600 ma­szy­na­mi, zaś bli­skow­schod­nie trio ma ich około 500.

Chcąc wzmoc­nić po­zy­cję prze­woź­ni­ka, Tur­cja bu­du­je nowe lot­ni­sko w Stam­bu­le. Ma być naj­więk­sze w Eu­ro­pie i ob­słu­gi­wać 150 mln pa­sa­że­rów rocz­nie. Ruszy na prze­ło­mie lat 2016 i 2017. Roz­mo­wy obu firm trwa­ją. Ich zwią­zek może po­le­gać na wspól­nym ob­słu­gi­wa­niu tras (co­de-sha­rin­gu), zwłasz­cza azja­tyc­kich, a także na dzie­le­niu się wpły­wa­mi czy zy­ska­mi. Razem mogą in­we­sto­wać w nowe sa­mo­lo­ty i ofe­ro­wać tań­sze od ry­wa­li bi­le­ty. Być może po­wsta­ło­by joint ven­tu­re po­dob­ne do tego, jaki Lu­fthan­sa ma z ame­ry­kań­ską kor­po­ra­cją Uni­ted Con­ti­nen­tal i z ja­poń­ską ANA.

Tym­cza­sem pewne jest, że nie­miec­ka firma nie wej­dzie we współ­pra­cę z żadną arab­ską linią. Choć Eti­had pro­po­no­wał jej part­ner­stwo w 2010 r., Lu­fthan­sa je od­rzu­ci­ła, li­cząc na moż­li­wo­ści so­ju­szu, któ­rym do­wo­dzi. Po trzech la­tach obec­ny jej pre­zes Chri­stoph Franz stwier­dził, że współ­pra­ca z prze­woź­ni­ka­mi znad Za­to­ki Per­skiej Lu­fthan­sie się nie opła­ca, gdy ma ona naj­moc­niej­szą siat­kę po­łą­czeń Eu­ro­pa-Azja wśród eu­ro­pej­skich linii.

We­dług firmy ba­daw­czej CAPA Cen­tre for Avia­tion z Syd­ney, ty­go­dnio­wo Lu­fthan­sa (z na­le­żą­cy­mi do niej Swis­sem i Au­strian) ofe­ru­je na nich 127 tys. miejsc, na­to­miast Air Fran­ce-KLM 104 ty­sią­ce. Ale Emi­ra­tes mają ich 350 tys., Qatar 160 tys., Eti­had 100 ty­się­cy. Jeśli Lu­fthan­sa do­ga­da się z Tur­kish Air­li­nes (67,6 tys.), to będą mieć zna­czą­cy po­ten­cjał 195 tys. miejsc, choć wciąż mniej­szy od part­nerstw Emi­ra­tes-Qan­tas (370 tys.), Bri­tish Air­ways (IAG)-Qa­tar (220 tys.) i Air Fran­ce-KLM-air­ber­lin-Eti­had (209,5 tys.).

Sta­ty­sty­ka po­ka­zu­je, że naj­więk­szej linii Eu­ro­py po­trzeb­ny jest silny part­ner w kon­fron­ta­cji z li­nia­mi arab­ski­mi i że ich eks­pan­sja jest nie­unik­nio­na. Muszą prze­cież za­peł­nić swoje sa­mo­lo­ty, choć­by po­przez wy­cią­ga­nie prze­woź­ni­ków z so­ju­szy. Tak jak Emi­ra­tes w prak­ty­ce zro­bi­ły z Qan­ta­sem (choć for­mal­nie po­zo­sta­je w one­world), a wcze­śniej pró­bo­wa­ły z Ame­ri­can Air­li­nes (też w tym so­ju­szu). Nie­wy­klu­czo­ne, że z one­world wy­stą­pi air­ber­lin, choć jest w nim do­pie­ro od marca 2012 r., bo­wiem układ, w któ­rym Eti­had, współ­wła­ści­ciel nie­miec­kiej linii, ma po­ro­zu­mie­nie co­de-sha­re z grupą Air Fran­ce-KLM, li­de­rem kon­ku­ren­cyj­ne­go so­ju­szu Sky­Te­am, jest nie­na­tu­ral­ny. W do­dat­ku air­ber­lin oddał Eti­ha­do­wi kon­tro­lę nad Top­bo­nu­sem, swoim lo­jal­no­ścio­wym pro­gra­mem fre­qu­ent-fly­er.

Eti­had usi­łu­je też zo­stać stra­te­gicz­nym in­we­sto­rem w Aer Lin­gus. W na­ro­do­wej linii Ir­lan­dii ma dziś 3-proc. udział, ale chce prze­jąć pa­kie­ty na­le­żą­ce do Ry­ana­ira (29,4 proc.) oraz do rządu ir­landz­kie­go (25,4 proc.). Mimo że Aer Lin­gus nie jest w żad­nym so­ju­szu, to z każ­dym ma po­ro­zu­mie­nia co­de-sha­rin­go­we i mocną po­zy­cję na lon­dyń­skim por­cie He­ath­row, gdzie jest wśród naj­więk­szych po­sia­da­czy slo­tów. Na waż­nych lot­ni­skach Eu­ro­py linie arab­skie nie mają wy­star­cza­ją­cej licz­by slo­tów, dla­te­go ob­sta­wi­ły porty poza me­tro­po­lia­mi.

Z ana­liz Ko­mi­sji Eu­ro­pej­skiej wy­ni­ka, że eu­ro­pej­skie linie tracą udział w rynku mię­dzy­na­ro­do­wych po­dró­ży lot­ni­czych. 10 lat temu na­le­ża­ła do nich trze­cia jego część, w 2025 r. bę­dzie to już jedna piąta. Przy­czy­ni się do tego nie tylko kry­zys fi­nan­so­wy w Eu­ro­lan­dzie, ale też ro­sną­cy ruch pa­sa­żer­ski poza Eu­ro­pą i po­li­ty­ka rzą­dów znad Za­to­ki Per­skiej, które wspie­ra­ją trans­port lot­ni­czy jako bran­żę stra­te­gicz­ną dla swo­ich go­spo­da­rek.

Dla­te­go bli­skow­schod­nie linie po­zo­sta­ją wła­sno­ścią pań­stwa, a ich eks­pan­sji sprzy­ja m.​in. niż­szy VAT na usłu­gi prze­wo­zo­we i brak prawa do straj­ku w tam­tej­szych usta­wo­daw­stwach. W la­tach 2000-2011 Emi­ra­tes zwięk­szy­ły licz­bę miejsc w sa­mo­lo­tach sied­mio­krot­nie, a Qatar Air­ways nawet 21 razy. Trwa też roz­bu­do­wa arab­skich lot­nisk. Port w Du­ba­ju ma w 2018 r. ob­słu­gi­wać nie 60 mln pa­sa­że­rów, jak dziś, ale 90 mi­lio­nów.

Mię­dzy­na­ro­do­we Sto­wa­rzy­sze­nie Prze­woź­ni­ków Po­wietrz­nych (IATA) sza­cu­je, że w 2012 r. zysk linii eu­ro­pej­skich wy­niósł 300 mln dol., zaś bli­skow­schod­nich 900 mln do­la­rów. W tym roku Eu­ro­pej­czy­cy za­ro­bią wię­cej (800 mln dol.), ale to i tak znacz­nie mniej niż firmy znad Za­to­ki Per­skiej (1,4 mld dol.).

Zni­we­lo­wa­nie prze­wa­gi Emi­ra­tes, Qa­ta­ru i Eti­ha­du może być dla eu­ro­pej­skich linii nie­wy­ko­nal­ne. We­dług eks­per­tów CAPA so­ju­sze lot­ni­cze po fa­zach współ­pra­cy mar­ke­tin­go­wej i an­ty­mo­no­po­lo­wej zna­la­zły się na eta­pie, w któ­rym muszą za­de­cy­do­wać, czy wcho­dzą w part­ner­stwo z fir­ma­mi z Bli­skie­go Wscho­du, czy wy­bie­ra­ją z nimi kon­fron­ta­cję. Ta ozna­cza­ła­by upa­dek linii o nie­sta­bil­nych przy­cho­dach i po­zy­cji na rynku. Mówi się, że wielu prze­woź­ni­ków roz­wa­ża po­rzu­ce­nie alian­su na rzecz umów part­ner­skich.

Chęć współ­pra­cy z al­ter­na­tyw­nym part­ne­rem mają linie dzia­ła­ją­ce na obrze­żach so­ju­szy i nie­od­no­szą­ce w nich ko­rzy­ści, na jakie li­czy­ły, np. na do­stęp do klien­tów kor­po­ra­cyj­nych li­de­ra. Po­za­so­ju­szo­wy układ z bli­skow­schod­nim prze­woź­ni­kiem może być wyj­ściem. Tak jak schro­nie­nie się pod skrzy­dła stra­te­gicz­ne­go in­we­sto­ra. Zro­bi­ły to przy­no­szą­ce stra­ty cze­skie linie CSA, a wła­ści­wie cze­ski rząd, który sprze­dał w nich mniej­szo­ścio­wy udział (44 proc.) Ko­re­an Air (za 3,4 mln dol.).

Na in­we­sto­ra czeka TAP Por­tu­gal, który ma dobre po­łą­cze­nia z Ame­ry­ką Po­łu­dnio­wą, zwłasz­cza z Bra­zy­lią, i z Afry­ką. Gdyby linię prze­ję­ła Lu­fthan­sa czy IAG, o czym mó­wi­ło się w 2012 roku, by­ła­by to naj­więk­sza kon­so­li­da­cja nie tylko w Eu­ro­pie. Może też jedna z ostat­nich. Jak po­wie­dział w CNN Vau­ghn Cor­dle, szef wa­szyng­toń­skiej firmy kon­sul­tin­go­wej Air­li­ne­Fo­re­ca­sts, w bran­ży lot­ni­czych prze­wo­zów pa­sa­żer­skich na­stę­pu­je zmia­na mo­de­lu biz­ne­so­we­go. Linie nie kon­cen­tru­ją się już na udzia­le w rynku, ale na swo­jej ren­tow­no­ści.

Nę­ka­ne kło­po­ta­mi mniej­sze firmy nie są już ła­ko­mym ką­skiem dla li­de­rów. Mogą ra­czej paść łupem prze­woź­ni­ków spoza Eu­ro­py, któ­rzy chcą się za­ko­twi­czyć na tym rynku, np. arab­skich czy ko­re­ań­skich. Je­dy­ne ogra­ni­cze­nie, jakie na­po­ty­ka­ją, to unij­ny zakaz po­sia­da­nia więk­szo­ścio­we­go udzia­łu w eu­ro­pej­skiej linii lot­ni­czej.

Tak czy owak to bli­skow­schod­ni prze­woź­ni­cy kre­ślą dziś nowy po­rzą­dek na świa­to­wym nie­bie.

Bog­dan Moż­dżyń­ski, For­bes

>>>>

EU ropka zanika .


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 89259
Przeczytał: 131 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 18:18, 15 Maj 2013    Temat postu:

Sondaż: poparcie dla UE i unijnej integracji gospodarczej spada

Po­par­cie dla Unii Eu­ro­pej­skiej i unij­nej in­te­gra­cji go­spo­dar­czej ma­le­je w wielu kra­jach człon­kow­skich z po­wo­du kry­zy­su; spa­dek jest szcze­gól­nie duży we Fran­cji - wy­ni­ka z opu­bli­ko­wa­ne­go son­da­żu ame­ry­kań­skie­go ośrod­ka ba­da­nia opi­nii Pew Re­se­arch Cen­ter.

Mię­dzy ro­kiem 2012 a 2013 po­par­cie dla pro­jek­tu eu­ro­pej­skie­go spa­dło ze - śred­nio - 60 proc. do 45 proc., czyli o 15 punk­tów pro­cen­to­wych. Naj­więk­szy spa­dek na­stą­pił we Fran­cji - o 19 punk­tów proc. do 41 proc. opi­nii po­zy­tyw­nych.

W szcze­gól­nie do­tknię­tej kry­zy­sem Hisz­pa­nii spa­dek po­par­cia dla UE wy­no­si 14 punk­tów (46 proc. po­zy­tyw­nych opi­nii), osiem punk­tów w Niem­czech (60 proc. opi­nii po­zy­tyw­nych), we Wło­szech - tylko 1 punkt pro­cen­to­wy (58 proc. na tak). O tyle - 1 pkt pro­cen­to­wy do 68 proc. - spa­dło po­par­cie dla UE w Pol­sce - wy­ni­ka z ba­da­nia, któ­re­mu nada­no tytuł: "Chory czło­wiek Eu­ro­py: Unia Eu­ro­pej­ska". Okre­śle­nie "chory czło­wiek Eu­ro­py", któ­re­go, jak przy­po­mi­na stro­na in­ter­ne­to­wa Pew, pier­wot­nie użył w po­ło­wie XIX wieku car Mi­ko­łaj I w od­nie­sie­niu do Im­pe­rium Osmań­skie­go, sto­so­wa­no w ostat­nich 15 la­tach także w od­nie­sie­niu do Nie­miec, Włoch, Por­tu­ga­lii, Gre­cji i Fran­cji.

Spa­dek po­par­cia dla UE po­głę­bił się także w tych kra­jach, gdzie już był znacz­ny: w Gre­cji do 33 proc. (o 4 pkt proc.) i w Wiel­kiej Bry­ta­nii do 43 proc. (o 2 pkt).

Je­dy­nym kra­jem, gdzie no­to­wa­nia UE wzro­sły, jest Re­pu­bli­ka Cze­ska; wzro­sły o 4 pkt pro­cen­to­we do 38 proc.

O sześć punk­tów pro­cen­to­wych (do 28 proc.) spa­dło także po­par­cie dla in­te­gra­cji go­spo­dar­czej, która - jak przy­po­mi­na Pew - le­ża­ła u źró­deł pro­jek­tu eu­ro­pej­skie­go.

We Fran­cji po­par­cie to zma­la­ło z 36 proc. do 22 proc., czyli aż o 14 punk­tów pro­cen­to­wych. Spa­dek od­no­to­wa­no też we Wło­szech (11 proc. opi­nii po­zy­tyw­nych), w Hisz­pa­nii (37 proc. na tak) i w Gre­cji (11 proc. opi­nii po­zy­tyw­nych). Jak pisze Pew, bę­dą­ce naj­więk­szą go­spo­dar­ką UE Niem­cy są je­dy­nym kra­jem, w któ­rym po­par­cie dla in­te­gra­cji go­spo­dar­czej prze­kra­cza 50 proc. Jed­nak także tam od­no­to­wa­no spa­dek z 59 do 54 proc.

Pew pod­kre­śla, że prze­dłu­ża­ją­cy się kry­zys go­spo­dar­czy wy­wo­łał siły od­środ­ko­we, które pro­wa­dzą do po­dzia­łów eu­ro­pej­skiej opi­nii pu­blicz­nej, od­dzie­la­ją Fran­cu­zów od Niem­ców, a Niem­ców od wszyst­kich po­zo­sta­łych.

91 proc. Fran­cu­zów uważa, że go­spo­dar­ka ma się źle, pod­czas gdy zda­niem 75 proc. Niem­ców ma się ona do­brze. 77 proc. Fran­cu­zów oce­nia, że in­te­gra­cja eu­ro­pej­ska osła­bi­ła go­spo­dar­kę, a we­dług 54 proc. Niem­ców ją wzmoc­ni­ła. 67 proc. Fran­cu­zów po­tę­pia spo­sób, w jaki pre­zy­dent Fran­co­is Hol­lan­de za­rzą­dza kry­zy­sem, pod­czas gdy 74 proc. Niem­ców po­zy­tyw­nie oce­nia pracę kanc­lerz An­ge­li Mer­kel.

Ba­da­nie prze­pro­wa­dzo­no w marcu 2013 roku na 7646 oso­bach z ośmiu kra­jów UE (Re­pu­bli­ka Cze­ska, Gre­cja, Hisz­pa­nia, Niem­cy, Wiel­ka Bry­ta­nia, Pol­ska, Fran­cja, Wło­chy).

>>>>

Brawo ! Wreszcie ludy sie budza ! ZAchwycja zwlaszcza Francuzi ! PRECZ Z EUROPOTWORAMI !



Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez BRMTvonUngern dnia Śro 18:20, 15 Maj 2013, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 89259
Przeczytał: 131 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Czw 21:04, 30 Maj 2013    Temat postu:

Z powodu kryzysu (czytaj euro) wielu Europejczyków rezygnuje z wakacji

Nieco ponad połowa (54 proc.) Europejczyków planuje w tym roku letnie wakacje. To najsłabszy wynik od 2000 roku - wynika z opublikowanego w czwartek badania Ipsos. Przyczyną zmiany zachowania Europejczyków jeśli chodzi o letni wypoczynek jest kryzys.

W tym roku zamiar wyjazdu między czerwcem a wrześniem deklaruje o 4 punkty procentowe mniej badanych niż rok temu. Natomiast w porównaniu z rokiem 2011 jest to spadek aż o 12 punktów proc.

Tendencja jest najbardziej widoczna w krajach południa kontynentu, które zmagają się z najwyższym bezrobociem. O wakacyjnym wyjeździe myśli w tym roku 42 proc. Hiszpanów; jeszcze rok temu było to 51 proc., a w 2011 roku - 65 proc.
Letnie wojaże planuje 53 proc. Włochów. To o 10 punktów proc. mniej niż rok temu i 25 punktów proc. mniej niż w roku 2011.

Wyraźny 10-punktowy spadek odnotowano też w Belgii (59 proc.), choć ją kryzys oszczędził. W przypadku Brytyjczyków wystąpił natomiast wzrost w porównaniu z rokiem ubiegłym - 56 proc. mieszkańców Wysp planuje w wakacje wyjazd.

W badaniu, przeprowadzonym na zlecenie grupy Europ Assistance, wzięli udział mieszkańcy siedmiu krajów: Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Włoch, Hiszpanii, Belgii i Austrii.

....

Bez swiat bez wakacji bez pracy bez zycie . UE trzeba uratowac za wszelka cene .


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 89259
Przeczytał: 131 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pon 14:32, 08 Lip 2013    Temat postu:

Paweł Strawiński | Onet
Afera excelowa

Polityka oszczędności w Europie i USA spowodowała dotychczas 10 tys. samobójstw. Tymczasem właśnie wykryto poważny błąd w słynnej analizie, którą wymachiwali politycy po obu stronach Atlantyku, kiedy uzasadniali konieczność ostrych cięć. Okazuje się, że nie są one wcale takie skuteczne. Ekonomiści przyznają: pomyliliśmy się.

13 lutego. Rześki środowy poranek. Komornik puka do drzwi jednego z mieszkań w hiszpańskim Alicante. Ma do przeprowadzenia eksmisję 46-letniego mężczyzny, z zawodu tragarza, który od 5 lat nie płaci czynszu. Dzwoni wiele razy, ale wciąż brak odzewu. Wzywa więc ślusarza, żeby otworzył drzwi. Mieszkanie tonie w śmieciach. Po chwili wszystko staje się jasne. Mężczyzna się powiesił. Czas zgonu: 12.30. - Ostrzegał, że to zrobi, kiedy tylko po niego przyjdą - ujawniają znajomi denata.

>>>>

Coo ??? Juz 10 tys. zginelo od dzialna MFW UE I BŚ glownie w strefie euro . To strefa smierci . UE zabija ...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 89259
Przeczytał: 131 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 19:21, 12 Lip 2013    Temat postu:

Komisja Europejska chce mieć własny serwis newsowy

Komisja Europejska planuje utworzenie serwisu newsowego, oferującego "jakościowe dziennikarstwo" o tematyce unijnej.

W ogłoszeniu o przetargu na stworzenie serwisu napisano, że "strona powinna zarówno stanowić nowy głos w sprawach Unii Europejskiej przez produkowanie własnych materiałów".

Podkreślono, że celem projektu jest też "filtrowanie, selekcja oraz wyjaśnianie informacji obywatelom Unii". Na projekt, nadzorowany przez wiceprzewodniczącą Komisji Europejskiej Viviane Reding, Bruksela zamierza wydać 3,2 mln euro rocznie.

>>>>

Kolejna utopiona kasa .

To dopiero bedzie ,,dziennikarstwo" jak z Gebelsa .


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 89259
Przeczytał: 131 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 19:01, 18 Paź 2013    Temat postu:

Jose Barroso usłyszał gorzkie słowa; potem poleciało jajo

Dwoje Francuzów rzuciło jajem w szefa Komisji Europejskiej Jose Barroso. Do zdarzenia doszło w belgijskim mieście Liege podczas debaty o przyszłości Wspólnoty, organizowanej w ramach Europejskiego Roku Obywateli.

Debata o przyszłości Unii w Liege była trzecią, w której uczestniczył przewodniczący Komisji. Wcześniej Jose Barroso był w Dublinie i Warszawie. Zwykle podczas takich spotkań zaproszeni przedstawiciele Komisji i europejscy politycy odpowiadają na pytania z sali. W Liege o głos poprosiło dwoje Francuzów i obarczyło szefa Komisji odpowiedzialnością za politykę zaciskania pasa w Europie i za śmierć ponad 350 imigrantów u wybrzeży włoskiej wyspy Lampedusa.

Jose Barroso usłyszał gorzkie słowa o narzucanych w Unii oszczędności i o Europie, która zamienia się w fortecę. W końcu w stronę szefa Komisji poleciało jajko, które upadło między nim a belgijskim ministrem spraw zagranicznych.

Jose Barroso nie ma ostatnio dobrej passy. W ubiegłym tygodniu podczas wizyty na Lampedusie mieszkańcy włoskiej wyspy przywitali go gwizdami. Na Unię Europejską spadła krytyka, że nie ma pomysłu jak rozwiązać problem masowego napływu uchodźców z Afryki i wciąż nie udało jej się stworzyć wspólnej polityki imigracyjnej.

>>>>

Z bestiami Brukseli jak widzicie nie ma juz dyskusji . To sa terrorysci jak Osama . Morduja Europe .


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 89259
Przeczytał: 131 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Śro 18:45, 20 Lis 2013    Temat postu:

PE za 40-procentową kwotą dla kobiet w radach nadzorczych

Shutterstock

PE opowiedział się za poprawą równowagi płci wśród dyrektorów niewykonawczych dużych spółek giełdowych w zUE. Europosłowie przyjęli w środę projekt dyrektywy zakładający wprowadzenie 40-procentowej kwoty dla kobiet w radach nadzorczych tych firm do 2020 r.

Parlament Europejski przyjął projekt zdecydowaną większością głosów. Propozycję poparło 459 eurodeputowanych, 148 było przeciw, a 81 wstrzymało się od głosu.

Zadowolenie z wyniku głosowania wyraziła unijna komisarz sprawiedliwości Viviane Reding, która nazwała decyzję PE "historyczną". Europosłowie potwierdzili, że Europa potrzebuje "silnych zasad w celu ograniczenie nierównowagi płci w zarządach spółek" - oświadczyła Reding, autorka proponowanej dyrektywy. Wezwała rządy krajów UE do dalszych prac nad projektem.

Zakłada on ustanowienie prawnie wiążącego celu, jakim jest osiągnięcie 40-procentowego udziału przedstawicieli płci niedostatecznie reprezentowanej w radach nadzorczych spółek notowanych na giełdzie.

Spółki będą zobowiązane do powoływania kandydatów na te stanowiska na podstawie ich kwalifikacji oraz neutralnych pod względem płci kryteriów. Jeśli kandydaci będą mieli takie same kwalifikacje, pierwszeństwo ma mieć kandydat tej płci, która jest niedoreprezentowana.

Kwoty mają obowiązywać od 2020 roku, ale w firmach publicznych już w 2018 roku, aby dały one dobry przykład. Z tych przepisów wyłączone będą przedsiębiorstwa, zatrudniające poniżej 250 osób i z dochodem mniejszym niż 50 mln euro rocznie.

Wiele emocji w trakcie prac komisji nad projektem dyrektywy wzbudziła propozycja sankcji za niespełnienie wymogów dyrektywy. Kraje UE będą same decydować o rodzaju kar, mając do wyboru grzywny administracyjne, wykluczenie z przetargów publicznych czy zakaz dotacji.

Zgodnie z decyzją eurodeputowanych kary będą wymierzane, gdy firmy nie będą stosować przejrzystej procedury rekrutacyjnej, a nie gdy nie osiągną wymaganego celu.

Dzięki nowym przepisom spółki staną się bardziej konkurencyjne i jednocześnie będą respektować wartości Unii związane z równością - powiedziała grecka chadecka eurodeputowana Rodi Kraca-Cagaropulou, która była współodpowiedzialna za sprawozdanie PE w tej sprawie.

Austriacka socjaldemokratka Evelyn Regner wyraziła nadzieję, że prace nad dyrektywą zakończą się przed majowymi wyborami europejskimi.

Zdaniem polskiej eurodeputowanej Joanny Senyszyn (SLD) "dyrektywa ta stanowi wyraźny sygnał zobowiązujący państwa członkowskie do wszczęcia odpowiednich procedur w celu promowania równowagi płci w organach spółek giełdowych".

Według danych KE z października br. udział kobiet w radach nadzorczych dużych spółek wzrósł z 15,8 proc. w październiku 2012 do 16,6 proc. w kwietniu 2013 r. Jednak w kilku krajach: w Polsce, Rumunii, na Litwie, Malcie, w Grecji, Portugalii i Wielkiej Brytanii udział ten się zmniejszył. W Polsce kobiety stanowią 10,3 proc. członków rad nadzorczych; to o 1,4 punktu procentowego mniej niż w październiku 2012 r.

...

Za malo rozpieprzyli gospodarke UE trzeba bardziej . To doprowadzi tylko do tego ze spolki wepchna iles marionetek do rad ktore beda tylko zasiadac i brac kase . Tak jest gdy rzadza barany . Rzadzenie nie jest rola kobiet i nie maja one do tego zdolnosci stad nie ma ich na stanowiskach kierowniczych . Wpychanie ich na sile popsuje gospodarke tak jak obsadzanie gospodarki komuchami . Ale zachodnie barany musza przwrobic komunizm na wlasnej skorze . Zreszta to juz dlugo nie potrwa .
Nawiasem mowiac zmuszanie aby o zarzadzie decydowaly takie kryteria jak plec nie kompetencje to ... seksizm . Dlaczego niby nie mialo by byc 40 % minimum dla rasy aryjskiej ?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 89259
Przeczytał: 131 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 15:30, 20 Gru 2013    Temat postu:

Van Rompuy: unia bankowa to największy krok naprzód od powstania euro

Reuters

Unia bankowa to dla strefy euro największy krok naprzód od czasu jej utworzenia - ocenił na konferencji po pierwszym dniu szczytu UE szef Rady Europejskiej Herman Van Rompuy. Przywódcy udzielili politycznego poparcia uzgodnieniom ministrów ws. II filaru unii bankowej.

Ministrowie finansów krajów UE uzgodnili w nocy ze środy na czwartek drugi filar unii bankowej, czyli wspólny system restrukturyzacji i uporządkowanej likwidacji banków (SRM). Unia bankowa ma uchronić euroland przed kolejnym kryzysem finansowym i oszczędzić kieszenie podatników, gdy upadają banki. Unia ma być też otwarta dla krajów spoza eurolandu.

"Jeśli uzgodniony ubiegłej nocy przez ministrów wspólny mechanizm upadłościowy zostanie zaakceptowany przez Parlament Europejski, co mam nadzieję stanie się szybko, będziemy mieli wszystkie potrzebne elementy unii bankowej przed końcem obecnej kadencji PE" - powiedział Van Rompuy.

Podkreślił, że to niezwykłe osiągnięcie. "Dla strefy euro to największy krok naprzód od czasu jej utworzenia" - podkreślił. Dodał, że znaczy też on wiele dla rynków i świata finansów.

...

Ta jest towarzysze ! Euro doprowadzilo Europe na skraj przepasci ! A teraz bedzie decydujacy krok naprzod ...znaczy sie w te przepasc ! I niech to wreszcie sie skonczy !


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 89259
Przeczytał: 131 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 21:48, 12 Kwi 2014    Temat postu:

Gazeta Finansowa

Unia pustych domów

AFP

Prawie w każdym kraju członkowskim Unii Europejskiej z roku na roku rośnie zarówno liczba ludzi bezdomnych, jak również liczba pustostanów, tak nowo wybudowanych, jak i tych starszych, od dawna nieremontowanych.

Szacuje się, że we wszystkich krajach UE jest ponad 11 mln pustych domów, z czego najwięcej, bo ponad 3,4 mln w Hiszpanii, ponad 2 mln we Francji i tyle samo we Włoszech, 1,8 mln w Niemczech i 700 tysięcy w Wielkiej Brytanii. Kilkaset tysięcy pustych domów i mieszkań jest także w Grecji, Portugalii i Irlandii oraz w innych krajach Unii. Natomiast liczba bezdomnych we wszystkich krajach UE wyniosła w 2013 r. 4,1 mln.

Pękła bańka cenowa

Spora część pustych domów i mieszkań w Hiszpanii, Portugalii, Grecji i Włoszech znajduje się na osiedlach wybudowanych w ostatnich latach nad morzem. Powstały one jeszcze przed kryzysem finansowym (w latach 2007-2008) i znaczna część z nich jest dotąd niezamieszkała. Wiele z tych apartamentów wybudowali dosyć majętni ludzie, którzy w ogóle nie zamierzali w nich mieszkać ani nawet spędzać letnich wakacji. Zbudowano je, aby na fali rosnących cen nieruchomości sprzedać je z zyskiem lub ewentualnie wynająć. Jednak pęknięcie bańki cenowej na rynku nieruchomości pokrzyżowało plany wielu inwestorom, z których znaczna część poniosła spore straty. Niektórzy prywatni deweloperzy zdecydowali się nawet na wyburzenie części postawionych w stanie surowym domów i apartamentowców, licząc na utrzymanie wyższych cen domów wybudowanych "pod klucz". Tak się jednak nie stało. Ceny domów i mieszkań w ogromnej większości krajów Unii Europejskiej spadały aż do drugiej połowy 2013 r.

Londyn na dużym plusie

Zagregowany indeks cen nieruchomości mieszkalnych we wszystkich krajach UE był, według danych Eurostatu, w połowie 2013 r. niższy o prawie 2 proc. w porównaniu z tym samym okresem z roku 2012. Ceny były niższe jednak w takich krajach jak Hiszpania, Włochy, Chorwacja i Portugalia, niż w krajach północy - czyli w Niemczech, Luksemburgu, Holandii i Wielkiej Brytanii. W tym ostatnim kraju przeciętna cena domu wynosiła w grudniu 2013 r. 250 tys. funtów. Ceny domów były nie niższe, lecz wyższe o 7,4 proc. niż w grudniu 2012 r. Wynikało to przede wszystkim ze znacznego wzrostu popytu w Londynie, generowanego przez cudzoziemców (głównie bogatych Rosjan i zamożniejszych obywateli państw znad Zatoki Perskiej). W stosunku do 2012 r. ceny domów w Londynie wzrosły w 2013 r. o ponad 12,3 proc., w porównaniu ze średnim wzrostem cen nieruchomości w Anglii o 5,7 proc., w Walii o 4,8 proc. i tyle samo w Północnej Irlandii oraz o 0,5 proc. w Szkocji. Dla porównania, w tym samym okresie ceny domów i innych nieruchomości mieszkalnych w Hiszpanii spadły o 11 proc.

Przybywa bezdomnych i… apartamentów

Hiszpański rynek nieruchomości nadal znajduje się w zapaści i brak jest ogólnokrajowej strategii na rozwiązanie wielu problemów, z jakimi nie potrafią się uporać ani prywatni inwestorzy, banki kredytujące większość nowo wybudowanych domów i mieszkań, ani też lokalne zarządy gmin i miast, które z braku funduszy nie mogą wynająć nawet niewielkiej części niezamieszkałych domów i apartamentów w celu udostępnienia ich bezdomnym.

To dosyć kuriozalna sytuacja w krajach, gdzie w ostatnich latach zbudowano bardzo dużo domów i mieszkań, na które nie ma efektywnego popytu ze strony ludzi posiadających środki finansowe na ich zakup lub wynajem, a jednocześnie rośnie liczba ludzi ubogich, którzy nie mogą zamieszkać na warunkach nierynkowych, czyli "ulgowych", przy wykorzystaniu subsydiów władz lokalnych lub centralnych, w części tych nowych i starych pustostanów. Niektórzy przedstawiciele organizacji charytatywnych określają niewykorzystywanie istniejącej infrastruktury mieszkaniowej "szokującym marnotrawstwem", które trudno zrozumieć nie tylko ludziom bezdomnym.

Nietrafione inwestycje?

Coś musi być nie tak z rynkiem nieruchomości w wielu krajach Unii Europejskiej, skoro od lat nie udaje się zrównoważyć podaży domów i mieszkań z efektywnym popytem. Prywatni inwestorzy budują domy zdawałoby się w takich miejscach, w których można je sprzedać bogatym nabywcom, traktującym je jako nie tyle miejsce do zamieszkania, ile wyłącznie jako dobrą lokatę kapitału, która po odsprzedaży ma przynieść odpowiednio wysoki zysk. Coraz częściej są to jednak nietrafione inwestycje, na których niezbyt orientujący się w realiach rynku nieruchomości w danym kraju nabywcy (często zagraniczni) ponoszą spore straty, jeśli możliwie szybko zdecydują się na sprzedaż zakupionego przed kilkoma laty domu. A jeśli nadal upierają się przy "starej" cenie zakupu danej nieruchomości, to mają niewielkie szanse na jej sprzedaż. Czekanie na wzrost cen też nie jest dobrą strategią w sytuacji zastoju na rynku nieruchomości. Wybudowane kilka lat temu i nieogrzewane domy niszczeją z roku na rok. Tracą na wartości. Dotyczy to szczególnie starych kamienic i domów przyjętych za długi przez banki, które nie mogą ich ani sprzedać (nawet po zdawałoby się atrakcyjnej, bo mocno obniżonej cenie), ani też wynająć, bez dokonania często bardzo kosztownego remontu.

Hiszpańska plaga pustostanów

Swoista plaga pustych domów i apartamentów występuje od dobrych kilku lat w Hiszpanii, gdzie na początku bieżącego stulecia nasilił się boom budowlany, wynikający głównie z popytu na "wakacyjne domy" ze strony Niemców, Brytyjczyków i Skandynawów. Według najnowszych danych hiszpańskiego urzędu statystycznego, pod koniec 2013 r. było w Hiszpanii 3,4 mln pustych domów - co stanowiło 14 proc. wszystkich domów w tym kraju. W okresie minionej dekady liczba pustych domów w tym kraju zwiększyła się o 10 proc. Według niektórych szacunków, w ostatnich paru latach około 500 tysięcy domów w stanie surowym i rozpoczętych budów domów i apartamentowców została porzucona przez firmy deweloperskie, które mocno ograniczyły swoją działalność inwestycyjną. Natomiast w okresie boomu budowlanego, tj. w latach 2004-2008, oddawano w Hiszpanii do użytku 800 tysięcy domów i apartamentów rocznie. Ich ceny rosły wtedy średnio o 4,4 proc. w skali roku. Obecnie jednak w wielu miejscowościach nadmorskich ponad jedna trzecia wybudowanych domów i apartamentowców jest nadal pusta. Nie ma na nie chętnych, pomimo faktu, że od szczytu kryzysu finansowego z 2008 r. minęło już ponad pięć lat!

Ludzie bez domów, domy bez ludzi

Oczywiście wiele tych pustych domów, które zbudowano na kredyt, zostało przejętych przez hiszpańskie banki, gdyż ich właściciele nie byli w stanie spłacać rat od zaciągniętych pożyczek. Zdaniem przedstawiciela hiszpańskiego stowarzyszenia ludzi bezdomnych Provivienda, Mario Jose Aldanasa, Hiszpania jest obecnie "krajem o rosnącej z roku na roku liczbie przewłaszczeń domów przez banki i wzrastającej liczbie eksmisji, przez co coraz więcej jest ludzi bez domu i coraz więcej jest domów bez ludzi". Władze niektórych autonomicznych prowincji starają się na rożne sposoby zmusić banki do szybkiej (czyli po bardzo niskiej cenie) sprzedaży lub do wynajęcia przejętych od dłużników nieruchomości. Przykładem mogą być władze Katalonii, które na początku tego roku zagroziły bankom, że ukarzą je grzywną w wysokości od 100 000 do 137 000 euro, jeśli przejęte przez nie od dłużników domy będą stały puste dłużej niż dwa lata. Jednak banki, ze zrozumiałych względów, nie chcą sprzedawać ani wynajmować przejętych przez siebie nieruchomości po cenach niegwarantujących im przynajmniej zwrotu udzielonych na ich wybudowanie kredytów. Tylko nieliczne decydują się na sprzedaż poniżej kosztów własnych, dlatego trudno oczekiwać, że groźba kar ze strony władz lokalnych cokolwiek zmieni na lepsze.

Usamodzielnienie odłożone na przyszłość

W sytuacji stagnacji gospodarczej i wysokiej stopy bezrobocia trudno znaleźć potencjalnych klientów, którzy mogą sobie pozwolić na kupno domu czy wynajęcie mieszkania na warunkach rynkowych. Wysokie ceny najmu i zakupu nieruchomości są poważną barierą, szczególnie dla ludzi młodych, nie tylko dla bezrobotnych, lecz także dla tych, którzy wprawdzie pracują, ale zarabiają stosunkowo niewiele i tym samym nie posiadają tzw. zdolności kredytowej. Brak dostępu lub ograniczenia w dostępie do finansowania bankowego powodują między innymi, że ludzie młodzi w przedziale wiekowym od 24 do 35 lat odkładają na przyszłość usamodzielnienie się i nadal mieszkają ze swoimi rodzicami. W Hiszpanii odsetek młodych ludzi mieszkających z rodzicami wynosi 37,8 proc., a w Polsce 44,4 proc., (czyli to 2,8 mln osób), natomiast w Chorwacji jest najwyższy i wynosi aż 68 proc., w Bułgarii 55,7 proc., na Słowacji 56,7 proc. i we Włoszech 44,7 proc. Z kolei w Szwecji i Finlandii tylko 4,1 proc. młodych ludzi do 35. roku życia mieszka z rodzicami. Średnia dla wszystkich starych krajów Unii Europejskiej wynosi 23,6 proc.

Nadzieja w młodych

Badania Eurostatu, a także innych instytucji, potwierdzają fakt, że wbrew pozorom, w usamodzielnieniu się, tożsamym z zakupem lub wynajmem własnego mieszkania, nie przeszkadza przede wszystkim brak pracy, lecz niskie dochody młodych ludzi, którzy pracują w pełnym lub niepełnym wymiarze godzin. Okazuje się bowiem, że ponad 67 proc. młodych ludzi mieszkających nadal z rodzicami pracuje (w Polsce odsetek ten wynosi 68,9 proc.), jednak ich zarobki nie wystarczają ani na wynajęcie, ani tym bardziej na kupno własnego domu czy nawet niewielkiego mieszkania.

Od wzrostu siły nabywczej ludzi młodych, bo starsi w większości zdołali zaspokoić w taki czy inny sposób swoje potrzeby mieszkaniowe, zależeć więc będzie w dużym stopniu sposób, w jaki rozwiązany zostanie, lub nie, problem nadpodaży domów i mieszkań w poszczególnych krajach UE. Trudno bowiem oczekiwać, że dojdzie w tych krajach do rekwizycji prywatnej własności i bezpłatnego przekazania pustych domów i mieszkań bezdomnym.

Czekanie na lepsze

Nakładanie kar i grzywien na banki i inne instytucje utrzymujące pustostany, tak jak to planują lokalne władze Katalonii, nie jest dobrym rozwiązaniem i z pewnością nie doprowadziłoby do rozwiązania problemu mieszkaniowego ani w tej prowincji, ani też w całej Hiszpanii, czy innych krajach Unii Europejskiej. Pozostaje więc ograniczyć budowę nowych domów i zaprzestać wielu nietrafionych inwestycji ukierunkowanych nie tyle na zaspokojenie potrzeb mieszkaniowych najbardziej potrzebujących, ile na szybki zysk oraz poczekać na poprawę koniunktury gospodarczej i tym samym znaczącą poprawę na rynku pracy. Wtedy bowiem można liczyć na odczuwalny wzrost płac i siły nabywczej młodych pracowników, których w większym niż obecnie stopniu stać będzie na wynajęcie lub zakup czekających już na nich domów i mieszkań. Obecni posiadacze wielu pustych domów, tj. w dużej części banki, będą się starać je sprzedać ludziom zamożnym, którzy być może zechcą poczekać na lepsze czasy, kiedy będzie można je odsprzedać lub wynająć z godziwym zyskiem. Nikt jednak nie jest w stanie precyzyjnie przewidzieć, kiedy nadejdą te lepsze czasy, chociaż większość z nas chce wierzyć, że kiedyś nadejdą…

Prof. Adam Gwiazda

Autor jest ekonomistą, politologiem, pracownikiem naukowym Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy

...

Grunt ze jest euro ! Oto rezultat UE . Puste domy i pelne ulice ... bezdomnych .CIEKAWE ILE JESZCZE WYTRZYMACIE BARANY TYCH KORZYSCI Z UE !


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
BRMTvonUngern
Administrator



Dołączył: 31 Lip 2007
Posty: 89259
Przeczytał: 131 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Pią 15:32, 18 Kwi 2014    Temat postu:

Maciej Jędrzejak | Saxo Bank

Bezrobocie w USA najmniejsze od 2007 roku

Podobnie jak w poprzednich dniach, podczas wczorajszej sesji uwagę inwestorów po obu stronach Oceanu przyciągały wiadomości napływające ze Stanów Zjednoczonych, gdzie w ostatnim miesiącu indeks Fed z Filadelfii wzrósł do poziomu 16.6 pkt.

Nie bez znaczenia dla dalszej aprecjacji amerykańskiej waluty pozostały także znacznie lepsze od prognozowanych dane docierające z tamtejszego rynku pracy. Jak wynika z informacji opublikowanych przez Departament Pracy, liczba złożonych wniosków o zasiłki dla bezrobotnych wyniosła w ostatnim tygodniu 304K, podczas gdy analitycy spodziewali się wyniku na poziomie 311K. Warto zauważyć, że w perspektywie ostatniego miesiąca, średnia wysokość tego wskaźnika (312K) spadła do najniższego poziomu od października 2007 roku. Wiele wskazuje więc na to, że optymistyczne słowa Janet Yellen, mówiącej o stabilizacji sytuacji ekonomicznej w USA, nie są bezpodstawne.

Ze względu na zbliżające się Święta Wielkanocne oraz niewielką ilość zaplanowanych na dzisiaj publikacji makroekonomicznych, koniec tygodnia na rynku finansowym powinien upłynąć dosyć spokojnie. Zamknięte są już giełdy m.in w Polsce, Niemczech czy USA. Popołudniu uwagę inwestorów mogą przyciągnąć jedynie informacje na temat wysokości indeksu wskaźników wyprzedzających Conference Board.

...

USA z kryzysu wyszly . A UE ? Coraz gorzej ! Bo to nie kryzys to skutek eurointegracji .


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Religia,Polityka,Gospodarka Strona Główna -> Aktualności dżunglowe Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 13, 14, 15 ... 17, 18, 19  Następny
Strona 14 z 19

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
cbx v1.2 // Theme created by Sopel & Programy